Wyjście do kina

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Katarynka
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 4

Wyjście do kina

Post#1 » 3 wrz 2017, o 04:37

Przed kinem grała katarynka. Wśród przechodzących ludzi biegała małpka z blaszanym kubeczkiem zbierając pieniądze. Od czasu do czasu podbiegała do swojego pana i przerzucała datki do leżącego nieopodal kapelusza. Małpka mimo, że cały czas była zajęta zbieractwem bacznie obserwowała okolicę, więc kiedy tylko puściłam dłoń Marcina i kucnęłam w miejscu w którym przed chwilą przebiegła, zauważyła mnie, odpuściła gonienie za grupką przechodniów i podeszła do mnie. Złapała za rękę i potrząsnęła, potem spojrzała prosto w oczy i nie odwracają wzroku, ani nie wypuszczając z łapki mojej dłoni podstawiła kubek. Sięgnęłam do kieszeni i wrzuciłam kapucynce kilka monet. Małpka wytrzeszczyła zęby, ponownie potrząsnęła moją ręką w mocnym uścisku i odbiegła. Podniosłam się i pocałowałam Marcina. Staliśmy objęci, kiedy poczułam jak coś ciągnie mnie za nogawkę. Spojrzałam w dół. Małpka szczerzyła się wyciągając swoje długie łapki; jedną w moją stronę, drugą w stronę Marcina. W tej wyciągniętej do mnie w palcach ściskała niewielką różę. Wzięłam kwiat, przytknęłam pączek do nosa i zaciągnęłam się. Zapach był intensywny. Drugą miała zaciśnięta w garść i podsuwała Marcinowi jak najwyżej potrafiła. Marcin wyciągnął otwartą dłoń, a małpka rozprostowała palce uwalniając cukierek. Po raz kolejny wyszczerzyła zęby i odbiegła, odprowadziłam ją wzrokiem. W tym czasie Marcin wszamał cukierka. Nawet nie zdążyłam uchwycić tego momentu, ostatnim kadrem był papierek znikający w kieszeni kurtki.
- Dobry? - zapytałam.
Kiwnął tylko głową, ciągle przeżuwał.
Weszliśmy do galerii. Ruchome schody zawiozły nas na piętro, ale od szczytu dzieliło nas jeszcze mnóstwo poruszających się stopni. W dodatku kolejne znajdowały się na przeciwległym końcu pomieszczenia. Skorzystaliśmy z windy znajdującej się dużo bliżej; wchodząc była pusta i nikogo w pobliżu, gdy tylko odwróciliśmy się w stronę wejścia znikąd pojawiły się dwie osoby, weszły do środka, każda wybrała inny numer piętra. Wcisnęłam guzik z numerem osiem. Winda sunęła do góry zatrzymując się na każdym z możliwych pięter.
Na drugim piętrze wysiadła jedna osoba, a wsiadły dwie kolejne.
Na trzecim nie wysiadł nikt i nikt nie wszedł.
- Dlaczego to się zatrzymało? – zapytałam.
- Może duch – powiedział Marcin.
- Właściwie to poczułam jakiś dotyk chłodu.
Marcin wykorzystał sytuację i przywarł do mnie.
Na czwartym piętrze nie było duchów. Za to czekało nas coś dużo gorszego. Wysiadła jedna osoba, a jej miejsce zastąpiła otyła kobieta z wózkiem dla bliźniąt, który zajmował tyle miejsca że każdy z podróżujących musiał przykleić się do ściany. Marcin wciągnął brzuch, twarz tak mu napuchła że wyglądał jak Kermit.
Piąte piętro to istna apokalipsa zombie. Kiedy drzwi się otworzyły i wysiadły dwie osoby, ujrzałam czterech typków. Pierwszy był blady niczym trup, jakby się naćpał albo nie spał trzy noce. Drugi opowiadał historię wymachując przy tym rękami. Od razu przyszedł mi na myśl zombiak z uwięzioną nogą, który anemicznie wymachuje łapskami próbując dosięgnąć nieopodal stojącą ofiarę. Trzeci, do którego głównie ta opowieść była skierowana, uśmiechał się, co chwila wybuchając charczącym śmiechem. Czwarty wlókł się z tyłu, utykał na lewą nogę. Musieliśmy czekać aż wcisną się do windy. Drugi nie mogąc swobodnie gestykulować począł modulować głos. Gruba kobieta słysząc to chichotała, zupełnie bez krępacji jakby znajdowała się na występie kabaretowym. Wózek wprawiony w kołysanie siłą jej spazmów obudził jedno maleństwo. Drugie spało jak zabite (naprawdę przeszło mi to przez myśl, ale wpatrywałam się wystarczająco długo by zobaczyć jak podczas snu minimalnie zmienia pozycje). Matka niemal kładąc się na rączce wózka próbowała dosięgnąć pociechy. Niestety z marnym skutkiem. Jeden z mężczyzn chcąc pomóc chwycił malucha i wyciągnął ręce w stronę kobiety.
- Niech pan zostawi moje dziecko - krzyknęła, aż w windzie zadrżały szyby.
- Ja tylko... - próbował się tłumaczyć, ale szybko odpuścił i po prostu wepchnął dziecko w ręce matki, gdyż sama nie kwapiła się by je odebrać.
Dojeżdżając do szóstego piętra pomyślałam, że gorzej być nie może, ale jak się okazało zawsze może być gorzej. Za drzwiami czekał wąsaty robotnik ubrany w podniszczone, poplamione różnymi substancjami ogrodniczki i białą koszulę. W lewej ręce trzymał skrzynkę na narzędzia, w prawej zahaczoną o ramię drabinę. Otaksował wszerz i wzdłuż wnętrze windy, z kwaśną miną powiedział:
- Jakoś muszę się tu zmieścić. Na górze jest drobna awaria.
- Ja wyjdę - oznajmił mężczyzna, ten, który pomógł z dzieckiem – jedno piętro przejdę schodami.
W ślad za nim bez słowa podążyła kobieta. Teraz w windzie znajdowało się osiem osób (dziewięć jeśli liczyć grubą babę podwójnie), wózek dla bliźniąt i drabina.
- Jeszcze tylko dwa piętra – powiedział Marcin – Damy radę.
- Nie mów hop przed siódmym piętrem – odpowiedziałam.
Ledwo otworzyły się drzwi windy, a do środka niczym ławica ryb spychana siłą prądu, wpadła grupka chłopców. Jeden potykał się o wszystko o co się dało rozlewając przy tym colę, drugi krzyczał by go nie pchali, bo trzyma lody. Jednak było już za późno; cola oblała kilka osób, a deser wylądował na sukience otyłej kobiety. Chłopcy czym prędzej ulotnili się z windy. Jeden z poszkodowanych mężczyzn pobiegł za nimi.
- Niech pan ich zatrzyma – powtarzała matka wyprowadzając wózek.
- Co za chuligaństwo – powiedziała młoda kobieta pocierając chusteczką plamę na jeansach.
Robotnik także został oblany, ale nie robiło mu to wielkiej różnicy. Ja i Marcin byliśmy cali i suszy.
- Wreszcie zrobiło się luźniej - uśmiechnęłam się.
Wysiedliśmy na ósmym piętrze podobnie jak reszta podróżujących.
Odetchnęłam.
- Następnym razem idziemy schodami.
Ruszyliśmy w stronę kas biletowych. Do każdego okienka stały kolejki.
- Chyba tu będzie najkrócej – Wskazałam rząd z najmniejszą ilością ludzi. Na oko.
Za ladą siedział pulchny mężczyzna.
- Kup bilety, a ja się trochę porozglądam.
Kiedy to powiedziałam zobaczyłam jak mężczyzna zza okienka wstaje, a jego miejsce zajmuje blondynka.
- Wiesz co? - powiedziałam - Jednak nie widzę tu nic ciekawego. Ja kupię bilety. Wybiorę lepsze miejsca. Mam w tym więcej doświadczenia.
- Wiem, że mają być na górze i po środku.
- No widzisz i źle byś wybrał. Mają być prawie na górze. Prawie. To różnica. Pomijając fakt, że o tej porze nie będzie miejsc w górnych rzędach. Ja to załatwię, a ty sobie popatrz, pochodź, cokolwiek.
- Powiedziałaś, że nie ma tu nic ciekawego.
- Może coś pominęłam. Wzrok już nie ten - machnęłam ręka w stronę swoich oczu.
- Bo ja to ślepy nie jestem.
- Ale ty jesteś ślepy inaczej. Twoja ślepota nie dostrzega innych rzeczy niż moja. Dlatego tak świetnie się uzupełniamy.
Po długim oczekiwaniu kupiłam bilety i poszliśmy do kinowego barku. Poinstruowałam Marcina:
- Bierzemy popcorn! Uwielbiam popcorn! I śliwki w czekoladzie. Kocham je. Trochę drogie, ale czego się nie robi dla miłości. Nie zapomnij o coli świetnie gasi pragnienie po popcornie.
Obkupieni ruszyliśmy w stronę sal projekcyjnych. Marcin okazał bilety, ja byłam zajęta wypychaniem policzków popcornem.
- Sala numer 4 - powiedział kontroler nadrywając bilet - Po lewo.
Weszliśmy w odpowiednie drzwi i znaleźliśmy właściwe miejsca. Rozsiedliśmy się, włożyliśmy napoje w uchwyty. Światło zgasło i rozpoczęły się reklamy.
Po kilku spotach i kilku garściach popcornu szturchnęłam Marcina i zapytałam:
- Myślisz że to już dobry moment czy jeszcze wypada poczekać?
- Na co dobry moment?
- Na realizację planu.
- Na to zawsze jest dobry moment - uśmiechnął się.
Położyłam dłoń na kroczu Marcina. Masowałam i uciskałam. Czułam jak materiał się wybrzusza. Marcin uniósł się i zsunął spodenki. Chwyciłam penisa w dłoń i powolnym ruchem przesunęłam w dół i w górę. Potem pochyliłam się i wzięłam członek do ust. Pulsował, był gładki i twardy. Usłyszałam, że zaczyna się film, ale nie zamierzałam przestawać. Lizałam główkę, sunęłam ustami po delikatnej skórze rytmicznie poruszając głową. Mimo, że wcale się nie śpieszyłam w krótkim czasie pulsowanie stało się szybsze. Kątem oka zobaczyłam, że w sali zrobiło się jasno, ale nie mogłam i nie chciałam sprawdzać o co chodzi. Penis zaczął wtłaczać spore ilości spermy do moich ust. Kiedy zasoby się skończyły i uniosłam głowę zobaczyłam eleganckiego mężczyznę ubranego w garnitur w towarzystwie dwóch ludzi w mundurach z bronią maszynową. Film wyświetlany na ekranie został zatrzymany. Głowy widowni były skierowane w naszą stronę. Mężczyzna przemówił:
- Pójdziecie z nami. Oboje.
- Gdzie mamy iść? - zapytał Marcin
- Złamaliście zasady obowiązujące w moim kinie i poniesiecie konsekwencje.
Żadne z nas nie ruszyło się z miejsca. Przez kilka chwil w sali trwała niepokojąca cisza. Zdałam sobie sprawę, że cały czas mam nasienie w ustach i pewnie wyglądam jak chomik. Głośno przełknęłam. Właśnie wtedy mężczyzna odezwał się ponownie:
- Zabierzcie ich.
Jeden z mundurowych chwycił Marcina, drugi mnie. Wywlekli nas z sali. Idąc korytarzem wszyscy nam się przyglądali. Każdy miał w oczach cień przerażenia.
Zatrzymaliśmy sie przy nieoznakowanych drzwiach. Mężczyzna w garniturze otworzył zamek kluczem i wszedł do środka. Ruszyliśmy za nim. Pomieszczenie w którym sie znaleźliśmy musiało być sercem całej galerii. Kilkanaście monitorów, dziesiątki przycisków, pokręteł, wajch i tylko dwóch ludzi którzy to obsługiwali. Mężczyzna w garniturze przywołał windę. Dziwiło mnie, że będziemy jechać windą przeznaczoną dla wykwalifikowanego personelu. Najwidoczniej właściciel jest bardzo drażliwy w sprawach seksu. Tylko dlaczego podchodzą do tego, aż tak poważnie? Po co im broń i gdzie nas prowadzą? I skąd u licha wiedzieli co my robimy w ciemności? Ktoś na nas doniósł? Gdyby tak było nie zareagowali by tak szybko.
Wsiedliśmy do windy stłoczeni jak w puszce, która powoli poruszała się w dół. Wysiedliśmy na świeżym powietrzu w miejscu, które wyglądało jak przesmyk pomiędzy jedną częścią galerii a drugą.
Po krótkim marszu stanęliśmy przed garażem. Tym razem drzwi otworzył jeden z mundurowych łapiąc za uchwyt i podnosząc do góry. Drugi nie spuszczał nas z oczu. Mimo, że do nas nie mierzył widać było, że jest gotowy do strzału jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Poruszył głową dając znak byśmy weszli do środka.
Pomieszczenie nie przypominało garażu. Było puste, małe, oświetlone lampą halogenową przytwierdzoną pod sufitem. Jednak od razu dało się zwrócić uwagę na dwa szczegóły. Ściany zostały świeżo odmalowane, a po środku jednej z nich, tej naprzeciw drzwi, znajdowała się zasunięta kurtyna zakrywająca połowę powierzchni.
Zamknęli nas. Zostaliśmy sami chociaż nie liczyłam, że na długo.
- Trochę dziwna sytuacja jak na to wszystko.
- Pewnie chcą nas postraszyć. Powiedzą, że w kinie nie wolno robić takich rzeczy, a potem nas puszczą.
- Pewnie masz rację, ale to stresujące.
Marcin przyciągnął mnie do siebie. Staliśmy w milczeniu przez kilka minut, aż w końcu kurtyna rozstąpiła się. Zobaczyliśmy człowieka w garniturze, za nim stało pięciu czy sześciu innych mężczyzn.
- Mam nadzieje ze jesteście gotowi – oznajmił.
Czekał na odpowiedz, ale żadne z nas się nie odezwało.
- Jesteście gotowi?
- Na co?
- Na konsekwencje - ton jego głosu brzmiał jakby zapowiadał kolejny etap teleturnieju telewizyjnego.
- Nie zrobiliśmy nic złego.
- Dla mnie zrobiliście. W moim kinie ogłada się filmy, a nie robi z niego burdel. Należało przeczytać regulamin. Teraz poniesiecie karę za jego złamanie.
Mężczyzna w garniturze wycofał się. Do przodu ruszyła grupka mężczyzn. Wycelowali w naszą stronę karabiny.
- Nie patrz na nich - powiedział Marcin.
Wtuliliśmy się w siebie, zamknęliśmy oczy, usłyszeliśmy huk wystrzałów.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1006

Wyjście do kina

Post#2 » 3 wrz 2017, o 11:49

'Nowy użytkowniku - daj się poznać, przywitaj się!' :]
Zapraszamy tutaj:
viewforum.php?f=81

Katarynka
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 4

Wyjście do kina

Post#3 » 3 wrz 2017, o 20:56

Dziękuję za bardzo przydatny komentarz, stary użytkowniku. Wielce mnie natchnął do dalszego pisania i szczerze zachęcił by czym prędzej przedstawić się na forum i w dalszym ciągu uzyskiwać tak pomocne opinie.

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 861

Wyjście do kina

Post#4 » 3 wrz 2017, o 21:19

Katarynka, pasujesz mi do innego forum, mogę ci polecić jedno fajne, gdzie takie odzywki wywołają falę radości. Tutaj niestety nie. A epitet "stary" jest po prostu niegrzeczny. Należy sie dostosować do zasad, stali bywalcy i nowi, każdego obowiązują takie same zasady.

Katarynka
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 4

Wyjście do kina

Post#5 » 4 wrz 2017, o 00:30

Przynależność do wspomnianego fajnego forum pozostawiam tobie, ja podziękuję. Zwrot "stary użytkowniku", mimo, że cała moja wypowiedź jest ironiczna, był grzecznościowy i oznaczał, że nowy użytkownik zwraca się do kogoś z dużo większym stażem.

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 861

Wyjście do kina

Post#6 » 4 wrz 2017, o 07:12

Katarynko- Ironia jest ok, ale Ty ją użyłaś bezpodstawnie. Nikt Cię nie obraził, tylko odesłał do zasad. Z miłą chęcią zapewne otrzymasz porady dotyczące tekstu, ale popatrz jak to wygląda z naszej perspektywy, możemy zganić np. jakiś tekst napisany przez bardzo młodą osobę, której akurat z racji wieku należy się pochwała. Przecież inaczej również traktuje się debiutanta, inaczej pisarza ze stażem. Zarzucasz nie otrzymanie opinii, a zareagowałaś jadem na chęć pomocy. Ale już abstrahując od wieku, co nie jest najistotniejsze, to chyba nie tak ciężko jest powiedzieć - Witam. :-)

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017 i Komentator Miesiąca
Posty: 249

Wyjście do kina

Post#7 » 4 wrz 2017, o 11:19

Katarynko, w całym tekście brakuje wielu przecinków. Raz je stawiasz, raz nie, więc może warto byłoby przypomnieć sobie ogólne zasady ich stosowania, a potem przejrzeć jeszcze raz cały tekst? Jedna tylko uwaga:
Katarynka pisze:Małpka mimo, że cały czas była zajęta zbieractwem(...)

Nigdy nie stawiamy przecinka między mimo oraz że/iż. Powinno być raczej: Małpka, mimo że cały czas była zajęta zbieractwem(...)
Kolejna sprawa, to nagromadzenie spójnika i w pierwszym akapicie. Występuje on niemalże w każdym zdaniu. Powinnaś pomyśleć o zastąpieniu go innymi spójnikami, jak: oraz, natomiast, lecz, lub pobawić się nieco imiesłowami.
Katarynka pisze:W lewej ręce trzymał skrzynkę na narzędzie(...)

"W lewej ręce trzymał skrzynkę na narzędzia" Drobna literówka.

Opis ludzi, którzy wchodzą do windy, jest dosyć niemiły. Nie podoba mi się, chociaż to subiektywna opinia. W każdym razie stawia bohaterkę w złym świetle, przez co nie czuć dużego współczucia, kiedy ginie. Może przed śmiercią warto byłoby ją nieco wybielić? Ukazać jako osobę empatyczną, dobrą? Co do tego rozstrzeliwania, to brakuje mi emocji. Mam wrażenie, że Twoi bohaterowie są zbyt spokojni. Powinni chociaż trochę pokrzyczeć :D
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Wyjście do kina

Post#8 » 6 wrz 2017, o 19:23

Tekst sam w sobie niby nie jest zły, ale ilekroć go sobie przypomnę ogarnia mnie obrzydzenie (przełknęła... fuj). Także wolałabym o nim zapomnieć.
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Awatar użytkownika
ensamheten
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 76

Wyjście do kina

Post#9 » 7 wrz 2017, o 01:38

Nie ogarniam tego tekstu. Kuriozalna sytuacja pod koniec sugeruje, że mamy do czynienia z jakąś groteską, z drugiej strony język jest do bólu realistyczny, a narrator nawet lekko cyniczny.

Z całości najbardziej zapamiętałem scenę robienia loda w kinie i niewiele więcej, ale podejrzewam, że największym problemem i tak jest tu pycha autorki.
För några är ensamheten icke en omständighet som de ha råkat i, utan en egenskap.

Katarynka
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 4

Wyjście do kina

Post#10 » 8 wrz 2017, o 20:14

Anna Nazabi pisze:Katarynko- Ironia jest ok, ale Ty ją użyłaś bezpodstawnie. Nikt Cię nie obraził, tylko odesłał do zasad. Z miłą chęcią zapewne otrzymasz porady dotyczące tekstu, ale popatrz jak to wygląda z naszej perspektywy, możemy zganić np. jakiś tekst napisany przez bardzo młodą osobę, której akurat z racji wieku należy się pochwała. Przecież inaczej również traktuje się debiutanta, inaczej pisarza ze stażem. Zarzucasz nie otrzymanie opinii, a zareagowałaś jadem na chęć pomocy. Ale już abstrahując od wieku, co nie jest najistotniejsze, to chyba nie tak ciężko jest powiedzieć - Witam. :-)


Zapoznałam się z regulaminem forum przed zamieszczeniem tekstu, ale nie było tam wzmianki, że wymagane jest przedstawienie się, by uzyskać pomoc. Nie to, że trzeba mi tłumaczyć, że wypada przedstawić się w nowym miejscu. Po prostu suche odesłanie mnie bym się przedstawiła, bez napisania czegokolwiek więcej, sprawiło, że odpowiedziałam ironią, która nie jest żadnym wylewaniem jadu i nie ma na celu obrazić. Jest tylko lekko złośliwa, ale miała być przyjazna. Poza tym masz rację najpierw powinnam się przedstawić.


Eneriston pisze:Katarynko, w całym tekście brakuje wielu przecinków. Raz je stawiasz, raz nie, więc może warto byłoby przypomnieć sobie ogólne zasady ich stosowania, a potem przejrzeć jeszcze raz cały tekst? Kolejna sprawa, to nagromadzenie spójnika i w pierwszym akapicie.


Dziękuję za rady. Popracuję nad tym.

Eneriston pisze:Opis ludzi, którzy wchodzą do windy, jest dosyć niemiły. Nie podoba mi się, chociaż to subiektywna opinia. W każdym razie stawia bohaterkę w złym świetle, przez co nie czuć dużego współczucia, kiedy ginie. Może przed śmiercią warto byłoby ją nieco wybielić? Ukazać jako osobę empatyczną, dobrą? Co do tego rozstrzeliwania, to brakuje mi emocji. Mam wrażenie, że Twoi bohaterowie są zbyt spokojni. Powinni chociaż trochę pokrzyczeć :D


Opis może nie jest miły, ale odpowiada w pewien sposób rzeczywistości. Zgodzę się, że bohaterka nie wywołuje współczucia i że końcówka jest słaba pod względem emocjonalnym.


ensamheten pisze:Z całości najbardziej zapamiętałem scenę robienia loda w kinie i niewiele więcej, ale podejrzewam, że największym problemem i tak jest tu pycha autorki.


Jak możesz kogoś oceniać po fikcyjnym tekście? Chyba, że oceniasz po tych postach wyżej, które z pewnością większość odbiera jako chamskie. W każdym razie moja wiara w siebie stoi, gdzieś w pobliżu zera i wcale nie uważam tego tekstu za dobry, wręcz przeciwnie.


ensamheten pisze:Nie ogarniam tego tekstu. Kuriozalna sytuacja pod koniec sugeruje, że mamy do czynienia z jakąś groteską, z drugiej strony język jest do bólu realistyczny, a narrator nawet lekko cyniczny.


Pewnie dlatego, że tekst został napisany dla kogoś i pod kogoś. Miałam pomysł z rozstrzelaniem i powodem rozstrzelania i wokół tego dopisałam całą resztę, żeby opowiadanie nie trwało dwa zdania. Nie zamierzałam go zamieszczać, ale był to mój jedyny gotowy tekst i zrobiłam to za namową tego kogoś tylko po to żeby uzyskać obiektywną opinie na temat sposobu pisania i żeby się dowiedzieć czy jest sens żebym pisała cokolwiek jeszcze, czy może mam wszystko spalić co napisałam do tej pory i zająć się czymś innym. Na przykład doskonaleniem swojej pychy.

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość