Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Maja czeka nagroda książkowa - powieść ''W imię dziecka'' autorstwa Iana McEwana!

Obrazek

Czerwona kiecka

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Czerwona kiecka

Post#1 » 12 sty 2018, o 20:55

Słońce wyszło zza starych firanek.
Rysiek obudził się w świetnym humorze, bo miał całe dwadzieścia złotych. A przecież wczoraj nie był sknerą, tylko postawił kolegom po trzy mocne browary, na upale, skutkiem czego tak się pięknie na ławeczce narąbali, że aż nie pamiętał jak wracał do domu…
Chyba jeszcze później wyszedł z psem, bo nigdzie nie było nasrane.

Jak mu się udało zaoszczędzić taką kasę? Zwyczajnie – mądry był, bo choć miał pięć dych (z groszami), to na dwór wziął ze sobą tylko trzy, a resztę zostawił na jutro, czyli na dziś. Zostawił też sobie osiem papierosów z paczki, a pozostałe wypalił i rozczęstował.
Można powiedzieć, że wczorajszy Rysiek zostawił dzisiejszemu piękny prezent: dwie dychy i osiem szlugów! Żyć nie umierać!

Dziś nie będzie już nikomu stawiał, ani nikogo częstował. I tak nikt nie wie, że Rysiek ma jakąś kasę. Przeciwnie, mógłby sam wyjść na sępa, ale na razie nie wychodził, bo miał pewien plan na popołudnie, albo i na wieczór.

Ale zaraz… Skądże wziął wczoraj te pięćdziesiąt złotych? Jak myślicie? Zarobił?
Ech, niestety, nikt nie potrzebował Ryśka do roboty, mimo jego kwalifikacji i mimo telewizyjnego pierdolenia, że bezrobocie spadło do rekordowo niskiego poziomu.

Ukradł może? Nie, Rysiek nie kradł. Wszędzie pełno kamer, policji, społeczniaków, itepe. Za duże ryzyko – Rysiek świetnie rozumiał, że lata dziewięćdziesiąte skończyły się bezpowrotnie – głupi to on nie był!

A może to był prezent? Haha, kto by dał prezent pięćdziesięcioletniemu pijakowi? Jedynie siostra dawała mu skarpetki na Wigilię i dezodorant na urodziny, tyle, że w lipcu ani się Pan Jezus nie urodził, ani Rysiek. Obaj w grudniu: Rysiek na początku, zaś Pan Jezus pod koniec.

Nawiasem mówiąc, siostra i tak kupowała żarcie dla psa, no ale to jej pies był wcześniej, a on go wziął do siebie, bo najmłodszy dzieciak alergii dostał. Łaski więc nie robiła. Powinna mu jeszcze płacić za to wychodzenie z nim, nie płaciła, ale czasem podrzuciła jakieś domowe jedzenie dla ludzi.

No to skąd miał kasę? Nie uwierzycie…
- Panie, ile za te kiecke? Córce bym kupiła – o tak, właśnie tak! Rysiek był wczoraj rano tak zdesperowany, że aż przeszukał szafę z ubraniami po babce, co umarła prawie dwa lata temu. Same stare łachy tam były, a pod nimi niespodzianka: jedna porządna czerwona kiecka zawinięta w folię. Myślał, że dostanie za nią z dziesięć złotych, ale zaryzykował i na widok radosnego spojrzenia pierwszej kobiety, którą spotkał na osiedlowym bazarze, rzucił ambitną cenę:
- Jak dla pani to tylko za pisiont złoty!
Wzięła! Nic się nie targowała nawet. Trzeba było jej powiedzieć, że sto, ale kto wie, może by się obraziła i poszła w cholerę, bo kto da pięćdziesięciolatkowi z alkoholową karierą wypisaną na twarzy, całą stówkę za sukienkę? Starsza sporo była, dziwna jakaś, może wredna, skąd miał wiedzieć…?

I zaraz jak sprzedał, to wymyślił, że kolegom powie:
- Za trzy dychy poszła!
Kupił od razu dziewięć mocnych browarów po 1,89 plus najtańsze fajki (tfu, najtańsze – i tak drogie jak diabli). Dwadzieścia dziewięć złotych i czterdzieści groszy jakoś wyszło.

Dalsze wypadki dnia wczorajszego już znacie: po trzy szybkie mocne browce na upale, no i we trzech gotowi: Rysiek, Misiek i Rudy.

Dziś był nowy dzień i nowe wyzwania.
Rysiek wszystko zaplanował.

Najpierw odgrzeje sobie i zje flaki, które zostawiła mu siostra, bo szwagier się nimi przejadł, a ona się brzydziła.
Później się wykąpie, ogoli, ubierze i do piętnastej będzie się gapił w telewizor. Wreszcie wyjdzie na dwór. Spotka na pewno Miśka z Rudym, więc im powie, że jedzie do siostry pomóc przestawić regał. Oni go spytają:
- Da ci za to jakąś forsę?
A on im odpowie, że od bidnej siostry, co ma trójkę dzieci nie będzie brał pieniędzy.
Rudy będzie chciał go wyśmiać, że taki szlachetny, na co mu Rysiek odpowie:
- A goń sie, kurwa, ty byś coś dziś postawił, bo ja wczoraj wszystkie piniendze wydałem.
Na to Rudy zacznie ściemniać, że ktoś mu wieczorem odda, niby że brat, albo inny swat. Zawsze tak chrzanił.
Rysiek go wtedy zaskoczy:
- Trzymam cię za słowo, Rudy! – roześmieje się i pójdzie na przystanek, że niby do siostry jedzie, a tak naprawdę wcale nie do niej, ale po jaką cholerę miałby o tym mówić Rudemu z Miśkiem?

Pojedzie prawie w to samo miejsce, ale jednak nie do siostry.
Widywał tam Elkę za każdym razem. Pół dnia siedziała na ławce, jaka by pogoda nie była… Podobno przesiadywała tak od dwudziestu lat, odkąd ją mąż zostawił, bo poszedł do jakiejś młodszej. Rysiek patrzył na nią zawsze z balkonu u siostry, z drugiego piętra i widział z tyłu, bo tak była ustawiona ławeczka. Nigdy nie podszedł, nie zawołał, bo i po co? Groszem nie śmierdział, a jeśli już czymś, to tanim, mocnym piwskiem. Nie rozmawiał z nią chyba od upadku komuny – jakoś tak wyszło! Od technikum, bo on skończył technikum, zaś ona liceum, budynek obok.

Jednak dziś to się zmieni o sto osiemdziesiąt stopni. W końcu miał wolne dwadzieścia złotych!
Nigdy nie widział, żeby coś piła, więc pomyślał, że zabierze ją na kawę. Pewnie nie lubi pijaków – pomyślał – postanowił jechać na trzeźwo, wykąpany i ogolony. Nawet wiedział co jej powie.
- Jestem grawerem – powie, bo Misiek jest grawerem, znaczy był kiedyś, zanim poszedł w cug, ale ciągle o tym gadał, dzięki czemu Rysiek miał sporą wiedzę w temacie.
Tym jej może zaimponować, bo prawdą raczej by nie zaimponował…

I powie, że ma urlop, właśnie wrócił ze Szwecji, nie podobało mu się tam, bo za dużo muzułmanów – to akurat wiedział z telewizji. Olśniło go! Do siostry przyjechał z prezentami dla dzieciaków, właśnie w tej Szwecji kupionymi!
Uwierzy. Pomyśli: co za spotkanie po latach! I będzie jego.

Wszystko potoczyło się zgodnie z planem.

- Ela? Kopę lat! – powiedział na jej widok, tak jak ćwiczył całą drogę.
- Rysiek? Rysiek! – ucieszyła się naprawdę.
Uściskali się i zaczęli gadać. Rysiek dostrzegł, że zmieniła się na twarzy, jak gdyby… jak gdyby też lubiła wypić, ale oczywiście nie skomentował. Odwrotnie zrobił – powiedział, że pięknie wygląda i taką ją zapamiętał ze szkolnych czasów.
Poopowiadali o sobie, aż wreszcie Rysiek zaproponował kawę w kawiarni.
- Nie mogę pić kawy – odpowiedziała, więc zaproponował herbatę.

I całe szczęście, że nie mogła, bo najtańsza kawa była tam po dwanaście złotych!
- A żeby ich! – pomyślał, ale uśmiechał się, jak gdyby nigdy nic, bo przecież niby był grawerem, dobrze zarabiał i właśnie wrócił ze Szwecji z prezentami dla siostrzeńców.

Herbata, na szczęście, kosztowała osiem zeta.
- Dwie herbaty! – zamówił i nawet dał dwa złote napiwku, specjalnie, tak by Ela widziała.
- Prawie cztery złote mi zostanie – mruknął zadowolony pod nosem, będzie na dwa mocne piwa później.
- Co, co? – spytała Ela.
- A nic – odparł z refleksem – mówię, że w tej Szwecji drogo jak cholera, a tu całkiem tanie wszystko.

Wypili po herbacie, pogadali, pośmiali się. Dawno nie czuł się tak świetnie. Ona chyba też.
- Może chodźmy do mnie – zaproponowała. Nie mógł uwierzyć we własne szczęście!
- Mama przyjedzie za… – spojrzała na zegarek – dwie i pół godziny.

Dlaczego to powiedziała? Odpowiedź mogła być tylko jedna, więc cieszył się chłop w duchu, że pierwsza randka tak pięknie się ułoży.
- Ma dla mnie jakiś prezent – dodała Ela, ale przecież nie to mu chciała zakomunikować.
Poszli do niej. W drodze Rysiek trajkotał bez przerwy, bo się bał, żeby Elce nie wpadło do głowy po coś wejść do sklepu. Ładnie by wyglądał!

Udało się.
- Przepraszam za bałagan – zdenerwowała się, ale szybko ją uspokoił, że jakby zobaczyła jego pierdolnik, to by nie uwierzyła własnym oczom.
- Napijesz się? – spytała.
- No pewnie – odpowiedział.

I to był błąd. Wyjęła z lodówki trzyczwartówkę wypitą do połowy.
Wypili po małym kieliszku, później po większym i jeszcze większym.

Diabli wiedzą kiedy przyszła jej matka. A oni akurat już spali, nadzy, objęci i pijani.
- Sukienkę ci kupiłam czerwoną, patrz jaka piękna, tylko pisiont złoty dałam! – trajkotała od przedpokoju.
I nagle wrzasnęła.
- A co tu się dzieje, a co tu robi ten menel, co z ciebie za dziwka?! – i tak dalej.
- Mama? – wybełkotała zbudzona Ela.
Rysiek ledwie oczy mógl otworzyć.
- Co kurwa? – wykrztusił.

Matka dalej wrzeszczała, a on rozpoznał w niej babę, której sprzedał kieckę na bazarze.
- To menel! – krzyczała. Skąd taka stara miała siłę tak się drzeć? Rzuciła go w łeb sukienką. Czerwoną sukienką.
Stara wybiegła trzaskając drzwiami.
- Kurwa – jęczał Rysiek.

Elka zaczęła się ubierać. Kazała mu iść do domu, no to poszedł. Pod czaszką kręciło mu się jak w pralce frani. Na przystanku zobaczył, że ściska pod pachą czerwoną kieckę.
Ucieszył się niezmiernie. Będzie na handel!

Tagi:

Awatar użytkownika
Briala
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 175

Czerwona kiecka

Post#2 » 18 sty 2018, o 19:27

Edit: bym zapomniała, różowe to takie mniejsze błędy, coś tam do zmienienia, zielone do wstawienia, czerwone do usunięcia.

aż nie pamiętał, jak wracał do domu…


Zostawił też sobie osiem papierosów z paczki

Zostawił sobie też osiem papierosów z paczki.
Bo chodzi o „też papierosów”, a nie „też sobie i może komuś innemu”. :)

Dziś nie będzie już nikomu stawiał, ani nikogo częstował


miał pewien plan na popołudnie, albo i na wieczór.


nikt nie potrzebował Ryśka do roboty, mimo jego kwalifikacji


zaś Pan Jezus pod koniec

Pan Jezus zaś pod koniec.
Zaś/bowiem stawia się zwykle po drugim, czasem nawet trzecim słowie.
https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zas-i ... 12057.html

Panie, ile za te kiecke

Kieckę.

- Panie, ile za te kiecke? Córce bym kupiła.O tak, właśnie tak!


Same stare łachy tam były

Czasowników raczej nie stawiamy na końcu zdania. Zdaję sobie sprawę, że robisz to generalnie dla stylizacji, ale w tym wypadku spokojnie można przeredagować na: były tam same stare łachy bez uszczerbku dla narracji.

kto da pięćdziesięciolatkowi z alkoholową karierą wypisaną na twarzy, całą stówkę za sukienkę?


Kupił od razu dziewięć mocnych browarów po 1,89

W tekstach beletrystycznych liczby zapisujemy, jeśli się da, słownie. :) Złoty osiemdziesiąt dziewięć byłoby więc lepsze. :)

mocne browce na upale

W upale raczej.

szwagier się nimi przejadł, a ona się brzydziła.

Pierwsze „się” wystarczy, drugie zostaje w domyśle.

zaś ona liceum

Ona zaś liceum.

on skończył technikum, zaś ona liceum, budynek obok.

W budynku obok. Bo teraz wychodzi na to, że skończyła liceum jako budynek, a raczej go nie budowała. ;)

Pewnie nie lubi pijaków – pomyślał.Postanowił jechać na trzeźwo, wykąpany i ogolony.


Nawet wiedział, co jej powie.


- Rysiek? Rysiek! – Ucieszyła się naprawdę.


dał dwa złote napiwku, specjalnie, tak, by Ela widziała.

Bez „specjalnie”, skoro zrobił to „tak, by Ela widziała”, to wiadomo, że było to działanie celowe.

- A nic – odparł z refleksem.Mówię, że w tej Szwecji drogo jak cholera, a tu całkiem tanie wszystko.


- Mama przyjedzie za… – spojrzała na zegarek – dwie i pół godziny


Diabli wiedzą, kiedy przyszła jej matka.


patrz, jaka piękna


- A co tu się dzieje, a co tu robi ten menel, co z ciebie za dziwka?! – I tak dalej.


Rysiek ledwie oczy mógł otworzyć.

Rysiek ledwie mógł oczy otworzyć.
Jak wcześniej, bez uszczerbku dla narracji, a będzie lepiej brzmiało.

Stara wybiegła, trzaskając drzwiami.



O samym tekście mam, tym razem, niewiele do powiedzenia. Ani mnie nie zniechęcił, ani nie urzekł. Jest nieźle napisany. Ładnie utrzymujesz stylizację dla tekstu, poprawnie operujesz słowem, ale tak po prostu mnie nie porwał.

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Czerwona kiecka

Post#3 » 18 sty 2018, o 23:23

Szkoda, żeby Ciebie, piękną i młodą, porwał tekst o starych śmierdzących menelach... :)
Nie po to on jest, pisałem po co wcześniej - nowelki realistyczne robię tylko po to, by za jakieś sto lat wykopał je jakiś "netoarcheolog" i mógł się wczuć w klimat różnicujący współczesne (nam) klastry społeczne.

Dzięki serdeczne za redakcję, kochana jesteś! :)

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1698

Czerwona kiecka

Post#4 » 19 sty 2018, o 09:56

A ja dziękuję za tekst. Wciągnął tak, że nawet nie przeszkadzały drobne babole, które Briala tak pracowicie wypunktowała.

Ech, z jednej strony niewiele potrza do szczęścia, a z drugiej... lajf is brótal end ful of zasadzkas :))

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Czerwona kiecka

Post#5 » 19 sty 2018, o 11:26

Ano. :)
Wyobraź sobie, że ten tekst kosztował mnie jakieś 15 zł, bo postawiłem ćwiartkę i dwa mocne piwa dwóm osiedlowym pijaczkom, żeby posłuchać ich pitolenia. :D

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1698

Czerwona kiecka

Post#6 » 19 sty 2018, o 11:39

Warto było.

Czytałeś Mirkowego Przebiśniega? Przyszła faza na margines życia. Margines życia bywa szeroki, często szerszy od głównego (spokojnego) nurtu i łatwiej pisać nie popadając w trywialność...

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Czerwona kiecka

Post#7 » 19 sty 2018, o 12:04

Nie, ale przeczytam, dzięx! :)
Wiesz co? :P Jeśli to Ci się spodobało, to ciekawe co powiesz na nowelkę o wiejskich bimbrownikach?

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017
Posty: 238

Czerwona kiecka

Post#8 » 9 lut 2018, o 21:02

A mnie ten tekst zaciekawił, poza tym kilka razy uśmiechnęłam się nawet pod nosem. Koniec nieco ostry, ale sama stylizacja robi swoje i to pewnie dzięki niej tak lekko idzie czytanie.
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości