Milicja

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
thomasward
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 88

Milicja

Post#1 » 7 miesiące temu (16 lut 2018, o 01:41)

Drobne przedsłowie
 Rozwiń, aby przeczytać
Takie tam urban fantasy w rosyjskim klimacie, może komuś akurat się spodoba. :D Tekst odleżał w szufladzie kilka miesięcy po jego napisaniu i był kilkakrotnie poprawiany, więc przynajmniej błędów powinno być dość niewiele. Tekst wstawiłem też na fantastyka.pl. Miłej lektury, Artefaktowicze!


Milicja

Kołatka była stara, stalowa, ręcznie kuta, a jej dźwięk mógłby obudzić umarłego. Ktoś zastukał, więc staruszka wstała z sofy i bez pośpiechu, w tym powolnym tempie znanym tylko ludziom w jesieni życia, podeszła do drewnianych drzwi i otworzyła. Uśmiechnęła się nieznacznie i skinęła głową dwóm mężczyznom w kapeluszach i płaszczach, którzy trzymali w rękach milicyjne odznaki.

– W czym mogę panom pomóc?

– Porucznik Jurij Lebiodkin, a to starszy chorąży Ygor Yenkov z wydziału dochodzeniowego milicji obywatelskiej. Obywatelka Walentina Dorobczenkowa?

– We własnej osobie.

– Możemy wejść?

Staruszka przesunęła się na bok, a milicjanci weszli do środka. Dom w którym mieszkała Walentina był dość duży i bardzo stary. Na drewnianych ścianach wisiały olejne obrazy, głównie martwe natury i portrety dawno zmarłych osób, a podłogi wyściełane były ciemnoczerwonymi i purpurowymi dywanami. Oficerowie usiedli w salonie na dwóch obitych skórą fotelach z misternie rzeźbionymi w dębie podłokietnikami. Staruszka zamknęła drzwi i niespiesznie przyczłapała do swych gości. Usiadła w kącie salonu na czarnej skórzanej sofie.

– Herbaty? Kawy?

– Poprosimy po szklance wody.

Dorobczenkowa wyszła do kuchni. Po chwili wróciła ze srebrną tacą, na której stały trzy zdobione w asymetryczne roślinne wzory szklanki oraz plastikowa butelka wody.

– Czy znała obywatelka Saszę Dorobczenko, lat trzydzieści siedem?

– Tak, znałam Saszkę. Był moim synem.

Lebiodkin wyjął z kieszeni pudełko tanich papierosów i zapalniczkę. Wyjął jednego i włożył do ust. Gestem zachęcił staruszkę do poczęstowania się.

– Dziękuję, nie skorzystam. Zresztą wolałabym, żeby pan nie palił, nie lubię tytoniu. Jego odór…

Kąciki ust Lebiodkina drgnęły w lekkim uśmiechu. Zapalił papierosa i zaciągnął się. Powoli wypuścił dym.

– Jego odór przypomina mi syna. Sasza lubił tanie papierosy.

– Nie przez nie umarł.

– Nie. Ale zawsze gdy wracał do domu czułam ich smród, zmieszany z potem i damskimi perfumami.

– A więc to przez smród tytoniu obywatelka zabiła własnego syna?

Dorobczenkowa otworzyła szeroko oczy i usta. Porucznik nalał do szklanki odrobinę wody i wrzucił do niej niedopalonego papierosa.

– Nie zabiła go obywatelka, bo nie jesteście już panią Walentiną. Dorobczenkowa nie żyje, a w jej ciele siedzi demon. Jak się nazywacie, demonie?

Staruszka przez chwilę siedziała z szeroko rozwartymi ustami, gdy nagle zgasło światło. Milicjanci usłyszeli syk oraz brzęk tłuczonych w kuchni naczyń. Światło zapaliło się, a funkcjonariusze ujrzeli demona, który siedział na sofie. Twarz staruszki nabrała ciemnoszarego koloru przywodzącego na myśl brudny, zaniedbany nagrobek. Przecinały ją liczne, ciemnoczerwone blizny. Z ust staruszki wysunął się długi i cienki jęzor, którego zielona końcówka rozdzieliła się na dwie wijące się jak węże witki. Głowa Dorobczenkowej była wykrzywiona pod nienaturalnym kątem jak u wisielca ze złamanym karkiem, a jej oczy zaszły aksamitną czernią. Przez chwilę demon wściekle syczał i wiercił się na sofie, ale po chwili zastygł, odwrócił łeb w kierunku milicjantów i przestał się w ogóle ruszać. Yenkov ze znużeniem spojrzał za przełożonego.

– Kolejny, towarzyszu poruczniku. Tak jak przewidzieliście. Ostatnio jakaś plaga.

– Ostatnich wrogów rewolucji powiesiliśmy lata temu, więc pewnie w piekle nudy.

– Ano. A szkoda, bo wódeczki nie idzie się na spokojnie napić, tylko jeździć trzeba i śledztwa prowadzić. Ot, takie życie.

– Święte słowa, towarzyszu chorąży. Jak się nazywacie, demonie? – Porucznik spojrzał wymownie na poczwarę z piekła, która zasyczała wściekle i posłusznie odpowiedziała.

– Tellear.

Chorąży wyjął z kieszeni długopis oraz mały bloczek papieru i zaczął coś pisać.

– Dawno opętaliście panią Dorobczenkową?

– Będą trzy miesiące.

– To wy zabiliście jej syna?

– Tak. Rękami jego matki.

– Z którego kręgu piekła pochodzicie?

– Czwartego.

– Jaki jest wasz powód wizyty na Ziemi?

– Nuda. Ostatnio umiera niewielu komunistów, więc i w piekle nie ma kogo dręczyć.

– Yenkov, zapisałeś to?

– Piszę, towarzyszu poruczniku.

– Pomiń ten fragment o komunistach.

– Tak jest, towarzyszu poruczniku.

Lebiodkin poczekał chwilkę, aż podkomendny dokończy pisać, po czym wziął od chorążego dokument i włożył go w ręce demona.

– Niezbędne będzie zatwierdzenie autentyczności waszych zeznań. Proszę podpisać w tym miejscu.

Choć demon wciąż sapał z wściekłości, posłusznie wziął długopis, popisał zeznania i oddał je w ręce porucznika.

– W imieniu milicji obywatelskiej dziękujemy za podjętą współpracę.

– Dlaczego… – Demon mówił cicho, jakby ze smutkiem i utajoną furią. – Dlaczego nie mogę was opętać? Dlaczego nie mogę wam nawet nic zrobić? Dlaczego nie mogę wam się nawet, kurwa, sprzeciwić?

Yenkov uśmiechnął się, a Lebiodkin westchnął znużony i spojrzał na współtowarzysza.

– Gdyby za każdym razem gdy zadadzą to pytanie płaciliby mi rubla, to już dawno by mnie zamknęli. To już nie jest śmieszne.

– Mnie to wciąż bawi, towarzyszu poruczniku.

– Znudzi ci się to, Yenkov.

– Tak, towarzyszu poruczniku.

– Słuchaj mnie, Tellear. W naszej pięknej, komunistycznej ojczyźnie demony nie istnieją, tak jak nie istnieje Bóg, szatan i cała reszta tego tałatajstwa.

– Ale przecież…

– Istnieją tylko wrogowie narodu, elementy wywrotowe, reakcjoniści, zbrodniarze próbujący sabotować naszą piękną ojczyznę, a ty się do nich zaliczasz, prawda Yenkov?

– Tak, towarzyszu poruczniku!

– Ale przecież ja istnieję!

– Nie istniejesz, bo tak twierdzą filozofowie z katedry uniwersytetu w Leningradzie, a za filozofami partia. Nie istniejesz, więc nic nie możesz nam zrobić. Nic, co sprzeczne jest z marksistowskim materializmem nie może nam zrobić krzywdy.

– Ale panowie oficerowie…

– Towarzysze oficerowie. Lepiej zamilcz. Mogłeś nawiedzić zgniły, kapitalistyczny Zachód, a wybrałeś naszą szczęśliwą, socjalistyczną ojczyznę. U nas jesteś nikim, zwykłą przeszkodą w budowaniu wiecznego ładu, paprochem z innego świata, który należy strącić z marynarki i podrzucić sąsiadowi, chwastem zachodniej filozofii, który należy wyrwać z korzeniami i spalić na ołtarzu komunizmu, by nie skaził kompostu, z którego wyrosną owoce naszego społeczeństwa.

– Ładnie powiedziane, towarzyszu poruczniku.

– Dziękuję, Yenkov. Rozwiążesz problem?

Yenkov szybkim ruchem wyjął zza paska amerykański rewolwer i strzelił demonowi w łeb. Wysłannik piekieł zasyczał i opadł na sofę niczym sflaczała piłka. Zielone strzępki mózgu oblepiły mebel i ścianę. Za oknem błysnęło, światła zgasły, lecz po chwili prąd wrócił. Milicjanci usłyszeli syk demona:

– Spotkamy się w piekle.

Liebiodkin westchnął i odpowiedział:

– Piekło nie istnieje.

Yenkov zabezpieczył rewolwer i wsunął go za pasek spodni. Milicjanci wstali, założyli płaszcze i kapelusze. Raz jeszcze spojrzeli na martwą Dorobczenkową, wyglądającą teraz jak normalna, nieopętana, bestialsko zastrzelona staruszka. Funkcjonariusze wyszli z domu. Lebiodkin wyjął papierosa i zapalił go. Zaciągnął się, wypuścił srebrzysty dym, który powoli rozwiewał się w chłodnym wieczornym powietrzu. Yenkov po raz ostatni spojrzał na starą rezydencję, która pochodziła jeszcze z czasów carskiej Rosji. Westchnął.

– Szkoda starowinki.

Porucznik Lebiodkin splunął na ziemię, przyklepał plwociny butem i odchrząknął.

– Szkoda. Ale taka robota i takie życie.

– Piękny wieczór, towarzyszu poruczniku.

– Prawda, Yenkov. Zgłośmy to chłopakom, niech posprzątają bałagan, a potem… Po co tak na trzeźwo?

Lebiodkin podszedł do okien rezydencji i wrzucił do środka papierosa. Krytycznie spojrzał na stos kilkunastu starych firan, który szybko zaczął trawić zaprószony przez porucznika ogień. Milicjanci obserwowali przez moment tańczące języczki płomieni, które powoli zjadały stare fałdy materiału, po czym wsiedli do auta i odjechali. W aktach napisano, że rezydencję podpalili nieznani sprawcy, a staruszka zginęła w płomieniach.

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4829

Milicja

Post#2 » 7 miesiące temu (17 lut 2018, o 22:06)

Tagi, thomasie, tagi!

Dobry short, podobał mi się. Dialogi są bardzo przekonujące, rozmowa z demonem świetna, perełka po prostu. Lebiodkin jest złotousty, dawno żadna postać nie zbudziła we mnie aż tak dużej sympatii, a przecież właściwie nic o nim nie wiemy. Aż zacytuję fragment, który spodobał mi się najbardziej:

– Słuchaj mnie, Tellear. W naszej pięknej, komunistycznej ojczyźnie demony nie istnieją, tak jak nie istnieje Bóg, szatan i cała reszta tego tałatajstwa.

– Ale przecież…

– Istnieją tylko wrogowie narodu, elementy wywrotowe, reakcjoniści, zbrodniarze próbujący sabotować naszą piękną ojczyznę, a ty się do nich zaliczasz, prawda Yenkov?

– Tak, towarzyszu poruczniku!


Tak między borem a prawdą, masz trochę potknięć, głównie interpunkcja. Z innych rzeczy wypisałam parę:

Przez chwilę demon wściekle syczał i wiercił się na sofie, ale po chwili zastygł, odwrócił łeb w kierunku milicjantów i przestał się w ogóle ruszać.


– Z którego kręgu piekła pochodzi?cie


Z innych uwag: opisy wypadają bladziej w porównaniu z dialogami, bazujesz na bardzo prostej konstrukcji zdań, sporo opisów jest formie "podmiot + być + reszta zdania" lub w stylu ekspozycji, informacje podajesz jak serią z karabinu typu "Na ścianie wisiało to, na podłodze leżało tamto, podłoga była drewniana, a ściany zielone".
I myślę, że szczędzenie "didaskaliów" w dialogach w przypadku twojego tekstu się moim zdaniem ogólnie sprawdziło, ale w części rozmowy, gdy demon odpowiada na pytania porucznika, dobrze byłoby napisać wcześniej choć krótkie zdanie, że demon odpowiadał, choć wyraźnie był tym zaskoczony/rozzłoszczony - bo w trakcie czytania tego dialogu już zdążyłam pomyśleć, że mało logicznym jest, że demon odpowiada jak grzeczne dziecko pytane, ile ma lat, jak robi krowa i jakie zwierzątko lubi najbardziej, zanim przeczytałam, że po prostu nie mógł kłamać, bo w niego nie wierzyli, więc nie miał nad nimi kontroli.
Tekst zasługuje na lepszy tytuł, "Milicja" tak średnio tu pasuje.
Poza tym warto poprawić te błędy, bo miniaturka jest naprawdę fajna, ubawiła mnie.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

thomasward
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 88

Milicja

Post#3 » 7 miesiące temu (18 lut 2018, o 00:44)

Dzięki za komentarz, błędy poprawiłem. Tak, opisy wypadają najbledziej, niestety wciąż mam z nimi spore problemy, cóż, pracuję nad tym. Co do didaskaliów, zazwyczaj nie lubię, ale znacznie ciężko się bez nich pisze. :P

Ogólnie tekst chyba nieco przerobię i rozbuduję, by wyszło z tego jakieś dłuższe opko.

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1704

Milicja

Post#4 » 6 miesiące temu (3 mar 2018, o 20:55)

Ciężko się czyta bez didaskaliów, choć tekst jest naprawdę dobry. Jeśli byłbyś tak miły i zrobił wcięcia odpowiednimi komendami, poprawiłoby to znacznie czytelność tekstu.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 480

Milicja

Post#5 » 6 miesiące temu (8 mar 2018, o 16:05)

No,dobry tekst i taki "radziecki".

Jedna mała literówka:
"Ktoś zastukał, więc staruszka wstała z sofy i bez pośpiechu, w tym powolnym tempie znanym tylko ludziom w jesieni życia,v podeszła do drewnianych drzwi i otworzyła."

Powinno być:
"Ktoś zastukał, więc staruszka wstała z sofy i bez pośpiechu, w tym powolnym tempie znanym tylko ludziom w jesieni życia,v podeszła do drewnianych drzwi i otworzyła."

Jedna niekonsekwencja formalna:
"– Kolejny, towarzyszu poruczniku. Tak jak pan przewidział. Ostatnio jakaś plaga."

Powinno być:
"– Kolejny, towarzyszu poruczniku. Tak jak przewidzieliście (lub "towarzysz przewidział"). Ostatnio jakaś plaga."
Pozdrawiam.

humbas
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 14

Milicja

Post#6 » 6 miesiące temu (26 mar 2018, o 12:26)

Nie wiem, czy zasugerowałem się komentarzami, czy rzeczywiście tekst jest piękny, ale bardzo mi się spodobał. Komunistyczny klimacik tak bardzo charakterystyczny. Opisy rzeczywiście trochę zbyt bardzo gryzą się z dialogami i niezbyt pasują, ale jakoś specjalnie to nie przeszkadza.

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość