Bestia cz.1

Okiem wyobraźni. Proza spod znaku fantastyki: fantasy, science fiction oraz horror.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Wiktor
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5

Bestia cz.1

Post#1 » 2 miesiące temu (21 lip 2018, o 23:21)

Dzik był już niedaleko. Piotr tropił go pół dnia. To musiał być duża sztuka śnieg był wgłębiony na jakieś pięć centymetrów. Piotr chciał wytropić zwierzynę, ale bez wzajemności. Jeśli odyniec by go zobaczył, to albo by uciekł albo przeszedł do ataku. Dla zwiększenia swoich szans miał na sobie zimowy strój maskujący. Broń natomiast owinął białymi szmatami. Tak zamaskowany szedł powoli lasem, w rękach miał AK-74 z celownikiem PSO-1 oraz tłumikiem. Po przejściu jeszcze kilkuset metrów zobaczył go. Wielki dzik, rył w poszukiwaniu jedzenia w zmarzniętej ziemi. Piotr przyłożył kolbę do ramienia. Przymrużył oko. Wziął poprawkę na wiatr i odległość. Strzelił. Dzik kwiknął i padł martwy. Piotr podszedł do niego na odległość dziesięciu metrów, i oddał strzał kontrolny. Gdyby dzik rozszarpał mu nogę w środku lasu nie byłoby mu do śmiechu. Po upewnieniu się, że dzik nie żyje, Piotr wyciągnął ze swojego plecaka worek ze skóry, i zaczął oprawiać dzika bagnetem. Gdy skończył wytarł nóż w śniegu, zarzucił worek na plecy i ruszył w drogę powrotną. Lasy Korzecka były w przewadze lasami liściastymi, dzięki czemu w zimie panowała tam świetna widoczność. Po pół godziny doszedł do głównej drogi. Najbliższym Korzecku miastem były Kielce, od których oddalone było o dwadzieścia kilometrów. Dzięki tym dwudziestu kilometrom Korzecko nie ucierpiało tak mocno. Promieniowanie dosięgnęło Korzecka, a jakże, lecz nie bezpośrednio. Gdy Piotr doszedł do swojego schronu, otworzył klapę, po czym zszedł do piwnicy, w której żył. Zdjął strój i plecak, oparł karabin o ścianę. Położył się na pryczy. Konflikt odebrał mu rodzinę, i większość przyjaciół, odebrał mu jego dawne życie. Ludzie w Korzecku i tak mieli szczęście, bo w lasach żyły dzikie zwierzęta, dzięki temu mieli, co jeść. Gorzej było z amunicją. W pierwszych dniach po katastrofie amunicji było sporo. Zapasy robili na bieżąco znosząc ją z pobliskiego komisariatu. Gdy tam się skończyła, a nie trwało to długo gdyż ludność Chęcin szybko podchwyciła ten pomysł i doszło do kilku wymian ognia, zaczęli wykopywać pamiątki po drugiej wojnie światowej. Pobliskie lasy i pełne były amunicji, a że większość osób posiadała karabiny na naboje pośrednie, lub pistolety na naboje Parabellum pasowała do nich większość drugo wojennej amunicji. Niestety amunicja się kończyła a przed wiosną nie było mowy o tym, że jakiś handlarz będzie się przedzierał przez zaspy w trzydziestostopniowym mrozie. Nawet niektórzy miejscowi mieli problem z ogrzaniem domów, bo ciężko coś ogrzać jak okna są wybite, a jedynym źródłem ogrzewania jest mała koza. Piotr nie miał takiego problemu. Mieszkał w piwnicy szerokiej pięć metrów na sześć oraz wysokiej na dwa metry. Klapa, wykonana z pięciocentymetrowej blachy z czterema zamkami, podbita była od wewnątrz kocami, dzięki czemu całość była szczelniejsza. Źródłem światła była lampa naftowa stojąca na stole. Całość umeblowana była skromnie na betonowej podłodze, stała prycza, stół, skrzynia z ubraniami, kosz z drewnem oraz niewielka koza służąca do gotowania i ogrzania pomieszczenia. Piotr podszedł do kosza z drewnem wyjął z niego trzy kawałki i włożył je do pieca, po czym podpalił kawałek żywicznego drzewa i wrzucił go do pieca, po czym zamknął drzwiczki. Gdy zadbał już o ciepło wyjął torby i położył na stole kawałek mięsa dzika, nożem podzielił je na dwie części, zaczął ciąć w cienkie paski by później je suszyć, a drugą wrzucił do miski z solą. Suszenie tak samo jak solenie znacznie przedłużało zdatność mięsa do spożycia. Nagle Piotr usłyszał, że ktoś mocno uderza w klapę wejściową. Jednym skokiem zszedł z krzesła i dopadł do broni opartej o ścianę. Odbezpieczył ją i krzyknął.
- Kto!?
- Otwieraj, nie pajacuj – powiedział ten ktoś zza klapy.
Piotr od razu poznał głos przybysza. To był Jurij, jego kumpel jeszcze z przed katastrofy.
- Już otwieram. – Krzyknął Piotr.
Otworzył wszystkie cztery zamki i lekko uniósł klapę.
- Wejdź – powiedział Piotr.
- Dzięki – odpowiedział mu Jurij.
Gdy obydwaj zeszli na dół, Piotr dostawił do stołu krzesło dla Jurija. Po czym postawił na stole dwa metalowe kubeczki i butelkę z samogonem.
- Może tym razem odpuścimy – powiedział Jurij – po ostatnim zarzygałem pół schronu.
- To trzymaj, dla mnie to i tak za dużo a tobie się przyda – powiedział Piotr i podał Jurijowi worek z połową upolowanego dzika.
- Nie mogę tego wziąć – powiedział Jurij oddając Piotrowi worek.
- Bierz nie pieprz. Ja mam jeszcze zapasy z lata, a ty masz jeszcze żonę, a kto wie może nawet dziecko w drodze – powiedział Piotr na powrót podając Jurijowi torbę – trzymaj jeszcze kilka naboi.
- Dzięki stary, serio wielkie dzięki.
- Naprawdę żaden problem – odpowiedział Piotr. – Jak sytuacja?
- Nadal nie wiadomo, co ich zabiło.
Ostatnio w okolicy miały miejsce dziwne zdarzenia. Mianowicie znaleziono dwóch rozszarpanych myśliwych poprzewieszanych przez konary drzew. Znalazła ich kobieta idąca na polowanie, od tamtego czasu, a minęły już trzy tygodnie, nie chce być sama a na samo słowo las dostaje drgawek.
- Przecież w lesie nie ma jaskiń do cholery – powiedział Piotr.
- Może i nie ma, ale wąwozów dużo, a i powierzchniowo nie jest najmniejszy – odpowiedział Jurij.
Miał całkowitą rację, w lesie pełno było parowów, a i powierzchnia nie mała, niewielu chciało przeczesywać cały las mając w większości zacinające się automaty lub pistolety, jako broń na coś, co jest w stanie rozszarpać dwóch postawnych mężczyzn.
- Może na razie nie chodź do lasu? – Nieśmiało zaproponował Jurij.
- W tej sytuacji zdecydowanie dam na razie spokój z wycieczkami – odpowiedział Piotr.
- Chyba jednak się napije – powiedział Jurij przysuwając sobie kubek.
- Miałem nadzieję, że to zrobisz – powiedział Piotr nalewając sobie i Jurijowi po pół kubka bimbru – nie lubię nawalić się sam, bo wtedy czuje się jak alkoholik.
- A jak pijesz ze mną to, co?
- To wtedy piję dla towarzystwa – powiedział Piotr i oboje ryknęli śmiechem.
- Ciepło tu masz – powiedział Jurij po pierwszej kolejce.
- Mała klitka, to łatwo ogrzać jak masz mało drewna, powiedz to skoczymy do tego zagajnika na północ. Jeden będzie osłaniał a drugi rąbał – zaproponował Piotr
- W sumie dobry pomysł – zgodził się Jurij. - Jak przyhamuję z bimbrem w dobrym momencie to może jutro?
- Zgoda – powiedział Piotr i obaj opróżnili do końca kubki. – To, co jeszcze po jednym?
- A jak uważasz? – Spytał Jurij, po czym Piotr napełnił do jednej czwartej kubek. Wypili.
Jakiś czas później.
- Mocne jak cholera – podsumował Piotr.
- Dwudziesta osiemnaście. Wolałbym dojść do domu przed dwudziestą pierwszą, bo Anna się będzie denerwować, a poza tym, po co kusić los – powiedział Jurij, po czym podał rękę Piotrowi i ruszył do wyjścia. – Pamiętaj żeby dobrze się zamknąć – powiedział, na odchodne i ruszył w zamieć, która rozszalała się na dobre.
Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jesteś ty.(A. Sapkowski)

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 969

Bestia cz.1

Post#2 » 2 miesiące temu (22 lip 2018, o 11:26)

To musiał być duża sztuka śnieg

„musiała”

To musiał być duża sztuka śnieg był wgłębiony na jakieś pięć centymetrów.

To musiała być duża sztuka, śnieg był wgłębiony na jakieś pięć centymetrów.

Jeśli odyniec by go zobaczył, to albo by uciekł albo przeszedł do ataku.

Jeśli odyniec by go zobaczył, to albo by uciekł, albo przeszedł do ataku.

Wielki dzik, rył w poszukiwaniu jedzenia w zmarzniętej ziemi.

Wielki dzik rył w poszukiwaniu jedzenia w zmarzniętej ziemi.

Piotr podszedł do niego na odległość dziesięciu metrów, i oddał strzał kontrolny.

Piotr podszedł do niego na odległość dziesięciu metrów i oddał strzał kontrolny.

Gdyby dzik rozszarpał mu nogę w środku lasu nie byłoby mu do śmiechu.

Gdyby dzik rozszarpał mu nogę w środku lasu, nie byłoby mu do śmiechu.

Gdy skończył wytarł nóż w śniegu,

Gdy skończył, wytarł nóż w śniegu,

zarzucił worek na plecy

Jaki worek? Skąd on się wziął? A co z dzikiem? Oprawił (to chyba czynność trwająca dość długo) i zostawił? Jako poczęstunek dla wilków? W tym wszystkim brakuje sensu.

Wybacz, ale dalej nie będę korygował. W moim pojęciu wyczerpałeś limit błędów. Dodatkowo (co zresztą najważniejsze), opis polowania na dzika pozbawiony jest wszelkich emocji, napięcia – które są niezbędne w takiej sytuacji.
Nie jest najlepiej, trzeba jeszcze popracować.

Awatar użytkownika
Troxx
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Bestia cz.1

Post#3 » 1 miesiąc temu (19 sie 2018, o 11:52)

Kwestia najważniejsza. Półpauzy. Rozumiem, że też jak ja wklejałeś tekst z edytora tekstów typu OO, scrivener itp. i ci się porobiły dywizy. (1/8 firetu to jednak nie 1/2 firetu).
"Jak się zegnę, to się nie odegnę" - KMN

Mszczuj
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 200

Bestia cz.1

Post#4 » 1 tydzień temu (15 wrz 2018, o 11:19)

Fajne wprowadzenie. Klimacik bardzo w moim guście, sam zaczynałem kiedyś post apokaliptyczną powieść na terenie zbombardowanej atomówkami Europy. Polowanie na dzika z kałachem - miodzio. Opowiadanie traktuje o alkoholiku - co zrobisz, z jakiegoś powodu pisarze lubią pisać o takich ludziach ;) (ciekawe czemu ;) ) Mam nadzieję, że w drugiej części wprowadzisz nas nieco dalej w historię, zapowiada się świetnie.

Wróć do „Proza: fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości