Zachęcamy do głosowania! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Maja czeka nagroda książkowa - powieść ''W imię dziecka'' autorstwa Iana McEwana!

Ogłaszamy czas wielkich wyborów na Autora Miesiąca w dziale prozy!

Podejdźmy bliżej

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 109

Podejdźmy bliżej

Post#1 » 6 kwie 2018, o 12:31

Zosia puściła balonik. Nie wracał, zawisł na starym drzewie. Małe ręce zastygły w górze. Uciekł niedaleko, ale dla dziecka odległość, by go dosięgnąć była zbyt duża. Oczy zaszły łzami, wyraz twarzy mówił, że to nie balonik, to szczęście uciekło. Kiedy krzyknęła, ptaki ukryte w pobliskich krzakach podziurawiły jak śrut nisko wiszące obłoki. Po odejściu Pawła nasz ogród zdziczał, pokochały go bujne chwasty, przekorne sójki i wróble rozrabiaki. Przez długie tygodnie tu nie zaglądałam,okruch czasu bawił się ze mną w wieczność, przemknęło.
Spod pożółkłego krzaka czarnej porzeczki obserwowała nas pręgowana kotka sąsiadów, musnęła łapką dużą kroplę deszczu wiszącą na krawędzi liścia, przebiegła przez ogród i ukryła się w wiklinowym koszyku pod schodami. Miły gość. Pod czerwonym płotem stary buk wyciągał do nieba długie, pokolorowane jesienią gałęzie, gubił tysiącami brązowe liście, które ścieliły się wokół szeleszczącym dywanem.

Spójrzcie na nas inaczej, zanim zabierze nas wiatr, zdawały się szeptać.

Zanosiło się na deszcz, silny podmuch wiatru zerwał z głowy Zosi ażurową czapeczkę. Przywarła do mnie całym ciałkiem. Cudownie pachniała świeżością powietrza i różanym balsamem do ciała. Drżała. Przytuliłam ją mocno, czułam całą sobą, że pragnie czegoś bezsłownego i potężnego.

— Kochanie, podejdźmy bliżej. Nadstaw ucha, drugie zakryj dłonią. Co słyszysz w tym starym drzewie?

Na szczupłej twarzyczce pojawił się uśmiech zdziwienia. Słuchała chciwie, potem zastygła w wyobraźni, nie sposób było od niej oderwać wzroku.

— Zosiu, chyba cię nie zaskoczyło, że w grubym pniu buka słyszysz jakiś głos. Myślałaś, jak większość ludzi, że to nie jest osobliwość, przecież las szumi, sad i zagajnik. Zobacz, w starym pniu tuż pod korą rusza się piach. Pomyślałeś zapewne, że to wina wiatru lub niewielkie trzęsienie ziemi, od którego ledwie brzęczą filiżanki. Ale nie, patrz uważnie, nie mylisz się: drzewu burczy w brzuchu, to z głodu. Drzewa znoszą gorzej pragnienie, niż głód, bo z nim mogą się w każdej chwili uporać, niczym piekarz, któremu nigdy nie zabraknie chleba. Dzięki zjawisku fotosyntezy mogą się je szybko przerwać.

— Mamusiu, co to właściwie jest drzewo?

— Słowniki definiują, drzewo, jako roślinę drzewiastą z pniem, z którego wyrastają gałęzie.

Czy to dla małego dziecka nie będzie zbyt skomplikowane?, pomyślałam. Zosia zmarszczyła nosek. Taką minkę robi, gdy coś dla niej trudne, niejasne do zrozumienia lub gdy się ze mną nie zgadza. Już mi się wydawało, że nie będzie drążyć dalej. Spojrzałam na opuszczone kąciki jej ust i zrozumiałam — mówiły, nic z tego.

— Opowiadaj dalej, proszę — szepnęła.

— Drzewa to majestatyczne istoty, pod którymi czujemy się tacy mali jak mrówki w trawie. Zosiu, czytałam, że w Laponii są drzewa, wobec, których czułabyś się jak Guliwer w krainie Olbrzymów. Są drzewa, które porozumiewają się z sobą, drzewa, które z oddaniem troszczą się o swoje potomstwo, pielęgnują starych i chorych sąsiadów, drzewa, które doświadczają wrażeń, mają uczucia i pamięć. Drzewa nie potrafią chodzić, każdy o tym wie, mimo to muszą wędrować. Gdy ich nasionka opadną z gałęzi, dziwna podróż może się rozpocząć. Topole i wierzby swoich maciupeńkich lotników wysyłają bardzo daleko, w wielokilometrową drogę na podbój nowych terytoriów.

— Dlaczego, tak daleko?

Zosia stała przede mną, mając znak zapytania w oczach, uczepiona rękawa mojego swetra. Dzieci są jak wolne ptaki, byle miały gdzie latać, są nieprzewidywalne, często zaskakują nas dorosłych, konsekwentnie dążąc do celu, pytają i to bez końca.

— Nie odpuści, nie tym razem — westchnęłam.

— Bo, zmienia się klimat, naturalnie bardzo powoli. Nadchodzi czas, gdy robi się za ciepło, za zimno, za sucho lub za mokro dla danego gatunku i nasze drzewo musi ustąpić miejsca innym, a to oznacza wędrówkę. Naszemu bukowi udał się przeskok do Południowej Europy. Ale powolniejszy buk wielolistny u nas wymarł, jedną z przyczyn były Alpy, naturalna bariera, która zagradza drzewom drogę ucieczki. Buki są przy tym powolne, ich nasiona nie są tak często jak żołędzie przenoszone przez sójki. Jak flegmatyczny buk powróci na dawne tereny, to patrzy zdziwiony, a w lesie rozrosły się już dęby i leszczyny. Tego nawet ty nie potrafiłabyś wyczarować.

Podniosła się z kolan, zaczęła chodzić w kółko, było widać, że nad czymś się zastanawia. Z zadumy wyrwał ją wiatr. Narastał z każdą minutą, szybko oplótł drzewa i krzewy, przebiegł przez plątaninę gałązek, wywołując tysiące szeptów pośród zaniepokojonych liści. Deszcz zaczął padać wielkimi kroplami, przemoczył nasze ubrania. Jesienna burza? Nic to. Zrobiłyśmy COŚ ważnego? COŚ nowego? Czasem nie potrzeba słów.

****

Księżyc już wisiał na srebrnej nitce, deszcz dawno ustał, a moja córeczka nie mogła zasnąć, stała uczepiona rączkami okiennego parapetu, z oczami utkwionymi w aksamitnej ciemności ogrodu. Białe firanki szeleściły, bose stopy dotykały podłogi. Miała w sobie naturalną ciekawość i otwartość dziecka. Słała życzenia ku niebu, a miękkie światło księżyca odpowiadało jej tym samym. Ogarnęła mnie fala wzruszenia i chyba właśnie wtedy wiele zrozumiałam, że tęskni za tatą.— Naprawdę daję z siebie wszystko córeczko…Chciałam ją pocałować na dobranoc i wtedy doszedł mnie cichutki szept:

— Buku, idę już spać, jutro porozmawiamy…

Wstrzymałam oddech, nie wiedziałam, co zrobić. Zgrzytnęły uchylone drzwi, które niechcący potrąciłam, wchodząc do środka dziecięcego pokoju.

— Tak, słucham?

Napotkałam spojrzenie zdziwionych oczu.

— Zosiu, jutro będzie niedziela, będziesz miała dużo czasu. Chodź dziecko, teraz mocno przytulimy poduszkę, zobaczymy czy sen nas zmorzy.

****

Rankiem, kamiennymi schodkami zbiegała mała dziewczynka. Stary buk powitał ją wesołym szelestem brązowej sukni. Mruknął coś do niej cichutko, a ona się zaśmiała. Może teraz to stare drzewo stanie się powiernikiem tajemnic mojej córki? Oczywiście, jestem odrobinę zazdrosna, jest moim cudem, który tak szybko dorośnie, pomyślałam, chowając się za firanką.

Tagi:

CzarnaEmma

Podejdźmy bliżej

Post#2 » 6 kwie 2018, o 16:42

Oczy zaszły łzami, wyraz twarzy mówił to nie balonik, to szczęście uciekło.
... mówił, że to nie balonik, a szczęście uciekło.
Pod czerwonym płotem stary buk wyciągał do nieba długie, pokolorowane jesienią gałęzie, gubił tysiącami brązowe liście, ścieliły się wokół szeleszczącym dywanem.
... liście, które ścieliły się...
Słuchała chciwie, potem zastygła w wyobraźni, nie sposób było od niej oderwać wzroku.
tej metafory nie rozumiem. Może by ją skasować, lub ująć inaczej? Np. ... zastygła, zajęta własnymi myślami...?
— Słowniki definiują, drzewo, jako roślinę drzewiastą z pniem, z którego wyrastają gałęzie.
Słowniki definiują drzewo jako roślinę...
Drzewa to majestatyczne istoty, pod którymi czujemy się tacy mali jak mrówki w trawie. Zosiu, czytałam, że w Laponii są drzewa, wobec, których czułabyś się jak Guliwer w krainie Liliputów.
Te dwa zdania wzajemnie się wykluczają, jak na mój gust.
Zosia stała przede mną, ze tym swoim znakiem zapytania w oczach, uczepiona rękawa mego swetra.
Ten znak zapytania był literalnie w jej oczach widoczny? A może po prostu: pytała mnie wzrokiem? Czy coś podobnego.
Z zadumy zbudził ją wiatr.
Raczej: wyrwał.

Całość ciekawa, choć momentami musiałam przeczytć fragment powtórnie, aby zrozumieć, o co chodzi. Zakończenie interesujące, ale jakby czegoś w nim zabrakło. A może właśnie miało tak być: melancholijnie, bez wyraźnej końcówki? Podobało mi się, mimo kilku wypisanych powyżej potknięć. :)

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 109

Podejdźmy bliżej

Post#3 » 6 kwie 2018, o 21:08

O kogo widzę! Bardzo mi miło, że pochyliłaś się nad moim tekstem.
Wielkie dzięki za ciepłe słowa i cenne spostrzeżenia. Skorzystam z podpowiedzi.

Pozdrawiam cieplutko. :)

Jola

Awatar użytkownika
Marian
Autor miesiąca
Posty: 439

Podejdźmy bliżej

Post#4 » 9 kwie 2018, o 13:50

Bardzo poetycka opowieść. Podobała mi się.
Nie bardzo rozumiem, dlaczego w niektórych miejscach używasz kursywy.
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 109

Podejdźmy bliżej

Post#5 » 9 kwie 2018, o 20:33

Drogi Marianie, jakże miło słyszeć. :smiley:

Opowiadanko napisałam dawno, na mini konkurs literacki. Inspiracją była zadana piosenka.

A kursywy używam, opisując myśli.

Serdeczności, :smiley:

Jola

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1711

Podejdźmy bliżej

Post#6 » 9 kwie 2018, o 21:04

Kurczę, kolejny bardzo ciekawy tekst, który pozostawia w duszy niedosyt, tym razem prawdziwie wielki niedosyt.

O czym to jest?
Po odejściu Pawła nasz ogród zdziczał, pokochały go bujne chwasty, przekorne sójki i wróble rozrabiaki. Przez długie tygodnie tu nie zaglądałam,okruch czasu bawił się ze mną w wieczność, przemknęło.
O tym właśnie, jednak zbyt mało Pawła i jego odejścia. Całość sprawia wrażenie, jakbyś bała się napisać.

Czy to dla małego dziecka nie będzie zbyt skomplikowane?
Podjęłaś trudne wyzwanie - splątać myśli dziecka i osoby dorosłej - jednak w kilku miejscach zgrzyta:
Myślałaś, jak większość ludzi, że to nie jest osobliwość...
Ten akapit warto przerobić. Na tle całości jest po prostu kiepski.

— Nie odpuści, nie tym razem — westchnęłam.

— Bo, zmienia się klimat, naturalnie bardzo powoli
To jest miejsce, gdzie bardzo brakuje mi Zosi. Gdyby w naukowy wywód wrzucić kilka dobrych pytań małej dziewcznki, powstałaby prawdziwa perełka.

Podoba mi się Twój styl, jednak nie mogę odgonić wrażenia, że ograniczenia konkursowe po raz kolejny nie wyszły na zdrowie.

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 109

Podejdźmy bliżej

Post#7 » 10 kwie 2018, o 11:32

Fajne podsumowanie tekstu, wielkie dzięki za ciepłe słowa. :smiley:

Faktycznie byłam ograniczona ilością znaków ze spacją.

Wrócę do tekstu, zainspirował mnie Twój komentarz. Dzięki. :smiley:

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam częściej :smiley:

Jola

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości