Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Jak umrzeć na nowo

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
Towne Baws
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 47

Jak umrzeć na nowo

Post#1 » 30 paź 2017, o 18:26

I. 23 IX 1973
Był chłodny, wrześniowy wieczór. Krople deszczu rytmicznie uderzały w szyby samochodów, świat gonił sukces niezmiennie od wielu lat. Ci sami ludzie mijali te same budynki, ulica była zakorkowana przez tych samych kierowców, bezdomni nadal szukali ciepła na tym samym dworcu. Wszystko było takie samo. Wszystko z wyjątkiem mieszkania numer cztery przy Dexter Avenue. Jedynie tam czas stanął na chwilę w miejscu. Ustały krzyki, dźwięk tłuczonego szkła jakby ucichł, zaniedbany kot państwa Reynolds zdawał się być we śnie, nie tknął nawet podanej mu odświętnie karmy. Jedynie tykający zegar przypominał lokatorom o wciąż upływającym czasie. Pani Reynolds leżała w milczeniu w napełnionej po brzegi wannie, jej wzrok skoncentrowany na jednym z kafelków był równie nieobecny co umysł, łazienka była niemalże w całości przepełniona papierosowym dymem. W pokoju obok wpatrzony w wygaszony telewizor siedział pan Reynolds - rosły mężczyzna w sile wieku, jego spojrzenie wzbudzało strach i pogardę zarazem. Mieszkanie obiegła cisza, wspomniany wcześniej zegar tykał coraz to głośniej, każda sekunda coraz dotkliwiej dawała o sobie znać małżeństwu z Dexter Avenue. Aż nagle płacz. Płacz zdawałoby się pełen strachu. Ale cóż innego może czuć noworodek zesłany na ten świat? Nikt bowiem o zdrowych zmysłach nie napawa się optymizmem widząc zaniedbane mieszkanie, którego remont kilkukrotnie przewyższyłby jego wartość. Otwarte na oścież okna wpuściły do mieszkania chłodny wiatr, który wedle swojej natury przemknął między futrynami pomieszczeń zwiewając ze stołu gazetę i leżący na niej niedopałek skręconego własnoręcznie papierosa. Jeszcze przez długi czas mieszkanie to przenikał jedynie niski głos niemowlęcia krzyczącego wniebogłosy. Gdyby tylko Niebo słuchało...





II. Szklana kolacja
Tego dnia Reynolds wrócił do domu wyjątkowo późno. Fakt bycia zapracowanym był świetną wymówką dla żony i dwojga dzieci. Było to na tyle skuteczne, że niemal od dziesięciu lat nie budził kontrowersji i stosu pytań, zalewającego go niczym potok. Ale kto by dopytywał, widząc mężczyznę, który odbił się od dna ciężką, wieloletnią pracą? Reynolds był w tej materii wyjątkowo wiarygodny.
Nie zaliczał się on do grona szczęśliwców, którzy na świat przyszli wedle starannie wyliczonego kalendarzyka. Nie czekał na niego pokój z kołyską i zabawkami, nie było dla niego miejsca w żłobku. Wstępną edukację zapewniała mu matka, podczas gdy ojciec pracował w jednej z lokalnych fabryk. Wracał po nocach, rzadko kiedy był trzeźwy. Problemy finansowe i uzależnienie ojca od alkoholu wpędziło rodzinę Reynoldsów w wir, z którego nie dali rady się już wydostać. Świat, jaki poznał chłopiec ograniczał się do starych książek z dzieciństwa matki i zaniedbanego sufitu, na którym pęknięty tynk wyznaczał trasę dla oczu Bradleya. Dzień w dzień przed snem przemierzał on kilometry. Mechanicznie jak robot wodził wzrokiem po pęknięciu, aż nie usnął. Nie można jednak powiedzieć, że matka go nie kochała - kochała go, lecz nie miała warunków do przekazania mu tej miłości. Dwanaście godzin dziennie spędzonych z synem prędko stało się rutyną, a czas poświęcony na czytanie i rysowanie z dnia na dzień dłużył się i dłużył. Nieliczni dostrzegali w tym matczyną miłość, dla wielu wyglądało to jak odhaczanie obowiązków na przypiętej do lodówki kartce. Gdyby ktoś spotkał go przed dwudziestoma laty, nie uwierzyłby, że można prowadzić tak dziwaczne życie. Dwudziestopięcioletni chłopak w podartych spodniach i wytartej, skórzanej kurtce leniwie podrzucający w dłoni kluczyki od Pontiaca. Poza zniszczonym ubraniem nic w jego wyglądzie nie rzucało się w oczy. Był na tyle przeciętny, że z czasem nawet i odzież przestała być zauważana. On po prostu był. A teraz? Teraz niemalże codziennie wydaje większą kwotę, niż zarabiał te dwadzieścia lat temu, pomagając sąsiadowi w prowadzeniu sklepu. Ma kochającą rodzinę, kilka samochodów, mieszkań i własną firmę. Ma to, o czym każdy marzy. I chyba właśnie to sprawiło, że zdawało mu się, że ma już wszystko.
Woń upieczonej kaczki muskała nozdrza Reynoldsa od samego wejścia. Piękny, delikatny zapach, tak bardzo przez niego uwielbiany, kąpał się w rumieńcu idealnie spieczonego jabłka. A to wszystko przyozdobione było świecami i lampkami wytrawnego wina. I ta cisza. Błoga cisza. Nie było ani dzieci, ani pokojówki. Jest tylko jeden dzień w roku, w którym mieszkanie jest całkowicie puste. Reynolds podszedł do garderoby, rozejrzał się raz jeszcze dookoła, po czym powolnym ruchem zdjął z siebie płaszcz i kapelusz, by zaraz odwiesić je na stojący tam dębowy wieszak.

- Wszystkiego najlepszego - wyszeptał ciepły, kobiecy głos - Pozwolisz kochanie, że zaniosę Twoją torbę na górę.

Tak, to właśnie była Patty - żona Bradleya. Piękna, młodsza od niego o dekadę Patty Reynolds. Wielu twierdzi, że to jej kreacje powinny znajdować się na czołówkach magazynów modowych. Także tego wieczoru pani Reynolds nie próżnowała. Gdy tylko Bradley odwrócił się, by posłać kobiecie uśmiech, jego oczom ukazała się piękna, czarna suknia, wiązana na plecach wąskimi rzemykami, na które opadały długie, kasztanowe włosy Patty. Było coś jeszcze. Najpewniej Dior, choć co do tego mógł się mylić. Odkąd się poznali, Patty dostała więcej perfum, niż przeciętny Watson mógłby sobie wyobrazić - to naturalne, że Reynolds stracił już rachubę.
Gdy kobieta zeszła na dół, mężczyzna czekał już przy stole. Uśmiechnął się ciepło i wstał, jak na dżentelmena przystało, odsunął Patty krzesło i pocałował ją czule w policzek. Każdy kochający mąż zrobiłby to na jego miejscu, w końcu okazja ku temu była wyjątkowa, a starania Patty nieocenione. Przed wjazdem nie było ich SUV-a, więc dzieci wraz z pokojówką są co najmniej kilka kilometrów od domu, co sprzyjało nastrojowi po stokroć. Reynolds zerknął na żonę, podszedł do wieży i wrzucił do napędu składankę Erica Claptona. Tak, Bradley był staromodny. Już sam fakt noszenia płaszcza i kapelusza mówi sam za siebie. Jasnym jest, że w jego podejściu jest nutka szarmancji i tajemnicy, czyli tego, co kobiety kochają najbardziej, a co ostatnio można coraz rzadziej u mężczyzny zauważyć, niemniej jednak, dalece odbiega on ideału większości kobiet. Nie uprawia joggingu, golf nie jest jego ulubioną dyscypliną sportową, a squasha zna jedynie z telewizji. Nie takich biznesmenów zna Detroit. Bądź co bądź, Patty to wystarczało. To już piętnaście lat, odkąd powiedzieli sobie sakramentalne "tak". Piętnaście lat bogatych w kłótnie i zwady, jak w każdym małżeństwie. Piętnaście lat owocujących dwójką kochających dzieci, których przyszłość malowała się w najjaśniejszych barwach. Bradley zapewne rozmyślałby dalej, gdyby nie delikatny pocałunek Patty. Jego dłonie szybko powędrowały ku biodrom kobiety, czule wodząc po jej aksamitnym okryciu. W powietrzu zaczęła unosić się woń feromonów, których użyła tuż przed jego powrotem. Cudowna woń. Muzyka grająca w tle tylko zwiększyła ekscytację małżonków, budując przy tym nastrój i prowadząc ich w miłosnym tańcu. Ich ciała stykały się, by zaraz oderwać się od siebie, zgodnie z taktem podawanym przez Claptona. Dłonie Reynoldsa delikatnie muskały suknię kobiety, co jakiś czas nachodząc na odkryte plecy. Skóra Patty była zgrzana, mimo to opuszkami palców dało się wyczuć, jak przechodzą po niej dreszcze. W chwilę na znaczeniu straciła kolacja i wino, przestały się liczyć świece i muzyka. Stały się cichym przewodnikiem w świecie, do którego właśnie wkroczyli. Kobieta oplotła kark męża, delikatnie drapiąc go paznokciami, zaczęła przy tym zalotnie podgryzać jego ucho. Wie, jak bardzo Bradley kocha tą część. Tego wieczoru wszystko ma być idealne, więc kobieta dokłada wszelkich starań, by ich rozpalone ciała zetknęły się doprowadzając obojga do upragnionego finału. Ich oczy spotkały się w ferworze tańca i zastygły w namiętnych spojrzeniach, jakby cała reszta zastygła razem z nimi. Bradley wziął delikatny wdech, raz jeszcze delektując się zapachem perfum Patty, powiódł nosem po jej policzku aż ku szyi, na której złożył kilka krótkich, aczkolwiek intensywnych pocałunków. Patty odchyliła głowę do tyłu, jej oczy przymknęły się, pozwalając odegrać wyobraźni kluczową rolę. Uniosła więc delikatnie nogę, zarzuciła ją na udo Reynoldsa, i nadal podtrzymując wspólny taniec sięgnęła dłonią po skrupulatnie zapięte guziki w jego alabastrowej koszuli, usta zaś skierowała na jego szyję, na której licznymi pocałunkami zostawiła resztki szminki. Oboje dali się porwać nastrojowi. Wystarczyła iskra.
Bradley, korzystając z tego, że kobieta wisi mu na szyi, chwycił ją pod uda i ostrożnie podrzucił. Niemrawy chichot przerwał ciszę, ale tylko na ułamek sekundy. A przynajmniej tak im się zdawało. Czymże jest czas w takiej chwili? Czymże jest czas wobec dwóch kochanków, którzy niesieni namiętnością nie widzą nic, prócz siebie samych? Mężczyzna, nie mogąc oderwać ust od ukochanej, zrobił kilka kroków w kierunku ściany, oparł się i skierował prawą rękę ku wnętrzu uda, chwycił je pewnie i kucnął stawiając kobietę na ziemi. Nim jednak wstał, przejechał delikatnie palcami po łydce kobiety, powiódł dłoń ku górze, uchylając tym samym falbanę sukni Patty. Przymknął oczy i złożył pocałunek na udzie małżonki. Mężczyzna, dotarłszy do bielizny Patty, odchylił ją nieco i prowadzony zwierzęcym popędem oddał się całkowicie uszczęśliwieniu kobiety. Wyprostował się energicznie, rozpiął spodnie i zsunął je na dół, dłoń położył na szyi kobiety i wszedł w nią gwałtownie, mimowolnie zaciskając chwyt.

- Kochanie, to boli... - wydusiła z siebie Patty, starając się uwolnić szyję z uścisku męża - Bradley, przestań!

Bradley nie reagował. Pchany nieznaną kobiecie dotąd intuicją, Reynolds krzywdził ją z każdą sekundą coraz bardziej. Przecież wiedział, jak kocha się jego żona. Wiedział, co mu wolno, a co nie. Zachowywał się, jakby myślami był gdzieś indziej, gdzieś daleko. Jakby kochał się z inną. Patty z minuty na minutę ubywało tchu, a i sam stosunek nie należał do przyjemnych. Pomimo usilnych prób kobiety, Bradley nie odpuszczał ani na moment, coraz więcej mięśni kobiety kurczyło się w agonii. Gdy mężczyzna opadł częściowo z sił, uścisk na szyi kobiety osłabł, a tempo opadło, ta odepchnęła męża zalana łzami. Dopiero teraz Bradley w pełni widział to, do czego doprowadził. Rozmazany makijaż i potargane włosy Patty, które zobaczył jako pierwsze, były dopiero początkiem. Gdy mężczyzna zrobił kilka kroków w tył, złapał się pod biodra i pochylił, nabierając intensywnie powietrze, jego oczom ukazała się zwinięta w kłębek kobieta w niemalże porozrywanej sukni. Bradley nie mógł oprzeć się wrażeniu, że na skórze kobiety pojawiają się coraz to nowe sińce. Jak mógł do tego dopuścić? Jak mógł się tak drastycznie pomylić?
Kobieta nie wydała z siebie żadnego odgłosu. Nic, poza cichnącym szlochem. Uniosła jedynie swoją przerażoną twarz i raz jeszcze spojrzała na Bradleya. W jej oczach widać było strach i tysiące pytań. To był szok. Starając się opanować oddech odchyliła głowę do tyłu, opierając ją tym samym o ścianę, ręce zaś opuściła niedbale na podłogę. Gapiła się w sufit bez słów, podczas, gdy Brad chodził nerwowo po pokoju. Ta sytuacja przerosła ich oboje. Mężczyzna bił się z myślami, ale było już za późno, by cokolwiek zmienić. Stał się bestią, której bała się jego własna żona. Przez te wszystkie lata nie popełnił błędu tak niebezpiecznego, jak w tę piętnastą rocznicę.
Bradley zrobił jeszcze kilka okrążeń po pokoju, co jakiś czas zerkając na Patty. To, co widział, było dla niego koszmarem. Bolał go jej ból i to, że on go spowodował. Bez słowa narzucił na siebie płaszcz i wyszedł z mieszkania, sięgając po drodze kluczyki do samochodu.
Obrazek

Tagi:

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1678

Wszystkie Kobiety Bradleya

Post#2 » 30 paź 2017, o 18:47

Na wstępie wspomnę, że jestem przeziębiony i znacznie bardziej czepliwy, a co za tym idzie stałem się wybornym czytelnikiem, ze względu na ilość wychwytywanych zgrzytów. Każdy piszący lubi pochlebstwa, ale prawdziwy pisarz docenia krytykę, przez co preferuje on bardziej wymagających odbiorców.

Dodatkowo dodam wrażenia przed lekturą:
1. Wcięcie akapitowe, a raczej jego brak, powoduje, że przeglądający widzi ścianę tekstu, zniechęci to ludzi wchodzących na portal w celu przeczytania i skomentowania tekstu. (Poradnik tu: viewtopic.php?f=84&t=2035)
Cofam ten zarzut, komórka musi mi nie wczytywać wcięć.
2. Tytuł, który nie dość, że wydaje się sztampowy, to jeszcze posiada błąd (Kobiet z wielkiej litery), choć na upartego autor może się zasłaniać szacunkiem do płci pięknej.

Dalsza część po lekturze.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Towne Baws
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 47

Wszystkie Kobiety Bradleya

Post#3 » 30 paź 2017, o 18:51

Co do tytułu w pełni się z Tobą zgadzam. Sam nie wiem, dlaczego dałem wielką literę w drugim słowie. Ale akapity? Dodawałem je wedle poradnika. :)

 Rozwiń, aby przeczytać
Obrazek
Obrazek

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1678

Wszystkie kobiety Bradleya

Post#4 » 30 paź 2017, o 19:01

Tak, zauważyłem gdy wszedłem by cytować przy użyciu laptopa, z tego powodu dodałem na czerwono moje kajanie się z tego powodu. Ślepy jestem, co tu ukrywać?
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Miesiąca
Posty: 959

Wszystkie kobiety Bradleya

Post#5 » 30 paź 2017, o 19:24

Nieźle. Jest trochę drobnych potknięć, zbędnych zaimków i takich tam... Ale ogólnie ciekawe i dobrze napisane.

Awatar użytkownika
Towne Baws
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 47

Wszystkie kobiety Bradleya

Post#6 » 30 paź 2017, o 19:29

Dzięki za wypowiedź. Zaimki pewnie wynikają z tego, że co poniektóre zdania wydawały mi się niepełne, a nie chciałem przesycać ich kolejną dawką informacji. Uczę się, więc cenię sobie trafne uwagi. Dzięki raz jeszcze! :)
Obrazek

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1678

Wszystkie kobiety Bradleya

Post#7 » 30 paź 2017, o 19:37

Co ciekawe spodziewałem się masy błędów, ale znalazłem tylko dwa na samym początku tekstu:

Towne Baws pisze:Krople deszczu rytmicznie uderzały w szyby samochodów, świat gonił sukces niezmiennie od wielu lat.

Podzieliłbym to zdanie w dwa.

Towne Baws pisze:Ci sami ludzie mijali te same budynki, ulica była zakorkowana przez tych samych kierowców, bezdomni nadal szukali ciepła na tym samym dworcu.

Ci sami ludzie? We wcześniejszej części tekstu o nikim nie wspominałeś. Usunąłbym pierwsze dwa słowa. Ogólnie to powtórzeniaw tym zdaniu kłują (odmiana słowa sam).

Być może są jeszcze jakieś, ale tekst mnie na tyle wciągnął, że ich nie dostrzegam.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Towne Baws
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 47

Wszystkie kobiety Bradleya

Post#8 » 30 paź 2017, o 19:46

Towne Baws pisze:Ci sami ludzie mijali te same budynki, ulica była zakorkowana przez tych samych kierowców, bezdomni nadal szukali ciepła na tym samym dworcu. Wszystko było takie same.


Zależało mi jedynie na ukazaniu powtarzalności i monotonii. "Ci sami" nie kieruje do konkretnych osób, a jedynie pokazuje, jak mało zmieniało się na przestrzeni lat. A przynajmniej taki był mój zamiar. :(

Dodano po 2 minutach 3 sekundach:
DuralT pisze:Być może są jeszcze jakieś, ale tekst mnie na tyle wciągnął, że ich nie dostrzegam.


Dziękuję. To chyba dobry sygnał. :)
Obrazek

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1318

Wszystkie kobiety Bradleya

Post#9 » 30 paź 2017, o 19:49

First thigs first - tytuły - zarówno ''Wszystkie kobiety Bradleya'' jak i ''Kobieta w czerni'' strasznie oklepane.
numer 4 przy Dexter Avenue
raczej trzymałabym się zapisu słownego, czyli ''cztery''
wspomniany wcześniej zegar tykał coraz to głośniej, każda sekunda coraz dotkliwiej dawała o sobie znać małżeństwu
powtórzenie ''coraz''
ojciec pracował w jednej z lokalnych fabryk. Wracał po nocach, rzadko kiedy był trzeźwy. Problemy finansowe i uzależnienie ojca od alkoholu
powtórzenie ''ojciec''; gdzieś w tych okolicach tekstu powtarzasz też kilka razy ''matka''
Patty odchyliła głowę do tyłu, jej oczy przymknęły się budząc w kobiecie jej prawdziwe instynkty.
Serio? Nie rozumiem sensu tego zdania, a raczej to sformułowanie ''nie robi sensu''. ;) Oczy przymknęły się, budząc w niej instynkty? Strasznie to naciągane, jak dla mnie. Prędzej zamknięcie oczu wyostrza zmysły czy coś w tym stylu.
Ogólnie styl masz niezły, czyta się płynnie. Tekst średnio ciekawy, bez fajerwerków, ale całkiem całkiem. ALE:
czasami używasz strasznie oklepanych bądź/i pompatycznych sformułowań:
Krople potu spływały z obu ciał, niczym atomy miłości uwalniane z każdą sekundą.

Byli jak dwa wulkany, które gotowały się do erupcji od niepamiętnych czasów. Wystarczyła iskra.

Umówmy się, napisanie dobrej sceny erotycznej to nie lada gratka. Wielu autorów tego nie umie. Tutaj może nie byłoby tak źle, gdyby nie te okropne wulkany, erupcje, iskry i atomy miłości. :kuku:
Scena gwałtu totalnie mnie nie przekonuje. Realnie rzecz ujmując, ona taka rozpalona, taka chętna, gra wstępna super-hiper i nagle AŁA KOCHANIE KRZYWDZISZ MNIE, a on nagle taki potwór. Trochę to naciągane jak dla mnie. ;)
To by było na tyle, jeśli chodzi o moje spostrzeżenia.
Mam nadzieję, że nie zniechęciłam, a uwagi się na coś przydadzą. :) Pisz śmiało dalej i publikuj, bo nic innego tak nie ćwiczy warsztatu jak po prostu... Pisanie.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Towne Baws
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 47

Wszystkie kobiety Bradleya

Post#10 » 30 paź 2017, o 19:57

Nie będę się odnosić do uwag, bo są w pewnym sensie zasadne. Mam w głowie wizję, której być może nie potrafię przekazać. W scenie, o której piszesz na końcu, nie opisuję gwałtu, a jedynie gwałtowną zmianę bohatera, która przejawia się w taki, a nie inny sposób.

Dodam tylko, że zabrakło tu podkładki, którą mam w Wattpadzie, mianowicie opisu. Pozwolę go sobie dodać tutaj:
Bradley Reynolds, biznesmen z Detroit, wiedzie szczęśliwy, rodzinny żywot. Wraz z żoną i dwójką dzieci zamieszkują spokojną dzielnicę miasta, w której rzadko kiedy ktoś zakłóca spokój jej mieszkańcom. Bradley prowadzi jednak podwójne życie, które z czasem coraz trudniej ukryć przed rodziną.
Obrazek

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości