O tatusiu

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 105

O tatusiu

Post#1 » 13 cze 2018, o 22:32

W 1966 przez Radom przejechał gang czarnoskórych motocyklistów. Sto siedemnaście motorów, maszyn większych i mocniejszych od czegokolwiek, co jeździło wtedy po mieście. Zatrzymali się na dwie godziny, parkując pojazdy na Placu Jagielońskim. Motocykliści rozeszli się po mieście, w poszukiwaniu jedzenia, picia, wrażeń i seksu. Z niczym nie mieli problemów. Doszło do kilkunastu incydentów, przy których Milicja Obywatelska nie interweniowała. Był to podobno rozkaz samego Komendanta Wojewódzkiego, a on zaś dostał go z Komitetu Centralnego.

Murzyni poszaleli, pokrzyczeli,zjedli, wypili co było, odjechali w dalszą drogę, kierując się w stronę granicy ze Związkiem Radzieckim. Dziewięć miesięcy później w Radomiu urodziło się sto dwanaście ciemnoskórych dzieci, co mocno zdezorientowało personel medyczny Szpitala Miejskiego przy ulicy Adolfa Tochtermana. Ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego musiał zwołać specjalną konferencję prasową, na której tłumaczył się z tego „incydentu”. Jakby to była jego wina. Młode dziewczyny, kobiety, niektóre zamężne, były nawet wdowy i babcie, zostały lokalnymi gwiazdeczkami, pod opieką których znalazły się czarne noworodki.

Wstyd!! – krzyczały nagłówki lokalnych gazet.

Oj oj oj oj – w domach matek Murzyniątek rozbrzmiewały jęki.

Nazywam się Jan Kowalski. Jestem jednym z tych dzieci. Teraz mam dwadzieścia pięć lat i wyruszam na pokładzie statku transatlantyckiego do Ameryki, by tam, na tym kontynencie, szukać swojego biologicznego ojca.

Cztery dni podróży po morzach i oceanie minęło szybko. Niezauważalnie. Spędziłem godziny na kontemplacji wody, fal, porywów wiatru i ludzi. Spałem mało, jadłem dużo, piłem umiarkowanie. dwa razy zatrułem się wódką, którą zmieszałem z oliwą po śledziach. Rzygałem okropnie, na trzy kwadranse zajmując toaletę w kajucie. Mój współpasażer nie był z tego zadowolony, nie odzywał się potem do mnie.

Gdy wysiadłem na amerykańskim lądzie, gdy już przeszedłem odprawę paszportową i rozmowę z urzędnikiem migracyjnym, pojechałem autobusem do centrum Nowego Yorku. Wysiadłem przy Siódmej Alei, przepuszczając w drzwiach starsze małżeństwo, mówiące po hiszpańsku. Gdy znalazłem się na przystanku,zobaczyłem swojego ojca. Stał obok kosza na śmiecie i palił papierosa. Podszedłem i trzasnąłem go z całej siły w ten czarny pysk.

Za mamę! Za mój wstyd! Za biedne dzieciństwo!

Krzyczałem i waliłem go pięścią. Chwilę to trwało, dopiero po minucie odciągnął mnie od tatusia policjant. A potem uderzył mnie pałką, poprawił drugi raz, aż zemdlałem. Ocknąłem się w radiowozie, jadąc na komisariat. Obok mnie siedział mój tatuś. Uśmiechnąłem się do niego, niestety, nie mogłem pogłaskać go po dłoniach, gdyż miałem założone kajdanki na nadgarstki. Powiedziałem: „ojcze”, kilka łez popłynęło mi po policzkach.

Rok później wróciłem do Radomia. Przez te dwanaście miesięcy przeżyłem wiele dziwnych przygód, które nauczyły mnie, że nie należy brać wszystkiego na poważnie i by ufać swojemu instynktowi. Ten murzyn, spotkany na przystanku autobusowym, nie był moim ojcem. An następny, spotkany w celi aresztu. Ani też stu innych ciemnoskórych, spotkanych podczas mej podróży przez Amerykę. Napisałem dziennik, w którym opisałem swoje wszystkie przemyślenia. Zabrali mi go przy opuszczaniu kraju, razem z walizką i dokumentami. Nie mam już prawa powrotu do ojczyzny mego tatusia. Mama, gdy jej wszystko opowiedziałem, przytuliła mnie mocno, nic nie mówiąc.

Pracuję w kinie „Atlantic” przy ulicy Moniuszki. Jestem bileterem, sprzątam też salę po skończonych seansach. Dobrze mi się wiedzie, mieszkam wraz z mamą i narzeczoną. Planuję powiększyć rodzinę, kupić auto, może pojechać do Zakopanego na urlop. O tatusiu zapomniałem. On o mnie też nie pamięta, nawet pewnie nie wie o moim istnieniu. Pogodziłem się z tym i jest dobrze. Jest dobrze …
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

Tagi:

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 489

O tatusiu

Post#2 » 15 cze 2018, o 10:44

Bardzo mi się ten tekst spodobał, dzięki swojej absurdalności.
Można? Można.
"An następny, spotkany w celi aresztu. " -> Powinno być: "Ani następny, spotkany w celi aresztu. "

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1894

O tatusiu

Post#3 » 19 cze 2018, o 20:08

Monty Python w radomskim wariancie nonsensu. A przy tym blisko życia. Blisko do bólu. I jak tu nie wierzyć Monty Pythonom?

Lubię Twoje teksty.

Konrad Mazur
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 105

O tatusiu

Post#4 » 23 cze 2018, o 00:18

szczepantrzeszcz pisze:Monty Python w radomskim wariancie nonsensu. A przy tym blisko życia. Blisko do bólu. I jak tu nie wierzyć Monty Pythonom?

Lubię Twoje teksty.


dziękuję za miłe słowa. staram się pisać jak najwięcej, jak najlepiej i ciągle rozwijać swoje możliwości. krótkie formy, jak ta tutaj, umieszczam na blogu bądź na Artefakty. Jeśli sprawia to komuś frajdę, tym większa radość dla mnie.
https://konradmazur1.wordpress.com
autor książki "Zaczęło się w Radomiu"

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1894

O tatusiu

Post#5 » 23 cze 2018, o 22:48

Konrad Mazur pisze:staram się pisać jak najwięcej, jak najlepiej
Moje, nieco staroświeckie, spojrzenie na rzeczywistość podpowiada, że "najwięcej" i "najlepiej" kłócą się ze sobą.

Konrad Mazur pisze:i ciągle rozwijać swoje możliwości.
Jak coś piszę, to zawsze marzę o tekście, który mi się spodoba bardziej niż mniej. Czy to jest równoznaczne z rozwijaniem swoich mozliwości? Niewykluczone, jednak formuła, której używasz, powoduje, że zaczynam postrzegać tekst, jako produkt, a nie jako cząstkę autora, cząstkę jego duszy. Znika mi wtedy coś, co uważam że jest ważne, choć nazwać nie potrafię.

...rozgadałem się, ale jestem po meczu Szwecja-Niemcy i poza tym, że widowisko chwytało za serce, niewiele mogę powiedzieć.

...więc coś musiałem napisać :)

"Zaczęło się w Radomiu" mam na krótkiej liście, ciekaw jestem, ale świat inne pokusy podsuwa... jak zwykle wybierać trzeba.

Pisz Konradzie, po prostu pisz.

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1440

O tatusiu

Post#6 » 24 cze 2018, o 08:57

Tekst totalnie nie w moje gusta. Po prostu nie moje klimaty. Za dużo absurdu nawet jak dla mnie. Może nie miałabym takiego wrażenia gdyby nie to, że wszystko jest upchnięte, skumulowane w tak małym tekście. Historia opowiedziana na jednym wdechu. Do tego drażni mnie to ''tatusiu'' w myślach dorosłego faceta. Poza tym tekst ma niedociągnięcia techniczne - gubisz litery, robisz powtórzenia (się, spotkanych). A
i jeszcze sformuowanie ''wyruszam na pokładzie statku'' brzmi niezgrabnie - może ''właśnie wsiadłem na pokład statku/ jestem na pokładzie statku''. Warto to dopracować, jeśli chcesz, żeby Twoje teksty były faktycznie były ''jak najlepiej'', a nie tylko ''jak najwięcej''. ;)
No cóż - wszystkim do gustu nie przypasujesz, normalna sprawa. Jednak przeczytałam, to i zostawiam ślad po sobie. ;)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości