Nie wiadomo jaki cud

Okruchy realizmu. Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 339

Nie wiadomo jaki cud

Post#1 » 17 lis 2017, o 12:31

Piotr był rolnikiem na sporym gospodarstwie i wiodło mu się nieźle. Z całego dobytku najbardziej lubił konie. Co rano pierwsze kroki kierował do stajni. Tam poił, karmił i czyścił swoją parę siwków i dopiero później zaczynał inne prace.
Przed tym jednak… wypijał kielicha. Zrobiłby to już wcześniej, ale bał się koni, które drażnił zapach alkoholu. Były wtedy niespokojne, nie pozwalały blisko podejść i kopały. Gospodarz nie chciał się kopać z końmi i swojego pierwszego wypijał dopiero po wyjściu ze stajni. Żona na to nie reagowała, bo uważała, że „jeden chłopu nie zaszkodzi”.
Gdy pracował przy domu, poranny kieliszek przeważnie wystarczał mu na cały dzień. Dopiero wieczorem wypijał jedno piwko „do telewizji”.
Inaczej było w dni, gdy wyjeżdżał do pracy na polu. Było ono dość daleko od domu, a mógł tam jechać boczną drogą lub szosą. Boczna droga była krótsza i bardziej nadawała się dla konnego zaprzęgu, ale szosa miała jeden niezaprzeczalny plus - był przy niej sklep z alkoholem. Dlatego Piotr zawsze jeździł na pole boczną drogą, a wracał szosą.
Przy sklepie stawał, żeby - jak mawiał - dać odetchnąć koniom. Konie odpoczywały, a woźnica tymczasem raczył się piwem. Przeważnie było to tylko jedno piwo.
Bywały jednak dni, gdy gwiazdy stały w takiej konfiguracji, że powodowały u Piotra wielkie pragnienie. Wtedy postój przed sklepem był dużo dłuższy, a potem jego zaprzęg jechał już dalej na automatycznym pilocie. Spity woźnica z trudem wdrapywał się na wóz i, wybełkotawszy „wio!”, zasypiał. Konie ruszały i wolniutko człapały do domu. Tam zatrzymywały się przed stajnią i czekały, aż je ktoś wyprzęgnie.
Robiła to przeważnie żona. Obrządzała konie, a męża zostawiała śpiącego na wozie.
Piotr przesypiał tak do nocy, a po przebudzeniu ruszał do domu, którego drzwi zastawał zamknięte. Gdy zaczynał w nie łomotać, wtedy w oknie nad nimi ukazywała się żona i rozpoczynała się scena balkonowa niczym z „Romea i Julii”, ale w mieszanej polsko-ukraińskiej mowie.
– Otwieraj! – wołał Piotr.
– Trastia tebe morduwała!* – odpowiadała z okna żona i zaczynała litanię wyzwisk i żalów.
– Otwieraj cholero! – krzyczał mąż i kopał w drzwi.
Żona strzelała z góry długimi seriami epitetów, a Piotr z dołu uparcie powtarzał swoje „otwieraj!”. Taki nierówny dialog trwał wiele minut, aż w końcu drzwi się otwierały i Piotr wtaczał się do środka.
Myliłby się ten, kto oczekiwałby wtedy odgłosów tłuczonych talerzy czy krzyków bitej żony. Nic takiego nie było. Po chwili światło gasło, w domu zapadała błoga cisza, a w tejże ciszy zachodziła jakaś przemiana. Była ona tajemnicą obojga małżonków, bo następnego ranka w dobrych humorach ruszali do swoich porannych zajęć. Zajęcia te dla Piotra kończyły się oczywiście wypiciem pierwszego kielicha.
Czas płynął i Piotr pił coraz więcej. Nie wystarczał mu już poranny kieliszek i wieczorne piwo. Zaczął w tajemnicy przed żoną kupować wódkę i chować ją w stodole. Zaglądał tam kilka razy dziennie i zdrowo pociągał „z gwinta”. Również postoje pod sklepem były coraz dłuższe. Sceny balkonowe były coraz częstsze i nie kończyły się już happy endem.
Rodzina zrozumiała, że Piotr wpadł w nałóg i każdy jej członek próbował na swój sposób z nim walczyć. Córka uważała, że z pijakiem nie ma co gadać i chodziła wiecznie obrażona. Syn próbował prośbami skłonić ojca do rzucenia nałogu, natomiast żona płakała i groziła, że pójdzie od niego, gdzie ją oczy poniosą.
Cała wieś jej współczuła i zgodnie orzekła, że pomóc może tylko Bóg. Nie było jednak jasne, jaką drogą należy się do Boga zwrócić, bo wieś i Piotrowa rodzina była dwuwyznaniowa.
Żona była prawosławna i wolałaby drogę przez cerkiew. Jednakże Piotr był katolikiem i nie było jasne, czy można się za niego modlić w cerkwi. Na pewno można byłoby to robić w kościele, ale czy mogłaby to robić prawosławna?
Zdesperowana kobieta postanowiła skorzystać z obu możliwości. Najpierw poszła do popa. Ten wysłuchał jej i powiedział, że Bóg jest miłosierny i na pewno nie odmówi łaski - nawet innowiercy. Ucałowała więc kapłańską dłoń, poprosiła o modlitwę i wręczyła sowity datek.
Następnie pobiegła do katolickiego księdza. Ten też wysłuchał jej z powagą i powiedział, że Bóg jest miłosierny i na pewno nie odmówi łaski grzesznikowi - nawet, jeśli prosi o nią niekatolik. Uszczęśliwiona tym kobieta zapłaciła zaraz za trzy msze.
Niestety ani modły, ani prośby syna, ani fochy córki nie pomagały i wszyscy stracili już nadzieję na wyciągnięcie Piotra z nałogu.
Aż nadszedł dzień, w którym wszystko się zmieniło.
Tamtego ranka Piotr obrządził konie, a potem cichaczem poszedł do domu na jednego. Nalał wódki do szklanki i już miał ją wypić, gdy przypadkiem spojrzał w lustro. Zobaczył w nim nieogolonego faceta z podkrążonymi oczami i ze szklanką w dłoni. Był to widok, jaki znał od dawna, ale tamtego dnia wydał mu się on jakiś wyjątkowo straszny i odpychający. Stał przed lustrem dłuższą chwilę, a potem wylał wódkę do zlewu. Coś w nim pękło i od wtedy nie wypił już ani kropli.
Wszyscy zgodnie uznali to za cud, ale nie byli zgodni co do tego, czyich modłów Bóg wysłuchał.
Piotrowa żona wierzyła, że to ona wymodliła cud w cerkwi. Jednak na wszelki wypadek pobiegła czym prędzej do świątyń obu obrządków, aby finansowo odwdzięczyć się za tę łaskę niebios. Przyrzekła też, że zaraz po wykopkach ziemniaków pójdzie na dziękczynną pielgrzymkę na Górę Grabarkę i Jasną Górę.
Radość trwała krótko, bo Piotr dostał zawału. Lekarze mówili, że jego organizm, nawykły od lat do alkoholu, upomniał się o swoje. Na szczęście zawał nie był ciężki i pacjent dość szybko z niego wyszedł.
Niedługo potem miało być wesele córki i rodzina bała się, że ojciec panny młodej nie wytrzyma i wypije. Postanowiono nie zostawiać Piotra w czasie wesela ani na chwilę bez nadzoru i nawet siłą odebrać mu ewentualnego kielicha. Roli tej podjął się syn i jeden z kuzynów.
Nadzór okazał się niepotrzebny, bo Piotr nawet nie umoczył ust w lampce powitalnego szampana. Nadzorcy mimo to nie spuszczali go z oka. Odpędzali wszystkich chcących wypić ze świeżo upieczonym teściem, a w skrajnych przypadkach sami z nimi pili. W wyniku tej trudnej służby, pod koniec wesela obaj zasnęli przy stołach.
Od tamtego „cudu” życie Piotra biegło jak dawniej, tylko bez alkoholu. Jak dawniej zaczynał dzień od przywitania z końmi i jeździł na pole boczną drogą, a wracał szosą. Jeździł tak z przyzwyczajenia i nawet konie z początku same zatrzymywały się przed sklepem. Woźnica jednak nie pozwalał na postój i z czasem konie odwykły.
Co złośliwsi sąsiedzi z początku nasłuchiwali, czy którejś nocy nie usłyszą znowu „sceny balkonowej”, ale i oni stracili w końcu nadzieję.
Wszystko szło jak powinno, ale dawny nałóg zostawił dziwny ślad na Piotrowej psychice. Ilekroć widział jakąś cenę, lub płacił za coś, to zawsze przeliczał, ile butelek wódki lub piwa mógłby za to kupić.

*Trastia tebe morduwała – rusiński zwrot odpowiadający polskiemu „żeby cię cholera wzięła”.

Tagi:

Bogna Budny 1
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 95

Nie wiadomo jaki cud

Post#2 » 17 lis 2017, o 13:12

;Zeby cię cholera wzięła ; dobry kawałek prozy :) uklony

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 339

Nie wiadomo jaki cud

Post#3 » 17 lis 2017, o 19:52

Bogna Budny 1 pisze:;Zeby cię cholera wzięła ; dobry kawałek prozy :) uklony


Serdeczne dzięki.
Pozdrawiam. :smile:

Awatar użytkownika
Karen
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
mistrzyni tortur przy użyciu narzędzi dentystycznych
Posty: 1161

Nie wiadomo jaki cud

Post#4 » 17 lis 2017, o 20:40

Fajne zakończenie - taki akcencik, mały odskok w bok od opisu codzienności.
Dobry tekst, jak zwykle, Marianie.
Szkoda tylko, że w życiu rodzin alkoholików rzadko kiedy się takie, a nawet mniejsze ''cuda'' zdarzają.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Eneriston
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 213

Nie wiadomo jaki cud

Post#5 » 17 lis 2017, o 20:47

Popieram, jak zwykle dobry tekst. Bałam się z początku, że będzie to tylko jedna z wielu historii o alkoholizmie, jednakże styl oraz zakończenie zrobiły swoje i dzięki temu Twoje opowiadanie czyta się bardzo dobrze. Ale jeśli mogłabym coś zasugerować:
Marian pisze:Gdy nie pracował w polu, poranny kieliszek przeważnie wystarczał mu na cały dzień. Dopiero wieczorem wypijał jedno piwko „do telewizji”.
Inaczej było w dni, gdy wyjeżdżał do pracy na polu.

Pozbyłabym się pierwszego "w polu". Sens się nie zmieni, a będzie lepiej brzmiało.

Marian pisze:Cała wieś jej współczuła i zgodnie orzekła, że tylko Bóg może jej pomóc.

Tutaj podobnie jak wyżej, zrezygnowałabym z drugiego "jej".

Marian pisze:Żona była prawosławna i wolałaby drogę przez cerkiew. Jednakże Piotr był katolikiem i nie było jasne, czy można się za niego modlić w cerkwi. Na pewno można byłoby to robić w kościele, ale czy mogłaby to robić prawosławna?

Z kolei w tej części często pojawia się "był", "byłoby", "wolałaby", "mogłaby", osobiście trochę bym zmniejszyła częstotliwość występowania tych wyrazów.
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 339

Nie wiadomo jaki cud

Post#6 » 18 lis 2017, o 11:11

Dziękuję Eneriston za przeczytanie mojego opowiadanka i uwagi. Są słuszne. Przemyśle je i dokonam zmian.
Pozdrawiam. :smile:

Dodano po 2 minutach 32 sekundach:
Karen pisze:Fajne zakończenie - taki akcencik, mały odskok w bok od opisu codzienności.
Dobry tekst, jak zwykle, Marianie.
Szkoda tylko, że w życiu rodzin alkoholików rzadko kiedy się takie, a nawet mniejsze ''cuda'' zdarzają.


Dziękuję Karen za odwiedziny i miły komentarz.
Masz rację, cuda się prawie nie zdarzają.
Pozdrawiam :smile:

witka
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 629

Nie wiadomo jaki cud

Post#7 » 18 lis 2017, o 14:40

Nie wiem czy poprawnie, ale mawiam często
kab ci nózki pokrutilo.
Na szczęsciei jawidzialem wiele takich cudów.
Dyskusyjny jest dystans ich trwanie.
Ale cud jest cudem.

Awatar użytkownika
Marian
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 339

Nie wiadomo jaki cud

Post#8 » 18 lis 2017, o 18:47

witka pisze:Nie wiem czy poprawnie, ale mawiam często
kab ci nózki pokrutilo.
Na szczęsciei jawidzialem wiele takich cudów.
Dyskusyjny jest dystans ich trwanie.
Ale cud jest cudem.


No jasne, cud jest cudem.
Dziękuję Witka za odwiedziny i komentarz.
Pozdrawiam :smile:

Wróć do „Proza obyczajowa”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości