Połów

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Andrzej142
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 32

Połów

Post#1 » 11 mar 2017, o 20:42

Było deszczowe popołudnie. Pogoda raczej nie dopisywała. Na przekór klimatowi, dwóch mężczyzn postanowiło tego dnia wybrać się na ryby. W pełnym rynsztunku usytuowali się na jednym z brzegów stawu. Po szybkim rozłożeniu sprzętów zaczęli połów. Lekki deszczyk, który trwał nieprzerwanie od przeszło półtorej godziny, ustał zaraz po tym jak rybacy zarzucili swoje wędki. Czas mijał im w przyjaznej atmosferze. Jeśli łowienie w danej chwili nie było zbyt owocne, tak jak na samym początku, to skupiano się na cichym, by nie spłoszyć ryb, rozmawianiu o rozmaitych rzeczach, niekoniecznie mających związku z rzemiosłem oraz raczono się napojami przywiezionymi ze sobą. Nie trzeba natomiast wspominać co działo się, kiedy spławik wreszcie zniknął pod wodą. Z gorącym entuzjazmem zaczynano, w jak najsilniejszym skupieniu, wyławiać to nieszczęsne stworzenie, które właśnie dało się złapać.
Każdy z nich miał swoją wędkę i choć nie można było narzekać na niedostatek ryb, to z jakiejś nieznanej przyczyny, wszystkie sztuki interesowały się tylko jedną z dwóch przynęt, zgrabnie umieszczoną na haczyku i tylko jeden z rybaków mógł cieszyć się powodzeniem w owym dniu. Kiedy wiadro szczęściarza było już w dwóch trzecich objętości zapełnione rybami, jego towarzysz wciąż naiwnie próbował na różne sposoby coś złowić, zarzucając wędkę to bliżej, to dalej niż wcześniejszym razem, jednak jego starania nie przynosiły żadnych efektów. W czasie gdy przyjaciel trudził się umieszczaniem złowionych ryb w już prawie pełnym wiadrze, on coraz bardziej pogłębiał się w zazdrości i narastały jego oczekiwania. Mimo całego wysiłku jaki włożył w nieudane próby połowu musiał pojednać się z myślą, że dzisiaj wróci z pustymi rękoma. Jego pogodny nastrój zaczął stopniowo opadać i wraz z każdą kolejną sztuką zdobytą przez kompana, coraz bardziej pogrążał się w irytacji i żalu.
Tak dwaj mężczyźni spędzili dzisiejsze popołudnie. Zaczęło się ściemniać, więc postanowiono zakończyć dzisiejszy połów. Rezultaty prezentowały się następująco. Szczęśliwy rybak wracał z wiadrem pełnym ryb i wesoło przestępując z nogi na nogę w drodze do samochodu, musiał wykazać się zaradnością w pocieszaniu kolegi, który zrezygnowanym krokiem podążał za nim, dzierżąc w reku puste wiadro.
— Nie smuć się. — szczęściarz pokrzepiając go na duchu szukał kluczyków do auta.
— Nie wiem dlaczego tak się tym przejmujesz. Przecież nawet takiemu komuś, jak ja, może coś czasem nie wyjść. — odpowiedział mu w dość zabawnym tonie i chociaż było to trudne, uśmiechnął się wracając jak gdyby do nastroju sprzed kilku godzin.
— Dobra, gdzie masz te kluczyki, zimno się robi. — rzucił już zupełnie zwyczajnie, jak gdyby całkowicie zapomniał o swoim niepowodzeniu. Jednak wraz z jego odnowieniem radosnego usposobienia, szczęściarza coraz bardziej ogarniała pochmurna mina. Nerwowo przeszukiwał każdą swoją kieszeń.
— Cholera, chyba je zgubiłem. — odparł zrezygnowanym tonem, nie podnosząc głowy. Teraz obaj pozbawieni byli pogody ducha.
— Wiesz co, idź może nad staw i zobacz czy gdzieś tam nie leżą. Ja zadzwonię po pomoc.
— Dobrze. — skinął głową pechowiec i wrócił nad staw.
W momencie gdy przeszukiwał dokładnie cała okolice nad chwile temu opuszczonym brzegiem, właściciel auta, jak przekazał koledze, zajął się organizowaniem pomocy. A przynajmniej tak zamierzał. Sięgnął do kieszeni gdzie spoczywał telefon i wyjął go nerwowo wraz z przestarzałymi rachunkami i innymi rzeczami, które zalegały mu tam od dłuższego czasu. Postawił wiadro i klęknął by pozbierać spoczywające na trawie śmieci. Już wszystkie rachunki wróciły na swoje miejsce, jednak nie były one jedyna rzeczą z zapchanej gratami kieszeni. Pod ostatnim papierkiem, który wylądował z powrotem w spodniach, leżały tak długo szukane kluczyki do auta. Schowały się pod tabunem rachunków nakrytych telefonem, więc za pierwszym razem zapewne ciężko było je stamtąd wyciągnąć. Rybak odetchnął z ulgą. Otworzył auto i zajął miejsce za kierownicą.
Mijały kolejne minuty, a posłany na poszukiwanie kluczyków towarzysz wciąż nie wracał. Na początku wywoływało to tylko lekko drwiący uśmiech, lecz pół godziny później, nastąpiło znaczne zirytowanie. W napływie emocji rybak postanowił, że jego samotny odjazd samochodem i skazanie przyjaciela na powrót pieszo będzie znakomitym materiałem do wspomnień i postrzegał to jako niewinny, złośliwy dowcip. Odjechał więc dziesięć minut przed tym, jak jego kompan wrócił z wieścią o tym, że nie znalazł żadnych kluczyków w promieniu dwudziestu metrów od miejsca, w którym łowili. Gdy chciał przekazać tę wiadomość nie zastał już ani kolegi, ani samochodu. Była jednak jedna rzecz, która spoczywała tam samotnie zostawiona jakby sama sobie. Kierowca, który w tak niespodziewanej chwili znalazł kluczyki, zupełnie zapomniał o swoim wiadrze pełnym ryb i wsiadając do wozu, zostawił je na zewnątrz. Przez ten cały czas spędzony w samochodzie w oczekiwaniu przyjaciela, nie przypomniał sobie o tym i odjechał zadowolony z dzisiejszego połowu oraz ze swojego psikusa. Pechowy rybak podszedł więc do wiadra. Odgrażając się w myślach towarzyszowi, przywłaszczył sobie jego zdobycz. Wieczór minął mu na samotnym powrocie do domu.

Tagi:

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości