Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Maja czeka nagroda książkowa - powieść ''W imię dziecka'' autorstwa Iana McEwana!

Obrazek

Żywoty równoległe

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 102

Żywoty równoległe

Post#1 » 7 cze 2018, o 09:21

Słońce dawno zgasło, a ja nie śpię. Leżąc na świeżym prześcieradle, myślę o tym, co jest między nami i ogarnia mnie strach. Trudno uwierzyć: to samo łóżko, ta sama pościel, a każde z nas po swojej stronie nocy. Bliżej do drzwi i okien niż do siebie. Równolegli w samotności i ciszy.
Minął rok, a we mnie tylko ciemność. Nie umiem dalej trwać w mdłej akceptacji wszystkiego, co nas otacza. Dzielimy się tym, co wspólne, ale nie chcemy stać się jednością. Czuję namacalność jałowego, codziennego zła, takiego, do którego się przyzwyczaiłam, niewyczuwalnego.

— Andrzeju, czy zauważyłeś, że drobiazgi urastają do ważnej części naszego życia. Złość za zbitą szklankę. Furia przy przestawianiu kubków na ich właściwe miejsce. Kłótnie o kolejność czegokolwiek. Troska, że spodnie się przetarły... Nić za nicią niepowstrzymanie pęka, prując się zaciekle. Nic nas nie zadowala. Nawet zasłaniając lustro, widzę brzydką Annę - chudą i podstarzałą, niezbyt dobrą poetkę, mieszkającą ze stygnącym mężczyzną. Nic z tego, co było, nie da się ocalić. Muszę zniknąć, wypłynąć na nieopisane morze bez znanych portów.

— Wydaje się to głupie i niedojrzałe jak na kobietę po czterdziestce.

— Tak jest, odkąd miłość milczy. Wyjeżdżam, by zapomnieć o tym, czego mi tak brak…

Oj, westchnąłeś, kiedy skończyłam i znowu zalega cisza. Żaden pozytywny przymiotnik nie przeszedł przez twoje usta. Może moja nieskrywana ekscytacja wywołała w tobie zażenowanie? Chcę zapłakać, ale nie potrafię. Pęknięty dzwon w piersi milczy.


****

Wczoraj minęły dwa miesiące po naszym rozstaniu. Wiodę życie podwójne. Na nowe nakładają się stare klisze. Zeszłej nocy śniłam, że stoję na skraju zdjęcia. Za plecami miałam mury i bastiony Gdańska, w oddali szumiało morze. Szczegóły ukazywały się ze zwodniczą dokładnością, jak obrazy z potłuczonego szkła.
Miałam cię, Andrzeju, pośród innych plam sepii na papierze, ale morza — nie miałam, ani tego, co szumi za plecami kliszy ani tego, co w tobie - morza słów i rzeczy.
Wciąż nic nie wiem. Nic się nie wyjaśnia, oprócz, że jesteś daleki, daleki.

Miasto, w którym mieszkam, jest ładne, ale nie jest piękne. Zatem nie masz, o co być zazdrosny. Cóż znaczy tu moja obecność ? Wszyscyśmy tu obcy, choć początkowo tego nie zauważałam.
Po całym dniu błądzenia po rojnych ulicach, kościołach i placach Florencji, znalazłam tę ławkę, z widokiem na ciche i jasne wody rzeki Arno. Jest późne popołudnie, niedługo zapalą latarnie. W oddali majaczy kontur mostu Ponte Vecchio. Od ziemi bije miłe ciepło, cienie kładą się na strzaskanych płytach chodnika. Wyciągnęłam ołówek i łapiąc bryzę w skrzela, piszę. Wiatr przynosi słowa i myśli. Żadnych sentymentalnych bzdur. Może tylko to jedno. Ostatniego wieczora porą poobiednią, gdy siedzieliśmy tak blisko, otoczeni małą pełną salą kinową, nagle zapragnęłam, by coś się wydarzyło… Potem na krótko był inny wymiar: dobór słów, ruchy ramion, głaskanie. To mogło się nie zmieniać…

Nie wiem, ile tutaj zostanę, nie sposób przewidzieć. Jeszcze nie widać, co się we mnie zagoiło, zarosło bez znaku, a co zostanie wspomnieniem. Pozostała nadzieja, że rany się zabliźnią. Czasem się trafia się zapach milszy niż inne i dobre słowo. Byle go nie zgubić — o to proszę Pana.

"Wszystko, absolutnie wszystko na świecie ma sens i każda rzecz nawet najdrobniejsza, jest warta uwagi"
Gdy wczoraj przeczytałam to zdanie ogarnęło mnie zwątpienie, poczułam, że ciągle tkwię między światami, między czasami, na rozstaju dróg. Miałam ochotę powiedzieć: Przepraszam córeczko, że nie znalazłam właściwej drogi do ciebie, brakowało mi odwagi i siły. Patrzyłam jak zasypiasz, płacząc bezgłośnie. Już wtedy w twojej głowie puchł różowy nowotwór. A ja, twoja matka, nic nie mogłam zrobić, bałam się tego płaczu i błędnego spojrzenia. Byłam lustrem nieruchomym i milczącym. Może oczekiwałam na cud? Cuda zdarzają się tak rzadko. Odeszłaś następnego lata, mając tylko sześć lat. Jak nagle może skończyć się życie. Mówiono nam, że to ulga dla rodziców. To nieprawda!

Florencja,26.07.2004.


****

Październik. Drzewa gubią pierwsze liście. Podróżuję pociągiem do Pizy. Za oknem wszystkie ziemskie sprawy, parada ciał jak wszędzie, złote pobocza i czerniejące łąki.
W ostatnim liście pytałeś o biały kościół na wzgórzu. Właśnie go mijamy. Nie wiem, kiedy go wybudowano, i to mnie nie obchodzi. Teraz moją świątynią są ogrody Boboli i to niebo nad nimi.

Otwierają się drzwi przedziału. Wchodzi drobna, mała Włoszka w czerwonej sukience. Dobrze jej w tym kolorze, tak jak naszej Natalce. Uśmiecha się. Te same długie, trzepoczące rzęsy, ciekawe źrenice. Obracam oczy i widzę jej ojca. Zajmuje miejsce o numerze dwadzieścia jeden. Całe półki na bagaże są zajęte, więc stawia je obok siebie, na wolnym miejscu. Ciągle milczy. Mija długa chwila, nie patrzę na zegarek, nie przestaję pisać. Pociąg staje. Milcząc, mężczyzna kłania się i wychodzi. Za chwilę wraca. Bierze z siedzenia to, z czym jechał: bukiet i walizkę. Znowu wraca. Bierze na ręce małą. Ona do mnie macha. Ogarnia mnie taka czułość wobec tego dziecka, że muszę zagryźć policzek od wewnętrznej strony, w ten sposób powstrzymuję łzy. Ojciec kłania się zawstydzony. Odpowiadam skinieniem i to jest nasze pożegnanie.
Przywieram do szyby, chcę na nią jeszcze popatrzeć.

Pociąg jedzie dalej ku Krzywej Wieży i otoczonemu krużgankami „Świętemu Polu”.
W nim przechowywana jest ziemia z Jerozolimy, przywieziona przez krzyżowców. Dotyk białego marmuru czworoboku i niepowtarzalny urok starych malowideł i fresków mają sprawić, że przestanę się gubić w półmroku niewyraźnych myśli i obrazów.
Podcięte skrzydła jeszcze dają o sobie znać. Mogę się dwoić i troić, a kartka jest ciągle pusta. Nie napisałam żadnego wiersza, już nie drę pocztówek, nie płaczę. Nie tracę nadziei, że wkrótce będzie mi lepiej i lżej.

Mój drogi, trzeba kochać i wybaczać. Śmiejesz się? Nie bądź dla mnie niemiły. Namaluj mnie piękniejszą i lepszą. Tyle czasu minęło. Wciąż pamiętam twoje smutne oczy i to jak zostawiałam cię na pustym dworcu, patrząc jak odchodzisz. Dzień wisiał w próżni, niedomknięty. Skąd ten obraz? Może blisko jest moment, by zacząć wszystko od nowa.

Pociąg do Pizy, 3.10.2004.


****

Nasz ogród taki pusty, nikt tu nie zagląda, nie zbiera malin. Zapomniane, dojrzałe jabłka migają pod rudymi liśćmi. Pod płotem porzucone żerdzie i stara taczka.Wiatr strąca z drzew ostatnie liście. Na krzaku ślimaki wygrzewające się w resztkach słońca. Otwarte okna świadczą, że jesteś w domu. Układasz puzzle, malujesz, czytasz? A może czekasz na mnie z kolacją? Gdzie jest klucz? Otwieram cicho drzwi, wchodzę krętymi schodami na górę. Widzę jak wkładasz palec wskazujący do garnka stojącego na kuchence, żeby sprawdzić, czy mleko do kawy się podgrzało. Zawsze tak robisz, nawet wtedy kiedy na powierzchni płynu tworzą się już pęcherzyki powietrza. Gdy się odwracasz patrzę w twoje jasne oczy. Jaśnieją niespokojnie, migotliwie, hipnotyzująco. Robisz coś, czego bym się nigdy nie spodziewała. Przysuwasz sobie krzesło, siadasz i bierzesz mnie za ręce.

— Andrzeju, nie mam nic dla ciebie oprócz uśmiechu. Wróciłam. Pytasz, co zyskałam? Radość z tego, że żyję. Kochaj mnie, w twoich ramionach jest wszystko, czego mi teraz trzeba.

— Anno, czy aby poznać tę miłość, musiało się tyle wydarzyć?

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 924

Żywoty równoległe

Post#2 » 10 cze 2018, o 13:52

Bardzo podobał mi się Twój tekst. Piszesz coraz lepiej. Nostalgiczny klimat, płynna narracja, łagodny, przemyślany dobór słów, spokojne, pozbawione egzaltacji, podejście do trudnych i bolesnych tematów. Z przyjemnością czytałem.

niewyczuwalnego jak smog.

Zastanawia mnie ten kontekst, gdyż smog jest jednak wyczuwalny. Postawiłbym kropkę po ''niewyczuwalnego”; dalszy ciąg – jaki by nie był – wydaje mi się zbędny.

Nic z tego, co było nie da się ocalić.

Nic z tego, co było, nie da się ocalić.

— Wydaje mi się to głupie i niedojrzałe jak na kobietę po czterdziestce.

— Tak jest, odkąd miłość milczy. Wyjeżdżam, by zapomnieć o tym, czego mi tak brak…

Powtórzone „mi”. Moim zdaniem – oba zbędne, a na pewno pierwsze.

Na nowe nakładają się stare klisze. Zeszłej nocy śniłam, że stoję na skraju zdjęcia. Za plecami miałam stare mury i bastiony Gdańska,

Powtórzone „stare”.

Zatem nie masz, co być zazdrosny.

Raczej: Zatem nie masz, o co być zazdrosny.

Nie wiem, ile tu zostanę, nie sposób przewidzieć.

„tu” było niedawno i to dwukrotnie (ale się tłumaczyło). Napisałbym „tutaj”.

Czasem mi się trafia zapach milszy niż inne i dobre słowo.

Napisałbym: Czasem trafia się zapach milszy niż inne i dobre słowo.

"Wszystko, absolutnie na świecie ma sens i każda rzecz nawet najdrobniejsza, jest warta uwagi"

Coś mi nie pasuje w tym zdaniu. Może: "Wszystko, absolutnie wszystko na świecie ma sens i każda rzecz nawet najdrobniejsza, jest warta uwagi"

A ja twoja matka, nic nie mogłam zrobić, bałam się tego płaczu i błędnego spojrzenia.

Dałbym przecinek po „ja”, choć formalnie nie musi go tam być.

Podróżuję pociągiem do Pizzy.

Pizy.

Siada na miejscu dwadzieścia jeden. Całe półki na bagaże są zajęte, więc stawia je obok siebie, na wolnym miejscu. Ciągle milczy. Mija długa chwila, nie patrzę na zegarek, nie przestaję pisać.

Cztery razy „na”. Za chwilę będzie jeszcze dwukrotnie.

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 102

Żywoty równoległe

Post#3 » 10 cze 2018, o 20:02

Gorgiaszu, bardzo dziękuję za poświęcony czas i cenne spostrzeżenia. Obiecuję, przemyślę.

Serdeczności :-P

Awatar użytkownika
Marian
Autor miesiąca
Posty: 435

Żywoty równoległe

Post#4 » 12 cze 2018, o 17:43

Bardzo ładny tekst, bardzo kobiecy.
Przeczytałem jednym tchem.
"Wczoraj minęły dwa miesiące po naszym rozstaniu." -> Tu raczej napisałbym: "Wczoraj minęły dwa miesiące od naszego rozstania."
Pozdrawiam. :))

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 102

Żywoty równoległe

Post#5 » 12 cze 2018, o 20:10

Nawet w lustrze widzimy tylko to, co chcemy, dzięki za czytanie i miłe słowa:-)

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość