Slasher - rozdział 2

Długa proza (powyżej 10 stron) publikowana w częściach: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie.
Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Dla tekstów wieloczęściowych, w treści każdej części należy dodać odnośniki do opublikowanych części: pierwszej, poprzedniej i następnej (jeżeli jest dodana). Służy to ułatwieniu czytelnikom dotarcia do reszty tekstu.
Awatar użytkownika
GenerałŚwinkaMorska
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 98

Slasher - rozdział 2

Post#1 » 3 maja 2017, o 23:13

Środa to dobry dzień na horror.

Rozdział 1: Nawiedzony dom Rozdział 3: Wróżby i przepowiednie

Rozdział 2
Wrzask


Tamtej nocy trzy rzeczy stały się pewne. Po pierwsze, w Lipkach doszło do zbrodni. Inaczej nie dało się wyjaśnić znaleziska w postaci zwłok Julii Kołacz. Po drugie, odkrycia dokonała siódemka uczniów miejscowego technikum hotelarskiego. Po trzecie, prowadzący sprawę, komendant Andrzej Burski, miał życiowego pecha i tu można w podpunktach wymienić wszystkie okoliczności świadczące o jego osobistym nieszczęściu; narzeczona zwiała sprzed ołtarza w towarzystwie drużby, ślub odwołany, prezenty trzeba oddać, a urlop wycofać w ostatniej chwili z powodu wstrząsającej zbrodni.
Na komisariat zadzwonił telefon. Młody chłopak po drugiej stronie uprzejmie i bez pośpiechu zawiadomił o znalezieniu ciała koleżanki. W odpowiedzi na kolejne pytania wybuchła panika. Obok młodzieńca pojawiły się głosy osób mu towarzyszących, zamęt, histeria i krzyki o nagrywaniu jakichś nietoperzy. Na miejsce udał się zastępca Burskiego, Tomasz Prusakiewicz. Młodzieniec niezbyt lotny umysłowo, ale zgłoszenie, nawet jeśli to żart, trzeba sprawdzić. Pod nawiedzonym domem Tomka dopadła banda nastolatków. Drąc się na przemian zaprowadzili go do łazienki, gdzie ten zasłabł. Widok młodej dziewczyny leżącej w wannie z rozrąbaną na dwie połowy czaszką nie był tym, czego się spodziewał zastępca komendanta. Także zasłabnięcie było najnaturalniejszym odruchem z jego strony. Sodoma i Gomora rozpętała się na dobre dopiero potem...
Powiadomiony o sytuacji Burski zjawił się około północy. Zjawił się i osłupiał. Siódemka nastolatków składała zeznania wspólnie, bo zidiociały zastępca nie wpadł na pomysł, aby przesłuchać ich pojedynczo. Zleciały się miejscowe gapie i one też zeznawały, chociaż o niczym nie wiedziały, ale swoje z chęcią dokładały. Każdy chodził gdzie chciał i po co chciał. Po chwili nie było mowy o zbieraniu jakichkolwiek śladów, a po kolejnej cała wioska wiedziała, że ktoś zamordował jakąś dziewczynę. Wściekły komendant zapakował świadków do samochodów i zawiózł na komendę w nikłej nadziei uratowania zeznań.
- Byłam tam od siedemnastej – tłumaczyła Ada. - Słyszałam coś...
- Ja się nie włamałem – jęczał Szczepan bez składu. - Bo kółko biologiczne, nietoperze i... telefon.
- Wcześniej byłem u swojej dziewczyny – zeznawał Adrian. - A jeszcze przed tym w wypożyczalni wideo – a po chwili wymruczał pod nosem: - Musiałem zgubić swój telefon. Oddajcie jak znajdziecie.
- Mieliśmy kręcić film o nawiedzonym domu – mówił podekscytowany Konrad. - Czułem się jak w scenie z Krwawego odwetu. – Po tych słowach nabrał powagi. - Nie żebym był jakimś czubkiem albo maniakiem...
- Ja, Paweł i Konrad dotarliśmy tam razem o szóstej z groszem – odpowiadał Leszek. - Za resztę ręczyć nie będę.
- Julia była moją najlepszą przyjaciółką – tłumaczyła ze łzami w oczach Natalia. - Nie martw się, Juleczko! Zorganizuję szkolną dyskotekę za ciebie, aby uczcić twoją pamięć!
Ostatnim przesłuchiwanym był Paweł Ostrowski. Burski potwierdził jego zeznania, a potem już tak zupełnie prywatnie zaczął dopytywać się go o różne rzeczy.
- W której jesteś klasie?
- Trzeciej.
- Ciężko w tym waszym technikum? Ten film, to kręciliście jako pracę domową?
- Ciężko, nieciężko – wzruszył ramionami. - Ta, mamy przygotować projekt o Lipkach i stwierdziliśmy, że fajnym pomysłem będzie film o domu, w którym powiesił się facet.
- Ten dom był okryty złą sławą jeszcze przed wisielcem.
Paweł spojrzał na policjanta badawczo, ale ten zwyczajnie nie kontynuował tematu.
W tej samej chwili na komisariat wbiegł ojciec Pawła. Wyglądał, jakby zaraz miał eksplodować. Z kolei jego garderoba musiała eksplodować już gdzieś po drodze, bo stał po środku komendy w laczkach i szarej piżamie, na którą narzucone miał kobiece palto przeciw deszczowe. Tuż za nim na posterunek weszła jego żona.
O pierwszej w nocy do Ostrowskich zadzwonił zastępca komendanta z wiadomością, iż syn wziął udział w morderstwie i wskazany jest przyjazd rodziców na komisariat policji w Lipkach. Pan Wojtek poczuł jak ciemnieje mu przed oczami. Jego syn wmieszany w morderstwo?! Zabił kogoś?! Czy to są jakieś żarty? W amoku rzucił się do samochodu i więcej nie pamiętał. Równie zdenerwowana, ale nieco trzeźwiej myśląca żona podała mu pierwszy z brzegu płaszcz z szafy i zaproponowała swoje usługi w postaci kierowcy. Na komisariacie znaleźli się w rekordowym tempie. Rozum udało mu się odzyskać dopiero po wyjaśnieniach Burskiego.
Kolejne przesłuchanie Pawła odbyło się już w domu. A co? A gdzie? A kiedy? Nastolatek posłusznie odpowiadał na pytania ojca, ale na najważniejsze, czyli jak się w to wmieszał, nie potrafił odpowiedzieć.
- Daj mu już spokój – wtrąciła się Liwia. - To był ciężki dzień dla niego.
Chłopak obdarzył macochę wdzięcznym spojrzeniem. Zrozumiała bez słów.
- Na całe szczęście nic mu się nie stało - dodała.
- Po prostu się martwię – odparł z urazą Wojtek.
Paweł wrócił do swojego pokoju. Nigdy wcześniej nie czuł się tak skołowany i zmęczony jednocześnie. Usiadł na łóżku i zdjął bluzę. Na wysokości jego oczu znajdowało się okno wychodzące na podwórze. Przez moment wpatrywał się w pustą ciemność. W mrokach dostrzegł osobnika skracającego sobie drogę na szosę przez ich posesje. Kim był? Trudno powiedzieć, bo głowę skrywał pod kapturem, a twarz zasłaniał białą maską.

***

Matematyka u profesor Jędrus nie była dla mięczaków. O, nie! Tu przychodziło się przygotowanym albo wcale. Nic więc dziwnego, że większość uczniów unikała przedmiotu. Energiczna pięćdziesięciolatka nie przejmowała się wagarowiczami. Wiedziała, że prędzej, czy później każdy zjawi się przed jej biurkiem i z przerażeniem zapyta o dwóję na semestr. W poniedziałek rano odbył się apel i zabrał prawie całą godzinę lekcyjną. Trzecia C wróciła do klasy na ostatnie piętnaście minut lekcji, gdzie już czekała na nich nauczycielka. Nim zdążyli zająć miejsca zapytała:
- Czy pan Matuszewicz jest przygotowany do odpowiedzi?
- Kurde, wiedziałem – mruknął zrezygnowany Leszek. - Dzisiaj nie bardzo.
- Oczywiście – burknęła. - Pan to nawet na sądzie ostatecznym nie będzie przygotowany.
- Czemu ona zawsze mnie się czepia? - jęknął półszeptem. - Jak co to...
- Powinniśmy dokończyć referat o Lipkach – przerwał mu Paweł.
Leszek zamilkł.
- Policja zabrała moją kamerę i nagrany film. - Do rozmowy włączył się Konrad, który siedział ławkę dalej.
Jędrus spiorunowała chłopaka wzrokiem, ale ten się tym nie przejął. Matematyczka pochwyciła kredę i z jakąś niepojętą energią zajęła się notowaniem treści zadania domowego.
- Trudno, zamiast filmu napiszemy tradycyjny referat i tyle, ziomki. – Leszek od niechcenia zaczął przepisywać z tablicy.
- Nie mówię o tym - zniecierpliwił się Paweł. - Mam nowy temat, znajdźmy mordercę Julii.
Konrad i Leszek spojrzeli na siebie, a potem na niego, ale nic nie odpowiedzieli, a więc zwrócił się do siedzącego z przodu kolegi.
- Adrian, piszesz się na to?
Na dźwięk imienia lekko się poruszył, ale nie odwrócił. Słyszał całą ich rozmowę, jednak nie chciał brać w niej udziału. W końcu przemógł i stwierdził, bez odwracania się do nich:
- Chyba żartujesz. Nie mam zamiaru bawić się z wami w detektywów.
- A może to ty ją zabiłeś? - zasugerował złośliwie Konrad.
- Daj mi spokój - warknął. - Byłem w wypożyczalni video, a potem z dziewczyną.
- Nie wiedziałem, że wypożyczalnie jeszcze istnieją – zdziwił się szczerze.
- Wypchajcie się, powiedziałem! - Tym razem odwrócił się do nich: - Nie wasza sprawa, co robiłem!
- Pan Korba może zaraz robić zadania przy tablicy! - ryknęła nieżyczliwie nauczycielka.
Zapadła cisza.
- Konrad, a ty?
Konrad nie wyraził większego zainteresowania i projekt upadł.

***

Nie był to jednak jedyny projekt, który miał upaść tamtego dnia. Na dużej przerwie Natalia żywo dyskutowała z siostrami Kubińskimi o organizacji dyskoteki szkolnej.
- Słuchajcie, od teraz na mnie spoczywa obowiązek przygotowania imprezy i chcę was zaangażować do pomocy.
Bliźniaczki spojrzały po sobie zdziwione.
- Ale... - zaczęła niepewnie Zuzia. - Dyrektor odwołał dyskotekę.
- Odwołał? Kiedy?
- Na apelu - dodała: - powiedział, że to niewłaściwy czas na zabawę.
No jasne! Julia od zawsze zatruwała jej życie. Była niczym drzazga w oku, której nie szło się pozbyć. Zawsze przymilna i serdeczna, a za plecami knująca i fałszywa do granic możliwości. Odejście Julii z padołu ziemskiego, jakkolwiek nieprzyjemne, Natalia przyjęła z ulgą. Oczywiście, Kołaczowa musiała wywinąć jej takie świństwo na sam koniec! Padła trupem, zmuszając dyrektora do odwołania ostatniej imprezy szkolnej roku. Pierwszej, na której miała się pojawić oficjalnie jako dziewczyna Adriana.
- Nie zgadzam się! Tak tego nie zostawię! – zawołała mściwie Natalia.
- Ale dyrektor zabronił – Marysia poparła siostrę.
- Urządzimy imprezę poza szkołą – postanowiła. - Połączymy moją osiemnastkę z dyskoteką szkolną. Całość zorganizujemy na działce moich rodziców. Wy zajmiecie się...
- Chwila! Ustalmy jedno - przerwała Marysia. - Jesteśmy bliźniaczkami, ale to nie znaczy, że należy nas traktować jako jedną osobę. Jesteśmy indywidualnymi bytami i domagam się traktowania nas jako oddzielnych jednostek personalnych.
- Dobra! - mruknęła niezadowolona Natalia.
Fizyczne podobieństwa sióstr kończyły się na klasie szóstej, zaś różnice rozpoczynały na gimnazjum. Wtedy też wojowniczą Marysię zaczęły irytować podobne ubrania, identyczna fryzura, sylwetka oraz otoczenie mylące siostry ze sobą. Postanowiła przeciwdziałać i za najlepszą metodę uznała robienie wszystkiego w opozycji do Zuzanny. Zuzie podobieństwo do siostry było obojętne i nie przejmując się tym ani trochę rozkwitała urodą i uśmiechem, czym zmuszała Marysię do ponuractwa i brzydoty.
Zadzwonił telefon Natalii. Odebrała bez namysłu.
- Halo!
- Jaka jest twoja ulubiona lektura szkolna – rozległo się w słuchawce.
- Kim jesteś? - zapytała podejrzliwie.
- To ja, twój chłopak.
Na wyświetlaczu widniał numer Adriana, ale to nie był jego głos.
- Nieprawda! - warknęła. - Nie jesteś moim chłopakiem! On wie, że jedyną lekturą szkolną jaką przeczytałam było "Puc, Bursztyn i goście"! Także przedstaw się zanim mnie szlag jasny trafi!
- To ja Szczepan! Przepraszam! - zawył rozpaczliwie.
- Szczepan? Skąd masz komórkę Adriana?!
- Znalazłem! Przepraszam!
- To mu ją oddaj!
- Dobrze! Przepraszam! - jęknął, rozłączając się.
Szczepan nie przemyślał tej rozmowy. Pchnięty chwilowym skretynieniem postanowił zadzwonić do dziewczyny, w której skrycie się podkochiwał od piątej klasy. Chciał być intrygujący i uwodzicielski niczym Gustaw z mickiewiczowskich Dziadów, ale wszystko zrujnował przez zdenerwowanie. Jeszcze większym kretynizmem było używanie komórki znalezionej w nawiedzonym domu, którą teraz musiał oddać.

***

Leszek i Paweł podjęli jednomyślną decyzje o skróceniu dnia szkolnego o dwie godziny, na które wypadały im przedmioty zawodowe. Przygotowywany projekt filmowy o nawiedzonym domu okazał się kompletnym fiaskiem, w które wmieszała się policja, zanim ten w ogóle zdążył powstać.
- Niech tłumaczą się Adrian i Konrad, to też ich projekt - stwierdził Leszek, wychodząc ze szkoły.
Teraz zmierzali w kierunku osiedla, na którym mieszkał Leszek. Ścieżka była szeroka i piaszczysta. Za plecami mieli technikum, a przed sobą pierwsze działki. Gdyby przecięli pole w linii prostej, to za jakieś dwa kilometry, znaleźliby się pod nawiedzonym domem. Ciekawe, czy jeszcze ktoś tam jest? Policja kręciła się tam przez cały weekend, a morderca? Może właśnie zaciera ślady?
- To wpadliśmy z tym trupem - rzucił Paweł.
- Nic mi nie mów – westchnął ciężko. - Moi starzy dostali białej gorączki. Mam zakaz szlajania się po podejrzanych miejscach, a u ciebie co?
- Ojciec się martwił.
- Naprawdę chcesz plątać się w tę aferę?
Leszek stanął na chwilę i spojrzał w kierunku nawiedzonego domu. Paweł również przystanął i spojrzał w jego stronę. Stąd budynek nie był widoczny.
- No... - w głosie Ostrowskiego zabrzmiała nutka niepewności. - Już jestem w nią wplątany. Wszyscy jesteśmy.
- Ale czy bardziej chcesz się wplątywać? - dodał: - Ty to zawsze nas pakujesz w jakieś kłopoty.
- Ja?
- Tak, ty znaczy my... Kumplujemy się od zerówki i jak takie dwa głupki pakujemy się w każde kłopoty.
- Czyli chcesz mi pomóc w szukaniu mordercy? - wolał się upewnić.
- A mam cię z tym samego zostawić, ziom? Mieszamy się w to razem albo wcale – postanowił, przekrzywił nieco czapkę i spytał w kwestii formalnej: - Co wiemy?
- Julia została zamordowana w szkole.
- I ktoś zadał sobie trud, aby przenieść ciało do nawiedzonego domu – uzupełnił. - Trochę głupie.
- A ty gdzie byś ukrył ciało? - zapytał krytycznie Paweł. - To idealne miejsce, bo nikt tam normalnie nie chodzi.
Leszek roześmiał się.
- Morderca miał cholernego pecha. Akurat, gdy chciał popełnić zbrodnię, my mu się napatoczyliśmy.
Tym razem roześmiał się Paweł. Było w tym sporo racji.
- Przewiózł je samochodem, czy przytargał na plecach?
- Raczej przewiózł. Od szkoły do nawiedzonego domu są przeszło trzy kilometry.
- Podejrzani?
- Nasza wesoła banda – westchnął Leszek. - Ada była tam pierwsza, ale żeby przenieść ciało, musiałaby użyć samochodu.
- Policja nie znalazła w pobliżu żadnego samochodu - stwierdził Paweł, ale w jego głosie brakowało przekonania. - Ciekawe, dlaczego dzisiaj nie było jej w szkole?
Leszek zignorował pytanie na rzecz dalszej dedukcji:
- Przewiozła ciało, uciekła samochodem, a potem wróciła piechotą, żeby je schować. Wtedy wpadła na nas.
Paweł miał własną teorię, o której nie chciał jeszcze wspominać. Najpierw musiał porozmawiać z Adą. Musiał? Nie, nie musiał, ale bardzo chciał włączyć ją w śledztwo.
- A Szczepan? - wymamrotał wreszcie.
- Nie wyobrażam sobie tego.
- Bo?
- Nie wyobrażam sobie tego – powtórzył. - Ja, ty i Konrad siedzieliśmy u ciebie od południa do wizyty w nawiedzonym domu. Odpadamy z grona podejrzanych.
- Podobnie Adrian i Natalia.
- Musimy pogadać z woźnym, koniecznie – uznał Leszek.
- Policja pewnie go przemaglowała.
- I pewnie niczego im nie powiedział. Z nami będzie gadał inaczej - zapewnił.
W tym samym momencie weszli na osiedle.

***

Zbliżało się późne popołudnie, gdy Adrian zamykał szkolną siłownię. W tamtej chwili jego uwagę przykuł mężczyzna na końcu korytarza. Ubrany w ciemny płaszcz z kapturem narzuconym na łeb.
- A ty to kto? - spytał.
Nie odpowiedział. Adrian zamarł, widząc siekierę, która spoczywała tuż obok nogi nieznajomego. Nagle rozległ się rumor. Po schodach zbiegł Szczepan i wpakował się wprost na Adriana. Nieco oszołomiony sportowiec usłyszał coś o telefonie, jakimś Gustawie z Dziadów i przeprosinach dla Natalii. Ze szczepanowej plątaniny słów nie zrozumiał niczego poza tym, że ten znalazł jego komórkę.
Facet w kapturze zniknął.

***

W imię własnej indywidualności Marysia postanowiła zostać po lekcjach na świetlicy i odrobić pracę domową z matematyki, na co Zuzanna nigdy by się nie zdobyła.
- Niech to babsko znowu spróbuje powiedzieć, że - przeklinała matematyczkę - "siostry Kubińskie są nie przygotowane do lekcji"! Tym razem Marysia będzie mieć zadanie domowe, a Zuzia nie! Jesteśmy zupełnie różne jak humanistka i ścisłowiec!
Ambicja zżerała ją do tego stopnia, że zrobiła wszystkie zadania, a nawet te oznaczone kaktusikami, czyli ponadprogramowe.
- No to na tyle – westchnęła, zamykając zeszyt.
Ktoś zwrócił jej uwagę delikatnym kasłaniem. Obejrzała się. W progu sali stał zakapturzony facet z siekierą pod pachą. Kaptur, pół biedy, ale twarz ukrywała się pod białą maską. Stał nieruchomo i przypatrywał się Marysi, jakby czekając, aż skończy odrabiać lekcje. Gdyby nie ostatnie wydarzenia, zareagowałaby zapewne inaczej, ale morderstwo Julii i facet z siekierą tak jakoś budziły w niej nieprzyjemne skojarzenia. Intuicyjnie rzuciła się do ucieczki, a kapturnik za nią. Część energii postanowiła przeznaczyć na wrzask, drugą z kolei na dziki galop po szkolnym korytarzu. Kapturnik biegł wolniej i nie było w tym nic nadzwyczajnego. Bieg w pełnym umundurowaniu i jeszcze z siekierą w łapach nie mógł należeć do najłatwiejszych. Przed samymi schodami Marysia dała ogromnego susa i o mało nie rozbiła sobie głowy o marmurową posadzkę.
- Ha! Myślałeś, że cię wyręczę? Nic z tego!
Napastnik zatrzymał się przed schodami. Zrezygnowawszy z dalszego pościgu, spokojnie wycofał się.
Tymczasem Marysia wypadła na boisko i drąc się wniebogłosy dogoniła Szczepana oraz Adriana. Wezwano policję, a roztrzęsiona, niedoszła ofiara opowiedziała komendantowi Burskiemu o swoim spotkaniu z facetem w kapturze.
Obrazek

Tagi:

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1440

Slasher - rozdział 2

Post#2 » 4 maja 2017, o 10:53

Niby klimaty prozy młodzieżowej, a zaciekawiłeś mnie i postanowiłam zajrzeć do ciągu dalszego.
Jeśli chodzi o uwagi techniczne, to żadnych większych zgrzytów nie wyłapałam.
Jeśli chodzi o dialogi, to tu mi nie gra:
- Jesteśmy bliźniaczkami, ale to nie znaczy, że należy nas traktować jako jedną osobę. Jesteśmy indywidualnymi bytami i domagam się traktowania nas jako oddzielnych jednostek personalnych.
- końcówka zdania brzmi mało realnie jak na potoczną, codzienną mowę nastolatki.
- Ha! Myślałeś, że cię wyręczę? Nic z tego!
trudno mi uwierzyć, żebym dyskutowała z zakapturzonym osobnikiem z siekierą, jakkolwiek głupią nastolatką bym nie była. Wg mnie ta kwestia prędzej nadawałaby się na myśl niż na wypowiedź.
Poza tym cała ostatnia scenka z uciekaniem przed ''zakapturzonym creepy gościem'' jakoś mnie nie przekonuje. Rozumiem parodiujący horror klimat opowieści, ale tutaj jednak dodałabym chociaż jakąś myśl, emocję na widok tego typka niż takie mało nacechowane ''nieprzyjemne skojarzenia''.
Poza tym - pomimo klimatu książek, które czytałam kilka lat temu - podoba mi się i pewnie będę Cię dręczyć pod kolejnymi rozdziałami. :D
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
GenerałŚwinkaMorska
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 98

Slasher - rozdział 2

Post#3 » 4 maja 2017, o 22:05

Karen pisze:- końcówka zdania brzmi mało realnie jak na potoczną, codzienną mowę nastolatki.
Nie miało być naturalnie. Chciałem, żeby wypowiedź brzmiała niby inteligentnie, ale w sumie idiotycznie. Często w opowiadaniach zdarza mi się używać zwrotów, słów, które nie nie pasują ani do postaci, ani skromnej osoby narratora. To takie moje poczucie humoru. Nie wiem, jak inaczej wyjaśnić.
Co do wypowiedzi, to nawet nie chodziło mi o dialog, ale taki złośliwy okrzyk radości, ale możliwe, że rzeczywiście lepiej przekształcić to w myśl.
Karen pisze:Poza tym - pomimo klimatu książek, które czytałam kilka lat temu - podoba mi się i pewnie będę Cię dręczyć pod kolejnymi rozdziałami.
Teraz przyszły mi do głowy pewne książki ;D Możesz dręczyć, będzie mi miło. Dzięki.
Obrazek

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 992

Slasher - rozdział 2

Post#4 » 5 maja 2017, o 14:57

Czyta się lekko i płynnie, ale reakcje występujących postaci po dokonanej zbrodni trochę powierzchowne, nieprzekonujące. Przypomina to trochę grę komputerową – morderstwo jest kolejnym epizodem, który trzeba przejść w odpowiedni sposób, znaleźć rozwiązane, zaliczyć punkty, a tak w ogóle, to nic się nie stało. Najgorsze, że dyskoteka przepadła.

Czułem się jak w scenie z Krwawego odwetu – po tych słowach nabrał powagi.

Czułem się jak w scenie z Krwawego odwetu. – Po tych słowach nabrał powagi.

Tu przychodziło się przygotowanym albo wcale. Nic więc dziwnego, że większość uczniów starała się unikać przedmiotu. Energiczna pięćdziesięciolatka nie przejmowała się wagarowiczami. Wiedziała, że prędzej, czy później każdy zjawi się przed jej biurkiem i z przerażeniem zapyta o dwóję na semestr. W poniedziałek rano odbył się apel i zabrał prawie całą godzinę lekcyjną

„się” w każdym zdaniu.

- Policja zabrała moją kamerę i nagrany film – do rozmowy włączył się Konrad, który siedział ławkę dalej.

- Policja zabrała moją kamerę i nagrany film. – Do rozmowy włączył się Konrad, który siedział ławkę dalej.

Trudno, zamiast filmu napiszemy tradycyjny referat i tyle, ziomki – Leszek od niechcenia zaczął przepisywać z tablicy.

Trudno, zamiast filmu napiszemy tradycyjny referat i tyle, ziomki. – Leszek od niechcenia zaczął przepisywać z tablicy.

- Wypchajcie się, powiedziałem! - tym razem odwrócił się do nich:

- Wypchajcie się, powiedziałem! - Tym razem odwrócił się do nich:

- Na apelu - dodała: - Powiedział, że to niewłaściwy czas na zabawę.

Dwukropek nie jest potrzebny; wystarczy zwykłą kropka.

- No... - w głosie Ostrowskiego zabrzmiała nutka niepewności.

- No... - W głosie Ostrowskiego zabrzmiała nutka niepewności.

- Ale czy bardziej chcesz się wplątywać? - dodał: - Ty to zawsze nas pakujesz w jakieś kłopoty.

Dwukropek jw (dalej też).

Awatar użytkownika
GenerałŚwinkaMorska
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 98

Slasher - rozdział 2

Post#5 » 10 maja 2017, o 23:32

reakcje występujących postaci po dokonanej zbrodni trochę powierzchowne, nieprzekonujące.
Zaczynałem pisać to z o wyśmianiu horrorów klasy B. Dziewczyny są przedstawicielkami "horrorowych mean gilrs" i to ich skoncentrowanie na sobie, głupota mają być widoczne dla efektu humorystycznego i ich reakcje w żadnym razie nie mają być przekonujące.
Co do dyskoteki, po pierwszym działaniu mordercy, jest kolej na ruch nastolatków, którym zwykle jest urządzenie imprezy.

Dzięki za komentarz.
Obrazek

Wróć do „Proza: teksty wieloczęściowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość