Szczepan w zielonych butach

Wszelkie formy krótkie prozatorskie. Drabble, miniatury, szorty.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować wyłącznie miniatury, drabble i krótkie opowiadania.

Przydatne definicje
drabble: krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story): krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

Teksty dłuższe (fragmenty powieści, długie opowiadania) należy publikować w dziale "Opowiadania i fragmenty powieści".
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.
Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 572

Szczepan w zielonych butach

Post#1 » 1 lut 2019, o 21:12

Szczepan mieszkał w małej wsi na końcu górskiej doliny. Do najbliższego miasta było około dwadzieścia kilometrów, do przystanku autobusowego ponad godzinę marszu, a wyboista droga i marna linia energetyczna kończyły się przy ostatniej chałupie. Była to właśnie jego chałupa, w której mieszkał z matką. Utrzymywał się trochę z rolnictwa, trochę z pracy w lesie, a trochę z niczego. Był koło czterdziestki, niewysoki, ale pleczysty, miał przerzedzające się blond włosy i wodnistoniebieskie oczy. Dłonie miał wielkie jak bochenki chleba i skórę na nich też jak na starym bochenku – twardą i popękaną. Były one często poobijane lub pobandażowane, bo Szczepanowi ciągle zdarzały się różne drobne wypadki. A to się skaleczył siekierą, a to mu pustak spadł na palec lub drzazga wbiła pod paznokieć. Rany te, nigdy niewidziane przez lekarza, goiły się same, pozostawiając brzydkie blizny.
Gdy nie miał nic do roboty, to wychodził na skraj drogi i stał tam godzinami, patrząc na świat, w którym nic się nie działo. Gdyby mieszkał na początku wsi, widziałby więcej, bo tam była droga prowadząca do przystanku autobusowego i dalej. Wiedziałby, kto i o której godzinie wybrał się do miasta lub do kogo listonosz przywiózł list. Koło jego domu tylko sąsiedzi przeganiali krowy na pastwiska lub przejeżdżali starymi traktorami do pracy w lesie. Szczepan zagadywał ich wszystkich, a oni chętnie zatrzymywali się, gawędzili z nim i przekazywali mu wieści z początku wsi. Były to wiadomości nieco spóźnione, ale i tak pozwalały mu być na bieżąco.
Czasami jednak i do niego uśmiechało się szczęście i spotykał ludzi z szerokiego świata. Koło jego domu prowadził bowiem szlak turystyczny i od czasu do czasu ktoś nim przechodził. Wtedy Szczepan pozdrawiał turystę i pytał, skąd i dokąd idzie. Jeśli ten dał się zagadnąć i przystanął, to wtedy Szczepan pytał go o imię i podawał mu wszystkie możliwe daty jego imienin. Potem pytał o datę urodzin i mówił, jaki to był dzień tygodnia. Niestety nie radził sobie z nowomodnymi imionami typu Dżesika lub Liliana i wtedy mówił, że „nie ma takich świętych”.
Dzięki temu kalendarzowi, który miał w głowie, w okolicy znali go chyba wszyscy, a nawet przechodzący tamtędy nowi turyści nie wiadomo skąd wiedzieli, jak ma na imię.
– Cześć Szczepan! – mówili do niego, a on witał się z nimi jak ze starymi znajomymi i, niejako w promocji, dorzucał jakąś aktualną wiadomość z życia okolicy. W ten sposób turyści dowiadywali się, że rano przebiegł wtedy jakiś nieznany Szczepanowi pies lub że wczoraj w sąsiedniej wsi przywieziono cegłę na budowę do jakiegoś Mietka albo też, że sąsiad znalazł borowika o wadze dwóch kilogramów.
Szczepan miał jeszcze jedną cechę, która go wyróżniała. Większość wypowiedzi zaczynał od „a” i to było zaraźliwe, bo jego rozmówcy też zaraz zaczynali tak mówić.
Ubierał się jak wszyscy w jego wsi, ale na nogach zawsze miał gumowce. Na co dzień były one czarne, a na niedzielę lub wyjazdy do miasta – zielone. Na takie uroczyste występy miał garnitur – sprany, ale też zielony. Zimą gumowce zamieniał na gumofilce, a te niedzielne oczywiście były zielone. Podobno kupił je na Słowacji, bo w Polsce zielonych nie było. Widocznie uważał, że w zielonym wyglądał elegancko. Wyjściowy ekwipunek uzupełniała skórzana teczka z dwoma metalowymi zatrzaskami i paskiem przez środek.
Mnie ze Szczepanem zapoznał znajomy prowadzący pensjonat w sąsiedniej wsi i zaraz dowiedziałem się, że urodziłem się w piątek, a imieniny mam aż osiem razy w roku.
Kolejny raz spotkałem go chyba po kwartale niewidzenia, kiedy stał przed dworcem autobusowym.
– A cześć Szczepan! – zagadnąłem. – Co nowego?
Przywitał mnie z imienia jak starego znajomego i zaraz dodał, że rano w jego wsi była straszna mgła. Informacja o mgle mnie nie zaskoczyła, bo był to typowy Szczepanowy nius, ale zdziwiło mnie to, że pamiętał moje imię. Z czasem dowiedziałem się, że pamiętał imiona wszystkich, z którymi zamienił choćby kilka zdań.
Szczepan „operował” w promieniu kilkunastu kilometrów od swojej wioski i czasem wydawało się, że na tym terenie był wszędzie jednocześnie. Jednego dnia stał na drodze przed swoim domem, drugiego pracował na budowie w trzeciej dolinie, a na trzeci dzień widziano go w wiejskim barze zupełnie gdzie indziej. Ponieważ nie miał żadnego pojazdu, a komunikacja publiczna była marna, dlatego trudno było pojąć, w jaki sposób się przemieszczał. Robił to jednak, bo wszyscy chętnie go podwozili, a i przejście dziesięciu kilometrów na skróty przez góry, nie było dla niego problemem.
Okoliczne góry i lasy znał jak własną kieszeń i, podobno, był strażnikiem łowieckim. Nie wiem, czy to prawda, ale raz spotkałem go w lesie niosącego jakieś druty.
– A to wnyki, co pozbierałem po lesie – odpowiedział zapytany o nie.
Nie dopytywałem dalej, chociaż nie dałbym głowy za to, czy były to wnyki zdjęte, czy przeznaczone do zastawienia.
Spotykałem Szczepana wiele razy w górach, w wiejskich barach lub na przystankach autobusowych. Kilka razy go podwoziłem. Zamienialiśmy zawsze kilka zdań i to było wszystko.
Któregoś lata, wracając z grzybobrania, spotkałem go na skrzyżowaniu leśnych dróg. Wyglądał źle. Był jakby chudszy i poszarzały. Przy powitaniu zauważyłem, że ma obandażowane lewe przedramię. Wiedziałem, że często przy pracy ranił sobie niegroźnie ręce, wiec zapytałem żartobliwie:
– Gdzie znowu wsadziłeś łapę?
– A nigdzie. Przysiadłem w lesie na pieńku i użarła mnie miedzianka.
– A byłeś u lekarza? Dali ci zastrzyk?
– A po co? Samo się zagoi.
Szczepan odsunął nieco bandaż i dodał:
– Patrz, to tylko trochę poczerwieniało. Przejdzie.
Nieco powyżej nadgarstka zobaczyłem dużą plamę. Była nienaturalnie niebieskawoczerwona.
– Ty nie rób sobie jaj! – powiedziałem. – Z tym trzeba do lekarza. Mam tu na dole auto, to cię zaraz zawiozę na pogotowie.
– Nie trzeba – odparł. – I tak pojutrze mam jechać do miasta, to może pójdę do jakiegoś doktora.
Zanim zdążyłem zaprotestować, pożegnał się i ruszył w swoją stronę.
Wychodząc z lasu, zastanawiałem się, czy nie zadzwonić na pogotowie. Ale co mógłbym powiedzieć? Że spotkałem w lesie faceta ugryzionego przez żmiję, który nie chciał pomocy i gdzieś sobie poszedł?
Po około pół roku odwiedziłem pensjonat prowadzony przez znajomego, który zapoznał mnie ze Szczepanem. Porozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, a potem zapytałem o Szczepana.
– To ty nic nie wiesz? On nie żyje – usłyszałem w odpowiedzi. – Żmija ugryzła go w rękę, a on, tak jak zawsze, nie poszedł do lekarza, tylko zabandażował miejsce ugryzienia. Dopiero jak rana zaczęła gnić to poszedł do przychodni. Doktorzy powiedzieli, że rękę trzeba uciąć, ale się nie zgodził. Męczył się jeszcze jakiś czas, aż matka uprosiła go, żeby jednak zgodził się na amputację. Nie wybudził się z narkozy.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1165

Szczepan w zielonych butach

Post#2 » 11 lut 2019, o 11:12

Przyjemnie poczytać, choć zakończenie takie smutne. Każdy z nas buduje wokół siebie mur z - często przypadkowych i bezzasadnych - pojęć, a potem nie potrafi go przekroczyć. A często nawet dostrzec.
kiedy stał przed dworcem autobusowym.

Dworzec na wsi? Nie przystanek?

kasia_demańska
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 15

Szczepan w zielonych butach

Post#3 » 11 lut 2019, o 13:49

Marian pisze:[akapit]Szczepan „operował”

Uwielbiam ten czasownik :-) Właśnie w tym sensie.
Zapytam tylko z ciekawości - czy Szczepan ma jakiś pierwowzór w tzw. realnym świecie? czy jest całkiem wymyślony?

Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 572

Szczepan w zielonych butach

Post#4 » 11 lut 2019, o 14:11

Gorgiasz pisze:Przyjemnie poczytać, choć zakończenie takie smutne. Każdy z nas buduje wokół siebie mur z - często przypadkowych i bezzasadnych - pojęć, a potem nie potrafi go przekroczyć. A często nawet dostrzec.
kiedy stał przed dworcem autobusowym.

Dworzec na wsi? Nie przystanek?


Dziękuję Szczepan, że wpadłeś poczytać i dziękuję za komentarz.

Spotkałem go w mieście na dworcu, bo przjeżdżął czasem zażyć miasta.
Mogłem to precyzyjniej opisać. Popracuję nad tym.
Pozdrawiam.

Dodano po 3 minutach :
kasia_demańska pisze:
Marian pisze:[akapit]Szczepan „operował”

Uwielbiam ten czasownik :-) Właśnie w tym sensie.
Zapytam tylko z ciekawości - czy Szczepan ma jakiś pierwowzór w tzw. realnym świecie? czy jest całkiem wymyślony?


Dzięki Kasiu za odwiedziny.
Mój Szczepan składa się z dwóch realnych ludzi. Operowali w innych wioskach, ale w tej samej krainie cudów.

kasia_demańska
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 15

Szczepan w zielonych butach

Post#5 » 11 lut 2019, o 14:16

Tak przeczuwałam.
A owa kraina cudów to w jakiej części Polski się mieści?

szczepantrzeszcz
Księżycowe Ostrze
Księżycowe Ostrze
Posty: 2191

Szczepan w zielonych butach

Post#6 » 11 lut 2019, o 20:45

Że też przeoczyłem. I to opowieść o moim imienniku.

Tak już jest, ze żmijami nie ma żartów, a życie daleko od szosy ma swoje plusy dodatnie i ujemne.

kasia_demańska pisze:A owa kraina cudów to w jakiej części Polski się mieści?
Szczepan (Trzeszcz) stawia jednego mamrota przeciwko dwóm, że Szczepan (nie-Trzeszcz) mieszkał gdzieś w Beskidzie Niskim.

Awatar użytkownika
Mozets
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 252

Szczepan w zielonych butach

Post#7 » 11 lut 2019, o 21:08

Proponowałbym nie robić śledztw co do topografii terenu, położenia, akcji . Bo najistotniejsze jest w końcu to, czy utwory Mariana mają dla nas wartość - czy nie. Dla mnie mają. Marian jest bystrym obserwatorem, ma ogromne pokłady życiowego doświadczenia , które pozwalają mu pisać ciekawie i z polotem dobrego prozaika. Nie spotkałem się w jego opowiadaniach ze stwierdzeniem, że to są opowiadania stricte autobiograficzne. I udokumentowane w kronikach urzędowych i parafialnych. Dla mnie jest obojętne, czy Marian wymyślił to w trakcie bezsennych nocy, czy znalazł tematy w papirusach sprzed 4000 lat. Czy opisał prawdziwego przyjaciela, sąsiada, czy też wymyśloną osobę. Pisarz bez wyobraźni jest marnym pisarzem, a rzekłbym - tylko grafomanem. Zaryzykuję tezę, że Marian ma i wyobraźnię i talent do opisywania świata i talent do budowania fabuły.
( Razem trzy "i" w jednym).
Oczywiście to tylko moje zdanie. Nikomu nie narzucam moich odczuć. Nawet jak ktoś stwierdzi, że mówię głupoty - nie obrażę się. Przyjmę to "na klatę" jak dzielny czerwonoarmista serię z pepeszy w piersi.

kasia_demańska
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 15

Szczepan w zielonych butach

Post#8 » 11 lut 2019, o 21:40

Mozets pisze:Proponowałbym nie robić śledztw co do topografii terenu, położenia, akcji . Bo najistotniejsze jest w końcu to, czy utwory Mariana mają dla nas wartość - czy nie.

Ależ oczywiście! Tylko że ja jestem kobietą... a - jak wiadomo - kobiety są ciekawskie.
A poza tym Szczepan i tak nie żyje, bo go żmija ukąsiła, więc takie niewinne śledztwo chyba nikomu nie zaszkodzi...

Awatar użytkownika
Marian
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 572

Szczepan w zielonych butach

Post#9 » 12 lut 2019, o 10:44

szczepantrzeszcz pisze:Że też przeoczyłem. I to opowieść o moim imienniku.

Tak już jest, ze żmijami nie ma żartów, a życie daleko od szosy ma swoje plusy dodatnie i ujemne.

kasia_demańska pisze:A owa kraina cudów to w jakiej części Polski się mieści?
Szczepan (Trzeszcz) stawia jednego mamrota przeciwko dwóm, że Szczepan (nie-Trzeszcz) mieszkał gdzieś w Beskidzie Niskim.


No widzisz, o Twoim inienniku, bo wszystkie Szczepany to fajne chłopaki. ;)

Coś słabo obstawiłeś, a mógłbyś się skuć do woli. ;))

Dodano po 2 minutach 15 sekundach:
kasia_demańska pisze:
Mozets pisze:Proponowałbym nie robić śledztw co do topografii terenu, położenia, akcji . Bo najistotniejsze jest w końcu to, czy utwory Mariana mają dla nas wartość - czy nie.

Ależ oczywiście! Tylko że ja jestem kobietą... a - jak wiadomo - kobiety są ciekawskie.
A poza tym Szczepan i tak nie żyje, bo go żmija ukąsiła, więc takie niewinne śledztwo chyba nikomu nie zaszkodzi...


Tylko mój Szczepan i Szczepantrzeszcz wiedzą, gdzie to jest. ;)

Awatar użytkownika
Mozets
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 252

Szczepan w zielonych butach

Post#10 » 12 lut 2019, o 10:53

Kasia demańska pisze:
Ależ oczywiście! Tylko że ja jestem kobietą... a - jak wiadomo - kobiety są ciekawskie.
**************************************************************
Nie przejmuj się Kasiu moimi mentorskimi wypowiedziami. Czasem wyłazi ze mnie obrzydliwy macho.
(Choć to tylko atrapa). A Twoje kobiece przyznanie się (publiczne) do kobiecej natury jest urzekające.
Rozbroiłaś mnie całkowicie tym stwierdzeniem. Gdybym "to" wiedział, na pewno mój komentarz byłby delikatniejszy. Faux-pas zdarzają mi się w ferworze dyskusji. Przepraszam.
Marek Mozets.
Zardzewiała stara karabela ze starego resora samochodowego.

Wróć do „Miniatury i drabble”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości