Szok i niedowierzanie

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 145

Szok i niedowierzanie

Post#1 » 27 mar 2018, o 11:16

— Cześć, Karoline! Anna Norrisson zgodziła się na udzielenie ci wywiadu!

— Zabawne, że właśnie teraz! Dzięki, nie wiem jak ci się odwdzięczę!

Stoję z komórką w dłoni, nie mogę się ruszyć z miejsca. Nigdy za wiele starych, dobrych przyjaciół. Dwa razy próbowałam i dotąd mi się nie udawało, a tu nagle dzisiaj. Cudowna wiadomość! Uwielbiam pisać wywiady, mimo że nie jest to ani prawdziwe dziennikarstwo, ani blogowanie na serio. Kolekcjonuję ciekawych ludzi, nie brzmi to skromnie, no cóż, wielu osobom, które proszę o wywiad to schlebia, pomaga utrzymać się na powierzchni. Gwiazdy błyszczą i znikają, to nic nowego. Z nią będzie inaczej, mój dziennikarski nos mnie nie zawodzi.
Anna Norrisson jest dla mnie obecnie najbardziej ekscytująca pisarką. Spod jej pióra wychodzą dwie powieści rocznie. Myślę, że mogłabym się od niej wiele nauczyć, jest zabójczo inteligentna. Ma filmową wyobraźnię. Przy niej zapewne zapomina się, że jest się głodnym. The Guardian napisał: Wspaniale … Anna Norrisson pozostaje przekonującą pisarką, która przykuwa uwagę bez względu na to, o czym pisze.
Też ją tak odbieram. Przeczytałam jej pierwszą książkę chyba w 1993r, mając wtedy niespełna osiemnaście lat i kilkadziesiąt książkowych horrorów za sobą i naprawdę, niełatwo było mnie przestraszyć.
Życie mnie nie rozpieszczało, niejedno widziałam, od małego dostawałam w kość. Bolało, jeszcze jak. Dom dziecka prowadzony przez siostry zakonne, potem szkoła życia w rodzinie zastępczej. Pamiętam po przeczytaniu jej horroru, bezskutecznie próbowałam zasnąć, przy zapalonym świetle, bałam się wsiąść sama do windy, bez przerwy zerkałam za siebie, w końcu musiałam pójść do terapeuty. Ta książka po latach wciąż mnie przeraża i zarazem fascynuje. Co za niezwykła wyobraźnia? Mam ciągle w oczach rozdział, w którym główny bohater każe zmarłym przedszkolakom, pochowanym na tytułowym cmentarzyku kroić jabłka w krążki, żeby powstała litera O.
Portrety swoich bohaterów buduje na ciekawości świata i potrzebie przygody. Wzbudza skrajne emocje - strach i fascynację, zazdrość i nadzieję, gniew i podziw. Jest obiektem zjadliwych polemik, satyrycznych postów, ale niewątpliwie zasługuje na miano królowej horroru, jest literackim zjawiskiem i to nie tylko za sprawą ostatniej książki. Urodziła się w 1955 r. w New Haven w stanie Connecticut. Jej matka była Niemką. Jest jedynaczką, nie wyszła za mąż, nie ma dzieci. Wywiadów prawie w ogóle nie udziela. I tyle.

****

Wsiadam do auta. Zegarek wskazuje za pięć dziewiątą. Energicznie naciskam pedał gazu, nie lubię się spóźniać. Prowadzi mnie szeroka asfaltowa droga, obramowana, schludnymi, identycznymi domami, wygląda trochę jak rysunek przedszkolaka. Cieszą oczy elewacje starannie wykończonych budynków: jasnoniebieskie, białe albo żółte, grzecznie usadowione na świeżo wykoszonych trawnikach. Brakuje tylko słoneczka najeżonego promieniami, przemyka przez głowę. Szybko docieram na miejsce. Dziwne, brama wjazdowa jest otwarta. Rezydencja pisarki robi wrażenie, wydaje się większa niż oczekiwałam. Rozglądam się z zaciekawieniem dookoła. Drzewa tkwią w bezruchu. W zagłębieniu kipiącego od kwiatów ogrodu widnieje okazały garaż na trzy samochody. Zaprasza, wymuskane niemal do przesady patio za domem. Wszystko wydaje mi się fascynujące, mam lekki zamęt w głowie.
Widzę ją wyraźnie. Czeka na zacienionym, wyłożonym jasnymi kaflami tarasie.

— Cóż, to bardzo to miłe z jej strony — mruczę wysiadając z samochodu.

Zamykam energicznie drzwi i puszczam się marszobiegiem.

Anna, Norrisson – jaka ona jest? Jak jej udało się podbić serca wielu moli książkowych na świecie?

Postać pisarki z każdym moim krokiem staje się coraz wyraźniejsza. Widzę drobną, szczupłą kobietę w czarnej sukience, siedzącą na wózku inwalidzkim. W oczy rzuca się pociągła twarz, pełna zmarszczek i zmęczenia. W wąskich, prostokątnych oprawkach nie wygląda szczególnie groźnie. Na mój widok na szarej twarzy pojawia się nikły uśmiech, powoli wędruje z ust do oczu. Anna Norrisson wyciąga rękę na powitanie.

— Mówmy sobie po imieniu, tak będzie łatwiej — zagaja ze swobodą w głosie, wpatrując się we mnie.

Nie planowałam tego, ale dobrze mi robi. Nie wszystkich byłoby na to stać. Wstyd się przyznać, ale jestem lekko zmieszana. Sam fakt spotkania z wielką Anną Norrisson budzi we mnie podskórny niepokój, nawet nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Rozglądam się dyskretnie po tarasie: lśni czystością, nowoczesne, gustowne meble. Na stojącym w kącie, wiklinowym fotelu coś się rusza.

— Usiądź, proszę! Zaraz podadzą herbatę. No tak, znowu zapomniałam o mojej Wiktorii.

Kotka pręży z zadowoleniem pręgowany grzbiet, tak, jakby właśnie się obudziła.

— Poznaj moją przyjaciółkę.

Ledwo to wymówiła, kotka zeskakuje z fotela i przywiera do moich nóg. Nie mogę się oprzeć, by jej nie pogłaskać. Przez moment napawam się cudownym, elektryzującym dotykiem ciepłej, aksamitnej sierści. Anna schyla się, porywa kotkę w ramiona i zanurza twarz w miękkim, popielatym futerku. Zwierzak wyrywa się, siada na schodach, uważnie nam się przyglądając. Widać, że to ulubiony jej punkt obserwacyjny.
Na policzkach czuję chłodny powiew wiatru. Dobrze robi, łapię oddech. Podają czarną herbatę i croissanty.

— Jak to się stało, że zaczęłaś pisać i czemu właśnie horrory? Co o tym zadecydowało?

— Ależ to bardzo proste. Każdy normalny człowiek ma potrzebę rozmowy, chce lub musi coś z siebie wykrzyczeć. Wcześniej czy później to mu się udaje. Zawsze miałam marzenia i pomysły, które chciałam zmaterializować. Oczywiście nie każdy, by to zrobić, zostaje pisarzem. Ze mną tak to jakoś wyszło.

Czuję, że uśmiecham się mimo woli.

- Zaraz zadasz mi pytanie, dlaczego odnalazłam się w psychologicznych horrorach, zresztą o to wszyscy pytają. Odpowiem, krótko – to była słuszna decyzja, od kołyski poznałam wszystkie odcienie strachu, nie muszę się bardzo starać, by moi czytelnicy też go odczuli. Przyznasz, że moje horrory nie ociekają krwią, a trup ściele się u mnie z rzadka. Nie cierpię czerwonego koloru, nie mam pojęcia o anatomii, ale wydaje mi się, że jestem dobrym psychologiem. Umiem grać na uczuciach, mówią, że jestem wirtuozem horroru, to miłe. Natura człowieka kształtuje się w dzieciństwie, ono decyduje, jaki człowiek jest w życiu. Moja matka religijna fanatyczka, władcza, dominująca, tresowała nas jakby prowadziła hodowlę koni. Jeden z nich w wieku siedemnastu lat wymknął przez okno w stajni i pogalopował w siną dal. Wróć Anno, pisała w listach. Nie odpowiadałam, wtedy nie czułam takiej potrzeby.

Otwieram szeroko oczy, jej beznamiętny głos drażni. Ciśnie mi się na usta tyle pytań, ale jednocześnie boję się je zadać. Anna czeka parę minut i znowu zaczyna mówić, przyspieszając, jakby chciała wyrzucić z siebie jakieś kompromitujące wyznanie.

— Moje dzieciństwo nie było wesołe, szłam przez życie niekochana. W zabawie zepchnęłam mego młodszego brata ze schodów. Patrzyłam zahipnotyzowana, jak powoli spada po schodach, a jego głowa uderza niczym orzech kokosowy o każdy stopień. Leżał na dole, przypominając tobołek. Miał zaledwie roczek, nie chciałam, naprawdę. Nieważne czy go popchnęłam czy nie. Rezultat był ten sam. Nie wybaczono mi, byłam taka mała. Odebrano mi miłość. Po śmierci Davida, matka nigdy nie doszła do siebie, zmieniła się nie do poznania. Ubierała mnie jak chłopaka, raz byłam marynarzem, raz żołnierzykiem. Mój znak rozpoznawczy to była krótka fryzurka, spodnie, koszula – patrzyłam w lustro i w płacz. Laleczka nie, raczej laluś. I bądź tu mądra, człowiek nie wie, co widzi, chłopaka czy dziewczynę. Fascynujące i smutne za razem. Narzucenie takiej roli jest miażdżące dla psychiki dziecka, odbiera mu poczucie własnej wartości, obarcza wątpliwością czy powinno w ogóle być na świecie.

— Czemu mi to wszystko opowiadasz?

— Rzadko się otwieram.

Jest zawstydzona, odpowiada cicho.W oczach Anny widać, że bardzo jej zależy abym jej słuchała, abym wiedziała. Zmuszam się do uśmiechu. Obserwuje mnie! O co jej tak naprawdę chodzi? Jej historia jest trochę jak rozsypująca się, napisana przez życie układanka. Patrzę z niedowierzaniem na nienaturalnie ożywioną twarz. Robi mi się jakoś dziwnie, niby przywykłam, że czasami muszę być konfesjonałem, ale tym razem... Taka praca, sama ją wybrałam. Decydując się na ten wywiad muszę słuchać Anny dalej. Przywołuję się do porządku, w głębi tarasu nie jest cieplej niż na zewnątrz. Trzęsę się z zimna, Anna stuka laską w ścianę.

— Zaraz przyniosą ci pled. Ogrzewanie jest drogie. Moja matka kazałaby ci na rozgrzewkę podskoczyć pięćdziesiąt razy. – "Podskakiwanie nic nie kosztuje". — Czasem jeszcze słyszę te jej słowa.

Śmieje się, chyba trochę ze swojej szczerości. Widzę, że wspomnienia z dzieciństwa całkowicie ją pochłaniają. Jest w nich jakaś przesada, wręcz melodramatyczność.

— Matka miała wady, ale kochała muzykę. — "Dostarcza przyjemności w czystej formie".
Szybko, zapisała mnie na lekcje gry na fortepianie. Po powrocie do domu, kazała ćwiczyć do upadłego, stała nade mną ze szpicrutą, po to ją zresztą zakupiła. - "Moja śliczna Anna będzie pianistką, tak, jak jej dziadek" - opowiadała. No, trudno musiałam się z tym pogodzić. Fakt, dobrej muzyce nie można się oprzeć.

—Wyobraź sobie: Ciemna scena, nie ma kurtyny, pośrodku cylindryczne akwarium, podświetlone tak, by wyglądało jak jaskinia. Stopniowo gasną światła, coraz mocniej oświetlają jaskinię, a na widowni gasną. Dźwięki nabierają rytmu, harmonii, robią się coraz głośniejsze. Syk, świst wiatru. Szuranie. Bicie serca. Skórzaste skrzydła. Rozbrzmiewa Rapsodia na temat Paganiniego Rachmaninowa. Cudowna doznania, tylko anioły potrafią, tak perfekcyjnie zagrać koncert — powiedziałby Bóg.
Mówi zduszonym głosem, wyrzucane zdania brzmią dziwacznie, a nawet efekciarsko. Wózek gwałtownie odsuwa się w tył.

— Wszystko w porządku?

— Okej — I ciągnie dalej, marszcząc twarz jak papier. — Od ojczyma starałam się trzymać z daleka, tak było bezpieczniej. Nasze stosunki przypominały relację rzepa z psem. Chciał żebym została inżynierem, tak jak on. Zabawne, ale tak sobie wymyślił. Okazało się, że jestem słaba z matematyki, to mnie uratowało. Był wyraźnie rozczarowany, z trudem powściągał złość. Zostałam przez niego zdymisjonowana, wymazana. Poczułam ulgę, dopiero, gdy się wyprowadził.
Pisać zaczęłam, kiedy zaczęłam dorastać. Na początku to były jakieś nieudolne wierszydła, zwykłe zapiski małolaty. Matka stroszyła brwi, lekcje fortepianu można kontrolować, pisania nie. Miała specjalne sposoby karania mnie: do łóżka bez kolacji, siedzenie w zamkniętym pokoju, ale najgorszy był krzyk. Tam gdzie rządzi strach, jedyną metodą przetrwania jest posłuszeństwo. A ja w tym byłam dobra, grzeczna, grzeczniejsza, najgrzeczniejsza. Oczywiście udawałam. Spisywałam się świetnie, aż się wydało. Leżałam na brzegu kanapy, a ona tłukła mnie na kwaśne jabłko. Skaranie z taką matką. Nie dało się w codziennym życiu uniknąć swojej manii prześladowczej, jedynej rozsądnej reakcji na zagrożenie. Opanowałam sztukę chodzenia na palcach, zamierania bez ruchu. Trwanie w ciągłej czujności męczy. Gdy piszę, wydaje się, że niektóre dawno pogrzebane rzeczy wychodzą na nowo, odżywają ze zdwojoną siłą. Ma to i swoje dobre strony, moje dawne przeżycia mnie nadal przerażają, ale inaczej, stają się inspiracją. Na przykład tworząc postać Marka wyobrażałam sobie, że przede mną staje mój zmarły ojczym, potwór o twarzy wściekłego klauna i wywrzaskuje moje wszystkie przewinienia. Nie muszę studiować cudzych życiorysów wystarczy mi mój - wyrzuca jednym tchem, jakby nauczyła się na pamięć.

Nerwowo popijam herbatę. Moja filiżanka znowu jest pusta. Anna dolewa machinalnie. Nie śmiem jej przerwać, ma w sobie tyle energii. Od czasu do czasu wychodzi z roli ujmującej i kompetentnej kobiety sukcesu, porzuca fasadę pełnej kontroli i zwierza jakąś słabość, kolejne, bolesne wspomnienie z dzieciństwa. Patrzę na Annę, słucham tego, co mówi, ale chwilami jestem zniesmaczona, kłopotliwy prezent wciskany na siłę. Nie opuszcza mnie wrażenie, że w jej siwej głowie, tu na moich oczach rodzi się kolejny horror lub, że uczestniczę w jakimś zaaranżowanym, niesamowitym spektaklu.
O Boże, pogrywa ze mną jak chce!

Na zewnątrz zaczyna padać drobny deszcz. Spuszczam głowę, ale ciągle czuję na sobie wzrok Anny. W myślach każe mi ją podnieść, bym ją zobaczyła. Podnoszę ją. Widzę ją. Jej twarz jest zastygła. Nad czym myślisz?

— Wydaje mi się, że mogłabym ci powierzyć wszystkie swoje tajemnice. Mam nadzieję,że się dogadamy. Chciałabyś pracować dla mnie? — Pyta z naciskiem, posyłając przenikliwe spojrzenie.

Robię się czujna. Słyszałam o jej niezwykłych pomysłach, ale ta propozycja wydaje mi się, co najmniej dziwna, a na pewno zaskakująca. Bycie pisarzem przynajmniej tak, jak to robi Anna, czyli pisanie, wydawanie, nieustanne jeżdżenie, promowanie, udzielanie niezliczonej ilości wywiadów, musi być niezwykle absorbujące. Na dodatek porusza się na wózku inwalidzkim. Ktoś jej zapewne pomaga. Jaka byłaby moja rola? Anna jest tajemnicza. Bardzo bym chciała jej pomóc w pracy, lubię przygody, ale inaczej zaplanowałam swoje życie, a poza tym szybko stałabym się jej cieniem, zdominowałaby mnie, zawłaszczyła, a tego nie zniosę.
Nie jestem dobrą dyplomatką, nie lubię zakłamywać prawdy, tym razem brakuje mi odwagi, by jej odmówić. Sytuacja robi się z każdą sekundą coraz bardziej niezręczna, spuszczam oczy jak pensjonarka, ściska mnie w dołku. Udaję, że robię notatki. Anna mierzy mnie wzrokiem. – Nie mogę, nie chcę! , mam na końcu języka. Na czole Anny pojawia się cień gniewu.

— Nie wiesz wszystkiego, jesteś moją córką! Zaskoczona? Wiem, że bez dowodów to niewiele znaczy. Służę nazwiskami, datami, miejscami.

Wydaje mi się, że śnię. To jakiś żart, koszmarny żart! Czuję się okropnie, jak wątłe źdźbło porwane przez wiatr.

Cmoka głośno, z pogardą.

– Nie chcesz ze mną zostać, trudno. Rozumiem – mówi z ubolewaniem, jej oczy wzbierają łzami.

Nie mogę nic z siebie wykrztusić, mam ściśnięte gardło, zszokowana patrzę na Annę z niedowierzaniem. Ta dyskusja dawno przestała być dyskusją! Niebo w sekundzie runęło mi na głowę. Wyraz matka ma w sobie tyle mocy...W końcu wydobywam z siebie głos:

— Czego ode mnie chcesz?

— Już ci mówiłam, nie będę powtarzać. No, idź głuptasie, idź, jesteś wolna. Nie wiesz, co tracisz.

Wracam do samochodu ze spuszczoną głową i napiętymi łydkami. Nie mogę, naprawdę... czuję się jak wariatka., szepczę. Torba waży tak dużo, że tracę równowagę. Nic a nic z zaistniałej sytuacji nie rozumiem, jestem wstrząśnięta. Na próżno szukam związku między mną a Anną Norrisson. Przecież, nawet się nie znamy.
Co jest z tobą? Przejechałaś taki kawał drogi i teraz chcesz się odwrócić na pięcie, uciekać! – Pytam sama siebie.
Te myśli wędrują wraz ze mną, pulsując w rytm moich kroków. Dotąd nie znałam płytkości swojego tchórzostwa. Zatrzaskuję drzwi samochodu, siedzę w nim w jak sparaliżowana. Po chwili wściekłość wciska mnie w oparcie.
Cholera jasna! – Uderzam pięścią w kierownicę. – Nie jestem pewna czy powinnam, teraz... Idź do niej!
Posłuszna temu głosowi wysiadam z samochodu. Biegnę, z powrotem, aż brak mi tchu.
Anna widząc mnie, odkłada jakieś zapisane kartki.

— Ty, znowu? Wynoś się!

Przygląda się uważnie, usiłując nieporadnie podnieść się z wózka, jakby rozszyfrowała moją duszę.

— Nigdzie nie pójdę, dopóki mi…

— Powiedziałam wynoś się! Już!

Ton głosu Anny robi się nieprzyjemny. Ręką pokazuje drzwi, nagły dreszcz wstrząsa jej ciałem.

— Zostawiłaś mnie! Bez słowa! Nic! Teraz chcę usłyszeć, dlaczego! Jakiekolwiek by nie było, chcę je usłyszeć. Teraz!

— Nic, ci mam do powiedzenia.

— Owszem, coś masz. Po co zaczynałaś?

Łapię ją mocno za rękę, czuję, że wszystko może się zdarzyć. Rozmowa robi się absurdalna.

— Wynoś się, zanim stanie się coś złego – niemal z płaczem krzyczy.

—Zamknij się i odpowiedz mi. Dlaczego? Muszę wiedzieć, Anno.

— Bo skłamałam! Skłamałam! Skłamałam. Chciałam jej zadośćuczynić, za brata.

Twarz Anny ocieka potem, trzęsą się ręce.

— Powiedz, komu skłamałaś?

— Matce. Chciałam, aby wzięła mnie za rękę, żeby, choć raz popatrzyła na mnie z dumą.

— I co?

— Zrobiła to. Nawet mnie polubiła. Zamieszkałyśmy na krótko, razem. Pisałam. Cieszyła się z moich pierwszych pisarskich sukcesów. Nawet nie ganiła mnie, że spałam z mężczyznami, których imion nawet nie pamiętam. Robiłam się okrągła, coraz okrąglejsza. Żyłaś w mnie, już czułam ruchy, a ja nic tylko zabiegałam o jej względy, chciałam wyżebrać trochę miłości. Inne moje emocje zaszyły się gdzieś głęboko. Siedziałam z matką, trzymałam ją za dłoń, próbowałam oglądać programy religijne, ale z Bogiem nie było mi po drodze. Utwierdzałam ją w przekonaniu, że to będzie chłopiec, kłamałam, że będzie miała wnuka, że zastąpisz jej syna. Byłam dorosła, a byłam jak dziecko, które słowa matki traktuje, jako prawdę najprawdziwszą; że ma rację, że dziewczynki są lekkomyślne, złe, niewdzięczne. I choć wiek wyposażył mnie w przynajmniej średnią umiejętność myślenia, to w głębi duszy i całego mojego jestestwa słowa rodzicielki zawsze wydawały mi się bardzo ważne. Bo komu innemu, jak nie mamusi, wierzy dziecko i w co innego może wierzyć dorosła osoba, której przez trzydzieści lat powtarzane jest to samo? Bo to przecież mama, a mamy zawsze mają rację i chcą najlepiej dla swoich dzieci. A ja, podświadomie, bałam się swojego macierzyństwa, bałam się, że mu nie podołam i z tego strachu z ciebie zrezygnowałam. Wreszcie pękłam jak wielki, dojrzały owoc, wypadłaś ze mnie jak mała pestka. Oddałam cię. Jestem potworem, ale wierz mi nie chciałabyś przeżyć tego, co ja, do dziś budzę się w nocy i krzyczę.

Mówiąc, patrzy na mnie błędnym wzrokiem.

— Anno, powiedz mi całą prawdę, od początku, proszę cię… Nie częstuj mnie ochłapami.

Sławna pisarka nie odzywa się więcej, wymiana zdań wygasa. Zamienia mnie w miliony dalszych pytań, nie mogę się ruszyć, czekam nie wiem, na co.

— Nic tu po mnie. Mam dosyć, jest jak być musi... – mamroczę.

Czuję się całkowicie bezradna. W gardle mi zaschło mi tak, że nie mogę dłużej wytrzymać. Kątem oka spoglądam na Annę. Ma nieokreśloną minę krótkowidzki, w której czytam wyłącznie smutek. Odwracam się bez słowa. Słychać tylko bzykanie fruwającej wokół muchy.

****

Rzadko wracam pamięcią do tamtego dnia, to wszystko było jak zły film, poprowadzony ciężką ręką smętny bubel. Do dziś nie znajduję odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, dlaczego zostałam przez Annę tak brutalnie potraktowana. To pozostanie tajemnicą. Nie ma kropki kończącej to zdanie. Ile w życiu zależy od przypadku? A może to wcale nie był przypadek...Tak, "czasem trzeba zapomnieć, żeby zrozumieć".
Mojego wywiadu z Anną Norrisson nigdy nie opublikowałam.


****
Niedawno ukazał się ostatni horror psychologiczny Anny, o tytule – "Język zmartwiał: słów nie było".
Odniósł niezaprzeczalny sukces czytelniczy. To piękna i nieustannie trzymająca w napięciu proza. Tej powieści nie da się zapomnieć. Wstrząsająca. Mało, kto pozostał obojętny. Otrzymała za nią nagrodę Pulitzera.
Przytoczę fragment recenzji z New York Timesa:
"Anna Norrisson po raz kolejny nie zawodzi swoich wiernych czytelników. Odkrywa istotę bliskości i samotności, porusza to, co sekretne, skrywane, mroczne. To wyjątkowa książka w jej dorobku, dzieli się głęboką refleksją i własną historią. Autorka uczy, jak wykorzystywać niepowtarzalną szansę, by na zawsze zmienić siebie i swoje życie – na lepsze…"

Tagi:

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1736

Bez tytułu

Post#2 » 27 mar 2018, o 19:32

 ! Wiadomość z: DuralT
§ 2: Zakładanie tematów
2. Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Wszelkie tematy zawierające w nazwie "Tytuł roboczy", "Moje opowiadanie" itp. mogą zostać usunięte bez poinformowania przez moderację.

Primo

Publicystyka - Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.

Czy na pewno Twój tekst powinien przynależeć do powyższego działu? Zwłaszcza, że tagujesz go: opowiadanie; obyczajowe. Przenoszę go do stosownego działu.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 145

Bez tytułu

Post#3 » 27 mar 2018, o 20:28

"Przenoszę go do stosownego działu."

Nie mam nic przeciwko. Dzięki.

Pozdrawiam.:)

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1736

Bez tytułu

Post#4 » 27 mar 2018, o 21:12

Pierwszy punkt oznaczał coś w rodzaju: zmień tytuł na stosowny, bo tekst może zostać usunięty lub trafi do szuflady obyczajowej.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 145

Bez tytułu

Post#5 » 27 mar 2018, o 22:14

Jestem na portalu nowa. Nie umiem sama zmienić tytułu, proszę o pomoc.
Nowy tytuł "Szok i niedowierzanie"

Będę zobowiązana. :smiley:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4915

Szok i niedowierzanie

Post#6 » 28 mar 2018, o 10:44

Masz ciekawe pomysły na teksty, ale sprawiają wrażenie bardzo niedopracowanych. Styl jest w gruncie rzeczy płynny, mimo różnych potknięć, masz dryg do opisywania historii, to na pewno, ale są elementy zaniedbane lub nieprzemyślane. Mogłabym powtórzyć parę słów z poprzedniego komentarza, te o świecie, bohaterce i braku wyraźnego zakończenia, ale tu z kolei spodobała mi się sama postać Anny - mimo że to trochę sztampa i oczywistość, że autor horrorów nie może być normalny i oczywiście winne jest dzieciństwo, to wzbudza ciekawość i sympatię, ma otoczkę tajemniczości wokół siebie i daje się poznać jako osoba z cechami i przeszłością, w przeciwieństwie do bohaterów poprzedniego tekstu i głównej bohaterki tego.
Tekst wydaje się urwany w połowie, tak samo, jak trochę wrzucone na siłę wydaje się to wyznanie, że Anna jest matką Karoline i że Karoline miała być pociechą po bracie, którego Anna zabiła jako dziecko, ale że urodziła się dziewczynką, to została oddana do adopcji. Ten wątek pasuje moim zdaniem do historii, ale nie tak wprowadzony. Zakończenie też nieco jak pięść do nosa (moim zdaniem) - spodziewałam się ciągu dalszego zamiast podsumowania w paru zdaniach, że Anna wydała nową książkę, a Karoline nigdy nie opublikowała wywiadu. Wygląda to trochę tak, jakby tekst został porzucony w połowie pomysłu, a zakończenie zostało napisane, by nie zostawiać tak bez czegokolwiek na końcu.
Mimo to na pewno ta historia ma swój potencjał, podoba mi się, że jako osoba pisząca bierzesz na warsztat bohaterów-pisarzy. Takie kingowskie trochę.

Myślę, że byłoby warto, byś się przedstawiła w dziale "Przywitaj się", bo właściwie nic o tobie nie wiemy, a czasem informacja choćby o tym, ile ktoś ma lat i czy długo pisze, dużo daje, gdy się czyta i komentuje.
Polecam też wstawić wcięcie akapitowe do tekstu, opis, jak to zrobić na forum, mam zalinkowany w podpisie niżej.

Trochę różnych uwag:
– Cześć Karoline!

Przecinek przed wołaczem.
"Karoline" to raczej niemieckie imię, jak w poprzednim tekście nie wiemy, gdzie toczy się akcja tekstu i jakiej narodowości jest bohaterka, więc może i jest Niemką, może ma korzenie niemieckie, ale to gdybologia, której nie powinniśmy uprawiać.

Gwiazdy eksplodują i znikają, to nic nowego.
Jeżeli odnosić się do gwiazd w sensie ciała niebieskiego, nie znikają ;)) Eksplozja wskazuje na to, że to taka gra słowna, miałaś na myśli gwiazdę w sensie sławnej osoby, a użyłaś określenia pasującego do ciała niebieskiego, co jest pomysłowe i zgrabne, ale logicznie nieakuratne.

Anna Norrison zgodziła się na udzielenie ci wywiadu!
(...)
Anna Norisson jest dla mnie obecnie najbardziej ekscytująca pisarką,
(...)
Anna Norrison pozostaje przekonującą pisarką, która przykuwa uwagę bez względu na to, o czym pisze.

Mylić imię własnej postaci - bardzo niefortunne ;))

Wspaniale … Anna Norrison pozostaje przekonującą pisarką, która przykuwa uwagę bez względu na to, o czym pisze.
Tak zasadniczo raczej powinno być "której książki przykuwają uwagę bez względu na to, o czym są", bo z kontekstu to jej książki są świetne i przykuwają uwagę, nie sama osoba - a przynajmniej tak w idealnym świecie powinno być.

bez umiaru,
"bez umiaru" to raczej nie jest pochlebne określenie.

Mam ciągle w oczach rozdział, w którym każe swoim zmarłym przedszkolakom, pochowanym na tytułowym cmentarzyku kroić jabłka w krążki, żeby powstała litera O.
Wiem, że bohaterka może mieć różne poglądy i różnie widzieć sprawy, ale jako aspirująca pisarka/dziennikarka powinna wiedzieć, że oddziela się bohaterów książek od osoby autora, a więc raczej "(...) w którym BOHATER każe swoim zmarłym przedszkolakom", nie sama autorka.

Portrety swoich bohaterów buduje nie tylko na odrzuceniu przez innych spraw, ale na ciekawości świata i potrzebie przygody.
Trochę nie rozumiem pierwszej części zdania - jak można kreować postać na odrzucaniu spraw?

Wsiadam do auta, energicznie naciskam pedał gazu, nie lubię się spóźniać.
To trochę czepialstwo, ale zdanie sugeruje, że te dwie pierwsze czynności dzieją się natychmiast po sobie, a od wejścia do auta do naciskania pedału jest trooochę innych czynności.

Droga obramowana, schludnymi, identycznymi domami, wygląda jak rysunek przedszkolaka, z tymi elewacjami jasnoniebieskimi, białymi albo żółtymi, grzecznie usadowionymi na wykoszonych trawnikach.
Podmioty się gubią. Droga była z elewacjami, rysunek z elewacjami?

Wsiadam do auta, energicznie naciskam pedał gazu, nie lubię się spóźniać. Droga obramowana, schludnymi, identycznymi domami, wygląda jak rysunek przedszkolaka, z tymi elewacjami jasnoniebieskimi, białymi albo żółtymi, grzecznie usadowionymi na wykoszonych trawnikach. Brakuje tylko słoneczka najeżonego promieniami. Garaż na dwa samochody. Patio za domem. Widzę ją wyraźnie, czeka na zacienionym tarasie. Wysiadam z samochodu i puszczam się marszobiegiem.
W środku tego opisu masz straszny przeskok - z opisu osiedla/okolicy przechodzisz nagle do domu pisarki, jest nagle obserwacja tego, co jest za samym domem. Trochę bałagan.

Masz bałagan z imionami - niemieckie Karoline, uniwersalną Annę i polskich Wiktorię i Adasia. Znowu nie wiemy nic właściwie o świecie przedstawionym i właściwie nie musimy znać jakiś szczegółów, ale jeżeli jest taki misz-masz, czytelnik zaczyna się zastanawiać, dlaczego. Gdybyś miała po prostu Karolinę i Annę Nowak-Pieczarkę lub jakkolwiek mogłaby mieć na nazwisko, każdy by przyjął, że to po prostu Polska, jakieś bliżej nieokreślone miasto, i prawdopodobnie nie potrzebowałby więcej, ale gdy masz Karoline, Annę o skandynawsko brzmiącym nazwisku i Adasia to zaczynamy skupiać się na tym, zamiast na treści.

– Matka miała wady, ale kochała muzykę. – Dostarcza przyjemności w czystej formie. – Szybko, zapisała mnie na lekcje gry na fortepianie. Po powrocie do domu, kazała mi ćwiczyć do upadłego, stała nade mną ze szpicrutą, po to ją zresztą zakupiła. - Moja śliczna Anna będzie pianistką, tak, jak jej dziadek- opowiadała. No, trudno musiałam się z tym pogodzić. Fakt, dobrej muzyce nie można się oprzeć.
W obrębie dialogu cytowane wypowiedzi innych bohaterów powinny być w cudzysłowie.


Nie planowałam tego, ale dobrze mi to robi. (...)
Na policzkach czuję chłodny powiew wiatru. Dobrze robi, łapię oddech.

Niby daleko od siebie, ale jeżeli używasz dość nietypowych sformułowań, to wyglądają jak powtórzenia, mimo że są tak od siebie odległe.

O Boże, pogrywa ze mną jak chce! Czuję się jak dupek w spódnicy.
Dlaczego "dupek"? Bohaterka nie jest niemiła wobec Anny, słucha jej monologu i prawie nie przerywa, co w tym dupkowatego?

– Nie wiesz wszystkiego, jesteś moją córką! Wiem, że bez dowodów to niewiele znaczy. Służę nazwiskami, datami, miejscami.
Chyba nie tak się wyjawia takie rzeczy :D

Wracam do samochodu z pochylonym karkiem
Karku nie da się pochylić, pochylić można głowę.

Torba waży tak dużo, że tracę równowagę, chwieją się kostki u nóg.
Niepotrzebnie dookreślone "u nóg", bo wiadomo, że o nie chodzi.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 145

Szok i niedowierzanie

Post#7 » 28 mar 2018, o 11:43

Camenne,

dzięki, że do mnie zajrzałaś. :)

Twoje opinia jest dla mnie bardzo cenna.

To tak jest, gdy łapię dziesięć srok za ogon.

Chętnie popracuję nad tym tekstem, "w dążeniu do doskonałości." :smiley:

Nie wiem czy teksty na tym portalu można edytować? Poruszam się trochę jak we mgle :)

Serdeczności. :smiley:

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4915

Szok i niedowierzanie

Post#8 » 28 mar 2018, o 12:23

Nie ma za co :)

Nie wiem czy teksty na tym portalu można edytować? Poruszam się trochę jak we mgle :)
Pewnie :) W górnym prawym rogu swojego posta masz ikonkę ołóweczka, po kliknięciu otworzy ci się edytor, możesz bez problemu zmieniać treść i tytuł.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
ensamheten
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 76

Szok i niedowierzanie

Post#9 » 28 mar 2018, o 13:58

Zacząłem czytać, ale nie przebrnąłem. Nie polecam narracji pierwszosobowej, a już zwłaszcza w czasie teraźniejszym.

Dialogi zalatują sztucznością, monologi trochę też. Za dużo nazywania rzeczy po imieniu, zamiast ich pokazywania.
För några är ensamheten icke en omständighet som de ha råkat i, utan en egenskap.

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 145

Szok i niedowierzanie

Post#10 » 28 mar 2018, o 14:48

I tak bywa. :smiley:
Dziękuję pięknie, za wizytę pod tekstem.

Miłego. :smiley:

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości