ZE SZKOLNEGO PAMIĘTNIKA - SZKOŁA - 1962-1967 (cz. 2)

Okruchy realizmu. Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
galeczka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 165

ZE SZKOLNEGO PAMIĘTNIKA - SZKOŁA - 1962-1967 (cz. 2)

Post#1 » 7 maja 2017, o 14:29

Kolejny fragment ze "Szkolnego Pamiętnika - szkoła " pt. "Pierwsza miłość".

(...) Kto by się spodziewał, że spotka mnie to w szkole, że dopadnie mnie zaraz po wakacjach, że nie będę mógł się temu oprzeć, nie będę mógł tego odrzucić, wymazać z życia, mojego życia. To było coś, na co ja nie miałem żadnego wpływu, przyszła niespodziewanie, szybko, bez uprzedzenia, chociaż było coś, co to zapowiadało, ale ja nie umiałem tego zinterpretować, zrozumieć! Były to sny... Sny powtarzające się prawie co noc, coś przepowiadały, dawały mi do zrozumienia, ale ja nie umiałem tego odczytać. Męczyłem się i to bardzo, koszmar trwał przez całe wakacje, całe dwa letnie miesiące, a ja zamiast odpoczywać, walczyłem ze swoimi snami, ze swoim przeznaczeniem, jak się póżniej okazało.
Ale pokrótce dojdziemy do tego.
Wiecie już o co chodzi? Z pewnością nie...
Moi drodzy, nadchodziła moja pierwsza miłość, miłość, o której nic nie wiedziałem, no bo i skąd? W szkole o tym nie mówiono, tym bardziej w domu... W gazetach, w czasopismach informacji tyle, że faktycznie człowiek nic nie wiedział... I nie wiedziałem.
Szkoda, moje prorocze sny przepowiadały to, ale ja nie umiałem ich zrozumieć, zbyt młody byłem, zbyt mało miałem doświadczenia, aby odczytać to, co każdemu człowiekowi choć raz w życiu się śni...
Miałem piętnaście lat, aż piętnaście, byłem dumny ze swojego wieku, z niecierpliwością czekałem na więcej lat, spieszyłem się, zresztą wszyscy chłopcy w moim wieku czekali na te osiemnaście lat, na tę magiczną liczbę. Być dorosłym!
To było marzeniem każdego nastolatka. Nie wiedzieliśmy, że kiedyś będziemy żałować tego pośpiechu, ale wówczas... Kto by tam o tym myślał.
Wszystko zaczęło się chyba wcześniej, dużo wcześniej, bo już w szóstej klasie szkoły podstawowej, już zacząłem rozglądać się za dziewczętami. Już wodziłem za nimi wzrokiem, przebywałem w ich towarzystwie starałem się zwrócić ich uwagę na moją osobę, z różnym skutkiem. Miałem sympatię, ale czy to było to, co dopiero miało nastąpić?
Zamiast wracać wypoczęty, wracałem do szkoły zmęczony, zmęczony psychicznie, zamyślony, zadumany. Nawet w autobusie, który wiózł mnie, nie miałem spokoju ze swoimi snami. Zamiast patrzeć i podziwiać widoki naszego krajobrazu przez okno wolno jadącego po "kocich łbach" autobusu, widziałem afrykański krajobraz. Tak! Taki krajobraz widywałem w snach, a wśród tego krajobrazu byłem ja... i ona! Dziewczyna, czarna, murzynka. Dlaczego akurat ona? Dlaczego?
Czyżby zabrakło dla mnie białej niewiasty? Nie...nie, to niemożliwe, odrzucałem te myśli, ale one wracały jak bumerang, obraz ten pojawiał się codziennie, przez sześćdziesiąt dni... Uff... To było nie do wytrzymania. I jeszcze teraz, nie daje mi to spokoju, co to wszystko znaczy? Kto mi to wszystko wytłumaczy, kto mnie uspokoi, doda otuchy, odgoni te afrykańskie demony. Już nie mam siły z nimi walczyć, ale nie mogę się poddać, muszę zwyciężyć...
Wmawiałem sobie, że z chwilą przyjazdu do szkoły, moja gehenna zakończy się, znów stanę się normalny, będę taki jak dawniej. Z tym postanowieniem wysiadłem z autobusu, zostawiłem w nim moje sny, koszmary, niech jadą dalej... do czarnej Afryki. Będę wolny. Nareszcie!
Uśmiechnięty, pełen nadziei, udałem się do internatu. Witam się z kolegami, z koleżankami, opowiadaniom nie ma końca. Wszyscy mówią i to dużo, och jakie oni mieli piękne wakacje, nic tylko słuchać i słuchać. Przykro zrobiło mi się słuchając tego wszystkiego, zazdrościłem im tych wakacyjnych miłostek i przygód... A ja? Czyż miałem im opowiedzieć o moich snach afrykańskich? Wyśmialiby mnie z pewnością.
Wymyśliłem na poczekaniu bajeczkę o moich sercowych przygodach, słuchali uważnie, chyba wierzyli mi, że to wszystko prawda.
Och... chciałbym, aby tak było naprawdę, chciałbym.
Dni mijały szybko, życie, zarówno to internatowe jak i szkolne toczyło się normalnym trybem, powoli zapominaliśmy o wakacjach, głowy nasze zaprzątały teraz sprawy bieżące. Uczyliśmy się już w nowej, ładnej, przestronnej szkole. Nauka, nauka i jeszcze raz nauka, ale czy w rzeczywistości tak bardzo się uczyliśmy?
Oczywiście, że nie, ale swoje musieliśmy odsiedzieć w szkolnych ławkach i to właśnie zabierało nam najwięcej czasu, czasu, którego mieliśmy mało!
Uczymy się razem drugi rok, te same twarze, ci sami koledzy, te same koleżanki, nawet nikt nie przybył z innej klasy jako "powtarzający', nikt, a nikt. Znamy się, ale czy na pewno?
Nie wiem jak to się stało, proszę mi wierzyć, ale naprawdę nie wiem, dlaczego coraz częściej, coraz więcej przebywałem sam na sam z jedną koleżanką. Stało się to, jakoś tak nagle, tak szybko, samoczynnie, że staliśmy się sobie bliscy, że pragnęliśmy przebywać jak najbliżej siebie, jak najdłużej. Ona tego pragnęła i ja, coraz częściej i dłużej nasz wzrok zatrzymywaliśmy na naszych osobach. lustrowaliśmy się, uśmiechaliśmy, a nasze dłonie coraz częściej splatały się ze sobą, w jedną całość. Serca nasze głośniej i szybciej zaczęły bić, krew burzyła się w naszych żyłach, wrzała. Z niewielkiej iskierki powstał pożar, którego ani ja, ani ona nie chciała gasić. Płomienie namiętności coraz bardziej nas ogarniały, wtapiały się i rozpalały nas do białości. Chwile spędzone bez siebie stawały się nie do zniesienia, brakowało nam siebie. Czas, który do tej pory biegł bardzo powoli, nagle przyspieszył, minuty, godziny, upływały bardzo szybko... za szybko.
Samokształcenie upływało w zawrotnym tempie, nie chcieliśmy tego, bo tutaj spędzaliśmy czas w pobliżu siebie, mogliśmy rozmawiać, patrzeć na siebie, mimo iż nas pilnowano. Byłem zadowolony, ba, wniebowzięty, nie zastanawiałem się co to takiego jest, co to za stan, który mnie ogarnął. Pragnąłem aby trwał jak najdłużej, wiecznie. Czy to możliwe? (...)

Dodano po 1 godzinie 30 minutach 17 sekundach:
A nie lepiej było doczepić ten kawałek do całego wpisu, tak jak było w pierwszej chwili? Po co rozdrabniać się na kawałeczki, skoro to stanowi jedna całość i jest ze sobą powiązana.

Awatar użytkownika
whatsername
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1545

ZE SZKOLNEGO PAMIĘTNIKA - SZKOŁA - 1962-1967 (cz. 2)

Post#2 » 11 gru 2017, o 11:25

Bardzo sympatycznie opisujesz kwestię pierwszego zauroczenia (miłości? Ciężko stwierdzić), ale co jest, przynajmniej dla mnie, trochę znamienne, to to, że nie traktujesz go trywialnie. Nie ma tutaj pobłażliwości, rozczulenia, „podśmiechujków”, które odczuwamy, mówiąc o takich rzeczach po długim czasie. Bije od tego tekstu szczerość, może taka… prostolinijność, a kwestia „afrykańskich snów” jest dla mnie ciekawa i oryginalna. Nie ustrzegłeś się błędów, zwłaszcza interpunkcyjnych, ale ogólnie rzecz biorąc, tekst jest poprawny i czytało się go bardzo płynnie. Gratuluję.
Pozdrawiam serdecznie.
where does everybody go when they go?

galeczka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 165

ZE SZKOLNEGO PAMIĘTNIKA - SZKOŁA - 1962-1967 (cz. 2)

Post#3 » 30 gru 2017, o 20:52

Zajrzałem tutaj po długiej przerwie i proszę, co ja widzę. Wpis. Po siedmiu, czy ośmiu miesiącach, a niech to... lepiej póżno niż wcale. Dziękuję Ci "whatsername" za ten wpis. Naprawdę się cieszę, że ktoś przeczytał mój fragment. Dziękuję.

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 1083

ZE SZKOLNEGO PAMIĘTNIKA - SZKOŁA - 1962-1967 (cz. 2)

Post#4 » 1 sty 2018, o 10:40

Sympatyczny fragment, taki sentymentalny. Ach, ta pierwsza miłość - nieczęsto jedyna i ostatnia, ale zawsze zostaje w pamięci. :) No i to gonienie za ''dorosłością'', którą się kiedyś wydawało te magiczne 18 lat - jakie to było złudne. ;)

Tak od strony technicznej - przyjemniejsze dla oka byłyby wcięcia akapitowe, masz kilka powtórzeń, no i jak na me gusta troszkę za dużo wielokropków, miejscami niepotrzebnych.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

galeczka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 165

ZE SZKOLNEGO PAMIĘTNIKA - SZKOŁA - 1962-1967 (cz. 2)

Post#5 » 1 sty 2018, o 22:12

Zgadzam się z tymi opiniami, ale tak gwoli wyjaśnienia powiem, że to pisane było ... jakieś pięćdziesiąt lat temu. I znów nie ustrzegłem się kropek, coś mnie one prześladują.

Wróć do „Proza obyczajowa”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości