Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

O miłości do teatru

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

O miłości do teatru

Post#1 » 31 mar 2018, o 10:11

Od autora: Fragment z cyklu " Moje miasto" . Zrodził się z miłości do Gdańska, mojego rodzinnego miasta. Dla mnie ono było i jest początkiem wszystkiego.
Polecam tę lekturę każdemu, komu szczęśliwym trafem zepsuł się telewizor i nie wie, co zrobić z czasem.
Serdecznie zapraszam.
:smiley:


O miłości do teatru


Gdy na niebie zawisł księżyc, srebrząc bruki uliczek gdańskiej starówki, a stromymi dachami przemknęły ostatnie koty, w mieszkaniu na trzecim piętrze starej kamienicy przy ulicy Ogarnej, zapaliło się nikłe światło małej lampki.

— Kocham pisanie. To zajęcie daje mi moc, pozwala poczuć swoją obecność w tej chwili i w życiu.To dana przez Boga szansa, muszę ją wykorzystać — szeptała Domorosła Autorka, spoglądając tęsknie na swojego laptopa.

Mąż stał w progu, patrząc podejrzliwie. Na dźwięk głosu żony jego twarz poczerwieniała, jak u rozzłoszczonego raka.

— Co takiego, czy dobrze słyszę? Laptop to najlepszy twój kochanek, oprócz mnie, oczywiście.

Ton głosu gospodarza domu zdradzał lekki niepokój.

— Tylko ty zauważasz tendencje i za to cię kocham — szczerze wyznała.

Uśmiechnęła się zalotnie i przytuliła do wydatnej piersi małżonka. Czerwień z lica męża spełzła bez śladu, nie mógł opanować wzruszenia, uścisnął dłoń żony i szurając kapciami, ruszył przez długi przedpokój.Tego piątkowego wieczoru, styrany minionym tygodniem marzył jedynie o słodkiej drzemce w ulubionym uszatym fotelu. Jako troskliwa żona, Domorosła Autorka dokładnie otuliła nogi ślubnego pledem i lekkim krokiem wróciła do siebie. W chwilę potem została sam na sam z laptopem i ze swoimi myślami, mogła nareszcie w spokoju oddać się pracy. Będzie to opowieść o narodzinach nowego teatru szekspirowskiego w Gdańsku.Ta cząstka bogatej przeszłości mego grodu zasługuje na szacunek, czas ją przypomnieć, niewątpliwie jest warta poznania, uznała.
Dzwony na gdańskich kościołach właśnie biły godzinę dziewiątą.Wszystko zaczęło przecierać się w kruchej pamięci, jak na czystym ekranie telewizora. Nareszcie, mogła bez pośpiechu, małymi krokami realizować wszystko, co sobie wcześniej zamierzyła. Z miłości do Gdańska i przyjaźni do samej siebie, powoli wkraczała w swój świat, podążała swoją drogą. Na ekranie monitora pojawiły się pierwsze litery.

****

Całkiem zwyczajnie zaczęła się ta historia.

W czasach, gdy na tłoczonych licznie, złotych dukatach, widniał dumny napis "Gdańsk jest miastem bezpiecznym pod Boga i Orła opieką" jego mieszczańska społeczność wygodnie żyła i pracowała. Pomyślność i rosnące bogactwo były dobrym podłożem dla rozkwitu kultury miasta.

Wiek XVI i XVII były dla dumnego królewskiego grodu, przy ujściu Wisły i największego portu morskiego w Europie Środkowo- Wschodniej, wyjątkowym dla rozwoju sztuki teatralnej.W mieście już około 1600 roku pojawiły się trupy angielskich komediantów. Wędrowały lądem i wodą z odległego Londynu, w którym dramat i teatr przeżywały swój wielki rozkwit, a jedną z najpopularniejszych acz nie koniecznie dochodowych profesji, było aktorstwo. W sytuacji, gdy jeden aktor przypadał na tysiąc mieszkańców, Londyn królowej Elżbiety I okazał się za ciasny. Trupy aktorów objeżdżały z powodzeniem prowincje wyspy, jednak coraz częściej decydowały się na szukanie szczęścia na kontynencie. Sława o kunszcie aktorskim komediantów rozprzestrzeniała się lotem błyskawicy. Nic dziwnego, że w ciągu niecałego półwiecza angielscy aktorzy podbili świat teatralny Europy, na północ od Alp. Nie grymasili- grali dla protestantów i dla katolików, w kościołach i na ulicach. Wiliam Szekspir powiedział o swoich kumplach po fachu, że są streszczeniem i kroniką swych czasów. Zwabieni położeniem Gdańska i jego znaną gościnnością, angielscy komedianci stanęli u bram miasta około 1640 roku. W tym czasie, tuż przy murach obronnych wzniesiony został pierwszy publiczny teatr w Rzeczypospolitej. Dobrze służył gdańszczanom, przez blisko dwa wieki. Była to słynna Szkoła Fechtunku, służąca swym prostym, drewnianym wnętrzem pojedynkom szermierczym i wszelkim popisom teatralnym. Budynek był wierną kopią teatrów elżbietańskiej Anglii. Jeszcze za życia wielkiego Szekspira, odegrano na jego deskach prawie wszystkie jego tragedie i komedie. Na wieść, że przybyli komedianci, całe miasto zmieniało się do niepoznaki, zaczynało tętnić niegrzeszną swobodą, śpiewem i tańcem, z mazurkiem i polonezem na czele. Podczas dwutygodniowego odpustu św.Dominika Anglicy przebrani w krzykliwe, barwne szaty, grali szczególnie dużo i ciekawie. Swoją pasją i angielskim humorem wywabiali z domów wszystkich, bez względu na stan i piastowany urząd. Na drewnianych, trzykondygnacyjnych galeriach teatru rozsiadało się trzy tysiące rozentuzjazmowanych mieszczan. Reszta uboższej widowni spragniona gry komediantów uparcie stała tuż przy samej scenie.

Występom trup teatralnych towarzyszyły barwne, głośne kiermasze, walki psów i kogutów, popisy kolorowych kuglarzy, akrobatów i zwinnych linoskoczków, w obcisłych, łaciastych kostiumach. Piwniczne szynkownie przygotowywały wielkie beczki słynnych trunków. Nie brakło i rozmaitej muzyki. W bramach domów, na smętnych, jednostrunowych skrzypcach rzępolili wędrowni muzycy, a w drewnianych klatkach skrzeczały zielone papugi. W mieście panowało uroczyste, jarmarczne zamieszanie i niezwykły rwetes. Ponad muzykę i gwar głosów, buchających z jarmarcznego tłoku wynosiły się wołania pyskatych, zapobiegliwych gdańskich przekupek. Wystawiano dla dziatwy huśtawki i kolorowe karuzele. Gdzieś zapodziewała się patrycjuszowska dostojność, cichy Gdańsk ożywał sztuką teatralną, obrzędem jarmarku i zabawą. Ulicznym rozrywkom i powszechnej szczerej, prostej wesołości nie było końca, krążyły puchary, nocy szybko ubywało. Wszyscy bez wyjątku mali i wielcy brali w niej udział, chcieli więcej i więcej. Dowodzi tego zachowane rycina z XVII wieku, ukazujące nagą prawdę o drewnianym budynku Szkoły Fechtunku, widniejącym na tle zachowanych do dziś, okazałych, średniowiecznych murów obronnych miasta. Jeszcze nie minęło Dominikowe wesele, a już gdańszczanie w przyszłość wybiegali przewracając kartki kupionego na Dominiku kalendarza na rok następny, odhaczali w nich następne terminy aktorskich popisów. — Do przyszłego, mówili.

****

Czas zwijał się w kłębek, stary gdański zegar, co godzinę przypominał o swoim istnieniu, a Domorosła Autorka w pocie czoła pisała. Kropki po ostatnim zdaniu nie było widać. Gdy szary świt powiedział dzień dobry, przetarła dłonią zmęczone oczy i uważnie sprawdziła napisane wiersze. Postawiła niecałe dziewięć tysięcy znaków ze spacjami, tak pokazał licznik edytora.
Jak na opowiadanie, to może niewiele? Głupia sprawa. Omiotła strapionym spojrzeniem widniejącą na ścianie pokoju starą mapę Gdańska. Pomogło, dostała skrzydeł, spłynęły palce na klawisze.

— Opowiem jeszcze krótko o nowym teatrze szekspirowskim i jego architekturze. Dotrzymuję danego słowa, tylko chwilkę odpocznę — jęknęła.

Powoli podniosła się z krzesła, rozprostowała zmęczone ciało, aż coś chrupnęło w kościach, podeszła chwiejnym krokiem do okna i rozsunęła firankę. Wiatr dmuchnął w zamglone źrenice. W oddali majaczył lśniący dach monumentalnego teatru szekspirowskiego, usytuowanego na rzut kamieniem od jej domu. Na tle granatowego nieba wyglądał imponująco, jak "śpiący wieloryb na środku oceanu". To celne porównanie usłyszała z ust urzeczonego teatrem turysty.
O tym teatrze można mówić długo, nawet należy powiedzieć, że powstał na właściwym miejscu. Niechaj los go na wieki zachowa, wraz z pamięcią o ludziach, którzy powołali teatr do drugiego życia.
Budowę obiektu udało się wbrew różnym przeciwnościom losu niedawno zakończyć. Zwarta, surowa, wzniesiona z czarnej, ręcznie formowanej cegły bryła, na stałe wpisała się w czerwoną sylwetę Głównego Miasta. Usytuowanie budowli nie jest dziełem przypadku, ma wielowiekowe tradycje. W grubych murach teatru widz czuje się bezpiecznie, jak dobrze przytuli ucho do ściany, to słyszy tajemniczy szept historii i muzykę dominikańskich dzwonów. Mury świadczą gromkim głosem. Warto ulec pokusie i oddać się zadumie. Nowy teatr ma świetnych aktorów i coraz lepszy repertuar. Nawet byle błahostkę sceniczną poprzedzają niezliczone próby, konsultacje i Bóg wie, co jeszcze. Perfekcja. No cóż, ten teatr jest niesamowity, cieszy, rozgrzewa emocje...

Chwila przerwy w pisaniu Autorce zrobiła dobrze. Sam talent nie wystarczy, potrzeba czegoś jeszcze.


— Ile tu naukowej krzątaniny wokół tematu, zdawałoby się, najbłahszego z błahych. Ile szperania w opracowaniach monograficznych, słownikach i encyklopediach. Skończyłam, może kiedyś odeśpię. Dzisiejszego wieczoru czeka mnie flircik z Sir Johnem Falstaffem. Można go polubić bez żadnych oporów. Pan mąż godzi się na to bez ujmy na honorze. Przez otwarty dach teatru policzymy gwiazdy na gdańskim nieboskłonie. Poświęcimy parę godzin wyśmienitej zabawie, utoniemy zgodnie w słowach mistrza Szekspira i wybornej muzyce. Zakosztujemy świata „Wesołych Kumoszek z Windsoru”. W nim można zatracić się bez reszty — szeptała. Zmęczenie ulatywało w niebyt.

Tagi:

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1740

O miłości do teatru

Post#2 » 31 mar 2018, o 12:47

Dobrze, że napisałaś. Nie chodzę do teatru, bo nie po drodze, ale sztuka aktorska czyni na mnie ogromne wrażenie.

Fajny i przyjemny tekst. Wiele drobiazgów bym poprawił, ale przed Świętami łatwo nie jest, a i czas nie ten. Poniżej kilka uwag oraz jedna propozycja.

Ta cząstka bogatej przeszłości mego grodu zasługuje na szacunek, czas ją przypomnieć, niewątpliwie jest warta poznania.[/i, uznała.
Problem z formatowaniem tekstu.

Odhaczali w nich następne terminy aktorskich popisów. - [i]Do przyszłego , mówili.
...jak wyżej.

O tym teatrze można mówić długo, nawet należy powiedzieć, że jest właściwym teatrem na właściwym miejscu.
Niedobre zdanie. Napisałbym inaczej.

Niechaj los go na wieki zachowa, wraz z pamięcią o ludziach, którzy powołali go do drugiego życia.
Powtarza się 'go' i przeszkadza.

W nim można zatracić się bez reszty — szeptała, a zmęczenie ulatywało w niebyt.
Pozwole sobie zaproponować dwa zdania zamiast jednego: W nim można zatracić się bez reszty — szeptała. Zmęczenie ulatywało w niebyt.

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

O miłości do teatru

Post#3 » 31 mar 2018, o 13:12

Cześć,

cieszę się, że tekst się podoba. :smiley:

Tak, tak masz rację, drobiazgi do poprawki. Dzięki.

Pogodnych Świąt :smiley:

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości