USTAWA

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
jakubspyra@poczta.onet.pl
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 6

USTAWA

Post#1 » 19 mar 2018, o 17:13

USTAWA




Wprowadziła wózek do windy. Wcisnęła sensor wiodący na 17 piętro budynku i stojąc naprzeciw lustra, mimowolnie odwróciła wzrok. Spojrzenie skierowała w aluminiowe drzwi. Już od dawna jej własne odbicie pogłębiało siłę frustracji i wstrętu, którego żaden psycholog z doktoratem ugasić nie zdołał. Blisko dwuletni staż wizyt na kozetkach, wręcz rozniecił tę siłę rażenia. Drażniący chłód zawodowego dystansu psychoterapeutów, ich stereotypowy żargon, feministyczna teoria o rujnującym wpływie macierzyństwa, a także o priorytecie uzdrawiającego, kobiecego egoizmu , były dla niej zderzeniem ducha naukowej awangardy z epilepsją dziecka , nadwagą, irracjonalnym poczuciem winy i erupcją autopogardy. Natalia po dziesiątkach przebytych sesji, wiedziała, że depresja w kulturze judeo-chrześcijańskiej przebiega z obniżonym nastrojem i dominującym poczuciem winy, a w krajach islamu, manifestuje się histerią i bólem mięśni ksobnych. Tylko co z tego? Nerwica reaktywna, dysmorfofobia, osobowość masochistyczno-depresyjna, choroba afektywna dwubiegunowa. Każdy terapeuta miał swoją teorię na jej życie, która zwykle brzmiała jak tytuł rozdziału z podręcznika psychiatrii klinicznej. W jej okaleczonej pamięci, najmocniej rezonował tylko jeden pogląd, wyrażony niegdyś przez psychologa-emeryta. Rozumiała tę refleksję, która była dla niej wyjątkowo bliska, jednak także niczego nie rozwiązywała. Stary psycholog powiedział, że jedno spojrzenie w lustro, jest sumą wszystkich lustrzanych spojrzeń z przebiegu całego życia. Jeśli Napoleon Bonaparte, w wieku 30 lat, osiągnął by nagle, w cudowny sposób, wzrost 190 centymetrów, to i tak widziałby w sobie karłowatego chłopca, poniżanego przez wyższych, silniejszych kolegów ze szkoły kadetów. Jeśli anorektyczne bóstwo światowych wybiegów, modelka będąca pop ikoną piękna, spojrzy na samą siebie, to mimo wszystko zobaczy zahamowaną, bezwartościową dziewczynkę z trądzikiem, o ile najbliższe otoczenie, dało jej to niegdyś, w tak krzywdzący sposób odczuć. Natalia także widziała swoje oszpecone, lustrzane odbicie i czuła je, w każdej komórce ciała i ducha.

Drażniący gong poprzedził automatyczne otwarcie windy. Wyprowadziła wózek i z trudem odnalazła pokój 1017, który bez żadnej logiki, umieszczony był po stronie dla numerów parzystych. Po kilku nieskutecznych próbach otwarcia drzwi kartą magnetyczną, weszła do środka. Podniosła dziecko z wózka i położyła je na rozległym łóżku. Wyjęła z torebki klucz ampulowy i zwolniła nim blokadę okna, pozostawiając je lekko uchylone. Położyła się obok Julii. Dziecko emanowało spokojem. Zasnęło w taksówce i spało do tej pory. Skryła maleńką dłoń córki w swojej, płonącej łuszczycą, czerwonej dłoni i patrząc w sufit, na chwilę wróciła do przeszłości. Przyszłości już nie miała.

Siadając na krawędzi łóżka, w zgarbionej pozycji ciała, z niemal bezwładną i ciężką jak z ołowiu głową, wbiła wzrok w podłogę. Po chwili z trudem wyprostowała się i wyjęła z torebki syrop. Oceniła pojemność plastikowej łyżeczki, która była w wyposażeniu hotelowego pokoju. Następnie rozdarła poszarzałą, brudną kopertę formatu A4 i wyjęła z niej równie brudne zdjęcia. Zaczęła je kolejno spalać nad porcelanowym talerzykiem ze złotą koroną, ironicznym jak na tę okoliczność, logo hotelu Royal. Patrzyła jak w każdym gasnącym, spopielanym obrazie, umyka jej życie. Gdy ulatniała się z dymem ostatnia fotografia, zadzwonił hotelowy telefon. Drgnęła. Nie odebrała jednak połączenia. Sięgnęła ponownie do torebki. Wyjęła z niej archaiczny telefon komórkowy i całkowicie go wyłączyła. Nie chciała i nie oczekiwała już żadnego kontaktu. Hotelowy telefon odezwał się ponownie. Zniecierpliwiona agresywnym dzwonkiem, wyrwała kabel z gniazdka. Telefon błogo umilkł, a Natalia wlała do ust wybudzającej się córki, trzy łyżeczki syropu. Intuicyjnie czuła, że jeśli dziecko wybudzi się i otworzy oczy, nie będzie w stanie tego zrobić. A w każdym razie tak zrobić, jak to wcześniej planowała.

Ktoś cicho zapukał do pokoju. Nie zareagowała. Po chwili pukanie stało się natrętne i coraz bardziej głośne. Z niemałym trudem wstała i uchyliła drzwi.

Dzień dobry. Przepraszam, że niepokoję- z dyskretnym zażenowaniem powiedziała starsza kobieta w hotelowym uniformie sprzątaczki - wciąż telefonuje tu recepcjonistka, a pani nie odbiera połączenia. Proszę, by zechciała pani nie palić papierosów w pokoju. Na dole jest palarnia.

Kobieta w uniformie życzliwie uśmiechnęła się i wymownie wskazała palcem na czujnik dymu umieszczony w suficie.

Natalia odruchowo odparła- nie palę! Orientując się w tej niezręczności dodała- paliłam dokumenty…mówiąc to, jednocześnie skierowała swój wzrok na hotelowy talerzyk, pokryty popiołem i jedną, nie całkiem spopieloną fotografią.

Rozumiem. Proszę jednak nie rozniecać tu ognia- uprzejmie poprosiła kobieta.

Pokojowa wyszła, pozostawiając na stoliku dwie małe czekoladki, będące w grzecznościowym zasobie hotelowym.

Natalia poczuła teraz jeszcze mocniej ten impuls, który od roku narastał z każdą chwilą bezradności i przenikającego do samych kości, poczucia krzywdy. Widziała jedynie tylko to rozwiązanie. Definitywne rozwiązanie.

Rozwarła szerzej okno i najbliżej jak mogła, przysunęła krzesło do parapetu. Ostrożnie wzięła na ręce śpiącą Julię. Najczulej przytuliła dziecko i gdy oparła już jedno kolano na parapecie, ponownie usłyszała, tym razem już bardziej energiczne pukanie do drzwi. Zdezorientowana zastygła w bezruchu. Pukanie nasiliło się jeszcze mocniej. Zeszła z parapetu, położyła córkę do łóżka i będąc w stanie niezwykłego odrętwienia, ledwo wydarła z siebie szept- Kto to? Natarczywe pukanie trwało nadal. Jej głos był widocznie niesłyszalny, więc nie chcąc narazić dziecka na wybudzenie, otworzyła drzwi.

W wejściu ponownie ujrzała, tę samą starszą kobietę w hotelowym uniformie. Tym razem nie było w niej cienia życzliwości. Było natomiast widoczne, silne zdenerwowanie. Pokojowa błyskawicznie omiotła wzrokiem całe wnętrze pokoju. Dostrzegła pusty wózek, śpiące w łóżku ubrane dziecko, spalone zdjęcia i… otwarte okno. Jej twarz wyraziła teraz jeszcze większy niepokój. Co pani chce zrobić?! - niemal wykrzyczała, wdzierając się głębiej do pokoju. Nie czekając na odpowiedź, energicznie zbliżyła się do okna. Zamknęła je własnym kluczem i ponowiła pytanie- Co pani zamierza zrobić? Dlaczego otworzyła pani okno?

Po chwili, nie uzyskując odpowiedzi, podniesionym i mentorskim tonem dodała-
Zawsze jest jakieś rozwiązanie! W takich sytuacjach pomoc przychodzi od ludzi. Sama sobie nie pomożesz. A jeśli zechcesz sobie pomóc, to będzie najgłupsza decyzja z możliwych. Nie widzisz świata takim jakim on jest. Potrzebujesz ludzi !

W dojmującym bezwładzie własnego ciała, Natalia wyszeptała- To właśnie ludzie….

Co… ludzie?- zapytała pokojowa.

Natalia, cedząc każdą głoskę, jakby słowa sprawiały jej ból, odparła- Odebrali mi wszystko.

Szkliste, zmęczone oczy kobiety utkwiły w źrenicach Natalii. Pokojowa, wskazała palcem na służbową wizytówkę przypiętą do kieszeni służbowego uniformu i przedstawiła się- Dorota jestem. Mam tu dzisiaj dyżur do dwudziestej.

Natalia nie wypowiedziała kurtuazyjnie swojego imienia, a jedynie opuściła wzrok i wybuchła niemym płaczem. Takie to było łkanie, którego nie widać i nie słychać. Jak płaczą ludzie, którzy przepłakali całe życie i nikt tego płaczu nie słyszał, ani na ten płacz nie reagował.

Pokojowa objęła swoimi dłońmi, drżącą dłoń Natalii i emanując macierzyńską troską poprosiła- Powiedz mi dziecko wszystko. Ale naprawdę wszystko.

Muszę to zrobić- wykrztusiła Natalia martwym, bez emocjonalnym tonem. Ostatnie pieniądze wydałam, by opłacić jedną dobę w tym hotelu i nawet nie mam już dokąd wracać. Poza tym odebrali mi refundację na leki dla córki. Nie zniosę jej kolejnych ataków epilepsji. Nie jestem już w stanie na to patrzeć. Ona cierpi w niewyobrażalnym bólu, a ja nie mogę jej pomóc.

Nie masz domu?- zapytała pokojowa

Nie. Wielokrotnie brałam pożyczki na leki dla Julii, aż komornik zajął mi mieszkanie, a później zasiłki pielęgnacyjne na chore dziecko.

Przecież to niezgodne z prawem ! -oburzyła się pokojowa.

Może niezgodne z prawem, ale zgodne z urzędnikiem-odparła Natalia. Powiedzieli mi, że mogę dochodzić swoich praw w sądzie, ale to bez znaczenia, bo nie mam na adwokata. Słyszałam poza tym, że takie procesy mogą trwać długie lata, a i tak niczego nie zmienią.


Rozumiem- zgodziła się pokojowa –ja też mam podobne doświadczenia. My mieliśmy w rodzinie problem z urzędnikiem w sprawie naszej działki po rodzicach. Jakiś referent w skarbówce zorientował się, że mamy na zgłoszenie darowizny trzy dni i celowo przeciągał przyjęcie naszego pisma do tygodnia, bo taki właśnie miał limit czasu na udzielenie odpowiedzi. Prosiliśmy go jak ludzie, by przystemplował teraz lub w ciągu trzech dni, bo później utracimy prawo do zwolnienia podatkowego. On na to, że jak ma siedem dni na przyjęcie pisma, to przyjmie je dokładnie za tydzień. Oczywiście mógł to zrobić od ręki, bo to tylko stempel. Ile mają władzy, to tak władzą rozporządzają, by jak najwięcej krzywdy narobić. Jak taki od rana zła nie uczyni, to nie zaśnie. Jak cudzych łez nie zasieje, to mu wątroba pęknie. No i bezkarny jak wszystkie inne kasty. Policjant gwałci dziewczynę na komisariacie i jaki ma zarzut? Podejrzenie o przekroczenie uprawnień, oczywiście. Pijany ordynator zadźgał skalpelem swoją kochankę i jaki ma zarzut ? Błąd w sztuce lekarskiej!

Sama więc pani widzi w jakiej pułapce jestem. Moje życie zniszczyła urzędniczka, gdy zabiegałam o częściową refundację leków i kosztów leczenia Julii- odparła Natalia. Ta referentka spóźniła się z przekazaniem mojego podania, bo wyjechała na urlop do Tunezji, nikomu nie powierzając sprawy. Gdy wróciła, było już za późno. Nikt za to nie odpowiada, bo w ich rozumieniu winnego nie ma, a mnie straszyli pozwem cywilnym, gdy domagałam się rewizji tej sprawy. Twierdzą zawsze, że to wina systemu. Nie chce mi się nawet o tym mówić.


Zostawi mnie pani samą w tym pokoju? Proszę!- błagalnym tonem zapytała Natalia- i teraz to ona ujęła dłoń pokojowej w geście desperackiej prośby.

Nie! – stanowczo odparła kobieta. Jest lepsze rozwiązanie, niż to, które planujesz. Myślisz, że jeśli bym nie była pewna innego rozwiązania to powstrzymywałabym cię teraz?

Natalia podniosła wzrok, zaskoczona tym co usłyszała.

Wysłuchaj mnie- ciepło i konfidencjonalnie przemówiła pokojowa . Nie musisz się o nic martwić. Ani o leki, ani o mieszkanie. Zatelefonuję teraz do kogoś, kto ci pomoże. Poproszę, by ktoś cię tu zaraz odwiedził, ale samej cię nie zostawię nawet przez chwilę. Wyjęła z kieszeni uniformu telefon, wybrała numer i niebawem połączyła się.

Dzień dobry. Mówi Dorota z Royala. Jest ze mną pani z chorym dzieckiem, która potrzebuje waszej pomocy- następnie podała numer pokoju i zadeklarowała, że poczeka tu do skutku.

Po rozłączeniu, zwróciła się do Natalii- Ktoś ci niebawem pomoże. Długo czekała nie będziesz. Ten kto udzieli ci pomocy jest blisko. Jest w tym budynku, tylko w innym skrzydle.

Zrobić ci herbatę?- zaproponowała. Nie. Dziękuję –odparła Natalia i zapytała- Czy ja muszę za tę pomoc zapłacić?

Nie musisz. Nie byłaby to wtedy żadna pomoc, tylko usługa- pokojowa uśmiechnęła się życzliwie i na chwilę zatonęła we własnych myślach.

Czasem warto zrobić coś wbrew sobie, wbrew własnym regułom. Na przykład powierzyć swoje życie w cudze ręce. Wiec spróbuj zaufać, choćby nawet po raz ostatni. To tak, jak mówi Kinga, krupierka z naszego, hotelowego kasyna. Twierdzi, że gdy w ruletkę gra dziewięciu biedaków i jeden milioner, to jakby nie obstawiali, zawsze od stołu odejdzie dziewięciu tych samych biedaków i jeden, jeszcze bogatszy milioner. Jak mieli gołe dupy, tak maję je gołe nadal. Bo kto wygrał? Oczywiście milioner. Jak miał dużo, tak ma teraz jeszcze więcej.

Są ludzie, którzy mają w życiu tylko pasmo szczęścia, bez najmniejszej porażki. Kierują się jakimś innym rytmem niż wszyscy. Znają ten rytm i są mu posłuszni. Tak samo przegrani. Mają własny rytm i własne reguły, które sprawiają, że co by biedak nie zrobił, co by nie wymyślił, to i tak wszystko mu się spieprzy.

Być może warto zrobić w życiu coś zupełnie odwrotnie, niż by się chciało. Szczególnie, gdy się jest wiecznym przegranym. Na przykład oprzeć się na kimś innym, powierzyć najistotniejsze decyzje komuś innemu.

Pokojowa umilkła, zatapiając się w swojej refleksji, a Natalia stwierdziła- dużo w tym racji, pani Doroto. Bardzo dużo.

Uniwersytet życia- odparła pokojowa, uśmiechając się jakby sama do siebie.

To niech mi pani powie, jak mam przerwać swój fatalny rytm, nie skacząc z tego okna? - zapytała Natalia.

Kobieta spojrzała Natalii prosto w oczy i w milczeniu pokiwała głową, tak jakby chciała powiedzieć- Oto właściwie pytanie.

Natalia przerwała tę wymowną ciszę- Nazywam się Natalia Ziętkiewicz, mam 32 lata i chcę to wszystko zakończyć. Nigdy nie spotkałam kogoś, kto bezinteresownie zechciałby mi pomóc.


Na twarzy sprzątaczki ponownie pojawił się zmęczony uśmiech i po sekundzie odparła- Zwracaj się do mnie po imieniu, już ci się przedstawiłam. Bezinteresowną pomoc uzyskasz jedynie od doktora Stefańskiego i jego współpracowników. Ja sama niewiele mogę. Wiem tylko tyle, ile mnie samo życie nauczyło. Za chwilę przyjdzie doktor i wtedy poproszę cię, byś pozwoliła mi zamienić z nim parę słów. Przejdę z nim do aneksu gościnnego, a ty tu zaczekasz.


Oczywiście, że zaczekam- odpowiedziała Natalia i sceptycznie dodała- Nie wierzę jednak ani lekarzom, ani psychologom. Prędzej uwierzę tobie.

Dziękuję, pochlebia mi to. Jeśli jednak odrobinę wierzysz w moje dobre intencje, to daj doktorowi szansę. To wyjątkowy lekarz i nadzwyczaj oddany- zapewniała Dorota.

W tym że momencie usłyszały pukanie. Pokojowa otworzyła drzwi i wszedł doktor Stefański. Ponad sześćdziesięcioletni, szpakowaty dżentelmen w szarym garniturze. We wstępie przedstawił się Natalii i poprosił o możliwość dyskretnej rozmowy z pokojową Dorotą.

Natalia wskazała im drzwi do aneksu i niemal oszołomiona niezwykłym biegiem zdarzeń, rozpoczęła oczekiwanie aż zakończą rozmowę.

Długo nie czekała. Po paru minutach, ponownie pojawili się w pokoju. Doktor zwrócił się do Natalii z pytaniem, czy ma ze sobą dokumentację medyczną dziecka. Wyjęła więc z torby wszystkie badania, epikryzy, nie zrealizowane recepty i wręczyła je lekarzowi. Doktor położył dokumenty na stole i poprosił pokojową Dorotę, by przekazała te wszystkie dokumenty do recepcji w jego klinice, dołączając jeszcze odręcznie sporządzoną notatkę. Doktor Stefański zapytał też, czy Natalia ma swoją osobistą dokumentację medyczną, na co odparła, że poza depresją i nadwagą, nic jej nie dolega. Doktor wskazał Natalii miejsce przy stole, a pokojowa skrzętnie pozbierała pliki badań i wyszła.

Doktor usiadł vis a vis Natalii i wyrecytował niemal hipnotycznym tembrem – Sic volo mori.
Sic volo mori- ponownie powtórzył już mniej patetycznym tonem. Cóż to znaczy pani Natalio? A właściwie, co to znaczy dla pani? Można wybrać śmierć, o ile ma ona jakiś sens. O ile ma ona wartość dla żywych. Jeśli jest ona darem. Teraz wysłuchaj mnie, a dalej sama zadecydujesz, czym chcesz obdarzyć swoje dziecko. Zwracając się teraz do Natalii po imieniu, zbliżył krzesło, tworząc bardziej intymną relację.

Wiem, że chciałaś rozwiązać swoją pętlę życia, rzucając się z tego okna wraz z dzieckiem. Być może, z twojej perspektywy to jedyne rozwiązanie. Nie mówmy jednak o twojej świadomej rezygnacji z życia, tylko o tej ostatecznej decyzji, podjętej w imieniu cierpiącej córki. Owszem. Były to i są, znamiona desperacji w obliczu braku wyboru. Matki, nierzadko, uśmiercały własne dzieci, dusząc je w wyziębionych wagonach, jadąc do obozów zagłady. Rozumiesz ich decyzje Natalio?- zapytał i nie uzyskał odpowiedzi. Otóż nie rozumiesz! Nie rozumiesz, bo podjęłaś tę samą decyzję, mając wybór- dobitnie zaakcentował doktor.

Jaki wybór? Nie miałam i nadal nie mam żadnego wyboru!- krzyknęła.


Po chwili pauzy, doktor kontynuował rytmicznym, sugestywnym tonem- Natalio. Łabędzica w obronie swojego dziecka, małego łabędzia, jest w stanie jednym uderzeniem skrzydła złamać kość udową mężczyzny. Lwica w obronie swoich młodych lwiątek, podejmuje samotną, nierówną walkę ze stadem atakujących likaonów. Nie spocznie, póki nie oddali wściekłych przeciwników od swoich dzieci. Macierzyństwo, to największa siła kosmosu. By zabić własne dziecko, matka nie może mieć wyboru. W Papui Nowej Gwinei jest plemię, w którym od pokoleń obowiązuje rytuał zabicia siódmego dziecka. Musi tego dokonać właśnie matka i to natychmiast po jego narodzinach. Starszyzna plemienna zaleca, by po porodzie, który odbywa się w szałasie, matka nawet na chwilę nie spojrzała na swoje dziecko. Noworodek, po odcięciu pępowiny, pozostawiany jest z matką, która przykrywa go, wcześniej przygotowanymi gałęziami. Leżąc obok dziecka, konającego pod stosem gałęzi, czeka tak długo, aż szaman plemienny stwierdzi jego śmierć. To także emocjonalny zgon matki. Nigdy już nie będzie szczęśliwa. W dniu narodzin siódmego dziecka, kobieta bezpowrotnie traci radość życia.

Natalia eksplodowała prawdziwym płaczem. Płaczem, który był symfonią bezradności i nadludzkiego cierpienia. Zerknęła w stronę śpiącej Julii. Patrzenie na córkę sprawiało jej teraz fizyczny ból i rozdzierające do kości poczucie winy. Widząc jej spierzchłe suchym powietrzem usteczka, lekko spocone spokojne czoło i na pół zmrużone marmurowe powieki, dostrzegła samotną, spływającą z kącika oka łzę.

Doktor Stefański troskliwie ujął dłoń Natalii, obdarzył ją ojcowskim spojrzeniem i powiedział- Nie obciążaj tym wyborem samej siebie. Nie obwiniaj się, bo innego rozwiązania nie znałaś. Dopiero teraz go poznasz. Jaką zatem cenę możesz złożyć na szali życia twojej córki? Co możesz jej ofiarować?

Mówiłam już pani Dorocie, że nie mam niczego, co było by wartościowe- odparła z nieukrywanym wyrazem smutku i bezradności.

Masz. Masz Natalio i to wiele- refleksyjnie skonstatował doktor Stefański i wyjął z teczki wibrujący telefon.

Podjął rozmowę z kimś ze swojego personelu medycznego. Zapytał rozmówcę o możliwości i prognozy terapii, na podstawie przedłożonej, medycznej dokumentacji Julii.

Natalia chłonęła każdą jego monosylabę, każdy, najdrobniejszy wyraz mimiczny. Jednak z tej obserwacji nie była w stanie niczego wywnioskować.

Doktor podziękował rozmówcy i zwrócił się do Natalii w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Był to lekarski, zdystansowany i profesjonalny ton, który zazwyczaj prognozuje konieczność podjęcia istotnej dla życia decyzji.

Moi konsultanci są zgodni z opinią twojego neurologa prowadzącego. Właśnie dowiedziałem się od mojego konsylium, że jedynym rozwiązaniem dla twojej córki jest kalozotomia i wszczepienie neurostymulatora. Następnie Julia, przez całe swoje życie musi kontynuować specjalistyczny program farmakoterapii. Wskazana jest także całodobowa opieka, bo mimo wszystko, incydentalnie ataki toniczno-kloniczne mogą występować. Jednak to nie wszystko- tutaj doktor zamilkł, tak jakby gromadził energię do dalszej wypowiedzi. Natalia natomiast, wyzbyta z okruchów nadziei, jakby zupełnie podświadomie odwróciła głowę, zerkając w okno.




Zabiegi te, by wywołały trwały efekt terapeutyczny, muszą być wykonane w najbliższym półroczu- powiedział doktor jednym tchem, po czym dodał-

-refundacja leczenia za granicą nie jest możliwa, a czekanie w kolejce gwarantuje operację dopiero za osiem lat. Jak zapewne wiesz, pierwszeństwo do leczenia mają urzędnicy państwowi oraz ich rodziny. Nie masz też możliwości refundacji leków łagodzących objawy.

Natalia ciężko podniosła się z krzesła, podeszła do wybudzającej się Julii i położyła dłoń na czole córki. Łkając wyszeptała-Wybacz, proszę.

Doktor Stefański poprosił, by ponownie usiadła przy stoliku i zaczął od pytania, które już wcześniej zadał- Jaką cenę możesz zapłacić za jej życie? Jaką ofiarę jesteś w stanie dla niej ponieść?

Odpowiedziała bez wahania- Każdą!

Po chwili napiętej ciszy, doktor wyjaśniał-

- jak ci zapewne wiadomo, już od stycznia funkcjonuje tzw. ustawa biopatriotyczna. Można w związku z tym przyspieszyć termin zabiegu dla Julii, pozyskując punkty biopatriotyczne . Zdobycie 120 punktów daje ci priorytet wykonania zabiegu w takim samym statusie, jaki ma urzędnik państwowy. Czyli bez kolejki. Oddanie nerki dla urzędnika lub dla kogoś z jego rodziny, to 20 punktów. Szpik kostny 10. Ty jednak potrzebujesz aż 120 punktów.

Wszystko zależy od twojego stanu zdrowia Natalio- doktor wyczekująco utrzymywał spojrzenie. Natalia odparła z przekonaniem - Jestem fizycznie zdrowa! Mam tylko zmiany skórne i leczyłam depresję.

W takim razie kompleksowo zbadamy cię w mojej klinice. Jest to w tej sytuacji konieczne. Zastanawia mnie tylko możliwość pozyskania dla ciebie maksymalnej punktacji. Zakładając nawet hipotetycznie, decyzję o twojej eutanazji patriotycznej, to dwie nerki i szpik dają tylko 50 punktów. A 50 punktów nie wystarczy na pełną opiekę medyczną dla twojej córki. Musiałbym jeszcze sprawdzić jak wyceniają serce- doktor ponownie wyjął telefon, a Natalia zapytała-

Co to jest eutanazja patriotyczna doktorze?

Podstawowa ustawa biopatriotyczna, jak zapewne wiesz, jest to możliwość, a także zaszczyt, ofiarowania swojego narządu do przeszczepu dla urzędnika państwowego lub członka jego rodziny. Jak też zapewne ci wiadomo, za takie oddanie narządu, dawca, nie będący urzędnikiem, uzyskuje punkty biopatriotyczne, które dają możliwość przyspieszenia niektórych zabiegów dla niego lub innej wskazanej przez niego osoby. Co najważniejsze, taki zabieg, wykonany za punkty biopatriotyczne, jest zwolniony z podatku medycznego. Tak jakby nie był przychodem. Wszystkie natomiast, inne usługi medyczne dla osób nie będących urzędnikami, są obciążone podatkiem dochodowym. A eutanazja patriotyczna, o którą pytasz, jest zalecana, a nawet konieczna w przypadku, gdy dawca- biopatriota, chce ofiarować oczekującemu na przeszczep urzędnikowi , narząd nieodzowny dla życia samego dawcy. Na przykład serce lub dwie nerki i oba płuca. Wtedy beneficjentem pozyskanych punktów biopatriotycznych, jest dowolna osoba wskazana przez dawcę. Na przykład dziecko dawcy. Jeśli dziecko dawcy oczekuje specjalistycznej pomocy medycznej, pozyskuje wtedy status należny urzędnikowi i ma zabieg wykonany niemal natychmiast. Nie czeka w kolejce. Jest to tak zwany, przeniesiony status biopatriotyczny. Rodzic oddaje swoje narządy na rzecz państwa, osiągając przez to maksymalną ilość punktów, a następnie przenosi te punkty na swoje dziecko, które zdobywa prawo do zabiegu bez kolejki, tak samo jak każdy urzędnik państwowy i każdy członek rodziny urzędnika. Ta ustawa jak widzisz, to ratunek dla wielu dzieci, nie wywodzących się z kasty urzędniczej. Natalio! To ustawa życia i nadziei.

Natalia doświadczyła teraz stanu, który neurolog nazwałby akinezją. Zamarła w bezruchu.

Po chwili, Doktor telefonicznie dopytał o maksymalną wartość punktową narządów możliwych do uzyskania w wyniku eutanazji patriotycznej i z optymistycznym brzmieniem zakomunikował- Mam dobrą wiadomość Natalio. Tak jak przypuszczałem. Samo serce to aż 80 punktów. Jeżeli masz zdrowe serce to jest szansa na uzyskanie najwyższego statusu dawcy biopatrioty. Jest nadzieja, byś pozyskała dla Julii wystarczającą punktację do zabiegu i stałej opieki medycznej.

Po czym kontynuował-

-uwzględniając też hipotetycznie twoje dwie zdrowe nerki i płat wątroby, to Julia może mieć zabieg niemal natychmiast. Konieczne są jednak specjalistyczne badania i pomyślne opinie o twoim stanie zdrowia fizycznego. Jeśli zaś chodzi o opiekę adopcyjną nad twoją córką, to możesz partycypować w profilowaniu rodziny adopcyjnej wyłącznie wtedy, gdy rodzina ta nie będzie kastą urzędniczą . Niektóre kryteria możesz nawet ustalić jako determinujące wybór. Oczywiście pierwszeństwo w adopcji dziecka mają rodziny urzędników i wtedy nie możesz partycypować w profilowaniu. Ale taki scenariusz nie powinien cię raczej niepokoić. O ile rodzina urzędnicza wyraziłaby gotowość na przyjęcie Julii, to wtedy twoja córka miałaby prawo do wszystkich przywilejów socjalnych. Ja Julii, takiego rozwiązania, oczywiście z głębi serca życzę.

Po chwili refleksji Natalia zwróciła się do doktora, nieco naiwnym i bezradnym tonem- To znaczy, że ja mam umrzeć?

Nie nazywajmy tego w ten sposób-odparł doktor. Jest to zaszczyt świadczenia eutanazji patriotycznej. Może raczej zapytaj, czy to oznacza, że Julia będzie żyła ?-uśmiechnął się promiennie. Zresztą i tak chciałaś popełnić samobójstwo razem z dzieckiem. W tej sytuacji sama tylko odejdziesz, czym dasz córce życie.

Kiedy mam zdecydować? zapytała

Teraz!- odparł definitywnie doktor. Jeśli teraz podejmiesz tę decyzję, to po podpisaniu umowy cywilno-prawnej dostaniesz nie więcej niż 10 minut na pożegnanie się z dzieckiem. Następnie Julia zostanie zabrana na oddział i będzie czekała na szczęśliwe zakończenie. Zazwyczaj nie dajemy dłuższego czasu na pożegnania, bo niczemu to nie służy, a czasem nawet prowokuje zmianę decyzji.

Ty zaś tego hotelu ani dziś, ani jutro nie opuścisz. Zamieszkasz tu przez cały okres badań, aż do chwili zabiegu ostatecznego. Jak wiesz, nasza klinika jest w bocznym skrzydle tego budynku, więc będziemy cię zabierać na badania i z powrotem tutaj odprowadzać. Dostaniesz też kamerę na statywie, byś mogła nagrać i pozostawić córce spadek moralny. Powiesz jej co uważasz za stosowne, a Julia otrzyma to nagranie po osiągnięciu pełnoletności. Ważne jest to ze względu na poczucie tożsamości dziecka. Ma to często wpływ na całe życie dziecka.

Sic volo mori- powiedział doktor. Oto śmierć, która ma wartość i sens. Decyduj teraz!

Proszę, niech pan doktor przygotuje mi te dokumenty do podpisu- poprosiła niemal w pośpiechu, jakby się bała, że może swoją decyzję jeszcze zmienić.

Doktor ponownie połączył się ze swoim personelem, mówiąc- Przygotujcie wszystko! Dowód tożsamości i pozostałe papiery doniosę za chwilę osobiście.

Poproszę o wszystkie twoje dokumenty tożsamości- zadysponował lekarz. Oddam je do rejestracji. Wrócę za parę minut z dwiema pielęgniarkami. Jedna z nich pobierze twoją krew do analizy, a druga zabierze Julię. Zostawiam cię teraz z córką. Pożegnaj się proszę. Masz mało czasu. Po czym doktor sprawdził szczelnie zamknięte okno i poprosił, by Natalia oddała mu swój klucz ampulowy- Tak na wszelki wypadek-powiedział. By już nie było wyboru.

Doktor Stefański wyszedł, a Natalia po prostu podziękowała wybudzającemu się dziecku za to, że się narodziło i że jest cząstką jej samej. Czekając na powrót doktora, całowała spoconą, ciepłą główkę córki, jakby tę chwilę bliskości, chciała ze sobą zabrać.


Niebawem doktor Stefański przyszedł z kompletem umowy cywilno-prawnej, kamerą i dwiema pielęgniarkami. Natalia ostrożnie włożyła Julię do wózka i powierzyła go pielęgniarce, która unikając kontaktu wzrokowego, wyprowadziła dziecko z pokoju. Druga z pielęgniarek upewniła się, że Natalia nic dzisiaj nie jadła, a dalej z rutynową zręcznością pobrała próbkę krwi, dezynfekując miejsce wkłucia.

Niemal bez zastanowienia podpisała dokumenty, a doktor poinformował ją, że szczegółowe badania rozpocznie od jutrzejszego poranka. Rozłożył statyw, zainstalował kamerę i poinstruował Natalię, jak ma ją obsługiwać. Wychodząc przeprosił, że z racji jutrzejszych badań, nie może jej zostawić żadnych środków uspokajających i nasennych.

Natalia po kilku, paro sekundowych próbach nagrania, zdecydowała, by zmniejszyć intensywność oświetlenia. Dźwięk nagrywał się perfekcyjnie, lecz obraz był dla niej w tym nagraniu, równie istotny. Jeśli Julia ma mnie oglądać za 16 lat, to lepiej bym nie epatowała swoim depresyjnym wyglądem- pomyślała, po czym weszła do łazienki i drżącą ręką wykonała nieudolny makijaż.

Najdroższa Juleczko - nagranie rozpoczęła trochę nieporadnie. Jesteś największym darem, największą radością i całym moim światem. Nie wiem nawet jak ci mam dziękować za to, że się narodziłaś. Każda cząstka ciebie, nie ma dla mnie ceny. Niebawem odejdę. To są moje ostatnie i jedyne słowa do ciebie. Chcę byś wiedziała, że byłaś kochana, że miałaś matkę, która zrobiłaby dla ciebie wszystko. Bo zrobiłam.

Teraz jesteś dziewczynką dorosłą i wiele rozumiejącą. Chcę, by ci matczynej rady nigdy nie zabrakło, więc mnie wysłuchaj. Nie wiem czy nadal są sankcje karne za emigrowanie z tego kraju. Jeśli nie, to natychmiast uciekaj. Za każdą cenę, wyjedź i nigdy nie wracaj. Lecz jeśli wciąż jest to zabronione, to będąc skazana na życie w tym urzędniczym piekle, w tym terrorze administracji państwowej, medycznego i bankowego lobbingu, nie miej ambicji. Proszę, nie miej ambicji. Nie rób nic. Tyle rób, ile musisz robić, by przeżyć. Cokolwiek osiągniesz, zostanie ci to w tym kraju odebrane. Błagam, nie zarabiaj zbyt dużo, nie okazuj talentów jeśli je masz, unikaj urzędów i urzędników. Demon istnieje. Ma na imię starszy referent, poseł, prokurator, premier lub minister. Demon odbiera i niszczy wszystko. Zatem żyj nad wyraz skromnie, będąc niewidzialną społecznie, by demonowi nie rzucać się w oczy.


Jeśli przyjdzie ci wychować własne dziecko, kieruj się zasadą: nie możesz dać czegoś, czego sama nie masz. Słowa są bez wartości, jeśli matka zachowuje się z nimi sprzecznie. Dziecko i tak zrobi w życiu to co widzi u rodzica, a nie to co od niego usłyszy. Tym bardziej, żyjąc w tym feudalnym getcie i nie należąc do żadnej z kast, nie dasz dziecku niczego poza miłością.
Urzędnikiem może być tylko dziecko urzędnika, prawnikiem dziecko prawnika, a lekarzem z refundowaną rezydenturą, tylko dziecko wysokiego rangą lekarza. Lecz miłości może zaznać wyłącznie dziecko kochającego rodzica. A tego państwo już nie gwarantuje. Kochaj je więc, bo to wszystko i aż tak wiele. To spadek nieopodatkowany, a cenniejszy niż etat urzędniczy.


Mężczyznę na całe życie wybieraj kierując się jego akceptacją i moralnością, a nie podnieceniem wypływającym z jego niedostępności. Rozbijanie związków nie popłaca, bo wtedy inwestujesz w kogoś, kto już raz zawiódł. Dlaczego więc, ma nie zawieść właśnie ciebie.

Wystrzegaj się najlepszej przyjaciółki. To ironiczny oksymoron. Jeśli ktoś dźgnie cię w samą źrenicę oka, w chwili gdy się najmniej tego spodziewasz, to będzie właśnie ona. Powodem będzie On, pieniądze, buty, sukienka ,twoja radość z życia lub nowa fryzura.

Byś była szczęśliwa nie możesz mieć mentalności perfekcjonistki. Perfekcjonizm jest przydatny i wskazany jedynie w neurochirurgii. Kobieta, by była szczęśliwa nie może dążyć do ideału. Banalne to, ale musi pokochać siebie razem z nadwagą i innymi słabościami.


Byś nie była frustratką, nie możesz żyć po to, by spełniać cudze oczekiwania. Po prostu nigdy ich nie spełnisz, a poczucie winy będzie powoli wyniszczającym cię jadem. Wiedz, że nikt tych wysiłków po za tobą, nie doceni. Wręcz przeciwnie. Ludzie będą tobą pogardzać. Egoizm jest czasem lekiem na własną, cierpiętniczą naturę. Niczego nie musisz. Ty możesz, ale gdy chcesz.

Nie walcz o podziw innych. Nie rób w tej mierze niczego. Nie zabiegaj o aprobatę i błysk akceptacji w oczach ludzi . Jeśli masz taką potrzebę to znaczy, że twoje poczucie wartości wymaga naprawy. Człowiek by był szczęśliwy, nie musi być podziwiany i ceniony przez wszystkich. Powinna ci wystarczyć do tego, tylko jedna osoba. Nawet ja, choć mnie już fizycznie nie ma.

Sensem życia nie jest ratowanie całego świata i kreowanie odkryć na miarę Noblistów. Celem życia jest bliskość, miłość i troska, o tylko jedną osobę. Najwyższy wymiar i sens niesionego dobra, to nie twoje poświęcenie wobec wszystkich czy wobec grupy ludzi, a wyłącznie twój stosunek do tylko jednego człowieka. Dlatego nie marnuj swej energii i nie oddawaj cennego czasu życia, a zachłannie pozyskuj go, inwestując w nieśmiertelny kapitał miłości.

Nie trać energii i swojego, nieodwracalnego czasu, w bezwartościowych portalach, gdzie ludzie, fakt, że nie mają niczego, ukrywają pod warstwą prymitywnego narcyzmu w toaletowych selfie, obsesyjnej konsumpcji, brokatowych tipsów i kultury fitness. To duchowe samobójstwo. A tylko duch stanowi o tożsamości., więc ponad wszystko zachowaj tożsamość.


Nie wiem jaki jest teraz świat, w którym żyjesz. Mój świat, w którym ja żyłam, był planetą ogarniętą nieuleczalną pandemią. Ta choroba, to syndrom kompulsywnego hedonizmu. Ludzie zajmują się wyłącznie sprawianiem sobie przyjemności, mają permanentny głód wrażeń i bodźców. To taki rodzaj trwale ogłupiającego narkotyku, który oddala człowieka od człowieka i człowieka od samego siebie. Komuś to widać służy. Ludzie samodzielnie nie myślą.

Przejęcie we władanie ludzkiej woli zaczyna się od demoralizacji. Od zabicia idei altruizmu i wiary w człowieka. Ludzie , jak motłoch upadającego cesarstwa rzymskiego, żyją wyłącznie dobrą kuchnią, tańcem, seksem, kultem ciała i walkami gladiatorów. W tym bluźnierczym zgiełku, niezauważalnie przychodzi czas na podziały, nienawiść i konflikty, którym ten zainfekowany gatunek ogłupionych istot , już nie jest w stanie sam sprostać. Do każdego problemu potrzebna jest interwencja sądu. Od rodzinnej kłótni, po źle zaparkowany samochód, rodzi się konieczność interwencji arbitrów, prawników i urzędników, uzbrojonych w monopol na myślenie. Eksploduje inwazyjna promocja rozwodów, pozwów cywilnych i homofobii. Ostatni etap destrukcji i końca inteligentnej ludzkości to przejęcie ludzkiej woli, postaw, poglądów, a także energii. Za bezmyślny, zdegenerowany, ogłupiony tłum, będą myślały wtedy korporacje, lobbingi, media i ustawy. Nie pozwól, by poniosła cię fala demoralizacji. Nie idź wraz z tajfunem zwodniczych trendów i nie pozwól, by ktoś za ciebie myślał. Trwaj w niezmiennych, archetypowych wartościach określanych jako człowieczeństwo. Nie daj się złamać, nie pozwól się kupić i nie pozwól sobie na zwątpienie.
By nic i nikt, nie powstrzymał cię na drodze, do twojego szczęścia.

Jeśli zaś przyjdzie ci prowadzić walkę z demonem, z urzędem państwowym, wtedy przyjmij tę samą regułę, którą już znasz. Nie możesz dać czegoś, czego sama nie masz. Więc najlepiej nie miej nic. Wtedy niczego ci nie zabiorą.



Natalia obudziła się przerażona i zlana zimnym potem. W pośpiechu rozdzierała swoje powieki, próbując jak najszybciej wrócić do rzeczywistości i upewnić się, że był to tylko sen.

Doświadczyła ulgi, widząc swój sufit, swoje ściany, jeszcze śpiącą Julię i własne, nie naruszone ciało.

Energicznie wstała i natychmiast zatelefonowała do matki. Jako że, jej mama nie odbierała połączenia, Natalia nagrała parę spontanicznych słów na auto-sekretarkę- Mamo. Nie bierz dla mnie tej pożyczki. To nie ma sensu. Nie zapłaciłam dwóch rat, to najwyżej nie zapłacę też trzeciej. Jak mi zajmą mieszkanie, to wyjadę do cioci Eli, do Hamburga. Przecież zapraszała. Żaden to problem. Kocham cię.

Natalia włączyła ekspres do kawy, po czym zerknęła na kanał z porannym serwisem informacyjnym.

W dole ekranu, na pasku popłynęły słowa- Dzisiejszej nocy, uchwałą sejmu zatwierdzono ustawę o patriotycznym podatku emigracyjnym. Uchwalono że, przekroczenie granicy państwa, jest objęte podatkiem w wysokości 50% średniej krajowej brutto za każdy miesiąc nieobecności w kraju. Ustawa ma klauzulę współodpowiedzialności rodzinnej i pokoleniowej .


Filiżanka wymknęła się z dłoni Natalii, która bezwładnie usiadła na jeszcze niespłaconej sofie.

Dodano po 5 godzinach 11 minutach 35 sekundach:
Przepraszam Was za błędny szyk graficzny. Pierwszy raz wrzucałem i byłem pewny, że moje akapity się po przerzuceniu tekstu zachowają. W chwili wolnej zedytuję. Jeszcze raz przepraszam. Kuba

Tagi:

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1696

USTAWA

Post#2 » 19 mar 2018, o 22:32

Dwanaście stron maszynopisu. Piętnaście sformatowanego tekstu, z interlinią 1,25. Muszę sobie zapisać nową definicję miniatury.

Co do wcięć akapitowych: viewtopic.php?f=84&t=2035
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

jakubspyra@poczta.onet.pl
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 6

USTAWA

Post#3 » 20 mar 2018, o 06:59

Dziękuję za istotne sugestie i proszę o pewien margines tolerancji. Dokonam korekty. Jakub

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1696

USTAWA

Post#4 » 20 mar 2018, o 09:07

Spokojnie, ja narzekam, a to może być jeszcze uznawane za miniaturę. Definicja nasza forumowa kiedyś obejmowała tekst do 10 arkuszy wydawniczych. Tyle można było maksymalnie opublikować za jednym razem. Było to podyktowane cierpliwością czytelnika, do czytania dłuższej formy.

Dziś lub jutro wypunktuję Ci błędy, ze względu na rozmiar tekstu.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4794

USTAWA

Post#5 » 3 kwie 2018, o 13:54

DuralT pisze:Spokojnie, ja narzekam, a to może być jeszcze uznawane za miniaturę. Definicja nasza forumowa kiedyś obejmowała tekst do 10 arkuszy wydawniczych.
Oj, nie, Dural, arkusz wydawniczy to 40 tysięcy znaków ze spacjami, więc ponad 20 stron znormalizowanego maszynopisu. Jedna strona znormalizowanego maszynopisu to 1800 znaków. A miniatura to już trochę kłopotliwa sprawa, nie ma polskiej definicji (chyba), ale jest tym samym, co angielskie short story, które ma górny limit 6 500 słów według kryteriów nagrody Hugo. To nie jest miniatura, wystarczy rzut okiem.

Żeby nie zostawić tu tylko komentarza do komentarza, zaczęłam czytać tekst.

Pytanie - dlaczego tytuł drukowanymi?

...I tu czytać skończyłam:
Z niemałym trudem wstała i uchyliła drzwi.

Dzień dobry. Przepraszam, że niepokoję- z dyskretnym zażenowaniem powiedziała starsza kobieta w hotelowym uniformie sprzątaczki - wciąż telefonuje tu recepcjonistka, a pani nie odbiera połączenia. Proszę, by zechciała pani nie palić papierosów w pokoju. Na dole jest palarnia.

(...)

W dojmującym bezwładzie własnego ciała, Natalia wyszeptała- To właśnie ludzie….

Co… ludzie?- zapytała pokojowa.

Natalia, cedząc każdą głoskę, jakby słowa sprawiały jej ból, odparła- Odebrali mi wszystko.

Nie lubię oceniać tekstu na podstawie fragmentu, ale jeszcze nie widziałam, by ktoś nie zapisywał dialogów od myślnika/półpauzy/dywizu. To jest tak dziwny błąd, że naprawdę zaskakuje mnie możliwość pojawienia się takiego, nie podejrzewałabym o popełnienie takiego przez osobę, która miała kiedykolwiek w ręku książkę. Bez urazy, autorze, bo obrazić nie chcę. Poprawa nie zajmie wieczności, a póki co to się kwalifikuje pod zapis regulaminu o kasowaniu z forum tekstów o bardzo niedbałym zapisie, ale skoro tekst swoje przeleżał i to bez komentarzy. Moim zdaniem pod względem zapisu jest nie do czytania i pewnie dlatego nikt się tu nie pojawił.
W podpisie mam odnośnik do poradnika, jak zapisywać dialogi.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości