Kraina Niekończącej się Bajki

Proza pozbawiona wątków fantastycznych: obyczajowa, psychologiczna, romanse, kryminały i inne.
Regulamin forum
Przypomnienie:
Maksymalna objętość tekstu, jaką można umieścić w jednym temacie, to 10 stron znormalizowanego maszynopisu. Teksty przekraczające tę objętość (fragmenty powieści, długie opowiadania), należy publikować w częściach w dziale "Teksty wieloczęściowe". Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
helka pętelka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 151

Kraina Niekończącej się Bajki

Post#1 » 16 wrz 2018, o 10:40

Książeczka z przygodami Różowego Pinokia i Misia w Krainie Niekończącej się Bajki, wydana przez Warszawską Grupę Wydawniczą, ukazała się w księgarniach dwa lata temu. Życzeniem mojej Zosi, wypowiedzianym w ubiegłym roku, w dniu jej urodzin, było, żebym kontynuowała opowieść. Nie mogę jej zawieść. Do końca listopada pozostało jeszcze trochę czasu, może zdążę. W międzyczasie Zosia wydoroślała, poszła do szkoły. :)

:hello: Tekst poniżej, to wstęp do II części opowieści.

Kolejne odcinki publikuję na Portalu Pisarskim. :)


Tu też będę wdzięczna za opinie.

To jest ostatnie opowiadanie, które zamieszczam na tym portalu, sorry. Przemilczymy to razem:)
:ech: :hop2:


Książeczka zaczyna się tak:

Mały, pluszowy Miś prawie od zawsze siedział na półce w sypialni Ewy. To był jego dom. W nim zestarzał się i wyblakł, niedawno zaczęły sypać się z niego trociny, oczy z czarnych guzików straciły dawny, promienny blask. Przytłaczała go samotność. Chciał nadal być zauważany, przytulany i kochany. Taka jest natura pluszowych misiów. Misiowi zrobiło się raźniej, gdy Ewa postawiła obok niego drewnianą, różową kukiełkę. Miś miał przynajmniej z kim pogadać. Z zapartym tchem słuchał barwnych opowieści Różowego Pinokia o Krainie Niekończącej Bajki. Zasłuchany patrzył na przyjaciela z podziwem i zazdrością.

— On przynajmniej jest częścią bajki — powtarzał, pociągając czarnym noskiem.

Czas płynął. Przeminęły lato i jesień, a ściany sypialni miały ciągle ten sam wygląd. Dni Misia coraz bardziej przepełniała tęsknota za czasami, gdy był ulubioną maskotką Ewy. Gorące łzy nieraz spływały z pluszowego policzka. Różowy Pinokio stał obok na półce coraz częściej niemy i zamyślony. Wspomnienia przygód były tak żywe. Pluszaka to jeszcze bardziej przygnębiało, smutny zakrywał oczy łapkami.

Aż pewnego dnia:

— Mam też dosyć tej nudy, uciekniemy do Krainy Niekończącej się Bajki — nagle zarządził Pinokio.

Miś wybałuszył na niego oczy. Nie znał Krainy Niekończącej się Bajki, bo i skąd miał znać? Nigdy w niej nie był, dotąd jego jedynym światem była sypialnia Ewy. Obietnica przygody zawarta w opowiadaniach różowego przyjaciela brzmiała zachęcająco.


-----------------------------------------------------------------------------------------------


Kraina Niekończącej się Bajki



Chmura ślizgając się po niebie, odsłoniła słońce. Długie promienie wpadły przez okno do kuchni mieszkania na piętrze, jakby chciały ją przeszukać. Nakrycie stołu wyglądało normalnie, jak co dzień. Starannie rozstawione porcelanowe talerzyki, koszyczek z pieczywem, ciasto, dzbanek wypełniony mlekiem i okazały słoiczek z miodem odbijały się w czystej tafli okiennej szyby. Nagle rozległ się brzęk tłuczonego szkła, przerwał milczenie. To z pluszowej łapki Misia wysunęła się filiżanka, roztrzaskując się z hukiem o posadzkę. Mleko rozlało się, tworząc wielką białą kałużę.

— Pinokio, spójrz na siebie, tak spójrz na siebie: po naszym powrocie z Marsa, jesteś jakiś smutny, niedostępny, przestałeś jeść, nie chcesz nawet kromki chleba. Snujesz z kąta kąt, jakbyś wyglądał chmur na niebie. Nie mogę wyjść ze zdumienia, wszystko od rana leci mi z łapek. Cóż, za nami trudny, pełen przeciwności tydzień, ale chyba nie w tym leży przyczyna. Brak twojej żywiołowości jest mi na rękę, ale troszkę się martwię.

— Ech, Misiu ...

Pinokio wzdychał i wzdychał. Pluszak zastygł z mokrą ścierką w łapce, sprawiając wrażenie zakłopotanego, ale nie dał się zbić z tropu.

— Przyszła do ciebie Pani Nuda, tak? Nikt ci nie obiecywał, że życie pajaca będzie pasmem rajskich przygód.

— Błagam Misiu, jak ty coś wymyślisz to robi się niedobrze. Cierpię na szukanie spokoju, którego ty nie możesz mi dać, jasne!?

Miś wybałuszył oczy.

— Oj, Pinokio, jestem pluszowym misiem, a nie rybą. To one nie mają głosu. Chcesz ciszy, to wyprowadź się do akwarium.

— Pluszaku, ależ spadasz z wysoka. Czemu nie na dno oceanu? No tak, raz widziałeś, ale nie wiele o nim wiesz. Nadal chcesz być ukochanym misiem Ewy i beznadziejnie tkwić na białej półce w jej sypialni.

— Pinokio, jesteś niesprawiedliwy, może tego nie zauważyłeś, ale w Krainie Niekończącej się Bajki byłem szczęśliwy. To ty, starałeś się mi ją obrzydzić.

— Niepojęte! Są pluszaki, z którymi nie da się walczyć.

— Nic, podobnego, Kraina Niekończącej się Bajki ma swoje zalety, jest taka, jaka powinna być. Odmłodniałem, nie gubię już trocin, cera biała jak śmietanka. Przygody odprężają, jestem w świetnej formie, przytyłem, a nie taka chuda tyka jak ty Popatrz, Ewa cyknęła mi zdjęcie…

— Ani słowa więcej, Misiu!

Pinokio prychnął z oburzenia i krusząc biszkopt pod swoim krzesłem, wstał od stołu i z roziskrzonymi oczami wybiegł z kuchni. Trzasnęły drzwi.

Miś zrobił kwaśną minę i zamiast dokończyć torcik czekoladowy, zamyślił się: kiepsko zaczyna się dzień. Pinokio, wścieka się o byle co, gdyby nie był taki śmieszny, byłby nawet ładny. Chyba nadmiar przygód pomieszał mu w głowie? Zamiast mnie ukatrupić, odszedł ze łzami w oczach i na dodatek zabarykadował się w dużym pokoju.

Sytuacja oszołomiła Misia, długo stał nieruchomo. W kuchni panowała cisza, do chwili, gdy rozdarł ją gwizd gotującego się czajnika. Pluszak wzdrygnął się.

Co mi jest? Już wiem, jestem pluszowym matołem. Posunąłem się za daleko, to gruby błąd. Stało się, ale misie nie załamują łapek. Muszę coś zrobić i to niezwłocznie! Wspomnienie przygód jest OK. Prawdziwa przyjaźń tak łatwo nie umiera. To przedni pomysł, czas zbadać tajemnice oceanu. Co prawda pływam jak siekiera, boję się wody, ale gorzej bywało. Dziś jeszcze pogadam z pajacem z sypialni przez komórkę, zawsze bezpieczniej, może mnie nie zbeszta.



****

— Hallo, Pinokio, tu Miś. Widzisz wszystko ze swojego punktu widzenia. Wyciągasz z naszych dotychczasowych perypetii egoistyczne wnioski, zamiast mnie zrozumieć.

— Co ty tam wiesz, Pluszaku?

— Mam poczucie winy. Pinokio, zabłysnąłeś pomysłem, a ja nic jak kamień. Ocean to jest to, co nas może uzdrowić. Odnajduję się w tym pomyśle, nęci perspektywa świeżych przygód. Nikt nie widzi, ale wyrosły mi skrzydła, tu na plecach...

Miś recytował jak z nut.

— Lepsze byłyby płetwy i ze dwa koło ratunkowe, nie mówiąc o wytrwałości i determinacji, ale z tym u Misia kiepsko — wysapał pod nosem Pinokio, zaskoczony propozycją przyjaciela.

— A co z Ewą?

— Poczeka, musi, naturalnie, jeżeli chce dalej opisywać nasze wyczyny.

— Napiszemy do niej jak zwykle esemeska?

— Z dna oceanu? To raczej karkołomne.

— Pinokio, jak podejmiesz dobrą decyzję to zadzwoń, będę gotowy.

— Luzik, Misiu.

I mam za swoje, pomyślał Pinokio, odkładając telefon. ...za pomysł i złote myśli dostałem od niego zaledwie pięć linijek komplementów, wobec tego uknułem intrygę. Powiedziałem Misiowi, że wybieramy się nad ocean.To nieprawda i tak się nie zorientuje, gdyż jeszcze nie odróżnia wielkiej kałuży od oceanu. Chyba nie będzie żałował. W Krainie Niekończącej się Bajki wszystkie dni są równie słoneczne, sny kolorowe, a nawet najmniejszy staw jest piękny. Szafirowa, ciepła woda i czyściutka plaża kusi wędrowców lenistwem. W zamglonym brzasku można spotkać Złotą Rybkę. Mam jedno życzenie, ale o tym na razie sza. Wystarczy ją grzeczne poprosić, a ulega prośbom. Na samą myśl rozpiera mnie radość.



****

Ledwo minęło południe, a Miś już czekał na Pinokia w progu sypialni, niecierpliwie przebierając pluszowymi nogami. Dyszał jak miech kowalski, uginając się pod ciężarem plecaka. Wielkość misiowego bagażu, obudziła w pajacyku poważne wątpliwości. Z plecaka wystawał sprzęt do nurkowania, wielki, gumowy materac, pompka do roweru, mapa i coś jeszcze.

Jeden wielki bałagan i bezsens. Dla kogo to wszystko? Nie ma co się nad tym rozwodzić , aby nie oszaleć, przeleciała myśl.

— Pinokio, nie mogę się doczekać!

— Czy nie udało ci się znaleźć większego plecaka, Misiu? Dobrze spałeś?

Miś spojrzał z ukosa.

— Pinokio, atakujesz mnie na wszystkich frontach. Naprawdę, nie wiem, co nas czeka nad tym oceanem, wszystko może się przydać. Twoje czary nie zawsze działają, więc muszę jak zwykle myśleć o wszystkim, chcę cię wesprzeć, oszczędzić zmartwień...

Co ten Miś tak się rozgadał? To wszystko zakrawa na tragikomedię, ale brać w tym udział, to już jest przygoda, pomyślał pajacyk, ale nic nie powiedział, aby nie psuć Misiowi nastroju.

— W drogę! — zarządził Pluszak.

— Na piechotę? Misiu, czy ty wiesz, jak to daleko?

— Polecimy Szybowcem, naturalnie z Ptaszkiem na pokładzie, tak ja na Marsa. Skrupulatnie wszystko przygotowałem.

— Wszystko to się komplikuje, sekretny plan się wali — jęknął Pinokio.

Miś nie wiele zrozumiał, ale czarne oczy rozbłysły w niemym oczekiwaniu. Jednak Pinokio milczał jak zaklęty, oblewając się czerwonym rumieńcem po korzonki włosów.

— Mam ochotę cię sprać, Pajacu! Zapamiętam to sobie!

Ze strony Misia był to zręczny manewr, bo Pinokio ucichł.

Tymczasem, jakimś cudem na otoczonym drzewami skwerze wylądował Szybowiec i cierpliwie czekał. Z daleka było widać, że jest przystosowany do dalekich podróży. Uszu dochodziło radosne ćwierkanie Ptaszka. Pinokio widząc przyjaciół, rozpromienił się i jednym haustem opróżnił szklaneczkę z wodą. Bał się, że się nie zdąży spakować plecaka i spóźni się na umówione spotkanie.

— Wodę pije się powoli, możesz się zakrztusić — rzucam, ot tak sobie, żeby mieć ostatnie słowo.

Pajacyk podniósł głowę i popatrzył na Misia, jakby widział go po raz pierwszy.

— Wielkie dzięki za przestrogę. Ta wyprawa doda nam mocy, wszystko pójdzie jak po sznurku — uroczyście oświadczył.

Miś zachichotał.

— Ależ, z ciebie pajac i to ma być konkluzja. Chyba sobie żartujesz, nic nie da się przewidzieć, mam na to dowody, już zapomniałeś? Oczekuję głębszej zmiany!

— Niech ci będzie, Pluszaku. Pomyślę...

Pinokio spuścił z tonu, ale serce mu się ścisnęło. Popatrzyli po sobie. Miś ani drgnął.



****

Przygasły światła, zmrok zgęstniał. Do odlotu zostało niewiele czasu, ale Pinokio nie przestał się zastanawiać nad niedawną rozmową z pluszowym przyjacielem.

Sprawy przybierają zły obrót, ale cóż, przekomarzanie się z Misiem, stało się nieodłącznym elementem mojego życia, trudno i tym razem wytrzymam, ale muszę przestrzegać zasad. Zasada numer jeden: uprzejmość. Druga zasada: nikt nie jest głodny. Złakniony miodku Pluszak to gorzej, niż humory i wrzaski Złej Królowej gapiącej się w Wielkie Zwierciadło. Będę ćwiczyć anielską cierpliwość. Miś ostro gra, ale to mi się podoba, pomyślał. Zgarnął drobiazgi do plecaka i wesoło pogwizdując, ruszył w podskokach w kierunku Szybowca

Szybko zbiegł po schodach, zatrzasnął za sobą drzwi wyjściowe i już był na ścieżce prowadzącej do parku. Miś powoli podążał za przyjacielem, ale dla niego pokonanie schodów nie było takie proste. Ogromny plecak ciążył niemiłosiernie, co chwilę coś wypadało z pluszowych łapek.


— Hm, Pajac nie poczekał na mnie, nie wyjaśnił dlaczego, zresztą wszystko jedno. Przynajmniej nikt mi nie dogaduje, nareszcie mogę robić swoje. Zdążę, nie ma mowy — burczał niezadowolony.

Przed wyjściem z budynku, podenerwowany zerknął przez szybę wiatrołapu, Pajacyk był już przy pierwszej latarni. Opętanie jakieś, czy co?, przemknęło przez pluszową głowę. Na dworze pociemniało, rozpadał się deszcz, niebo groziło czarnymi chmurami. Porywisty wiatr bezlitośnie szarpał liście drzew. Kapelusze i czapki przechodniów jak zwariowane tańczyły w powietrzu.

— Pogoda zupełnie nie zachęca do spaceru, na nic zaklinanie — rzekł Miś, wciągając na siebie nieprzemakalny, niebieski kubraczek.

Na głowie zawiązał szalik w kolorowe paski, do kieszeni kubraczka wsunął zmięty rulonik dokumentów, tak na wszelki wypadek, i wszystkie pieniądze na drogę powrotną. Drzwi z klatki schodowej otwierają się do wewnątrz!, głosił napis na ścianie, ale i z tym kłopotem sobie poradził. W ostatniej chwili zgrabnie przepchnął się przez otwarte drzwi.

— Dobrze! — rzucił żwawo.

Dalej w parku również nie było łatwo. Misiowi brakowało sił, przyciężki plecak robił swoje, pluszowe nogi nasiąkały wodą, ślizgając się na kamieniach ścieżki. Pluszak był bliski płaczu, ale nic nie istniało, liczyła się tylko perspektywa nowej przygody.

Po pięciu minutach marszu:

— Pinokio, poczekaj!

Pajacyk odwrócił się zaskoczony.

— Wierzyć się nie chce! — wrzasnął.

Miś wyglądał tak, jakby wpadł na zupełnie inny, odkrywczy pomysł.

Tagi:

Wróć do „Proza: obyczajowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości