Dom na nawiedzonym wzgórzu

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
Gunnar
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#11 » 29 sty 2018, o 15:29

Briala pisze:
Gunnar pisze:Tak długo nie było żadnych komentarzy, że w pewnym momencie przestałem sprawdzać.
Dzisiaj zajrzałem przez przypadek i zobaczyłem, że coś się pojawiło, więc niniejszym odpowiadam.

No już nie kłam, że nie zaglądałeś. Duralowi odpisał duch widmo?
(...)
Miliony much nie mogą się mylić.

Zaglądałem na forum ale nie do tego tematu, tylko do "Anioły i Demony".
Tak ciężko zrozumieć i pomyśleć zanim zarzuci się komuś kłamstwo?
Widzę, że twoim chlebem powszednim jest brak szacunku wobec innych.
Na takim poziomie nie będziemy rozmawiać.
"Zaufanie to w tym świecie towar deficytowy i luksus, na który nie zawsze nas stać" (Gunnar)

Tagi:

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 194

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#12 » 29 sty 2018, o 15:35

Przykro mi, że jesteś takim podłym manipulantem i robisz z siebie ofiarę.
Poświęć takiemu kilka godzin na komentarz słabego tekstu i wytknięcie wszystkich głupot, to jeszcze powie, że brak szacunku. Kuriozum.
To naprawdę nie jest moja wina, że bronisz się w idiotyczny sposób i przeczysz sam swoim słowom. Myślę, że już to oraz sposób, w jaki podchodzisz do krytyki, wiele o tobie świadczą.
Niekoniecznie w pozytywny sposób.
EOT
I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story.
—Tom Clancy

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#13 » 29 sty 2018, o 15:39

Proszę, byście się nie zapędzali do wycieczek osobistych. Na pewno nie są w tej dyskusji potrzebne.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Gunnar
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#14 » 29 sty 2018, o 15:46

Nie było tu żadnych wycieczek osobistych z mojej strony.
Na innych forach za takie zachowanie jak powyżej to dostaje się warna, albo co najmniej ostrzeżenie od moderacji. Ale cóż, co forum to inna kultura. Brak reakcji moderacji na tak obraźliwe sformułowania, co do których nie będę w jakąkolwiek polemikę wchodził, też o czymś świadczy.
A przychodząc na forum oczekuje tylko dorosłego podejścia, wzajemnego szacunku i kulturalnej wymiany zdań. Czy to tak wiele?
"Zaufanie to w tym świecie towar deficytowy i luksus, na który nie zawsze nas stać" (Gunnar)

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1512

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#15 » 29 sty 2018, o 15:49

Szczerze, to nawet nie chce mi się odpisywać szczegółowo na te naciągane tłumaczenia zgrzytów fabularnych. Bo i owszem, nie wszystko musi być cacy, tip top i super realnie, ale po prostu tutaj za duża jest kondensacja tych że dziwactw, wg mnie niedociągnęć i naciągnięć fabularnych, które uparcie tłumaczysz.

Nie, nie chodzi o to, że musisz się zgadzać z wszystkimi naszymi uwagami.
Ale szczerze, Gunnar, to widać, że nie bardzo trawisz krytykę, nawet tą konstruktywną.
Szczerze, to ja bym chciała, żeby ktoś tak szczegółowo moje teksty komentował, jak Briala. Takie komentarze pozwalają na faktyczny rozwój i doskonalenie swojego warsztatu, bo czasem, jako autorzy, nie widzimy niektórych rzeczy i po prostu potrzebne jest spojrzenie kogoś innego.
Szkoda mi tylko Bri i tego, że zmarnowała swój czas na tak wnikliwą analizę.

To tyle, nie będę się dłużej w tą rozmowę angażować, bo to troszkę jak gadanie ze ścianą. ;) A mam teraz ważniejsze rzeczy na głowie, jako że sesja.
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Gunnar
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#16 » 29 sty 2018, o 15:58

Karen pisze:Ale szczerze, Gunnar, to widać, że nie bardzo trawisz krytykę, nawet tą konstruktywną.
Szczerze, to ja bym chciała, żeby ktoś tak szczegółowo moje teksty komentował, jak Briala. Takie komentarze pozwalają na faktyczny rozwój i doskonalenie swojego warsztatu, bo czasem, jako autorzy, nie widzimy niektórych rzeczy i po prostu potrzebne jest spojrzenie kogoś innego.
Szkoda mi tylko Bri i tego, że zmarnowała swój czas na tak wnikliwą analizę.

Naprawdę?
Trochę się zawiodłem
Znamy się Karen, nie od dziś, bo nawzajem komentowaliśmy swoje teksty.
3 razy podziękowałem za zaangażowanie i napisałem, że poprawki wprowadzę, a w zamian co? Inwektywy?
"konstruktywna krytyka" to jedno zaś wyzwiska, zarzucanie kłamstwa itd jak wyżej - nie widzisz różnicy?
Jestem nadzwyczaj spokojny, ale takie zachowanie podnosi mi ciśnienie, gdy rzuca się inwektywami wobec całkiem nieznanej osoby korzystając z internetowej anonimowości.
Widać, że to forum, to miejsce nie dla mnie. Nie dlatego, że nie znoszę krytyki, ale nie znoszę bezinteresownego chamstwa.
"Zaufanie to w tym świecie towar deficytowy i luksus, na który nie zawsze nas stać" (Gunnar)

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 194

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#17 » 29 sty 2018, o 16:04

Miałam robić EOT, ale ode mnie tylko „dwa słowa”, żeby doprecyzować...
Gdybyś, Gunnarze, nie szukał na siłę jakiejś potwarzy w moich słowach, to wiedziałbyś, że „miliony much nie mogą się mylić” odnosi się do tego, że co z tego, że miliony osób coś pochwalają, skoro może to być obiektywnie słabe/złe. „Zmierzch” i „Pięćdziesiąt twarzy Greya” czy nawet taki film jak „Botoks” też mają rzesze fanów. To nie znaczy, że to dobre oraz wartościowe dzieła kultury.

Dlatego, proszę, nie manipuluj moimi słowami. Wiem, że krytyka boli, ale może pomoże Ci w przyszłości i zamiast pokrętnie się tłumaczyć, przyjmiesz ją kiedyś do serca, a potem ruszysz z miejsca. Bo to miejsce, w którym stoisz, jest, cóż, grzęzawiskiem, niczym więcej.

Odnośnie kłamstwa: odpisałam na to, co przeczytałam. Nie dziw mi się, że zinterpretowałam to w taki sposób, skoro napisałeś niejasno. Gdybyś powiedział jasno „nie zaglądałem do tekstu”, to byłoby oczywiste, a tak odebrałam, że nie zaglądałeś na forum w ogóle, bo taki wniosek można było z twoich słów wyciągnąć. Ale widać wolisz winę widzieć w czytelniku, który przecież w głowie ci nie siedzi.

Na przyszłość życzę więcej pokory i niedoszukiwania się inwektyw tam, gdzie ich nie ma.
I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story.
—Tom Clancy

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5024

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#18 » 29 sty 2018, o 16:17

Moje prośby o zaprzestanie zawsze piszę w liczbie mnogiej i często bez podawania nicków, bo, jak tutaj, gdy rozmowa jest już napięta, już są pierwsze wycieczki personalne, chciałabym, by osoby, które już w rozmowie uczestniczą, ale i takie, które planują coś napisać tu, się nie zapominały. Jeżeli nie pomogłoby, tak, to byłby moment na ostrzeżenia.

Bri, proszę, byś nie obrażała, Gunnarze, proszę już bez snucia ogólnych wniosków o wszystkich rzekomo arcyzłych ludziach na forum i bez wzbudzania winy. Skoro spieraliście się na argumenty dot. tekstu, to spierajcie się bez wtrącania tam wycieczek osobistych.

Gunnar, rozumiem, że czujesz się obrażony ostrą i przesadzoną miejscami odpowiedzią Briali, ale muszę napisać, że bardzo nie lubię niepotrzebnego grania na emocjach. I nie dziwię się, że obie Briala i Karen zarzucają ci nieprzyjmowanie krytyki, bo tak mniej więcej wyglądają twoje posty, ten protekcjonalny ton i wszystkie zwroty typu "Karen, Karen, przecież to wynika z tekstu", ogólna postawa "Tekst jest okej, wy się nie znacie". Ostra krytyka boli, ale też ją trzeba umieć odeprzeć.

Mój pierwotny post był pisany na szybko z telefonu, nieco go ogładziłam.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Fenrir
redaktor prowadzący Fantazmatów
Posty: 140

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#19 » 29 sty 2018, o 20:54

Jako że zostałem poproszony o lekturę opowiadania i jego ocenę (a zajmuję się tym jako profesjonalista, więc chyba trochę się na tym znam), ochoczo wziąłem się do pracy... by już po kilku minutach przecierać oczy ze zdumienia.

Zacznijmy od tego, że autorowi generalnie nie są znane zasady zapisywania dialogów, ortografia, interpunkcja i często też gramatyka, jakbym miał tu wszystkie tego typu błędy wymieniać, to pewnie do końca tygodnia bym nie skończył.
Idźmy dalej. Konstrukcja tekstu jest TRAGICZNA, tu dosłownie nic nie trzyma się kupy, brak jakiegokolwiek napięcia, brak jakiegokolwiek sensu, wątki mistyczne nawet nie wprowadzane, a wciskane butem, nadające całości żenującego (bo z pewnością nie intrygującego) charakteru. Próby skierowania podejrzeń w inną stronę są tak grubymi nićmi szyte, że odgadłem trafnie rolę dziewczyny w momencie pierwszego jej pojawienia się w tekście.
Dalej? Nie istnieje tu coś takiego jak realizm, autor pogrywa sobie dowolnie z faktami tak, jak jest mu to w danej chwili potrzebne - brak mu jakiejkolwiek wiedzy na temat procedur policyjnych, postępowania w wypadku pożaru, wiedza o chorobach i zaburzeniach psychicznych jest wręcz ujemna i nadawałaby się akurat do opowiadania mało lotnej dwunastolatki, ale nie beletrystyki dorosłego człowieka.
Bohaterowie występujący w opowiadania są do bólu szablonowi, nie istnieje tu dosłownie jakakolwiek ich kreacja poza nadaniem im jednej charakterystycznej cechy, która nie jest nawet w połowie wiarygodna.

Poniżej przedstawiam garść swoich uwag - tylko garść, nie ukrywam, że nie mam czasu i ochoty robić pełnej redakcji tekstu, to była raczej pobieżna lektura. A gwarantuję, że gdybym przyjrzał się tym piętnastu stronom lepiej, to uwagi, sugestie i poprawki prawdopodobnie zajęłyby jakąś trzykrotną objętość opowiadania.

Dodano po 17 sekundach:
Gunnar pisze:Dom stał w dość osobliwym miejscu – na wzgórzu pod lasem, na skraju osiedla domków jednorodzinnych. Na każdym kto widział go po raz pierwszy, sprawiał przytłaczające wrażenie. Trzy dolne kondygnacje zbudowane były z kamienia. Gzymsy ozdobione płaskorzeźbami i figurkami gargulców zdających się obserwować przybyszów przyprawiały o gęsią skórkę. Dwa najwyższe piętra zbudowano z drewna. Ściany i stropy były grube, a w środku zawsze panował chłód i wilgoć. Dzieci z osiedla opowiadały sobie o nim straszne historie i raczej nie zapuszczały się w jego pobliże. Powstał na początku XVIII wieku jako szlachecka posiadłość. Po wojnie zarówno dom, jak i należące do niego ziemie znacjonalizowano. Pozwolono jednak starym właścicielom zając kilka izb. Resztę podzielono na mieszkania i zakwaterowano bezrolnych chłopów. Teraz mieszkało w nim tylko dwoje potomków dawnych właścicieli – starsza pani Helenka i jej bratanek Rafał. Na parterze lokale zajmowała samotna kobieta z dzieckiem, stary alkoholik i rodzina Malickich z dwójką małych dzieci. Na piętrze starsze małżeństwo Nowaków i Rafał, zaś trzecie mieszkanie pozostawało puste. Na drugim piętrze studentka historii Jolka, starsza schorowana pani Stefania i ciotka Rafała Helena, która jednocześnie opiekowała się budynkiem jako administratorka. Ostatnie drewniane piętra od dawna były niezamieszkałe. Dostępu do nich broniły potężne drzwi zamykane na rygiel i dwie ciężki, żelazne kłódki. Klucze posiadała jedynie pani Helenka, która i tak nigdy tam nie zaglądała. Nawet wśród mieszkańców domu krążyły legendy o tym, co może znajdować się na tych piętrach. Z pewnością mogły skrywać tajemnice szlacheckiego rodu, o ile wszystko nie zostało rozkradzione po wojnie. Wkrótce jednak dociekania te miały się stać bezcelowe.


Bardziej szkolnego rozpoczęcia się po prostu nie dało zorganizować. Praktycznie cała historia budynku i jego dzieje w jednym, niemalże wykład. Gdybym miał decydować o losie tego tekstu, to odrzuciłbym go tylko za sprawą pierwszego akapitu - jeśli autor nie umie nieszablonowo rozpocząć historii, to brakuje mu tylko nad głową neona "Nie radzę sobie z pisaniem!". No ale idźmy dalej.

Zbliżał się koniec października. Jesienne ocieplenie miało się ku końcowi. Rafał wracał późnym wieczorem po dniu spędzonym u kolegi z uczelni, Karola. Od ostatniego przystanku autobusowego był jeszcze spory kawałek drogi. Zbliżając się, zobaczył słup dymu unoszący się nad drzewami oddzielającymi osiedle od podwórka jego kamienicy. Choć jeszcze nie widział domu, przeczuwał co mogło się wydarzyć. Szybko skojarzył wozy strażackie, które mijały go, gdy jechał autobusem. Potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. Dwa ostatnie piętra dymiły osmolone od ognia. Było już po akcji gaśniczej. Przed domem stali ewakuowani mieszkańcy. Wokół migotały syreny wozów strażackich i karetki pogotowia.


Ciężko mi w to uwierzyć, bo niezmiernie rzadko spotykam się z tego typu sytuacjami, ale ten akapit ma dokładnie wszystkie problemy akapitu pierwszego, tyle że dotyczy innej sytuacji. Zero dynamiki, zero realizmu.

Dopiero po chwili Rafał zdał sobie sprawę, jak niedorzeczne jest przypuszczenie sąsiadki. Ciotka zawsze chodziła na zakupy rano, z pewnością wieczorem nigdzie by się nie szlajała. Kierujący akcją kapitan straży potwierdził tylko, że przeszukano cały budynek i pani Helenki w nim nie było.


Fakt chodzenia na zakupy rano sprawiał, że ciotka miała resztę dnia być przykuta do kaloryfera w własnym mieszkaniu?

– Czy będziemy mogli wrócić na noc do domu? – spytał inżynier Malicki, do którego tuliła się dwója wystraszonych dzieciaczków.
– Jak tylko zabezpieczymy pogorzelisk o. Musimy ocenić czy pożar nie zagroził konstrukcji budynku – zapewnił kapitan. – Jeśli trzeba będzi e wszystkim zostaną przydzielone lokale zastępcze.
Okazało się to jednak zbędne. Strażacy zabezpieczyli miejsce pożaru (co ograniczyło się do przyklejenia czerwonej taśmy na schodach prowadzących na ostatnie piętra) i pozwolili wszystkim wrócić do mieszkań. Oględziny pogorzeliska pozostawili sobie do kolejnego ranka. Rafał nie mógł zrozumieć, dlaczego tylko on zaniepokoił się zniknięciem ciotki. Zasnął z przekonaniem, że jutrzejszy dzień wszystko wyjaśni.


Autor raczy sobie chyba kpić, że STRAŻACY (czyli PROFESJONALIŚCI) ocenili szkody na oko, pozwalając wrócić mieszkańcom na noc. Przypomnę też, że mieszkania zastępcze nie są rozdawane jak cukierki, a i nie zajmuje się tym straż, zaś uzyskanie lokum po stracie obecnego w wyniku pożaru to biurokratyczna droga przez mękę.

Obudziło go głośne stukanie do drzwi. Rzucił standardowe „chwileczkę”, wskoczył w spodenki i koszulkę, i poszedł otworzyć


Trudno o mniej istotną informację jak ta o spodenkach i koszulce.

– Czy pan jest bratankiem pani Heleny zarządzającej tą kamienicą?
– Tak. – Rafał dostrzegł, że w tym momencie wszyscy lokatorzy ucichli.
– Mamy dla pana przykrą wiadomość. Podczas przeszukiwania pogorzeliska znaleźliśmy ciało pańskiej ciotki.


Czy już wspominałem, że strażacy w wizji autora to ślepi debile?

Rozważano trzy wersje – zwarcie instalacji elektrycznej, zaprószenie ognia przez kogoś z lokatorów lub celowe podpalenie. Stąd też mieszkańcy byli wypytywani, czy nie widzieli podejrzanych osobników kręcących się w okolicy. Około południa wszystkich odwieziono do domu.


Debilami są też specjaliści, którzy powinni dość szybko określić źródło pożaru. Wbrew pozorom wcale nie potrzeba do tego laboratorium z CSI, żeby w dobrych +90% przypadków ustalić przyczynę.

Pogrzeb odbył się na miejskim cmentarzu w chłodzie październikowego poranka. Stawili się wszyscy mieszkańcy kamienicy, nawet alkoholik Zenek. Najbardziej rozpaczała pani Stefania, najbliższa koleżanka zmarłej. Trumna skryła się pod kobiercem kwiatów i wieńców. Mieszkańcy kamienicy nie zaznali jednak spokoju nawet w takim dniu. Po południu pod dom zajechało kilka radiowozów. Wszyscy zeszli na dół.
– Czego wy jeszcze od nas chcecie? – spytał odziany w grzeczny sweterek pan Malicki.
– Nie niepokoilibyśmy państwa z błahych powodów – rozpoczął obeznany w trudnych rozmowach oficer Mazurkiewicz. – Jednak już zezwalając na pogrzeb, dysponowaliśmy pełnym raportem z sekcji zwłok. Jednoznacznie wynika z niego, że pani Helena został ogłuszona, a drewniane piętra waszego domu celowo podpalone.


Stwierdzić stan ogłuszenia w sekcji zwłok? No to już na miarę cudu zakrawa, bo co najwyżej mogli stwierdzić obecność ran głowy, które mogły pozbawić przytomności, poza tym przyczyna śmierci też wskazałaby, czy denatka była przytomna, czy nie, w chwili śmierci. A już wyciąganie takiego faktu PUBLICZNIE i to jeszcze po POGRZEBANIU ciała – policjanci to też skrajni debile?

– Święty Boże! – zawołała pani Nowakowi. – Chce pan powiedzieć, że pani Helenka została zamordowana?


Nie, to było samobójstwo, jak nic.

Tym razem przesłuchanie przebiegało w nerwowej atmosferze. Każdy musiał przedstawić swoje alibi, odpowiedzieć, kiedy ostatni raz widział zmarłą i jakie łączyły go z nią stosunki. Większość lokatorów po powrocie nie miało już ochoty na nic i położyło się spać.


Aha, przesłuchanie w sprawie morderstwa na korytarzu kamienicy?

Następnego dnia odbywał się piknik studencki w miasteczku akademickim. Rafał wcale nie miał ochoty tam iść, ale umówił się z Karolem na piwo.


No tak, bo przecież jakby odmówił z powodu śmierci bliskiej osoby, to byłby najgorszym kolegą.

Rozmowa automatycznie ucichła, gdy do chłopaków siedzących na schodach podeszła dziewczyna ubrana w jeansy i obcisłą różową bluzeczkę. Jej twarz wydała się Rafałowi znajoma.

Jedyny opis dotyczy ciuchów dziewczyny, ale narrator stwierdza, że to twarz wydała się znajoma?

Następny dzień był ładny, ale chłodniejszy od poprzedniego. Rafał po zajęciach na uczelni udał się na komisariat jak obiecał Mazurkiewiczowi. Policjant ponad miarę starał się stworzyć przyjemne warunki konwersacji. Poczęstował herbata i ciastkami, zagadał o studia, cały czas się uśmiechał. Spoważniał dopiero gdy przeszli do meritum.


Nie wiem, jak autor wyobraża sobie wezwanie na komisariat w celu przesłuchania, ale to nie jest w domyśle tak, że od razu spuszczają łomot i wymuszają zeznania. A uwagi w powyższym akapicie sugerują, jakby robili wielki wyjątek.

O charakterze Jolki mógłby jeszcze dwa dni temu zaświadczyć bez cienia wątpliwości. Jednak dalej chodziła mu po głowie „ta” Jolka ze studenckiego pikniku.


Sam fakt, że ubrała się jak lafirynda, zmienia postrzeganie jej charakteru o 180 stopni?

Musiał przecież przeprosić za wczorajszą nieobecność. „Ty głupku! W takiej sytuacji trzeba kobiecie jakiś prezent kupić.” – pomyślał stukając głowa w drzwi swojego mieszkania.


Od kiedy się kupuje prezent za byle pierdołę?

– Tego dnia po powrocie z uczelni byłam strasznie zmęczona. Położyłam się na chwilę i zasnęłam. I śnił mi się sen, straszny sen.
– Opowiedz mi go. – Rafał był wyraźnie zaciekawiony
– Śniło mi się, że dwie kobiety jadą w karocy. Ubrane były w bogato zdobione koronkowe suknie, jakby balowe. Jedna starsza była podobna do twojej ciotki, druga młoda… jej wygląd był taki… było w nim coś takiego… w wyrazie jej twarzy co mnie przerażało. – Jolkę przeszedł dreszcz, Rafał odruchowo objął ją ramieniem
– To tylko sen – powiedział uspokajając
– Ale to nie koniec – Jolka wtuliła się w jego ramie. – Zajechały pod kamienice i wysiadły. Idąc po schodach rozmawiały, chyba kłóciły się ale … ale nie rozumiałam słów. Weszły na ostatnie piętra. W końcu ta młoda odwróciła się na schodach do tej starszej bo szła przodem. Jej twarz zniekształcała… demoniczna nienawiść. Rozbiła lampę, którą niosła. Obie stanęły w płomieniach. Ogień objął całe piętro. To było takie, takie wyraźne. I wtedy obudziło mnie stukanie do drzwi. Strażacy wyprowadzili mnie z mieszkania. Co to może oznaczać? – Głęboko spojrzała Rafałowi w oczy


Naiwny, wymuszony fragment i wręcz pokazywanie sprawcy palcem.

– Nie wiem… naprawdę nie wiem.
– To było takie straszne. – Jolka jeszcze bardziej wtuliła się w Rafała.
– Nie bój się, to był tylko sen
Oboje zmilkli. Jolka zamknęła oczy i położyła głowę na piersi Rafała. Minęło kilka, może kilkanaście minut. Rafał zorientował się ze zasnęła. Powoli wstał z wielkiej fotelowej ławy delikatnie układając na niej dziewczynę. Przykrył ją kocem i cichutko wyszedł rozmyślając o tym co mu powiedziała.


Ledwo się znają, co potwierdza wcześniejsza rozmowa, ale nie przeszkadza jej to zasypiać niemalże w objęciach obcego gościa.

– Anielskiej Ikony? – oficer Mazurkiewicz zagłębił się jeszcze bardziej w swoim fotelu.
– Legendarny, starożytny artefakt. Jego nieziemskie pochodzenie miało destruktywnie wpływać na słabe, ludzkie umysły. Wykonany był z nieziemskich materiałów, bijących wewnętrznym blaskiem, ze złota przeźroczystego jak szkło i szlachetnych kamieni nie spotykanych w naszym świecie. Posiadaczowi mógł dać niewyobrażalną moc, ale jeśli trafił w ręce jednostki o słabej psychice mogła ją doprowadzić do szaleństwa. Anielską Ikonę miał przywieść z Bliskiego Wschodu ojciec Elżbiety. Jednak zaginęła ona w toku burzliwych dziejów rodziny.


Tak legendarny, że nigdy o nim nie słyszałem (pomińmy już kretyńską nazwę). Wykonany z nieziemskich materiałów – o tak, złoto (PRZEZROCZYSTE ZŁOTO?!) i kamienie szlachetne są zdecydowanie niespotykane w naszym świecie (a jeśli faktycznie były z innego świata, to niby jak ocenili, że to kamienie szlachetne?).

– Piłeś coś? – Oficer wyczuł alkohol. – Zresztą nieważne, jeśli będzie to konieczne przeszukamy każdy zakamarek tego budynku.


Chojrak zapomniał, że jak mu sędzia na to pozwoli, a na pewno nie pozwoli na podstawie tak idiotycznych poszlak.

– Ten szkielet należał do około dwu-trzy letniego dziecka – zawyrokował medyk. – Wstępnie mogę stwierdzić, że leży tu od około dwustu lat.


A te dwieście lat to ocenił na oko? Bo ja mówię, że pięć tysięcy, i kto z nas ma rację?

– Wszyscy zostać na stanowiskach – rozkazał oficer. – A ty sprawdź generator – polecił jednemu z członków zespołu.


Od kiedy w kamienicach są generatory?

– Zabezpieczyć wyjścia! – rzuciła w radio. – Morderca jest w budynku, powtarzam zabezpieczyć wszystkie wyjścia!


A domniemał obecność mordercy dzięki…?

Zaburzenia osobowości objawiły się także w metamorfozie ze spokojnej studentki w imprezową laskę. Rafał ciężko westchnął w tym momencie opowieści. Gdyby choroba Jolki tylko tak się objawiała to mógłby się nią zainteresować, a tak dziewczyna spędzi pewnie resztę życia na oddziale zamkniętym.


Żenujący brak jakiejkolwiek wiedzy o zaburzeniach osobowości – to na pewno nie jest proces, który zachodzi w kilka dni (a CAŁA narracja to sugeruje) i nie działa w ten sposób (polecam literaturę fachową). Poza tym… laska chora na głowę, morderczyni, ale i tak by się nią zainteresował, gdyby nie zamknęli jej w psychiatryku?

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości