Ogłoszenia 

 

Konkurs na drabble Tęsknota za latem - zapraszamy do oddania głosów na najlepszy tekst! Trwa dogrywka  

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

Dolni Vestonice

Wszelkie niedługie formy prozatorskie. Drabble, miniatury literackie i szorty ze wszystkich możliwych gatunków, również proza poetycka. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów, zgodnie z jego gatunkiem i formą.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować wyłącznie miniatury, drabble i krótkie opowiadania. 

 

Przydatne definicje 

drabble: krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story): krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

Teksty dłuższe (fragmenty powieści, długie opowiadania) należy publikować w dziale "Opowiadania i fragmenty powieści".  

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.

Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 663
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#1 » 2 gru 2019, o 13:15

* – kursywą zostały zapisane cytaty z książki Eduarda Štorcha pt. „Łowcy mamutów”. 

 

Chyba wszyscy marzą, żeby dokądś pojechać i coś ciekawego zobaczyć. Nie wszystkim się to udaje, bo nie mają pieniędzy, czasu lub zdrowia. Czasem brakuje im na to odwagi, lub zły los krzyżuje ich plany. Marzą jednak.  

Pewna lwowianka jeszcze przed wojną chciała pojechać na pielgrzymkę do Rzymu. Jednak jej mąż żałował na to pieniędzy i za wszystkie oszczędności kupował ziemię. W czasie wojny mąż zginął w Katyniu, a ona z dziećmi została wywieziona na Syberię. Przeżyła zsyłkę, ale na zakupione grunty już nie wróciła.  

– Po co mojemu Stefanowi były te pola? I tak zostały u Ruskich – utyskiwała już jako staruszka. – A mogliśmy za te pieniądze zobaczyć papieża i Rzym. Jak umrę i spotkam go w zaświatach, to mu te morgi wypomnę. 

Mój kolega marzył o wycieczce do Egiptu, ale zawsze brakowało mu na to czasu i pieniędzy. Odchodząc na emeryturę, dostał z firmy wysoką odprawę i całą wydał na wycieczkę nad Nil. Naraził się tym wnuczkom, które uważały, że to one powinny zwiedzać świat, a nie dziadek.  

Miałem i ja moje marzenie, które towarzyszyło mi od dziecka – chciałem zobaczyć... Dolni Vestonice.  

Zapyta ktoś: Po co i gdzie to w ogóle jest?  

Otóż jest to mała miejscowość na Morawach, a chciałem tam pojechać, żeby zobaczyć, gdzie żyli Kopacz i Wiewiórczak. Właściwie to oni nie żyli w Dolnich Vestonicach, bo w ich czasach żadnej miejscowości tam nie było i nawet nie wiadomo, czy naprawdę istnieli. Ja jednak nie miałem wątpliwości. Dla mnie istnieli, żyli na tamtych terenach i, mimo że upłynęło... dwadzieścia tysięcy lat, byli mi bardzo bliscy.  

Poznałem ich, gdy byłem jeszcze w podstawówce za sprawą książki pt. „Łowcy mamutów”. Głównymi jej bohaterami byli właśnie Kopacz i Wiewiórczak – chłopcy w wieku od ośmiu do czternastu lat* – czyli moi rówieśnicy. Autor opisał ich przygody tak barwnie, że identyfikowałem się z nimi w pełni, mimo że byli członkami gromady prehistorycznych jaskiniowców, a ja żyłem w dwudziestym wieku.  

Gdybym mieszkał w dużym mieście, moimi bohaterami byliby zapewne chłopcy z Placu Broni, ale ja mieszkałem w takim miejscu, gdzie Nemeczek z kumplami przepadliby z kretesem.  

Co innego Kopacz z Wiewiórczakiem. Oni żyli u podnóża Wzgórz Pawłowskich, a z ich obozowiska widać było gdzieniegdzie rzadkie, zielone gaje i krzakami porosłe łąki; wzdłuż Dyi migotały lśniące jeziorka i wiły się spokojne rozlewiska*.  

Moją Dyją była niewielka struga wpadająca do pobliskiego jeziorka, a za nią rozciągały się morenowe wzgórza pokryte lasem. Z owych wzgórz przychodziły pod nasz dom zwierzęta opisywane w książce. Dziki niszczyły nam ziemniaki, lisy próbowały kraść kury, a nasz pies ganiał po łące zające. Do kompletu książkowych stworzeń brakowało tylko renów, żubrów, mamutów i wielkich drapieżników. Te pierwsze zastępowały mi sarny, a pozostałych niestety nie mogło nic zastąpić. Mimo tych niedostatków okolica była dostatecznie dzika, żebym razem z synem sąsiada, albo i sam mógł bawić się w dyluwialnych łowców.  

Obaj książkowi chłopcy bardzo mi imponowali, starałem się im dorównać, ale słabo mi to wychodziło. Byli dobrymi i wytrwałymi biegaczami. Ich twarde, zrogowaciałe stopy nie czuły ostrych kamieni, kłujących traw ni ciernistych gałązek. Potrafili biec przez kolczaste, chwytające zdradliwie za nogi jeżyny i skakać przez sięgające do pasa krzaki pokrzyw*. Nie chciałem być od nich gorszy i też biegałem boso. Niestety moje stopy kaleczyły się o byle patyk, skakanie przez pokrzywy kończyło się poparzeniem tyłka, a w jeżyny nie odważałem się wejść bez gumowych butów.  

Szczególnie imponował mi Kopacz. Nie dość, że był sprawny i silny, to jeszcze bardzo przysłużył się współplemieńcom. Utrata ognia kilkakrotnie dała im się mocno we znaki i postanowił temu zaradzić. Widział już z tysiąc razy, gdy łowcy robili ostre noże, groty i skrobaczki. Iskier wtedy bywało dosyć, ale nigdy nie widział, aby z nich powstał ogień. To prawda, że w krzemieniu jest ukryty ogień, ale tylko Szary Wilk znał czary, z pomocą których z iskier powstawał ogień*. Szary Wilk już dawno nie żył, więc Kopacz zdany był tylko na siebie. Wypróbowywał różne metody, aż w końcu któregoś dnia rozniecił ogień, wiercąc świerkowym kijem w sosnowej podkładce*. Został za to pochwalony przez wodza i zyskał wielki szacunek gromady. 

Chociaż moje „Wzgórza Pawłowskie” zbudowane były z piasku, to na nich też czasem można było znaleźć krzemień. Miałem kilka jego kawałków i próbowałem krzesać ogień, ale zawsze kończyło się to tylko na poranionych palcach. Nigdy nie rozpaliłem ogniska bez zapałek i dlatego bardzo zazdrościłem Kopaczowi sukcesu. Co więcej, przez jakiś czas święcie wierzyłem, że to on był prawdziwym Prometeuszem, który zapewnił ludzkości stałe posiadanie ognia*. 

Kopacz i Wiewiórczak mieli również inne zasługi. Wynaleźli fujarkę i sposób malowania na ścianach jaskini, kładąc w ten sposób podwaliny pod rozwój kultury.  

Podsumowując, gdyby nie oni, to ludzkość rozwijałaby się o wiele wolniej, a może nawet by nie przetrwała. 

Czas płynął, rosłem i czytałem inne książki, ale żaden Winnetou, D'Artagnan ani Kmicic nie dorastał nawet do pięt chłopcom znad Dyi. 

Mimo że moją ukochaną lekturę znałem prawie na pamięć, to wracałem do niej wciąż od nowa i coraz bardziej marzyłem o wyjeździe na Morawy. Niestety leżały one w „zaprzyjaźnionej” Czechosłowacji, oddzielonej nieprzekraczalną wtedy dla mnie granicą. Z czasem granica ta zniknęła, ale ja zajęty byłem prozą życia i zapomniałem o dziecięcym marzeniu. Dopiero na emeryturze przypomniałem sobie o nim i postanowiłem w końcu pojechać nad Dyję. Żona przyjęła to ze zrozumieniem i razem ruszyliśmy na Morawy. 

Gdy w oddali pokazały się Wzgórza Pawłowskie, moje serce zaczęło mocniej bić, bo oto za chwilę miałem postawić nogę na ziemi Kopacza i Wiewiórczaka. Przez most na zalewie Nové Mlýny wjechaliśmy do Dolnich Vestonic i zaraz skierowaliśmy się do tamtejszego muzeum. Nie mogło być inaczej, bo przecież tam czekała na nas słynna Vestonicka Venus. Dla postronnych jest to najstarsza znana gliniana figurka nagiej kobiety, ale dla mnie to podobizna tragicznie zmarłej matki Kopacza. Jego ojciec Njan mozolnie pracował w glinie, aż uzyskał to, że na piędź wysoka figurka podobna była do człowieka: głowa, gruby tułów i dwie nogi do kolan. Ramiona były tylko z grubsza zaznaczone, natomiast z tułowiem Njan miał moc roboty. Pracował cienką kością, dokładnie wygładzał powierzchnię figurki i od czasu do czasu polewał ją wodą. Wyraźnie wymodelował duże piersi, potem małym dołeczkiem zaznaczył pępek. Dwa skośne rowki na głowie miały wyobrażać oczy – dzieło było skończone*. Rzeźbę w ognisku wypalił Kopacz i dzięki temu dotrwała aż do naszych czasów.  

Muzeum było skromne i figurkę znalazłem bez problemu. Nie przeszkadzało mi, że tylko jej kopię, bo oryginał schowano w brneńskim muzeum; dla mnie była to rzecz, której dotykał Kopacz i długo na nią patrzyłem.  

Napasłszy oczy boską urodą rzeźby, wyszliśmy pozwiedzać Dolni Vestonice. To właśnie tu w okresie międzywojennym znaleziono mnóstwo odłamków krzemienia oraz kości dawnych zwierząt, głównie mamutów. Świadczyły one, że nad brzegiem Dyi znajdowało się niegdyś wielkie obozowisko pradawnych ludzi. Właśnie to odkrycie było natchnieniem dla autora mojej ukochanej książki. Dzisiaj jest to senna miejscowość, znana chyba tylko archeologom i wędkarzom. Ci pierwsi mają tam nawet swój instytut, a drudzy obsiadają ciasno brzegi zalewu Nové Mlýny w nadziei na taaaką rybę.  

Historyczną sławę okolicy bardziej wykorzystał sąsiedni Pavlov, gdzie powstało nowoczesne muzeum archeologiczne. Zgromadzono w nim liczne wyroby z kości, kamienia i gliny, odkopane w okolicy. Moi książkowi bohaterowie też rzeźbili z kości i lepili z gliny figurki zwierząt, a teraz podobne rzeczy leżały przede mną w gablotach. Patrzyłem na nie długo, jak na znajome przedmioty zrobione przez współplemieńców Kopacza, a może i przez niego samego. 

Od muzeum prowadziła ścieżka na czoło Wzgórz Pawłowskich, zwieńczone ruinami średniowiecznego zamku. Wybraliśmy się tam, żeby obejrzeć ruiny, ale przede wszystkim po to, żeby spojrzeć z góry na okolicę. Przecież to na tych wzgórzach przed wielu wielu laty Kopacz zatrzymał się i zaczął się rozglądać. Przed nim ciągnęła się rozległa dolina, obramowana na krańcach horyzontu siniejącymi wzgórzami. Po stronie północno-zachodniej wznosiły się one w górę fala za falą, a dopiero wysokie Chrziby jakby podtrzymywały firmament. Na wzgórzach za Dyją widać było gdzieniegdzie rzadkie, zielone gaje i krzakami porosłe łąki; wzdłuż Dyi migotały lśniące jeziorka i wiły się spokojne rozlewiska. A tam w dole nad rzeką, u podnóża góry, widać skórzane namioty – to obozowisko gromady łowieckiej*.  

Stanęliśmy pod zamkiem i zobaczyliśmy panoramę jak sprzed tysięcy lat, popsutą jednak współczesnymi wtrąceniami. Przed nami ciągnęła się ta sama dolina, obramowana wzgórzami, a jej północno-zachodni horyzont zamykało pasmo Chrzibów. Na wzgórzach za Dyją widać było rozległe winnice i pola słonecznika, a poniżej zabudowania wsi Strachotin; Dyja tworzyła tu zalew Nové Mlýny, ciągnący się od horyzontu po lewej, po horyzont po prawej stronie. A tam w dole nad wodą czerwieniły się dachy domów – to Dolni Vestonice. Nie przeszkadzały mi ani winnice, ani zabudowania w dole – oczyma wyobraźni widziałem to, co widział Kopacz.  

Tak oto spełniłem moje marzenie z dzieciństwa i pobyłem kilka dni na ziemi moich książkowych bohaterów. Żadne szczęście jednak nie trwa wiecznie. Kopaczowa gromada została wygnana przez inną, silniejszą i musiała uciekać w stronę dzisiejszego Brna. Później dotarła w poszukiwaniu terenów łowieckich aż do Bramy Morawskiej, przez którą od zawsze wędrowali ludzie i zwierzęta.  

Nasz pobyt nad Dyją też dobiegł końca i – choć nas nikt nie wyganiał – tym samym szlakiem co łowcy mamutów wróciliśmy na nasze dzisiejsze „tereny łowieckie” do TESCO i jarzyniaka w sąsiedztwie.


Tagi:

Awatar użytkownika
Woogi
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 87
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#2 » 2 gru 2019, o 14:02

Jak umrę i spotkam go w zaświatach, to mu to wypomnę.
 

1 - powtórzone "to"; drugi można by wyrzucić. 

2 - nie bardzo jasne, komu miałaby wypomnieć: papieżowi, czy Stefanowi? :) 

Sam tekst ładny. Masz w stylu coś, co pozwala na wszystkie, nawet najbłahsze zdarzenia patrzeć przez jakąś dziwną, eteryczną, uwznioślającą koronkę... Podoba mi się.


Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 663
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#3 » 2 gru 2019, o 21:54

Woogi pisze:
Jak umrę i spotkam go w zaświatach, to mu to wypomnę.
 

1 - powtórzone "to"; drugi można by wyrzucić. 

2 - nie bardzo jasne, komu miałaby wypomnieć: papieżowi, czy Stefanowi? :) 

Sam tekst ładny. Masz w stylu coś, co pozwala na wszystkie, nawet najbłahsze zdarzenia patrzeć przez jakąś dziwną, eteryczną, uwznioślającą koronkę... Podoba mi się.

 

 

Dziękuję za wizytę i miły komentarz.  

Pomyślę o powtórzonym "to". 

Pozdrawiam.


Ui
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 120
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#4 » 2 gru 2019, o 21:59

Piękne opowiadanie. Pozornie zwyczajna wycieczka jest wielką wyprawą w dziecięce marzenia. Też to przerabiałem... Woogi; 1 - to jest cytat potocznej mowy starszej pani. 2 - o kim myślała? to jej słodka tajemnica. Pozdrawiam.
Gdzie mądrość nie musi, tam złe jakieś mnie czasami posyła. Ech, życie przewrotne...

Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 663
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#5 » 3 gru 2019, o 11:50

Ui pisze:Piękne opowiadanie. Pozornie zwyczajna wycieczka jest wielką wyprawą w dziecięce marzenia. Też to przerabiałem... Woogi; 1 - to jest cytat potocznej mowy starszej pani. 2 - o kim myślała? to jej słodka tajemnica. Pozdrawiam.
 

Dziękuję Ui za wiytę i komentarz. Cieszę się, że Ci się podobało.


Awatar użytkownika
kresowa pani
Wydany pisarz
Posty: 846
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#6 » 3 gru 2019, o 14:09

Gdzieś już czytałam ten tekst, jednak powtórka z lektury bardzo mi się przydała :)
Sobą jestem :-D

Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 663
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#7 » 3 gru 2019, o 20:28

kresowa pani pisze:Gdzieś już czytałam ten tekst, jednak powtórka z lektury bardzo mi się przydała :)
 

 

No pewnie, że czytałaś. Miło jednak, że przeczytałaś raz jeszcze.


szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2601
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#8 » 7 gru 2019, o 14:06

Fajna puenta. Na starość nie mogłem się pogodzić, że nie wyjdę już na podwórko i nie zagram w gleby, że żołnierzyki zaginęły w odchłani dziejów i przeprowadzek, więc zacząłem pisać. Wyprawa do Tesco jako forma łowów? Nie ma już Tesco, ale zawsze jakiś pomysł to jest. 

 

Marian pisze:Czasem brakuje im na to odwagi, lub zły los krzyżuje ich plany. Marzą jednak.
W zestawieniu z drugim krótkim zdaniem, pierwsze wygląda nie najlepiej. Wywaliłbym moje ulubione zaimki: Czasem brakuje odwagi, lub zły los krzyżuje plany. Marzą jednak.

Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 663
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#9 » 8 gru 2019, o 10:39

szczepantrzeszcz pisze:Fajna puenta. Na starość nie mogłem się pogodzić, że nie wyjdę już na podwórko i nie zagram w gleby, że żołnierzyki zaginęły w odchłani dziejów i przeprowadzek, więc zacząłem pisać. Wyprawa do Tesco jako forma łowów? Nie ma już Tesco, ale zawsze jakiś pomysł to jest. 

 

Marian pisze:Czasem brakuje im na to odwagi, lub zły los krzyżuje ich plany. Marzą jednak.
W zestawieniu z drugim krótkim zdaniem, pierwsze wygląda nie najlepiej. Wywaliłbym moje ulubione zaimki: Czasem brakuje odwagi, lub zły los krzyżuje plany. Marzą jednak.
 

 

Dziękuję Szczepanie za odwiedziny i komentarz. Każdy ma coś do wspominania, ale nie kazdy ma to szczęście, że pisze.


Awatar użytkownika
Zdzisław
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 165
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#10 » 8 gru 2019, o 12:23

Marianie, też czytałem "Łowcy mamutów" w dzieciństwie. Teraz przeczytałem z przyjemnością twoje marzenia, które się spełniły. 

Płynnie się czyta, bez zahaczeń. Jedynie dwie sugestie do zapisu: 

*ale z żaden Winnetou - ale żaden Winnetou (literówka) 

*długo się na nią patrzyłem. - długo na nią patrzyłem ("się patrzyłem", jeżeli nie jest dopowiedziane - na co; ale "patrzyłem" na coś "patrzyłem na nią"). 

Pzdr.


Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 663
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#11 » 8 gru 2019, o 19:22

Zdzisław pisze:Marianie, też czytałem "Łowcy mamutów" w dzieciństwie. Teraz przeczytałem z przyjemnością twoje marzenia, które się spełniły. 

Płynnie się czyta, bez zahaczeń. Jedynie dwie sugestie do zapisu: 

*ale z żaden Winnetou - ale żaden Winnetou (literówka) 

*długo się na nią patrzyłem. - długo na nią patrzyłem ("się patrzyłem", jeżeli nie jest dopowiedziane - na co; ale "patrzyłem" na coś "patrzyłem na nią"). 

Pzdr.

 

 

Witaj Łowco Mamutów. 

Dziękuję za uwagi. Masz rację i już poprawiłem.


Irys
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 342
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#12 » 8 gru 2019, o 19:31

Podoba się, ja miałem marzenie z Gdańskiem, po obejrzeniu filmu "Do widzenia do jutra" Odwiedziłem i odwiedzam, starówka najpiękniejsza w Polsce. Mieszkam blisko Czeskiej granicy i wybieram się na Morawy, do Telcza, rozumiem takie fascynacje są piękne i warto je spełniać.

Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 663
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#13 » 9 gru 2019, o 11:26

Irys pisze:Podoba się, ja miałem marzenie z Gdańskiem, po obejrzeniu filmu "Do widzenia do jutra" Odwiedziłem i odwiedzam, starówka najpiękniejsza w Polsce. Mieszkam blisko Czeskiej granicy i wybieram się na Morawy, do Telcza, rozumiem takie fascynacje są piękne i warto je spełniać.
 

 

Dzięki za wizytę. 

Znam trochę Morawy, ale w Telczy nie byłem. Dzięki za podsunięcie tematu.


Irys
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 342
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#14 » 9 gru 2019, o 19:08

W Telczu, to takie małe pełne kolorowych kamieniczek miasteczko. Ja mieszkam jakieś dwanaście kilometrów od granicy z Czechami, ale do Moraw to jeszcze daleko. Najbliższe miasto Opava, też niczego sobie.

Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 663
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#15 » 10 gru 2019, o 22:04

Irys pisze:W Telczu, to takie małe pełne kolorowych kamieniczek miasteczko. Ja mieszkam jakieś dwanaście kilometrów od granicy z Czechami, ale do Moraw to jeszcze daleko. Najbliższe miasto Opava, też niczego sobie.
 

 

Toś ty pewnie z Prudnika.


Irys
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 342
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#16 » 10 gru 2019, o 22:16

Nie z Raciborza.

szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2601
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#17 » 11 gru 2019, o 18:02

Irys pisze:...z Raciborza.
Byłem wrześniową porą. Fajne miasto, czyściutkie, ale Matka Polka (wraz z dziecięciem) miała maseczkę :))

Irys
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 342
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#18 » 11 gru 2019, o 18:08

No cóż, Racibórz jest niedaleko Rybnika, ponoć drugie miasto na świecie po Dehli, jeżeli chodzi o smog, ale jakoś nie chce mi się wierzyć. A co do Matki Polki, to niektórzy mówią, że to bardziej pomnik Dziecka Matki Polki i Żołnierza nieznanego.

szczepantrzeszcz
Szczepan I Złotousty
Szczepan I Złotousty
Posty: 2601
Zobacz teksty użytkownika:

Dolni Vestonice

Post#19 » wczoraj, o 12:05

Irys pisze:...niektórzy mówią, że to bardziej pomnik Dziecka Matki Polki i Żołnierza nieznanego.
Na tym polega sztuka: każdy bierze, według własnej woli i co ważniejsze, dla wszystkich starcza.

Wróć do „Miniatury i drabble”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości