Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Nie pędź tak, prosze...

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Nie pędź tak, prosze...

Post#1 » 13 sty 2018, o 15:54

[uwaga: błędy celowe, proszę je traktować jako środki stylistyczne] :)

Stachu pędził a Nuniek mu pomagał. Jadzia się wkurwiała na to chlanie, ale i liczyć umiała, a wiadomo że pędzone tańsze niż ze sklepu. No i zdrowsze pare razy… A chłop wypić musi, nie ma sie co kłamać, ona zresztą też lubiała sobie po obrządku golnąć. Do tego zawsze można było na handel puścić jak Turysty z rodziny Heńków – sąsiadów – do nich przyjeżdżały na wakacje. Dawały trzy dychy za litra a zadowolone były, że i dzieciakom prezent jaki przywiozły, cukierki młodszym, a starszemu gre na komputer.

Pędziły jeszcze od zawodówki, zamknęły się kiedyś w wakacje w komórce z aparaturą i jabłkami na zagryche. A nagle stary wali w drzwi: chłopaki już wrzesień, mówi, a oni w śmiech… Później kłamały nauczycielowi, że nad morzem były jak pytał co robiły.
– Długo byliście nad tym morzem? – zapytał i pamiętały oba do dziś jego wredne a śmiejące się z nich żółte ślepia.
– Całe wakacje! – wypalił Stachu.
– Dwa miesionce – dodał Nuniek mrużąc oczy.
– Miesiące – poprawił nauczyciel – i za co tam żyliście?
– Pracowalim… pracowaliśmy – odparł Stachu.
– Gdzie?
Stachu nie umiał nic zagadać, spłoszył się, ale Nuniek go poratował.
– W knajpie z rybamy.
Co mógł nauczyciel im wiency powiedzić?

Heńki też kupowały od nich samogon, ino mniej dawały, bo nie były głupie, dwie dychy za litra, ale Turystom nic nie mówiły, a czasem na kreche trza było im dać, bo bidne, ale zawsze oddawały jak przychodziły renty: do dziadka inwalidzka, a do Heńka wariacka, bo se wyrobił papier po pobiciu. Pobiły go jeszcze za komuny, nie milicja, tylko na zabawie w drugiej wsi, zresztą kuzyny po matce.
Ojciec Stacha był najlepszy w pędzeniu. I ze zboża zrobił, i z kartofli, i z cukru jak się dostało taniej po znajomości, aż się zapił na śmierć dobre dziesięć lat temu. Stachu przejął aparaturę, a później po kolei wymieniał części i ulepszał.
Drugie sąsiady, czyli Filipy kupowały tylko od święta, ale od razu dużo: dziesięć, albo i dwanaście litry.

Mocne miały Stachu z Nuńkiem te swoje produkty, bo wychodziło 92%, a oni rozcieńczali pół na pół z wodo i sie robiło 46 voltów. Pędziły na okrągło, bo beczki na zacier aż trzy były duże i dwie mniejsze na w razie co, no a aparatura pracowała jak się patrzy. Po pińdziesiont litry w tydzień robili, tak im się zdawało, bo doliczyć się nie szło. Milicjanty do nich nie przyjeżdżały, bo pod górke było, prawie sześć kilometry od drugiej wsi, na glinie droga i nie chciały brudzić poloneza, zresztą spokój był u nich, w Wyściółku-Kolonii, nikt nic nie zgłaszał, a jak kedyś młody Wojtek Groździak wieś chciał sterroryzować, to go w czterech tak sprały kijamy, że aż płakał i przepraszał przy babach przy kapliczce.

A zresztą, Wojtek Groździak też u nich kupował, codziennie flaszke ale nie litra, bo sam pił i więcej nie mógł. Szejset złoty miał z opieki z gminy i akurat mu starczało na wódke od nich i papierosy ze sklepu. Z matkom mieszkał, to i zagryźć czym było, więc się nie martwił, choć go gnała do roboty. Ale po co on miał robić jak wszystko już miał, a nawet jak chciał na telewizje to szedł do siostry, bo wdowom była i pilnował dzieciaków. Teraz siostra sie cieszyła, bo dostanie tysionc pińcet złoty od państwa.
Wojtek u siostry pilnował dzieciaków, oglądał telewizję, ale i rozmyślał o życiu i sprawach powszednich. O zemście powszedniej, którą się tak naprawdę karmił bardziej niż matczyną strawą.
Wojtek Groździak młodszy był od Stacha i Nuńka, za szczyla go mieli co nie pamięta dobrych czasów, co były na koniec komuny. Ale go to chuj interesowało, bo on chciał mieć całą wieś na własność, upokorzoną i łasząca się do niego jak do pana jakiego, no i nigdzie mu się nie spieszyło przecie.

A oni wcale o nim nie myśleli, tylko o Marciniaku gadali – teraz ile ma emerytury za podlizywanie sie a my pracowniki na południu byliśmy bite i napadane po drugiej zmianie a jemu włos z głowy nie spadł i komu to było potrzebne? Ale w którym to było roku? Nie mogły ustalić i sie kłóciły pijane Stachu z Nuńkiem, co sie kolegowały już od zerówki w siedemdziesiątym ósmym, czy szejdziesiontym ósmym, jak też czasem gadali. I jak już w tej zerówce na wagary poszły, siedziały na przystanku, też im się teraz przypomniało i jak ich nauczycielka znalazła, pani Kolicz-Bacińska, a potem w szkole linijko stłukła na zapleczu. A później jednego i drugiego jeszcze matka zlała w domu paskiem i dobrze wyrośli na kurtularnych ludzi…
– A jak?
– Ci mówie, że w tym to było, sieemsiontym siódmym…
– Ale ty gupi jesteś!
– Sam głupi jesteś!
– To było za stanu wojennego już, jak tu milicja przyjechała wtedy…
Wszedł Misiek Broziak po dwa litry i mu sprzedali za trzydzieści pięć, bo mówił, że mu brakuje i odda jutro, jak mu Anka odda z tygodniówki u Oreckiego na magazynie. Misiek od razu im polał, bo swój był chłop i oni mu polali, nawet zakąskę miał jaką… zdaje sie kiełbase.
Potem poszedł, bo mówił, że do Rójca jadzie po czenści do trachtora.

Zabrali sie zaraz oba do nastawiania z kartofli, a słodu z jęczmienia mieli od groma i ciut ciut. Polali sobie jeszcze aż wszedł Buryś z sąsiedniej wsi, któren tu przyjeżdżał rowerem, a jak padało to pieszo latał te sześć kilometry, bo jechać się nie dało po tej glinie.
Buryś był nawet w świecie znany, bo go podobno kiedyś nagrały kamerom i pokazywały ludziom w internecie jak pijany łazi goły pod sklepem, to sie obraził i tam już nie kupywał, wolał od Stacha i Nuńka kupić i wypić jak wracał.
Buryś opowiedział im jak to tir sie wywrócił na zakręcie i sie końserw wysypało na droge i ludzie torbamy nosili, a synek jego akurat przejeżdżał tojotom to i pół bagażnika nabrał z tej drogi i mu dał torbe całom, to im teraz Buryś przyniós troche. Ucieszyli sie obaj, bo dobre końserwy przyniós z golonkom i pasztet i turystycznom, to mu dali całego litra za to i zasiedli z chlebem to zjeść i wypić. Stachu jeszcze pare końserw Jadzi zaniósł do domu, żeby miała i dzieciakom dała.

Kobita końserwy wzieła, ale mu nakrzyczała nad uchem, że Wielki Post a on tyle chleje i żeby mniej pił w Wielkim Poście. Powiedział jej, że zgoda, on teraz mniej pił będzie, dziś już tylko pół litra wypijom…
– Za dużo pół litra, już masz w czubie, widze przecie – kłóciła się Jadzia, a on ją uspokoił, że to na dwóch te pół litra, bo z Nuńkiem, a może i na trzech, bo pewnie jeszcze Głupi Mietek do nich zajrzy. Mietek był naprawde głupi, śmiały się z niego we wsi, tak gadał pociesznie, ale on renty nie miał wariackiej, tylko robił we młynie na Bujanówce, bo sie matki bał strasznie, a ona mu robić kazała i przynosić piniendze do domu, a sama ciągle chora niby…

Ale dobry był z Mietka chłopak, zawsze jak wracał z Bujanówki, to brał od nich pół litra i ćwiartkie z nimi wypijał, a reszte wlewał se do termosika takiego malutkiego, co mu ciotka kedyś z Ameryki przysłała i macce mówił, że to kawa je.
Stachu wrócił do komórki, a jak szedł to sobie pomyślał o tej końserwie turystycznej i od razu o Turystach co do Heńków przyjeżdżały, znaczy to rodzina ich była, ale miastowa, to i na nich „Turysty” na wsi się wołało. Mogłyby przyjechać, zaraz by się Jadzi poprawił humor, nie marudziłaby mu, ale to długo jeszcze do wakacji, bo pewnie wcześniej nie przyjadom, chociaż kto ich tam wie, może na Wielkanoc wpadnom?

Pies zaczął szczekać, to pewnie przyszedł już Głupi Mietek, bo pies go nie lubiał, to i szczekał jak żołędzie na dzika.
No i Głupi Mietek już był w komórce z Nuńkiem i już polali, ale czekali na Stacha, żeby sie razem napić. Same nie piły, co sie spodobało Stachowi, bo to on był tu gospodorz, a nie Nuniek, wiadomo.
– Przylas gospodorz! – wydarł się Mietek na gospodorza, czyli na Stacha.
– Nie drzyj sie – wkurwił się Stachu, ale lubił jak Mietek śmiesznie sie dar jak chto gupi.

Nuniek sie najwiency śmiał z Mietka, to i go spytał zara, jak wypili i zakonsili końserwom:
– A jak ta w robocie było? We młynie, hehe, u Ździśka na Bujanówce?
– A chuj z to roboto – wrzasnął Mietek. – Wkurwiły mie, bo mi mówi kerownik, że mi sie oczy świecom jak ja pijany czy naśpany by był! Gupi on! – aż nim trząchało, tym Gupim Mietkiem jak to gadał i zabawy była kupa z nim, jak zawsze.
Śmiały sie i piły, ale niedużo, bo ćwiartka na trzech: co to niby jest, po trzy malutke kelonki, abo dwa winksze, abo po niecałe pół sztakanka na ras. Miał już iść Mietek do matki, jak zwykle i ćwiartke se wlać do termosiku, ale Stachu coś nie chciał go puścić i wyjął flaszke z kredensu, żeby Mietek został i pogadał jeszcze. Rzadko tak Stachu robił, ale dziś go tak naszło, to i Mietek został i siedziały jeszcze sie napić. Może to przez to, że mu Jadzia nagadała o tym Wielkim Poście i jakoś tak chciał Gupiemu Mietkowi dobry uczynek zrobić, a nie tylko: płać i wypierdalaj…

Nagle kłopot się zrobił, bo papirosy sie skończyli, bo Mietek nigdy nie miał, a kopcił jak smok, a już było dobrze po szesnastej, to i sklep zawarty. Do Lipalówki trza by było jechać, na stacje, ale nie było jak za bardzo, bo wszystkie pijane, że hej, a pieszo lecić nie byłoby rady, bo to ośm kilometry w jedną stronę, to i by się z pińć godzin zaszło, zanim by w te i nazad poszły… Co tu robić, myślały, aż tu przyjechał Maniek trachtorem i mówi, że Mietka matka szuka po wsi i sie pyta czy wysiat z pekaesu.

– Ale mie ona wkurwia – ryknął Głupi Mietek, już miał iść, ino mu Stachu nie pozwolił.
– Siedź – mówi – zara pojadziem z Mańkiem trachtorem na Lipalówke po papirosy, a matce twojej powiem, że mi pomagasz w obejściu i ja ci zapłace pisiont złoty za dziś i jutro po robocie we młynie.
Sie ucieszył Mietek, bo wiedział, że jak matka dostanie pisiont złoty, to on dwa dni bedzie mógł po robocie we młynie u Stacha i Nuśka w komórce siedzić i pić wódke z nimi!
Nuniek sie śmiał po cichutku i se myślał co ten Stachu taki dobry dla Gupiego Mietka i mu stawia i piniondze obiecuje…
A Stachu sam nie wiedział, ot tak mu się uwidziało i kto mu zabroni, na pewno ani Jadzia, ani Nuniek, ani stara Piernikowa, czyli matka Gupiego Mietka. Chciał nawet na siłę pokazać, że Mietek niegupi wcale, jak się mówi.

Pojechały wreście na Lipalówke na stacje, znaczy Stachu z Nuńkiem zostały a posłały Głupiego Mietka z Mańkiem trachtorem, a Maniek miał go zawieźć na Lipalówke, a później do swojej chałupy, skąd Mietek blisko już bedzie miał wracać, bo jakieś pińć kilometry, to sie przeleci, otrzeźwieje i zara bedzie z papirosamy.

A trachtor tak pyrkotał głośno, że aż obudził Wojtka Groździaka, tego mściwego człowieka, w jego chałupie, że aż mu się wypić zachciało, tak nagle, bo zawsze tylko flaszkie pił i wiency nie potrzebował, a tu taki los… No to wstał i polazł do lodówki, żeby coś zjeść, to mu może chętka na wódke przejdzie i zapomni i znów sie spać położy. Ale zjad i mu nie przeszło, no i patrzy, a on jeszcze kielonka ma, bo zasnął zanim skończył swoje pół litra.

Wypił i sie dopiero wkurwił, że już nic nie ma a to dopiro przed ósmo było, bo akurat matka dziennik ogladała w kuchni w małym telewizorze, którym nie dawała mu kręcić, żeby nie popsuł, ani oglądać, żeby poszedł do jakiej roboty.
I taki zły był, bo poszedby jeszcze do Stacha i Nuńka, ale jak dziś dyche by jeszcze wydał, to za co by kupił co jutro?

I wtedy zapukal ktoś do komórki, aż się przestraszyły oba, bo nikt nie pukał, a to był Buryś z sąsiedniej wsi, ten którego gołego nagrały pod sklepem. Wrócił po co, wódki zapomniał? Aż się Stachu z Nuńkiem rozejrzały po komórce, czy gdzie nie stoi.
A on mówi, a taki smutny i podkurwiony, że dopijał pod dżewem co kupił u nich i słyszy, że o nim gadajo znów i sie śmiejo z jego wioski ludzie.
– Sie gówniarzamy przejmujesz – żachnął się Nuniek.
– Właśnie, kurwa – podsumował Stachu i polał po kielonku.
– Żeby to gówniarzamy… – odpowiedział im Buryś zagryzając golonko z końserwy, którą przyniósł poprzednio. – Ony nie takie gówniarze, Jeziorzyk i Matysiuk, skurwiesyny!
– Ooo tam, dobrze żeś przylas. Ale dziś wesoło bedzie widze, bo i my z Nuńkiem i ty i Gupi Mietek.
– Gupi Mietek bedzie? Matka go puści z chałupy?
- Ja jej powim, że go do roboty wziełem jak wrócił ze młyna w Bujanówce.

Głupi Mietek ważny taki był, wracał od Mańka, który go wiózł trachtorem, aż spotkał matkę, co go szukała wszędzie.
Drzyć sie na niego zaczeła, a on jej, że czterdzieści złoty dostanie od Stacha za pomaganie w robocie jak wróci ze młyna z Bujanówki. Aż sie jej oczy zaświeciły, ale dalej go sztorcowała, bo zobaczyła, że pijany, a jaki miał zreszto być, skoro sie spotkał ze Stachem?
– Zamknij, stara! – wrzasnął wreszcie na pół wsi, a ona aż zadygotała i z łapami do niego i z mordą:
– Uspokój sie, bo zóbaczysz, dostaniesz wpierdol, gnoju jeden!

Ale śmiał sie z niej tylko, bo jak wypił to sie mniej bał i poszet od niej do nich. Cieszył się też, że jej powiedział, że czterdzieści złotych, a nie pisiont, to zawsze mu zostanie na pół litra od Stacha z Nuńkiem.
Tylko musi im tera powiedzić, żeby wiedziały co jej gadać, starej, żeby mu i tej dychy nie zabrała!

A Stacho z Nuńkiem właśnie gadały o pędzeniu, wódka ważniejsza piniendzy i nie wiadomo było ile który zarabiał, bo się doliczyć nigdy nie mogły, a to że u Stacha cały interes, a Nuniek dowozi żukiem co trza i jeździ czasem sprzedać większą ilość do Brzęcławic, tam gdzie skup jest trzody, bo tam nie raz jeden co więcej zamówi i mu trza zawieść do Brzęcławic. Znały się przecie i miały zaufanie oba do siebie, jak brat do brata. Ani głodne nie chodziły oba, ani spragnione, zawsze było co wypić i zakąsić jak należy.

Nuniek ziewnoł i powiedział, że nudy straszne i może by w karty pograć? A umiały wszystkie grać w różne gry, a najbardzej lubiły pokiera na piniondze.
No to zaczeły we trzech z Burysiem grać w pokiera na piniondze, po pińć kart każden i wymiana jedna, po pińsiont groszy na wejście. I grały i sie śmiały na głos, aż Jadzia w chałupie słyszała, że grajo, ale sie nie złościła już, bo Stachu dobrze dzisiaj zarobił na wódce i forse przyniósł, no i te konserwy.

Wtenczas to wstał znowu Wojtek Groździak, co myślał tylko o zemście i pomyślał se, że chuj-tam, on i tak do Stacha i Nuńka pójdzie po flaszke, wyda ostatnie dziesińć złoty, a jutro sie zobaczy, przynajmniej zaśnie tera i nie bedzie słuchał jak matka słucha radia…

Poszet do nich, patrzy a ony w pokiera grajom.

Śmiały sie, że przylas po wódke i kazały mu w pokiera grać, a on że piniendzy ni ma, to mu Stachu wzioł i pożyczył całe trzyjeści złoty, że jakby co to odda jak mu opieka z gminy da te szejset złoty. Bo dobrze sie bawił Stachu i śmiały sie wszystkie i grały. No to został z nimi Wojtek i nawet sie cieszył, że przyszet tu akurat.

Grały i jak raz miał Wojtek, jak już przegrał dziesińć złoty z tych trzyjestu, ale czuł dalej nosem, że wygra jeszcze, miał Wojtek fula po wymianie, bo dostał dwie damy do trzech króli i cieszył sie, że Nuniek nie spasował, tylko postawił aż dwajścia złoty, rzucił je na kozetkie, na której grali i mówi:
– To ja dwajeścia złoty!
No to jak myślita? Nie ucieszył sie Wojtek co miał fula? Ale jak udawał, że sie cyka…
Stachu i Boryś spasowały i patrzyły co bedzie.

No i w końcu mówi Wojtek: to ja dwajeścia i jeszcze dziesińć ostatnie co je miałem na wódke dorzuce.
Dorzucił i Nuniek dyche, że sprawdza, a Stachu z Burysiem tylko patrzał i nie wierzył, bo zawsze grały góra o pińciozłotówki, a tu tera taki hazart… Buryś nie wytrzymał tych emocji i wyszet za potrzebo za komórkie.
Patrzą, Wojtek Groździak ma fula, a Nuniek…?

Nuniek karete rzuca na stół, cztery jopki, równiusio jak snopeczki na polu.
Zatkało Groździaka, bo myślał już, że wygra ośmjesiont złoty, od razu pożyczone trzyjeści odda Stachowi i zostanie mu pisiont złoty na czysto, to i kupi se wódki na zapas.
Ale gówno mu zostało, bo widział Stachu, co był tu gospodorzem, że Nuniek karete miał jopków i Nuniek bierze piniondze za karete, a nie Wojtek Groździak za fula.

I nagle jak nie pierdolnie Groździak Nuńkowi, aż na ściane poleciał, a Groździak wcale nie przestaje sie awanturować, ino bierze butelke prawie pustom, wali nią o kant stołu i z tulipanem chlast-chlast, chce Nuńkowi giembe pocionć! A Nuniek leży pod ściano i nie za bardzo wie co sie dzieje.
Zaczął sie Stachu drzyć, ale chiba by nie zdążył pomóc Nuńkowi, bo wstać nie umiał z krzesła, a tu nagle wpada do komórki Głupi Mietek, bo wrócił z papierosamy i bach-bach, leje Wojtka Groździaka pięściamy, a silny je, przecie we młynie u Ździśka worki cięgiem nosi.
– Ty zóbaczysz – drze się Mietek i leje tamtego.
Tulipan Groździakowi wypadł z ręki i rozbił się o ścianę, aż Stachu po giembie dostał odłamkamy, choć i tak już był kiereszowaty. Głupi Mietek w końcu obłapił Groździaka i ścisnął, aż tamten chrypieć zaczął.
Wstał z podłogi Nuniek, mówi: puść… i w ryja Groździakowi z piąchy. Wyrzuciły go za drzwi, a on zara wrócił i płacze, żeby mu choć flaszke dały i pare papirosów, na co chciał mu znów Nuniek przypierdolić, ale mówi Stachu, że dobra, sie chłopak napił, ale mu przeszło. I dał mu pół litra i pińć papierosy i mówi, żeby siadał, ale nie chciał Wojtek, pochrząkał ino, wziął wódkę w rękaw i do domu poszet.
Przyleciała Jadzia sie pytać co to za awantura, ale powiedziały jej, że wszystko dobrze, tylko Nuniek w ryja dostał, a Stachu odłamkamy z butelki po giembie, ale i tak jest kiereszowaty. Myślała, że sie między sobą biły, jej Stachu z Nuńkiem, ale wyśmiały ją, że głupoty gada, bo to Wojtek Groździak szalał, ale go wyrzuciły we trzech: Stachu, Nuniek i Mietek. Polały Jadzi, bo się tak dziwnie na nich patrzała, a ona powiedziała, że zara wypije i poleciała do chałupy po zakąske jaką.
Dopiro wtedy wrócił Buryś zza komórki, gdzie był za potrzebo, oj nie spieszył sie on, nie spieszył i dobrze, że Głupi Mietek był w samo pore.

Wojtek dotoczył się do domu, do matki, co już na szczęście chrapała, schował wódke pod łóżko, po czym padł na nie z wściekłym rykiem. Czuł się pohańbiony, dostał wpierdol, a jeszcze trzy dychy trza bedzie Stachowi oddać, co mu je pożyczył na pokiera, a on przegrał z Nuńkiem…

Już sie miał powiesić na pasku, ale se o tej flaszce spod łóżka przypomniał, sięgnął po nią i otworzył.

Tagi:

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1737

Nie pędź tak, prosze...

Post#2 » 19 sty 2018, o 22:14

Czytało się znakomicie. Ostatecznie bimbrownik jest jednym z bohaterów moich własnych opowiadań. Aż sobie przypomniałem, że flaszka prawdziwego bymbru w zamrażalniku, obok jakiegoś stumbrasa leży. Jak zjadam śledzika z cebulką, to nalewam sobie niewielki stakanek... zacny jest - rękodzieło kieleckich mistrzów. Kiedyś się flaszka skończyła i musiałem użyć stumbrasa, jednak to już nie to samo.

Może głupio zabrzmi, kiedy Szczepan takie słowa pisze, ale trochę za długie. Nie, nie namawiam do wyrzucenia parę akapitów, ale Twój tekst zdaje mi się dobrym materiał na dwa opowiadania. W pierwszym rozwinął bym temat pokera i wprowadził nieco więcej akcji, a w drugim... pole do inwencji ogromne.

Teraz trochę dziegciu dorzucę.

Poziom edycji marny - w czytaniu przeszkadza. Obowiązkowo, przy takiej ilości dialogów zwłaszcza, dywizy na pauzy zamienić. Akapity oddzialasz pustą linią - można i tak, jednak rozpoczynanie nowego zdania od nowej linii w ramach akapitu niczego już nie wnosi, co najwyżej czytelnik dostaje kociopląsu, oczokwiku i sraczki.

Poprawić warto, bo tekst niezły.

Awatar użytkownika
Palmer
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 162

Nie pędź tak, prosze...

Post#3 » 19 sty 2018, o 22:16

Racja, dzięki. Zdaję sobie z tego sprawę, ale to nie dla mnie robota. Never. :)

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości