Kumite

Wszelkie niedługie formy prozatorskie. Drabble, miniatury literackie i szorty ze wszystkich możliwych gatunków, również proza poetycka. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów, zgodnie z jego gatunkiem i formą.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować wyłącznie miniatury, drabble i krótkie opowiadania. 

 

Przydatne definicje 

drabble: krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story): krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

Teksty dłuższe (fragmenty powieści, długie opowiadania) należy publikować w dziale "Opowiadania i fragmenty powieści".  

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.

Awatar użytkownika

Autor tematu
Bordo
kozik
kozik
Posty: 94
Zobacz teksty użytkownika:

Kumite

Post#1 » 25 gru 2020, o 21:05

- Wstawaj, Darek! Napieprzają z prawej flanki! - kapral Bugajski podał rękę Sawickiemu. Oparł swój karabin maszynowy na dwójnóg i zdjął dwóch talibów mimo piasku niemiłosiernie gryzącego w oczy. 

 

Sawicki obudził się kilkanaście godzin później, gdy trzydzieści kilometrów od Kabulu, stolicy Afganistanu, panowała już ciemna noc. Z trudem wstał z łóżka w szpitalu polowym. Na szczęście nic mu nie dolegało - poza poharataną prawą ręką. Czuł ogromną wdzięczność dla Bugajskiego, który dziś uratował mu życie. 

 

 

10 lat później 

 

- Jedziesz! Stójka! Low - kick! Parter! Gilotyna! I pięknie! - przeciwnik Sawickiego odklepał, łapiąc z trudem oddech na macie. - Kto następny? 

Wszyscy patrzyli na eks - żołnierza z przerażeniem. Nikt się nie zgłosił w obawie o własne zdrowie. 

- Wiesz, coś mi wypadło - powiedział jeden ze zgromadzonych. 

- Ta, a ja chyba zostawiłem włączone żelazko... 

- Też musze spadać. 

- I ja. Na razie, Darek. 

- Trzym się, Darek. 

 

Wszyscy błyskawicznie się ulotnili i sportowiec został sam. Sawicki uśmiechnął się i wyszedł z sali treningowej na zewnątrz. Była to już ciemna noc, a więc fighter postanowił pójść się zabawić. 

 

Idąc do klubu w centrum, zauważył ładną dwudziestolatkę. Podszedł do niej, robiąc maślane oczy. 

 

- Lubisz ser spod krasnoluda? - spytał. 

- Że co? - roześmiała się. 

- Wyliżesz mi hycla? 

- Spadaj, oblechu. 

Sawicki zrobił wściekłą minę, po czym podszedł do przypadkowego przechodnia. 

 

- Mówiłeś co? - spytał Sawicki. 

- Eeee... nie? 

 

Fighter uderzył mężczyznę w głowę z całej siły, powalił na chodnik i zalał serią ciosów, łamiąc mu żebra. Po wszystkim spojrzał na swoje dzieło z uśmiechem i odwrócił się do pięknej nieznajomej. 

- No... jestem pod wrażeniem. 

 

Jeszcze tej samej nocy zaszła w ciążę. 

 

Sawicki z uśmiechem pokazał swojej żonie Sylwii oraz dzieciom, trzyletniej Rózi i dziesięcioletniemu Józiowi, bilety do opery. 

 

- Idziemy na Verdiego! 

- No, może w końcu spędzisz trochę czasu z rodziną - mruknęła Sylwia. 

- O co ci znowu chodzi? 

- Bez przerwy nie masz czasu, ciągle jesteś poza domem. Nie ma cię ze mną i z dziećmi. Już o seksie nie wspominając. 

- Wiesz, Sylwia, mam sporo sparingów, sporo walk... gdyby nie to, nie miałbym tego jebitnego pasa wagi półciężkiej. 

- A co to znaczy seksie? - spytała Rózia. 

- Nic nie znaczy. Nie dłub w nosie - odparł Sawicki. 

- A co to znaczy Verdiego? - spytał Józio. 

- To, że idziemy do opery, młody człowieku. 

- O nieeeee! Opery?! Nuuudy! 

- Te, a myślisz, że ja w twoim wieku mogłem sobie, debilu, pozwolić sobie na elitarną rozrywkę? Więc zamknij mordę i zapierdalaj grzecznie do samochodu. Zaraz jedziemy. 

 

 

Jednak już po przybyciu na miejsce i rozpoczęciu spektaklu, Sawicki sam był znużony. Cała czwórka już miała przysypiać, gdy sportowiec wpadł na pewien pomysł. Pobiegł w kierunku sceny i wszedł na nią. Aktorzy próbowali go zatrzymać, jednak udało mu się wyrwać mikrofon księciu Mantui. 

 

- Siemano, ludziska! - zawołał na całą salę. - Koniec z tym kurewskim zanudzaniem na śmierć! Pora się rozkręcić! Orkiestra! Zagrajcie jakiś mocniejszy kawałek, a je pierdyknę wokal. Jestem dobry w łóżku pszszszszsz! Jesten dobry w łóżku! Pszszszszsz! 

 

W tym momencie podbiegli do niego dwaj ochroniarze. Jeden uspokoił go ciosem w brzuch, po czym wzięli go na ramiona. Sawicki spojrzał na nich z głupim uśmiechem. 

 

- Jak się nazywacie? - spytał mężczyzn prowadzących go do wyjścia. 

- A co cię to obchodzi? 

- No, a co, nie można spytać? RODO czy co? 

- Mroczek. 

- Mroczek. Nieźle. A ty? - spytał drugiego. 

- Tak samo. 

- Jesteście braćmi? Bracia Mroczek... jak ci z M jak Miłość! 

- Tylko my jesteśmy Winicjusz Mroczek i Zygfryd Mroczek. A teraz wypad, bo my w przeciwieństwie do ciebie nie byliśmy festami w pudle, suko! Spierdalaj! - wrzasnął Zygfryd, wyrzucając Sawickiego na chodnik przed wejściem do opery. 

 

Sawicki otrząsnął się z pyłu, po czym chwycił kamień i rzucił go w kierunku braci Mroczek. 

- Ja wam kurwa dam festa! Sami pewnie wpierdalaliście makowca z naczelnikiem i donosiliście na Miętusa! Jesteście śmieciami, zjebane klony! Sram na was rzadko! Ale ja jeszcze wam pokażę! O tak, pokażę! 

 

Wściekły Sawicki poszedł w kierunku samochodu. Jednak nie wrócił do domu. Miał lepszy plan, a na pewno bardziej diaboliczny. Uśmiechnął się pod nosem i pojechał pod pewien adres. 

 

 

- Więc chcesz, żebym wyjaśnił jakichś dwóch typów... w dniu ślubu mojej córki? - mruknął Misiek, drapiąc kota za uchem. 

- Wybacz, Misiek, nie wiedziałem, że... - odparł zakłopotany Sawicki. 

- Jakiś chujec wykręcił aferę mojemu synowi, jakoby był kajdaniarzem. Teraz chłopcy z grypsujących chcą go wyjebać na harem, gdzie potężne gity z kutasami jak pień dębu będą go rżnąć co wieczór. Podejrzewam, że szmaciarz sam jest sześćdziesiątką i chce zrzucić podejrzenia na mojego Artiego. Tak czy inaczej, mam lepsze rzeczy do roboty niż odjebanie jakichś dwóch bramkarzy z opery. 

- Więc co mam zrobić? 

- Sam to załatw. 

- Ale to ty trzęsiesz tym miastem. Ja napierdalam, ale tylko w oktagonie, po mocnych sterydach. 

- A myślisz, że mi ktoś pomagał? Sam do wszystkiego doszedłem. W latach osiemdziesiątych byłem drobnym cinkciarzem z Bemowa, potem żołnierzem Parasola u pruszkowskich, potem wice Korka w Grupie Mokotowskiej... i teraz jestem tutaj. A teraz zmykaj, młody, bo przyszedł garnitur od Armaniego i muszę go przymierzyć. 

 

 

Wieczorem żona Sawickiego znalazła go pół przytomnego w towarzystwie burbona, siedzącego w oparciu o lodówkę w kuchni. Jednak nie to było najgorsze. 

 

 

- Dlaczego ty masz oślinione jajka? - spytała. 

- Bhyłeee u Myśkłaaa.... - wybełkotał Sawicki. 

- I Misiek robił ci laskę? 

- Nie kurwa... Gabrysia... 

- Jaka Gabrysia do chuja? 

- Z shyhyhyseksooownym całkem... 

 

Zrozpaczona Sylwia chwyciła patelnię i zaczęła okładać sportowca po głowie. Zauważyła ze zdziwieniem coś niebieskiego na czubku głowy. 

 

- Co to jest? - spytała. 

- Jestem kosmitą - uśmiechnął się Sawicki, po czym wysłał sygnał telepatyczny, który rozsadził mózg Sylwii. - Hehehe! Dobrze, ci tak, kurwo! A teraz to samo z Mroczkami! Tylko szybko, bo zara walka Najmana. 

 

 

 

KONIEC


Tagi:


Mszczuj

Kumite

Post#2 » 25 gru 2020, o 21:30

Lubię twoje pisanie, Bordo. Fajne zakończenie.

Wróć do „Miniatury i drabble”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości