Zakładki - jak działa forumowa opcja dodawania zakładek. Zapisz tekst na liście i przeczytaj później!

Event Noc Świętojańska - zachęcamy do czytania prac uczestników!
Odsłona poetycka i prozatorska.

Samotna Łza

Teksty mające wiele lat, wycofane z forum, porzucone, niepoprawione bądź z innych powodów przeniesione do Szuflady.
Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1797
Zobacz teksty użytkownika:

Samotna Łza

Post#1 » 23 sie 2015, o 11:03

Opowiadanie napisane jeszcze w czasach licealnych, mam do niego duży sentyment. Nie jest wesołe, osadziłem je w realiach wojny stuletniej na terenie Francji.

Samotny wędrowiec zmierzał drogą donikąd. Nie znał celu swojej wyprawy, ale wiedział, po co wyruszył ze swego domu. Chciał uciec jak najdalej od spalonego domu i zabitej rodziny, której nie dał rady ochronić. Był zwykłym człowiekiem, jakich wielu było w tamtym czasie na drogach.

Ubrany w łachmany, był brudny i cuchnący potem, lecz jednak wyróżniałby się z pośród tłumu gdybyś go ujrzał w mieście. Zwykle ludzie tacy jak on są przygnębieni rzeczywistością, ale on posiadał twarz niewyrażającą kompletnie żadnych emocji. Wyglądał jakby nosił maskę.

Gdybyś żył w tamtym czasie, to wiedziałbyś, iż nie było w tamtym kraju człowieka, który by się uśmiechnął bądź przekazał jakąkolwiek pozytywną energię. Był to, bowiem czas wojny i płomieni nad domostwami. Całe rody ginęły wycięte w pień a ci, którzy przetrwali rzezie, zasilali szeregi wędrowców do miast, jedynych bezpiecznych terenów. W miastach, wtedy rządzili twardą ręką burmistrzowie, ale i to nie zapobiegało zbrodniom, które szerzyły się wśród dzielnic nędzy.

Jednak mimo tego miasta dalej były najbezpieczniejszym obszarem w całym państwie wyniszczonym wojną domową. Tym, którzy stracili swoje domy, zależało już tylko na spokoju i ukaraniu sprawców. Nie obchodziła ich opcja polityczna władającego miastem, nie obchodziły ich też zatargi między możnymi tego świata. Dlatego też zdarzały się często przypadki, iż zupełnie nieświadome ofiary rzezi trafiały do miast burmistrzów, którzy wydali rozkaz spalenia ich wioski.


Wędrowiec także nie wiedział, dokąd go nogi poniosą, nie mógł już nic zrobić ze swym losem, może gdzieś dalej odkryje swój nowy dom, lecz to jeszcze nie teraz. Bowiem właśnie w tej chwili mijał kolejną spaloną wioskę, jakich to wiele spotkał na trasie swojego marszu.

Wszedł do niej tak jak do każdej innej, wypatrując i nasłuchując odgłosów bezdomnych psów szarpiących zwłoki swych byłych właścicieli. Nigdy jeszcze nie słyszał innego odgłosu od tego. Zawsze nikt nie pozostawał żywy z rzezi niewinnych ludzi, których jedynym grzechem było to, iż mieli trochę pieniędzy do zrabowania.

Zawsze wyczuwał błąkające się psy i prewencyjnie trzymał swój podróżny kij w pogotowiu, jednak nigdy jeszcze nie był zmuszony by go użyć. Psy wiedziały, że jest on inny niż ci, których pożerają, zwierzęcy instynkt ostrzegał je przed dziwnym wędrowcem.

Wtem do jego uszu dobiegł dźwięk, którego nie słyszał od bardzo dawna, inny niż szum wiatru, trzask ognia przy ognisku, śpiew ptaków czy wycie wilków. Był to dźwięk przypominający mu dawne czasy, w których miał jeszcze kochającą rodzinę i dach nad głową. Gdy tylko go usłyszał odezwały się w nim dawno ukryte już instynkty oraz uczucia, które dusił w sobie przez długi czas. Uczucia te przeniknęły wreszcie do jego chłodnego umysłu i zalały falą bolesnych wspomnień.

Bez cienia wątpliwości skręcił w uliczkę, która kierowała go do miejsca, z którego dochodził ten dźwięk. Gdy tylko zobaczył, co wydawało taki dźwięk zrozumiał swe uczucia. Nie miał już żadnych wątpliwości. Zrozumiał, bowiem, że nic mu nie pomoże. Przed nim leżało niemowlę przygniecione przez matkę, która ochroniła je własnym ciałem, ale teraz wyglądem przypominała jeża z powodu licznych strzał, które wniknęły w jej ciało.

Ochroniła dziecko i dała mu kilka dni życia więcej. Jednak wędrowiec nie miał jak mu pomóc. Dziecko jednak już umierało z głodu i pragnienia, nie miało żadnych szans na przeżycie. Musiał je tutaj zostawić na pastwę losu. Mimo tej świadomości, coś się jednak w nim przebudziło i wziął je na ręce.

Wiedział, że to dziecko jest takie samo jak on, samotne na tym świecie. Wzbudziło jego ciekawość również tym, iż przeżyło rzeź i nie zostało zjedzone przez bezpańskie psy krążące po wiosce.

Gdy tylko wygodnie ułożył je na swoich rękach, dziecko wychyliło swoją twarzyczkę w oczekiwaniu na pokarm. Wzbudziło tym jeszcze większy żal wędrowca. Zadecydował, iż weźmie je do najbliższego miejsca pobytu człowieka. Jeśli przeżyje drogę to będzie miało szansę trwać dalej na tym okrutnym świecie.

Ruszył z im w dalszą drogę, malec zasnął na jego rękach i dzięki temu wędrowiec mógł się wsłuchać w otoczenie. Był teraz podwójnie narażony na atak, dziecko było łatwym celem dla drapieżników, nieraz na swojej drodze widział truchła matek próbujących bezskutecznie obronić swoje dziecko przed drapieżnikami.

Pył leżący na drodze był wznoszony przez wiatr w górę i po chwili wędrowiec zrezygnował z jednego ze swych płaszczy by ochronić dziecko przed nim. Wiedział, iż pył może podrażnić drogi pokarmowe dziecka, gdy za dużo się go nałyka. Wtedy dziecko może umrzeć, gdy tylko rozpocznie się biegunka. Było już dostatecznie odwodnione, a wędrowiec miał już tylko resztki wody, którą zaczerpnął z bezpiecznego jeziorka parę dni wcześniej.
W wiosce, gdzie znalazł dziecko, studnia została przeznaczona przez bandytów na składowisko zwłok.

Pod koniec dnia zrobił przerwę w małym przydrożnym zagajniku. Łagodnie odsunął tkaninę ochraniającą głowę dziecka. Po chwili zrozumiał, że zamieni się ona w całun. Dziecko zmarło w czasie drogi.

Nie mógł już nic zrobić, starał się, żeby miało, chociaż szansę przeżycia. Postanowił je, chociaż zakopać po to by wilki od razu nie wyczuły truchła. Odłożył zwłoki na ziemię i zaczął kopać dół. Zajęło mu to kilka godzin, ponieważ musiał kopać rękami. Gdy tylko owinął dziecko w swój płaszcz i położył je do płytkiego i małego grobu, zrobiło mu się żal za szybko zdmuchniętego życia.

Zasypał dół ziemią i odmówił modlitwę za duszę zmarłego. Po czym postanowił wyjąć chleb by złożyć ofiarę za przejście dziecka do krainy wiecznej szczęśliwości. Przez lata swojej wędrówki przestał wierzyć w Niebo. Teraz jednak modlił się by ono istniało i przyjęło jego małego towarzysza podroży. Przy wyjęciu chleba wypadło mu maleńkie nasionko drzewa, które ściął kiedyś na ognisko. Zachował je, jako pamiątkę po początku wędrówki ze spalonego domu. Było to pierwszego dnia bez rodziny. Podjął decyzję i zasadził nasionko na grobie dziecka.

Miał nadzieje, że chociaż ono przetrwa i wyrośnie na piękne drzewo. W tym momencie zachciało mu się płakać. Starał się nie okazywać emocji, lecz z jego twarzy na grób dziecka spadła samotna łza. Po chwili jego twarz przybrała taki sam wyraz jak przed odnalezieniem niemowlęcia. Zostawił chleb na ofiarę i wyruszył w dalszą wędrówkę.


Dwadzieścia lat później w tym miejscu wyrósł piękny dąb, samotny pośród brzozowego gaju. Wyrósł korzystając z resztek małego dziecka, które nie miało szans na jakiekolwiek życie. Posiliło się łzą wędrowca by wyrosnąć duże i silne. Teraz w tym miejscu uchodźca z miasta leżącego kilka mil od brzozowego gaju znalazł schronienie w cieniu tego dębu. Przysnął po to by zregenerować siły, jednak nie wybrał dobrego czasu i miejsca na to.

Być może był zbyt zmęczony i przez to spał za długo. Nikt nigdy się tego nie dowie, bowiem kilka godzin później dopadł go pościg goniący za nim od miasta. Gdy tylko zobaczyli poszukiwanego, za pomocą długiej lancy przybili jego głowę do drzewa, a następnie ją odcięli, wykonując karę śmierci ciążącą na zbiegu. Tak oto zginął syn samotnego wędrowca, który próbował uratować malutkie dziecko umierające w wiosce pełnej trupów.

Posłowie: Napisałem to opowiadanie pod wpływem impulsu i chwili, sam nie wiem skąd wziąłem chęć, wenę i pomysł na nie. Ale jedno wiem chciałem napisać coś odmiennego i głębokiego. Dlatego prosiłbym czytelnika by przemyślał swoje życie i czy jego problemy są aż tak ważne…

PS: Wyciągnąłem je ze starego komputera i poprawiłem pod względem interpunkcyjnym i częściowo systematycznym. Była to miła próba poprawiania własnych błędów. Jeśli jakieś wyłapiecie piszcie.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Tagi:

szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 2358
Zobacz teksty użytkownika:

Samotna Łza

Post#2 » 23 sie 2015, o 13:25

...w czasach licealnych, mówisz ;))

Pomysł niezły, powiedziałbym świetny - opowiadanie kiepskie.

Napisane "gładko". Nie jestem w stanie wskazać ani wielkich błędów, ani też nie potrafiłbym zasugerować fragmentów, które mógłbyś poprawić. Jedyne, co mi do głowy przychodzi, to sugestia napisania od nowa, zupełnie od nowa i bez pośpiechu. Zrobić z tego coś dłuższego, powiedzmy coś dziesięć razy dłuższego. To prawda, będziesz miał dziesięć razy mniej czytelników, jednak w tak krótkim tekście ciężko jest zmierzyć się z problemem człowieka zdeformowanego przez wojnę, ciężko jest zmierzyć się z problemem wojny deformującej ludzi. Jeżeli zapragniesz pójść na skróty, nawet najlepiej napisane opko zamieni się w konspekt lamentów i ponurej egzaltacji - tym nie skłonisz czytelnika refleksji.

Sugerowałbym również powstrzymanie się od osadzania wydarzeń w konkretnym okresie historycznym, nie będziesz musiał tak bardzo dbać o detale, ale jeżli bardzo lubisz historię... Twoje ryzyko, nasza zabawa :))

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1797
Zobacz teksty użytkownika:

Samotna Łza

Post#3 » 23 sie 2015, o 13:41

Tak w liceum :yes: , wymyśliłem sobie formę ,,death cave". Była to forma literacka która miała zajmować do pięciu stron i kończyć się nie wesoło najczęściej śmiercią. Napisałem je by poćwiczyć opisy postaci i ich przeżycia. Być może jest to zmarnowany pomysł na dłuższe opowiadanie, ale nie chcę też zanudzać czytelnika zbędnymi opisami.
Jeśli chodzi o konkretny okres historyczny, to podałem to naprawdę ogólnie. Wielka przestrzeń dziejowa, wiele rodów i księstw oraz szalejąca wszędzie wojna z krótkimi okresami pokoju.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 2358
Zobacz teksty użytkownika:

Samotna Łza

Post#4 » 23 sie 2015, o 13:44

DuralT pisze:Być może jest to zmarnowany pomysł na dłuższe opowiadanie
Głupoty piszesz i tyle. Kieliszek wina i do roboty.

DuralT pisze:...ale nie chcę też zanudzać czytelnika zbędnymi opisami.
Bardzo kiepskie podejście.

DuralT pisze:Jeśli chodzi o konkretny okres historyczny....
Sugeruję spustoszenie Northumbrii przez Wilhelma Zdobywcę.

agathas
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1960
Zobacz teksty użytkownika:

Samotna Łza

Post#5 » 3 wrz 2015, o 15:45

Zdecydowanie jest to szkic na coś dłuższego, nawet dłuższego niż opowiadanie, gdyby dodać oczywiście jeszcze kilka wątków.

DuralT pisze:Nie znał celu swojej wyprawy, ale wiedział, po co wyruszył ze swego domu.

...ale wiedział z jakiego powodu wyruszył ze swego domu.
...ale wiedział z jakiego powodu opuścił swój dom.

DuralT pisze: Całe rody ginęły wycięte w pień a ci,

wycinane

DuralT pisze:jakich to wiele spotkał na trasie swojego marszu.

jakich wiele spotykał na trasie swojego marszu.

szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 2358
Zobacz teksty użytkownika:

Samotna Łza

Post#6 » 3 wrz 2015, o 18:51

DuralT pisze:Nie znał celu swojej wyprawy, ale wiedział, po co wyruszył ze swego domu.
Nie znał celu swojej wyprawy, ale wiedział, po co z domu wyruszył.

...i o jeden nic nie wnoszący zaimek mniej.

Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 113
Zobacz teksty użytkownika:

Samotna Łza

Post#7 » 11 wrz 2015, o 14:42

brakuje mi chociaż jednego dialogu, który by okrasił to opowiadanie. Ucięta głowa? brrr

Wróć do „Szuflada prozatorska (formy krótkie)”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości