Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Stary zegarmistrz

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Stary zegarmistrz

Post#1 » 18 kwie 2018, o 08:58

Czy czas istnieje obiektywnie, czy też jest tylko subiektywnym „stróżem porządku zdarzeń” w naszej świadomości? Dlaczego nie można go cofnąć?

****

Ta noc, noc bez księżyca i poczucia czasu została we mnie na zawsze.

Leżałam w łóżku. Strugi deszczu spływając, głośno uderzały o szyby okien sypialni, nie pozwalając zasnąć. Szalejący wiatr wzniecał we mnie dziwny niepokój. Byłam przeraźliwie zmęczona, dręczyły koszmary. Nie wiedziałam czy to jest jawa, zły sen czy majaczenie. Spocona miotałam się w bezradnie w pościeli. Nagle z ciemności zaciśniętych powiek wypłynął przerażający obraz cyferblatu starego zegara. Czarne cyfry na srebrzystej tarczy układały się w zmieniające, w zawrotnym tempie rozedrgane hieroglify. Pojawiały się i znikały, w szalonym tańcu, jak przestraszone ptaki.
Usiadłam w łóżku, nieporadnie usiłując, zapalić nocną lampkę. O mało nie spadła. Mój wzrok odruchowo spoczął na wiszącym nad sekretarzykiem, ulubionym gdańskim zegarze. Musiał stanąć tej nocy. Zerwałam się z łóżka, próbowałam go nakręcić, ale bezskutecznie.
Czy coś się stało? Czy czegoś nie wiem? Dlaczego akurat dziś? Natrętne myśli przemykały jedna po drugiej, nie dawały wytchnąć.
„Zegary raz gwałtownie zatrzymane nigdy nie tykają tak samo jak dawniej”, przypomniałam sobie słowa Starego Zegarmistrza, przyjaciela mojego ojca.
Mimo upływu lat dobrze go pamiętałam: garbił się, lekko pociągał nogą, wyglądem zawsze wydawał mi się dużo starszy niż był w rzeczywistości. Jako mała dziewczynka często go odwiedzałam, lubiłam podglądać w pracy i słuchać jego niezwykłych opowieści. Zapatrzona bezgłośnie w mówcę, wierzyłam, że zegary podobnie jak ludzie mają duszę. Kiedyś zegar słuchał tylko mojego ojca. Po jego odejściu chodził nakręcony tylko moją ręką. Tej nocy, stary zegar nie reagował na mój dotyk. Żadne roztrząsania nie pomagały. Wiedziałam, że nie zaznam spokoju dopóki się nie dowiem czemu zamilkł. Opadłam na poduszkę, próbując, zebrać myśli.
Tylko Stary Zegarmistrz może mi pomóc, on naprawia wszystkie zegary, może i mój przywróci do życia. Wiem, gdzie mieszka.

Pospiesznie ubrałam się, spakowałam zegar i wybiegałam z domu. Nie do końca świadoma tego, co robię. Mrok zdawał się oddychać w rytmie kroków. Chmury zasnuły niebo, siąpił drobny jak mgiełka deszczyk, powietrze się ochłodziło. Podekscytowana kilka razy przystawałam, próbując zmierzyć się z tym, co siedziało w głowie. Nie wiem, kiedy minęłam kolonię małych drewnianych domów, których numerów w ciemności nie mogłam rozpoznać. W końcu kamienista droga doprowadziła mnie do parterowego domu o niebieskich okiennicach. Dawno tu nie zaglądałam, chyba ani razu od śmierci ojca. To, że znowu zobaczę Starego Zegarmistrza nie robiło na mnie większego wrażenia. Był mi potrzebny. Gdy sobie to uprzytomniłam zrobiło mi się wstyd.
Z daleka znajomy dom wyglądał jak opuszczony. Tylko zapach ulatującego z komina dymu utwierdził mnie w przekonaniu, że zastanę gospodarza.Tuż za wysokim, obrośniętym winoroślą płotem usłyszałam miauknięcie. To nie było złudzenie. Sprawiło, że na ciele pojawiła się gęsia skórka.
Ten czarny kot ciągle żyje i straszy, uświadomiłam sobie niemile zaskoczona. Nigdy nie lubiłam tego czarnego, kudłatego tłuściocha.

Ruszyłam ku ciężkim, obdartym z olejnej farby drzwiom. Zardzewiała klamka puściła, były otwarte, gdy weszłam, bezgłośnie, zamknęły za plecami. Trafiłam do innego świata, który ledwo rozpoznawałam. Mroczna sień nie zachęcała do wejścia, jej chłód, już od progu, chwytał za gardło. Zawieszona, w zakurzonym korytarzu woń tlącego się drewna drażniła zdyszane nozdrza. Zastygłam na moment. Serce waliło mi w piersi, stopy szczelnie przywarły do kamiennej posadzki. Musiała minąć długa chwila, zanim wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Między korytarzem a pokojem nie było drzwi. W nikłym świetle ognia kominka ujrzałam znajomą, zgarbioną postać. Zegarmistrz siedział przy wielkim, dębowym biurku, całkowicie pochłonięty czytaniem grubej księgi, o postrzępionych stronach. Przez moment szukałam w jego twarzy podobieństwa z tą, którą przechowywałam we wspomnieniach. Znalazłam niewiele. Wyglądał na straszliwie zmęczonego, bardzo postarzał się. Ile lat go nie widziałam, próbowałam gorączkowo policzyć. Na mój widok Zegarmistrz drżącą ręką odłożył ciężką księgę i nieporadnie usiłował wstać z fotela. Powstrzymałam go gestem, próbując się uśmiechnąć.

— Witaj Księżniczko.

W jego głosie brzmiała życzliwość. Podkrążone oczy, skryte pod sumiastymi, siwymi brwiami, zabłysły na mój widok dawnym, szczerym blaskiem. Obserwował mnie uważnie, ale nic więcej nie powiedział. Gdy nasze oczy spotkały się, spuścił wzrok. Czas nagle zaczął płynąć do tyłu. Zrobiło mi się ciepło, wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Miałam ochotę, tak jak kiedyś, wdrapać się na jego kolana i słuchać jego opowieści. Dawniej widywaliśmy się prawie, co dzień; widywaliśmy się przez wiele lat. Przeszło wiele wiosen, dorosłam, wyszłam za mąż, a osoba Starego Zegarmistrza nadal wnosiła odrobinę magii do mojego świata.

Dziś było jednak coś, co mnie zaniepokoiło. Zadziwiające, na ścianach nie zauważyłam ani jednego zegara. Ściany drażniły gęstymi pajęczynami, grubą warstwą szarego kurzu i odpadającymi płatami tynku. Zaskakująca pustka wyzierała z brudnych kątów. Na wielkim, równie zakurzonym dębowym stole przewalały się sterty książek i pożółkłych papierów. Obok dopalał się ogarek świecy, który chybotliwym płomieniem rzucał na ścianę diaboliczne cienie. Sprawiało to wrażenie tak niesamowite, że aż trudno było uwierzyć.
Czas się pomylił, czy moje biedne zmysły? Coś musiało się stać, skąd ten koszmarny bałagan? Czy to dzieje się naprawdę? Gdzie podziały się jego ukochane zegary? ,cisnęło się na usta.
Już chciałam z siebie wykrztusić to pytanie, gdy usłyszałam stłumiony głos gospodarza.

— Teraz patrzę na czas i zegary z zupełnie innej, nowej perspektywy. Czas jest pojęciem względnym, niespokojnym kłębkiem neuronów w komórkach pamięci lub wręcz nie istnieje, powstał wraz z pojawieniem się człowieka.

Ostatnie słowa zegarmistrza brzmiały jak koronny argument dłuższego wywodu. Musnął mnie pustym wzrokiem. Gdy mówił jego twarz szarzała, kurczyła się, jak maska zrozpaczonego klowna. Miałam nieodparte wrażenie, że właśnie w tej chwili bezlitosny czas, ze zdwojoną siłą odciska na niej smutny pocałunek. Przemawiał jak ktoś, kto zaczyna swój pożegnalny wykład. Nie byłam w stanie ogarnąć toku jego myśli. Kolejne wypowiedziane słowa i przytaczane argumenty brzmiały coraz bardziej zagadkowo. Zaskoczona, wpatrywałam się w jego usta, nie mogłam się skupić, po czole rozlała się fala gorąca, ugięły się nogi. Skąd, kiedy i dlaczego w tym człowieku zaszła taka wielka zmiana? Przez ułamek sekundy miałam ochotę odwrócić się, uciec i nigdy nie wracać, cały mój dotychczasowy świat nagle runął.

Nie po to tu przyszłam! Usiłowałam przywołać się do porządku.

W zakamarkach świadomości tliła się jeszcze iskierka zdrowego rozsądku. Nakazał zostać. Ostrożnie położyłam zegar na brzegu blatu stołu. W dotyku był dziwnie zimny. Wstrzymałam oddech, czekałam w napięciu na reakcję Starego Zegarmistrza. Widok zegara nie zrobił na nim najmniejszego wrażenia, milcząco obrzucił srebrny cyferblat beznamiętnym spojrzeniem. Był pogrążony w dziwnej zadumie, chyba zastanawiał się, co jeszcze ma mi powiedzieć, aby mnie przekonać. Nic więcej, nie umiałam wyczytać z jego zasępionej miny, czułam się zawiedziona, po raz pierwszy czułam do niego bezgraniczny żal. Nie wiedziałam, co myśleć o jego teorii, dokąd zmierza. Bliski mi kiedyś człowiek objawił się, jako ktoś obcy, pełen duchowej pychy i pogardy do wszystkiego, co stare.

— Do diabła! Czas, realnie nie istnieje, więc, po co go mierzyć. Zegary są nam już niepotrzebne. Czasu nie widzimy, tylko go czujemy, pędzi na oślep, bez naszej zgody — wyrzucił z siebie drżącym głosem.

Ku mojemu zaskoczeniu był całkowicie przekonany o swojej racji. Takim go nie znałam, był zupełnie odmieniony, stracił głowę lub ktoś albo coś nim zawładnęło. Chciałam go złapać za rękę, by gwałtownie potrząsnąć. Czułam, że za tymi słowami kryje się jakaś straszliwa tajemnica, do której nie umie lub nie chce mnie dopuścić. Moje myśli były napięte do ostatnich granic, skronie pulsowały. Zrozumiałam, że teraz ja coś bezpowrotnie tracę, coś nieuchwytnego, ważnego. Byłam przerażona. Mój czas, przeszłość, przyjaźnie, wspomnienia spotkań i twarzy drogich mi ludzi ulatywały gdzieś w nieskończoność, jakby ktoś niewidzialny mnie z nich stopniowo okradał. Z wolna ogarniała mnie potworna pewność, że coś bezpowrotnie tracę. Czułam się jak przerażony pisklak, który wypadł z gniazda.

— To koniec! — jęknęłam.

Wbrew woli przenosiłam się ze Starym Zegarmistrzem do innego, obcego świata, obdartego z godzin, minut i sekund i dobra. Nie mogłam temu zapobiec, pogrążałam się z minuty na minutę coraz bardziej w czarnej otchłani.

— Nie chcę! Nie mogę! — Z krtani wydobył się stłumiony krzyk.

Strach wdzierał się rzeką, porażając wszystkie zmysły.Tłem dla krzyku była głucha cisza. Przygryzłam wargi, byłam bliska histerii. Nie znałam wcześniej tego uczucia.
Kim naprawdę jesteś? Nie umiem niczego dobrego o tobie powiedzieć, nie mogę niczego zapamiętać. Rozbiegane myśli jak piłki, odbijały się od ścian i wracały jak echo. Zacisnęłam powieki, gdy je podniosłam, nikogo koło mnie już nie było, Stary Zegarmistrz rozpłynął się w swojej czasoprzestrzeni, zabierając ze sobą cząstkę mnie.

Dlaczego mi to zrobiłeś? Odchodząc, opuściłam bezradnie ręce, osłupiałym wzrokiem patrzyłam na milczący zegar. Wewnętrzny głos szalał: Zostałam nagle sama, w obcym, opuszczonym domu, skazana na życie bez poczucia czasu. Muszę przestać o tym myśleć. Muszę wreszcie przestać!

Obudził mnie mój własny szept.
Co za koszmarna noc, dawno tak źle nie spałam. To tylko sen, mara. Próbowałam dodać sobie otuchy.
Spojrzałam w okno, deszcz prawie ustał, podmuchy wiatru odsłoniły kawałek błękitnego nieba. Powoli zaczęłam zsuwać się z łóżka.— Tik-tak, Tik-tak, Tik — ponaglał mnie mój zegar. Obrzuciłam go wzrokiem:

Chodzi jak zawsze, za moment wybije ósma. Odetchnęłam z ulgą. I wtedy, między głośnymi uderzeniami zegara, usłyszałam szept Starego Zegarmistrza

—Jeśli teraźniejszość istnieje realnie to, w jaki sposób istnieje przyszłość i przeszłość, skoro pierwsza jeszcze nie nadeszła, a drugiej już nie ma.

Był tak wyraźny, że nie mogłam się pomylić.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Miesiąca
Posty: 944

Stary zegarmistrz

Post#2 » 18 kwie 2018, o 10:53

Przyjemnie poczytać, szczególnie że poruszasz ciekawe, ważne i nierozwiązane problemy. Oby więcej takich tekstów.

Nie wiedziałem czy to jest jawa, zły sen czy majaczenie.

Końcówka rodzaju męskiego.

„Zegary raz gwałtownie zatrzymane nigdy nie tykają tak samo jak dawniej”, przypomniałam sobie słowa Starego zegarmistrza, przyjaciela mojego ojca.

Albo „Starego Zegarmistrza”, albo „starego zegarmistrza”.

Jako mała dziewczynka często go odwiedzałam, lubiłam podglądać go w pracy i słuchać jego niezwykłych opowieści?

Znak zapytania nie ma tutaj uzasadnienia.

Z daleka znajomy dom wyglądał jak opuszczony. Tylko zapach ulatującego z komina dymu utwierdził mnie w przekonaniu, że zastanę gospodarza w domu.

Powtórzony „dom”. Z drugiego można zrezygnować. Wystarczy ...w przekonaniu, że zastanę gospodarza.

To nie jest złudzenie.

Niepotrzebne przejście na czas teraźniejszy.

Zardzewiała klamka puściła, były otwarte, gdy weszłam bezgłośnie zamknęły za plecami.

Zardzewiała klamka puściła, były otwarte, gdy weszłam bezgłośnie, zamknęły za plecami.

Musiała minąć długa chwila zanim wzrok przyzwyczaił się do ciemności.

Musiała minąć długa chwila, zanim wzrok przyzwyczaił się do ciemności.

Takim go nie znałam, był zupełnie odmieniony, stracił głowę lub ktoś lub coś nim zawładnęło.

Może lepiej: Takim go nie znałam, był zupełnie odmieniony, stracił głowę lub ktoś albo coś nim zawładnęło.

— Nie chcę! Nie mogę! — z krtani wydobył się stłumiony krzyk.

— Nie chcę! Nie mogę! — Z krtani wydobył się stłumiony krzyk.

Zacisnęłam powieki, gdy je podniosłam nikogo koło mnie już nie było, Stary zegarmistrz rozpłynął się w swojej czasoprzestrzeni, zabierając ze sobą cząstkę mnie.

Zacisnęłam powieki, gdy je podniosłam, nikogo koło mnie już nie było; Stary Zegarmistrz rozpłynął się w swojej czasoprzestrzeni, zabierając ze sobą cząstkę mnie.

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Stary zegarmistrz

Post#3 » 18 kwie 2018, o 11:16

Przeczytałam z zainteresowaniem, ale masz problemy z przecinkami, wiele z nich jest źle postawionych. Wkradły się też literówki. Z niektórych zdań mogłaś zrobić dwa lub trzy, zamiast oddzielać przecinkami.
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Stary zegarmistrz

Post#4 » 18 kwie 2018, o 11:32

Witaj Gorgiaszu,

Jestem wdzięczna za bardzo cenną redakcyjną pomoc. Do tego za komplementy, miło, że całość, pomimo potknięć, uważasz za dobrze napisaną.

Wielkie dzięki!

Pozdrawiam serdecznie :kocham3:

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Stary zegarmistrz

Post#5 » 18 kwie 2018, o 11:49

:hello: Głodziu, bardzo cieszę się, że widzę Cię pod moim tekstem. Twoja pozytywna opinia wiele dla mnie znaczy.

Tak, tak przecinki, masz rację - walczę. :ech: Dłuższe zdania?, przemyślę, obiecuję.

Serdeczności :)

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Stary zegarmistrz

Post#6 » 18 kwie 2018, o 12:09

Porozbijać zdanie pełne przecinków na dwa zdania na przykład. O co chodzi z tym piórkiem? Co mam zrobić?
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Stary zegarmistrz

Post#7 » 18 kwie 2018, o 13:12

To nie Ty, tylko ja mam użyć piórka, by skorzystać z Twojej rady. :kocham:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

Stary zegarmistrz

Post#8 » 18 kwie 2018, o 13:55

helka pętelka pisze:To nie Ty, tylko ja mam użyć piórka, by skorzystać z Twojej rady. :kocham:


Piórko to zabawa komentatorska, w której to komentujący "nominuje" komentowanego do dołączenia, czyli do skomentowania trzech tekstów na forum ;) Więcej informacji: viewtopic.php?f=70&t=5373
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Stary zegarmistrz

Post#9 » 18 kwie 2018, o 18:59

Camenne, cenna wskazówka, dzięki. :kocham2:
Jeszcze przez jakiś czas będę poruszać się jak dziecko we mgle. ;) Muszę poznać portal, oswoić się. Pierwsze wrażenie bardzo dobre.

Pozdrawiam :)

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

Stary zegarmistrz

Post#10 » 18 kwie 2018, o 21:18

Nie ma za co, tylko proszę nie mylić mojego nicka ;) w To tylko siedem liter, a można też zawsze skracać do "Cam".
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości