Lilly Italiana

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
sylvia_plath
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 61

Lilly Italiana

Post#1 » 3 gru 2016, o 18:31

Lilly Italiana
Różnymi kolejami losu dobrnęłam do punktu, w którym miałam za sobą studia, pierwszą pracę i poważne uczuciowe rozczarowanie. Pretensje za swoją bylejakość miałam do rodziców i niekorzystnego zbiegu okoliczności.
Panicznie bałam się sprzeciwić matce, zajść w ciążę, spotykać nowych ludzi i odbierać nieznajome telefony. Matka przeważnie była ze mnie niezadowolona. A to, że kupuję niepotrzebne ciuchy, a to za dużo wydaję na kosmetyki, prowadzę się jak ladacznica, z nikim nie wychodzę, nie odwiedzam jej, śpię za długo, śpię za mało, zadaję się z gejami, którzy roznoszą różne choroby, nie jestem „oazówką” w rozwleczonym swetrze i z gitarą, nie śpiewam na chwałę Pana i nie dziękuję Janowi Pawłowi II za cudowne uzdrowienie. Do tego wszystkiego skończyłam niewłaściwe studia i nie wyszłam za mąż za najlepszą partię w naszym miasteczku.
Prawdę mówiąc, miałam gdzieś i Jana Pawła, i jego uzdrowienia (w głębi serca uważałam, że raka wykończyła chemia). Pana Boga miałam gdzieś najpierw tak trochę, a w końcu spasowałam po przeczytaniu artykułu naukowego o tym, że świadomość jest tylko sumą reakcji chemicznych i impulsów elektrycznych w mózgu. Pan Bóg pewnie też jest wynikiem odpowiedniego (lub nie) połączenia synaps. Co naturalnie nie przeszkadzało mi klepnąć zdrowaśki w momencie życiowo krytycznym.
Matkę uważałam za dewotkę i znerwicowaną wariatkę, a ojca za coraz bardziej szkodliwego idiotę. Całe dnie spędzał na kanapie i udawał, że zna się na wszystkim. Bardzo chciałam mieć ojca, który jest prezesem bliżej nieokreślonej firmy (ale bardzo znanej i zajmującej się czymś niemożliwie glamour i dochodowym), żeby nosił włoski garnitur za dziesięć tysięcy, skórzaną teczkę, jeździł w delegacje i pieprzył wszystkie sekretarki po godzinach. Sama nieraz marzyłam, żeby być taką sekretarką, najlepszą w firmie, prawą ręką szefa. Oczywiście w pełni dyspozycyjną.

Często śniła mi się woda. Miałam wrażenie, że obiecuje rozkosz, opiekę i śmierć. Ocean to mężczyzna, wielki, potężny i mądry. Wyobrażałam sobie, że wchłania mnie w siebie, otacza sobą, daje nieograniczoną rozkosz. Nic mi nie grozi, jestem bezwolna, nie chcę i nie mogę bronić się przed nim. Wlewa się wszystkimi otworami do mojego wnętrza, teraz już cała jestem jego własnością. Jest ojcem i kochankiem, szepcze do mnie „córeczko, moja mała słodka dziewczynko, mon petit lapin, my little Lilly, my sweet little girl, moja laleczko, mój mały króliczku…”

Czy to nie miało być doskonałe połączenie? On, w cholernie drogim, włoskim garniturze, ja, jego asystentka, naturalnie najlepsza. Dziś kolacja w restauracji na pięćdziesiątym czwartym piętrze wieżowca w Hong Kongu, jutro gorąca czekolada i pocałunki w Café Puszkin. Nie, nie chciał tego. Chciał mieć artystkę, pisarkę. Sekretarki miał na co dzień. Zresztą, i tak nie znam włoskiego.

- W odpust idziecie do spowiedzi. I koniec. Bo nie dam ani złotówki!
Poszłam, a jakże. W końcu nie widziałam możliwości sprzeciwienia się matce. W dodatku pod standardową groźbą ruiny finansowej. Jak zawsze, opowiedziałam księdzu o tym, że nie chodziłam do kościoła, nie odmawiałam paciorka i zdarzało mi się kurwować na ludzi. Jak zawsze zrozumiał, podumał i jak zawsze kazał odmówić litanię, której – jak zawsze – nie odmówiłam.
- Jak ja się cieszę, że mam takie mądre dzieci – rozczuliła się mama, głaszcząc nas po ufryzowanych główkach.
Tatuś zabrał głos dopiero przy obiedzie.
- Ja już wiem, że ona na pewno za mąż nie wyjdzie.
- Ona musi skończyć studia – obroniła mnie mamusia – Lilka dostała się na studia doktoranckie – dodała z dumą, jakby to kogoś obchodziło. Lilka natomiast spłonęła rumieńcem, wiedząc, że i tak jest bezrobotna i musi chodzić do spowiedzi, żeby mama zapłaciła za wynajęty pokój.
Całe dnie wyczekiwałam godziny 22.00, kiedy to znów będę słodką Lilly szepczącą najgorsze świństwa i snującą najgorętsze erotyczne fantazje z moim włoskim kochankiem. Znajdowałam dziwną przyjemność w słuchaniu opowieści o jego byłej dziewczynie, Floris. Musiała być słodko niedoskonała – on kochał wyłącznie to, co miało jakąś skazę.
Początkowo panicznie bałam się iść z nim do łóżka. Przecież na pewno bym wpadła, a wpada to koniec świata, zmarnowane życie, wstyd do ludzi i obraza boska. Matka zawsze powtarzała, że chłopom powinno się ucinać za ich zachcianki i że kobiety muszą cierpieć przez ich zboczenie. Seks był straszliwym złem, dewiacją, oznaką złego prowadzenia się i nieprzyzwoitości. Nie to jednak było najgorsze. Dużo więcej kłopotu sprawiało mi ukrywanie orgazmów przed matką i udawanie najświętszej ze świętych, mającej seks w najgłębszej pogardzie. Matczyna troska o moją moralność przejawiała się na przykład w natychmiastowej zmianie kanału, gdy w telewizji pojawiła się scena erotyczna z prewencyjną uwagą „to nie dla dzieci” (mimo że dziecko miało ponad dwadzieścia lat) oraz w kategorycznym zabranianiu mi odwiedzania moich chłopaków w ich domach. Naiwna idiotka, od dawna oglądałam pornole i lubiłam ten sport” jak to mawiała matka.
Najgorzej oczywiście byłoby wpaść. Nie wiem, pewnie bym się zabiła, gdybym nie skombinowała kasy na skrobanie w Zjednoczonym Królestwie. Ciągle miałam w głowie parszywą czerwoną lampkę – pigułki nie zadziałają, źle je bierzesz, guma pęknie, urośnie ci brzucho, umrzesz przy porodzie, a potem stara cię zajebie. Pigułki jednak działały bez zarzutu, a ja po pierwszym „nie, nie teraz” jakoś dawałam sobie radę ze straszliwym złem i harcowałam w najlepsze.

Niekiedy stać go było nawet na porywy romantyzmu. Niezapomniana leśna lilia z dedykacją, która pozwoliła mi poczuć się wyjątkową, może nawet tak wyjątkową, że choć na sekundę przyćmiłabym wspomnienie Floris. True beauty is modest. It doesn't show off. You must follow hidden and difficult paths to find it. If you have the same modesty and patience the reward is so sweet... Gówno i żenada.
Floris była znerwicowaną anorektyczką o francuskiej aparycji, we francuskim stylu, z francuskim wdziękiem. Maleńka, drobna dziewczynka, użerająca się z doktoratem z medycyny i szefem idiotą, który ciągle wciskał jej nocne dyżury. Kurewsko krucha psychika, uzależnienie od rodziców i toksyczna miłość. Sprawę jej życia załatwiło otworzenie własnego gabinetu, we Francji, bliżej rodziców. Związek się rozpadł, ordynator idiota stał się tylko przykrym wspomnieniem, a rodzice byli zadowoleni z małżeństwa córki z miejscowym aptekarzem. Jak ona mnie fascynowała! Mogłam słuchać godzinami opowieści o podszewkach jej sukienek, o tabelkach w jej pracy doktorskiej, o małych piersiach i o seksie w hotelu na skrzypiącym łóżku albo w samochodzie w trakcie powrotu z plaży. Wyobrażałam sobie jej drobną twarz o nieregularnych rysach, ciemne, proste włosy, zawsze niedbale zaczesane, drobną figurkę i krótkie nóżki o maleńkich stópkach, na których codziennie pędzi do szpitala, w pośpiechu zakładając biały fartuch. Musiała pachnieć eleganckimi perfumami, ale nie wyraziście, raczej czymś mglistym, nieokreślonym. Cała jest taka, mglista i nieokreślona. Po szesnastu latach wydaje się, że umarła (pewnie się zagłodziła). Ale nie, żyła we Francji, ze swoim francuskim aptekarzem i miała się dobrze. A on wciąż ją wspominał jako jedyną kobietę, z którą mógłby się ożenić z miłości.
Przyznaję, trochę wody w Tybrze, Sekwanie i Wiśle upłynęło zanim zrozumiałam, że nie stanę się drugą Floris. Potem wkurwiały mnie trochę te cycate Amerykanki, blond Włoszki, azjatyckie piękności i Rosjanki o wielkich oczach, ale zawsze jakoś dziwnie mi się wydawało, że jestem z bliżej nieznanego mi powodu wyjątkowa.
Miał niesamowicie piękne dłonie. Były kształtne, o zgrabnych, długich palcach i migdałowych paznokciach. Wyjątkowo delikatne. Można było od nich zwariować. Ciepły dotyk gładkiej skóry idealnie kontrastował z metalicznym chłodem obrączki. Rozsądnej obrączki, z porządnego złota, która nie miała nic wspólnego z maleńką Floris.
Zostałam Czcicielką Materii. Przecież nie mogłam zdobyć jego uwagi inaczej niż ciałem i udawaniem artystki, która ma własną, cielesną filozofię. Nie wierzyłam w filozofię, wierzyłam w ciało. Porzuciłam wodne boginki, ondyny, nimfy i Ofelie, które pałętały się kiedyś w moim umyśle. Życie polegało na odczuwaniu. Nie było nic silniejszego niż dotyk, smak, zapach… Żadne komunie dusz, przeznaczenia i duchowe porozumienia na metafizycznych levelach rzędu chuj wie których dziesiątek. Nie było powodu, żeby oczekiwać czegoś więcej niż ciało.
- I’m not fall in love with you, Lilly. You are an interesting experience for me. You are simply lovely, and wonderful, and sexy…


Nawet próbowałam zachować twarz, co jednak nie bardzo mi wychodziło. Wyobrażałam sobie, że on błaga mnie o wybaczenie i znów proponuje spotkanie ‘somewhere in Europe’, zapewnia, że będzie czekał, aż będę gotowa… Zostawił mi kilka wiadomości od rozstania, więc miałam nadzieję, że go zmiażdżę moją udawaną obojętnością.
Co mi pozostało? Ostentacyjnie zerwać wszelkie kontakty! A to kara, godna największych mędrców. No, specjalnie się nie przejął. Ja wprawdzie trochę się bałam, że znajdzie mnie w tej wynajętej dziurze i obleje mi mordę kwasem, ale wyszło na to, że pieprzył tamtą cycatą Amerykankę i jakoś nie zauważył, że ktoś odszedł. Nie było też powodu do wszczynania awantur. Żył jeszcze długo i szczęśliwie, zapuścił brodę, nauczył się chińskiego i chyba nawet awansował.
Quel giorno più non vi leggemmo avante.

Tagi:

joshua79
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 27

Lilly Italiana

Post#2 » 3 gru 2016, o 20:34

Oby moja córka tak nie skończyła 8-)

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

Lilly Italiana

Post#3 » 4 gru 2016, o 02:26

Historia życiowa. Wiele jest kobiet,(mężczyzn też się takich znajdzie) które dają od siebie za dużo. Wierzą, że są w stanie zmienić faceta) czy też kobietę) swoim poświęceniem.
NIE MOŻNA NIKOGO ZMIENIĆ. Jak ktoś raz zachował się niewłaściwie to zrobi to znowu. Powinny sobie to zapamiętać. Bohaterka jest wykształcona, ładna, a jednak z jakiegoś powodu wybrała faceta, dla którego niewiele znaczy. Zabrakło jej bezwarunkowej miłości w dzieciństwie, która pozwoliłaby jej odróżniać ludzi dla których jest ważna od tych dla których nie jest.

Nie wiem, czy to historia prawdziwa, czy nie, ale kibicuję bohaterce, żeby znalazła prawdziwą miłość.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Lilly Italiana

Post#4 » 4 gru 2016, o 08:12

Zgrabnie napisane. Warsztat pisarski całkiem poprawny. Co do samego wydźwięku tekstu i próby oceny postawy bohaterki..., cóż, dla mnie jest to nie do przyjęcia, a główna postać dyskwalifikuje się w moich oczach. Tekst ten przeszedł sam siebie i się podeptał. Czymże tu bowiem epatować? Błędy wychowawcze, życie w zakłamaniu, a potem jakieś chore zapędy na życie zblazowanej kobiety, wikłanie się w autodestrukcji prowadzącej donikąd, galopująca wulgarność i rozpasanie moralne itp. itd. Takie nihilistyczne zapętlenie, które w moim odczuciu z góry skazane jest na porażkę. I tyle. Tyle o bohaterce tego utworu.
Matt C.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Lilly Italiana

Post#5 » 13 sty 2017, o 12:06

Nadrabiam grudniowe teksty i zauważyłam, że tu jeszcze nie byłam, choć tytuł kojarzę i wydaje mi się, że miniaturę czytałam. Jak widać nie, więc czas nadrobić.

- I’m not fall in love with you, Lilly.

Gramatyczny koszmarek - chyba że Włoch celowo kaleczy język, bo i tak może być.

Historia życiowa i w dodatku nieźle napisana. Nawet ta antypatyczność czy generalne rozmemłanie życiowe oraz decyzyjne głównej bohaterki nie irytują - a mogłyby - bo tekst ma jakąś odczuwalną krytyczną nutę dla jej zachowań, przynajmniej ja tak to odczułam.
Nie jest to też ukazane wprost, ale sama bohaterka zresztą zdaje się być świadoma bezsensowności wyborów. Niestety są i zawsze będą kobiety żyjące w takim zapętleniu - ta znana wszystkim, odwieczna i nieustanna chęć zmiany charakteru partnera. Ech, życie złudzeniami, o którym warto pisać.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: burak i 2 gości