Człowiek, który nigdy nie śpi

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Shiloh
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Człowiek, który nigdy nie śpi

Post#1 » 1 gru 2017, o 23:49

Nie śpię już blisko dwa miesiące. Błąkam się po ulicach miasta. Nazywam się Daniel Hillson. Mam ponad czterdzieści lat, jestem wypalonym zawodowo detektywem policji. Pół godziny rano, w południe i wieczorem spędzam w barach bądź restauracjach, gdzie codziennie jem jajecznicę i popijam sikaczem. Z czego się utrzymuję? Od czasu do czasu znajduję w takich miejscach klientów, którzy zwyczaj z niewyjaśnionych przyczyn stracili kontakt z kimś bardzo dla nich ważnym. Biorę za to ile się da, jeszcze przed robotą. Zwykle znajduję zaginione osoby i wymierzam sprawiedliwość, jeśli zajdzie taka potrzeba i zacieram ślady w miarę możliwości. I dalej błąkam się po ulicach miasta. Miasta, które nigdy nie śpi. Miasta przerażających, białych i szarych świateł, bo ten świat jest dosłownie czarno-biały. Całe to miasto, całe życie straciło dla mnie jakiekolwiek kolory. Żyję nocą. Jestem na nogach przez całą dobę, ale odkąd nie opuszczam ulic i barów, nie kojarzę choćby chwili, w której widziałbym słońce. Słońca nie widać, a księżyc zakrywają chmury. Tylko neony, lampy uliczne i słupy z napisem „Idź” lub „Stój”, dają jakieś oświetlenie, wskazują mi drogę. Oświetlenia mieszkań i innych budynków, do których wstępuje zdają się niemal całkowicie zamglone.
Wypalam całą paczkę papierosów dziennie. Sam początek lat 50. to dla takich jak ja czas znikomej egzystencji, niemal wegetacji. Jeśli nie liczyć kilku nieistotnych zmiennych, to każda kolejna doba wygląda tak samo: jedzenie, spacer, jedzenie, spacer, jedzenie, spacer i tak dalej, czasem śledztwo. Ile ich było? Chyba z dziesięć, ale może mniej. Straciłem rachubę. Niedługo pewnie stracę też poczucie czasu. Robię coś i nic nie robię, przez większość czasu łażę bez celu, niemal codzień rzygam, a flaki mi się niemal wywracają.
To miasto nigdy nie śpi; nie śpię i ja. Boję się, że jeśli zamknę oczy, mój stan się jeszcze pogorszy, ale czy może być gorzej? Kto to wie. Nie zamierzam tego sprawdzać. Dlatego, o ile nie jem lub nie rzygam, cały czas idę. Zwiedziłem chyba już całe miasto, żaden zaułek Nowego Jorku nie jest mi obcy. Cholerne czarnuchy pobiły mnie już trzy razy, w Chinatown też nie było zbyt ciekawie, a Harlem brudził jak węgiel. W Bronksie śmierdzi, Brooklyn to zbiorowisko ważniaków, Staten Island tonie, Wyspa Roosvelta zarasta trawą, Manhattan jest zatłoczony. New Jersey to kłębowisko żmij. A w tym wszystkim ja. Szary człowieczek, jeszcze niedawno prawy glina, teraz prawie menel. Gdy inni mijają mnie na ulicy, bywa różnie. Większość nawet na mnie patrzy, a ci, co zerkną w moją stronę, natychmiast z obrzydzeniem odwracają wzrok. Czy to mnie dotyka? Czy się tym przejmuję? Raczej nie. Po niespełna dwóch tygodniach zdążyłem się przyzwyczaić i jeśli nie muszę, mam ich wszystkich głęboko w dupie.
Jeśli interesuje was mój stosunek do źle podejmowanych decyzji, to powiem wam, że już za bardzo o to nie dbam. Teraz żyję innym życiem. Przeszłość mam za sobą. Nie oglądam się, chyba że muszę szybko sprawdzić, czy ktoś mnie nie śledzi. Zdarzyło się to już kilka razy. Każdy, kto za mną szedł nie tak, jak powinien, skończył w szpitalu, prócz jednego, który skończył w kostnicy. Miałem przy tym tyle sprytu, że nie dałem się zabić, ale wielokrotnie oberwałem tu i tam, cudem wychodząc z tego cało. Wchodziłem tam, gdzie mnie nie chciano, więc teraz trzymam się już od tych miejsc z daleka.

Idę ulicą. Jestem strasznie zmęczony. Nie zasnę, to jest pewne. Nie chcę zasnąć. Ale z drugiej strony pragnę, aby moja historia miała w miarę dobre zakończenie. Nie znam go i nie powiem wam jakie będzie. Dość mam zwierzeń. Wybór pozostawiam wam. Wy zadecydujcie.
Miej nadzieję na najlepsze, szykuj się na najgorsze. - Jack Reacher

Tagi:

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1350

Człowiek, który nigdy nie śpi

Post#2 » 2 gru 2017, o 07:55

Tekst mnie jakoś nie przekonał. Pomysł sam w sobie niezły i może miałby potencjał, gdyby inaczej do niego się zabrał. Wydaje mi się, że cała historia, choć skrócona, miałaby bardziej wyraźny klimat i była ogółem bardziej wyrazista, gdyby zamiast chaotycznych wywodów, które ledwie napominają o codziennych przeżyciach bohatera, opowiedzieć historię z danego dnia, a potem wrócić do meritum sprawy, że miasto nie śpi i on też nie śpi. ;)

:piorko:
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości