Ogłoszenia 

 

Konkurs na drabble Tęsknota za latem - zapraszamy do oddania głosów na najlepszy tekst! Trwa dogrywka  

 

Automatyczne wcięcia akapitowe na forum 

Palas

Wszelkie niedługie formy prozatorskie. Drabble, miniatury literackie i szorty ze wszystkich możliwych gatunków, również proza poetycka. Prosimy o odpowiednie tagowanie tekstów, zgodnie z jego gatunkiem i formą.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować wyłącznie miniatury, drabble i krótkie opowiadania. 

 

Przydatne definicje 

drabble: krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów 

 

miniatura literacka (short story): krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 znaków 

 

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą 

 

Teksty dłuższe (fragmenty powieści, długie opowiadania) należy publikować w dziale "Opowiadania i fragmenty powieści".  

Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".  

Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu.

Patrick Driller
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 3
Zobacz teksty użytkownika:

Palas

Post#1 » 9 maja 2019, o 22:25

- Proszę, nie! - Głośny krzyk chłopa przecinał trzy brzozopodobne lasy. Był mężczyzną z zachodniego Palasu, już wychudzony przez obrzęd pojednania. Wierzono, że dzięki niemu dusza łatwiej opuszcza ciało. Głodzono człowieka, zamkniętego w Klatce Poznania - był to pokój bez okien, z szarymi ścianami. Z tylko jedną wystawającą rurką, przez którą co jakiś czas płynął strumień wody. Płynął w nieregularnych odstępach czasowych, więc trzeba było pod nim siedzieć przez cały czas. 

Gdy ciało było gotowe, zabierano słabego osobnika z Klatki Poznania. Niektórzy wychodzili stamtąd - co pewnie było skutkiem ich głębokiej wiary - szczęśliwi.  

Po opuszczeniu klatki i odzianiu Duszodawcy, potomkowie Wamacha organizowali procesję. Zbierał się wtedy tuzin kawalerii, na niebieskich wierzchowcach.  

 

*** 

 

Pochodziły one ze stepów Myerl. Każde z nich rodziło się w jaskini, wybiegając z kokonu. Dorastały na tych stepach, biegając, zawierając przyjaźnie. Te konie, to czworonożni ludzie. One potrafią kochać, być szczęśliwe, wybaczać. Oczywiście czasem pokazują pazur, posiadają też bowiem i te złe przymioty.  

Co noc stado zbiera się pod Myerldon - drzewem gwiazd. Całe rodziny, dosłownie wszyscy tam są. Zachowują wtedy idealną ciszę, nie słychać nawet niewinnego parsknięcia. Stoją i patrzą na olśniewającą korę Myerldon. Jego powłoka spowita jest jasnymi punktami, błyszczącymi księżycowym blaskiem. Gwiazdy. Mrugają, tętnią życiem, świecą bardzo jasno... I się wypalają. One chociaż trochę zaznały życia, w przeciwieństwie do tych, które widzimy na niebie.  

O północy, po wielu godzinach obserwowania "skóry" drzewa, staje się coś niezwykłego. Drzewo wypuszcza z losowej (najprawdopodobniej) gałązki pęd. Otwierający się perłowy kwiat, otaczający się słabym światłem zaczyna coś rodzić. Oślepiająca kula dryfuje w powietrze, do chmur, do braci i sióstr. 

I wybucha. 

Pojawiające się majestatyczne zorze, są witane parsknięciami i dudnieniem kopyt. Święto z okazji nocy, każdorazowo obchodzone wielce euforycznie. Łączy konie razem, noc ich otula, biegnie razem z nimi. Zorze jak wielkie uśmiechy nocy trwają w górze. Piękno ciemności w Myerl jest nie do opisania.  

Treserzy koni, aby je zdobyć muszą przebyć daleką drogę. Wędrują z odległego Kerek, państwa królów. To tam - gdzieś głęboko w ziemi - spoczywają ciała przywódców. Jedni dobrzy, drudzy niekoniecznie - wszyscy królowie.  

Czeka ich bardzo daleka droga, przez pustkowia, po skalistej ziemi. Na szczęście, obok szlaku stoi karczma. To tam wędrowcy zapijają smutki. Tam trudy podróży, jakieś bóle wyprawowe, znikają.  

Zostają raczej wynagrodzone, bowiem dla wędrowców z Kerek król opłacił trunków na wiele lat. Zrobił to z nadzieją, że zwiększy liczbę ludzi chętnych na wyprawy. Ich ilość nie zwiększyła się na tyle, by zadowolić władce, ale kilkunastu mężczyzn chciało dołączyć do treserów. Niestety było wśród nich wielu pijaków, co na końcu dało oszałamiającą liczbę - dwóch nowych.  

 

*** 

 

Droga była pokryta bronomami - były to rośliny o brązowo-czarnej barwie. "Twarde poduszki" - tak miejscowi nazywali bronomy. Składały się z czegoś podobnego do bawełnianych nici i miały kwadratowy kształt, z zaokrąglonymi rogami. Mimo wyglądu poduszki (rzeczywiście można się pomylić) były jak kamień. Może nawet jeszcze twardsze.  

Konie musiały uważać, gdyż bronomy częstp rosły w specyficznych skupiskach. Takich, w których powstawały między nimi dziury. To jest bardzo niebiezpieczne, ponieważ koń mógł zablokować tam swoje kopyto. Nie było by w tym nic groźnego, gdyby nie to, że roślina tworzy małe ząbki pod sobą. One się wczepiają w skóre konia i go drażnią, przez co koń może zacząć wpadać w obłęd. Kaleczy się wtedy jeszcze bardziej. W najgorszym wypadku, wraz ze zranionym koniem, pojawia się też skrzywdzony jeździec.  

Cały orszak podczas drogi do Wamacha śpiewał pieśń 

"My niegodni, my chciwi, 

My żałośni, my podejrzliwi! 

Mamy czelność rządzić bratem, 

Choć jego Pan jest Wamachem!

Robili to wszyscy, z wyjątkiem Duszodawcy, który po prostu nie miał siły nawet na tę czynność. Ale on nie był tu po to, żeby śpiewać. Jego ciało nie grało ważnej roli w tej ceremonii. Tutaj chodziło o jego cenną duszę, ofiarę.  

- Chciałbym, żebyś żył... - Powiedział szeptem Enrik, nowy wojownik króla Magnolasa.  

Jego ciemnoniebieskie oczy przeszywały człowieka. Był dobrze zbudowanym, osiemnastoletnim młodym mężczyzną. Nie nosił hełmu podczas marszu, nie chciał się ograniczać. Pragnął poczuć to powietrze w swoich złotych włosach. Wiatr bawił się jego kosmykami - przy tym gładząc, jak treser nowego konia - jego mocno zarysowaną szczękę. Duszodawca spojrzał na niego, na wpół przytomny. Uśmiechnął się. To największy dar na jaki go było stać.  

"Nie płacz Enrik, nie płacz!". Burza myśli przeszyła głowę, młodego wojownika. "Boże... On to zrobił konając. Męczennik. Dlaczego? Dlaczego my nie robimy tego, nie chwytamy piękna tego świata. Świat składa się z chwil, one krążą w powietrzu. Mając siatkę można je łapać. Niestety najpierw trzeba ją zrobić, a nie każdy jest dobrym kowalem..." 

- Dziękuję. Od teraz będę walczył za ciebie, żołnierzu. - Wyszeptał i zamilkł. 

Cała drużyna Wamacha właśnie przybyła na wzgórze.  

Boskie wzniesienie - było to miejsce spoczynku kryształu - domu Boga. Można było go porównać do króla na tronie. Lecz bez berła, korony, bądź jakiejś księgi z prawem. On wyznaczał prawo. Jego umysł był koroną. A ciało berłem - był władzą.  

Ludzie niosący nosze, nosze niosące Duszodawce, Duszodawca niosący dusze. To wszystko stanęło nad przepaścią. Naprzeciwko dziwnej czarnej energi, wiercącej otwory w niebie i ziemi.  

Ta czarna energia była najpotężniejszą siłą na świecie. Jeden dotyk. Jedno niewinne muśnięcie tego promienia, oznaczało śmierć. To najkrótsza droga do Potępienia Duszy. Ciało zsunęło się z noszy... Przepadło. Jasny blask ducha, jakiejś pięknej nienaturalnej siły, oślepił żołnierzy z przodu. Był cudowny. Wolny od bólu. Ciało już spadło na dół - będzie wiecznie dryfować w przestrzeni. Ale on się unosił. Mimowolnie zbliżał się do kryształu. 

Przygasał.Ułamek sekundy. Dusza była w środku. Wymieszała się z innymi. Najdziwniejsze jest to, że tam mogły być miliony dusz, ale żadna nie dotykała tej w środku. Lekko chwiejącej się, w górę i w dół. Niestabilnej. Duszy samego Pana - Wamacha, króla świata.  

Jego dusza nie dawała typowego, śnieżnobiałego blasku. Pochłaniała światło, dawała mrok. Jasne, niczym słońce rzeczy - nas oślepiają. Ten Duch zabierał światło sprzed naszych oczu, też oślepiał, lecz tutaj mruganie nie pomagało.  

- Jak ci się podobało ofiarowanie, synu? - Siwy starszy niemal bezszelestnie zbliżył się do Enrika.  

Był lekko przygarbionym dziadkiem, który posiadał zmarszczki ociekające szczęściem. Jego zielone oczy kryły tajemnicę, ale dawały spokój i ukojenie. Człowiek, który równie dobrze mógłby być bogiem, stanął obok Enrika.  

- Jest pan wysłannikiem dowódcy, który pyta żołnierzy co sądzą o mordowaniu ludzi? - Enrik uśmiechnął się. Uśmiech przyszedł znikąd. "Dałeś mi więcej szczęścia w ciągu jednej chwili, niż setki żołnierzy w ciągu miesięcy". Pomyślał Enrik i czekał na odpowiedź. 

- Już wiesz, że nie. Przyszedłem do ciebie synu, bo jesteś inny. Nie cieszy cię śmierć, chociaż jesteś wojownikiem. Synu, chyba zaschły ci łzy w oczach. 

- Ach tak... To już wiem co mnie zdradziło. - znów posłał staruszkowi uśmiech. - Przepraszam za taki obraz żołnierza, ośmieszyłem całą kawalerie.  

- Jako jedyny z niej wykazałeś się męstwem. Tym prawdziwym, nie tym ustalonym przez sztuczne zbiory ksiąg Wamacha. Żal czyjegoś bycia może dać ci łyk ze studni życia - słowa mojej matki. Nie pozwól zgasnąć jej Duszy, Wamachu. Musimy skończyć z tym raz na zawsze. Z tymi ofiarami to... - przerwał mu krzyk dowódcy oddziału. Zauważyli staruszka i pewnie, gdyby z nieprawdopodobną szybkością, nie opuścił tego miejsca dołączyłby do Duszodawcy.  

"Szalony dziadek, ale cholernie przyjemny. Skończyć z ofiarami? Czy Wamach tego chce? Co mnie obchodzi jakiś Wamach, to są życia ludzi i coś więcej niż ich życia. Tracą Duszę na rzecz jakiegoś idiotyzmu tej religii. Bóg nie jest idiotą, mam nadzieje że też chce, aby to się skończyło." Enrik myślał o wszystkim naraz, podczas drogi powrotnej. Za te myśli niejeden Potomek Wamacha by go potępił.  

 

 

Znalazłem na dysku moją "pierwszą" ""poważną"" próbę literacką. Może komuś umili czas. :)


Tagi:

Awatar użytkownika
Camenne
Random Cruelty Generator
Random Cruelty Generator
Posty: 5882
Zobacz teksty użytkownika:

Palas

Post#2 » 10 maja 2019, o 10:24

Przychodząc do jakiegokolwiek nowego miejsca, wypadałoby się przywitać. O, tutaj: viewforum.php?f=81 

 

Powiem szczerze, że twój tekst jest z tych, które robią bardzo niefortunne pierwsze wrażenie. Wszystko za sprawą pierwszego zdania, które jest niesamowicie koślawe i bez większego sensu, a niestety w dalszej partii tekstu dalej jest bardzo dużo nieporadności i niezręczności. 

 

Już wyjaśniam: 

 

- Proszę, nie! - Głośny krzyk chłopa przecinał trzy brzozopodobne lasy. 

 

To zdanie to koszmarek. Niejedna polonistka złapałaby się za głowę. 

Czasem zdanie trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze i zastanowić się nad nim. Co ma właściwie znaczyć? Chłop krzyczał tak głośno, że było go słychać na całe dziesiątki, może setki hektarów? Las jako taki może mieć ogromną powierzchnię, to nie dwa drzewka na krzyż, a tu mamy trzy (!) kolejne lasy oddzielone od siebie jakimiś terenami, pewnie łąkami/polami, więc może to być lekko kilkadziesiąt kilometrów w linii prostej. Nawet gdy krzykniesz w lesie, dźwięk nie niesie się jakoś bardzo i nie ma szans zbliżyć się choćby do jednej dziesiątej tego, co opisujesz, poza tym twój chłop znajduje się w jakimś budynku, a też podobno jest wycieńczony skrajną głodówką.  

Poza tym mam wrażenie, że masz na myśli te lasy (bardziej laski), które widać u nas, już zwłaszcza przy autostradach i drogach, a są to typowe nasadzenia gospodarcze. Mało prawdopodobne, by w twoim quasi-średniowiecznym świecie coś takiego istniało.  

Ale pomijając już brak sensu, dlaczego to jest tak istotne, że jest o tym w pierwszym zdaniu tekstu?  

 

Był mężczyzną z zachodniego Palasu, już wychudzony przez obrzęd pojednania.  

Jak "był mężczyzną", to "wychudzonym". 

 

Głodzono człowieka, zamkniętego w Klatce Poznania - był to pokój bez okien, z szarymi ścianami. 

Zbędny pierwszy przecinek.  

 

Głodzono człowieka, zamkniętego w Klatce Poznania - był to pokój bez okien, z szarymi ścianami. Z tylko jedną wystawającą rurką, przez którą co jakiś czas płynął strumień wody. 

Drugie zdanie jest właściwie kontynuacją pierwszego. Poza tym "wystającą", nie "wystawającą", ktoś tu chyba przegapia czerwone podkreślenia błędów.  

 

Byłmężczyzną z zachodniego Palasu, już wychudzony przez obrzęd pojednania. Wierzono, że dzięki niemu dusza łatwiej opuszcza ciało. Głodzono człowieka, zamkniętego w Klatce Poznania - byłto pokój bez okien, z szarymi ścianami. Z tylko jedną wystawającą rurką, przez którą co jakiś czas płynąłstrumień wody. Płynąłw nieregularnych odstępach czasowych, więc trzeba byłopod nim siedzieć przez cały czas. 

Poza powtórzeniami odmiana:  

(...) z tylko jedną rurką (...), więc trzeba było pod nią siedzieć cały czas" 

 

Zbierał się wtedy tuzin kawalerii, na niebieskich wierzchowcach.  

Może to jakiś fancy pomysł na udziwnienie twojego świata, że konie mają niebieską sierść, ale na pewno miałeś to na myśli? Jak nie dasz w jakiś sposób czytelnikowi odczuć, że dokładnie to miałeś na myśli, będzie się zastanawiał. 

 

Pochodziły one ze stepówMyerl. Każde z nich rodziło się w jaskini, wybiegając z kokonu. Dorastały na tych stepach, biegając, zawierając przyjaźnie. Te konie, to czworonożni ludzie. 

Odmiana: 

Pochodziły one ze stepów. Każdy z nich (koni) rodził się w jaskini.  

Poza tym robisz strasznie brzydki skrót myślowy - raz, że te istoty tak naprawdę może wyglądają jak konie (tego nie wiemy, bo nie opisujesz) i dlatego dla uproszczenia nazywasz je końmi, ale końmi nie de facto nie są. Nie musisz im wymyślać zmyślnej nazwy własnej, ale w zasadzie bazujesz na nazwie pewnego gatunku, byśmy dopowiadali sobie o nich rzeczy, choćby wygląd, zachowanie, a to pójście na skróty. Drugi brzydki skrót myślowy to ten: istota -> koń -> człowiek.  

W jaki sposób to właściwie ludzie, tylko w innym ciele? Ty pewnie wiesz, ale my nie, bo nic nie zdradzasz. 

 

Te konie, to czworonożni ludzie.  

Zbędny przecinek.  

Generalnie używasz dużej ilości banalnych konstrukcji typu "To było", "To jest" i innych stwierdzeń, które kojarzą się bardziej ze streszczeniem, niż z beletrystyką.  

 

Co noc stado zbiera się pod Myerldon- drzewem gwiazd. Całe rodziny, dosłownie wszyscy tam są. Zachowują wtedy idealną ciszę, nie słychać nawet niewinnego parsknięcia. Stoją i patrzą na olśniewającą korę Myerldon. Jego powłoka spowita jest jasnymi punktami, błyszczącymi księżycowym blaskiem. Gwiazdy. Mrugają, tętnią życiem, świecą bardzo jasno... I się wypalają. One chociaż trochę zaznały życia, w przeciwieństwie do tych, które widzimy na niebie.  

Ostatnie zdanie jest dla mnie niejasne. Gwiazdy, które się nie wypalają, zaznały życia, w przeciwieństwie do gwiazd, które widzimy na niebie, mimo że one też się wypalą? 

Poza tym jest pewna niepisana zasada, że nie należy mieszać czasów - jeżeli wybierasz przeszły, to przeszły, nie przeszły mieszany z teraźniejszym. Trzeba być konsekwentnym, chyba że jest pretekst, by zmienić czas, ale musi być w tym celowość.  

 

Stoją i patrzą na olśniewającą korę Myerldon. Jego powłoka spowita jest jasnymi punktami, błyszczącymi księżycowym blaskiem.  

Powłoka to bardzo dziwny synonim kory. 

 

Drzewo wypuszcza z losowej (najprawdopodobniej) gałązki pęd.  

Masz narratora wszechwiedzącego i nawet on nie jest pewny?  

 

Łączy konie razem, noc ich otula, biegnie razem z nimi.  

"Je", nie "ich".  

 

Zrobił to z nadzieją, że zwiększyliczbę ludzi chętnych na wyprawy. Ich ilość nie zwiększyłasię na tyle, by zadowolić władce, ale kilkunastu mężczyzn chciało dołączyć do treserów. 

"władcę".  

 

Niestety było wśród nich wielu pijaków, co na końcu dało oszałamiającą liczbę - dwóch nowych.  

Ciąg przyczynowo-skutkowy jest bardzo nielogiczny. Sugeruje, że ci pijacy się rozmnożyli, a nie, że dołączyło dwóch kolejnych. 

 

Droga byłapokryta bronomami- byłyto rośliny o brązowo-czarnej barwie. "Twarde poduszki" - tak miejscowi nazywali bronomy. Składały się z czegoś podobnego do bawełnianych nici i miały kwadratowy kształt, z zaokrąglonymi rogami. Mimo wyglądu poduszki(rzeczywiście można się pomylić) byłyjak kamień. Może nawet jeszcze twardsze.  

Generalnie powtórzenia są twoim ogromnym problemem. Każdy akapit, każdy fragment jest ich pełen, samych "koni" będzie tu kilkanaście w pierwszej połowie tekstu.  

 

Konie musiały uważać, gdyż bronomy częstp rosły w specyficznych skupiskach.
Taką literówkę na pewno podkreślił i Word, i przeglądarka. 

 

Nie było by w tym nic groźnego, gdyby nie to, że roślina tworzy małe ząbki pod sobą.  

Byłoby.  

 

Koniemusiały uważać, gdyż bronomy częstp rosły w specyficznych skupiskach. Takich, w których powstawały między nimi dziury. To jest bardzo niebiezpieczne, ponieważ końmógł zablokować tam swoje kopyto. Nie było by w tym nic groźnego, gdyby nie to, że roślina tworzy małe ząbki pod sobą. One się wczepiają w skóre koniai go drażnią, przez co końmoże zacząć wpadać w obłęd. Kaleczy się wtedy jeszcze bardziej. W najgorszym wypadku, wraz ze zranionym koniem, pojawia się też skrzywdzony jeździec.  

Niebezpieczne, skórę.  

 

Cały orszak podczas drogi do Wamacha śpiewał pieśń 

Dwukropek na końcu. 

 

- Chciałbym, żebyś żył... - Powiedział szeptem Enrik, nowy wojownik króla Magnolasa.  

"powiedział" małą literą. 

 

Był dobrze zbudowanym, osiemnastoletnim młodym mężczyzną.
 

Jak osiemnastoletnim, to wiadomo, że młodym :D To tak, jakbyś pisał "Był dziewięćdziesięcioletnim, leciwym człowiekiem". Jedno wynika z drugiego. 

Ale a propos młodego, to też zależy pewnie od spojrzenia. Na standardy quasi-średniowieczne, osiemnastolatek wcale może nie być już takim młodzikiem.  

 

- Dziękuję. Od teraz będę walczył za ciebie, żołnierzu. - Wyszeptał i zamilkł. 

Źle zapisany dialog. Polecam poradnik, który mam podlinkowany w sygnaturce. 

 

Boskie wzniesienie - byłoto miejsce spoczynku kryształu - domu Boga. Można byłogo porównać do króla na tronie. Lecz bez berła, korony, bądź jakiejś księgi z prawem. On wyznaczał prawo. Jego umysł byłkoroną. A ciało berłem - byłwładzą.  

Jeżeli "ciało było berłem", to "byłO władzą". 

 

Naprzeciwko dziwnej czarnej energi, wiercącej otwory w niebie i ziemi.
 

energII 

 

Na tym poprzestanę. Dużo jest powtórzeń, literówek i innych błędów do samego końca.  

 

"Boże... On to zrobił konając. Męczennik. Dlaczego? Dlaczego my nie robimy tego, nie chwytamy piękna tego świata. Świat składa się z chwil, one krążą w powietrzu. Mając siatkę można je łapać. Niestety najpierw trzeba ją zrobić, a nie każdy jest dobrym kowalem..." 

 

"Szalony dziadek, ale cholernie przyjemny. Skończyć z ofiarami? Czy Wamach tego chce? Co mnie obchodzi jakiś Wamach, to są życia ludzi i coś więcej niż ich życia. Tracą Duszę na rzecz jakiegoś idiotyzmu tej religii. Bóg nie jest idiotą, mam nadzieje że też chce, aby to się skończyło."

 

To są myśli jednej postaci. Pierwsze - górnolotne, rozważające sens istnienia, drugie w zupełnie innym stylu, jakby innej osoby, która ma inną postawę i spojrzenie.  

 

Zacznijmy może tak. Masz do opowiedzenia jakąś historię, do przekazania jakąś myśl. W tym przypadku nieskomplikowaną, bo przedstawiasz nam obrzęd ofiarowania Duszodawcy, który uprzednio jest głodzony w Klatce Poznania, i pokazujesz, że twoja, podejrzewam, główna postać, która go "odbiera" i uczestniczy w procesji, a finalnie obserwuje ofiarowanie go, uważa, że ich Bóg na pewno nie chce takiego bezsensownego uśmiercania wiernych i pewnie finalnie postanowi coś w tym zrobić. Problem jest taki, że nie wygląda to tak, jakbyś postawił sobie za cel przedstawienie nam tego.  

Trudno nazwać to miniaturą, bo nie jest to zamknięta całość - to prędzej wyrwany z kontekstu fragment całości. Zdradza to brak konsekwencji w prowadzeniu "osi" tekstu i jej zakończenia, a także tytuł, który jest nazwą krainy/kraju. Właściwie już na samym początku wprowadzasz tu opowieść o koniach, które są tutaj wprowadzone właściwie bez potrzeby, bo ich wątek nie jest kontynuowany. Zaczynasz więc z zacięciem przypowieściowym, bo i akapit o Klatce Poznania, i o koniach można by to tak potraktować, kontynuujesz nieco patetycznym opisem ofiarowania, ale potem zmieniasz tonację i wydźwięk. Dialog wojownika z dziadkiem, który podsumowujesz kolokwializmami i stwierdzeniem pokroju: "Jak tak można! To idioci! Ja zrobiłbym to lepiej!" zupełnie nie pasuje swoim charakterem do pierwszej partii. Dodatkowo końcówka jest urwana, bez żadnej konkretniejszej puenty i zakończenia, wygląda to jak coś "to be continued". Ale, co ciekawe, nieco lepiej się czyta, jest napisana swobodniej i bardziej "beletrystycznie", choć ma tyle samo problemów, co powyższa.  

Warsztatowo tekst jest na kiepskim poziomie, można by o tym długo, bo problemów jest wiele, ale to, co mnie martwi najbardziej, to to, że nie wygląda na to, by po napisaniu było to czytane drugi raz i poprawiane. Jest ogrom powtórzeń, które każdy by zauważył, jest dużo błędów i literówek, które podkreślił na pewno Word. Dlaczego zostało to przeoczone? To, w jakim stanie jest tekst, rzutuje też na szacunek autora do czytelników. Mnie zniechęcił już od pierwszego akapitu, ale staram się czytać wszystko do końca, jeżeli już chcę skomentować. W tym przypadku gdybanie, że tak prezentujący się tekst może umilić komuś czas, jest naprawdę skrajnie optymistyczne, żeby nie nazwać tego dosadniej. 

Generalnie całość czyta się bardzo ciężko i jednocześnie jest bardzo dziurawa, jeżeli chodzi o świat przedstawiony. Niestety uważam, że nie jest to tekst, który można by poprawić. Lepiej napisać od nowa.  

Ale może to bardzo stary tekst i teraz piszesz lepiej, ale my tego nie wiemy - nie przedstawiłeś się, nie napisałeś nic konkretnego, więc oceniam stan zastany. A jeżeli tak jest, to właściwie mój czas poświęcony na pisanie komentarza jest stracony. Nie bez powodu nie wrzuca się do oceny starych tekstów.

Czytaj, a będziesz czytany! Komentuj, a będziesz komentowany! 

 

Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz  

 

Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Awatar użytkownika
Alchemik
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1293
Zobacz teksty użytkownika:

Palas

Post#3 » 10 maja 2019, o 14:02

Zawracanie głowy.  

Niepohamowana, choć z lekka kulejąca, wyobraźnia, nieujęta w żadne karby. Od gramatycznych, interpunkcyjnych po stylistyczne. 

Miszmasz, czyli groch z kapustą, pomarańczą i bronomami. 

Przeczytałem, wcześniej, a właściwie brnąłem podczas prób czytania. ale nie odniosłem się do tekstu właśnie przez Twój odnośnik, że to była pierwsza próba literacka z głębi dysku komputera. A to znaczy, że prób jest więcej i są też jakieś świeże teksty. 

Jeżeli nie boisz się ich przedstawić, to będziemy mieli przynajmniej odniesienie. 

Camenne zupełnie niepotrzebnie przyłożyła się do korygowania czegoś, co jest li tylko Radosną Twórczością

A ma wiele innych zajęć i obowiązków na głowie.


Patrick Driller
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 3
Zobacz teksty użytkownika:

Palas

Post#4 » 10 maja 2019, o 17:28

Widzę, że wystawiłem forumowiczów na jedną wielką męczarnie. Mój błąd. 

Dziękuję za cenne uwagi. Zderzyłem się z gorzką prawdą o moim "chaotycznym światku". Obiecuję poprawę.  

Napiszę wkrótce coś jeszcze, wierzę że zobaczymy progres. :D


Wróć do „Miniatury i drabble”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości