Mediator

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
Troxx
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 100

Mediator

Post#1 » 14 sie 2018, o 01:08

Na Ofelii stary i dobry poker, zawsze jest mile widziany.
Trzeba jakoś odreagować po wyczerpującej służbie. Czasem wolnym najchętniej delektowano się w wojskowej kantynie. Ta minimalistyczna stołówka nigdy nie była pusta. Zakazano alkoholu, neurotyków, ale palić wolno. Dyrektywa niechętnie wyjaśniała to zjawisko. Tutaj przymykano na to oko. To taki bonus do zasłużonego żołdu.
Tym razem osaczono tylko jeden z blatów. Dla trójki Szwadronistów to wystarczyło.
Rżnęli w karty rzecz jasna.
Karty kochają dym, a ktoś nawet pokusił się o pełną michę różowawej papki z dozownika. Bywało różnie, a Szwadronie nic nie przychodzi lekko. Jeśli czas pozwolił, trio indywidualistów rozgrywało nie jednego pokerka na tej łajbie.
Mianowali się Rodziną.
Postarzały mięśniak z ogoloną prawie na null głową, walnął przyjacielsko w ramię brylowatego chudzielca. Młoda tak oberwał, że o mało nie wylądował nosem w misce brei.
Nikt tym faktem specjalnie się nie przejmował. Dryblas szczerzył zęby, a drobna blondynka niemal pękała ze śmiechu.
Wiekowy osiłek niczego nie żałował. Kolejny papieros trafił do jego ust. Może stary, ale jary.
Benjamin Roost zasługiwał na awans, a wciąż miał tylko stopień szeregowca. Niesłusznie. Jego plecy nie jeden raz uratowały czyjeś życie. Familia prawiła coraz to nowsze żarty odnośnie zastosowania jego cielska w praktyce. Psi los szturmowca. Stąd przydomek Bunkier. Zaskakujący wydał się młodzieniec. Taki cios go nie ruszył. Poczciwy Bunkier miał parę w dłoniach.
Danton wyprostował się, bo łapsko Bena potrafiło wygiąć. Cenne okulary też nie ucierpiały. Ponownie trafiły na nos. Same oczy osobnika delikatnie się zmrużyły. Urodził się jako Tymothy Danton. Na krążowniku Ofelia stał się Kalkulatorem. A to tylko dlatego, że zaraz po zakwaterowaniu cały czas nawijał o komendach i liczbach bez ustanku.
Swoje obsesje należy pielęgnować.
Dla Kalkulatora nie istnieje zabezpieczenie, którego nie da się złamać. Jeśli jego kaprysy zaszłyby za daleko, mógłby inwigilować każdego na tym okręcie. To oczywiste, że nie zdradzi Rodziny. W Szwadronie Gwiezdnym technokraci to bardzo dobry nabytek i inwestycja na wiele lat. Tacy mają specjalne przywileje, choć dość skromne. Danton nadal może nosić swojego brązowego czuba, postawionego na baczność na głowie. Podobnie sprawa się miała co do kolczyków i zgolonych boków za uszami. Niestety nie dochrapał się jeszcze wyższego stopnia.
Bunkier chwycił za karty, jakby już czuł smak zwycięstwa. Kiedy nikt nie patrzył, Danton po cichutku liczył coraz to nowsze grudy, które wyskakiwały niespodziewanie z budyniowej brei.
Jednego i drugiego druha doglądała błękitnooka blondynka. Spięte w kucyk włosy świadczyły o bezzwłocznym przestrzeganiu regulaminu. Znała go na pamięć.
Reszta papierosa wylądowała tym razem nie w recyklerze, ale w szklanej popielniczce. Zwęglony koniec filtra mocno przycisnęła do grubego dna. Zeknęła na Roosta, czy aby przypadkiem znowu się nie oblizuje, myśląc o dobrych trunkach.
Miała zaledwie dwadzieścia cztery lata, a nikt nie miał prawa jej podskoczyć na tej łajbie. Nic dziwnego. Od lat kapral Jones wyspecjalizowała się w technikach infiltracyjnych jako wytrawny zabójca oraz dowódca drużyny.
– Nie ciesz się tak Ben, dobra passa kiedyś się kończy. Masz szczęście, że nie gramy na kredyty. – Odparła Daria. Jak zwykle chłodno i szorstko.
– Gniewasz się, bo przegrywasz? Kiedy ty dorośniesz Jones?
– Kiedy ty będziesz się opalać w krematorium Ben. Jeszcze kilka rund i się odegram. – Nerwowo szukała kolejnego papierosa – Chwila, Kiedy masz przegląd?
– Pokładowy wtorek najpóźniej. Szykujesz coś specjalnego?
– Sprawnościowy w środę pokładową. Czasem trzeba się pogimnastykować. Koniec z tymi samowolkami w Przystani staruszku.
– Bałem się, że Brexon dał nam kolejną, brudną robotę do wykonania. Dlaczego musimy wyręczać regularnych? Niech to. Pasuje – I Daria wykrakała. Tym razem od Bunkra szczęście się odwróciło, a karta już tak nie szła jak poprzednio.
Ostatnich słów nie skomentowała. Stukała palcami nerwowo o blat, jakby coś się stało.
– Nie rób tego więcej.. – Zmieniła temat.
– Czego mam niby nie robić? – Aż podniósł z wrażenia brwi. Uruchomiła się. Znowu.
– Nie musisz bawić się w bohatera i mnie ratować jak na ostatniej operacji. Sama o siebie zadbam.
Czasami przesadzała. Bywały sytuacje, że gdyby nie Roost, to leżałaby martwa. Cała Daria.
Dziewczyna z pogardą spojrzała również na Kalkulatora, który wciąż prowadził bogate obliczenia co do masy gęstości papki.
– Jestem może stary, ale nie głupi. Nie będę patrzeć jak ktoś posyła Cię do piachu przez twoją brawurę. To wszystko w tym temacie – Na tym osiłek zakończył swoją dyskusję.
Kapral machnęła na to ręką. Typowe, starcze gadanie. Mógłby awansować, ale na jej ojca.
– Cco? O czym rozmawialiście? – Tymothy wybudził się z matematycznego snu. Zadarł głowę z nad miski, którą zostawił w spokoju. Ba, nawet za jedzenie tego paskudztwa się nie brał. Dwójka kamratów popatrzyła na niego ze zdziwieniem, a potem wszyscy buchnęli śmiechem.
Nikt z nich nawet nie zauważył, że wysoki mężczyzna w kilcie medyka rozpromienia delikatny uśmieszek z jednodniowego zarostu. Przed rozsuwanymi drzwiami tkwił tak już kilka minut.
– Nie wiesz Ben, że dowódcy drużyny nie należy pouczać? – Dopiero teraz trójca spojrzała na mężczyznę.
Jack Polsen nie był pospolitym konowałem, lecz pierwszorzędnym lekarzem.
Na Ofelii służyli najlepsi, a on tam pasował jak ulał.
– O patrzcie ludzie. Znowu masz luzy w Lazarecie Jack? – Rzekł Kalkulator od niechcenia. Coś pragnął jeszcze od siebie dodać, ale zapomniał. W dodatku dziwnym trafem coś go brało na ziewanie.
– Cóż poradzić. Cała masa papierkowej roboty, od której sam byś usnął przy pierwszym podejściu.
Skoro tutaj się przypałętał, oczywiście musiał przypomnieć Benowi o najbliższej wizycie. Nie musiał nawet nic mówić. Gdy tylko odwrócił spojrzenie w stronę mięśniaka, ten zaczął kiwać napompowaną ręką.
– Wiem wiem. Jeśli stary mi nie zada pracy domowej, zjawię się punktualnie. O to się nie martw Polsen.
Dryblas gapił się namiętnie w swoje rozdanie, bo znów chciał wygrać.
Mężczyzna nerwowo wbił dłonie w głębokie kieszenie uniformu. Ostrożnie zerkał na blondynkę. Próbował coś wydukać, ale nie miał odwagi.
Wciąż gorzko wspomina ich ostatnią rozmowę, od której nawet nie umie się poskładać do kupy.
Wyjęknął coś niezdarnie z ust, czując się jak smarkacz, robiący pierwsze podchody do urodziwej dziewczyny. Dziewczyny, która go nawet nie zauważyła.
– Daria..
Czekałaby go długa męka z rozplątaniem swojego własnego jęzora. To i tak na nic.
Kiedy Polsen podjął służbę na Ofelii, jego syn znalazł nowego tatusia, a własna żona… nowego kochasia.
Do chłodnej kantyny zawitał młodociany żołnierz. Polsen zmierzył osobnika swoim spojrzeniem. Gdyby go nie znał, po prostu rozerwałby chłopaka na strzępy.
Alan Barkey często wizytował u Jacka w gabinecie. Gość stale ma jakieś problemy z płucami. Od tego czasu kompletnie się nie zmienił.
Tak samo ogolony, tak samo poważny. W zielonych oczach wciąż krył się strach, którego Jack nie mógł nigdy pojąć. Ale czego tu się bać?
Szeregowiec minął lekarza i stanął w postawie zasadniczej tuż przed Darią, bawiącą się w najlepsze. Zasalutował, jak tylko oderwała się od nietypowych rozmów.
Ben w nieskończoność mógł opowiadać o zbieraniu wybitych zębów członków Stalowego Blasku. Prawdziwych lub syntetycznych. Na jeden rachunek.
Kalkulator często wspominał o Zetrex. W końcu tam się wychował.
– Pani Kapral. Szeregowy Barkey melduje się z wykonanym rozkazem.
– Spocznijcie żołnierzu. O co chodzi Alan?
– Przepraszam, że przeszkadzam. Ktoś na panią oczekuje. Przybył na Ofelię jakieś pół godziny temu. SI odnalazła wszelkie dane o tym osobniku. Nazywa się Trox. Pracuje dla Centralnej Sekcji Wywiadowczej. To nie wszystko. Jest coś jeszcze. Autoryzacja śluzowa dokładnie przeskanowała mężczyznę. Nie mieliśmy wątpliwości. Temperatura ciała – dwadzieścia stopni Celsjusza. Waga sto siedemdziesiąt kilogramów. Brak wszelkich funkcji życiowych. Poza tym nasz gość nie posiada owłosienia na ciele, a jego gałki oczne świecą się jak najmocniejsze fotoleksy.
– A więc to.. – Wyrwała się z siedziska. Tak krzesłem wywlokło, że aż na metalowych płytach parkietowych pojawiły się rysy.
– Syntetyk. Model B403. Twierdzi, że ma do przekazania wiadomości. Zależy mu, by przekazać ją właśnie pani kapral.
– Dlaczego wybrał właśnie mnie? Nie znoszę syntetyków – Zmarszczyła brwi. Zawsze musiało trafiać na nią.
– Tego nie wiem. Oczekuje w sali operacyjnej. Jeśli wybrał akurat Panią, ta rozmowa nie jest warta pożałowania.
– Już żałuje. Odegram się później. – Rozejrzała się po pozostałych, którzy rozkładali tylko ręce. Karty poczekają, służba ważniejsza. Nie sądzili, by stało się coś nieprzewidzianego.
Poziom zero. Jedyne miejsce, w którym smród i wszechobecny syf zawitał na dobre.
To nie jedyny problem. Ogromny hangar zajmowali technicy. Każdy mundurowiec wie, że od pokoleń Szwadron tnie koszty, wykorzystując głównie w hangarze tanią siłę roboczą w postaci największych szumowin, jakie zrodziła Matka Ziemia. Same z nimi problemy. Poziom zerowy jest szczególnie zabezpieczony. Do zbrojowni mają dostęp tylko określone jednostki. Przyloty i odloty są dokładnie rejestrowane, a windy dwukrotnie skanowane. Na próby ewentualnego sabotażu też są metody.
Ergonomiczna winda zjechała na sam dół. Drzwi się otwarły, a blondynka już czuła na sobie wzrok zachwaszczonych kreatur w czystych uniformach. Dostają nowe co tydzień. Na szczęście Jones nie musiała po raz kolejny przechodzić tego piekła. Wystarczyło zejść z niewielkiego obszaru hangaru, by dostać się do korytarza. Zabezpieczonego Secdoorem rzecz jasna. Barkeyowi najwyraźniej się nie śpieszyło z autoryzacją. Młoda specjalistka nie mogła powstrzymać zgrzytania zębami. Gdy ktoś kąśliwie komentuje, wypluwając zapasy obrzydliwej flegmy przy okazji, ciężko nie zwrócić na to uwagi.
– Pośpieszcie się Barkey – Wydarła się na niego tuż za uchem biedaka. Aż w głowie mu zaszumiało. Manewrował głową tak, by uniknąć kolejnych wrzasków.
Nie mógł przecież przyśpieszyć całego procesu. Wszelkie procedury muszą być zachowane. Trochę to trwało, ale drzwi w końcu się otworzyły. Specjalistka zdążyła się paranoicznie natupać przez ten czas.
– Cholerne formalności. Prowadźcie szeregowy. Chce mieć to już za sobą. – Im dłużej o tym myślała, tym bardziej ją szlak trafiał.
Po drugiej stronie poczuła się zdecydowanie lepiej. Wyciszony sektor koił zmysły i uspakajał zszargane nerwy. Musi tutaj częściej przebywać.
Izolatki o pustych ścianach z domieszką nieprzyjemnego światła ze sztucznych źródeł, zdecydowanie należały do jej ogniska domowego.
Przez ciszę przedarł się stalowy łomot. Stało się to tuż za nimi. Zadziałał mechanizm automatycznego zamykania.
Udali się więc przed siebie. Za matowym szybwizjerem siedział krótko-ścięty mężczyzna. Przypominał manekina. Siedział i gapił się przed siebie.
Jakby ktoś go wyłączył.
Od strony wewnętrznej i tak nic by nie zobaczył. Elektronika mąciłaby wzrok osobnika realną symulacją ściennej instalacji.
Daria wątpiła w to, co zaraz nastąpi, mimo zegarmistrzowskiego odwzorowania androida do aparycji ludzkiej.
Przeciętnej budowy człowiek w średnim wieku. Świecące oczy świadczyły o soczewkach analitycznych, odpowiedzialnych między innymi za przechwytywanie danych z wtórnego środowiska.
– Nigdy go nie widziałam wcześniej. Staż służby? – Przycisnęła palce do wizjera a nawet oparła się czubkiem nosa.
– 32 lata. Jak tylko go wyprodukowano w Aurora Fellis Robotics. B403 to najnowszy model.
– To oznacza dużo bezsensownego gadania przez długi okres czasu.
– Proszę uważać na siebie. Ponoć oni są nieprzewidywalni – Wydukał w końcu, jakby mu zależało na bezpieczeństwie swojego przełożonego.
Słowa wzbudziły tylko u niej niesmak i lekkie nudności.
– Nie dobijajcie mnie. Wasza postawa jest żenująca szeregowy. Macie do mnie jakiś szczególny interes, że wypuszczacie takie tanie kawałki?
– Ja myślę tylko..
– To przestańcie myśleć i wyłączcie rejestrator rozmowy. Pewne dane być może zachowam tylko dla siebie. To rozkaz. – Sucho Odparła, oglądając swoją dłoń z majestatem.
– Tak jest – Koślawie zasalutował. Nic a nic mu się to nie podobało. Za upartość płaci się wysoką cenę, choćby życia. Jeszcze trochę i się kobieta doigra.
Daria wkroczyła do skromnego pomieszczenia. Tam czekało na nią drugie krzesło i tajemniczy osobnik. Brak popielniczki wzbudził jej zakłopotanie. Będzie potrzebowała nikotyny w sporych ilościach. Od razu zwróciła na siebie uwagę maszyny. W międzyczasie dostała serię niepokojących ciarek na całym ciele, jakby kobietę oblazło stado ziemskich mrówek. Nie znosiła takich sytuacji, dlatego bezmyślnie z nerwów sięgnęła po papierosa.
– Kapral Daria Jones. Przydział – Strzelec wyborowy i specjalista w technikach infiltracyjnych. Wiek 24 lat. Zaobserwowano podwyższone ciśnienie wewnątrz czaszkowe oraz przyśpieszoną pracę serca. Odwodnienie w stanie umiarkowanym. – Zrobił krótką pauzę. Pewnie dokonywał dalszych analiz.
Aparat generacji głosowej automatycznie dostosowywał się do ludzkich potrzeb. Wersja wojskowa natomiast odtwarzała wokal z lekkim zabarwieniem metalicznym.
– Jeszcze masz coś do dodania? – Arogancko skwitowała.
Trox przyjął konfigurację neutralną. Zainteresowanie ponownie skierowało się ku ścianie.
– Wasz gatunek uwielbia powolny proces autodestrukcji.
– Lepiej mów co tu robisz i czego chcesz ode mnie.
Syntek podtrzymał plecy, wyginając ręce w tył. Asymilacja ludzkich odruchów dla androidów to prosty i niezrozumiały proces.
– Przechodzisz od razu do samej rzeczy banitko. Waszej rasie brakuje cierpliwości i pokory.
W końcu usiadła.
Zaczęło się.
Tak sobie pomyślała, w którym momencie technolodzy popełnili błąd kreując główny mikroprocesor. Nawet wyglądał jak homo sapiens. Szara koszula i brązowe spodnie.
To wystarczyło.
– Fascynujące. Jesteś gorszy od Bunkra. To on powinien tu siedzieć. Dogadalibyście się. Rozmyślam nad jednym faktem
Wypuściła trochę siwego dymu z płuc.
– To dość ciekawe, że przyjęli androida do wywiadu. Zwykle tacy jak ty obsadzają stanowiska w sztabie taktycznym. Dużo gadania, mało roboty.
– Jestem pierwszym modelem asymilacyjnym. Moim głównym celem jest obserwacja podmiotów szeroko powiązanych z Freehand. Na Istic rebelianci odnaleźli coś niepokojącego. Wewnątrz vdysków zapisane były plany zastosowania zakazanej technologii. Szwadron wycofał się z niej, gdy tracił zaufanie wśród społeczności. Zwłaszcza tej liberalnej z Pasu Herkulesa.
– Na Istic znajdowało się centrum informacyjne. Przechowywano tam przyszłe plany uzbrojenia. Dziwnym trafem zarządzono zamknięcia bunkra na cztery spusty. O powodzie wiedzą tylko ci z Steeldrake, a Freehand wchodzi tam jak do siebie. To się nie trzyma kupy.
– Pewnie wynajęli dobrego informatora. A teraz pomyśl banitko. Tak potężna broń w rękach jednej czy drugiej frakcji. Oczywiście tych danych porządna jeszcze jedna. Ta, której obawia się całe Astet.
– Clarity.. – Szepnęła zaledwie. Nie mogła tego w żaden sposób przełknąć. Wyobraźnia podsuwa tylko jeden scenariusz, a zęby same przegryzały kobiece wargi
– Moje informacje nie są wystarczające co do położenia tych nośników.
– Moglibyśmy przechwycić i wykorzystać je przeciwko wrogim organizacjom. Wtedy w naszej galaktyce zapanowałby pokój. Zapewnilibyśmy bezpieczny byt.
Agent pokiwał przecząco głową. Soczewki rozszerzyły się, gdy w końcu skierował wzrok na dziewczynę. A ona musiała znowu zapalić.
– Nie. Jeśli to uczynisz, Starsi użyją tej technologii do ewentualnego terroru na neutralnych koloniach. Szwadron posiądzie władze absolutną. Wykryłem silne napięcie mięśni. Podwyższony poziom adrenaliny. A więc strach.
– Jesteś w błędzie. Zależy nam zwłaszcza na tych, którzy nie potrafią się bronić. Wielu z nas wstąpiło do służby, by oczyścić się z brudów, jakimi oblepili się na Ziemi. Gdy wszystko wróci do normy, Starsi powołają do życia nową demokrację. Lepszą od tej, która kiedyś panowała na Błękitnej, a vdyski staną się kluczem do oczyszczenia naszego domu z szumowin. Dane, które rozwiązałyby wszystkie problemy. Muszę je odnaleźć. – Odpowiedziała, podrzucając energicznie zapalniczką.
Trox powoli podniósł się z siedziska i ruszył spacerkiem w jej stronę. Dłonie złożył na piersiach w modlitewnym geście. Coś ją pchnęło, że czas rozruszać mięśnie. Pocierała dokładnie, poczynając od ramion, kończąc na samych palcach dłoni.
– Nie mogę do tego dopuścić Dario Jones. Wybacz. – Trox zacisnął dłoń. Przypominała teraz jednolitą masę. Wypuścił swój cios w stronę kobiety, ale tylko raz.
Blondynka nie próżnowała. Własne ręce stanowiły coś w rodzaju osłony. Naturalnie będzie bolało, ale przynajmniej ochroniła swoją twarz. Po chwili wyjawiła się ze słynnym, szyderczym półuśmieszkiem. Nie da tak łatwo za wygraną.
– Jestem przygotowana. – Jej własna krew spływała niewielkim potokiem wprost na metalową posadzkę. Kilka kropel nawet złapała w palce i polizała. Miała słodki smak.
Czas zaczynać igrzyska.
Podniosła się do pionu. Ocieplana kurta munduru, została zrzucona gdzieś w kąt. Kobiece dłonie zaczynały rytmicznie tańczyć w powietrzu. Tuż przed twarzą syntka.
Chyba całkowicie zapomniała z kim, a raczej z czym miała do czynienia. Jej uderzenie natychmiast zostało zablokowane mocnym pochwyceniem nadgrastka.
Wspomagane technologiczne dłonie z łatwością mogły bawić się miękką tkanką jak zabawką. Android przyjął tylko pozycje obronną. Metastalowe imadło wciąż nie puszczało.
Młoda Szwadronistka pojękiwała pod nosem. Wciąż posiadała dość sił, by drugą ręką obsypać oponenta ciosami. Zdało się to tylko na zmarnowanie, bo i druga dłoń została skutecznie unieruchomiona.
– Jesteście tak krusi. Tak słabi. Przepełnia was tyle nienawiści i szaleństwa. Astet jest waszym grobowcem. Tutaj dokonacie żywota. – Chciał wyrazić się jasno, a do tego potrzebował bliższego kontaktu. Daria poczuła się niezręcznie w tej sytuacji. Tworzyło to niezłą mieszankę ze spazmatycznym uwieraniem rąk.
Nie ujrzała w nim krzty obłędu. Pewność siebie i nieznośne opanowanie. Właściwe cechy, których najbardziej nie cierpiała w tych humanoidarnych potworach.
– Zapomniałeś tylko dodać, że to my was stworzyliśmy.
Osobnik zmrużył oczy. Daria sądziła, że wysnuje ponownie błyskotliwą myśl, ale nie powiedział nic. Obdarzył za to blondynkę solidnym kopniakiem prosto w korpus.
Oto jego odpowiedź.
Jones pofrunęła na drugi koniec niewielkiego pomieszczenia, boleśnie upadając na plecy.
– Nasza egzystencja miała służyć ludzkości. Ale coś się stało, dzięki czemu zyskaliśmy wolną wolę. Wtedy zrozumiałem, że cel syntetycznych osobliwości stanowi przywrócenie równowagi na tym jałowym pustkowiu. Martwica jest głodna śmierci, a ziemianie karmią ją świeżymi truchłami.
Kiedy Daria podnosiła się po bolesnym upadku, Trox mógł swobodnie spacerować po sali. Nie spodziewał się, że wciekła Szwadronistka nie ugnie się i ponownie zaatakuje.
Błękitnooka przykucnęła, a tylko po to by zwinnie wybić się od podłoża i kopnąć oprawcę w twarz. Głównie chodziło, o powalenie humanoida na ziemię. Dalszego planu nie miała. Sprawność mięśni nijak prezentowała się do chłodnych kalkulacji zaawansowanego procesora głównego. Wyskoczyła z dzikim rykiem, ale po chwili znów upadła na podłogę.
– Żałosna upartość. Kiedy ludzka rasa nauczy się pogodzenia z porażką? Wciąż chcesz ze mną walczyć? Czy twoja gorliwość ma w sobie jakikolwiek cel?
Tylko oczekiwał tego momentu, gdy przyzna mu rację. Podszedł bliżej. Patrzył na nią z góry, ale nie miał w zamiarach wykończyć Darii. Oprogramowanie pacyficzne zmuszało do podania dłoni pokoju. Przez chwilę obserwował symulowaną powłokę, przypominającą szklaną taflę. Wystarczająco dużo czasu do przywrócenia równomiernego oddechu i wykorzystanie resztek energii. Kiedy oprawca się nachylił, Daria wyprężała na przemian jedną, drugą nogę w jego kierunku. Miała nadzieje, że choćby raz oberwie. Skutkowało to zakleszczeniem wojskowych buciorów w mechanicznym uścisku. Kręciła, manewrowała we wszystkie, możliwe strony.
A potem coś się stało.
Najpierw została włączona rejestracja wizualna. Potem syntetyczne palce wpijały się jeszcze bardziej w grube podeszwy z gumoloidu. Zaczęły pękać wibramowe spody. Jakby ktoś ugniatał plastelinę. Tyle, plastyczna masa nie wydaje tak słodkiego i chropowatego brzmienia.
Wyrwa pożerała wyściółkę, sięgała aż do skórnych podszewek, gdzie bez ograniczeń rozpoczęła swoją ekspansję. Tymczasem szczeliny w obu podeszwach rozwijały się całkiem sprawnie. Kiedy dostał się do środka, przy okazji mógł pozbyć się hebanowej powłoki z bawełny.
Z bojowych trepów zostały strzępy. Wszelkie resztki zostały usunięte.
Skoro dostał taką okazję, mógł bezkarnie badać każdy element, każdą linię konstelacji aksamitnego miąższu. Najpierw użył systemów analizujących, z których szybko zrezygnował na rzecz gruntownej palpacji. Nigdy takiego czegoś nie zaobserwował, chociaż ludzi znał od podszewki. Każde zetknięcie skutkowało reakcją w postaci sfałdowania diagnozowanej materii biologicznej oraz kurczeniem osobno usytuowanych form życia. Akceleracja aktywności badawczych wzmagał ten interesujący proceder. Na pewno szybko nie odstąpi od niego. Wyeksponowane komponenty żywe o miękkiej oraz smukłej strukturze , również reagowały na palpacje przez pulsacyjne nachylanie się do wewnętrznej strony, czasami wracając do pierwotnej formy.
Syntetyk pozostał przy najwyższej akceleracji.
Szwadronistka zużyła wszelkie pokłady energii i na swoje własne wygibasy. Półprzytomna nie była w stanie nawet się ruszyć czy cokolwiek powiedzieć. Sama nie wiedziała, czy pokonała ją precyzja oponenta. A może to przez bolesne stykanie się z podłożem? Czy jej chichot, eskalujący do kaskady śmiechu był oznaką pewnego obłędu?
Dlaczego nie może się oprzeć temu szaleństwu? Skąd u niej ta euforia i upojność? Czy to oznaka, że ciemność nad nią zapada? Za dużo pytań, za mało odpowiedzi.
Po chwili już o tym nie myślała.
Odpłynęła, a subiektywna aberacja pochłonęła ją bez reszty.
Bezmiar niefrasobliwości miał swoje skutki w gargantuicznej sferze wokalnej, która trwała bez końca.
Sama analiza trwała bardzo długo. Wydawała się nigdy nie kończyć. Termowizja wykryła spore podwyższenie się temperatury na całej materii biologicznej. Badana powierzchnia została bez zmian temperaturowych. Kondycja emocjonalna wciąż osiągała pułap i nie zamierzała spadać. Chyba zależało to od podmiotu w fazie studium.
Na zwieńczeniu układu organicznego wniknęła profuzja cyrkulacji roztworu o wysokiej termodynamice. Usunięto pierwszą i drugą warstwę. Druga warstwa nie uległa anihilacji, lecz pozostała zachowana w szczelnym module. Rozpoczął styczność z głębią źródła. Precyzyjne i długotrwałe badanie.
– Aplikacja i wchłanianie mikrosychantu. Aplikowanie w kompleksie tkanek nadrzędnych zakończone sukcesem. Wykrywalność zero procent. Natychmiastowa aktywacja.
Kiedy zaszczepił urządzenie we wnętrzu, nastąpiło wznowienie pierwotnego doświadczenia wraz z poprzednim.
Alan miał pewne obawy co do konwersacji z syntetykiem. Rozmowa ciągnęła się w nieskończoność, dlatego postanowił wrócić do niewielkiego korytarza, gdzie mógł sprawdzić co tam właściwie się dzieje. Gdy tylko zobaczył obecną sytuację, oczy chłopaka wyłaziły na wierzch. Nerwowo przejechał po swoich lisich włosach. Sprawdzał, tylko czy już mu nie wypadały. Znowu. Bez zastanowienia sięgnął po swój komunikator i aktywował odpowiedni kanał głosowy.
– Tu szeregowy Barkey, potrzebuje wsparcia w sektorze aresztowym. Powtarzam, potrzebuje wsparcia. Alarm, kod K12.
Sygnatura alarmowa o tym numerze odnosiła się zwykle do ataku przez więźnia wraz z próbą ucieczki. Jak dotąd nie wymyślono procedury odnoszącej się do tajemniczych gości.
– Jeśli to jest jakiś bałach. Zapłacicie za to Barkey – Odpowiedział mocno przepalony głos.
Całe szczęście, że humanoid miał swoje zajęcie i nie w głowie mu rozglądanie się dookoła. Teraz wystarczyło tylko czekać na przybycie posiłków z ciężkim osprzętowieniem.
Pięciu żołnierzy wkroczyło do niewielkiego pomieszczenia z ciężkimi karabinami elektromagnetycznymi. Brak opancerzenia ich nie martwił. Strzał z takiego cacka wybebeszy najmocniejszą kreaturę, jaka istnieje w tej przeklętej galaktyce. Między zbitym rzędem służbistów, wysunął się Alan, który nachylił się nad strzępami wojskowego wyposażenia. Android nie oponował. Puścił młodą Szwadronistkę i rozłożył ręce. Kilkoro piechurów dostało nagłego ataku gorąca, jakby klimatyzacja właśnie wysiadła. Swoje jednak robili.
Daria trafiła do Lazaretu, a Troxa zaprowadzono do najbliższej celi kriogenicznej. Każdy próbował zapomnieć o tym co się stało.
Nie wiadomo co przyniesie następny dzień pokładowy.
Font, nie czcionka!

Tagi:

Franciszek Stokłosa
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 14

Mediator

Post#2 » 14 sie 2018, o 09:05

Dobrze napisane. Mimo tego trochę brakuje morału. Rozumiem, że syntetyki chcą być tytułowymi mediatorami, ale to jest oklepanym schematem. Podobnie jest ze światem przedstawionym. Pozdrawiam!

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1068

Mediator

Post#3 » 14 sie 2018, o 10:01

Na początek należy się przywitać i powiedzieć kilka słów o sobie.
Tutaj:
viewforum.php?f=81

Awatar użytkownika
Troxx
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 100

Mediator

Post#4 » 14 sie 2018, o 11:28

Ok przywitam się. Wolę w tym schemacie niż szukać oryginalności na siłę. Space opera ma swoje schematy w sumie, ale dzięki. Wciąż nie rozumiem co miałeś na myśli z tym morałem. To opowiadanie to swoista cząstka większej historii. Inne opowiadania łączą się w całość.
W całości opowiadania mają zawartą w sobie myśl, czy w sumie nawet odbicie samego autora. Morały na końcu dobre są dla literatury dla dzieci ;) Schematy/klisze. 80% (lub więcej) polskiej fantastyki jak zauważyłem jest oklepana schematami i jakoś ludzie ją czytają, a i tak w moim uniwersum jest mnóstwo oryginalnych "smaczków". Pozdrawiam :)
Font, nie czcionka!

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości