Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Rozchmurz się, Alojzy

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Rozchmurz się, Alojzy

Post#1 » 12 kwie 2018, o 11:54

Historyjka wymyślona przez małego człowieka.



.............................................................................................................

Do pokoju na poddaszu od dawna zagląda księżyc. Na gałęziach drzew nie drga nawet listek, najlżejszy dźwięk nie przerywa zadumy przyrody. Noc podmienia sny, tylko Zosia nie może zasnąć. Chodzi od okna do okna, w oczach kręcą się łezki. Minęły wakacje, jest wrzesień i szkoła zaczęła się na dobre. Dni wloką się ponuro, upływają na nauce. Dziewczynka popada w rozpacz, gdy stary Mątwa, nauczyciel polskiego, każe dzieciom napisać bajkę. Oczywiście odrabia lekcje, nie próżnuje, ale zadanie ją przerasta. Czas płynie nieubłaganie, a bajki jak nie ma, tak nie ma. Krasnoludki są na świecie! Och, gdyby tam były! Zwykle żyją w opuszczonych miejscach. Mam plan, to moja ostatnia szansa. Zrywa się z krzesła, wciąga kurteczkę i w podskokach wybiega z domu na lśniący gwiazdami świat. Sosny szepczą jak starzy znajomi. Biegnie, co sił w nogach, przystając dla złapania oddechu. Nie boję się ciemności, znam drogę. Wyprawa jest słuszną sprawą i oby się powiodła.
Ma wrażenie, że stroma ścieżka nigdy się nie skończy.
Serduszko dziecka bije jak szalone.

— Jeszcze tylko sto kroków i będę na miejscu — mamrocze zdyszana.

Po kwadransie ścieżka nagle się urywa, dziewczynka zbiega po wąskich skrzypiących schodkach prowadzących do starej altanki. Drzwi są uchylone, widać smugę światła. W główce Zosi pojawia się promyk nadziei. Zagląda z zaciekawieniem przez szparę. W nikłym światełku lampy naftowej spostrzega drobną zgarbioną postać w czerwonej czapce naciśniętej na czoło, która siedzi przy stole, zajadając ze smakiem suchary. Wygląda niegroźnie; siwa rozczochrana broda, za luźny, przykrótki, przepasany sznurem kaftan i stare kamasze. Dziewczynka łapie za klamkę, wchodzi do małej nędznej izdebki, rozglądając się. Tuż za progiem straszy wyszczerbiona ceramiczna waza, koślawe krzesło ze skórzanym siedziskiem i pusta biblioteczka. Wszystko jest stare i zniszczone, ale Zosi to nie peszy, podchodzi bliżej.

— Dzień dobry — mówi, niepewnie patrząc na gospodarza.

Niewielka postać spogląda badawczo bystrymi oczami spod małych okularków, zsuniętych prawie na czubek okazałego czerwonego nosa.

— Czy mnie wzrok myli, Zosia we własnej osobie? — pyta, pochrząkując.

Głos gospodarza jest szorstki, nie brzmi zachęcająco.

— A ty jesteś zapewne krasnoludkiem ?

— Jestem — odpowiada krasnal, przełykając z trudem ostatni kęs suchara.

— A więc dobrze trafiłam. Cudownie!

Dziewczynka promienieje radością i siada naprzeciwko na małym drewnianym zydelku.

— Nigdy dotąd nie widziałam Krasnoludka.

— To całkiem możliwe, dziecko. Mów szybko, co cię sprowadza, bo czasu mam niewiele i mnóstwo zajęć.

— Już wyjaśniam, przyszłam pożyczyć bajkę. To chyba nic złego? — pyta Zosia, unosząc brwi.

Krasnal robi surową minę, obrzucając dziecko podejrzliwym spojrzeniem. Widać, że nie jest w dobrym humorze.

—Ta mała ma poczucie humoru. Chyba się przesłyszałem — mruczy.

Siedzą przez chwilę w milczeniu. Dziewczynka kręci się jak na szpilkach, spoglądając na Krasnoludka z niepokojem.

— Muszę się z tobą dogadać, Krasnoludku. Nie mam wyjścia. Oczywiście, gdyby to było możliwe.

— Nic dalej nie rozumiem, mów jaśniej. Dziwna dziewczynka z ciebie — cedzi przez zęby zdumiony Krasnoludek.

Zosia oddala się w róg izby, by krasnal mógł pomyśleć spokojnie. Po chwili namysłu wraca, uśmiechając się słodko:

— Pożyczysz jakąś nową bajkę, zaniosę do szkoły i po krzyku. Nikt nie zauważy, proszę. Może być o krasnoludkach albo najlepiej o smoku. W zeszłym roku bajki o smokach dostały od naszego nauczyciela lepsze oceny — wyrzuca z siebie jednym tchem.

Hmm… to niepojęte! Jak świat światem dotąd nie słyszałem, żeby dzieci musiały pisać bajki. Co za czasy nastały...

Krasnoludek z dezaprobatą kręci głową. Zosia nie daje się zbić z tropu.

— A w jakiej bajce obecnie występujesz?

— Dziecko, i tu tkwi problem. Ostatnio wciąż mnie przesuwają z bajki do bajki. I jak to bywa, wszystkim przeprowadzkom towarzyszy hałas i wielkie zamieszanie. Postanowiłem dać sobie spokój z bajkami, zwłaszcza, że w głębi duszy czuję się stary i zmęczony. Moje główne zajęcie to zbieranie grzybów, jagód i korzonków w pobliskim lesie. Gdy spotykam na ścieżce Czerwonego Kapturka, to mówię, żeby nie szła dalej. Nie bywam na Szklanej Górze, bo tam jest zbyt zimno i brak ogrzewania. Królewna Śnieżka też gdzieś zniknęła, chyba na wieść, że Złej Królowej stłukło się zwierciadło. Moi bracia nie mieli wyjścia, zeszli do kopalni, by ciężko pracować. Zostałem sam i wszystko spadło na moją głowę.

— Chyba też nie chciałabym być Królewną Śnieżką. Codziennie to samo: rano spacer, sprzątanie, gotowanie dla siedmiu głodomorów, po obiedzie drzemka w szklanej trumnie i pocałunek z przypadkowym przechodniem udającym księcia. I to ma być bajka?

Zosia zamyśla się, wzruszając ramionami. Krasnoludek czerwienieje ze złości, niczym pomidor.

— Czy możesz mi pomóc? Właściwie tylko to miałam na myśli — poprawia się dziewczynka.

Krasnoludek macha ręką, dając do zrozumienia, że jest bardzo zajęty.

— Ojej, miałam zupełnie inne zdanie o krasnoludkach — szepcze dziewczynka, zwieszając ze smutkiem główkę.

Spodziewała się jakiejś pociechy, ale ze słów Krasnala wynika, że źle trafiła ze strapieniem. Krasnoludek spogląda ze współczuciem na dziewczynkę. Dziecko przypomina ściganego zajączka, który z wyrazem bezsilności widzi fuzję wymierzoną w swoją głowę.

— Zosiu, czy słyszałaś o Alojzym? To przyzwoity smok o dobrych manierach — zagaja, mrużąc figlarnie oczy.

— Powiedziałeś, przyzwoity smok? Wolne żarty!

Dziewczynka nieufnie potrząsa główką, ale po chwili…

— O, teraz sobie przypominam, zimą dziadek opowiadał bajkę o rycerzu Burburaku, który ze smokiem Alojzym wojował – dodaje po namyśle.

— Zosiu, nie mylisz się, to ten sam Alojzy. Wielce prawdopodobne, że dziś przyleci na Polanę Muchomorów. Czasem rankiem, podlewając grzyby, znajduję ślady smoczej uczty.

Spoglądają na siebie badawczo. Krasnal coś niewyraźnie mamrocze pod nosem. Zosia jest coraz bardziej przejęta.

— Ten Alojzy to jakiś dziwny smok, skoro zamiast jagnięciny jada trujące muchomory.

Krasnoludek robi tajemniczą minę.

— Nie rozumiem! Jaki on w końcu jest? Zapewne zieje ogniem, że aż strach bierze, a poza tym, w czym może mi pomóc, nie mam zaufania do smoków.

Krasnoludek milczy, widać, że wyraźnie nad czymś rozmyśla. Zosia czuje się nieswojo.

— Już świta, jeżeli ci Zosiu bardzo zależy i chcesz zdążyć na spotkanie z Alojzym, to pospiesz się, zostało niewiele czasu – odzywa się wreszcie Krasnoludek, wciągając szybko kalosze.

Zosi nie trzeba dwa razy powtarzać, tłamsi w sobie lęk.

— Ten smok to ostatnia deska ratunku — mruczy, podążając w poskokach za Krasnoludkiem.

Nie śmie o nic więcej pytać. Pierwsze promienie słońca przebijają listowie drzew i krzaków, budzą się ptaki. Zosia nie myśli o niczym innym, prócz spotkania ze smokiem. Nagle z trawy wyrasta pierwszy okazały muchomor. Przykuwa wzrok dziewczynki.

— Nigdy dotąd nie widziałam równie ogromnego grzyba, przypomina czerwony nakrapiany parasol — dziwi się i
szybko daje nurka w krzaki.

Krasnoludek przykuca obok Zosi.

— Tylko patrzeć, jak pojawi się Alojzy — szepcze cichutko.

Rozlega się trzask przypominający wybuch granatu. Płaszcz światła o zimnej szaroniebieskiej barwie zalewa polanę. Pojawia się smok. Łapy kończą ostre pazury, ciało pokryte zielonymi łuskami błyszczy w słońcu. I jak przystało na smoka, posiada głowę z grzebieniem i małe skrzydła podobne nietoperzym. Jest jak wielopiętrowa kamienica, pysk ma tak wielki, że mógłby łatwo połknąć pociąg razem z lokomotywą. Wygląda niegroźnie, pomijając rozmiary. To na pewno Alojzy, wszystko się zgadza, co do joty! Chyba nie zrobi mi nic złego? Dziewczynka nie może ustać w miejscu, odważnie podbiega do smoka, zaglądając w żółte ślepia. W umykającym spojrzeniu gości melancholia i smutek.

— Rozchmurz się, Alojzy! Kłopoty to zwykła rzecz! — wyrywa się z ust dziecka.

— O, przepraszam bardzo! Mała, posłuchaj, irytuje mnie troska, z jaką reagujesz na moje oblicze. Uśmiecham się, nie zieję ogniem, a wszyscy zaczynają dopytywać, czy coś się stało. Kręcę przecząco głową, zapewniając, że wszystko w najlepszym porządku. Są przekonani, że smok to potwór, który próbuje przebiegle zamaskować wredny charakter. Nie chcę nikogo przekonywać, że to nieprawda. Jak długo można chować się pod maską, mam dość ukrywania prawdziwej smoczej natury. Wegetarianin! Nie jada mięska! Słyszę drwiny i milczę. Nie chcę nikogo straszyć, nie palę domów i nie porywam owiec. Czy to nie wystarczy? Ludzie niesprawiedliwie przypisują smokom niecne uczynki. Ciężko się z tym pogodzić, czuję się jak czarny charakter. — Smok nadyma policzki. — Zosiu, jak myślisz, czy można temu zaradzić?

— Rozumiem cię doskonale. Nie martw się, Alojzy! Zdaniem Mątwy, mojego nauczyciela, jestem obrzydliwie leniwa. Dotąd nie miałam pomysłu na bajkę, ale nie bój się, coś wymyślę.

Czarniejsze od węgla źrenice smoka rozszerzają się ze zdziwienia.

— Naprawdę? I co teraz?

— Smoku, opis naszego spotkania, to chyba dobry pomysł na bajkę. Będzie sensowna i poruszy serce.

— Chętnie bym sobie poczytał, ale przed zmrokiem odlatuję.

— A dokąd się wybierasz?

— Wracam do Krainy Niekończącej się Bajki. Tęsknię za smoczętami. Może polecisz ze mną?

Zosia staje jak zamurowana.

— Ja? Nie powinnam…

— E tam, bzdura. Uwierz, jak nie polecisz, to pożałujesz. W Krainie Niekończącej się Bajki nie ma szkół, nie ma Mątwy i podręczników. Wakacje zaczynają się pierwszego stycznia, zaś kończą ostatniego dnia grudnia. Nie ma miejsca na zmartwienia i smutki. Życie jest prostsze, łatwiejsze i nieziemsko kolorowe, nikt się nie kłóci i nie narzeka.

Cisza. Obietnica przygody brzmi zachęcająco. Zosia marszczy brwi, patrząc na smoka. Powoli wciąga powietrze i ma gotową odpowiedź.

— Nie, nie i jeszcze raz nie! Zostaję, dam radę.

Potwierdza decyzję, energicznie kiwając głową.

— No cóż, nie mam ci za złe, dobrze, że cenisz swoje zdanie. Zostawiam cię i lecę.

Po chwili smok jest już wysoko, ogonem trąca chmury.
I jak tu wierzyć bajkom… Dziewczynka smutnym wzrokiem odprowadza Alojzego, machając ręką na pożegnanie. A obok, na pniu, siedzi Krasnoludek, pali fajkę i uśmiecha się od ucha do ucha.

Tagi:

Awatar użytkownika
Dziagdyś
Użytkownik zbanowany
Posty: 97

Rozchmurz się, Alojzy

Post#2 » 14 kwie 2018, o 14:37

Nagadane wielce .
Pustka!

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Rozchmurz się, Alojzy

Post#3 » 14 kwie 2018, o 18:00

Rozchmurz się, Dziagdyś. ;)

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1737

Rozchmurz się, Alojzy

Post#4 » 14 kwie 2018, o 23:31

Przeczytałem i...
Po raz kolejny doszedłem do wniosku, że warto wierzyć bajkom.

To chyba nie tak mało.

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Rozchmurz się, Alojzy

Post#5 » 15 kwie 2018, o 08:55

:hello:Dziękuję za pochylenie się nad tekstem.

Wdzięcznie się kłaniam i pozdrawiam :smiley:

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości