Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Maja czeka nagroda książkowa - powieść ''W imię dziecka'' autorstwa Iana McEwana!

Obrazek

O tatusiu

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 97

O tatusiu

Post#1 » 13 cze 2018, o 22:32

W 1966 przez Radom przejechał gang czarnoskórych motocyklistów. Sto siedemnaście motorów, maszyn większych i mocniejszych od czegokolwiek, co jeździło wtedy po mieście. Zatrzymali się na dwie godziny, parkując pojazdy na Placu Jagielońskim. Motocykliści rozeszli się po mieście, w poszukiwaniu jedzenia, picia, wrażeń i seksu. Z niczym nie mieli problemów. Doszło do kilkunastu incydentów, przy których Milicja Obywatelska nie interweniowała. Był to podobno rozkaz samego Komendanta Wojewódzkiego, a on zaś dostał go z Komitetu Centralnego.

Murzyni poszaleli, pokrzyczeli,zjedli, wypili co było, odjechali w dalszą drogę, kierując się w stronę granicy ze Związkiem Radzieckim. Dziewięć miesięcy później w Radomiu urodziło się sto dwanaście ciemnoskórych dzieci, co mocno zdezorientowało personel medyczny Szpitala Miejskiego przy ulicy Adolfa Tochtermana. Ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego musiał zwołać specjalną konferencję prasową, na której tłumaczył się z tego „incydentu”. Jakby to była jego wina. Młode dziewczyny, kobiety, niektóre zamężne, były nawet wdowy i babcie, zostały lokalnymi gwiazdeczkami, pod opieką których znalazły się czarne noworodki.

Wstyd!! – krzyczały nagłówki lokalnych gazet.

Oj oj oj oj – w domach matek Murzyniątek rozbrzmiewały jęki.

Nazywam się Jan Kowalski. Jestem jednym z tych dzieci. Teraz mam dwadzieścia pięć lat i wyruszam na pokładzie statku transatlantyckiego do Ameryki, by tam, na tym kontynencie, szukać swojego biologicznego ojca.

Cztery dni podróży po morzach i oceanie minęło szybko. Niezauważalnie. Spędziłem godziny na kontemplacji wody, fal, porywów wiatru i ludzi. Spałem mało, jadłem dużo, piłem umiarkowanie. dwa razy zatrułem się wódką, którą zmieszałem z oliwą po śledziach. Rzygałem okropnie, na trzy kwadranse zajmując toaletę w kajucie. Mój współpasażer nie był z tego zadowolony, nie odzywał się potem do mnie.

Gdy wysiadłem na amerykańskim lądzie, gdy już przeszedłem odprawę paszportową i rozmowę z urzędnikiem migracyjnym, pojechałem autobusem do centrum Nowego Yorku. Wysiadłem przy Siódmej Alei, przepuszczając w drzwiach starsze małżeństwo, mówiące po hiszpańsku. Gdy znalazłem się na przystanku,zobaczyłem swojego ojca. Stał obok kosza na śmiecie i palił papierosa. Podszedłem i trzasnąłem go z całej siły w ten czarny pysk.

Za mamę! Za mój wstyd! Za biedne dzieciństwo!

Krzyczałem i waliłem go pięścią. Chwilę to trwało, dopiero po minucie odciągnął mnie od tatusia policjant. A potem uderzył mnie pałką, poprawił drugi raz, aż zemdlałem. Ocknąłem się w radiowozie, jadąc na komisariat. Obok mnie siedział mój tatuś. Uśmiechnąłem się do niego, niestety, nie mogłem pogłaskać go po dłoniach, gdyż miałem założone kajdanki na nadgarstki. Powiedziałem: „ojcze”, kilka łez popłynęło mi po policzkach.

Rok później wróciłem do Radomia. Przez te dwanaście miesięcy przeżyłem wiele dziwnych przygód, które nauczyły mnie, że nie należy brać wszystkiego na poważnie i by ufać swojemu instynktowi. Ten murzyn, spotkany na przystanku autobusowym, nie był moim ojcem. An następny, spotkany w celi aresztu. Ani też stu innych ciemnoskórych, spotkanych podczas mej podróży przez Amerykę. Napisałem dziennik, w którym opisałem swoje wszystkie przemyślenia. Zabrali mi go przy opuszczaniu kraju, razem z walizką i dokumentami. Nie mam już prawa powrotu do ojczyzny mego tatusia. Mama, gdy jej wszystko opowiedziałem, przytuliła mnie mocno, nic nie mówiąc.

Pracuję w kinie „Atlantic” przy ulicy Moniuszki. Jestem bileterem, sprzątam też salę po skończonych seansach. Dobrze mi się wiedzie, mieszkam wraz z mamą i narzeczoną. Planuję powiększyć rodzinę, kupić auto, może pojechać do Zakopanego na urlop. O tatusiu zapomniałem. On o mnie też nie pamięta, nawet pewnie nie wie o moim istnieniu. Pogodziłem się z tym i jest dobrze. Jest dobrze …
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

Tagi:

Awatar użytkownika
Marian
Autor miesiąca
Posty: 435

O tatusiu

Post#2 » 15 cze 2018, o 10:44

Bardzo mi się ten tekst spodobał, dzięki swojej absurdalności.
Można? Można.
"An następny, spotkany w celi aresztu. " -> Powinno być: "Ani następny, spotkany w celi aresztu. "

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości