Pani Pilz

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 467

Pani Pilz

Post#1 » 29 cze 2017, o 17:51

Mieszkałem w małym miasteczku niedaleko Stuttgartu, gdzie mówiło się, żyło i myślało po szwabsku. Szwabski dialekt pieścił moje uszy końcówką „le” w zdrobnieniach, szwabska kuchnia pieściła moje podniebienie szpeclami i mousztem, czyli małymi kluseczkami i młodym winem z jabłek. Jedynie szwabskie myślenie mnie nie pieściło, bo Szwabowie są zamknięci w sobie. Podobno Szwab najchętniej mieszkałby na szczycie góry, za wysokim murem, a skąpstwem nie ustępuje Szkotowi. Mieszkałem w szwabskim domu, ale pracowałem w firmie, gdzie było dużo gastarbeiterów, a wśród nich troje z Polski.
Już na pierwszym obiedzie w zakładowej kantynie przysiadł się do mnie Adamczyk.
– Nawiałeś z Polski, czy na czarno tu robisz? – zapytał.
– Nie nawiałem i mam zezwolenie na pracę – odpowiedziałem, łykając moje pierwsze w życiu szpecle.
Sąsiad popatrzył na mnie podejrzliwie i już chyba zaczął żałować, że się przysiadł. Wyjaśniłem mu, jak się tu znalazłem i szybko dodałem, że nie chcę zostać tu na zawsze. Ta ostatnia informacja wyraźnie go uspokoiła.
– Jak jest teraz w Polsce? Chujowo. Prawda? – kontynuował.
– Chyba masz tam kogoś, to wiesz – odpowiedziałem.
– Nie kontaktuję się z rodziną. Ja spieprzyłem jeszcze przed stanem wojennym, więc teraz muszę uważać, żeby im nie narobić kłopotów – odparł.
Przerwa obiadowa się skończyła i pogaduszki rodaków również.
Na drugi dzień mój nowy znajomy znowu się przysiadł.
– Powiedz. Chujowo jest w Polsce. Prawda? – zaczął już przy zupie.
– No, dobrze nie jest – odpowiedziałem.
– W sklepach nic nie ma. Prawda? – ciągnął.
– No, nie ma – odparłem.
– A ubecja węszy? – zmienił temat.
– Teraz już nie tak bardzo – odpowiedziałem. – Stan wojenny jest odwołany i cały system powoli się sypie.
– Ale musiałeś się wyspowiadać na ubecji przed wyjazdem. Prawda? I cyrograf, że wrócisz, też musiałeś podpisać? – drążył.
– Wyspowiadać się musiałem, ale żadnego cyrografu nie podpisywałem – odpowiedziałem.
– Ej! Coś pieprzysz. Wszyscy muszą podpisywać – powiedział Adamczyk, patrząc na mnie spode łba.
Dzwonek na koniec przerwy zakończył naszą rozmowę, ale w mniemaniu Adamczyka byłem już ubeckim kapusiem.
Spotykaliśmy się tylko w kantynie i on zawsze tak samo zaczynał rozmowę:
– Chujowo w Polsce. Prawda?
Opowiadał, że szczęśliwie wyjechał z Polski tuż przed stanem wojennym, bo później zostałby pewnie zabity.
– Czy byłeś jakimś ważnym działaczem opozycji? – zapytałem któregoś dnia. – Dlaczego musiałeś uciekać?
– Nie. Nie byłem, ale przecież każdy myślący inaczej niż komuchy, był wtedy zagrożony. Nie pamiętasz? – odpowiedział.
– Za samo myślenie nikogo nie wsadzali. Musiałeś ostro działać. Gdzie działałeś? – teraz ja drążyłem temat.
– Nie działałem, ale już nie mogłem tego wszystkiego dłużej znosić – odparł niechętnie.
– Czyli wyjechałeś po prostu do roboty i nie jesteś żadnym zbiegiem politycznym – podsumowałem.
Adamczyk zamilkł i już wiedziałem, że mnie nie lubi.
Przy kolejnym spotkaniu zmienił temat.
– Jak cię szwaby traktują?– zapytał.
– Normalnie. Nic mi nie robią – odparłem.
– Tu się nie przebijesz – kontynuował. – Ja jestem inżynierem i już nieraz im radziłem, jak ulepszyć ich maszyny, ale oni mnie nie słuchają. Wszystko wiedzą lepiej. W dupie mają mój dyplom. Dla nich jestem tylko ślusarzem.
– A czego się spodziewałeś? – odpowiedziałem. – Nie masz nostryfikowanego dyplomu, to jesteś ślusarzem. Ja też mam dyplom, a pracuję jako zwykły monter.
I znowu mu się nie spodobałem.
Nasze kontakty osłabły równie szybko jak się zaczęły, bo Adamczyk zawsze wracał do tego, że w Polsce jest chujowo i że szwaby go nie doceniają. Zacząłem go unikać. Czas upływał, mur berliński chwiał się, a on wciąż grał rolę cierpiętnika, którego ucieczka uratowała przed śmiercią.
Aż nadszedł czas, gdy Tadeusza Mazowieckiego wybrano na premiera, orłowi nałożono koronę i wszyscy opozycjoniści odetchnęli z ulgą.
– Teraz możesz spokojnie wracać do Polski. Już nikt cię tam nie zamknie – powiedziałem któregoś dnia Adamczykowi.
– Zgłupiałeś? Tam dopiero teraz jest chujowo, jak się te solidaruchy do władzy dorwali – odpowiedział.
Nieco później poznałem innego człowieka, który wyjechał z Polski.
– Dzień dobry. Nazywam się Kippke – zaczepił mnie starszy pan przy automacie z kawą. – Jesteś ze Śląska?
– Nie. Jestem z Galicji – odpowiedziałem. – A pan skąd jest?
– Z Krapkowic – odpowiedział.
Od tego dnia często jadaliśmy razem śniadania. Pan Kippke był śląskim Niemcem, którego rodzina od zawsze mieszkała w Krapkowicach. Gdy przyszli Ruscy, wszyscy Niemcy wyjechali, ale Kippkowie zostali, bo czuli się tam u siebie. Ruscy grabili i gwałcili, ale im jakoś udało się przeżyć bez szwanku. Potem na Opolszczyznę przyjechali polscy repatrianci ze wschodu. Kippkowie się z nimi dogadali i żyli w spokoju.
– Różni byli ci ze wschodu – opowiadał mój rozmówca. – Porządni i dranie, pracowici i lenie. Niedobre było tylko to, że nie dbali o domy. Nic nie remontowali, mieszkali tylko.
– Bo myśleli, że za parę lat wrócą Niemcy – odpowiedziałem. – Ja to znam, bo urodziłem się na Pomorzu. Moja matka też powtarzała, że dom, w którym mieszkamy, nie jest nasz i że kiedyś Niemcy nas wypędzą.
– Mam sąsiada z Pomorza – powiedział pan Kippke. – Z Greifenhagen.
– Znam Greifenhagen – powiedziałem. – To miasto teraz nazwy się Gryfino, a ja urodziłem się w sąsiednim powiecie.
– Ja rozumiem, że oni się bali, ale dom to jest dom – kontynuował pan Kippke. – Ktoś go zbudował, dzieci się w nim rodziły, ludzie umierali. Dom nie jest winny temu, że czasy się zmieniły. O dom należy dbać.
– Kiedy pan wyjechał do Niemiec i dlaczego? – zapytałem któregoś dnia.
– Kiedy Gierek ogłosił, że można łączyć niemieckie rodziny, to moja żona zaczęła namawiać mnie na wyjazd. Gadała, nudziła i w końcu dopięła swego. Przyjechaliśmy tu, bo jej wujek tu mieszkał.
– No i co? Dobrze zrobiliście? – dopytywałem.
– Czy ja wiem? – usłyszałem w odpowiedzi. – Pieniędzy mam więcej, kupić wszystko można i życie jest tu łatwiejsze. Niestety wujek już zmarł i znowu zostaliśmy sami, bo cała rodzina jest bliżej Aachen. Tylko ten sąsiad z Greifenhagen jest takim bliższym nam człowiekiem.
– Ale jest pan w ojczyźnie, bo pan jest Niemcem – drążyłem.
– Moją ojczyzną są Krapkowice – nawet te polskie. Ja jestem Ślązakiem, nie Szwabem ani Bawarczykiem – odpowiedział.
Innego dnia zagadnąłem go o gastarbeiterów.
– Nie powinno ich tu tylu być, bo robotę nam zabierają – odpowiedział prosto. – Jak ktoś ma tu rodzinę, to niechaj pracuje, ale tych Turków nie powinno tu być.
– A Polacy powinni tu być? – zaczepiłem. – Na przykład tacy, co przed komuną uciekli, jak Adamczyk.
– Jaki on tam uciekinier polityczny – fuknął pan Kippke. – Uciekł z jakiejś wycieczki, bo mu się w Polsce robić nie chciało i myślał, że mu tu wszystko za darmo dadzą. Najgorsze jest to, że przed Turkami narzeka na Polskę. Ja jestem Niemcem, ale wstydzę się za niego.
Mieliśmy teraz nowy temat do rozmów, czyli Adamczyka i Polaków w Niemczech. Okazało się, że pan Kippke obserwował tutejszych Polaków i słuchał, co i do kogo mówią. Nie było ich w okolicy zbyt wielu, ale wszyscy byli wiecznie niezadowoleni i ciągle narzekali.
– Niektórzy nawet udają, że nie są Polakami, jak ta durna Pilz z biura – powiedział któregoś dnia.
Po kilku dniach pokazał mi panią Pilz i opowiedział jej historię. Podobno urodziła się w Gliwicach, ale nie była Niemką ani nawet Ślązaczką, bo nie miała ni krzty śląskiego akcentu. Gdzieś poznała dużo starszego od niej pana Pilza, wyszła za niego za mąż i przyjechała tu. Pan Pilz był konstruktorem w naszej firmie i załatwił jej pracę w biurze.
– Pilzowie mieszkają kilka ulic stąd, a ona udaje, że nie jest Polką. Wszyscy w firmie to wiedzą i śmieją się z niej za plecami. Żeby nie jej mąż, który jest tu szanowany, to śmieliby się jej w oczy – zakończył opowiadanie pan Kippke.
– Dzień dobry pani Pilz – zagadnąłem ją po polsku przy najbliższej okazji.
– Guten Morgen – odpowiedziała i poszła dalej.
– Faktycznie pani Pilz rozumie polski, ale odpowiada po niemiecku – pochwaliłem się zaraz panu Kippke.
– A widzisz. Nie mówiłem? – ucieszył się.
Wkrótce okazało się, że Pilzowie mieszkają niedaleko mnie, a pani Pilz chodzi często moją ulicą. Dopędziłem ją kiedyś i zaczepiłem po polsku.
– Dzień dobry pani Pilz.
– Dzień dobry – odpowiedziała po niemiecku.
– Czy mieszka pani w pobliżu? – kontynuowałem po polsku.
– Tak, na ulicy Bacha – odpowiedziała po niemiecku.
– A ja na ulicy Beethovena – ciągnąłem po polsku.
– Wiem – odpowiedziała po niemiecku.
I tak porozmawialiśmy o wszystkim i o niczym – ja po polsku, ona po niemiecku. Gdyby ktoś nas podsłuchał, to byłby zdziwiony, że się rozumiemy.
– Pogadałem wczoraj z Pilzową na ulicy – pochwaliłem się nazajutrz panu Kippke. – Ja mówiłem po polsku, a ona po niemiecku.
– Widzisz? Mówiłem, że jest durna – skwitował.
Od tamtej rozmowy pani Pilz zaczęła chyba mnie unikać, bo już nigdy nie spotkałem jej na ulicy.
Tak oto okazało się, że nie umiałem rozmawiać ani z „wygnańcem politycznym” Adamczykiem, ani z „Niemką” Pilz. Pozostał mi tylko do rozmów śląski Niemiec Kippke i inni – nie Polacy.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 959

Pani Pilz

Post#2 » 29 cze 2017, o 18:51

Dobre i ciekawe, jak zawsze. Przeczytałem z przyjemnością.
– Za samo myślenie nikogo nie wsadzali. Musiałeś ostro działać. Gdzie działałeś? – teraz ja drążyłem temat.

– Za samo myślenie nikogo nie wsadzali. Musiałeś ostro działać. Gdzie działałeś? – Teraz ja drążyłem temat.
– Pieniędzy mam tu więcej, kupić wszystko można i życie jest tu łatwiejsze. Niestety wujek już zmarł i znowu zostaliśmy tu sami, bo cała rodzina jest bliżej Aachen.

„tu” trzykrotnie powtórzone. Z pierwszego i trzeciego można zrezygnować.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 467

Pani Pilz

Post#3 » 29 cze 2017, o 22:19

Gorgiasz pisze:Dobre i ciekawe, jak zawsze. Przeczytałem z przyjemnością.
– Za samo myślenie nikogo nie wsadzali. Musiałeś ostro działać. Gdzie działałeś? – teraz ja drążyłem temat.

– Za samo myślenie nikogo nie wsadzali. Musiałeś ostro działać. Gdzie działałeś? – Teraz ja drążyłem temat.
– Pieniędzy mam tu więcej, kupić wszystko można i życie jest tu łatwiejsze. Niestety wujek już zmarł i znowu zostaliśmy tu sami, bo cała rodzina jest bliżej Aachen.

„tu” trzykrotnie powtórzone. Z pierwszego i trzeciego można zrezygnować.


Dziękuję Ci za wizytę i komentarz.
Tych "tu" jest faktycznie za dużo. Poprawiłem.
Pozdrawiam. :smiley:

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1800

Pani Pilz

Post#4 » 14 lip 2018, o 10:48

Mały ruch na Forum. Trzeba odkurzyć to i owo.

Ten tekścik wydaje mi się warty przypomnienia, tym bardziej, że gdzieś w zawieruchach zeszłorocznej kanikuły umknął mojej uwadze.

W tym, co napisałeś najbardziej podoba mi się podobieństwo między Polakami i Niemcami. Po obu stronach granicy człowiek jest dobry i spokojny, choć na słowa, które padaja między ludźmi, największy wpływ mają osoby pokroju pana Adamczyka. Niestety.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 467

Pani Pilz

Post#5 » 14 lip 2018, o 19:33

szczepantrzeszcz pisze:Mały ruch na Forum. Trzeba odkurzyć to i owo.

Ten tekścik wydaje mi się warty przypomnienia, tym bardziej, że gdzieś w zawieruchach zeszłorocznej kanikuły umknął mojej uwadze.

W tym, co napisałeś najbardziej podoba mi się podobieństwo między Polakami i Niemcami. Po obu stronach granicy człowiek jest dobry i spokojny, choć na słowa, które padaja między ludźmi, największy wpływ mają osoby pokroju pana Adamczyka. Niestety.


Dzięki za odrzebanie tego tekstu.
Faktycznie, coś ostatnio nie widzę nowych opowiadań. Boję się, że zostanę sam.

Dziwne są spotkania Polak-Polak za granicą. Przynajmniej ja mam nie najlepsze wspomnienia.
Pozdrawiam.

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości