Zachęcamy do głosowania! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Maja czeka nagroda książkowa - powieść ''W imię dziecka'' autorstwa Iana McEwana!

Ogłaszamy czas wielkich wyborów na Autora Miesiąca w dziale prozy!

Obrazek

WiR

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 98

WiR

Post#1 » 19 mar 2018, o 18:09

W kampanii buraczanej udział brali:

- Marchew Bronisław

- Krawat Leon

- Muśnicki Władysław

- Trzaska Jan

Wszyscy czterej sprzedali odpowiednio sporą ilość ekologicznych warzyw, by zakupić nowe urządzenia, pozwalające na swobodny dostęp do witryny, na której swój adres internetowy miała organizacja WiR. Założona została cztery lata temu przez duet satyryków, o których dziś już nikt nie pamięta. Swego czasu byli niezwykle popularni, znani, uwielbiani i rozchwytywani na scenie kabaretowej. Prowadzili gale jubileuszowe, koncerty, mieli swój program telewizyjny, wydali książkę w formie wywiadu-rzeki, udzielali się też w porannej audycji radiowej jednej z komercyjnej stacji muzycznej. Ich twarze wisiały na potężnym bilbordzie, umieszczonym na połowie hotelu Marriot w Warszawie. Niestety, los złośliwy, który nie omija swym zasięgiem nawet najzdolniejsze osoby, sprawił, iż popadli w anatemę szczególną, wyróżniającą się złośliwym odrzuceniem i odepchnięciem jednostek ze społeczeństwa. Zapomniani zostali przez (tele)widzów, mieszkają podobno gdzieś pod Radomiem, widywani są tam czasami, jak siedzą smutni pod jednym z tanich dyskontów, prosząc dobrych ludzi o jałmużnę.

Życie nie jest sprawiedliwe. Jest okrutne i nieprzewidywalne. Ci satyrycy mogą to potwierdzić.

WiR. Czym była ta organizacja?

Początkowo służyła za panel dyskusyjny dla znajomych oraz przyjaciół założycieli. Daleką drogę musiała jeszcze przejść, by znaleźć się w internecie. Były to niewinne pogaduszki przy stole, co potem zamieniały się w czyny. A czyny stawały się aktami o dużej sile rażenia, na które to reagować musiała czasami policja. Dlatego też, po jednej z interwencji, gdy to dwie obywatelki Ukrainy wypadły z pierwszego piętra kamienicy w centrum stolicy (na szczęście nic im się nie stało, bo uderzyły kolanami w górę piasku), a wcześniej zabrudziły wydzielinami okna czynszowego mieszkania dozorcy Palucha, zmieniono statut organizacji. Postanowiono zachować pełnowartościowe „W”, a „R” zamienić na „tylko” rozmowy o tym. Zdrowie może by i pozwało na długie „R”, ale problem był z jego przesytem. Wszystko, co jest w nadmiarze, nudzi się i zwyczajnieje. Wyjątkiem jest „W”, bo jej można używać w każdej ilości, od niedzieli do poniedziałku. Do obłędu. Smakuje zawsze tak samo, jak chleb. No bo czy smak chleba może się przejeść i spowszechnieć? Nie.



Czterej panowie, po uzyskaniu odpowiednich funduszy z kampanii, zakupili dobrej klasy sprzęt elektroniczny, reklamowany przez słoweńskiego bramkarza klubu piłkarskiego z Madrytu. Leon i Jan w kolorze bladoniebieskim, Bronisław w czarnej oprawie, a Władysław preferował kolor biały. Gdy usiedli zgodnie, w klimatyzowanym pomieszczeniu Sali Politechniki Warszawskiej, zabrzmiały dzwony w katedrze św. Jana. Wyglądało to na jakiś znak, nie na przypadek.

Witryna WiR mieni się wieloma barwami, przez co jest atrakcyjna dla oka. Na górze znajduje się sporej wielkości logo, wymyślone przez zwycięzcę konkursu „Namaluj mi logo”, zorganizowanego przez duet satyryków, gdy jeszcze znajdowali się na absolutnym topie życia celebryckiego. Młody chemik z Grójca stworzył znak graficzny, który wygrał wśród pozostałych, trzydziestu siedmiu tysięcy, propozycji. Dostał za to czek na kwotę pięciu tysięcy złotych oraz wycieczkę dookoła świata, ufundowaną przez, zaprzyjaźnione z satyrykami, stołeczne biuro turystyczne. Dodać trzeba, iż była to wycieczka dla dwóch osób, więc chemik z Grójca zabrał ze sobą mamę, dla której był to pierwszy wyjazd poza granice Polski. W luksusowych warunkach spędzili dwa wiosenne miesiące, podróżując od Warszawy, przez Londyn, Nowy York, Meksyk, Limę, Fidżi, Nową Zelandię, Australię, Mongolię, Indie, Izrael, Gwineę i Algierię, po Rzym oraz Paryż. W każdym z tych miejsc nagrywali filmiki, w których reklamowali to biuro podróży. Transakcja wymienna, na której skorzystała każda ze stron.



Pierwsze wejście na stronę internetową WiR było, dla tych panów, sporym wydarzeniem. Wszyscy byli odpowiednio przygotowani, gdyż wcześniej zakupili odpowiednią ilość „W”, która stała teraz w lodówce i chłodziła się. Problem był z „R”, ponieważ znajdowali się na uczelni, gdzie studiowali sami chłopcy. Ale i na to są sposoby, lecz o nich nie warto wspominać.

Gdy już zachwycili się kolorami strony, obejrzeli wspaniałe logo, co wyglądało jak Pałac Kultury wpisany w okrąg, przyszła pora na zagłębienie się w treść. Bronisław z Janem przeszli od razu do „W”, które wydawało im się na tyle atrakcyjne w tym momencie, iż musieli skorzystać z zawartości lodówki. Władysław i Leon kliknęli w ikonkę z literką „R”, po czym zaniemówili z emocji. Ogrom materiału poglądowego, na który składały się zdjęcia wraz z filmikami, przytłaczał swą objętością. Leon był wrażliwszy, więc na moment zemdlał. Jan ocucił go szklanką z „W”, która skutecznie zadziałała, stawiając Leona do pionu. Władysław poczerwieniał niczym pąk róży, górna warga drżała mu komicznie podczas eksploracji strony, lecz nie zwracał na to uwagi. Po kilku chwilach panowie zniknęli w jednym z pomieszczeń, mieszczących się w najbliższej odległości od Sali Politechniki. Tam czekały na nich społeczne instruktorki, opłacone ze specjalnego komitetu obywatelskiego, założonego w akademiku przy ulicy Czerskiej. Składki płynęły nieszczególnie hojnie, ale z upartą częstotliwością.

Jan i Bronisław zajęci byli „W” z takim zaangażowaniem, iż nie zauważyli nadejścia nocy. Dopiero woźny Jurczak, do którego obowiązków należało przecieranie podłóg każdego wieczoru, zachęcił ich, by opuścili gościnne progi Uczelni i udali się do akademika. Panowie skorzy radzie nie byli, ale po długich namowach pracownika fizycznego, ulegli jego argumentacji i wytoczyli się na ulicę. „W” zrobiła swoje, w ich serca wtoczyła nieobjęte pokłady odwagi, śmiałości oraz pewności siebie. Z odpowiednim nastawieniem ruszyli w miasto, by znaleźć obiekty do „R”. Pierwszy patrol konnej straży obywatelskiej, napotkany na rogu ulicy Hożej, wymusił jednak na nich zmianę planów i noc tą spędzili w miłym towarzystwie pracowników jakiejtakiej Izby, którzy ich dokładnie umyli i ułożyli do snu na zimnym betonie. Koszt wysoki, wygody żadne.

Leon oraz Władysław, którzy wykorzystali „R” dwa razy w ciągu godziny, mieli więcej szczęścia niż ich koledzy. Wrócili do akademika, gdzie „W” znaleźli w swoich pokojach. Witryna internetowa WiR jest najczęściej odwiedzaną stroną wśród mężczyzn z wykształceniem niepełnym wyższym, mieszkających w miastach powyżej 600 tysięcy mieszkańców, o poglądach centrowych. Spełnia wszelkie, założone przez twórców cele i jest atakowana przez kręgi kościelne. Dotacje z Ministerstwa Kultury nie wchodzą w grę.

Wolność i Równość

Walka i Rozwój

Wiara i Religia

Wesele i Radość

Wiadro i Rodło

Woda i Rozum

Wina i Rozum

Wisła i Rena

Węgierski i Ruski

Wyczesany i Rudy

Wolnomyśliciel i Racjonalista

Wejdź i Ryj

... ale prawda jest inna.
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

Tagi:

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości