Trudna miłość

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 144

Trudna miłość

Post#1 » 26 mar 2018, o 13:30

Początkowo wszystkie myśli skupiają się na miłości. Później miłość skupia się na myślach.

Albert Einstein


****

Patrzę na zegarek. Jeszcze wcześnie. Słyszę dźwięk komórki. Najpierw nieśmiały, jakby z przesłyszenia. Narasta. To Natalie.

— Może to nie najlepszy czas dla ciebie na oglądanie kaplicy Sykstyńskiej? — odzywa się ostrożnie.

— Każdy jest dobry. — Nie potrafię ukryć podekscytowania.

Po godzinie docieramy na miejsce. Rozglądam się. Jak okiem sięgnąć na ścianach, sufitach i plafonach wiją się freski Michała Anioła. Przeszło trzysta postaci przyprawia rysunkiem o zawrót głowy. Wszystko w tej samej chwili. Obrazy nakładają się na siebie, sumują bez końca, oszałamiają kolorami. Zdaje się, że mówią językami ludzi i aniołów. Mgliste porównania, wnikają w każdy zakątek duszy. Czas nie istnieje. Płynę gdzie indziej z innymi. Radość. Bicie serca. Pożeram wzrokiem scenę z Księgi Rodzaju. To, co dotąd wydawało się wielkie, w jednej sekundzie okazuje się ogromne. Mnóstwo pytań. Ogarnia fala gorąca, zaparowują szkła okularów. Z masy ciał splątanych na freskach, z ich oczu, rąk emanuje jakaś niezwykła energia. Błogo i ciepło, staram się nie zamknąć oczu, żaden sen nie był bardziej uroczy. To wielka sztuka, tak doskonale uchwycić ruch i mimikę twarzy! Talent i pasja... Coś świta w skołowanej głowie; próbuję odgrzebać w pamięci obrazy słynnych rzeźb mistrza. Jest ich tak wiele. Staje przed oczami Pieta Watykańska, jedyny wykończony przez genialnego rzeźbiarza pomnik. Jedni nazywają ją bóstwem, historycy sztuki mówią o nim elegancki. Kto, nie widział Kaplicy Sykstyńskiej, ten nie może mieć pojęcia, do czego zdolny jest tylko jeden człowiek. 1Czy do tych słów Wolfganga von Goethego można dodać coś więcej?

Szczęście nie trwa długo. Zwiedzających kaplicę z każdą minutą przybywa. Czuję woń ludzkich ciał. Każdy zachowuje się, jakby był sam na świecie. Nabieram powietrza, gdy gruba jejmość pępkiem świata nazywa kaplicę jak również jakąś wyspę na Pacyfiku i jeszcze jedno miejsce, którego nazwę natychmiast zapominam, bo nigdy nie kojarzyłam jednego z drugim. Nawet, bym nie wpadła na taki pomysł, grzmię w duchu.
Mąż przytakuje oxfordzką angielszczyzną. Obok słów podziwu dla kunsztu mistrza wylewa z siebie oburzenie i dezaprobatę dla wielości nagich ciał widniejących na freskach. Oto życie. Czasem wyobraźnia przerasta świat, który nas otacza i w tym tkwi problem, przemyka. Duszno. Oczy łzawią. Chce mi się pić. Nastroju nie poprawia muzyka sącząca się z niewidzialnych głośników.

Rozluźnijcie mięśnie ud i pośladków, spójrzcie na ten cud inaczej, mam na końcu języka. Zniecierpliwienie z każdą chwilą kumuluje się, to zły znak. Widzę, jak Natalie toruje sobie drogę w tłumie. Jej wzrok szuka moich oczu. Nasze spojrzenia spotykają się.

— Papież Paweł IV polecił Daniele da Volterra, zwanemu później majtkarzem, oraz Girolamie da Fano, na miesiąc przed śmiercią Michała Anioła, zakrycie gorszącej nagości.

— Dobrze, że chociaż ty nie poddajesz. Tego arcydzieła za jednym razem nie da się obejrzeć, nawet po łebkach. Już dłużej nie mogę — stwierdzam i zrezygnowana przysiadam na jedynym, wolnym krześle.

Natalie nachyla się i mówi szeptem.

— Michał Anioł uwiecznił ją na fresku, o tam, widzisz? To ona, Vittoria Colonna. — Pokazuje ręką. — To niezwykłe wyróżnienie dla kobiety, z uwagi na czasy i miejsce. Wierz lub nie, ale dwaj badacze renesansu, Benjamin Blech i Roy Doliener, postawili tezę, że postać kobieca, na którą patrzy Madonna z fresku Sąd Ostateczny, ta ukryta nieco za rusztem św. Wawrzyńca, to właśnie ona. Z Michałem Aniołem łączył ją namiętny romans.

Patrzę na to miejsce. Kręcę głową z niedowierzaniem.

— Miło, że mi opowiadasz.


****

Już wtedy wiedziałam, że wrócę do tematu i coś napiszę. Piękno. Dobro. Prawda. O, fuck!6. To wszystko, czego mi potrzeba. Pomysł przywarł jak pijawka, ale tekst formował się mozolnie, niczym upiorny feniks, niezadowolony ze swojego kształtu i wiecznie gotów do zmartwychwstania z niepoddających się spopieleniu plików5. Czułam się trochę jak złodziej, a trochę jak archeolog. Smakujące kurzem, skąpe przekazy wpędzały w czarną otchłań domysłów, nie było się na kim wesprzeć. Owoc też potrzebuje czasu, żeby dojrzeć, pokrzepiałam się skrycie.

Mój syn przegląda raz w tygodniu nowo powstałe dokumenty na moim laptopie. To nawyk, akurat z nim nie walczę. Popatrzyliśmy na siebie. Niewyraźny uśmiech. Coś jest na rzeczy?

— Czemu nie lubisz Michała Anioła?

— Naprawdę tak to widać? Każda skomplikowana istota budzi we mnie mieszane uczucia. We wszystkim, co robił widzę jakąś niezdrową zaciętość, chęć nadmiernej dominacji.

— A to takie dziwne?

Nasza dyskusja przez jakiś czas przypominała mecz dwóch nienawidzących się drużyn. Zbyszek do Michała Anioła ma stosunek niemal religijny, powinnam o tym pamiętać.

— Odstawmy Michała Anioła na bocznicę. Nie mam pomysłu na tytuł.

— Dałbym, miłość. O Boże! Nie sądziłem, że to kiedyś powiem.

Wybałuszyłam oczy, śmiejąc się bezgłośnie. Zagorzały przeciwnik kobiecej literatury rozgadał jak nigdy. Herbata wystygła, kolan jak z waty, kosmyki włosów z emocji opadły na twarz.

— Za późno na odwrót. Nie ma nic smutniejszego niż autor, który usiłuje przekonać wszystkich do siebie. Pisz i tyle.

Popatrzyłam zza okularów. Może powinnam się obudzić i inaczej spojrzeć?

— Zaczekaj, może dojrzała miłość nie jest najlepszym tematem, może jej brakować intensywności charakterystycznej dla namiętności młodości.

— Mamo, miłość to nie wzór skróconego mnożenia. Więź, która powstaje między partnerami w dojrzałym związku może być też piękna. Opiera się bardziej na kompletności i zaufaniu niż na intensywnych emocjach.

— Jasne, jasne...

Czyżbym coś przegapiła? Czasem wystarczy jeden gest, rozmowa.

Podbudowana pisałam dalej. Postacie Michała Anioła i Vittorii Collona były nadal nieuformowane, całe z mgły i marzeń. Aż dotarł do mnie ich głos. Moi bohaterowie tego chcieli, albo dobra wróżka dotknęła ramienia różdżką: Miałem pecha zakochać się w najcudowniejszej kobiecie, jaką kiedykolwiek spotkałem. Ona była czystą poezją i geniuszem5 . Już wiedziałam dla kogo biło jego serce, ale wizerunek mistrza opisywany przez historyków sztuki, całkowicie mnie zaskoczył.

Nie mając dwudziestu lat, dokładnie wiedział, co jest jego powołaniem11, napisał jeden z biografów. Człowiek ogromnie zamożny, ale przesadnie pracowity. Wszędzie, gdzie przebywał tworzył: rzeźbił, malował, pisał. Talentów miał znacznie więcej niż każdy inny człowiek. Tworzył w każdym materiale. Jeden z Medyceuszy w zimie roku 1493 zlecił mu wykonanie bałwana ze śniegu, no i ponoć go ulepił. Bałwan przetrwał całą zimę, z oczywistych powodów nie przetrwał do naszych czasów. Niestety podobny los spotkał wiele wczesnych dzieł Michała Anioła, które wykonał podczas pobytu na dworze Medyceuszów. Z kronik wiedziałam, że stworzył wtedy posąg Herkulesa, o wysokości 2,5 metra. Te arcydzieła, które pozostały, świadczą o absolutnej wielkości mistrza. Jednocześnie ci sami kronikarze bezlitośnie mu wytykali, że był odludkiem, mężczyzną o trudnym charakterze, nie miał daru zjednywania sobie przyjaciół. Brzydki, ze złamanym w młodości nosem, nikłej postury, chorowity, wybuchowy, opętany wyłącznie swoją sztuką, zrażający sobie wszystkich, także możnych mecenasów7. Neurotyczny geniusz renesansu. Swoją legendę tworzył już za życia, a lansowany przez niego przydomek był odzwierciedleniem jego narcyzmu i megalomanii, powiedział w wywiadzie dla Deutsche Welle, profesor Arnold Nesselrath.

Boże, jak bardzo lektury kształtują wyobraźnię. A kim była, kochanka i muza Michała Anioła, Vittoria Colonna? Co czuła? Co myślała? W głowie rozsiadł się mętlik. Czy pisać prawdę, czy puścić wodze fantazji? Ale skoro on już za swojego życia był określany mianem, divino — boski, to jego muza nie mogła być córką rzeźnika czy stolarza.

Nie myliłam się. Czysta i piękna, uczona w łacinie i wysoka na duchu, posiada wszystkie cnoty i zalety, jakimi szczycić się może niewiasta. Należała do rzędu najdostojniejszych i najsławniejszych niewiast w Italii i w Europie. Michała Anioła spotkała między rokiem 1536 a 1538 9. Michał Anioł pracował wówczas nad Sądem Ostatecznym 3, twierdzą badacze. Miała wtedy pięćdziesiąt lat, była w kwiecie wieku. To jeszcze nie czas, by rezygnować z miłości. Bogata wdowa zaskarbiająca z łatwością względy i poparcie, mająca silnych, wpływowych sojuszników. Niewątpliwie musiała budzić pożądanie, musiała mieć piękną duszę..

Po śmierci męża Vittoria szukała pocieszenia w wierze, była wielce pobożną osobą, uważaną powszechnie za damę bez skazy, o odpowiednim, dobrym rodowodzie i rodzinnych koneksjach. Wspierała zakon Świętego Ignacego Loyoli. Spotykała się także z kilkoma przedstawicielami reformacji między innymi z Hiszpanem, Giovannim Valdesem. Vittoria nigdy nie odeszła od wiary katolickiej, ale uważała zmiany w Kościele za konieczność. Jej poglądy na reformację oraz ewangelickie wartości – prostotę, czystość oraz ubóstwo spowodowały, że Watykan stale ją szpiegował. Vittoria całe dnie spędzała w klasztorach. Zamieszkała nawet z mniszkami w klasztorze św. Katarzyny w Rzymie, przy Via dei Funari. Jej wykształcenie i twórczość poetycka skupiły w końcu wokół niej grono intelektualistów. Spotykali się przy klasztorze św. Sylwestra na Kwirynale, gdzie prowadzili dyskusje teologiczne, artystyczne, a nawet polityczne. Warto pamiętać, że trwała wówczas kontrreformacja, a przemiany w Kościele katolickim interesowały wówczas wielu intelektualistów. Jej wiersze i sonety były kopiowane i studiowane jeszcze za jej życia. Miała oddanych uczniów i wielbicieli swojego talentu4. Przetrwały anegdoty o podkochujących się w niej mnichach, których przed nieczystymi myślami ratowały wzmożone studia nad Pismem Świętym.

Czy Michał Anioł był jednym z nich? Tyle czasu spędził, czekając na nią? Tył, łysiał, tracił urok? Rok po roku?

Przypadkowo dokonałam ledwie słyszalnego odkrycia, we wzruszającym sonecie pamięci: Natura, która nigdy nie miała tak pięknej twarzy, pozostała zawstydzona, a łzy były w oczach wszystkich8. Ulżyło, wypuściłam powietrze.



****

Minął miesiąc. Znowu coś się posypało, ciągle jakiś niedosyt. Mały bunt. Odejścia, powroty, wiele wysiłku. No i co mam zrobić dalej z opowieścią, nie umiem się z nią pożegnać? Oczy kleiły się ze zmęczenia. — Może przyjdzie moment i staną się literą, tuszem papierem, słowem... i znużona usnęłam z rękami na klawiaturze.

Nie wiem, co powiedzieć. Brak słów. Jakieś koszmar, albo w końcu zwariowałam?

Oto, co mi się przyśniło:

Znowu jestem w Rzymie, stoję w progu kaplicy Sykstyńskiej. Surowe wnętrze wciąga mnie w siebie. Widzę Michała Anioła. Leżąc na rusztowaniu, maluje fragment sklepienia. Farba spływa na skupioną twarz. Na fresku, w scenie Sądu Ostatecznego przedstawia siebie, jako św. Bartłomieja, świętego cierpiącego, z obdartą skórą. Kroki. Pojawia się papież. Buonarroti z trudem toleruje jego obecność. Na zniecierpliwione pytanie papieża, kiedy ma zamiar skończyć swe dzieło?

— Kiedy będę mógł — odpowiada.

Papież wychodzi, zapada cisza. Buonarroti zajęty, skupiony, nie schodzi z rusztowania. Maksymalnie skoncentrowany na pracy, na nic nie zwraca uwagi. Czuję się nieswojo, mięśnie sztywnieją. Nie przestaję myśleć, szukać powodu, dla którego się tu znalazłam. Jedno pytanie goni drugie. Milczenie jest nieprzyjemne i nic nie daje.

Wreszcie zainteresował się moją osobą. Wytrzymam i nie odwrócę wzroku. Pieprzony gburze, nie udowadniaj, że jesteś kimś lepszym. Patrz sobie, do woli! Moja irytacja sięga zenitu, nie mogę się opanować.

— Czekałeś, latami czekałeś na nią, cierpliwie. Nie ponaglałeś, nie śniła ci się po nocach, nie pojawiała w lustrze, nie gładziłeś jej włosów, wystarczał ci tylko twój świat. Nie było, po co się spieszyć, tak? Wiedziałeś, że nie będzie chciała zasnąć z nikim innym. W końcu się doczekałeś! Powiedz, jak to było, kiedy przecięły się wasze ścieżki ? Zrobiło się cieplej? Przecież, tam gdzie była ona, zawsze było ciepło, prawda? Czy ona się nie bała? Ile gotów byłeś dla niej zrobić? Odeszła tak nagle! — wybucham.

Gdziekolwiek była ona, tam był raj. Tylko nasz, własny — odzywa się, artykułując każde słowo.

Głos zdaje się dochodzić ze wszystkich stron naraz, potem, gdzieś z głębi świadomości. Cichnie, matowieje, roztapia się podobny do brzmienia własnych myśli.

Nie wierzę! Wybiegając z kaplicy, wpadam w drzwiach na dziwnie ubraną, nieznajomą kobietę. Na pewno nie zwróciłbym na nią uwagi, gdyby nie jej dłoń zaciśnięta w teatralnym geście, zupełnie, jakby chciała odpędzić wrogie widziadła lub dać odpór czemuś niewidzialnemu.

Masz mnie opłakiwać... zawsze... aż sam umrzesz.

Jej głos, jej dłonie. Spływające z głowy fale włosów w kolorze złota, blada, lśniąca cera. Vittoria? Buonarroti zatrzymuje ją gestem. Gałki jej na pół otwartych oczu zamierają w bezruchu, płytki oddech się urywa. Postać otacza niezwykłe światło. Otrzepuje z kurzu szeleszczącą czarną suknię i rusza w stronę schodów. Pulsowanie w skroniach, to nie strach, a zachwyt. Czuję jej bliskość i trzepoczące się myśli, mam ochotę przylgnąć do jej pleców, pocieszyć.

Obudziłam się zdrętwiała. Kość ogonowa boleśnie wciskała się w krzesło. W głowie się kręciło, ale byłam dostatecznie przytomna, by zrozumieć sytuację tych nieszczęśników. Sen wymył z głowy wątpliwości. Nieprzewidywalność jest częścią życia, tak wiele w nim zależy od przypadku12.Chyba nareszcie rzecz całą mogę uczciwie przekazać 2. Do zobaczenia w drugim życiu, Michale.


****

Przepływałam przez następne dni, jakbym żyła w chmurach. Włączyłam wyobraźnię, przybyły nowe informacje.
Jeżeli wierzyć kronikarzom, Michał Anioł zobaczył Vittorię, po raz pierwszy, z bliska, na uczcie u papieża. Była jej główną atrakcją. Gdy odezwała się zapadła cisza. Widać było, że równie chętnie opowiadała, jak i z ochotą jej słuchano. Mówiła o nim, o jego ostatnim posągu, o jego rzeźbach. Zauważyła go w tłumie, przyglądała się z zainteresowaniem. Patrzyła, jakby usiłowała rozwikłać jakąś zagadkę, jakby chciała go poznać.

— Podobno nigdy nie kończysz swoich dzieł, panie.

— Kończę, ale do końca nie jestem ich pewien.

— Trzeba to zmienić, postarać się, mistrzu. Świat czeka.

Powiedziała coś, czego nie mógł puścić mimo uszu. Była porażająco piękna, piękniejsza niż na obrazach, a piękno było jej najmniej istotną cząstką. Ujmował wewnętrzny spokój. Siła i kruchość jednocześnie. Każde jej słowo brzmiało inaczej. Oblał się rumieńcem. Oszołomiony wiedział, że warta jest złamanego serca. Posiadająca wszystkie cnoty i zalety, jakimi szczycić się może niewiasta.

Ta krótka chwila, niewątpliwie, zaważyła na dalszych losach mistrza, zapewne była też momentem zwrotnym w życiu Vittorii.
Jeżeli to tylko moja hipoteza, to była słuszna, bliska prawdy. Potwierdzeniem są słowa w jego sonetu:

Wszystko co widzę błaga i radzi
Abym cię kochał, i przystał do cię...


Michał Anioł potrzebował silnego sojusznika, partnera, kogoś kto, by rozumiał jego ból i nieustanne twórcze rozterki. Vittoria potrzebowała Michała Anioła tak samo jak on jej. Mistrz był dla niej przepustką do innego świata, świata sztuki. Obcując z geniuszem w zaciszu komnat, przestała patrzeć na niego z dystansem, a mądrością i taktem potrafiła przekonać do każdego pomysłu. O dziwo, Michał Anioł nie bronił się, słuchał. Stworzyli więź, której nie chcieli przerwać. Coś ich połączyło, od czego nie było odwrotu.
W następnych, naznaczonych imieniem Colonny i wprost do niej pisanych, sonetach, przebijała cześć i uszanowanie, złączone z pewnym namiętnym poddaniem się, jak gdyby mistrz wołał: strofuj mię, poprawiaj, zadawaj pokuty, depcz — ale mnie nie odpychaj.
Na ile, dziś, można stwierdzić, że związek Michała Anioła z Vittorią był naprawdę udany, szczęśliwy? Szczegółów brak. O wzajemnych relacjach nie wspomina żaden dziejopisarz. Wiedziałam, że ich związek był intymny, inny nie przetrwałby kilkanaście lat. Michelangelo trwał przy jej łóżku, gdy umierała. Wcześniej ofiarował jej w prezencie, dwa swoje cenne rysunki.
Nazwałam związek tych dwojga trudną miłością, gdyż niełatwo mi było odnaleźć w poezji Michała Anioła radość zakochanego mężczyzny. To było przykre odkrycie. Nie chciałam go osądzać, pastwić się, ale uważam, że Michał Anioł skupiony przede wszystkim na sobie.Ten przekaz był czytelny. Sam, nasuwał się wniosek, że zgłaszał się do Vittorii głównie po pomoc, w momentach, gdy był nieszczęśliwy, miał powody do niepokoju lub przeżywał głęboki smutek.
Ona nie odmawiała mu uwagi, cierpliwie pocieszała, wskazywała słuszną drogę, pozostając duchem opatrznościowym przez długie lata. Bo, w końcu, czego nie robi kobieta z miłości...
Znamiennym było, że prawie w każdym sonecie, Buonarroti na coś narzeka. Nawet na Amora, że go zaskoczył w późnej starości, że pastwi się niemiłosiernie nad biednym starcem. Przy Vittorii nie musiał niczego udawać, mógł być sobą.
We wspomnieniach, już po śmierci ukochanej, nie idealizował ich związku, nic nie demonizował. Otoczył adresatkę i towarzyszkę ostatnich lat dyskrecją. Może, tak być musiało. Ale daleko mi o tego, żebym myślała o nim jako o poczciwym Michale. Z ciężkich, czarnych chmur wcale nie lunął deszcz łez rozpaczy. Niekwestionowaną prawdą był fakt, że gwałtownie odsunął się od aktywnego życia, mniej pracował i tworzył. — Czas i spokój nie leczą moich ran. Nie mogę tego przyjąć.
Dzisiaj nie jesteśmy w stanie pojąć takiej namiętności, oczyszczonej z wszelkiego zmysłowego pociągu. A jednak przetrwała przez wiele lat. Domniemam, że Michał Anioł niczego nie pozostawiał przypadkowi, doskonale wiedział, co robi. Spotkanie prawdziwego przyjaciela i zarazem oddanej kobiety pozwoliło mu lepiej poznać siebie.

Opowieść stopniowo nabrała kształtów, stając się długim korytarzem do miłości i spełnienia, kończącym się drzwiami zamkniętymi na klucz.
Co kryje się za tymi drzwiami? Może kiedyś się dowiem, nie odpuszczę...
To, że skończyłam pisać, uznaję za cud. Tym, co zdołałam ustalić o tej miłości, jestem trochę rozczarowana. Pocieszam się, jeśli czytacie, to znaczy, że się coś udało, przynajmniej w części.








-----------------------------------------------------------------------------------------------------

1 - Wolfgang von Goethe

2 - Ibid

3, 4, 9 - Wikipedia

5, 6 - „Miłość”, Ignacy Karpowicz

7 - Z audycji z cyklu "Ludzie, epoki, obyczaje" nadanej 31 grudnia 1976 w Polskim Radio, Dariusz Aleksandrowicz

8 - „Poezye Michała - Anioła Buonarrotego”, przekład i wstęp: Lucjan Siemański

10 - artykuły i publikacje Fundacji " Niezła Sztuka"

11- You are here: Michał Anioł » Biografia » Michał Anioł

12- "Czarownica z Portobello", Paulo Coelho

Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4894

Trudna miłość

Post#2 » 27 mar 2018, o 11:42

— Kto, nie widział Kaplicy Sykstyńskiej, ten nie może mieć pojęcia, do czego zdolny jest tylko jeden człowiek 1, Czy do tych słów Wolfganga von Goethego można dodać coś więcej?
Powinno być w cudzysłowie.

Przerywa zadumę ciepły głos Natalie.
Szyk w Yoda style. "Ciepły głos Natalie przerywa zadumę" lub "Zadumę przerywa ciepły głos Natalie".

Może starcza zaufać słowom, pocieszałam się, ślęcząc nad laptopem.
"Wystarczy", "starcza" to kolokwializm i to raczej typowy dla wsi.

Może starcza zaufać słowom, pocieszałam się, ślęcząc nad laptopem. Pojawiły się i znikały pierwsze akapity, ciągle byłam niezadowolona, niespokojna, nic się nie kleiło. Chodziłam jak struta, najchętniej to moje pisanie wepchnęłabym na dno śmietnika.
Chodziła jak struta, ślęcząc nad laptopem? ;))

Mój syn czasem przegląda nowo powstałe dokumenty na moim laptopie.
W tym momencie, więc dość późno, zorientowałam się, że nic nie wiemy o bohaterach. Nie mówiąc o tym, że, nie wiedzieć dlaczego, do tej pory myślałam, że narratorem w pierwszym fragmencie jest mężczyzna, "będę miała" to literówka, a w tekście celowo zmienia się narrator z "niego" na "nią", by przedstawić historię z innej perspektywy lub cokolwiek, to przecież dość częsty zabieg.
Kim jest główna bohaterka? Jak ma na imię, jak ma na imię jej syn, dlaczego tego nie wiemy, skoro nawet przypadkowa Natalie, która była i znika, potraktowana jako wygodny rekwizyt, ma jakieś? Skąd są, skoro jest anglojęzyczne "Natalie"? Nie wiemy nic, a z dialogów i opisów nic nie wynika poza tym, że bohaterka pisze (hobbystycznie? zawodowo?), nosi okulary i musi być po 40-50, skoro ma dorosłego syna.
Nie musimy, oczywiście, wiedzieć, jaki rozmiar buta nosi bohaterka lub czego nie lubiła jeść jako dziecko podczas przedszkolnych obiadów, ale my nie wiemy dosłownie niczego. A wiedzieć cokolwiek warto, bo jednak bohaterowie mają być ludźmi, nie rekwizytami.

Dialogi - miejscami nieprzekonujące. Syn brzmi, jakby cytował lub czytał na głos, nie uczestniczył w rozmowie.

Ogółem ciekawy tekst, zgrabnie napisany, czytanie sprawiało przyjemność, wątek historyczny o Michale Aniole dobrze wprowadzony i ciekawy (podoba mi się pomysł z wprowadzeniem licznych cytatów), ale sama historia wydaje się urwana - nie ma zakończenia, przynajmniej ten koniec nie wygląda jak zakończenie. Jest też zawieszona zupełnie w nicości. Nie ma tła.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 144

Trudna miłość

Post#3 » 27 mar 2018, o 12:54

Witaj Camenne,
wielkie dzięki za czytanie i cenne uwagi. Na portalu stawiam pierwsze kroki. Poprawię się obiecuję.

Pozdrawiam serdecznie.:)

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1885

Trudna miłość

Post#4 » 22 kwie 2018, o 21:38

Jeśli Cię już nazwano słońcem, różą wonną,
Jeśli Cię porównano do dźwięczącej lutni,
Ja dla Ciebie, o Mario Wiktorio Colonno,
Sięgnę wyżej i nazwę Cię smutniej!


...pisał Antoni Słonimski.

O czym jest Twój tekst? Chyba najbardziej o bólach tworzenia. Motyw uczucia wdziera się gwałtownie, jednak zakończenie, a raczej jego brak, pozostawia wszystkie pytania otwarte i to, co nienazwane pomiędzy Mistrzem a Wiktorią, co powinno być osią tekstu, samo się obsuwa na dalszy plan. Można i tak, choć nie mogę odgonić wrażenia, że poszłaś na łatwiznę.

— Akurat, nie ma we mnie nienawiści do świata. To świat nienawidzi mnie.
Trudno o bardziej przekonywujacą manifestację nienawiści do świata :))

Myśl się po głowie plącze, że pisząc po raz kolejny historię tych dwojga, warto by uczucie, być może prawdziwe, byc może powstałe jedynie w wyobraźni artystów, przetransponować na czasy współczesne, warto zestawić namietność tych dwojga z historią jakiejś namiętności rozgrywającej się dzisiaj, pośród nas.

Czasy się zmieniają - ludzie pozostają tacy sami. Najlepszym dowodem - słowa Poety:

Nie obejmę Cię wielkiej, a jako cień lotnej,
Choćby rozpiął ramiona i natężył siły,
I pragnę - wciąż samotny, Ciebie - wciąż samotnej.
Ciebie, lutni mej, róży, gwiazdy i mogiły.

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 144

Trudna miłość

Post#5 » 23 kwie 2018, o 09:09

Bardzo mi przyjemnie, że poświęciłeś mi tyle czasu. Cenię wnikliwe, obszerne komentarze, to o czymś świadczy :) Dobrze tekst odczytałeś :) Powinien wywoływać emocje w czytającym i dzielić czytelników na takich, którym tekst się podoba i takich, którym się nie podoba.

Ten tekst nie mówi niczego o moich osobistych preferencjach, upodobaniach czy poglądach - miał być zrealizowany odrobinę szalony pomysł, to wszystko.

Całkowicie się zgadzam z Twoimi inspirującymi uwagami :)

Wielkie dzięki , jeszcze raz. :) Zapraszam częściej :) :)

Serdeczności.

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1885

Trudna miłość

Post#6 » 23 kwie 2018, o 17:15

helka pętelka pisze:Powinien wywoływać emocje w czytającym
Z tym się zgadzam.

helka pętelka pisze:...idzielić czytelników na takich, którym tekst się podoba i takich, którym się nie podoba.
Sięgnij wyżej. Spróbuj napisać tekst, który łączy.

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 144

Trudna miłość

Post#7 » 23 kwie 2018, o 20:13

Nie odpuszczasz, super. :kocham3:
Przyjmuję wyzwanie i proszę o czas. Zgłoszę się.
Serdeczności.

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości