Jak w opowiadaniach Londona

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Jak w opowiadaniach Londona

Post#1 » 12 lip 2018, o 12:25

Dawno, dawno temu, gdy w Bieszczadach panował jeszcze pułkownik Doskoczyński, postanowiliśmy z kolegą zabawić się w traperów i zrobić sobie taką zimową wyprawę w nieznane, o jakich pisał London. Co prawda Bieszczady to nie Alaska, ale i nam było daleko do Londonowskich bohaterów. Toteż wyprawa miała być i na miarę gór, i uczestników – tylko dwudniowa. Planowaliśmy dojechać autobusem do Rajskiego, a stamtąd doliną Sanu dojść do Tworylnego. Wiedzieliśmy, że tam jest juhaski szałas i w nim chcieliśmy po trapersku zanocować. Na drugi dzień mieliśmy już dotrzeć do ludzi, czyli do Zatwarnicy.
Był początek marca, śnieg zleżały, pogoda niezła – więc wszystko powinno było pójść jak z płatka. Do Rajskiego dotarliśmy koło południa i od razu wyruszyliśmy na trasę. Szliśmy brzegiem Sanu, bo drogi – jeśli w ogóle jakaś tam była – nie było widać. Już wkrótce okazało się, że śnieg nie wszędzie był zleżały, a nad rzeką rozmiękły i kopny. Szliśmy więc dużo wolniej, niż planowaliśmy i halę Tworylnego zobaczyliśmy już dobrze pod wieczór. Juhaski szałas, na szczęście, był nieuszkodzony i w środku bez śniegu.
– O! Jest tu nawet ława do spania – ucieszył się kolega. – Niestety jest jednoosobowa i musimy losować, komu przypadnie – zarządził, obejmując samozwańczo dowództwo naszej wyprawy.
Zalosowaliśmy i ława przypadła jemu.
Na środku szałasu było serowarskie palenisko, a do szczęścia potrzebne nam było jeszcze tylko drewno na ognisko. Mieliśmy to szczęście, bo trochę suchego drewna było w środku, a na zewnątrz spod śniegu wystawało kilka rozłupanych pieńków.
– Jest dobrze. Jak nie będziemy robić dużego ognia, to nam to wystarczy do rana – stwierdził kolega.
Rozpaliliśmy ogień, zjedliśmy kolację, wypiliśmy herbatę i nieco czegoś mocniejszego na lepszy sen, nadmuchaliśmy materace i zawinęliśmy się w śpiwory. Planowaliśmy wstać wcześnie i skoro świt ruszyć w drogę, by przed nocą dotrzeć do Zatwarnicy. Na zewnątrz zapadła nocna cisza, w szałasie pełgało ognisko, a my powoli zasypialiśmy. Wszystko było jak w opowiadaniach Londona i bardzo nam się to podobało.
Po jakimś czasie obudziło mnie zimno ciągnące od ziemi i odczucie, że leżę na gruzie. Okazało się, że z mojego materaca zeszło powietrze. Zapaliłem latarkę i wtedy zobaczyłem, że ognisko zgasło.
– Czego się tłuczesz? – zamruczał kolega ze swojej ławy.
– Mój materac nie trzyma powietrza i ognisko zgasło. Za chwilę będzie tu zimno jak w psiarni – odpowiedziałem.
Kolega wygrzebał się ze śpiwora i wzięliśmy się do reanimacji ogniska. Pod popiołem było jeszcze trochę żaru, ale żeby rozniecić ogień, potrzebne było suche drewno, którego już nie mieliśmy. Znalezione wieczorem pieńki były za grube i za mokre. Świecąc latarkami, przeszukaliśmy szałas i znaleźliśmy niewielką deskę. Była sucha, ale gruba i twarda.
– Ciule jesteśmy, nie traperzy! – złościł się kolega. – Nie wzięliśmy siekiery!
Miał rację. Mieliśmy tylko noże, które nadawały się do krojenia chleba i otwierania puszek, ale teraz musiały zastąpić siekierę. Ja świeciłem latarką, a kolega, pobijając nóż kamieniem, zaczął łupać deskę.
– Nie wal za mocno, bo jak złamiesz nóż, to moim scyzorykiem już nic nie zrobimy – ostrzegłem go.
– Nie gadaj, tylko dobrze świeć, żebym sobie palców nie poranił – odwarknął i zaczął walić jeszcze mocniej.
Udało się. Nóż wytrzymał, deska zmieniła się w stosik suchych szczapek i ognisko zostało uratowane.
Nasza zwycięska walka o ogień skończyła się około czwartej, więc postanowiliśmy już nie spać, tylko zjeść śniadanie, spakować się i o świcie wyruszyć. Tak też zrobiliśmy i około szóstej wyszliśmy na zewnątrz, by ulżyć pęcherzom i zobaczyć, jak zapowiada się dzień. Wyszliśmy… w białą pustkę. Nieprzenikniona mgła zalewała wszystko, a ściana naszego szałasu zdawała się być jakby namalowana na białym tle – żadnej głębi obrazu, żadnego dźwięku. Nie było nic widać na krok i o wymarszu nie mogło być mowy.
– O, kurwa! Ale mleko! – zaklął kolega. – Ale myślę, że za dwie, trzy godziny ta mgła zniknie. Jak słońce się podniesie, to ją rozgoni i da się iść.
Za dwie godziny mgła faktycznie się rozproszyła, ale zaraz zaczął padać śnieg. Z początku były to drobne płatki, z czasem urosły i w końcu stały się wielkimi kłapciami. Znowu biel zasnuła wszystko dookoła. Śnieg walił, czas uciekał i wiedzieliśmy, że tego dnia już nigdzie nie pójdziemy. Czekała nas jeszcze co najmniej jedna noc w szałasie.
Jedzenia mieliśmy dość, wody ze śniegu mogliśmy natopić do woli, ale brakowało nam drewna. Najbliższe drzewa były nad brzegiem Sanu odległego od szałasu chyba z pół kilometra. Były to stare wierzby i olchy, z których drewno paliło się szybko, dawało mało ciepła, ale za to dużo dymu. Należało więc nanosić go dużo, żeby starczyło do rana.
Poszliśmy nad rzekę i zaczęliśmy łamać gałęzie. Gdybyśmy mieli siekierę, to zrąbalibyśmy coś grubszego, a tak musieliśmy zbierać nawet najmniejsze patyki. Cały dzień nosiliśmy drewno znad Sanu, aż wypełniliśmy nim pół szałasu. Śnieg tymczasem padał bez przerwy. O zmierzchu usiedliśmy przy ognisku, żeby coś zjeść. Siedzieliśmy w przemoczonych butach, mieliśmy brudne i podrapane dłonie, dym gryzł nas w oczy, a padający śnieg powoli odcinał nas od świata. Wszystko było jak w opowiadaniach Londona, ale nam się to już przestawało podobać.
– Co robimy? – zapytał kolega, popijając herbatę. – Jak tak popada przez noc, to jutro będzie tu metr śniegu. A jak popada jeszcze ze dwa dni?
– Za dwa dni wyzbieramy wszystkie gałęzie w okolicy i skończy nam się żarcie – odpowiedziałem. – A jak jeszcze przyjdzie mróz i wiatr, to będzie z nami źle.
Rada w radę, postanowiliśmy skoro świt – jeśli nie będzie mgły – wyruszyć… z powrotem do Rajskiego.
Tamtej nocy prawie wcale nie spałem, chociaż kolega ustąpił mi miejsca na ławie, a sam z dobrym materacem przeniósł się na ziemię. Bałem się, że ognisko zgaśnie, więc wstawałem co chwilę, żeby dołożyć drewna. Gdy rano chciałem wyjść z szałasu, musiałem mocno napierać na drzwi, żeby je otworzyć. Świat dookoła był zasypany śniegiem, sięgającym mi do połowy uda, ale już nie padało i nie było wiatru.
– Wstawaj! – obudziłem kolegę. – Nie pada i nie wieje, więc musimy wypieprzać stąd, dopóki się da.
Zjedliśmy cośkolwiek, spakowaliśmy się w try miga i wyruszyliśmy w białą pustać. Szło nam się bardzo ciężko, bo śnieg był głęboki i mokry. Na drzewach tworzył nawisy, które co chwilę spadały nam na głowy, więc po niedługim czasie byliśmy już przemoczeni i od dołu i od góry. Gdzieś po godzinie znowu zaczął padać gęsty śnieg. Zapadając się po pas i zmieniając na prowadzeniu co kilkadziesiąt kroków, parliśmy przed siebie co sił. Mimo to czuliśmy, że drogi ubywa nam za wolno, a czas ucieka za szybko. Śnieg był coraz głębszy, widoczność coraz gorsza, a Rajskiego jak nie było, tak nie było.
W końcu jednak usłyszeliśmy stłumione przez śnieg, szczekanie psa i niedługo potem dotarliśmy do mostu na Sanie.
– No to pobawiliśmy się w traperów – powiedział kolega z kpiną w głosie.
– Chcieliśmy, żeby było jak w opowiadaniach Londona, no to było – podsumowałem. – Tylko że traperzy z nas marni.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1042

Jak w opowiadaniach Londona

Post#2 » 12 lip 2018, o 21:55

Przyjemnie poczytać. Też wędrowałem po Bieszczadach, ale latem lub wczesną jesienią.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Jak w opowiadaniach Londona

Post#3 » 13 lip 2018, o 14:12

Gorgiasz pisze:Przyjemnie poczytać. Też wędrowałem po Bieszczadach, ale latem lub wczesną jesienią.


Dzięki za dobre słowo.
Pozdrawiam.

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1969

Jak w opowiadaniach Londona

Post#4 » 14 lip 2018, o 00:05

O'rany! Tworylne! Mój rewir!

Wielką uciechę sprawiłeś mi swoim opowiadaniem.

Gdzie stał ten szałas? Ja pamiętam czasy domku prominenta i czasy bazy namiotowej, przeniesionej z Sękowca w latach osiemdziesiątych.

Dwanaście lat temu wybrałem się na płaskowyż pomiędzy dwoma strumykami. Chciałem pokazać dzieciakom miejsca, gdzie stawialiśmy namioty, paliliśmy ogniska. Echo niosło od Otrytu nasze śpiewnie sprzed lat. Domek rozebrano, w okolicach wsi bobry pobudowały żeremia. Trawa wysoka ukryła ślady...

... w pamięciach pozostało.

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Jak w opowiadaniach Londona

Post#5 » 14 lip 2018, o 09:38

szczepantrzeszcz pisze:O'rany! Tworylne! Mój rewir!

Wielką uciechę sprawiłeś mi swoim opowiadaniem.

Gdzie stał ten szałas? Ja pamiętam czasy domku prominenta i czasy bazy namiotowej, przeniesionej z Sękowca w latach osiemdziesiątych.

Dwanaście lat temu wybrałem się na płaskowyż pomiędzy dwoma strumykami. Chciałem pokazać dzieciakom miejsca, gdzie stawialiśmy namioty, paliliśmy ogniska. Echo niosło od Otrytu nasze śpiewnie sprzed lat. Domek rozebrano, w okolicach wsi bobry pobudowały żeremia. Trawa wysoka ukryła ślady...

... w pamięciach pozostało.


To było wcześniej. Lata siedemdziesiąte.
Wtedy tam Górale z Podhala paśli jeszcze owce i to była ich bacówka.
Pozdrawiam. :))

szczepantrzeszcz
Ostrze Armageddonu
Ostrze Armageddonu
Posty: 1969

Jak w opowiadaniach Londona

Post#6 » 14 lip 2018, o 09:43

Pod koniec lat osiemdziesiatych owce wypasał Igloopol. Mieli takiego agresywnego kaukaza. Zgodnie uznaliśmy, że bezpiecznej by było spotkać niedźwiedzia na szlaku :))

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Jak w opowiadaniach Londona

Post#7 » 14 lip 2018, o 19:38

Był Doskoczyński i Igloopol, ale był też Majster Bieda i fajne Bieszczady.
Trzech pierwszych już nie ma, ale góry stoją - chociaż już mniej fajne, bo coraz bardziej cywilizowane.
Ale to już tak ma być - znak czasu. :))

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017 i Komentator Miesiąca
Posty: 249

Jak w opowiadaniach Londona

Post#8 » 16 lip 2018, o 11:56

Piękne wspomnienia, ładnie opisane. Zaczytałam się i miałam wrażenie, jakbym siedziała gdzieś przy ognisku i słuchała opowieści różnych osób, fajne przeżycie. :D
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 153

Jak w opowiadaniach Londona

Post#9 » 16 lip 2018, o 13:19

Nie jest to wiekopomne dzieło, ale napisane lekko, swobodnie. Czytałam z przyjemnością. A to najważniejsze.
Pozdrawiam. :))

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 501

Jak w opowiadaniach Londona

Post#10 » 17 lip 2018, o 13:36

Eneriston pisze:Piękne wspomnienia, ładnie opisane. Zaczytałam się i miałam wrażenie, jakbym siedziała gdzieś przy ognisku i słuchała opowieści różnych osób, fajne przeżycie. :D


Dziękuję Eneriston za przeczytanie tego opowiadanka.
Cieszę się, że miło spędziłaś przy nim czas.
Pozdrawiam. :hop2:

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości