Zalążek kryminału

Okruchy realizmu. Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1514

Zalążek kryminału

Post#11 » 17 wrz 2016, o 17:35

Mat Morph pisze:Znalazłem coś takiego:
użycie:[akap]{TEXT}[/akap]
html:
<span style="padding-left: 20px;">{TEXT}</span>
Does a break [br] (a new paragraph)

U nas jest [akapit].[/akapit](Tekst) bez kropki po środku, jeśli chcesz to robić w ten sposób (ten powyższy) to zamiast "akap" wstaw "p"
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Tagi:

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Zalążek kryminału

Post#12 » 18 wrz 2016, o 13:06

Odsylam do teamtu "Jak zrobic akapity?" :)
Moim zdaniem wordowski sposod z ctrl+ znajdz i zamien powinien zadzialac, moze jest jakis inny skrot.
Pozdrawiam i czekam na ciag dalszy.
Graf
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

Mat Morph
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 28

Zalążek kryminału

Post#13 » 20 wrz 2016, o 15:16

No to lecimy z kontynuacją.
[center]* * *[/center]
Oskard wszedł do samochodu i włączył silnik. Na telefonie wybrał numer człowieka, którego zaraz miał odwiedzić, ale jak się dowiedział „abonent jest poza zasięgiem, albo ma wyłączony telefon”. Tego można się było w zasadzie spodziewać. Sięgnął do nawigacji i wprowadził nowy adres.
Posesja kolejnego członka tajemniczej grupy znajdowała się po drugiej stronie miasteczka. Kiedy Oskard parkował samochód dostrzegł, że ktoś siedzi przed starym, drewnianym domem. Adres się zgadzał. Podszedł do ogrodzenia.
- Dzień dobry pani. - Zwrócił się w stronę staruszki, siedzącej na drewnianym krześle i robiącej coś na drutach.
- Dobry - rzuciła donośnie i skrzecząco, jednocześnie przerywając swoją aktywność.
- Czy to jest dom pana Paprowskiego?
- A w jakiej sprawie? - Babcia miała na nosie okulary o grubych szkłach i wpatrywała się w niego uważnie.
- W sprawie zaginięcia pana Grawcy. - Słysząc nazwisko zmarszczyła brwi.
- A pan z milicji?
- Detektyw Adam Oskard z Warszawy. - Wyjął odznakę i pokazał.
- A to un zaginął? To ja nic nie wim, a Franek tu nie mieszka.
- To gdzie go znajdę?
- W Dubie miszka, tam przy kopalni. Koparką jeździ.
Detektyw wszedł furtką na podwórko i podszedł do babuleńki. Trochę trwało, zanim dostał od niej adres jej wnuka. Adres miała babka zapisany w starym książkowym kalendarzu, który wertowała w jego poszukiwaniu przez dobre dziesięć minut. Oskard uprzejmie jej podziękował i wrócił do samochodu. Było piętnaście minut po dwunastej, a pogoda robiła się coraz lepsza. Nawigacja pokazała siedemdziesiąt pięć kilometrów do przejechania, czyli lekko ponad godzinę jazdy, ale wiedział, że po drodze zatrzyma się jeszcze gdzieś na krótki posiłek. Ruszył w drogę.

W pustym pomieszczeniu sali badań autopsyjnych, na metalowym, zimnym stole leżało po wykonanej sekcji ciało przebitej na wylot i oszpeconej dziewczyny. W pobliżu nie kręcił się nikt z personelu medycznego, dlatego miejsce to wypełniała zupełna cisza. Nagle coś jednak zaczęło się dziać pod prześcieradłem. Ręce, jakimś sposobem uniosły się i zawisły na wysokości około dwudziestu centymetrów. Po około dwóch minutach dłonie zatoczyły koło i znalazły się na wysokości oczu. Powieki denatki niczym rolety poszły powoli w górę, a w jej oczodołach zaświeciły dwie szklane protezy. Blade jak ściana dłonie zagłębiły się w oczodołach i jednym płynnym ruchem pozbyły się niepotrzebnych dodatków. Po chwili, ciało znalazło się w pozycji pionowej, nagie, z dwoma pustymi otworami w głowie i jednym większym w nadbrzuszu. Skierowało się w stronę drugiego pomieszczenia, gdzie na jednym z metalowych biurek leżało szklane naczynie o kształcie walca, zawierające zanurzone w bezbarwnym płynie złotożółte oczy. Martwa dziewczyna otworzyła drzwi, weszła do pomieszczenia, w którym panowała ciemność i wyciągnęła z naczynia gałki oczne. Jeszcze nie wychodziła, tylko stanęła w mroku pomieszczenia na wprost otwartych drzwi, jakby czekała aż jej nowe oczy się przyjmą. Teraz, świeciły nieludzkim blaskiem. Zamrugała kilka razy i przeszła do sali sekcji. W niskim regale, stojącym przy ścianie znalazła złożone, białe spodnie, a z oparcia biurkowego krzesła zdjęła koszulę z długim rękawem, należącą do jednego z pracowników. Ubrała się. Gdzieś musiano trzymać pozostałe ubrania zmarłych.
Pojawiła się w drzwiach, a jej oczy świdrowały ściany niczym rentgen. W końcu odnalazła swoje ubranie w innym pomieszczeniu po drugiej stronie korytarza. W tej sekcji budynku szpitala były jeszcze dwie osoby, ale na ich szczęście, zajmowały się innymi sprawami. Przeszła na drugą stronę korytarza i podeszła do drzwi. Były otwarte. W tym samym czasie ochroniarz zauważył kątem oka, że z sali autopsyjnej wychodzi ktoś ubrany na biało i gdzieś znika. Osoba ubrana na biało nie zwróciła jego uwagi. W pomieszczeniu magazynowym, w specjalnym metalowym regale leżały w ponumerowanych kartonach poskładane rzeczy zmarłych. Założyła swoje niebieskie jeansowe spodnie, włożyła też znaleziony obok, czyjś biały podkoszulek. Sięgnęła po czarną, sportową kurtkę z wyższej półki regału i założyła ją. Nie dlatego, że na zewnątrz było chłodno, ale po to, by nie odróżniać się od innych. Chwyciła swoje brązowe pantofle i wcisnęła je pod pachy. Wyszła na korytarz i skierowała się w stronę wyjścia. Opadła na ziemię i niczym zwierze, na czworaka przemknęła cichutko na bosych stopach. Dotknęła metalowych drzwi, które otworzyły się jak za dotknięciem magicznej różdżki i wyskoczyła na zewnątrz. Strażnik usłyszał, że coś się dzieje przy drzwiach, a gdy wychylił głowę przez swoje drzwi i patrzył, jak te wejściowe zamykają się, na ekranie monitoringu coś przemknęło tylko i zniknęło niezauważenie.
Szła chodnikiem w otoczeniu jednorodzinnych domów z prawie zamkniętymi powiekami. Nie musiała patrzeć. Widziała wszystko aż nadto wyraźnie. Za zakrętem, dwadzieścia metrów dalej, przy drodze stał zaparkowany samochód z dużym napisem „Przeprowadzki” na zabudowie. Kiedy dwóch rosłych mężczyzn przeciskało nową lodówkę przez wąskie drzwi parterowego budynku, ukrytego za podwórkowymi tujami i niskimi brzozami ona otworzyła drzwi pasażera i szybko wyciągnęła z kabiny przyciemniane okulary i starą, zieloną czapkę z daszkiem. Czapka nosiła na sobie zapach starego potu i papierosów, ale ona nie czuła żadnego zapachu ani smaku, ani też żadnych emocji. Była tylko na chwilę ożywionym trupem. Ożywionym, albo odżywionym, jakimś rodzajem nieznanej, mrocznej energii.

Oskard przejechał już ponad trzydzieści kilometrów i zjechał na pobocze, żeby odebrać telefon.
- Zniknęła...? Co...? Co takiego...? - Odłożył telefon, ale jego usta nadal były otwarte. Siedział tak i zastanawiał się, co właściwie usłyszał. Że zniknęło ciało, razem z oczami, które znaleźli w samochodzie, a do tego jej ubrania, i że w pomieszczeniu magazynowym znaleziono na ziemi białe spodnie i koszulę kogoś z personelu. Prokurator, zanim się rozłączył powiedział, że właśnie tam jedzie z komendantem i zobaczą nagranie z monitoringu. Toszycki przebywał w Częstochowie, gdzie do badań zostało oddanie ciało, dlatego był niedaleko.
- Jasny szlag.. - rzucił przed siebie. Włożył pierwszy bieg. Wyjechał na drogę i poczuł, że teraz, to naprawdę zgłodniał. Po kilku kilometrach coś wypatrzył. Karczma. Klasyczny wygląd. Zbudowana z dużych bali, z drewnianym, wielospadowym dachem, z wystającymi z poddasza półokrągłymi oknami i balkonikami krytymi okapem, sięgającym na zewnątrz na kilkanaście centymetrów. Na parapetach stały prostokątne donice z czerwonymi kwiatami. W środku było równie tradycyjnie i ludowo. Oskard znalazł sobie miejsce w głębi sali, obok dużego, jeszcze nie uruchomionego kominka. W środku nie było ruchu, bo był środek tygodnia i w zasadzie też środek dnia, a on był w środku coraz bardziej zagadkowego śledztwa. Śledztwa, w sprawie morderstwa osoby, która ubrała się i poszła...
Podczas posiłku zadzwonił jego telefon.
- Gdzie jesteś? - spytał prokurator.
- Dziesięć kilometrów przed Olkuszem.
- Kurwa, nie uwierzysz. Mamy odciski palców i nagranie z monitoringu - powiedział, mając w głosie coś pomiędzy ironią, a niedowierzaniem. - Wygląda na to, że nasza denatka dała nogę. - Oskard, słysząc to spojrzał na młodą kobietę, stojącą za drewnianą ladą restauracji i tylko to go powstrzymało przed soczystym zaklęciem.
- Nosz kurwa mać – powiedział za to szeptem. - Czy to pewne?
- Jeszcze to weryfikujemy, ale na nagraniu rozpoznałem jej twarz, a dokładnie profil. Dobrze, że kamerę umieścili trochę z boku wejścia, to było dokładnie widać w co była ubrana.
- Ale jakim cudem? - zastanawiał się głośno Oskard. - Miała roztrzaskaną śledzionę i część żołądka, nie mówiąc już o wykrwawieniu. Nawet gdyby ktoś podał jej tetradotoksynę składającą się na coup poudre, rodem z rytuałów voo doo, to i tak nie dałaby rady.
- Coup co...? - Usłyszał w słuchawce.
- Trochę o tym czytałem – wyjaśnił. - przy okazji zapoznawania się ze sprawą staruszki, która obudziła się w kostnicy. Nasza denatka nie mogła jednak zapaść w letarg. Była martwa jak kamień. Jeśli coś mogło ją ożywić, to coś ponad naturalnego.
- Do czego zmierzasz?
- W religii haitańskiej jest ktoś taki jak bokor. To wysoki kapłan czarnej magii w kościele Voo Doo. Może mamy do czynienia z kimś takim, ale dużo potężniejszym. Bokor zazwyczaj doprowadza do pozornej śmierci upatrzonej osoby, którą chce zamienić w swojego sługę. Na grób świeżo zakopanej osoby rozlewa odrobinę rumu i w ten sposób wyciąga główną część jej duszy. Według wyznawców, człowiek posiada przynajmniej dwie dusze. W ten sposób przygotowane ciało jest gotowe na przyjęcie złego ducha i staje się narzędziem w rękach bokora. - Oskard zerkał na pracowników restauracji, do których docierały niektóre jego słowa. Chyba nie byli pewni tego, co słyszą.
- To brzmi przerażająco - odparł Toszycki. - Chyba chcesz napędzić mi stracha?
- Ale co najważniejsze - Oskard mówił dalej, jakby nie słyszał pytania. - wszystkie te rytuały wykonywane są w jednym celu. W celu zemsty. - Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza.
- To jest w zasadzie jakiś motyw - odparł Toszycki po namyśle. - Trudno mi to wszystko zrozumieć Adam, ale jak będziesz w tych lasach, to uważaj na siebie, bo ta sprawa nas grubo przerasta.

Teren parków krajobrazowych był niedaleko, a to, co Oskard zastanie na miejscu, budziło również jego obawy. Skończył jeść, zapłacił i wyszedł. Ustalili, że trzeba będzie rozesłać rysopis uciekinierki po wszystkich komendach policji w okolicy, jak również zaangażować w to kilka dodatkowych osób. Szczegóły sprawy miały pozostać nieujawnione opinii publicznej, żeby dziennikarze nie spartolili im roboty i nie nagłośnili sprawy. Znowu zanosiło się na deszcz. Wskoczył do samochodu.

Svetozara Morozov
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 38

Zalążek kryminału

Post#14 » 26 wrz 2016, o 09:39

Mam pytanie odnośnie pierwszej części:
Pojazd jest zarejestrowany na mężczyznę w wieku czterdziestu dwóch lat. Mieszka jakieś pięćdziesiąt kilometrów stąd, pod Częstochową.


Czy w tym przypadku policjant najpierw nie podałby imienia i nazwiska właściciela pojazdu?

Dodano po 1 godzinie 7 minutach 59 sekundach:
Drugie pytanie z czystej ciekawości. Jakie oni badania DNA robili? Sekwencjonowali cały genom coby mutacje znaleźć? Bo jak mieli ciało bez oczu i oczy to stwierdzenie, że należą do tego samego osobnika powinno zająć max kilka dni. I po co szukali mutacji u ofiary morderstwa? Zrobiliby mass speca coby wykluczyć środki chemiczne, które mogłyby wpłynąć na śledztwo, a genetyczne aberracje ich nie obchodzą.

Mat Morph
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 28

Zalążek kryminału

Post#15 » 26 wrz 2016, o 18:01

Czy w tym przypadku policjant najpierw nie podałby imienia i nazwiska właściciela pojazdu?

Wiesz, myślałem o tym i możliwe, że mogło by tak być, tylko weź pod uwagę, że oni rozmawiają naturalnie, także to, jak się gość nazywa nic im nie powie, bo żaden go nie zna. W takiej sytuacji ważniejszy jest raczej wiek i płeć, które mówią coś o mentalności kierującego i pewnych jego skłonnościach. Ale wiesz, jak uda mi się złapać kolegę, który trochę pracował przy takich sprawach, to się go spytam.

Co do DNA: W pierwszej kolejności miałem napisać, że wg wyników badań oczy należą do jakiegoś mężczyzny, ale żeby to stwierdzić na pewno trzeba wykonać testy genetyczne, co trwa około 10 dni. No więc następnego dnia po incydencie nie mogli wiedzieć, że oczy należą do mężczyzny. Tylko na oko, męskie powinny być większe od żeńskich. Druga sprawa. Na przykład intensywnie niebieskie tęczówki są wynikiem mutacji genu i mogą też być rezultatem zespołu Waardenburga, który jest dość złożony, ale jedna z jego klas zawiera wzmiankę o osobliwym kolorze oczu. Osobliwość odnalezionych gałek ocznych może więc sugerować wystąpienie jakiegoś nieznanego zespołu, który należy przebadać i dopiero wtedy wyciągnąć wnioski. Patomorfologia wywodzi się z anatomii patologicznej, zajmującej się badaniem odstępstw od prawidłowej budowy ciała, dlatego też lekarz prowadzący w pierwszej kolejności bierze pod uwagę owe odstępstwa. Nie ma takiej substancji chemicznej, która mogłaby zmienić kolor tęczówek.

Svetozara Morozov
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 38

Zalążek kryminału

Post#16 » 26 wrz 2016, o 19:56

No właśnie naturalnym wydaje mi się powiedzenie nazwiska. Jak biorę do ręki np. dowód, to perwszym, co widzę jest imię i nazwisko. Podejrzewam, że przy sprswdzaniu rejestracji pierwszą informacją jest, że właścicielem jest np Jan Kowalski a nie, że właścicielem jest mężczyzna zamieszkały tu a tu.

Naprawdę 10 dni na głupie kariotypowanie się czeka? Smutne czasy dla medycyny sądowej.

Jeśli chodzi o wielkość nie ma statystycznej różnicy między rozmiarem oka mężczyzny i kobiety:
https://www.hindawi.com/journals/joph/2014/503645/
Conclusion. The size of a human adult eye is approximately (axial) with no significant difference between sexes and age groups.

Nie znam się na procedurach medycyny sądowej, ale na miejscu patologa, jakby mi przynieśli wydłubane oczy leżace w pobliżu zmasakrowanego trupa a do tego złote i fluorescencyjne, to moją pierwszą myślą byłoby sprawdzenie, czy czegoś w te oczy nie wstrzyknięto a dopiero potem szukanie przyczyn genetycznych. Skoro ktoś te oczy wydłubał, to nie wiadomo jak je jeszcze mógł spreparować zanim je zostawił. Ale to Twój świat i Twój patolog, więc może myśleć inaczej.

Mat Morph
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 28

Zalążek kryminału

Post#17 » 26 wrz 2016, o 21:41

Podrzucilem opowiadanie znajomemu z policji, który pracował w wydziale kryminalnym, a teraz siedzi w drogówce, to niebawem się dowiemy co i jak. Co do DNA natomiast, to posilkuję się wiedzą dostępną w internecie. Na pewno terminy dla nich są szybsze niż dla opinii publicznej, ale nie są mi znane te nieoficjalne. Nie wiem również co robią tak na prawdę gdy znajdą dziwnie wygladajacą cześć ciała ale z pewnością dokonują sekcji w celu wydobycia jak największej ilości informacji. Prawdę rzeczesz, że to jest moja wizja, ale w tej mojej wizji zdarzenia odbywają się jedno po drugim, bardzo szybko, a detektyw wyrusza w teren nie czekając na wyniki badań. W tym czasie znika trup i oczy, zanim ktokolwiek zdążył pobrać próbki. Także tych odpowiedzi nie będzie. Będzie natomiast nowy bohater, którego zrodziła ta sytuacja. Bohater jak najbardziej nierealny.

Svetozara Morozov
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 38

Zalążek kryminału

Post#18 » 26 wrz 2016, o 22:09

Jak Twój znajomy odppowie, to mógłbyś mi dać znać, choćby na priv, bo ciekawi mnie, jak to w rzeczywistości wygląda. Szczególnie, jeśli chodzi o obłożenie takiego labu. Bo same badanie obecnie w jeden dzień da się wykonać. No max dwa. Przy obecnej technologii cały genom człowieka zsekwencjonujesz w dobę. Ile to potem będziesz analizować, to inna broszka, bo składanie całego genomu do kupy i porównywanie ze wzorcem to masakra.

Awatar użytkownika
Grafoman
Użytkownik zbanowany
Posty: 874

Zalążek kryminału

Post#19 » 27 wrz 2016, o 13:25

Dołączam się do prośby Svetozara Morozova.
Jeśli można, oczywiście. :)
I czekam na ciąg dlaszy wydarzeń!
Pozdrawiam,
G
"Jeśli chcesz się po­wiesić, po­wieś się na wy­sokim drzewie. "

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Zalążek kryminału

Post#20 » 8 paź 2016, o 20:39

Obudziłeś ciekawość - cóż to się tam stało i dlaczego?

Pozdrawiam

Ps. zauważyłam, że doklejacie dalsze część pod postem, więc jest i część druga, poczyta się.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Wróć do „Proza obyczajowa”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości