Zamieszkałem z muzyką

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 141

Zamieszkałem z muzyką

Post#1 » 3 miesiące temu (22 cze 2018, o 13:51)

Przez jakiś czas, niepotrzebny nikomu, tkwiłem w Halifaxie w Nowej Szkocji. Mając dwadzieścia jeden lat, wyciągnąłem plecak spod łóżka, spojrzałem w szeroko otwarte oczy ciotki i ruszyłem w stronę dworca, mając w głowie tylko przesiadki i loty.

— Mark, tylko nie zmarnuj sobie życia — rzuciła ciotka na odchodne.

Miałem odpowiedzieć, ale zamilkłem.

Pierwszy dzień w Londynie przywitał mnie łagodnym słonecznym światłem. Wróciłem do dawnego domu o pomalowanych na żółto ścianach, tych samych, które patrzyły, jak przychodziłem na świat. Co mnie tu przywiodło? Instynkt? Tęsknota? Nadal nie ma przy mnie nikogo, kto, by mnie znał od urodzenia i kochał, tylko, dlatego, że istnieję.
Rzadko wychodzę z domu. Ulice Londynu są nudne i poukładane, smakują kurzem i pośpiechem. Dopiero mosty i Tamiza kładą temu tamę. Żeby nie umrzeć z nudów rysuję anatomie niespełnień i braków lub czytam książki. Na półkach na oko stoi ich tysiąc, większości dotąd nie otworzyłem. Gdy czytam, karmią mnie słowa, gorączkuje wyobraźnia. Czyjeś historie robią szczelinę w rzeczywistości, pozwalają poczuć się kimś innym, odpocząć od świata, od jego zgiełku i pytań bez odpowiedzi.

Nie mogę wymagać od nikogo, żeby mnie wysłuchał, a co dopiero zrozumiał, zresztą wszystko już powiedziałem wtedy, w sądzie. Całymi dniami w nim wysiadywałem, może nie codziennie, ale wystarczyło. Pociłem się, wchodząc przez te wielkie drzwi, powietrze falowało przed oczami, w uszach dudniło. Nie rozumiałem, co mówił do mnie sędzia. Patrzyłem na jego niebezpiecznie wysunięty w uśmiechu podbródek i bałem się, że się zatnę i narobię sobie wstydu. Musi się nim zająć terapeuta, to poważna sprawa, wycedził na koniec. Przesłuchania były ponad moje siły, nie mogłem nic zrobić, przerażony i samotny nie umiałem przegnać mroku, który jeszcze we mnie tkwi. Tego wszystkiego nie da się pogrzebać, zapomnieć, zamieść pod dywan. Na samo wspomnienie rzygać mi się chce. Na sali sądowej, w toalecie, na ławkach w hallu, wszędzie słyszałem szepty — Jakiś zimny ten dzieciak. Popatrzcie...

Miałem ochotę wykrzyczeć im prosto w twarz:

Ocalałem z wypadku, to nie moja wina. Moi rodzice jechali na koncert ojca po zastrzyk sławy. Jeep wpadł w poślizg, zginęli na miejscu, oboje. Gdy zobaczyłem ich śmierć dotarło, że nigdy nie jestem bezpieczny, i że nieprzewidywalność jest częścią życia. W jednej chwili może zmienić się postrzeganie świata. Bez ojca i jego muzyki świat rozpadł się na kawałki. Okropnie było stracić mamę. Tej tęsknoty nie da się wyleczyć. Kochało mnie jej spojrzenie, jej śmiech, jej ciało.
To prawda, wtedy nie umiałem płakać, nie mogłem. Los bywa okrutny. Jak o tym myślę, trudno oddychać, ale kurwy i gówna z ust już nie padają. Rodzice nie przeklinali, byli tacy porządni. Postanowiłem, że będę szczęśliwy jak oni. Właśnie tego chciała dla mnie moja matka. Jeśli wydaję się podirytowany i niewdzięczny, to dlatego, że jest to podszyte żalem, z racji tych małych rzeczy, których w ogóle nie zrobiłem lub zrobiłem źle.
Wierzę, że to w końcu minie i będę cieszyć się jesienią.

Póki co, mam trudności z nawiązywaniem nowych kontaktów, ale ciągle boję się ludzi. Genialny pustelnik, to była odpowiedź byłej dziewczyny, na pytanie: Czy ze mną zostaniesz?
Tak, nie mogliśmy wytrzymać razem, a do geniusza mi daleko. Jestem nienormalny — ze mną można umierać, ale nie żyć.

Mój kot patrzy na mnie spode łba, zdaje się mówić: Słyszałem cię.

— Kocie, nie przywiązuj się ani do rzeczy materialnych, ani do własnych planów na przyszłość. Im mniej spraw masz na głowie, tym lepiej. Nie wiem, czy uciec, czy tu trwać ? Poczekasz na mnie, aż dorosnę? Mruczenie — to twoja odpowiedź? Popatrz, na ten bałagan, nie drażnią cię sterty zakurzonych pudeł? To moje codzienne, żmudne ćwiczenia. Wczoraj wpadł mi do rąk pamiętnik Anny i Toma — moich rodziców. Gruby, wyblakły, oprawiony jak książka. Siedzę w piżamie i przewracam jego strony. Wszystko wskazuje, że dziś nie zasnę.


****

Tom.14 września 1980 r.

Stałem przy wejściu do metra, gdzie miałem grać ze swoimi gitarzystami. Nie mając dostępu do sali prób, ćwiczyliśmy na ulicy, by nabrać wprawy i poeksperymentować razem, publicznie, przed nie niepłacącą, a zatem niewymagającą widownią. Chłopaków ciągle nie było. Wyjąłem z futerału trąbkę, postanawiam pograć sam. Whisky kręcił się niemożliwie. Gdy próbowałem go uspokoić, dostrzegłem stojącą przy krawężniku roześmianą dziewczynę. Granatowa sukienka, włosy jak miliony rudych motyli, uśpionych na głowie. Perełki w uszach były bladym dodatkiem. Wpatrywałem się w nią a świat otwierał korytarze. Dziewczyna zdawała się rozumieć, co się działo. Czułem, że doświadczam niezapomnianej chwili. Zanurzając się w niej bez reszty, dopiero zauważyłem, że pada deszcz. Słońce świeciło, krople padające z błękitnego nieba były jak kryształki rozpryskujące się w drobiny światła na trotuarze. Przyłożyłem trąbkę do ust. Popłynęła muzyka, jakiej nie grałem nigdy dotąd. Niskie, przeciągłe do przesady tony snuły się między kroplami deszczu, by po chwili zniknąć za horyzontem. Kiedy grałem, oszołomiony myślałem tylko o niej, wyobrażałem sobie jej oczy błyszczące ku mnie i usta rozwarte w zapraszającym, beztroskim uśmiechu. Mój dotychczasowy świat odjeżdżał na deskorolce.
Parę tygodni potem zobaczyłem ją znowu, stojącą w kolejce przed stadionem, gdzie mieli wystąpić Bee Gees. Dawali tylko jeden koncert, kolejka była długa i donośna, ale kiedy tłum ruszył do środka, udało się stanąć za jej plecami, cztery ciała za nią. Gdy grali, powietrze było naelektryzowane muzyką. Gdy ucichła odwróciła się, obdarowując mnie tym samym cudownym spojrzeniem, które sobie tylekroć wyobrażałem.

— Anna — odpowiedziała, gdy spytałem o imię.



****
Anna.14 grudnia 1982 r.


Płatki śniegu wirują w powietrzu, niczym motyle szukające kwiatów. Jest noc. Stoję na tarasie, a one lądują we włosach i na pustych dłoniach. Jeden siada na opuszce palca, zabijam go nadmiarem ciepła. Zbrodnia doskonała bez motywu, bez odcisków palców zostawia po sobie jedną łzę. Whisky pozostawił we mnie ich więcej. Jeszcze czuję miękkie odbicie łapek na swej poduszce, słyszę mruczenie, które jeszcze wczoraj rządziło naszym domem. Podobno kocie dusze niewiele potrafią poza siedzeniem na ramieniu.
Czemuż tak wiele wierszy jest o kotach? Tom mówi, że piszą je piórem, bo tyle zazwyczaj zostaje z zabłąkanych pod koci dach ptaków. Z smutnej zadumy wyrwa mnie muzyka. Wracam do sypialni, ściągam powoli dżinsy, zwykle nie noszę bielizny. Widzę hipnotyzujące oczy Toma. Cudownie nucąc, obdarowuje mnie tym samym lirycznym kawałkiem, który odmienił nasze życie. Przytula mnie. Czuję jego niecierpliwy oddech. Kochamy się spokojnie, wymyślnie i długo. Wsłuchuję się w miękki akompaniament jego głosu.
Tom zawsze stara się, by mój powrót do łóżka uczynić nowością. Tu i natychmiast potrzebuję jego obecności. Muzyka i miłość to jedno – teraz to wiem. Podnieca mnie, gdy leżę pod jego ciałem, gdy trzyma mnie w ramionach. Nie odmawiam mu niczego. Kładzie mi ręce na brzuchu, głaszcze, całuje. Spodziewamy się dziecka. Zachwycają mnie jego ponętne usta, mimowolne poczucie humoru i to jak gra. Gdy pierwszy raz ujrzałam go grającego na trąbce w deszczu i utkwiony we mnie wzrok tego śmiesznego, burego kociaka, świat zawirował. To było jak przebudzenie. Właściwie, nie byłoby naszej historii, gdyby nie Whisky — koronny świadek narodzin miłości o banalnym początku. Na samo wspomnienie, słyszę śpiew trąbki Toma i już nie muszę się starać, by ustalić gdzie mieszka.


****

Deszczowy poranek po nocy bez snów. Spokój. Delikatność jesieni. Na koniuszkach liści zwisają wielkie krople deszczu. Wychodzę, jak co dzień po mleko, to tylko dwie ulice dalej. Już jestem na parterze, ale wydaje mi się, że nie zamknąłem drzwi mieszkania. Wiedziony impulsem, postanawiam wrócić, by sprawdzić, tak dla pewności. W korytarzu rozbrzmiewają moje kroki. Dotykam ręką klamki. Drzwi do dawnego pokoju rodziców zapraszają. Czas się zwija. Zalewają mnie obrazy, uczucia, myśli. Brak tchu. Tworzę w pamięci taksonomię twarzy moich rodziców. Oczami wyobraźni widzę matkę, siedzi przy swoim sekretarzyku, w koszuli do kostek. Czuję jej perfumy. Słyszę jej oddech. Pisze wiersz, bo cóż może robić innego? Ojciec paląc papierosa bez filtra, nie spuszcza z niej wzroku. Oczy mu lśnią. Ciepło i błogo. Odwracam się, tata się uśmiecha, czuję jego dłonie na ramionach. Uwielbiałem takie chwile, w których było tylko słuchać ciche pomrukiwanie lodówki i szelest myśli bliskich.
Stoję i nie mogę się ruszyć. To niemożliwe! Znowu słyszę muzykę. Ogrzewa mnie jak letni wiatr. Może i ja zasługuję na szczęście? Chcę żyć, aby życie było czymś rzeczywistym, a nie snem na jawie. Kurtyna. Koniec.
Biorę na ręce mojego kota, idę pewnym krokiem przez długi korytarz. Docieram do ostatnich drzwi i wychodzę na Columbia Road. Bije moje serce, już nie boję się deszczu, bo „ gdy spada na ziemię, przynosi skarby z powietrza”.

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017 i Komentator Miesiąca
Posty: 249

Zamieszkałem z muzyką

Post#2 » 3 miesiące temu (22 cze 2018, o 14:23)

Podoba mi się klimat tego opowiadania, urzekły też opisy, szczególnie te z pamiętnika. Bardzo ładnie napisane, można się wczuć. Ale w oczy rzuciły mi się przecinki, często albo ich brakuje, albo występują wręcz w nadmiarze i nad tym bym popracowała. Wpisy z pamiętnika, oprócz daty, opatrzyłabym również imieniem autora, żeby się nie pogubić. I nie wiem, czy nie lepiej by wyglądały napisane kursywą.

helka pętelka pisze:Żeby nie umrzeć z nudów czytam. Na półkach na oko stoi ich tysiąc.

Niby można się domyślić, że chodzi o książki, ale może lepiej wspomnieć o tym wprost.

helka pętelka pisze:Powietrze falował przed oczami, w uszach dudniło.

Chyba literówka.

helka pętelka pisze:Bałem się, że się zatnę i narobią sobie wstydu.

Też wygląda na literówkę.

helka pętelka pisze:Kochało mnie jej spojrzenie, jej śmiech, jej ciało.

Ładnie napisane. :kocham3:

helka pętelka pisze:Postanowiłem, że będę jak oni, szczęśliwi

Może lepiej: Postanowiłem, że będę jak oni, szczęśliwy./Postanowiłem, że będę szczęśliwy, tak jak oni.

helka pętelka pisze:Właściwie, nie byłoby naszej historii, gdyby nie Whisky, nasz – koronny świadek narodzin miłości o banalnym początku.

Właściwie, nie byłoby naszej historii, gdyby nie Whisky — koronny świadek narodzin miłości o banalnym początku.
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 141

Zamieszkałem z muzyką

Post#3 » 3 miesiące temu (22 cze 2018, o 14:49)

Eneriston pisze:

Podoba mi się klimat tego opowiadania, urzekły też opisy, szczególnie te z pamiętnika. Bardzo ładnie napisane, można się wczuć. Wpisy z pamiętnika, oprócz daty, opatrzyłabym również imieniem autora, żeby się nie pogubić. I nie wiem, czy nie lepiej by wyglądały napisane kursywą.

Zgadzam się i cieszę się z pozytywnej opinii. :-D

Pozdrawiam serdecznie

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 141

Zamieszkałem z muzyką

Post#4 » 3 miesiące temu (22 cze 2018, o 14:50)

:hello: Poprawiłam literówki, nad przecinkami pracuję. Wielkie dzięki za tak miły komentarz.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 477

Zamieszkałem z muzyką

Post#5 » 2 miesiące temu (23 cze 2018, o 11:22)

Podobnie jak napisała Eneriston, podoba mi się klimat opowiadania.
Jest taki bardzo "helkowo pętelkowy".
Pozdrawiam. :-D

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 141

Zamieszkałem z muzyką

Post#6 » 2 miesiące temu (23 cze 2018, o 11:55)

Helka pętelka tworzy jakąś rzeczywistość, a potem pada jej ofiarą. ;)
Wielkie dzięki za ciepła słowa :kocham3:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 969

Zamieszkałem z muzyką

Post#7 » 2 miesiące temu (24 cze 2018, o 20:27)

Początek nastroił mnie wręcz entuzjastycznie – bardzo podobny do „W poszukiwaniu...” Prousta. I nie zawiodłem się. Lektura była prawdziwą przyjemnością. Klimat zadumy, smutku i powiewy Innej Rzeczywistości.

Wróciłem do dawnego domu o pomalowanych na żółto ścianach, tych samych, które patrzyły jak przychodziłem na świat.

Wróciłem do dawnego domu o pomalowanych na żółto ścianach, tych samych, które patrzyły, jak przychodziłem na świat.

Żeby nie umrzeć z nudów czytam książki.

Żeby nie umrzeć z nudów, czytam książki.

Gdy czytam karmią mnie słowa, gorączkuje wyobraźnia.

Gdy czytam, karmią mnie słowa, gorączkuje wyobraźnia.

Czyjeś historie robią szczelinę w rzeczywistości,

Bardzo ciekawe spostrzeżenie. Zgadzam się z nim, choć sam na nie to nie wpadłem, ale podobnie traktuję obrazy (malarstwo).

Należę do rzadkiej kategorii ludzi, gdyż w internecie istnieję wyłącznie jak nieuchwytne widmo.

Trochę niezgrabnie i nielogicznie.

Nie mogę wymagać od nikogo, żeby mnie wysłuchał a co dopiero zrozumiał,

Nie mogę wymagać od nikogo, żeby mnie wysłuchał, a co dopiero zrozumiał,

ale denerwowałem się, wchodząc na ten cholerny, pełen cierpienia podest.

Wydaje mi się, że określenie „podest” niezbyt tu pasuje.

Tego, co przeżyłem nie da się posumować jednym zdaniem.

Tego, co przeżyłem, nie da się posumować jednym zdaniem.

Gdy zobaczyłem ich śmierć zrozumiałem, że nigdy nie jestem bezpieczny, i że nieprzewidywalność jest częścią życia.

Gdy zobaczyłem ich śmierć, zrozumiałem, że nigdy nie jestem bezpieczny i że nieprzewidywalność jest częścią życia.

Póki, co mam trudności z nawiązywaniem nowych kontaktów,

Póki co, mam trudności z nawiązywaniem nowych kontaktów,

Ja też nie wiem czy uciec czy tu trwać.

Ja też nie wiem, czy uciec, czy tu trwać.

Wpatrywałem się w nią a świat otwierał korytarze.

Wpatrywałem się w nią, a świat otwierał korytarze.
Poza tym znakomita fraza „ a świat otwierał korytarze”.

kolejka była długa i donośna, ale, kiedy tłum ruszył do środka,

kolejka była długa i donośna, ale kiedy /spójnik złożony, bez przecinka/ tłum ruszył do środka,

Gdy grali powietrze było naelektryzowane muzyką.

Gdy grali, powietrze było naelektryzowane muzyką.

Gdy ucichła odwróciła się,

Gdy ucichła, odwróciła się,

– Anna, odpowiedziała, gdy spytałem o imię.

– Anna – odpowiedziała, gdy spytałem o imię.

Płatki śniegu wirują w powietrzu, niczym motyle szukające kwiatów.

Płatki śniegu wirują w powietrzu niczym motyle szukające kwiatów.

Z smutnej zadumy wyrwa mnie muzyka.

Ze smutnej zadumy wyrwa mnie muzyka.

Wychodzę, jak co dzień po mleko, to tylko dwie ulice dalej.

Wychodzę jak co dzień po mleko, to tylko dwie ulice dalej.

„ gdy spada na ziemię przynosi skarby z powietrza”.

„ gdy spada na ziemię, przynosi skarby z powietrza”. /cytat – cytatem, ale jednak brakuje przecinka/

Awatar użytkownika
helka pętelka
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 141

Zamieszkałem z muzyką

Post#8 » 2 miesiące temu (24 cze 2018, o 21:26)

Gorgiaszu,wielkie dzięki za uznanie dla moich twórczych wysiłków i uważne czytanie. Wzięłam do serca uwagi. Miotełka poszła w ruch.
Serdeczności :kocham3:

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości