Dom na nawiedzonym wzgórzu

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
Gunnar
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#1 » 19 lis 2017, o 16:59

DOM NA NAWIEDZONYM WZGÓRZU

Dom stał w dość osobliwym miejscu – na wzgórzu pod lasem, na skraju osiedla domków jednorodzinnych. Na każdym kto widział go po raz pierwszy, sprawiał przytłaczające wrażenie. Trzy dolne kondygnacje zbudowane były z kamienia. Gzymsy ozdobione płaskorzeźbami i figurkami gargulców zdających się obserwować przybyszów przyprawiały o gęsią skórkę. Dwa najwyższe piętra zbudowano z drewna. Ściany i stropy były grube, a w środku zawsze panował chłód i wilgoć. Dzieci z osiedla opowiadały sobie o nim straszne historie i raczej nie zapuszczały się w jego pobliże. Powstał na początku XVIII wieku jako szlachecka posiadłość. Po wojnie zarówno dom, jak i należące do niego ziemie znacjonalizowano. Pozwolono jednak starym właścicielom zając kilka izb. Resztę podzielono na mieszkania i zakwaterowano bezrolnych chłopów. Teraz mieszkało w nim tylko dwoje potomków dawnych właścicieli – starsza pani Helenka i jej bratanek Rafał. Na parterze lokale zajmowała samotna kobieta z dzieckiem, stary alkoholik i rodzina Malickich z dwójką małych dzieci. Na piętrze starsze małżeństwo Nowaków i Rafał, zaś trzecie mieszkanie pozostawało puste. Na drugim piętrze studentka historii Jolka, starsza schorowana pani Stefania i ciotka Rafała Helena, która jednocześnie opiekowała się budynkiem jako administratorka. Ostatnie drewniane piętra od dawna były niezamieszkałe. Dostępu do nich broniły potężne drzwi zamykane na rygiel i dwie ciężki, żelazne kłódki. Klucze posiadała jedynie pani Helenka, która i tak nigdy tam nie zaglądała. Nawet wśród mieszkańców domu krążyły legendy o tym, co może znajdować się na tych piętrach. Z pewnością mogły skrywać tajemnice szlacheckiego rodu, o ile wszystko nie zostało rozkradzione po wojnie. Wkrótce jednak dociekania te miały się stać bezcelowe.

Zbliżał się koniec października. Jesienne ocieplenie miało się ku końcowi. Rafał wracał późnym wieczorem po dniu spędzonym u kolegi z uczelni, Karola. Od ostatniego przystanku autobusowego był jeszcze spory kawałek drogi. Zbliżając się, zobaczył słup dymu unoszący się nad drzewami oddzielającymi osiedle od podwórka jego kamienicy. Choć jeszcze nie widział domu, przeczuwał co mogło się wydarzyć. Szybko skojarzył wozy strażackie, które mijały go, gdy jechał autobusem. Potwierdziły się najgorsze przypuszczenia. Dwa ostatnie piętra dymiły osmolone od ognia. Było już po akcji gaśniczej. Przed domem stali ewakuowani mieszkańcy. Wokół migotały syreny wozów strażackich i karetki pogotowia.
- Widziała pani moją ciocię? – spytał zaniepokojony Rafał, podchodząc do pani Stefanii.
- Widzisz, co to się Rafałku porobiło. – Drobna staruszka pokręciła głową nie odpowiadając na pytanie.
- Twojej cioci nie było w mieszkaniu, strażacy sprawdzili – poinformowała stojąca niedaleko pani Nowakowa. – Może poszła do sklepu.
Dopiero po chwili Rafał zdał sobie sprawę, jak niedorzeczne jest przypuszczenie sąsiadki. Ciotka zawsze chodziła na zakupy rano, z pewnością wieczorem nigdzie by się nie szlajała. Kierujący akcją kapitan straży potwierdził tylko, że przeszukano cały budynek i pani Helenki w nim nie było.
- To na pewno zwarcie przedwojennej instalacji. A mówiłem, przecież mówiłem, ale nikt nie chciał słuchać – wściekał się pan Nowak, aż żyłka na czole mu drgała – ale miasto nic nie mogło zrobić, bo oczywiście ten przeklęty dom nie ma uregulowanej sytuacji prawnej. – Była to aluzja do ciotki Rafała i tego, że mogłaby się starać o zwrot całej kamienicy.
Łysiejący mężczyzna o przysadzistej budowie machał rękoma tak energicznie, że stojący nieopodal sąsiedzi odruchowo zwiększyli dystans.
- Kochanie, nie denerwuj się. – Żona pana Nowaka jak zwykle starała się go uspokajać.
- Czy będziemy mogli wrócić na noc do domu? – spytał inżynier Malicki, do którego tuliła się dwója wystraszonych dzieciaczków.
- Jak tylko zabezpieczymy pogorzelisko. Musimy ocenić czy pożar nie zagroził konstrukcji budynku – zapewnił kapitan. – Jeśli trzeba będzie wszystkim zostaną przydzielone lokale zastępcze.
Okazało się to jednak zbędne. Strażacy zabezpieczyli miejsce pożaru (co ograniczyło się do przyklejenia czerwonej taśmy na schodach prowadzących na ostatnie piętra) i pozwolili wszystkim wrócić do mieszkań. Oględziny pogorzeliska pozostawili sobie do kolejnego ranka. Rafał nie mógł zrozumieć, dlaczego tylko on zaniepokoił się zniknięciem ciotki. Zasnął z przekonaniem, że jutrzejszy dzień wszystko wyjaśni.

Obudziło go głośne stukanie do drzwi. Rzucił standardowe „chwileczkę”, wskoczył w spodenki i koszulkę, i poszedł otworzyć. Jego zdumienie nie miało granic, gdy w drzwiach zobaczył dwóch policjantów. W głębi korytarza stała grupka lokatorów zawzięcie o czymś dyskutując.
- Czy pan jest bratankiem pani Heleny zarządzającej tą kamienicą?
- Tak. – Rafał dostrzegł, że w tym momencie wszyscy lokatorzy ucichli.
- Mamy dla pana przykrą wiadomość. Podczas przeszukiwania pogorzeliska znaleźliśmy ciało pańskiej ciotki.
Każdy, kto w podobny sposób dowiedział się o śmierci kogoś bliskiego, wie jak bardzo nieprawdopodobne wydaje się to w pierwszej chwili. Rafał otwarł na oścież drzwi, cofnął się do mieszkania. Czując w mięśniach nagłe osłabienie, usiadł na łóżku, nie mogąc wydobyć z siebie słowa.
- Wiemy, że to trudna sytuacja – dodał po chwili milczenia jeden z policjantów – ale musimy zadać panu, jak i wszystkim lokatorom kamienicy parę pytań odnośnie wczorajszego dnia. Za chwile podjadą samochody i zabierzemy państwa na komendę.

Przesłuchanie trwało kilka godzin. Każdy mieszkaniec domu musiał odpowiedzieć na szereg szczegółowych pytań odnośnie tego, co porabiał poprzedniego dnia. Oficjalnie sprawa dotyczyła ustalenia przyczyny pożaru. Wyniki sekcji zwłok nie były jeszcze znane. Na miejscu cały czas pracowali policyjni specjaliści, zbierając ślady. Rozważano trzy wersje – zwarcie instalacji elektrycznej, zaprószenie ognia przez kogoś z lokatorów lub celowe podpalenie. Stąd też mieszkańcy byli wypytywani, czy nie widzieli podejrzanych osobników kręcących się w okolicy. Około południa wszystkich odwieziono do domu.

Pogrzeb odbył się na miejskim cmentarzu w chłodzie październikowego poranka. Stawili się wszyscy mieszkańcy kamienicy, nawet alkoholik Zenek. Najbardziej rozpaczała pani Stefania, najbliższa koleżanka zmarłej. Trumna skryła się pod kobiercem kwiatów i wieńców. Mieszkańcy kamienicy nie zaznali jednak spokoju nawet w takim dniu. Po południu pod dom zajechało kilka radiowozów. Wszyscy zeszli na dół.
- Czego wy jeszcze od nas chcecie? – spytał odziany w grzeczny sweterek pan Malicki.
- Nie niepokoilibyśmy państwa z błahych powodów – rozpoczął obeznany w trudnych rozmowach oficer Mazurkiewicz. – Jednak już zezwalając na pogrzeb, dysponowaliśmy pełnym raportem z sekcji zwłok. Jednoznacznie wynika z niego, że pani Helena został ogłuszona, a drewniane piętra waszego domu celowo podpalone.
- Święty Boże! – zawołała pani Nowakowi. – Chce pan powiedzieć, że pani Helenka została zamordowana?
Oficer Mazurkiewicz potwierdził wymownym spojrzeniem.

Tym razem przesłuchanie przebiegało w nerwowej atmosferze. Każdy musiał przedstawić swoje alibi, odpowiedzieć, kiedy ostatni raz widział zmarłą i jakie łączyły go z nią stosunki. Większość lokatorów po powrocie nie miało już ochoty na nic i położyło się spać. Cześć rozprawiała jeszcze przez chwilę na korytarzu o przesłuchaniu. Rafał należał do tych pierwszych.

Następnego dnia odbywał się piknik studencki w miasteczku akademickim. Rafał wcale nie miał ochoty tam iść, ale umówił się z Karolem na piwo. Na akademikach trwała zabawa. Gwar mieszał się z unoszącym się w powietrzu aromatem grillowanego mięsa. Przyjaciele usiedli na schodach jednego z budynków, trochę na uboczu, by spokojnie porozmawiać.
- Ten cały pożar to dziwna sprawa. – Karol zamyślił się. – I policja jest pewna, że twoja ciotka została zamordowana?
- Tak – potwierdził Rafał, błądząc wzrokiem gdzieś po zielonej trawie. – Tylko kto mógł to zrobić?
- Może jakiś włamywacz?
- Tylko że nic nie zginęło. Poza tym, co ciotka robiłaby z włamywaczem na strychu?
- Myślisz, że to ktoś z kamienicy?
- Myśl, że dalej mieszkam w jednym domu z mordercą, jest najbardziej przerażająca. – Rafał wzdrygnął się, odkładając pustą puszkę.
- Ale przecież u ciebie sami spokojni ludzie mieszkają? A ten alkoholik? – Karol rzucił podejrzenie na lokatora z parteru
- Zenek?
- No on. Mówiłeś, że kiedyś agresywnie zaczepiał twoją ciotkę o pieniądze.
- Tak, ale to było dawno. Takie akcje zdarzyły mu się ze dwa razy. Zazwyczaj jest spokojny.
- Może w zeszłym tygodniu trochę przesadził z agresją? – Aluzje Karola robiły się coraz bardziej wyraźne.
- Kto wie, może. – Rafał ciężko westchnął. – Właśnie nie wiem, co robił Zenek, jak wszyscy staliśmy wtedy pod kamienicą. Pamiętam tylko, że stary Nowak strasznie się pieklił.
- O, a ten Nowak, to zawsze taki agresywny?
- Wiesz, czasami zdarzało się, że…
Rozmowa automatycznie ucichła, gdy do chłopaków siedzących na schodach podeszła dziewczyna ubrana w jeansy i obcisłą różową bluzeczkę. Jej twarz wydała się Rafałowi znajoma.
- Część Rafał – przywitała się wręcz z uwodzicielskim tonem.
- Część. – Dopiero teraz chłopak rozpoznał Jolkę, mieszkankę kamienicy i studentkę historii.
- Chciałabym z tobą porozmawiać, czy mógłbyś do mnie wpaść wieczorkiem? – Popatrzyła zalotnie, pochylając się nad nim tak, że poczuł ogórkowe perfumy. Bujne blond loki opadały jej na ramiona.
- Jasne – zaskoczony automatycznie się zgodził.
- No to do zobaczenie. – Dziewczyna z szerokim uśmiechem szybko znikła w tłumie studentów.
- Skąd znasz taką gorącą laskę? – Karol trącił przyjaciela w ramie.
- Mieszka w mojej kamienicy.
- Mieszka u ciebie taki towar i nigdy o niej nie wspominałeś?
- Nie było o czym. Ledwo ją poznałem w tych ciuchach i fryzurze.
- Na co dzień inaczej się nosi? – Szczupły student cały czas był zdziwiony zaskoczoną twarzą Rafała.
- To szara myszka, zawsze widziałem, jak biega w spódnicy, z wielkimi okularami na nosie, a włosy ma spięte z tyłu jakąś babciną spinką.
- Może wreszcie postanowiła o siebie zadbać. Musisz to wykorzystać stary. – Karol roześmiał się
Rafał porzucił myśl, o czym to Jolka chciała rozmawiać. Skierował rozmowę na inne, bardziej go nurtujące kwestie. Karol wysunął teorie, że włamywacz sterroryzował Helenkę i kazał się zaprowadzić na ostatnie piętra, spodziewając się tam znaleźć jakieś skarby. Potem ogłuszył ją, a dom podpalił, by zatrzeć ślady. Taka wersja jednak nie przemawiała do Rafała. Ciotka była osobą, która potrafiła się bronić w razie napaści, co już kiedyś udowodniła. Ponadto, w tym czasie większość lokatorów była w kamienicy i nikt nie zauważył nikogo obcego. Niestety nic innego nie przychodziło mu do głowy. Czas przy piwie, muzyce i szaszłykach leciał szybko. Ciepło dnia zaczęło się rozpływać w cieniu nadchodzącej nocy.

Wracał drogą od przystanku do domu. Chłód październikowego wieczora przeszywał jego bluzę. Przyspieszył kroku. gdy nagle podjechał do niego radiowóz. Rafał przystanął. Z samochodu wysiadł oficer Mazurkiewicz prowadzący sprawę pożaru.
- Cos się stało? – zagadnął niepewnie chłopak.
- Słuchaj – zaczął powoli policjant – twój kolega Karol i jego matka potwierdzili twoje alibi.
- Miał pan co do tego wątpliwości?
- Nie, nie zrozum mnie źle – oficer zdobył się na słaby uśmiech – procedura tego wymaga. Wiem, że nie miałeś nic wspólnego ze śmiercią swojej ciotki. Jednak alibi kilku lokatorów budzi co najmniej wątpliwości. Chciałbym z tobą porozmawiać. Jako lokator domu możesz nam bardzo pomóc w rozwiązaniu tej sprawy.
- Chce pan rozmawiać teraz? – Rafał jeszcze bardziej wtulił się w bluzę.
- Nie. – Tym razem oficer uśmiechnął się całkiem szczerze. – Mógłbyś przyjść jutro na komisariat?
- Postaram się – rzucił Rafał i nie czekając na ciąg dalszy odwrócił się i ruszył swoją droga.
Mazurkiewicz popatrzył przez chwilę na oddalającego się chłopaka, wrócił do radiowozu i odjechał.

Następny dzień był ładny, ale chłodniejszy od poprzedniego. Rafał po zajęciach na uczelni udał się na komisariat jak obiecał Mazurkiewiczowi. Policjant ponad miarę starał się stworzyć przyjemne warunki konwersacji. Poczęstował herbata i ciastkami, zagadał o studia, cały czas się uśmiechał. Spoważniał dopiero gdy przeszli do meritum.
- Co prawda nie wykluczyliśmy jeszcze zewnętrznego napastnika, ale skłaniamy się do wersji, że to ktoś z lokatorów. Muszę ci powiedzieć, że nie wszyscy maja takie alibi jak ty. Prawdę mówiąc to mam zastrzeżenia do większości. – Rafał odpowiedział tylko zdziwieniem, oficer z przechadzania się po pokoju spoczął za biurkiem – Ale po kolei. Parter. Samotna kobieta z dzieckiem.
- Marta, uciekła od męża alkoholika
- Tak, przed pożarem, jak zeznała, korzystając z ładnej pogody spacerowała w okolicy domu z wózkiem. Potwierdzają to dzieci Malickich, które bawiły się w tym czasie na podwórzu, ale o nich później. Zeznała też, że nie widziała nikogo obcego w pobliżu. Zauważyła dym, pobiegła do pana Malickiego, który zadzwonił po straż.
- To nie ona – skonstatował Rafał
- Nie, nie ona. Jednak do jej sąsiada z parteru nie można mieć tyle pewności.
- Zenek, ten stary alkoholik?
- Tak, Zenon Kowal, lat pięćdziesiąt cztery, bezrobotny. W aktach jest, że policjanci dwa razy interweniowali w jego sprawie?
- Bo Zenek tylko te dwa razy zrobił awanturę. Zazwyczaj jest spokojny.
- Hmm… Nie zmienia to jednak faktu, że w czasie całego zajścia przebywał w kamienicy, jak zeznał sam w swoim mieszkaniu. Wyprowadzili go z niego dopiero strażacy. Więc staje się naszym pierwszym podejrzanym. Idźmy dalej. – Mazurkiewicz wziął kolejny skoroszyt ze stosiku na biurku – Maliccy, stateczna rodzina, dzieci bawiły się na dworze, rodzice po obiedzie odpoczywali w mieszkaniu do czasu jak o pożarze nie zaalarmowała ich Marta.
- Budzą jakieś wątpliwości?
- Nie, nie. – Oficer raz jeszcze rzucił okiem na ich zeznania, odłożył i wziął kolejny skoroszyt. – Na parterze oprócz ciebie mieszkają tylko Nowakowie.
- Tak, starsze bezdzietne małżeństwo. Pan Nowak to trochę furiat.
- Furiat? Dlaczego?
- Sprawia wrażenie spokojnego, ale bardzo łatwo wyprowadzić go z równowagi. Nie raz krzyczał na dzieci Malickich, bo podobno za głośno biegały po schodach.
- Pani Nowakowa zeznała, że pracowała w ogródku co potwierdzają bawiące się tam dzieci. Pan Nowak jednak alibi nie ma. Przebywał w domu sam.
- Czyli oprócz Malickich którzy nawzajem zapewniają sobie alibi było jeszcze dwóch mężczyzn: Zenek i pan Nowak, którzy byli w mieszkaniach sami? – Zapytał Rafał starając sobie w głowie uporządkować informacje.
- W kamienicy przebywało siedem osób. Oprócz tych przez ciebie wymienionych jeszcze trzy kobiety – mieszkanki drugiego piętra Jolanta, Stefania i twoja ciotka Helena.
Rafał nagle przypomniał sobie, że miał wczoraj odwiedzić Jolkę. Jego myśli rozproszyły się.
- Przypomniałeś sobie coś? – Oficer zauważył rozkojarzenie chłopaka.
- Nie, to znaczy tak, ale nie związanego ze sprawą, przepraszam, już pana słucham.
- Pani Jolanta, studentka historii, uczyła się, sama - kontynuował policjant. Pani Stefania także przebywała w domu sama. Jednak ze względu na jej wiek, problemy z chodzeniem i ogólny stan zdrowia nie mam wątpliwości co do tego, że nie przyczyniła się ona w żaden sposób do śmierci twojej ciotki. Zostaje więc Zenon, pan Nowak i Jolanta. Co możesz mi o nich powiedzieć?
- Zenek nigdy nie był agresywny z wyjątkiem tych dwóch zdarzeń. Po alkoholu najczęściej spał w swoim mieszkaniu albo na ławce przed domem. Pan Nowak zawsze mnie trochę przerażał, ale po co miałby zabijać moją ciotkę i podpalać dom? Chociaż – Rafał przypomniał sobie pewne zdarzenie z przeszłości – kiedyś naskoczył na ciotkę w jakiejś błahej sprawie. A wiem, moja ciotka rozmawiała z panią Stefanią o tym, że nasza rodzina mogłaby się starać o zwrot całej kamienicy. Ciotka nigdy czegoś takiego nie chciała, ale przysłuchujący się rozmowie Nowak ni z tego ni z owego zaczął krzyczeć, że ciotka chce ich eksmitować. Dopiero jego żona go uspokoiła, potem jeszcze kilkakrotnie czynił do tego aluzje. Nawet w dniu pożaru.
- Jaką aluzje?
- Gdy wszyscy stali pod kamienica, a strażacy gasili pożar, powiedział coś w tym stylu: „to na pewno zwarcie starej instalacji i to wina mojej ciotki bo budynek nie ma uregulowanej sytuacji prawnej”.
- A Jolanta?
- Jolka to typ spokojnej, samotnej studentki co to się uczy po nocach i na żadne imprezy nie chodzi. – Rafał w momencie wypowiadania tych słów nie był ich już tak pewnie. O charakterze Jolki mógłby jeszcze dwa dni temu zaświadczyć bez cienia wątpliwości. Jednak dalej chodziła mu po głowie „ta” Jolka ze studenckiego pikniku.
- Dobrze przyjrzymy się tym osobom bliżej.

Chwilę po wyjściu Rafała do pokoju nieśmiało wsunął się starszy, szczupły mężczyzna.
- Pan inspektor Mazurkiewicz? – zagadnął cicho.
- Tak, o co chodzi?
- Ja w sprawie pożaru...

Po drodze od przystanku złapał go zimny, jesienny deszcz. Zmoknięty dopadł drzwi kamienicy. Nie mógł już się doczekać wizyty u Jolki. Musiał przecież przeprosić za wczorajszą nieobecność. „Ty głupku! W takiej sytuacji trzeba kobiecie jakiś prezent kupić.” – pomyślał stukając głowa w drzwi swojego mieszkania.
- Rafałku wszystko w porządku? – Głos pani Nowakowej szybko go otrzeźwił.
- Tak, tak. – Zmieszany szybko otworzył drzwi i zniknął w czeluściach przedpokoju.
Pospiesznie przebrał się, zjadł coś i poszedł na drugie piętro. Stał chwilę przed drzwiami Jolki z bijącym sercem, zastanawiając się co powiedzieć. W końcu zadzwonił. Po chwili drzwi się otworzyły. Stała w nich ta sama Jolka z pikniku z iskrą w oczach i zalotnym uśmiechem.
- Przepraszam, że wczoraj...
- Nie szkodzi, wejdź. – Dziewczyna wręcz perwersyjnie zagryzła błyszczącą dolną wargę i otworzyła drzwi na oścież. Ubrana była w wielką męską koszulę sięgająca jej do pół uda i odsłaniającą długie zgrabne nogi.
Chłopak wszedł do środka. Duży pokój był skąpany w tajemniczym półmroku przełamanym tylko przez blask świec porozstawianych na półkach i stole.
- Pozwolisz, że się trochę odświeżę. – Dziewczyna wskazała łazienkę
- Jasne.
- Rozgość się i nalej sobie soku.
Jolka zniknęła za drzwiami łazienki. W tym momencie z kuchni doleciały Rafała jakieś smakowite zapachy. Usiadł jednak za stołem i posłusznie nalał sobie soku do jednej z dwóch szklanek. Miał teraz okazje, by przyjrzeć się wystrojowi mieszkania. Nie było w nim wielu mebli, ale urządzone było w gustowny, lekki, nieco tajemniczy sposób. Nie musiał długo czekać na gospodynie. Po opuszczeniu łazienki wyglądała jeszcze bardziej ponętnie niż wcześniej. Zniknęła w kuchni, by wrócić po chwili z dwoma talerzami. Rafał nawet przez chwilę nie zastanawiał się jak mogła to wszystko przygotować skoro nie wiedziała kiedy, ani czy na pewno przyjdzie. Spożyli wyśmienity posiłek rozmawiając, żartując i flirtując w trakcie. Atmosfera robiła się coraz przyjemniejsza. Jolka przyniosła z kuchni butelkę wina, jego słodki smak jeszcze bardziej rozpalił Rafała. W pewnym momencie przysunęła się do niego i wyszeptała mu do ucha:
- Muszę ci powiedzieć cos ważnego – mówiąc to trochę spoważniała.
Rafał spojrzeniem wyraził swe oczekiwanie.
- Chodzi o ten dzień gdy wybuchł pożar.
- Co się stało? – Chłopak wybił się z romantycznego nastroju.
- Tego dnia po powrocie z uczelni byłam strasznie zmęczona. Położyłam się na chwilę i zasnęłam. I śnił mi się sen, straszny sen.
- Opowiedz mi go. – Rafał był wyraźnie zaciekawiony
- Śniło mi się, że dwie kobiety jadą w karocy. Ubrane były w bogato zdobione koronkowe suknie, jakby balowe. Jedna starsza była podobna do twojej ciotki, druga młoda... jej wygląd był taki... było w nim coś takiego... w wyrazie jej twarzy co mnie przerażało. – Jolkę przeszedł dreszcz, Rafał odruchowo objął ją ramieniem
- To tylko sen – powiedział uspokajając
- Ale to nie koniec – Jolka wtuliła się w jego ramie. – Zajechały pod kamienice i wysiadły. Idąc po schodach rozmawiały, chyba kłóciły się ale ... ale nie rozumiałam słów. Weszły na ostatnie piętra. W końcu ta młoda odwróciła się na schodach do tej starszej bo szła przodem. Jej twarz zniekształcała... demoniczna nienawiść. Rozbiła lampę, którą niosła. Obie stanęły w płomieniach. Ogień objął całe piętro. To było takie, takie wyraźne. I wtedy obudziło mnie stukanie do drzwi. Strażacy wyprowadzili mnie z mieszkania. Co to może oznaczać? – Głęboko spojrzała Rafałowi w oczy
- Nie wiem… naprawdę nie wiem.
- To było takie straszne. – Jolka jeszcze bardziej wtuliła się w Rafała.
- Nie bój się, to był tylko sen
Oboje zmilkli. Jolka zamknęła oczy i położyła głowę na piersi Rafała. Minęło kilka, może kilkanaście minut. Rafał zorientował się ze zasnęła. Powoli wstał z wielkiej fotelowej ławy delikatnie układając na niej dziewczynę. Przykrył ją kocem i cichutko wyszedł rozmyślając o tym co mu powiedziała.

- To nie pierwszy pożar w tej kamienicy – zaczął mężczyzna.
- Ale kim pan jest? – Oficer Mazurkiewicz był nieco zaskoczony.
- A przepraszam, nie przedstawiłem się. – Starszy mężczyzna uśmiechnął się zdawkowo. - Jestem historykiem, pracuje w bibliotece miejskiej. Kiedy dowiedziałem się o pożarze postanowiłem tu przyjść.
- Więc to nie pierwszy pożar w tym budynku?
- Mieszkająca tam rodzina nie cieszyła się dobrą sławą. Na początku XVIII dziedziczka Elżbieta była kontrowersyjną postacią, jej dziadek kilkadziesiąt lat wcześniej był oskarżany o wampiryzm. O niej samej wśród chłopów krążyły plotki, że porywa dzieci z okolicznych wsi i prowadzi na nich eksperymenty. Oddawała się też okultystycznym praktykom, a na jej zlecenie ostatnie piętra kamienicy przyozdobiły psychodeliczne freski oparte na wyobrażeniach pozagrobowych starożytnych Babilończyków. Podobno była pod wpływem Anielskiej Ikony.
- Anielskiej Ikony? – oficer Mazurkiewicz zagłębił się jeszcze bardziej w swoim fotelu.
- Legendarny, starożytny artefakt. Jego nieziemskie pochodzenie miało destruktywnie wpływać na słabe, ludzkie umysły. Wykonany był z nieziemskich materiałów, bijących wewnętrznym blaskiem, ze złota przeźroczystego jak szkło i szlachetnych kamieni nie spotykanych w naszym świecie. Posiadaczowi mógł dać niewyobrażalną moc, ale jeśli trafił w ręce jednostki o słabej psychice mogła ją doprowadzić do szaleństwa. Anielską Ikonę miał przywieść z Bliskiego Wschodu ojciec Elżbiety. Jednak zaginęła ona w toku burzliwych dziejów rodziny.
- To bardzo ciekawe – odparł oficer lekko znużony historycznym wywodem – ale co to ma wspólnego z pożarem?
- Już wyjaśniam. – Bibliotekarz poprawił okulary. – Pewnej nocy Elżbieta została oskarżona przez chłopów o porwanie dwójki dzieci. Z widłami i pochodniami oblegli dom. Elżbieta w przypływie szału rozbiła na schodach między trzecim a czwartym piętrem lampę oliwną, czyli w miejscu, w którym wybuchł także niedawny pożar. W płomieniach zginęła razem ze swoją matką.
- Skąd pan o tym wszystkim wie?
- Kiedy kamienica została znacjonalizowana do biblioteki trafiła księga opisująca historię rodu pisana przez pokolenia przez jej członków. Po kilku latach została jednak zwrócona właścicielom kamienicy. Ja dysponuje odpisami i notatkami sporządzonymi w latach pięćdziesiątych przez ówczesnego kierownika biblioteki. Oryginał powinien być u tej pani która zginęła.
- Rozumiem, ale poza zbieżnością miejsca wybuch pożaru nie widzę związku. – Policjant zaczął patrzeć z podejrzliwością, nabierając przekonania, że niespodziewany gość nie do końca ma wszystko poukładane w głowie.
- Ależ dzieci! – Historyk niemal poderwał się z miejsca.
- Jakie dzieci?
- Podobno w grubych podłogach ostatnich pięter są zamurowane zwłoki dzieci, ofiar Elżbiety.
- Zaintrygował mnie pan. Chciałbym zobaczyć tę księgę. Ale... – Mazurkiewicz zamyślił się na chwilę. – Obecny pożar miał na celu ukryć morderstwo, jednak nadal nie znamy motywów zbrodni. Może dokładniejsze zbadanie tego domu pozwoli nam odkryć prawdę.

Ledwo Rafał wszedł do mieszkania jego rozmyślania o śnie Jolki przerwał telefon.
- Z tej strony Mazurkiewicz, chciałbym o coś zapytać.
- Proszę – odparł wyraźnie zaskoczony chłopak.
- Czy w posiadaniu twojej ciotki była jakaś rodzinna księga?
- Tak, ciotka trzymała ją w swoim mieszkaniu. Czemu pan pyta?
- Sądzę, że może to mieć coś wspólnego ze sprawą pożaru. Czy mógłbyś sprawdzić...
- Teraz? – przerwał chłopak. Częstotliwość kontaktów z policjantem zaczynała być uciążliwa.
- Jeśli ci to nie przeszkadza...
Rafał z telefonem w ręce wziął klucze do mieszkania ciotki i już miał wychodzić gdy rozległo się natarczywe pukanie. Otworzył. W drzwiach stał pan Nowak z poczerwieniałą od złości twarzą. Chłopak już wiedział, że przyjdzie mu się zmierzyć z kolejnym napadem furii sąsiada z pierwszego pietra.
- Co ty sobie myślisz? – zaczął krzyczeć Nowak. – Coś ty naopowiadał na komisariacie? Czemu ten cholerny policjant ciągle do nas wydzwania?
- Ale nie rozumiem… – Rafał próbował nieśmiało oponować.
- Tu nie ma czego rozumieć! Dzwonił znowu żebym składał jakieś wyjaśnienia! – Ton Nowaka robił się coraz bardziej napastliwy. – Coś ty mu naopowiadał? Nie będę składał żadnych wyjaśnień!
Rafał w przebłysku samozachowawczego instynktu zatrzasnął mu drzwi przed nosem i przekręcił zamek. Po trzech sekundach ciszy spowodowanej zaskoczeniem jakie wywołało to u sąsiada wyrzucił on z siebie potok gniewnych słów. Znów zaczął się dobijać do drzwi. Uświadomiwszy sobie, że nadal ma Mazurkiewicza na linii Rafał postraszył Nowaka policją. Pukanie ustało.
- Jest pan tam jeszcze? – podniósł telefon do ucha.
- Rafał, zachowaj ostrożność, zaraz tam będziemy.
Świadomość, że Mazurkiewicz przybywa z odsieczą trochę go uspokoiła. Odczekawszy chwilkę wychynął na korytarz. Nowaka już nie było. Przemknął koło jego drzwi i ruszył na drugie piętro do mieszkania ciotki. Mieszkanie pani Helenki było takie jak zawsze. Umeblowanie pamiętało czasy Piłsudskiego, z wyjątkiem PRL-owskiego rozkładanego tapczanu. Rafał przyklękną przed wielką szafą. Na dnie pod różnymi szmatami ciotka trzymała rodzinną księgę. Jednak poszukiwania nie przyniosły rezultatu. Usiadł na podłodze otoczony ubraniami powyciąganymi z dna szafy. Pomiędzy nimi zauważył brązową teczkę. Otworzył ją zaciekawiony zawartością.
- Co? Umowa notarialna pożyczki. – Zaczął czytać półgłosem. – Zawarta pomiędzy….. – zawiesił głos.
Z treści wynikało, że ciotka pożyczyła niemałą sumę Malickim. W teczce znajdowały się kopie dwóch oficjalnych wezwań do uregulowania należności. Opatrzony najświeższą datą list zawierał groźbę oddania długu do egzekucji komorniczej. Teczka jeszcze bardziej spotęgowała mętlik w głowie chłopaka. Nigdy nie słyszał o tej pożyczce, zresztą nie wiedział, że ciotka posiadała takie zasoby. Z dołu dobiegły jakieś krzyki. Pośpiesznie zbiegł na pierwsze piętro z teczką w ręce. Policjanci zabierali zakutego w kajdanki, miotającego się w furii Nowaka. Pani Nowakowa całkiem zdezorientowana, to próbowała uspokajać męża, to pytać się policjantów co się stało.
- Wszystko w porządku? – zapytał Mazurkiewicz.
- Tak – odparł Rafał spoglądając na policjantów schodzących na dół z Nowakiem. – Nie! – rzucił nagle gdy zniknęli w półmroku klatki schodowej.
- Co się stało?
- Rodzinnej księgi nie było tam gdzie być powinna. Za to znalazłem to. – Rafał dał oficerowi teczkę.
Mazurkiewicz przeglądał ją, a z natury ciekawski historyk, który zabrał się razem z nim, zaglądał mu przez ramię.
- A więc mamy motyw. W ogóle bym się tego nie spodziewał po takiej spokojnej rodzinie.
- Pozory mylą – rzucił zza pleców policjanta bibliotekarz.
- Wiedziałeś o tym wcześniej? – Mazurkiewicz z uwaga spojrzał na Rafała
- Skąd? Gdybym wiedział na pewno bym panu o tym powiedział.
- Idziemy na dół do Malickich – zarządził oficer. – Zadzwonię po nasz zespół operacyjny, musimy jeszcze raz przeszukać kamienicę.
Policja zwinęła zaskoczonego Malickiego na przesłuchanie w sprawie pożyczki. Pani Malicka miała do niego dołączyć jak tylko przyjedzie nagle wezwana do pilnowania dzieci teściowa. Do tego czasu została z nią jedna funkcjonariuszka.
Wybiła północ kiedy Mazurkiewicz pośpiesznie zbierał zespół. Rafał zadzwonił do Karola.
- Stary, to wszystko zaczyna mnie przerastać. – Z rezygnacja w głosie opowiedział całej awanturze i zaginięciu księgi.
- Nie ruszaj się z stamtąd, zaraz do ciebie przyjadę.

Siedzieli w dużym pokoju poprawiając sobie nastrój zimnym piwem, gdy przyjechał zespół operacyjny kryminologów. Oficer poinformował ich o tym fakcie po czym udał się wraz z ekipą na górę. Drugie, trzecie, czwarte piwo – Rafał stracił rachubę czasu. Kamienica pogrążyła się w ciszy. Odgłosy zrywanych podłóg i skuwanych tynków nie przedzierały się przez grube stropy.
- Myślisz, że coś tam znajdą?
- No szukają już długo, czekaj – Rafał nagle się zerwał – pójdę sprawdzić jak im idzie.
- Pójdę z tobą.
- Nie, ty zostań. – Polecił przyjacielowi. – Pilnuj mieszkania.
Karol posłusznie został. Rafał poszedł na górę. Po schodach wiły się poprowadzone z dołu kable, gdyż ostatnie kondygnacje nie były zelektryfikowane. Na ostatnim piętrze, na poły strawionym przez pożar, uwijali się pracownicy laboratorium w świetle rozstawionych co kawałek reflektorów. Dookoła leżał gruz i szczątki drewnianych podłóg.
- Widzi pan, widzi tutaj? – podniecał się historyk skacząc koło jednej ze ścian.
Przy nim stał Mazurkiewicz. Ściągnięcie tynku odsłoniło fragment fresku przedstawiającego kozłokształtne babilońskie bożki znęcające się nad tymi co trafili do krainy ciemności.
- Księga miała racje.
- Znaleźliście coś? – zagadnął Rafał. Mazurkiewicz odwrócił się w jego stronę
- A to ty Rafał, podejdź – zaprosił go gestem. – Na razie nic oprócz fresków, o których mówiła historia twojego rodu.
- Ale samej księgi nie znaleźliście?
- Jeszcze nie.
- Na pewno jest w posiadaniu mordercy, dlaczego nie przeszukacie wszystkich mieszkań? – Chłopak nie mógł zrozumieć, czemu policjanci tracą tu czas zamiast szukać w mieszkaniach podejrzanych lokatorów.
- Piłeś coś? – Oficer wyczuł alkohol. – Zresztą nieważne, jeśli będzie to konieczne przeszukamy każdy zakamarek tego budynku.
- Panie oficerze! – Z głębi pomieszczenia dobiegł głos. – Znaleźliśmy coś!
Oficer, historyki i Rafał poszli w tamtą stronę. Pod reflektorem oświetlającym dziurę w podłodze siedział pracownik laboratorium. Po drugiej stronie pochylał się nad nią przybyły z ekipą medyk sądowy. Pośród gruzu cienie układały się na kształt ludzkich kości.
- Ten szkielet należał do około dwu-trzy letniego dziecka – zawyrokował medyk. – Wstępnie mogę stwierdzić, że leży tu od około dwustu lat.
- Mogę się założyć, że to nie jedyne kości jakie tu znajdziemy – triumfalnie stwierdził bibliotekarz.
Rafał oderwał wzrok od kości. Cała przestrzeń piętra przytłaczała swoim rozmiarem i mrokiem.
- Znaleźliśmy kolejne freski – dobiegł głos z głębi pogorzeliska.
Chłopak odruchowo ruszył w tamtą stronę, gdy nagle usłyszał trzask drewna, stracił równowagę i upadł wprost na nadpalony drewniany stolik, rozbijając go w drzazgi. Mazurkiewicz i historyk szybko przyszli mu z pomocą.
- Chodzenie tutaj nie jest zbyt bezpieczne. Wolałbym żebyś wrócił do siebie. – Stwierdził oficer pomagając mu wstać
Trzask upadającej teczki zwrócił ich wzrok ku bibliotekarzowi, który stał nieruchomo oświetlając latarką dziurę w podłodze, która zrobił Rafał. Spośród postrzępionych klepek wystawał dziecięca ręka, na której przegubie tkwił plastikowy zegarek.

Karol odstawił na stół kolejną pusta puszkę. Omiótł wzrokiem duży pokój zastanawiając się czy pójść do lodówki po kolejne piwo. Zaczekać na Rafała czy nie? Odczekał dłuższą chwilę po czym ruszył do kuchni. Gdy wyjmował zimnego browarka z lodówki nagle w mieszkaniu zgasło światło. Ciche skrzypienie drzwi wejściowych oznajmiło, że ktoś wszedł do środka.
- Rafał?
Karolowi odpowiedziało tylko tykanie starego zegara. Powoli zamknął lodówkę i sunąc drugą ręką po meblach ruszył do przedpokoju. Drzwi były uchylone. Już miał je zamknąć gdy gdzieś w przeciwległym rogu pokoju usłyszał szelest.
- Rafał, to ty? Weź mnie nie strasz.
Co prawda szelest umilkł lecz zastąpiło go ciche skrzypienie podłogi. Jakby ktoś z największą ostrożnością stawiał kolejne kroki na starych klepkach. Nagle coś z łoskotem uderzyło o ziemie, koło okna przemkną jakiś cień. Karol znieruchomiał trzymając w jednej ręce klamkę drzwi wejściowych, a w drugiej puszkę piwa. Przerażenie sparaliżowało mięśnie jego nóg. Chciał wybiec na korytarz, ale jakaś niewidzialna siła nie pozwalała mu się ruszyć. W słabym blasku księżyca wpadającym do pokoju przez firanki błysnęły dwoje oczu i ostrze kuchennego noża. Ich właściciel przeskakując wersalkę rzucił się w jego kierunku.

- To miejsce zbrodni, przepraszam ale muszę was stąd wyprosić – zwrócił się do Rafała i historyka policjant.
- Kto mógł to zrobić? – dobry nastrój całkiem opuścił bibliotekarza.
- Ktoś, kto naczytał się rodzinnej księgi pana Rafała – posępnie stwierdził Mazurkiewicz. – Proszę mnie zaprowadzić do mieszkania pani Heleny, musze coś sprawdzić.
W tym momencie zgasły wszystkie światła.
- Wszyscy zostać na stanowiskach – rozkazał oficer. – A ty sprawdź generator – polecił jednemu z członków zespołu.
Wyciągnął policyjną latarkę i w trójkę zeszli na drugie piętro. Rafał otwarł drzwi i wszyscy weszli do środka. Znieruchomiał gdy Mazurkiewicz oświetlił szafę i pobojowisko po poszukiwaniach.
- Co się stało?
- Nie widzi pan? – Rafał wskazał palcem wnętrze szafy – Księga leży tam gdzie powinna jak gdyby nigdy nic. Przecież jej nie było!
- Nie rozumiem – zasępił się bibliotekarz. – Ktoś ją odłożył na miejsce?
- Nasz morderca – stwierdził Mazurkiewicz i pospiesznie wybiegł na korytarz, a za nim Rafał z historykiem.
- Zabezpieczyć wyjścia! – rzuciła w radio. – Morderca jest w budynku, powtarzam zabezpieczyć wszystkie wyjścia!
Z dołu doszły ich jakieś krzyki.
- Karol! – Rafał ominął Mazurkiewicza i popędził na pierwsze piętro
- Zaczekaj! – oficer i historyk pobiegli za nim.
Gdy chłopak zbiegł schodami na pierwsze piętro pod nogi upadł mu przyjaciel. W świetle policyjnej latarki oficera, który zbiegł zaraz za nim, zobaczył plamę krwi na jego koszuli. Na końcu korytarza stał ktoś ubrany w długi płaszcz z kapturem naciągniętym na głowę. Światło latarki z trudem przedzierało się przez zatęchłe powietrze wypełnione wirującymi drobinkami kurzu. Przeraźliwy obłąkańczy krzyk wypełnił przestrzeń korytarza. Postać z nożem w szaleńczym pędzie rzuciła się wprost na niego. Rafał przestał słyszeć wszelkie dźwięki. Trzymając na kolanach Karola wydawało mu się, że zbliżający się obłęd w oczach i ostrze noża niemal płynęło pośród drobinek. Jak statek przecinający tafle morza i zostawiający spienione fale za sobą. Z letargu wyrwał go pojedynczy wystrzał. Postać niemal w zwolnionym tempie odchyliła się do tyłu. Z ręki wypadł jej nóż który raz po raz błyskając ostrzem upadł na podłogę. Po chwili los ten podzielił jego właściciel. Korytarz wypełnił się nieziemskim spokojem. W świetle latarki oficera pozostał już tylko wirujący kurz. Rafała dobiegł jakby stłumiony głos Mazurkiewicza.
- Natychmiast sprowadźcie karetkę! Mamy dwójkę rannych!
Po kilku minutach znów włączyły się światła, a korytarz zaroił się od policji i ratowników medycznych, którzy zajęli się opatrywaniem Karola. Rafał wstał z podłogi nadal oszołomiony.
- Nic ci się nie stało? – oficer złapał go za ramie.
Rafał zdołał tylko zaprzeczyć głową. Popatrzył w miejsce gdzie upadł nóż. Obok w czarnym płaszczu leżała Jolka. Twarz dziewczyny emanowała spokojem. W jej piersi tkwiła policyjna kula, zaś podłoga skrzyła się od kałuży świeżej krwi.

Karol po operacji wracał do zdrowia. Rafał odwiedził go w szpitalu przynosząc reklamówkę mandarynek.
- To jak, kiedy cię stąd wypuszczą? – zapytał wodząc wzrokiem po odrapanych z zielonej farby ścianach szpitalnej sali.
- Może w przyszłym tygodniu. Chirurg mówił, że ostrze o milimetry ominęło serce – odparł Karol, chcąc uświadomić przyjacielowi jak blisko był śmierci.
- Mówiłem ci, że pijanemu nic się nie stanie – roześmiał się Rafał bagatelizując poważny ton rannego.
- Wypiłem wtedy dokładnie tyle co ty – żachnął się student niezadowolony z takiego lekceważenia.
W sali pojawił się oficer Mazurkiewicz. Po przywitaniu kurtuazyjnie zapytał pacjenta o samopoczucie. Później rozmowa przybrała mniej oficjalny ton. Chłopców zaskoczyła informacja, że Jolka przeżyła strzelaninę w kamienicy.
- Na szczęcie lekarze ją odratowali. – Policjant mimo, że użył broni w sposób uzasadniony to zdał sobie sprawę, że miałby wyrzuty sumienia gdyby zabił dziewczynę. – Żyje i ma się całkiem dobrze… przynajmniej jej ciało – zasępił się na chwilę.
Przystawił sobie krzesło i opowiedział im jak dalej potoczyły się losy dziewczyny. W wyniku przeszukania policja znalazła w jej mieszkaniu klucze do kłódek zabezpieczających wejście na ostatnie piętra. Gdy doszła do siebie przeprowadzono badania psychiatryczne. Złożyła też obszerne zeznania. Jolka przyjaźniła się z panią Helenką, od której dowiedziała się o rodzinnej księdze. Podkradła ją i czytała. Zafascynowała ją postać Elżbiety. Na jej wzór porwała dwójkę dzieci, których zaginięcie zgłoszono na drugim krańcu miasta. Zamordowała je naśladując rytuały opisane w księdze. Wykradła ciotce klucz i ukryła ciała pod podłogą na ostatnim piętrze. Ciotka feralnego dnia odkryła znikniecie klucza i poszła na górę – na schodach spotkała Jolkę. Wtedy dziewczyna ją ogłuszyła i podpaliła ostatnie piętra. Chora psychika wyparła to ze świadomości pozostawiając ślad w postaci „snu”. Zaburzenia osobowości objawiły się także w metamorfozie ze spokojnej studentki w imprezową laskę. Rafał ciężko westchnął w tym momencie opowieści. Gdyby choroba Jolki tylko tak się objawiała to mógłby się nią zainteresować, a tak dziewczyna spędzi pewnie resztę życia na oddziale zamkniętym.
"Zaufanie to w tym świecie towar deficytowy i luksus, na który nie zawsze nas stać" (Gunnar)

Tagi:

Awatar użytkownika
Gunnar
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#2 » 23 gru 2017, o 16:31

Widzę, że na forum królują raczej krótkie formy literackie.
Stąd pewnie przeraża użytkowników objętość ;)
Gdy wpadam na jakiś pomysł na opowiadanie to zazwyczaj rozrasta się do ogromnych rozmiarów.
Ale mam w dorobku jedną krótką formę prozatorską, zaraz wrzucę.

Cóż, brak komentarza to też jakiś komentarz.
"Zaufanie to w tym świecie towar deficytowy i luksus, na który nie zawsze nas stać" (Gunnar)

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1512

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#3 » 1 sty 2018, o 14:42

Na początek trochę uwag odnośnie fabuły, zachowania postaci itp.:
z pewnością wieczorem nigdzie by się nie szlajała
określenie ''szlajać się'' nijak mi tutaj nie pasuje do nie najmłodszej już pani i do atmosfery tekstu - nieco ją psuje, zamiast budować
Strażacy zabezpieczyli miejsce pożaru (co ograniczyło się do przyklejenia czerwonej taśmy na schodach prowadzących na ostatnie piętra) i pozwolili wszystkim wrócić do mieszkań. Oględziny pogorzeliska pozostawili sobie do kolejnego ranka. Rafał nie mógł zrozumieć, dlaczego tylko on zaniepokoił się zniknięciem ciotki. Zasnął z przekonaniem, że jutrzejszy dzień wszystko wyjaśni.
- trochę to dla mnie nierealne i naciągane. Jest pożar, brak jednego mieszkańca, już nie najmłodszej kobiety, która raczej w tym czasie była w budynku, a oni odkładają oględziny na jutro? To się nie trzyma kupy.
Jednak już zezwalając na pogrzeb, dysponowaliśmy pełnym raportem z sekcji zwłok. Jednoznacznie wynika z niego, że pani Helena został ogłuszona, a drewniane piętra waszego domu celowo podpalone.
Seeerio? Zezwalają na pogrzeb i nie mówią wcześniej rodzinie, że w sekcji wyszło zabójstwo? Kolejna przekombinowana i nierealna kwestia.
Następnego dnia odbywał się piknik studencki w miasteczku akademickim. Rafał wcale nie miał ochoty tam iść, ale umówił się z Karolem na piwo.
Nie jestem super-hiper wrażliwą osobą, która uważa, że trzeba sztywno przestrzegać żałoby. Ale jego ciotka umarła, do tego w sposób tragiczny, nie naturalny, do tego zamordowana. Trochę mało realne, aby w dzień po dowiedzeniu się, że to było morderstwo poszedł na imprezę studencką.
- Zenek?
- No on. Mówiłeś, że kiedyś agresywnie zaczepiał twoją ciotkę o pieniądze.
- Tak, ale to było dawno. Takie akcje zdarzyły mu się ze dwa razy. Zazwyczaj jest spokojny.
- Może w zeszłym tygodniu trochę przesadził z agresją? –
''przesadził z agresją''? Dziiiiiwneee sformuowanie. Może przesadził z alkoholem i zrobił się agresywny/ wybuchnął złością?
Taka wersja jednak nie przemawiała do Rafała. Ciotka była osobą, która potrafiła się bronić w razie napaści, co już kiedyś udowodniła.
Odrobinkę naciągane lub wymagające słowa wyjaśnienia wg mnie. Bo on student, więc ciotka raczej już nie tryskająca energią 30, max. 40 latka. Wydaje mi się, że nawet jeśli była w super formie, to nie powinien z taką pewnością od razu odrzucać opcji napaści.
przyspieszył kroku. gdy nagle podjechał do niego radiowóz. Rafał przystanął. Z samochodu wysiadł oficer Mazurkiewicz prowadzący sprawę pożaru.

Chwilę po wyjściu Rafała do pokoju nieśmiało wsunął się starszy, szczupły mężczyzna.
- Pan inspektor Mazurkiewicz? – zagadnął cicho.
- Tak, o co chodzi?
- Ja w sprawie pożaru...

I tak nagle, od razu po wyjściu Rafała, wpada ten bibliotekarz, no idealnie w czas! ;) Te dwa powyższe fragmenty, sprawa z odłożeniem oględzin na następny dzień i powiadomienie o podejrzeniu mordestwa już po pogrzebie - tą są takie miejsca w fabule, gdzie trochę przekombinowałeś, żeby Ci to pasowało do fabuły, takie ułatwienia dla popchnięcia akcji w dobrym kierunku, ale wszystkie razem tworzą obraz takiego na siłę kierowania zdarzeń w danym kierunku. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi. Powinieneś w takich kwestiach popracować nad realnym uzasadnieniem zdarzeń albo rozwlec je w czasie, żeby to wyglądało bardziej prawdopodobnie, naturalnie.
psychodeliczne freski oparte na wyobrażeniach pozagrobowych starożytnych Babilończyków. Podobno była pod wpływem Anielskiej Ikony.
Trochę naciągane i przekombinowane to nazewnictwo :D I co ten Babilon w biednej PL robi?
- Podobno w grubych podłogach ostatnich pięter są zamurowane zwłoki dzieci, ofiar Elżbiety.
I co, ktoś wiedział to z rodzinnej księgi - poprzedni bibliotekarz, pani Helena, jej rodzina ze starszego pokolenia i nikt nie wpadł na pomysł, żeby zawiadomić policję? No bo ok, może to rodzinna legenda, ale takie coś chyba warto sprawdzić, nie?
że zbliżający się obłęd w oczach i ostrze noża niemal płynęło pośród drobinek. Jak statek przecinający tafle morza i zostawiający spienione fale za sobą.
E-e. Zabrzmiało pompatycznie. I wcale nie zbudowało napięcia. Nie kupuję tego.
- Teraz? – przerwał chłopak. Częstotliwość kontaktów z policjantem zaczynała być uciążliwa.
Serio? On jakoś słabo przeżywa tą śmierć ciotki, a jednak skoro mieszkali w jednej kamienicy, to jakoś tam powinien być do niej przywiązany. Do tego fakt, że została zamordowana powinien potęgować raczej poczucie straty, rozgoryczenia, niesprawiedliwości itp. No i powinien się cieszyć, że policja stara się sprawę rozwiązać, a nie kręcić nosem, że do niego często dzwonią.
Rafał ciężko westchnął w tym momencie opowieści. Gdyby choroba Jolki tylko tak się objawiała to mógłby się nią zainteresować, a tak dziewczyna spędzi pewnie resztę życia na oddziale zamkniętym.
Once again. Serio? Psychostudentka zamordowała mu ciotkę, a jego głównym zmartwieniem i finalną konkluzją jest to, że szkoda, że ześwirowała, bo może by coś z nią ten tegens? <hahaha>

Opowiadanie mnie nie porwało, pierwsza część powiewała monotonnią, końcówka trochę nadrabiała. Byłoby lepiej, gdyby nie te fabularne potknięcia, gdybyś popracował nad nastrojem, a do tego nad jakością - brak akapitów, pozjadane literki, przecinki, kropki, duże litery. ;) Druga część - na tak, pierwsza część tekstu szału na robi. ;)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 194

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#4 » 4 sty 2018, o 18:12

Dzień dobry, wpadłam z buldożerem. Muszę podzielić na dwie części, bo mi forasek nie przepuszcza.
Widzę, że Karen już napisała komentarz, najwyżej powtórzę po niej.
Kurczaki, muszę sobie zrobić jakąś ściągę do tego kolorowania, bo już wprowadziłam tyle kolorów, że zapominam. :c
Zielone do wstawienia, czerwone do usunięcia, żółte powtórzenia, różowe inne błędy, morskie ortografia, fioletowy szyk, pomarańczowe czas, szare ogonki, biały podmioty.

Poprawność:
Na każdym, kto widział go po raz pierwszy, sprawiał przytłaczające wrażenie.

Na piętrze starsze małżeństwo Nowaków i Rafał, zaś trzecie mieszkanie pozostawało puste.

https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/bowie ... 12205.html
ciotka Rafała, Helena

^Bo teraz wychodzi, że mieszkała tam ciotka pana nazywającego się Rafał Helen.
Od ostatniego przystanku autobusowego był jeszcze spory kawałek drogi. Zbliżając się, zobaczył słup dymu unoszący się nad drzewami oddzielającymi osiedle od podwórka jego kamienicy.

^Częsta bolączka, gdy używa się imiesłowów. Wychodzi na to, że kawałek drogi, zbliżając się, zobaczył słup dymu.
Choć jeszcze nie widział domu, przeczuwał, co mogło się wydarzyć.

Musimy ocenić, czy pożar nie zagroził konstrukcji budynku – zapewnił kapitan. – Jeśli trzeba będzie, wszystkim zostaną przydzielone lokale zastępcze.

^Jeśli będzie trzeba, wszystkim...
W głębi korytarza stała grupka lokatorów, zawzięcie o czymś dyskutując.

Rafał otwarł na oścież drzwi, cofnął się do mieszkania.

^Otworzył. Otwarł to archaizm.
ale musimy zadać panu, jak i wszystkim lokatorom kamienicy, parę pytań odnośnie wczorajszego dnia.

^W tym wypadku to wtrącenie.
Za chwile podjadą samochody i zabierzemy państwa na komendę.

- Święty Boże! – zawołała pani Nowakowi.

Biedny ten Pan Nowak, że jakaś pani mu woła. A tak serio: Pani Nowakowa.
- Część Rafał – przywitała się wręcz z uwodzicielskim tonem.

^Przywitała się z wręcz uwodzicielskim tonem. No bo przecież nie przywitała się wręcz?
- Część. – Dopiero teraz chłopak rozpoznał Jolkę, mieszkankę kamienicy i studentkę historii.

- No to do zobaczenie.

^Zobaczenia.
Karol trącił przyjaciela w ramie.

bardziej go nurtujące kwestie.

^Bardziej nurtujące go kwestie.
Karol wysunął teorie

spodziewając się tam znaleźć jakieś skarby

Spodziewając się znaleźć tam.
Taka wersja jednak nie przemawiała do Rafała.

^Jednak taka wersja. Partykuła podkreśla część zdania, przed którą stoi.
Niestety, nic innego nie przychodziło mu do głowy.

Przyspieszył kroku. gdy nagle podjechał do niego radiowóz.

^Przecinek.
rzucił Rafał i, nie czekając na ciąg dalszy, odwrócił się i ruszył swoją droga.

Rafał po zajęciach na uczelni udał się na komisariat, jak obiecał Mazurkiewiczowi.

Poczęstował herbata

Spoważniał dopiero, gdy przeszli do meritum.

rawdę mówiąc, to mam zastrzeżenia do większości.

oficer z przechadzania się po pokoju spoczął za biurkiem

???????????????????????????????????????
- Marta, uciekła od męża alkoholika.

korzystając z ładnej pogody, spacerowała w okolicy domu z wózkiem

- To nie ona – skonstatował Rafał.

- Hmm… Nie zmienia to jednak faktu, że w czasie całego zajścia przebywał w kamienicy, jak zeznał: sam w swoim mieszkaniu.

^Teraz wychodzi na to, że sam zeznawał w swoim mieszkaniu.
Mazurkiewicz wziął kolejny skoroszyt ze stosiku na biurku.

rodzice po obiedzie odpoczywali w mieszkaniu do czasu, jak o pożarze nie zaalarmowała ich Marta.

^Gdy.
pracowała w ogródku, co potwierdzają bawiące się tam dzieci

Pan Nowak jednak alibi nie ma.

^Jednak pan Nowak.
- Czyli oprócz Malickich, którzy nawzajem zapewniają sobie alibi, było jeszcze dwóch mężczyzn: Zenek i pan Nowak, którzy byli w mieszkaniach sami? – Zapytał Rafał, starając się sobie w głowie uporządkować informacje.

^Zapytał małą literą.
^^Starając się uporządkować sobie w głowie informacje.
Jego myśli rozproszyły się.

^Się rozproszyły.
- Pani Jolanta, studentka historii, uczyła się, sama - kontynuował policjant. Pani Stefania także przebywała w domu sama.

- Gdy wszyscy stali pod kamienica,

o wina mojej ciotki, bo budynek

- Gdy wszyscy stali pod kamienica, a strażacy gasili pożar, powiedział coś w tym stylu: „to na pewno zwarcie starej instalacji i to wina mojej ciotki bo budynek nie ma uregulowanej sytuacji prawnej”.

^Jak coś w stylu, to bez cudzysłowów, bo przecież go nie cytuje.
- Jolka to typ spokojnej, samotnej studentki, co to się uczy po nocach i na żadne imprezy nie chodzi.

^I nie chodzi na żadne imprezy.
Rafał w momencie wypowiadania tych słów nie był ich już tak pewnie.

^Pewien.
- Dobrze, przyjrzymy się tym osobom bliżej.

pomyślał, stukając głowa

- Rafałku, wszystko w porządku?

zastanawiając się, co powiedzieć.

- Pozwolisz, że się trochę odświeżę.? – Dziewczyna wskazała łazienkę.

Usiadł jednak za stołem

^Przy stole.
Miał teraz okazje

Nie było w nim wielu mebli, ale urządzone było w gustowny, lekki, nieco tajemniczy sposób.

Nie musiał długo czekać na gospodynie.

Rafał nawet przez chwilę nie zastanawiał się, jak mogła to wszystko przygotować, skoro nie wiedziała kiedy, ani czy na pewno przyjdzie.

Spożyli wyśmienity posiłek, rozmawiając

mówiąc to, trochę spoważniała.

- Chodzi o ten dzień, gdy wybuchł pożar.

- Opowiedz mi go. – Rafał był wyraźnie zaciekawiony.

Jedna, starsza, była podobna do twojej ciotki, druga, młoda... jej wygląd był taki... było w nim coś takiego... w wyrazie jej twarzy, co mnie przerażało.

Rafał odruchowo objął ją ramieniem.

- To tylko sen – powiedział uspokajająco.

- Ale to nie koniec. – Jolka wtuliła się w jego ramie.

Zajechały pod kamienice

Idąc po schodach, rozmawiały, chyba kłóciły się, ale... ale nie rozumiałam słów.

W końcu ta młoda odwróciła się na schodach do tej starszej, bo szła przodem.

Głęboko spojrzała Rafałowi w oczy.

- Nie bój się, to był tylko sen.

Rafał zorientował się, ze zasnęła.

^Że.
Powoli wstał z wielkiej fotelowej ławy, delikatnie układając na niej dziewczynę.

^Po pierwsze nie mógł jednocześnie wstawać, układając ją na ławie. Po drugie, wtf? Ławy są przecież drewniane. I w ogóle się nie obudziła?
Przykrył ją kocem i cichutko wyszedł, rozmyślając o tym, co mu powiedziała.

Jestem historykiem, pracuje w bibliotece miejskiej. Kiedy dowiedziałem się o pożarze, postanowiłem tu przyjść.

Na początku XVIII wieku dziedziczka Elżbieta była kontrowersyjną postacią

Jego nieziemskie pochodzenie miało destruktywnie wpływać na słabe, ludzkie umysły. Wykonany był z nieziemskich materiałów, bijących wewnętrznym blaskiem, ze złota przeźroczystego jak szkło i szlachetnych kamieni nie spotykanych w naszym świecie.

^Po co klepać po 50 razy, że nie z tego świata? Raz czytelnik zrozumiał.
moc, ale jeśli trafił w ręce jednostki o słabej psychice, mogła ją doprowadzić do szaleństwa.

- Kiedy kamienica została znacjonalizowana, do biblioteki trafiła księga opisująca historię rodu, pisana przez pokolenia przez jej członków.

Po kilku latach została jednak zwrócona właścicielom kamienicy.

^Jednak po kilku latach...
(już mi się nie chce kolorować)
Ja dysponuje

Oryginał powinien być u tej pani, która zginęła.


gość nie do końca ma wszystko poukładane w głowie.

^Miał. Generalnie jest tu tyle innych błędów, że nie zwracałam uwagi na poprawność czasu. Tam, gdzie to możliwe, powinien być czas przeszły.
Ledwo Rafał wszedł do mieszkania, jego rozmyślania o śnie Jolki przerwał telefon.

Rafał z telefonem w ręce wziął klucze do mieszkania ciotki i już miał wychodzić, gdy rozległo się natarczywe pukanie.

- Co ty sobie myślisz? – zaczął krzyczeć Nowak. – Coś ty naopowiadał na komisariacie? Czemu ten cholerny policjant ciągle do nas wydzwania?

Jak krzyczał, to może wykrzyknik?
Dzwonił znowu, żebym składał jakieś wyjaśnienia!

Po trzech sekundach ciszy spowodowanej zaskoczeniem, jakie wywołało to u sąsiada, wyrzucił on z siebie potok gniewnych słów.

Uświadomiwszy sobie, że nadal ma Mazurkiewicza na linii, Rafał postraszył Nowaka policją.

^Miał.
- Jest pan tam jeszcze? – podniósł telefon do ucha.

Podniósł dużą literką.
Świadomość, że Mazurkiewicz przybywa z odsieczą, trochę go uspokoiła.

Lepiej brzmiałoby: miał przybyć z odsieczą.
Odczekawszy chwilkę, wychynął na korytarz.

Rafał przyklęknął

Otworzył ją, zaciekawiony zawartością.

Zawarta pomiędzy….. – zawiesił głos.

Wielokropek zawsze ma trzy kropki. Nie mniej. Nie więcej.
to próbowała uspokajać męża, to pytać się policjantów, co się stało.

- Tak – odparł Rafał, spoglądając na policjantów schodzących na dół z Nowakiem.

Nie można schodzić w górę.
– Nie! – rzucił nagle, gdy zniknęli w półmroku klatki schodowej.

Rodzinnej księgi nie było tam, gdzie być powinna.

Mazurkiewicz z uwaga spojrzał na Rafała.

Gdybym wiedział, na pewno bym panu o tym powiedział.

Pani Malicka miała do niego dołączyć, jak tylko przyjedzie nagle wezwana do pilnowania dzieci teściowa

^Nie jak. Gdy.
Do tego czasu została z nią jednafunkcjonariuszka.

^Przecież wiemy, że skoro funkcjonariuszka (a nie funkcjonariuszki), to jedna. Nie trzeba tego dookreślać do nabijania słów.
Wybiła północ, kiedy Mazurkiewicz pośpiesznie zbierał zespół.

Z rezygnacja w głosie opowiedział o całej awanturze i zaginięciu księgi.

^A awantura i zaginięcie księgi kiwały potakująco główkami.
Siedzieli w dużym pokoju, poprawiając sobie nastrój zimnym piwem,

Oficer poinformował ich o tym fakcie, po czym udał się wraz z ekipą na górę.

pójdę sprawdzić, jak im idzie.

podniecał się historyk, skacząc koło jednej ze ścian.

Ściągnięcie tynku odsłoniło fragment fresku przedstawiającego kozłokształtne babilońskie bożki znęcające się nad tymi, co trafili do krainy ciemności.

Mazurkiewicz odwrócił się w jego stronę.

- A, to ty Rafał, podejdź.zaprosił go gestem.

^Zaprosił dużą literą.
czemu policjanci tracą tu czas, zamiast szukać w mieszkaniach podejrzanych lokatorów.

jeśli będzie to konieczne, przeszukamy każdy zakamarek tego budynku.

Wolałbym, żebyś wrócił do siebie.Stwierdził oficer pomagając mu wstać

^Stwierdził małą.
Trzask upadającej teczki zwrócił ich wzrok ku bibliotekarzowi, który stał nieruchomo, oświetlając latarką dziurę w podłodze, która zrobił Rafał. Spośród postrzępionych klepek wystawał dziecięca ręka, na której przegubie tkwił plastikowy zegarek.

Omiótł wzrokiem duży pokój, zastanawiając się, czy pójść do lodówki po kolejne piwo

Odczekał dłuższą chwilę, po czym ruszył do kuchni. Gdy wyjmował zimnego browarka z lodówki, nagle w mieszkaniu zgasło światło.

Powoli zamknął lodówkę i, sunąc drugą ręką po meblach, ruszył do przedpokoju. Drzwi były uchylone. Już miał je zamknąć, gdy gdzieś w przeciwległym rogu pokoju usłyszał szelest.

Co prawda szelest umilkł, lecz zastąpiło go ciche skrzypienie podłogi.

Szelest ucichł. Przecież nie gadał.
Nagle coś z łoskotem uderzyło o ziemie, koło okna przemkną jakiś cień. Karol znieruchomiał, trzymając w jednej ręce klamkę drzwi wejściowych, a w drugiej puszkę piwa.

Ich właściciel, przeskakując wersalkę, rzucił się w jego kierunku.

- To miejsce zbrodni, przepraszam, ale muszę was stąd wyprosić – zwrócił się do Rafała i historyka policjant.

- Ktoś, kto naczytał się rodzinnej księgi pana Rafała – posępnie stwierdził Mazurkiewicz.

^Stwierdził posępnie.
musze coś sprawdzić.

Rafał otwarł drzwi i wszyscy weszli do środka. Znieruchomiał, gdy Mazurkiewicz oświetlił szafę i pobojowisko po poszukiwaniach.

^Otworzył.
- Nie widzi pan? – Rafał wskazał palcem wnętrze szafy. – Księga leży tam gdzie powinna jak gdyby nigdy nic.

- Zabezpieczyć wyjścia! – rzuciła w radio. – Morderca jest w budynku, powtarzam, zabezpieczyć wszystkie wyjścia!

^Tymczasem Mazurkiewicz niepostrzeżenie zmienia płeć.
Rafał ominął Mazurkiewicza i popędził na pierwsze piętro.

Gdy chłopak zbiegł schodami na pierwsze piętro, pod nogi upadł mu przyjaciel.

Przeraźliwy obłąkańczy krzyk wypełnił przestrzeń korytarza. Postać z nożem w szaleńczym pędzie rzuciła się wprost na niego.

^Biedny ten przeraźliwy krzyk.
Trzymając na kolanach Karola, wydawało mu się, że zbliżający się obłęd w oczach i ostrze noża niemal płynęło pośród drobinek.

Płynęły. Bo jedno i drugie płynęły.
Jak statek przecinający tafle morza i zostawiający spienione fale za sobą

^Zostawiający za sobą spienione fale.
Postać niemal w zwolnionym tempie odchyliła się do tyłu.

^Nie można się odchylać do przodu. Odchylamy się tylko do tyłu. Pochylamy się do przodu. Przechylamy się na boki.
Z ręki wypadł jej nóż, który raz po raz błyskając, ostrzem upadł na podłogę.

Po chwili los ten podzielił jego właściciel.

^Ten los.
- Nic ci się nie stało? – oficer złapał go za ramie.

^Oficer dużą.
Rafał zdołał tylko zaprzeczyć głową.

^Ruchem głowy.
Rafał odwiedził go w szpitalu, przynosząc reklamówkę mandarynek.

zapytał, wodząc wzrokiem

- Może w przyszłym tygodniu. Chirurg mówił, że ostrze o milimetry ominęło serce – odparł Karol, chcąc uświadomić przyjacielowi, jak blisko był śmierci..

^Bardziej łopatologicznie się nie dało?
roześmiał się Rafał, bagatelizując poważny ton rannego.

Policjant, mimo, że użył broni w sposób uzasadniony, to zdał sobie sprawę, że miałby wyrzuty sumienia gdyby zabił dziewczynę.

Nie stawiamy przecinka wewnątrz wyrażenia „mimo że”.
Przystawił sobie krzesło i opowiedział im, jak dalej potoczyły się losy dziewczyny.

Zamordowała je, naśladując rytuały opisane w księdze.

Chora psychika wyparła to ze świadomości, pozostawiając ślad w postaci „snu”.

Gdyby choroba Jolki tylko tak się objawiała, to mógłby się nią zainteresować, a tak dziewczyna spędzi pewnie resztę życia na oddziale zamkniętym.


Dodano po 36 sekundach:
Logika:
Dwa najwyższe piętra zbudowano z drewna. Ściany i stropy były grube, a w środku zawsze panował chłód i wilgoć.

Chłód i wilgoć to domena kamiennych budowli. Drewno z natury jest bardziej oddychające.
Klucze posiadała jedynie pani Helenka, która i tak nigdy tam nie zaglądała.

I co, jakby coś gniło na tych ostatnich piętrach, to by czekali uciesznie, aż im strop na głowę spadnie? Żaden konserwator zabytków się tym niszczejącym XVIII-wiecznym budynkiem nie zainteresował?
Wokół migotały syreny wozów strażackich i karetki pogotowia.

Syreny wyją. Migoczą światła/„koguty”.
- Widziała pani moją ciocię? – spytał zaniepokojony Rafał, podchodząc do pani Stefanii.
- Widzisz, co to się Rafałku porobiło. – Drobna staruszka pokręciła głową nie odpowiadając na pytanie.

Stefcia już ciężką demencję przeżywa, że nie potrafiła odpowiedzieć? :v
- To na pewno zwarcie przedwojennej instalacji. A mówiłem, przecież mówiłem, ale nikt nie chciał słuchać – wściekał się pan Nowak, aż żyłka na czole mu drgała – ale miasto nic nie mogło zrobić, bo oczywiście ten przeklęty dom nie ma uregulowanej sytuacji prawnej. – Była to aluzja do ciotki Rafała i tego, że mogłaby się starać o zwrot całej kamienicy.

To z jakiej paki oni tam mieszkali? Jakim cudem prawnie im na to pozwolono? Komu płacili czynsz, skoro nie wiadomo, do kogo ten budynek należał?
Bardziej łopatologicznie się nie dało. Czytelnik nie idiota, pozwól mu się domyślić.
Łysiejący mężczyzna o przysadzistej budowie machał rękoma tak energicznie, że stojący nieopodal sąsiedzi odruchowo zwiększyli dystans.

Lepiej już pisać po imieniu/nazwisku. Niby chodzi o Pana Nowaka, a nagle wyskakujesz z czymś takim i czytelnik ma wrażenie, że wprowadzasz nową postać. Lepiej coś takiego napisać na początku i od razu dookreślić, że to Pan Nowak.
- Kochanie, nie denerwuj się. – Żona pana Nowaka jak zwykle starała się go uspokajać.

Wiemy to z samego dialogu. Takie wciskanie czytelnikowi do gardła tego, co ma myśleć, zawsze wychodzi kiepsko i świadczy o nieporadności autora. Lepiej pokazać, jak pani Nowakowa klepie męża uspokajająco po ramieniu. Show. Don’t tell.
Musimy ocenić czy pożar nie zagroził konstrukcji budynku – zapewnił kapitan. – Jeśli trzeba będzie wszystkim zostaną przydzielone lokale zastępcze.
Okazało się to jednak zbędne.

Przed momentem spaliło się najwyższe piętro budynku. Przecież jak się tam zawali strop, to automatycznie wszystko sypie się jak domek z kart. Naciągane to jak guma od gaci założonych na przejedzonego płetwala błękitnego z wzdęciami.
Strażacy zabezpieczyli miejsce pożaru (co ograniczyło się do przyklejenia czerwonej taśmy na schodach prowadzących na ostatnie piętra) i pozwolili wszystkim wrócić do mieszkań.

Pełna profeska, nie ma co.
„Proszę nie wchodzić, powiedzieli strażacy. Dobrze, odpowiedzieli chórem wcale niezaciekawieni i zupełnie spokojni mieszkańcy”.
Oględziny pogorzeliska pozostawili sobie do kolejnego ranka.

...co
A rano, jak wszystko się posypie, to będzie „spadło, to spadło, po co drążyć temat?”. Jak jest taka sytuacja, to strażacy pracują nawet w nocy. Do pożaru też przyjadą sobie z rana, żeby było spokojniej? Przecież tam się może coś żarzyć jeszcze. A oni tak po prostu to zostawiają w cholerę i jadą sobie w siną dal.
Rafał nie mógł zrozumieć, dlaczego tylko on zaniepokoił się zniknięciem ciotki. Zasnął z przekonaniem, że jutrzejszy dzień wszystko wyjaśni.

Tak się przejął, że aż poszedł spać. Aha.
- Twojej cioci nie było w mieszkaniu, strażacy sprawdzili – poinformowała stojąca niedaleko pani Nowakowa. – Może poszła do sklepu.
(...)
- Mamy dla pana przykrą wiadomość. Podczas przeszukiwania pogorzeliska znaleźliśmy ciało pańskiej ciotki.

To jak oni w końcu sprawdzili? Weszli, zapytali „halo, jest tu kto?” i wyszli, bo ciało nie odpowiedziało?
Każdy, kto w podobny sposób dowiedział się o śmierci kogoś bliskiego, wie jak bardzo nieprawdopodobne wydaje się to w pierwszej chwili.

Show, don’t tell. Ponownie. Nie odklepuj formułek, pokaż załamanie bohaterów (późniejsze zdanie całkiem dobrze to robi).
Za chwile podjadą samochody i zabierzemy państwa na komendę.

To co, oni na monocyklach tam przyjechali? I tak wszystkich naraz pakują do samochodów? Przecież terminy przesłuchań się ustala, a nie że „elo, ładujcie się do bagietbusa, jedziemy bagietować”. Nikt tam jeszcze nie jest oskarżony o morderstwo, borze szumiący. Innocent, until proven guilty.
Oficjalnie sprawa dotyczyła ustalenia przyczyny pożaru. Wyniki sekcji zwłok nie były jeszcze znane. Na miejscu cały czas pracowali policyjni specjaliści, zbierając ślady.

Ci policyjni specjaliści powinni tam wejść na moment po ugaszeniu pożaru i określeniu, że jest dość bezpiecznie, żeby tam wejść. Przecież przez noc potencjalny morderca/podpalacz miał czas, żeby tam wejść i usunąć ewentualne dowody zbrodni. Nie wspominając już o gapiach czy głupich dzieciakach.
Wszyscy zeszli na dół.

Zejść to oni tam mogli na zawał co najwyżej. Nie można zejść na górę.
- Czego wy jeszcze od nas chcecie? – spytał odziany w grzeczny sweterek pan Malicki.

Sweterek zdjął czapeczkę, skłonił się i przywitał z panem policjantem, jak na grzeczny splot wełny przystało.
Jednak już zezwalając na pogrzeb, dysponowaliśmy pełnym raportem z sekcji zwłok. Jednoznacznie wynika z niego, że pani Helena został ogłuszona, a drewniane piętra waszego domu celowo podpalone.

I informują ich o tym TERAZ? DOPIERO TERAZ? Oni tam na tej policji jakieś korzenionóżki zatrudniają?
- Święty Boże! – zawołała pani Nowakowi. – Chce pan powiedzieć, że pani Helenka została zamordowana?
Oficer Mazurkiewicz potwierdził wymownym spojrzeniem.

W ogóle sprzedawanie takich informacji wszystkim postronnym ludziom, kiedy śledztwo się toczy. No morderca na pewno nie da teraz dyla. Nope. W ogóle.
Tym razem przesłuchanie przebiegało w nerwowej atmosferze.

Zrobili przesłuchanie, puścili wszystkich do domu i zezwolili na pogrzeb, JUŻ WIEDZĄC, że ktoś tę babcię zrzucił z rowerka, a potem robią sobie drugie przesłuchanie, bo czemu nie? Umieram wewnętrznie.
- Tak – potwierdził Rafał, błądząc wzrokiem gdzieś po zielonej trawie.

Byłoby dziwnie, jakby trawa była niebieska.
- Może w zeszłym tygodniu trochę przesadził z agresją? – Aluzje Karola robiły się coraz bardziej wyraźne.

Przecież już na początku otwarcie zasugerował, że to może Zenek ją zaciukał. Więc jak mogą być bardziej wyraźne, jak od razu wprost powiedział.
Popatrzyła zalotnie, pochylając się nad nim tak, że poczuł ogórkowe perfumy.

Ja wiem, że perfumy czasem mają w sobie trochę ogórka, no ale generalnie raczej taki średni marketing, żeby ktoś kupował „odór de ogór”.
Szczupły student cały czas był zdziwiony zaskoczoną twarzą Rafała.

Że co? Można się dziwić czyjemuś zaskoczeniu raczej, nie że ktoś ma twarz. W ogóle twarz była zaskoczona. Reszta Rafała pozostała niewzruszona.
Ciotka była osobą, która potrafiła się bronić w razie napaści, co już kiedyś udowodniła.

Może znać 10 rodzajów sztuk walki, jak ją najdzie ktoś większy i silniejszy, to raczej starowinka niespecjalnie mu naklepie, chyba że pulpety na talerz.
Przyspieszył kroku. gdy nagle podjechał do niego radiowóz. Rafał przystanął. Z samochodu wysiadł oficer Mazurkiewicz prowadzący sprawę pożaru.

Albo Rafał ma nadajnik w dupie, albo Mazurkiewicz go stalkuje.
Rafał po zajęciach na uczelni udał się na komisariat jak obiecał Mazurkiewiczowi.

Powiedział Mazurkiewiczowi, że się postara, nie, że obiecuje.
- Co prawda nie wykluczyliśmy jeszcze zewnętrznego napastnika, ale skłaniamy się do wersji, że to ktoś z lokatorów. Muszę ci powiedzieć, że nie wszyscy maja takie alibi jak ty. Prawdę mówiąc to mam zastrzeżenia do większości.

Ale dlaczego policjant zdradza mu tak wrażliwe dane ze śledztwa! BORZE.
- Marta, uciekła od męża alkoholika
- Tak, przed pożarem, jak zeznała, korzystając z ładnej pogody spacerowała w okolicy domu z wózkiem. Potwierdzają to dzieci Malickich, które bawiły się w tym czasie na podwórzu, ale o nich później. Zeznała też, że nie widziała nikogo obcego w pobliżu. Zauważyła dym, pobiegła do pana Malickiego, który zadzwonił po straż.
- To nie ona – skonstatował Rafał
- Nie, nie ona. Jednak do jej sąsiada z parteru nie można mieć tyle pewności.

Po kiego grzyba on to roztrząsa w takim razie?
- Nie, nie ona. Jednak do jej sąsiada z parteru nie można mieć tyle pewności.
- Zenek, ten stary alkoholik?
- Tak, Zenon Kowal, lat pięćdziesiąt cztery, bezrobotny.

Czy Mazurkiewicz właśnie przedstawił Rafałowi jego wieloletniego sąsiada? WTH.
- Hmm… Nie zmienia to jednak faktu, że w czasie całego zajścia przebywał w kamienicy, jak zeznał sam w swoim mieszkaniu. Wyprowadzili go z niego dopiero strażacy. Więc staje się naszym pierwszym podejrzanym. Idźmy dalej. – Mazurkiewicz wziął kolejny skoroszyt ze stosiku na biurku – Maliccy, stateczna rodzina, dzieci bawiły się na dworze, rodzice po obiedzie odpoczywali w mieszkaniu do czasu jak o pożarze nie zaalarmowała ich Marta.
- Budzą jakieś wątpliwości?
- Nie, nie. – Oficer raz jeszcze rzucił okiem na ich zeznania, odłożył i wziął kolejny skoroszyt. – Na parterze oprócz ciebie mieszkają tylko Nowakowie.

Nadal nie rozumiem, po co on porusza tematy osób, które są odsunięte od podejrzeń? Do stalkowania mu to potrzebne?
- Czyli oprócz Malickich którzy nawzajem zapewniają sobie alibi

Jak oboje są podejrzani i oboje potwierdzają sobie alibi, to żadne alibi, za to piękna możliwość krycia sprawców między sobą.
Rafał spojrzeniem wyraził swe oczekiwanie.

Wody.
Rafał odruchowo objął ją ramieniem

Z naprzeciwka stołu. Tak.
- Anielskiej Ikony? – oficer Mazurkiewicz zagłębił się jeszcze bardziej w swoim fotelu.
- Legendarny, starożytny artefakt. Jego nieziemskie pochodzenie miało destruktywnie wpływać na słabe, ludzkie umysły. Wykonany był z nieziemskich materiałów, bijących wewnętrznym blaskiem, ze złota przeźroczystego jak szkło i szlachetnych kamieni nie spotykanych w naszym świecie. Posiadaczowi mógł dać niewyobrażalną moc, ale jeśli trafił w ręce jednostki o słabej psychice mogła ją doprowadzić do szaleństwa. Anielską Ikonę miał przywieść z Bliskiego Wschodu ojciec Elżbiety. Jednak zaginęła ona w toku burzliwych dziejów rodziny.
- To bardzo ciekawe – odparł oficer lekko znużony historycznym wywodem – ale co to ma wspólnego z pożarem?

Na miejscu Mazurkiewicza bym go grzecznie wyprosiła i zapytała, czy w domu wszyscy zdrowi. Ewentualnie dała namiary na dobrego psychiatrę.
Mazurkiewicz przeglądał ją, a z natury ciekawski historyk, który zabrał się razem z nim, zaglądał mu przez ramię.

I jakim prawem on to robił?
– Zadzwonię po nasz zespół operacyjny, musimy jeszcze raz przeszukać kamienicę.

W ogóle Rafał znajduje jakąś teczkę z informacjami o pożyczkach w mieszkaniu ciotki. Ta policja to jakaś niedomagająca mocno. Przecież skoro ustalili już, że została zamordowana, to CZEMU NIE PRZESZUKALI JEJ MIESZKANIA, CO?
Wybiła północ kiedy Mazurkiewicz pośpiesznie zbierał zespół.

I co, teraz nie woleli sobie poczekać „do spokojnego ranka”?
Rafał poszedł na górę. Po schodach wiły się poprowadzone z dołu kable, gdyż ostatnie kondygnacje nie były zelektryfikowane. Na ostatnim piętrze, na poły strawionym przez pożar, uwijali się pracownicy laboratorium w świetle rozstawionych co kawałek reflektorów. Dookoła leżał gruz i szczątki drewnianych podłóg.
- Widzi pan, widzi tutaj? – podniecał się historyk skacząc koło jednej ze ścian.

I policja totalnie lajtowo dopuszczała do śledztwa jakichś gapiów, nikogo nie wypraszała, ot, niech się gapią na jakieś ciała, co tam!
Ściągnięcie tynku odsłoniło fragment fresku przedstawiającego kozłokształtne babilońskie bożki znęcające się nad tymi co trafili do krainy ciemności.

Chyba już nawet nie liczę na to, że zdajesz sobie sprawę, że dokopanie się do takich fresków to nie jest kwestia walnięcia młotem w ścianę, tylko ostrożnego ściągania warstwy po warstwie. W ogóle jakim cudem te freski przetrwały pożar — pewnie nie będzie mi dane się dowiedzieć.

- Panie oficerze! – Z głębi pomieszczenia dobiegł głos. – Znaleźliśmy coś!

Jakże szczęśliwie, znaleźli, kiedy przyszedł Rafałek. Rety, co za imperatyw.
Oficer, historyki i Rafał poszli w tamtą stronę.

Polak, Niemiec i Rusek... a nie, to nie ten żart. W każdym razie: teraz każdy może sobie wejść na miejsce pracy policji, zostawiać ślady i na wszystko się gapić.
Pod reflektorem oświetlającym dziurę w podłodze siedział pracownik laboratorium.

No mnie to bardziej wygląda na pracownika terenowego, skoro nie siedzi w laboratorium, tylko jest w terenie.
Ale mogę się mylić.
- Ten szkielet należał do około dwu-trzy letniego dziecka – zawyrokował medyk. – Wstępnie mogę stwierdzić, że leży tu od około dwustu lat.

No takie rzeczy to bardziej antropolog fizyczny stwierdza.
- Mogę się założyć, że to nie jedyne kości jakie tu znajdziemy – triumfalnie stwierdził bibliotekarz.

To w końcu bibliotekarz czy historyk.
- Chodzenie tutaj nie jest zbyt bezpieczne. Wolałbym żebyś wrócił do siebie. – Stwierdził oficer pomagając mu wstać

Szerlok.
- To miejsce zbrodni, przepraszam ale muszę was stąd wyprosić – zwrócił się do Rafała i historyka policjant.

Szybko się obudził.
Po kilku minutach znów włączyły się światła, a korytarz zaroił się od policji i ratowników medycznych,

Bo w Polsce wcale na przyjazd karetki nie trzeba czekać pół godziny.
- Nic ci się nie stało? – oficer złapał go za ramie.

Zdążyło przyjechać pogotowie, a ten dopiero go pyta, czy nic mu nie jest?
- Mówiłem ci, że pijanemu nic się nie stanie – roześmiał się Rafał bagatelizując poważny ton rannego.
- Wypiłem wtedy dokładnie tyle co ty – żachnął się student niezadowolony z takiego lekceważenia.

Strasznie sztywno opisujesz osoby. Jak w „Trudnych sprawach”: „trzydziestosześcioletnia pracownica urzędu...” albo „dwudziestoletni student medycyny”.
W sali pojawił się oficer Mazurkiewicz.

Niczym dżin po potarciu lampy.
Policjant mimo, że użył broni w sposób uzasadniony to zdał sobie sprawę, że miałby wyrzuty sumienia gdyby zabił dziewczynę.

...to jego praca.
Przystawił sobie krzesło i opowiedział im jak dalej potoczyły się losy dziewczyny.

No tak jakby nie miał do tego prawa? Nie bez powodu do dowiadywania się o stanie zdrowia ma tylko rodzina (a i tę można od tego odsunąć).
Gdyby choroba Jolki tylko tak się objawiała to mógłby się nią zainteresować, a tak dziewczyna spędzi pewnie resztę życia na oddziale zamkniętym.

Zabiła mu ciotkę, a ten tylko o cyckach myśli.
Legitne.
Tyle że nie.

Ogólnie:
Cały pierwszy akapit to paskudna ekspozycja. Odklepywanie i odhaczanie z listy kolejnych rzeczy do opisania. Bardziej jak opis konserwatora budynku, z czego zbudowano każde kolejne piętro. Zamiast wplatać informacje w wypowiedzi bohaterów/ich życie, zrzucasz na czytelnika kowadło z masą informacji. Zresztą zupełnie niepotrzebnych. Szczególnie to wyliczanie lokatorów, rety, kogo to interesuje?
W ogóle ten cały Rafał to taki cyborg bez uczuć. Ciotka mu zmarła, pogrzeb był, a on ma to wszystko w nosie. W ogóle tego nie przeżywa, zainteresowany bardziej studenckimi piknikami i cyckami Jolki. Tak samo widzi jakieś napaści, ataki, postrzelenia. I nic.
W ogóle odkąd tylko Jolka się pojawia, od razu wiadomo, że to ona będzie napastnikiem.
Najciekawsze byłoby tu właśnie całe dochodzenie, badanie wszystkiego, odkrywanie zagadki. Ty to pominąłeś. Tak samo w jednym akapicie streściłeś to, co stało się z Jolką. Najciekawsze wydarzenia pominąłeś, wciskając na ich miejsca durne ekspozycje.
Ilość literówek, niedorobionych ogonków i brakujących kropek sugeruje, że nawet nie chciało ci się przeczytać tego tekstu, żeby samodzielnie wymieść co mniejsze błędy. Część podkreśla nawet przeglądarka. Ot, widać, jak szanujesz czytelnika.
A i wypadałoby nauczyć się zapisywać dialogi. To naprawdę nie takie trudne.
Reszta to głupota, głupotę głupotą poganiająca, co wynotowałam wyżej. Całość w ogóle kupy się nie trzyma, a może i trzyma, bo śmierdzi.
Strasznie nie lubię takich tekstów. Bo udają dobre. Są w miarę poprawnie po polsku napisane i na tym kończą się ich zalety. W rzeczywistości to paskudna grafomania. I, jakby się dokładniej przyjrzeć, wcale nie taka poprawna.
I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story.
—Tom Clancy

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 194

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#5 » 7 sty 2018, o 17:20

Mnie to jest jednak trochę smutno, jak ktoś nie odpowiada na komentarz. :(
I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story.
—Tom Clancy

Awatar użytkownika
Gunnar
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#6 » 29 sty 2018, o 11:53

Karen pisze:Na początek trochę uwag odnośnie fabuły, zachowania postaci itp.:
z pewnością wieczorem nigdzie by się nie szlajała
określenie ''szlajać się'' nijak mi tutaj nie pasuje do nie najmłodszej już pani i do atmosfery tekstu - nieco ją psuje, zamiast budować

Rzeczywiście określenie potoczne. Można wymienić na jakieś inne.

Karen pisze:
Strażacy zabezpieczyli miejsce pożaru (co ograniczyło się do przyklejenia czerwonej taśmy na schodach prowadzących na ostatnie piętra) i pozwolili wszystkim wrócić do mieszkań. Oględziny pogorzeliska pozostawili sobie do kolejnego ranka. Rafał nie mógł zrozumieć, dlaczego tylko on zaniepokoił się zniknięciem ciotki. Zasnął z przekonaniem, że jutrzejszy dzień wszystko wyjaśni.
- trochę to dla mnie nierealne i naciągane. Jest pożar, brak jednego mieszkańca, już nie najmłodszej kobiety, która raczej w tym czasie była w budynku, a oni odkładają oględziny na jutro? To się nie trzyma kupy.
Jednak już zezwalając na pogrzeb, dysponowaliśmy pełnym raportem z sekcji zwłok. Jednoznacznie wynika z niego, że pani Helena został ogłuszona, a drewniane piętra waszego domu celowo podpalone.
Seeerio? Zezwalają na pogrzeb i nie mówią wcześniej rodzinie, że w sekcji wyszło zabójstwo? Kolejna przekombinowana i nierealna kwestia.

To jest Polska. Czytając o rożnych realnych sprawach kryminalnych, niekiedy skala zaniedbań, niedopatrzeń czy błędów organów ścigania wręcz zdumiewa. To nie CSI Kryminalne zagadki NY ;)

Karen pisze:
Następnego dnia odbywał się piknik studencki w miasteczku akademickim. Rafał wcale nie miał ochoty tam iść, ale umówił się z Karolem na piwo.
Nie jestem super-hiper wrażliwą osobą, która uważa, że trzeba sztywno przestrzegać żałoby. Ale jego ciotka umarła, do tego w sposób tragiczny, nie naturalny, do tego zamordowana. Trochę mało realne, aby w dzień po dowiedzeniu się, że to było morderstwo poszedł na imprezę studencką.

Zważ, że Rafał siedzi na uboczu, poszedł tam tylko po to, by spotkać się z przyjacielem. Cały czas jego głowę zaprząta sprawa ciotki. Nie ma tu nic nierealnego. Jest w tym miejscu, ale jego umysł jest gdzie indziej. To wprost wynika z tekstu.

Karen pisze:
- Zenek?
- No on. Mówiłeś, że kiedyś agresywnie zaczepiał twoją ciotkę o pieniądze.
- Tak, ale to było dawno. Takie akcje zdarzyły mu się ze dwa razy. Zazwyczaj jest spokojny.
- Może w zeszłym tygodniu trochę przesadził z agresją? –
''przesadził z agresją''? Dziiiiiwneee sformuowanie. Może przesadził z alkoholem i zrobił się agresywny/ wybuchnął złością?

Może i dziwne, ale padło z ust jednego z bohaterów. Mają prawo do dziwnych sformułowań, slangu czy nie wypowiadania się wzorową polszczyzną. Co innego narrator co innego wypowiedzi postaci.

Karen pisze:
Taka wersja jednak nie przemawiała do Rafała. Ciotka była osobą, która potrafiła się bronić w razie napaści, co już kiedyś udowodniła.
Odrobinkę naciągane lub wymagające słowa wyjaśnienia wg mnie. Bo on student, więc ciotka raczej już nie tryskająca energią 30, max. 40 latka. Wydaje mi się, że nawet jeśli była w super formie, to nie powinien z taką pewnością od razu odrzucać opcji napaści.

Ciotka ukończyła kurs samoobrony dla seniorów :D
A na poważnie, to opinia bohatera. Może się mylić, może dochodzić do mało racjonalnych wniosków.
Nie należy oczekiwać po postaciach, że będą miały wiedzę, czy logiczny sposób wnioskowania jak to oczekujemy od narratora wszechwiedzącego.

Karen pisze:
przyspieszył kroku. gdy nagle podjechał do niego radiowóz. Rafał przystanął. Z samochodu wysiadł oficer Mazurkiewicz prowadzący sprawę pożaru.

Chwilę po wyjściu Rafała do pokoju nieśmiało wsunął się starszy, szczupły mężczyzna.
- Pan inspektor Mazurkiewicz? – zagadnął cicho.
- Tak, o co chodzi?
- Ja w sprawie pożaru...

I tak nagle, od razu po wyjściu Rafała, wpada ten bibliotekarz, no idealnie w czas! ;) Te dwa powyższe fragmenty, sprawa z odłożeniem oględzin na następny dzień i powiadomienie o podejrzeniu mordestwa już po pogrzebie - tą są takie miejsca w fabule, gdzie trochę przekombinowałeś, żeby Ci to pasowało do fabuły, takie ułatwienia dla popchnięcia akcji w dobrym kierunku, ale wszystkie razem tworzą obraz takiego na siłę kierowania zdarzeń w danym kierunku. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi. Powinieneś w takich kwestiach popracować nad realnym uzasadnieniem zdarzeń albo rozwlec je w czasie, żeby to wyglądało bardziej prawdopodobnie, naturalnie.

Karen, to pewne uproszczenia fabularne, które funkcjonują we wszystkich kryminałach, filmach o tej tematyce czy nawet wspomnianych serialach CSI (gdzie morderstwo zawsze jest nad ranem a do południa sprawa jest rozwiązana, a po drodze mają już dowody na kilku podejrzanych i parę zwrotów akcji). To sprawa naturalna dla gatunku, to jak kręcenie w filmach scen dziejących się w nocy. Zawsze jest wtedy nienaturalne niebieskawe światło z góry. Widz to wie, filmowiec też - ale to sprawa pewnej umowy między widzem a realizatorem i samo się rozumie.

Karen pisze:
psychodeliczne freski oparte na wyobrażeniach pozagrobowych starożytnych Babilończyków. Podobno była pod wpływem Anielskiej Ikony.
Trochę naciągane i przekombinowane to nazewnictwo :D I co ten Babilon w biednej PL robi?

A to z fabuły wynika. Nie widzę tu nic naciąganego ani przekombinowanego.

Karen pisze:
- Podobno w grubych podłogach ostatnich pięter są zamurowane zwłoki dzieci, ofiar Elżbiety.
I co, ktoś wiedział to z rodzinnej księgi - poprzedni bibliotekarz, pani Helena, jej rodzina ze starszego pokolenia i nikt nie wpadł na pomysł, żeby zawiadomić policję? No bo ok, może to rodzinna legenda, ale takie coś chyba warto sprawdzić, nie?

A jak usłyszysz urban legend to biegniesz od razu na policję? :D
Poza tym, jeśli chodzi o zwłoki sprzed 200 lat, to tu policja wiele nie pomoże.

Karen pisze:
- Teraz? – przerwał chłopak. Częstotliwość kontaktów z policjantem zaczynała być uciążliwa.
Serio? On jakoś słabo przeżywa tą śmierć ciotki, a jednak skoro mieszkali w jednej kamienicy, to jakoś tam powinien być do niej przywiązany. Do tego fakt, że została zamordowana powinien potęgować raczej poczucie straty, rozgoryczenia, niesprawiedliwości itp. No i powinien się cieszyć, że policja stara się sprawę rozwiązać, a nie kręcić nosem, że do niego często dzwonią.

To, że mieszkali w jednej kamienicy o zażyłości emocjonalnej nie świadczy. Młody student i starsza pani, zwłaszcza, że mieszkają osobno, prowadzą bardzo odległe żywoty. Samym wstrząsem jest morderstwo a nie jakaś nad wyraz bliska więź. A stosunek rozrywkowego studenta do instytucji policji pominę milczeniem :D

Karen pisze:
Rafał ciężko westchnął w tym momencie opowieści. Gdyby choroba Jolki tylko tak się objawiała to mógłby się nią zainteresować, a tak dziewczyna spędzi pewnie resztę życia na oddziale zamkniętym.
Once again. Serio? Psychostudentka zamordowała mu ciotkę, a jego głównym zmartwieniem i finalną konkluzją jest to, że szkoda, że ześwirowała, bo może by coś z nią ten tegens? <hahaha>

Karen, Karen, przecież to z treści wynika. "Gdyby tylko tak objawiała się" - Czyli jak? Ano, że o siebie dba i jest "ostrą laską".
Wyrażenie "tylko tak" wyłącza, że oprócz tego stała się morderczynią. Myślałem, że się to rozumie samo przez się.
"Zaufanie to w tym świecie towar deficytowy i luksus, na który nie zawsze nas stać" (Gunnar)

Awatar użytkownika
Gunnar
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 29

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#7 » 29 sty 2018, o 13:09

Briala pisze:Mnie to jest jednak trochę smutno, jak ktoś nie odpowiada na komentarz. :(

Tak długo nie było żadnych komentarzy, że w pewnym momencie przestałem sprawdzać.
Dzisiaj zajrzałem przez przypadek i zobaczyłem, że coś się pojawiło, więc niniejszym odpowiadam.

Po pierwsze doceniam ogrom pracy i rzetelne podejście do poprawiania.
Obecnie jestem na wyjeździe, ale gdy wrócę zabiorę się do wprowadzania poprawek technicznych.

Briala pisze:
Rafał otwarł na oścież drzwi, cofnął się do mieszkania.

^Otworzył. Otwarł to archaizm.

Co błędu nie czyni. Osobiście się nim posługuję w mowie potocznej.

Briala pisze:
Powoli wstał z wielkiej fotelowej ławy, delikatnie układając na niej dziewczynę.

^Po pierwsze nie mógł jednocześnie wstawać, układając ją na ławie. Po drugie, wtf? Ławy są przecież drewniane. I w ogóle się nie obudziła?

Jak najbardziej mógł. Opierała się o niego, więc bardzo powoli wstając, jednocześnie układał ją tak, by się nie przebudziła. Raczej nietrudno sobie coś takiego wyobrazić. Ława może być obita, to dwa. A, że się nie obudziła? To już ma związek z jej stanami psychicznymi zmienionym przez chorobę.

Briala pisze:
Klucze posiadała jedynie pani Helenka, która i tak nigdy tam nie zaglądała.

I co, jakby coś gniło na tych ostatnich piętrach, to by czekali uciesznie, aż im strop na głowę spadnie? Żaden konserwator zabytków się tym niszczejącym XVIII-wiecznym budynkiem nie zainteresował?

Raczej nie gniło, ale zgniło już 200 lat wcześniej. A co do konserwatora - wiesz ile zabytkowych budynków wyburzyli deweloperzy na terenie Warszawy (i nie tylko) bez wiedzy konserwatora zabytków?

Briala pisze:
- Widziała pani moją ciocię? – spytał zaniepokojony Rafał, podchodząc do pani Stefanii.
- Widzisz, co to się Rafałku porobiło. – Drobna staruszka pokręciła głową nie odpowiadając na pytanie.

Stefcia już ciężką demencję przeżywa, że nie potrafiła odpowiedzieć? :v

Parkinsona w zaawansowanym stadium. Wiesz jak wygląda komunikacja z takimi osobami? Ja wiem, bo mam w rodzinie.
To już takie czepianie się na siłę :P

Briala pisze:
- To na pewno zwarcie przedwojennej instalacji. A mówiłem, przecież mówiłem, ale nikt nie chciał słuchać – wściekał się pan Nowak, aż żyłka na czole mu drgała – ale miasto nic nie mogło zrobić, bo oczywiście ten przeklęty dom nie ma uregulowanej sytuacji prawnej. – Była to aluzja do ciotki Rafała i tego, że mogłaby się starać o zwrot całej kamienicy.

To z jakiej paki oni tam mieszkali? Jakim cudem prawnie im na to pozwolono? Komu płacili czynsz, skoro nie wiadomo, do kogo ten budynek należał?

Po pierwsze było wyjaśnione na wstępie - komuniści po wojnie dokwaterowali - to potomkowie dokwaterowanych.
Po drugie sprawy kamienic, ich nieuregulowanej sytuacji prawnej, czyściciele kamienic, sytuacja lokatorów i te sprawy - słyszałaś co nieco? Bo o tych sprawach to w co drugich wiadomościach trąbią.

Briala pisze:
Musimy ocenić czy pożar nie zagroził konstrukcji budynku – zapewnił kapitan. – Jeśli trzeba będzie wszystkim zostaną przydzielone lokale zastępcze.
Okazało się to jednak zbędne.

Przed momentem spaliło się najwyższe piętro budynku. Przecież jak się tam zawali strop, to automatycznie wszystko sypie się jak domek z kart. Naciągane to jak guma od gaci założonych na przejedzonego płetwala błękitnego z wzdęciami.

Z tekstu wynika, że nie był to niszczycielski pożar. Szybko udało się go ugasić. I był na przedostatnim piętrze, nie na ostatnim.

Briala pisze:
Oględziny pogorzeliska pozostawili sobie do kolejnego ranka.

...co
A rano, jak wszystko się posypie, to będzie „spadło, to spadło, po co drążyć temat?”. Jak jest taka sytuacja, to strażacy pracują nawet w nocy. Do pożaru też przyjadą sobie z rana, żeby było spokojniej? Przecież tam się może coś żarzyć jeszcze. A oni tak po prostu to zostawiają w cholerę i jadą sobie w siną dal.

Chudziło ogólnie o służby. To może w tekście doprecyzuję. Strażacy zrobili co do nich należało i pojechali. Inne służby mające za zadanie stwierdzenie przyczyn zajścia zostawiają sobie sprawę do jutra, gdyż nie jest to sprawa aż tak pilna, by pracować po nocach.

Briala pisze:
Rafał nie mógł zrozumieć, dlaczego tylko on zaniepokoił się zniknięciem ciotki. Zasnął z przekonaniem, że jutrzejszy dzień wszystko wyjaśni.

Tak się przejął, że aż poszedł spać. Aha.

Ludzie bardzo różnie reagują w sytuacjach stresowych. Poza tym było to zaniepokojenie, nie obgryzał paznokci z tego powodu.

Briala pisze:
- Twojej cioci nie było w mieszkaniu, strażacy sprawdzili – poinformowała stojąca niedaleko pani Nowakowa. – Może poszła do sklepu.
(...)
- Mamy dla pana przykrą wiadomość. Podczas przeszukiwania pogorzeliska znaleźliśmy ciało pańskiej ciotki.

To jak oni w końcu sprawdzili? Weszli, zapytali „halo, jest tu kto?” i wyszli, bo ciało nie odpowiedziało?

A gdzie znaleziono ciało? Nie w mieszkaniu, tylko na opuszczonym piętrze. Mieszkanie zostało sprawdzone i rzeczywiście nikogo tam nie było. Nie spłonęły mieszkania tylko opuszczone piętro. Wydawało mi się, że jasno było to opisane.

Briala pisze:
Za chwile podjadą samochody i zabierzemy państwa na komendę.

To co, oni na monocyklach tam przyjechali? I tak wszystkich naraz pakują do samochodów? Przecież terminy przesłuchań się ustala, a nie że „elo, ładujcie się do bagietbusa, jedziemy bagietować”. Nikt tam jeszcze nie jest oskarżony o morderstwo, borze szumiący. Innocent, until proven guilty.
Oficjalnie sprawa dotyczyła ustalenia przyczyny pożaru. Wyniki sekcji zwłok nie były jeszcze znane. Na miejscu cały czas pracowali policyjni specjaliści, zbierając ślady.

Ci policyjni specjaliści powinni tam wejść na moment po ugaszeniu pożaru i określeniu, że jest dość bezpiecznie, żeby tam wejść. Przecież przez noc potencjalny morderca/podpalacz miał czas, żeby tam wejść i usunąć ewentualne dowody zbrodni. Nie wspominając już o gapiach czy głupich dzieciakach.

O pracy policji i uproszczeniach fabularnych napisałem w poprzednim poście.

Briala pisze:
Tym razem przesłuchanie przebiegało w nerwowej atmosferze.

Zrobili przesłuchanie, puścili wszystkich do domu i zezwolili na pogrzeb, JUŻ WIEDZĄC, że ktoś tę babcię zrzucił z rowerka, a potem robią sobie drugie przesłuchanie, bo czemu nie? Umieram wewnętrznie.

Nie umieraj. Z treści wynika, że posiedli taką wiedzę po pierwszym przesłuchaniu.

Briala pisze:
Popatrzyła zalotnie, pochylając się nad nim tak, że poczuł ogórkowe perfumy.

Ja wiem, że perfumy czasem mają w sobie trochę ogórka, no ale generalnie raczej taki średni marketing, żeby ktoś kupował „odór de ogór”.

Na kobiecych perfumach się nie znam, ale pamiętam czas (może taka moda) gdy co drugie waliły ogórem :D


Briala pisze:
Rafał odruchowo objął ją ramieniem

Z naprzeciwka stołu. Tak.

Nigdzie nie jest napisane, że siedział po przeciwnej stronie :P

Briala pisze:
Mazurkiewicz przeglądał ją, a z natury ciekawski historyk, który zabrał się razem z nim, zaglądał mu przez ramię.

I jakim prawem on to robił?

Wziął go jako specjalistę posiadającego wiedzę w sprawie. Gdy okazało się, że to nie tylko zagadka historyczno-archeologiczna wyprosił go.


Briala pisze:
– Zadzwonię po nasz zespół operacyjny, musimy jeszcze raz przeszukać kamienicę.

W ogóle Rafał znajduje jakąś teczkę z informacjami o pożyczkach w mieszkaniu ciotki. Ta policja to jakaś niedomagająca mocno. Przecież skoro ustalili już, że została zamordowana, to CZEMU NIE PRZESZUKALI JEJ MIESZKANIA, CO?

No to właśnie polska policja :D Pisałem o tym w poście powyżej.

Briala pisze:
Ściągnięcie tynku odsłoniło fragment fresku przedstawiającego kozłokształtne babilońskie bożki znęcające się nad tymi co trafili do krainy ciemności.

Chyba już nawet nie liczę na to, że zdajesz sobie sprawę, że dokopanie się do takich fresków to nie jest kwestia walnięcia młotem w ścianę, tylko ostrożnego ściągania warstwy po warstwie. W ogóle jakim cudem te freski przetrwały pożar — pewnie nie będzie mi dane się dowiedzieć.

Bo były pod tynkiem?

Briala pisze:
Pod reflektorem oświetlającym dziurę w podłodze siedział pracownik laboratorium.

No mnie to bardziej wygląda na pracownika terenowego, skoro nie siedzi w laboratorium, tylko jest w terenie.
Ale mogę się mylić.

Pracownik laboratorium nie może jeździć w teren?

Briala pisze:
- Mogę się założyć, że to nie jedyne kości jakie tu znajdziemy – triumfalnie stwierdził bibliotekarz.

To w końcu bibliotekarz czy historyk.

A historyk nie ma prawa wykonywać zawodu bibliotekarza, albo mieć podwójnego wykształcenia?


Briala pisze:
Po kilku minutach znów włączyły się światła, a korytarz zaroił się od policji i ratowników medycznych,

Bo w Polsce wcale na przyjazd karetki nie trzeba czekać pół godziny.

Może pogotowie było niedaleko :D
Czyli co? Policja powinna pracować jak w CSI a pogotowie jak w komunie? :D

Briala pisze:
Gdyby choroba Jolki tylko tak się objawiała to mógłby się nią zainteresować, a tak dziewczyna spędzi pewnie resztę życia na oddziale zamkniętym.

Zabiła mu ciotkę, a ten tylko o cyckach myśli.

To już też wyjaśniłem w poście powyżej.



Briala pisze:Ilość literówek, niedorobionych ogonków i brakujących kropek sugeruje, że nawet nie chciało ci się przeczytać tego tekstu, żeby samodzielnie wymieść co mniejsze błędy. Część podkreśla nawet przeglądarka.

Pozory mylą. Ten tekst był poprawiany kilkakrotnie. By wyeliminować 99,5% błędów to czytam teksty po kilkadziesiąt razy. Ale nie wszystkie, ze względu na czas, jestem w stanie tak potraktować.

Briala pisze:Reszta to głupota, głupotę głupotą poganiająca, co wynotowałam wyżej. Całość w ogóle kupy się nie trzyma, a może i trzyma, bo śmierdzi.
Strasznie nie lubię takich tekstów. Bo udają dobre. Są w miarę poprawnie po polsku napisane i na tym kończą się ich zalety. W rzeczywistości to paskudna grafomania. I, jakby się dokładniej przyjrzeć, wcale nie taka poprawna.

Oczywiście masz prawo do swojego zdania. Doceniam i szanuję ogrom pracy jaki włożyłaś w poprawki i na pewno z nich skorzystam. Co do uwag "logicznych" - część jest w pewien sposób uzasadniona, jednak większość to takie "czepialstwo dla samego czepialstwa".
Ogólnie rzecz biorąc tekst ten zamieściłem na trzech różnych forach, poza internetem też kilka osób go czytało. Jak dotąd jesteś jedyną osobą, której tak dobitnie się nie podobał. Nie chce przez to oczywiście powiedzieć, że to coś dziwnego :D Traktuje to jako element rozkładu normalnego opinii. Wszystkim nie dogodzi :D

Tak czy inaczej, raz jeszcze dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam :)
"Zaufanie to w tym świecie towar deficytowy i luksus, na który nie zawsze nas stać" (Gunnar)

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#8 » 29 sty 2018, o 13:31

A ja jestem pełen podziwu wobec Karen i Briali za powyższe! Pełna profeska! :)

Fenrir
redaktor prowadzący Fantazmatów
Posty: 140

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#9 » 29 sty 2018, o 13:58

To i ja wieczorem, jak znajdę chwilę, się przyłączę. :>

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 194

Dom na nawiedzonym wzgórzu

Post#10 » 29 sty 2018, o 14:58

Gunnar pisze:Tak długo nie było żadnych komentarzy, że w pewnym momencie przestałem sprawdzać.
Dzisiaj zajrzałem przez przypadek i zobaczyłem, że coś się pojawiło, więc niniejszym odpowiadam.

No już nie kłam, że nie zaglądałeś. Duralowi odpisał duch widmo?

Gunnar pisze:Co błędu nie czyni. Osobiście się nim posługuję w mowie potocznej.

Tu akurat mój błąd, bo z góry założyłam, że to archaizm (w rejonach Polski, w których mieszkałam, nikt nigdy tego nie używał, za to podobno na południu to codzienność :P tak że pardon).

To już ma związek z jej stanami psychicznymi zmienionym przez chorobę.

O ile mi wiadomo, nie zapadła na narkolepsję.

Raczej nie gniło, ale zgniło już 200 lat wcześniej.

Właśnie dokonujesz samozaorania. Skoro zgniło, to budynek nie powinien być dopuszczony do mieszkania jako grożący zawaleniem się.

A co do konserwatora - wiesz ile zabytkowych budynków wyburzyli deweloperzy na terenie Warszawy (i nie tylko) bez wiedzy konserwatora zabytków?

Ten argument jest tak z nosa, że ja nie mogę. Jeśli robili to bez wiedzy, to później dostali ogromne kary. Ale w większości, zakładam, z wiedzą. Konserwator (mimo że nie powinien, ale często są ludzie na niewłaściwych stanowiskach) zapewne po cichutku wydał zgodę.

Parkinsona w zaawansowanym stadium.

Jeśli musisz wspominać o tym w komentarzu pod tekstem, to nie najlepiej świadczy to o tekście, skoro w nim o tym nie wspomniałeś.

Po drugie sprawy kamienic, ich nieuregulowanej sytuacji prawnej, czyściciele kamienic, sytuacja lokatorów i te sprawy - słyszałaś co nieco? Bo o tych sprawach to w co drugich wiadomościach trąbią.

No właśnie – to tym bardziej, dlaczego nadal tam mieszkają? Nikt się nie zainteresował sytuacją prawną tego budynku? Nikt nie wyczuł łakomego kąska?
Dziwne wiadomości muszę czytać, bo w większości gadają o polityce albo Nanga Parbat. ;)

Z tekstu wynika, że nie był to niszczycielski pożar. Szybko udało się go ugasić.

Chyba nie masz za bardzo świadomości, jak szybko płoną stare, drewniane budynki, których nikt nie konserwuje.

I był na przedostatnim piętrze, nie na ostatnim.

Dwa ostatnie piętra dymiły osmolone od ognia.

<ok>

Strażacy zrobili co do nich należało i pojechali.

No. Okleili taśmą i nikt tego nie pilnował. Super obowiązki.

Inne służby mające za zadanie stwierdzenie przyczyn zajścia zostawiają sobie sprawę do jutra, gdyż nie jest to sprawa aż tak pilna, by pracować po nocach.

Była realna możliwość, że ktoś podłożył ogień. To jest sytuacja, która zmusza do pracowania przez noc.

A gdzie znaleziono ciało? Nie w mieszkaniu, tylko na opuszczonym piętrze.

Kierujący akcją kapitan straży potwierdził tylko, że przeszukano cały budynek i pani Helenki w nim nie było.

- Twojej cioci nie było w mieszkaniu, strażacy sprawdzili – poinformowała stojąca niedaleko pani Nowakowa. – Może poszła do sklepu.

<ok>

O pracy policji i uproszczeniach fabularnych napisałem w poprzednim poście.

To są idiotyzmy i nieznajomość pracy policji, straży pożarnej i zerowy research, nie uproszczenia.

Na kobiecych perfumach się nie znam

Jak się na czymś nie znasz, to masz dwa wyjścia:
a) robisz research
b) nie piszesz o tym

Nigdzie nie jest napisane, że siedział po przeciwnej stronie

Usiadł jednak za stołem

Powoli wstał z wielkiej fotelowej ławy

Najpierw siedzą przy/za stołem, potem nagle na ławie? Kto ma w mieszkaniu ławę przy stole?

Ława może być obita, to dwa.

Nadal nie ława będzie fioletowa, tylko obicie. To, że robisz strumienie świadomości w tekście świadczy tylko o twojej nieporadności jako pisarza.

Wziął go jako specjalistę posiadającego wiedzę w sprawie.

Dzień dobry, jestem specjalistą, bo tak mówię, proszę mnie zabrać na miejsce zbrodni.

No to właśnie polska policja :D Pisałem o tym w poście powyżej.

Za przeproszeniem: ale ty głupoty pleciesz. Każdą swoją nieznajomość realiów tłumaczysz nieporadnością polskiej policji. Żyjemy w XXI wieku, polska policja rozbija gangi narkotykowe, przechwytuje przemytników itp., no ale hihi tacy głupiutcy i nieporadni jak w taniej komedii. Serio myślisz, że ich nieporadność raz, drugi, piąty i dziesiąty by im uszła na sucho?

Bo były pod tynkiem?

Naprawdę nie chce mi się robić ci tu wykładu na temat tego, jak trudno odsłonić takie rzeczy, a już tym bardziej nie chce mi się mówić o tym, że tam były dwa pożary, nikt tego budynku nie konserwował i to powinno zniszczeć już dawno, dawno temu.

Pracownik laboratorium nie może jeździć w teren?

Może być jednocześnie jednym i drugim, nigdy jednym albo drugim. Nie bez powodu często są inne osoby zajmujące się zbieraniem dowodów oraz inne od ich badania. Bo w obu przypadkach stosuje się inną metodykę.

A historyk nie ma prawa wykonywać zawodu bibliotekarza, albo mieć podwójnego wykształcenia?

No to może o tym wspomnij? Nie trzeba mieć też odpowiedniego wykształcenia, żeby pracować w bibliotece.

Może pogotowie było niedaleko :D
Czyli co? Policja powinna pracować jak w CSI a pogotowie jak w komunie? :D

Naprawdę masz zerowe pojęcie na temat wzywania karetki. To nie jest tak, że pan policjant dzwoni sobie do ziomeczków siedzących w karetce, tylko najpierw kontaktuje się z dyspozytorem. I to dyspozytor wybiera jaka karetka (bo są różne), z jakim sprzętem i z jaką załogą pojedzie na ratunek, bo przecież nie puszczą tej samej karetki do kogoś ze złamaną nogą i do kogoś z rozległym zawałem. To nie tak, że sobie wezwą karetkę jak taksówkę, bo akurat byli na hot-dogu ulicę dalej. Długi dojazd karetki jest uwarunkowany też tym, że często musi jechać przez miasto, przepychać się przez korki, debili nieumiejących zjechać na bok albo zwyczajnie w danej chwili może nie być żadnej dostępnej karetki, bo wszystkie będą w akcji. Czynników jest ogrom. Porównywanie czasu dojazdu do sposobu pracy policji jest śmieszne.

To już też wyjaśniłem w poście powyżej.

Zupełnie nie zrozumiałeś komentarza mojego i Karen. Bohater stracił ciotkę, powinien to jakoś przeżyć, cierpieć, a on myśli tylko o tym, jaka to szkoda, bo Jolka ma fajne balony, ale jednak jest trochę krejzi.

Ogólnie rzecz biorąc tekst ten zamieściłem na trzech różnych forach, poza internetem też kilka osób go czytało. Jak dotąd jesteś jedyną osobą, której tak dobitnie się nie podobał. Nie chce przez to oczywiście powiedzieć, że to coś dziwnego :D Traktuje to jako element rozkładu normalnego opinii. Wszystkim nie dogodzi :D

Miliony much nie mogą się mylić.
I do not over-intellectualise the production process. I try to keep it simple: Tell the damned story.
—Tom Clancy

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości