[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Długa proza: fragmenty powieści, długie opowiadania i tasiemce innej maści.
Regulamin forum
W tym dziale należy publikować opowiadania, powieści oraz inne długie formy prozatorskie. Utwory krótkie (drabble, miniatury, krótkie opowiadania) publikujemy w dziale "Miniatury i drabble".

Przydatne definicje
drabble – krótka forma literacka licząca dokładnie sto słów

miniatura literacka (short story) – krótki utwór składający się z mniej niż 7 500 słów

opowiadanie – krótki utwór epicki o prostej akcji, niewielkich rozmiarach, najczęściej jednowątkowej fabule, pisany prozą

powieść – długi utwór narracyjny opisujący rozbudowany ciąg zdarzeń

Jeżeli twój tekst jest dłuższy niż 25000 tysięcy znaków ze spacjami, należy go podzielić na części. Każda część musi znaleźć się w osobnym temacie i nie przekraczać ww. objętości.
Nazwa tematu powinna składać się z tytułu tekstu. Dodatkowo, dla tekstów wieloczęściowych, w tytule należy podać numer części, na przykład "Tytuł - część 1". W przypadku publikowania fanfiction, należy podać źródło w nawiasie kwadratowym, przykładowo: "[Harry Potter] Tytuł opowiadania".
Każdy tekst należy odpowiednio otagować. Tagi wybieramy z pola pod tytułem tematu. Listę tagów oraz ich podział można znaleźć na podstronie. Dla publikacji wieloczęściowych funkcjonuje dodatkowy tag tekst wieloczęściowy, a dla fanfiction fandomowe (np. fanfiction-harry-potter).
Deneve

[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Post#1 » 9 gru 2016, o 01:00

Rzadko kiedy stykałam się z erotykami, a jeśli już to jako czytelnik, nie pisarz. Dlatego stwierdziłam, że trzeba się tych trudnych scen nauczyć pisać. To pierwsze podejście. Tak samo jeśli chodzi o jednostrzałówki, nie potrafiłam zbudować jakiegoś sensownego początku, środku i końca, żeby trzymało się to kupy. Będę wdzięczna za wszelką krytykę, wytknięcie błędów itp. (nie zawsze sama wszystkie wyłapuję, choć tekst sprawdzałam już milion razy). To fanfik, ale na potrzeby forum dorzucam mały słowniczek, który pomoże się troszeczkę we wszystkim ogarnąć i zrozumieć tekst nawet komuś, kto nie grał w Dragon Age. :) Nadal nie jestem do końca zadowolona z bohaterki, ale nie bardzo wiem też, jak ją poprawić. Ostatnio nie mam weny do niczego poza fanfikami, ale nie uznaję ich za stratę czasu, bo wiele można się nauczyć i chociaż porządnie rozpisać. ;)
Tekst jest stosunkowo długi, ma 10 - 11 stron, zależy jak go formatować, dlatego tym bardziej będę wdzięczna, jeśli ktoś poświęci mu choć odrobinę czasu. :)

Krótkie wyjaśnienia, żeby się połapać:
Klan – elfy w świecie Thedas (kontynent) rozrzucone są w diasporze i żyją w podróży, ewentualnie w obcowiskach w ludzkich miastach;
Shemlen – w dalijskim (elfim) języku znaczy „człowiek”;
Opiekunka/Opiekun – coś jakby duchowy przywódca klanu przechowujący pamięć o ich tradycjach, magii oraz historii; W klanie mogło być dwóch, maksymalnie trzech magów (Opiekunka i Pierwszy/Drugi po Opiekunce/Opiekunie - który miał zastąpić Opiekuna/Opiekunkę po jego/jej śmierci);
Templariusze – rycerze świątyni, zakonu Andrasty i Stwórcy (bóstwa ludzi), pilnowali magów w specjalnych kręgach (magowie uczyli się w nich sztuki władania magią tak, by nikomu nie zrobić krzywdy, nie ulec pokusie demonom) lub polowali na uciekinierów; Mieli całkowity zakaz bratania się z magami; Mieli również możliwość drenowania magom many oraz blokowania ich zaklęć;
Ghilan’nain – jedno z bóstw elfów (wskazuje drogę podróżnym);
Wyciszenie – odcięcie maga od Pustki, traci wszelkie emocje, możliwość posługiwania się magią i śnienia
Pustka – miejsce, w którym dzieją się wszystkie sny, dostać się do niego „realnie” mogą tylko magowie;
Vallaslin – nazwa tatuażu, które elfy robiły sobie na twarzach, każdy symbolizował jakieś bóstwo elfiego panteonu;
Lyrium – coś jakby magiczny potion przywracający manę, tylko ze w Dragon Age ma więcej zastosowań;
Szary Strażnik – walczyli z Plagą (mroczne pomioty, paskudne stwory, pojawiały się wraz z Arcydemonem, wielkim smokiem, którego należało zabić, by Plaga się skończyła);
_______
Z jakiegoś powodu ją porzucili.
Jej rodzina, klan, bracia i siostry. Zostawili ją samą, zagubioną i przestraszoną. Cóż takiego uczyniła, że nie chcieli jej dłużej widzieć? Nie rozumiała tego. Nie potrafiła. Palące uczucie niezrozumienia rozlewało się po jej ciele, starając się zmusić ją do myślenia nad tym, co mogła zrobić źle, nawet gdy niemal konała z głodu.
Nie pamiętała zbyt wiele z dni, w których się tułała. Była mokra, przemarznięta i głodna. Jej magia nie odpowiadała na żadne zawołanie. Nigdy nie umiała przyzwać jej, kiedy się bała. Nie wiedziała, jak to wszystko się stało. A może wiedziała? Może tylko to wyparła? Kojarzyła niewiele. Po kilku księżycach odchodzenia od zmysłów, dotarła wreszcie na skraj lasu. Z ufnością doszła do zabudowań, chwiejnym krokiem wstępując na główny plac wsi. Ale nie znalazła u shemlenów pomocy.
Pełne podejrzeń twarze szybko zaczęły wykrzywiać się w grymasach wrogości, kiedy tylko otarła brud z czoła, odsłaniając malunek na swojej twarzy. Wkrótce potem chłodny deszcz zwilżył jej włosy, przyklejając je do skóry i ujawniając ostro zakończone uszy. Nie pamiętała, jak do nich mówić. Znała ich język, rozumiała wszystkie ich słowa, ale sama potrafiła wyszeptać tylko śpiewne słowa swojego ludu, co jeszcze bardziej ich rozsierdziło.
Któryś ruszył na nią z widłami. Przerażona i osłabiona, starała się bronić. Zakreśliła w powietrzu kilka niepewnych ruchów, odgradzając się od niego barierą. Zatrzymał się, z przestrachem odciśniętym na twarzy wzywając swoją boginię. Shemleni rozstąpili się, przepuszczając ją między sobą, gdy utrzymywała magiczną tarczę.
Bezradność wdarła się do jej serca, kiedy przechodziła na skraj wioski, zaciskając mocno zęby. Nie chciała przy nich płakać, nie mogła dać im tej satysfakcji. Tę noc spędzi jeszcze na obrzeżach lasu. Rankiem odejdzie. Nie mogła dłużej tu zostać, doskonale to wiedziała.
Ze snu wyrwało ją silne szarpnięcie, trochę krzyków, ból, gdy otarła się o coś ostrego. Nie widziała ich twarzy, bo zaraz zakryli jej oczy i przewiązali usta. Pewnie błądziłaby po omacku, gdyby nie to, że raz po raz popychali ją ze śmiechem. Któryś nawet zakreślił szorstkim palcem kontur jej ostrego ucha.
Wzdrygnęła się, rozchyliwszy usta, czując spływające wzdłuż jej pleców obrzydzenie i wstrząsający nią odruch wymiotny. Chwilę potem jej nozdrza uderzyła woń potu shemlenów wymieszana ze smrodem na wpół przetrawionej gorzały. W całym tym chaosie kolejnych szturchnięć i ciosów opadających na jej plecy, w nieładzie jej ruchów i potknięć, jednego była pewna: gdzieś ją prowadzili.
— I co, wiedźmo? — Szept był całkiem głośny, a woń alkoholu wyraźniejsza. — Przechytrzyliśmy cię, nic nam nie zrobisz. — Głos wydawał się być przesiąknięty chorą radością i niezdrowym podnieceniem. — Jesteś ślepa. Ślepa! Rozumiesz?
Kolejne pchnięcie sprawiło, że straciła równowagę. Zamachnęła związanymi rękami, nim zrozumiała, że spada w przepaść. Szum, jak myślała wcześniej, jej własnej krwi, wzmógł się i już po chwili rzeczna toń przyjęła ją w chłodne objęcia.
— Stać! W imię najświętszej Andrasty...
Niemy krzyk wyrwał się z jej gardła, gdy nurt rzeki zarzucił jej wątłym ciałem. Nie potrafiła mu się sprzeciwić. Wzywała go w myślach, błagała, by wypluł ją na brzeg, ale ten ani myślał jej słuchać. Szarpała wściekle spętanymi dłońmi, ignorując sznury wgryzające się w nadgarstki. Panika wycisnęła z jej płuc resztki oddechu. Smugi światła, które przedostawały się przez szmatę, drażniąc powieki, ustąpiły wreszcie ciemności.
Znieruchomiała, pozwalając porwać się rzece.
A więc tak to się kończy?
***
Rozrywająca świadomość powracała do każdego fragmentu jej ciała. Wszystkie migawki z ostatnich godzin wlewały się do jej głowy, domagając się jej uwagi teraz, natychmiast, już. Świat zawirował, a jej płuca ścisnęło palące uczucie. Chciała przetoczyć się na bok, ale nie znalazła pod sobą gruntu. Zachłysnęła się wodą, wypluwając ją niezdarnie. Zamachnęła rękoma i syknęła z bólu, trafiwszy w chłodną stal. Krótki klekot metalu tak bardzo zagłuszył jej myśli, że chwilę zajęło, nim spostrzegła, że nie ma już spętanych rąk.
Czyżby dobra Ghilan'nain ją wyprowadziła? A może umarła?
Zakrztusiła się powietrzem, zaciągając się nim mocno, łapczywie. Zaraz poczuła jednak dziwne ciepło ponad ustami, sięgnęła ku niemu powoli, niepewnie, rozdygotanymi palcami – nie wiedziała, z zimna lub emocji – rozmazała je po twarzy. Może z wszystkiego po trochu? Uchyliła wreszcie piekące powieki.
— Wiesz, co się stało? — Ochrypły głos wlał się do jej głowy.
Rozumiała ten język. Rozumiała słowa, każde z osobna, ale nie potrafiła przyswoić treści, jaką za sobą niosły.
Rozchyliła wargi, oddychając płytko. Omiotła spojrzeniem okolicę, ignorując siekący, rzęsisty deszcz, który zmywał krew z jej twarzy. Stali przy niej, milczący, posępni. Ich jasne płytowe zbroje zdawały się błyszczeć nawet teraz, choć słońce kryło się gdzieś daleko za chmurami. Wpatrywała się w wyryty na ich napierśnikach symbol – miecz przedzierający się przez płomienie.
Templariusze, pomyślała, choć nigdy nie widziała żadnego na oczy.
Nadal tkwiła w powietrzu, jeden z nich trzymał ją w niepewnych objęciach. Spojrzała na niego, choć i jego twarz skrywał hełm. W wąskiej szczelinie widziała jego oczy. Miodowe niczym jej Opiekunki, jednak zupełnie inne, pełne niepewności i strachu... a jednocześnie zapewnienia, że będzie dobrze.
— Jak ci na imię? Zwą cię jakoś, elfie? — zapytał właściciel ochrypłego głosu, nie ten, który ją niósł. — Rozumiesz wspólną mowę?
Odwróciła powoli głowę, napotykając kolejny skrzydlaty hełm i ledwie ciasny przesmyk, w którym błyszczały szare, czujne oczy. Widziała, jak uniósł wyżej powieki, przyglądając się jej z ciekawością. Po chwili przechylił głowę; przez moment czekał, czy może odpowie, aż wreszcie sięgnął do hełmu, zsuwając go powolnym, wyważonym ruchem, jakby nie chciał jej przestraszyć.
Nie bała się. Zabiliby ją od razu, gdyby tylko chcieli, ale mięśnie i tak spięła, gotowa do walki.
Głupia, skarciła się w myślach, nie pozwolą ci nawet sięgnąć po moc...
Templariusz uśmiechnął się niespecjalnie szczerze. Widziała, ze uśmiech zwyczajnie nie sięgnął jego oczu. Skóra mężczyzny napięła się nieznacznie, uwydatniając kilka brzydkich blizn na policzkach. Siwe włosy targane wiatrem, już po chwili przykleiły się do jego twarzy. Potarł się po równie siwej brodzie i skinął na elfkę głową.
— Na imię mi Greagoir — powiedział spokojnie. — Jestem dowódcą templariuszy stacjonujących w Kręgu Maginów w Fereldenie.
— Vahriel — wykrztusiła niepewnym, ochrypłym głosem.
Greagoir uniósł brwi w wyrazie uprzejmego zdziwienia.
— Tak mi na imię — wyszeptała ledwie dosłyszalnie, z trudem przypominając sobie twardy i szorstki język shemlenów.
To wszystko wydawało się takie abstrakcyjne. Jeszcze dzień wcześniej podróżowała ze swoim klanem. Była Pierwszą po Opiekunce, była powszechnie szanowana i lubiana. Była kochana przez swoich braci i siostry.
Tak przynajmniej myślała.
— Zabierzemy cię do Kręgu — oznajmił śmiertelnie poważnie Greagoir. — Tam wszystko ci wyjaśnimy. — Przeniósł spojrzenie na templariusza, który ją niósł. — Rutherford, postaraj się jej nie upuścić. Idziemy.
Vahriel spojrzała na wywołanego z nazwiska templariusza, a właściwie szczelinę, w której widziała jego oczy. Przez chwilę wpatrywał się w swojego dowódcę, choć nie odezwał się ani słowem. Potem spojrzał krótko na nią, ale napotkawszy jej spojrzenie, natychmiast odwrócił wzrok.
***
Siedziała skulona na niewielkiej skrzyni, pocierając ramiona, kiedy chciała się ogrzać. Nie wiedziała, czy wolno jej było użyć do tego magii. Bała się o to zapytać. Zresztą kogóż by mogła? Niewiele słyszała o kręgach, tyleż samo o templariuszach, ale w opowieściach tych zawierało się wszystko, co tylko najgorsze.
Uniosła zagubione spojrzenie, starając się powstrzymać palące łzy. Przygryzła wargę, starając się odwrócić uwagę od napierającego na nią strachu. Dwóch z trzech templariuszy, którzy ją tu przyprowadzili, rozmawiało o czymś szeptem z magiem w podeszłym wieku. Ten zerkał na nią co jakiś czas, marszcząc brwi, ale nadal nie zapadła decyzja co do tego, co planowali z nią zrobić. Podbródek jej zadrżał i do bólu zacisnęła palce na ramionach, opuszczając głowę. Skuliła się w sobie, tłumiąc wstrząsający nią szloch.
Niespodziewanie czyjaś dłoń opadła na jej ramię i po chwili zacisnęła się lekko. Vahriel napięła mięśnie, odwracając szybko twarz w poszukiwaniu tego, kto ją naszedł. Wciągnęła szybko powietrze. Doskonale wiedziała, że stał przy niej templariusz, który ją tu przyniósł. Nie miał teraz hełmu, ale od razu rozpoznała jego oczy i iskrzące się w nich zaciekawienie oraz współczucie. Mógł być w jej wieku, może trochę starszy. Jego krótkie włosy skręcały się lekko, pozostając, najpewniej po zdjęciu hełmu, w nieładzie, ale najwidoczniej o to nie dbał. Powoli lustrował jej tatuaż i każdy szczegół twarzy, aż wreszcie, pochwyciwszy jej spojrzenie, posłał jej pokrzepiający uśmiech.
Ciężar jego ręki znikł tak nagle, jak się pojawił. Templariusz leniwym ruchem rozpiął swój płaszcz, który po chwili wylądował na jej ramionach. Spojrzała na niego wyczekująco. Chyba powinna podziękować, ale potrafiła tylko wpatrywać się w niego bezrozumnie – on jeden, templariusz, o którym słyszała tyle złego, okazał jej więcej miłosierdzia niż cały jej klan razem wzięty.
Skinął ku niej głową i odszedł, nie przerywając milczenia.
***
Nie była pewna, czy może podświadomie szukała go gdzieś na korytarzach, czy nad wyraz często na siebie wpadali. Mijała go często, zwykle o tych samych porach w tych samych miejscach, jakby na nią czekał. Raz czy dwa, może to sobie wmówiła, nie była pewna, ale wydawało się jej, że intencjonalnie dotknął jej przedramienia. Nie chciała wierzyć w to, że miała urojenia, bo jeszcze do końca dnia czuła w tym miejscu przyjemne mrowienie.
Nadspodziewanie często asystował jej również przy wszelkich zadaniach oraz pracach. Szedł za nią w odstępie kilku kroków i po krótkiej chwili wchodził do komnaty, w której miała pracować. Zatrzymywał się przy drzwiach, w odpowiedniej odległości, zwykle stojąc w półmroku i w milczeniu przyglądając się jej działaniom. Czasem podnosiła na niego spojrzenie, by z lekkim ukłuciem żalu stwierdzić, że wpatrywał się gdzieś w przestrzeń. Raz czy dwa przyłapała go jednak na tym, jak szybko odwracał wzrok, jeśli akurat udało się jej go zaskoczyć. Potem wracała do pracy, poświęcając jej wszystkie myśli.
Wreszcie coś ją przerosło. Łączyła ze sobą kolejne składniki, przelewając je to z jednej, to z drugiej kolby, ale ciągle nie potrafiła otrzymać wymaganego rezultatu. Prychnęła wściekle, marszcząc nos, kiedy nerwowymi ruchami szukała ostatniego składnika, którego potrzebowała. Wiedziała, że mogła doprowadzić do małej katastrofy w laboratorium; spokój był tu wskazany, ale po tak dużej ilości porażek nie była w stanie odpowiednio się skupić.
Niechcący strąciła naczynie ze żrącą cieczą na podłogę. Rzuciła się ku niemu, wiedząc, że i tak nie zdąży go złapać, ale templariusz był szybszy. Nie miała pojęcia, jakim cudem udało mu się do niej wcześniej podejść, pozostając niezauważonym, bo przecież nie zdążyłby pokonać odpowiedniego dystansu w tak krótkim czasie.
Podał jej zakorkowaną fiolkę bez słowa. Zawstydzona chwyciła ją, przyglądając się błyszczącej zawartości, ale mężczyzna nie puścił szkła. Vahriel spojrzała na niego, napotykając jego czujne, przeszywające spojrzenie. Przez kilka długich chwil wpatrywali się w siebie bez słów. Serce podeszło jej do gardła, oddech urwał się, pod wpływem jego spojrzenia. Musiała tak stać, wgapiając się w niego mało inteligentnie z lekko rozchylonymi, drżącymi z fascynacji ustami. Twarz miał łagodną, pełną dobroci i współczucia.
Nie tak jak reszta…
Jeden ze starszych zaklinaczy wszedł do pomieszczenia i templariusz, skłoniwszy głowę, wycofał się natychmiast na swoje poprzednie stanowisko. Odprowadziła go spojrzeniem, po chwili zagłębiając się w rozmowie z przybyłym magiem. Gdy ten odszedł, ponownie zerknęła ku drzwiom, ale templariusza już tam nie było.
***
Krąg Maginów nie był właściwie taki zły. Był inny od życia w lesie, od życia w podróży, to pewne. Ta stagnacja trochę jej doskwierała, a nawet zdecydowanie nudziła i chwilami irytowała. Ale nie mogła narzekać. Nie była traktowana jakoś specjalnie ze względu na swoje pochodzenie. W wieży mieszkało wiele elfów, choć żaden nie miał na twarzy swojego vallaslin. Opiekunka mówiła jej kiedyś, że ich bracia mieszkający w obcowiskach nie praktykowali wielu ich tradycji i nie kultywowali starożytnego dziedzictwa. Nie pamiętali niemalże niczego z czasów, zanim zostali zniewoleni przez ludzi. Ale Vahriel nigdy nie poruszała tego tematu. Unikała też mówienia o swoim vallaslin, choć budził powszechną ciekawość. Teraz się z tego śmiała, bo jaką to wszystko miało tu wartość?
Żadną.
Tatuaż czasem był też powodem sporów. Nieraz bywało, że inni magowie gnębili ją z tego powodu, ale nie dbała o to. Gorsi byli templariusze, ci, którzy czuli mocniejsze poczucie obowiązku. Ci, którzy nienawidzili magów, choć sami nauczali ich, że magia była darem od Stwórcy.
Stwórcy, w którego nie wierzyła.
Ale on... on był inny.
Rycerze Zakonu często asystowali przy wszelkich ich praktykach, o czym niejednokrotnie zdążyła się przekonać. Potrafili drenować manę lub odcinać jej źródło, kiedy tylko zaszła taka potrzeba. Vahriel nigdy tego nie poczuła, bo zawsze usilnie starała się pracować tak, by żaden z templariuszy nie uznał jej za zagrożenie. Choć z relacji innych wiedziała, że było to uczucie okropne. Mówili, że to tak, jakby nagle pozbawiono ich powietrza, jakby coś ścisnęło ich płuca.
Jakby z serca uleciała cała radość, a umysł nawet nie zauważał, jak bardzo było to złe.
Ta świadomość przychodziła dopiero później. Wraz z powracającą mocą.
Templariusze pilnowali, by żadne z nich nie uległo pokusie. Raz tylko widziała, jak młody chłopak zawarł pakt z demonem. Sprzedał mu swoją duszę i zmienił się w plugawca, przerażającego potwora o bezkształtnym ciele niepokrytym skórą. Cuchnął złowrogą magią, z jego pyska ciekł lepki śluz a rybie, bezrozumne ślepia, szukały najbliższej ofiary. W niczym nie przypominał już człowieka.
Tamtego dnia templariusz uratował jej życie. Ten sam, który niósł ją wtedy, nad rzeką. Nie widziała co prawda wtedy jego twarzy, ale te oczy poznałaby wszędzie. Siekł potwora znad lekko pochylonej tarczy – bestia plunęła kwasem, który odbił się od metalu, nie sięgając swego celu. Mężczyzna rozerwał ciało plugawca, który zaryczał wściekle.
Vahriel tego nie widziała. Nie potrafiła powiedzieć, kiedy oparła się o ścianę i osunęła po niej, kuląc się w sobie i zakrywając uszy, gdy głowę wcisnęła w podciągnięte wysoko kolana. Oddychała ciężko, dławiąc się strachem, a łzy spływały po jej zaróżowionych policzkach.
Uniosła nieznacznie głowę dopiero, gdy wszystko ucichło. Templariusz, który uratował jej życie, oddychał ciężko, odganiając z siebie resztki bitewnego rauszu. Stal szczęknęła cicho, gdy opuścił miecz i wsparł się na nim na moment. Zaraz jednak odwrócił się ku niej, lustrując ją rozbieganym spojrzeniem.
Wąskie usta miał lekko rozchylone, po czole spływała strużka potu, a jasne, skręcone włosy miał teraz zmierzwione. Vahriel wpatrywała się w niego bez słowa w obawie, że i ją postanowi zabić. Dławiący strach opuścił ją jednak tak nagle, jak się pojawił, gdy spojrzała w jego oczy. Widziała w nich niepewność, niewypowiedziane pytanie.
Kiwnęła krótko głową.
Nie wiedziała, czy to przez wrzawę, jaka się podniosła, czy po prostu upewnił się, że nic jej nie było i odwrócił wzrok, cofnąwszy się o kilka kroków. Już po chwili templariusze zaalarmowani odgłosami walki oraz rykiem potwora wkroczyli do komnaty.
— Cullen — mruknął z uznaniem Greagoir — widzę, że opanowałeś sytuację.
Cullen. Tak miał na imię.
Dowódca zaraz przeniósł na nią pełne ciekawości spojrzenie.
— A ta tam? — Wskazał ją podbródkiem.
Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Zniknąć. Po prostu rozpłynąć się w powietrzu. Zadrżała na całym ciele, widząc, jak Greagoir asekuracyjnie ułożył dłoń na głowicy miecza. Cullen odwrócił się nieznacznie tak, by móc na nią spojrzeć. Przez chwilę milczał, wpatrując się nieodgadnionym spojrzeniem w jej twarz.
— Jest czysta — przemówił wreszcie, odetchnąwszy spokojniej.
Usłyszała go wtedy pierwszy raz. Tembr jego głosu posłał chłodny dreszcz przesuwający się wzdłuż jej pleców. Dotychczas milczący, pełniący tylko swe obowiązki, przyglądający się z cienia, przemówił. Nie do niej oczywiście. Nigdy przecież nie zamienili ani jednego słowa. Wiedziała doskonale, że templariuszom zabraniano... spoufalania się z magami, ale nic nie stało na przeszkodzie, by wymieniać między sobą proste uprzejmości.
Oni jednak nie rozmawiali wcale.
***
Testowali ją, sprawdzając jej wytrzymałość. Wiedziała to. Wiedziała też, że w takim razie zbliżała się jej Katorga, ale jak mogła się do tego przygotować? Z każdym dniem uczucie paniki targało nią coraz silniej. Momentami miała wrażenie, że jeszcze chwila i straci zmysły. Odetchnęła ciężko, czując wszechogarniające ją zmęczenie. Jeszcze jeden czar, ognista bariera, którą miała utrzymać odpowiednio długo. Musiała pokazać, że to potrafi.
Sięgnęła w głąb siebie po swoją magię. Wydobyła ją na powierzchnię i ze skupieniem zaczęła kształtować w głowie zaklęcie. Uniosła spojrzenie. Stał tam, tym razem wpatrując się w nią czujnie. Z czymś jakby cieniem uśmiechu na twarzy oraz swego rodzaju zuchwałością tlącą się w oczach. Nie potrafiła się skupić, ale całą siłą woli odwróciła od niego swój wzrok i myśli, choć na jego widok coś zdążyło ścisnąć jej żołądek. Zmrużyła na moment oczy, odetchnęła raz jeszcze.
Wyciągnęła przed siebie rękę, a magiczna energia popłynęła wzdłuż jej ramienia, początkowo zupełnie nijaka, bezkształtna, aż wreszcie na koniuszkach jej palców zalśnił blask ognia. Wezwała ten żywioł w swoich myślach, nakazując mu ulec swojej woli. Z oporem przekształcił się w podłużną barierę oddzielającą ją od reszty pomieszczenia. Utrzymywała ją, podsycając swoją mocą, aż poczuła tępy ból przedzierający się przez jej głowę.
Musiała wytrzymać jeszcze kilka chwil. Przymknęła jedno oko, ignorując ściekającą z nosa krew oraz narastający ból. Syknęła głucho i usłyszała kilka szmerów oraz poruszenie, a zaraz potem szczęk zbroi.
Jej zaklęcie rozpłynęło się w jednej chwili, choć sama mu tego nie kazała. Opuściła rękę, czując się dziwnie słaba i pusta. Potoczyła nieprzytomnym spojrzeniem po komnacie, aż wreszcie poczuła silny uścisk na swoim łokciu. Podniosła wzrok, napotykając napiętą twarz Cullena, który wpatrywał się w nią badawczo i nadal ciągnął ją ku górze, silnym, stanowczym i jednocześnie łagodnym ruchem pilnując, żeby nie upadła.
Odetchnęła głębiej, zamrugała szybko i obraz się wyostrzył. Rysy twarzy templariusza złagodniały. Podprowadził ją bliżej stołu, na którym się wsparła. Puścił ją, upewniwszy się, że da radę stać o własnych siłach i natychmiast się odsunął.
— Musi odpocząć — zawyrokował do jednego ze starszych zaklinaczy, który wyznaczył jej to zadanie.
***
W końcu wyszła mu naprzeciw, musiała to sprawdzić. Szła korytarzem z dumnie uniesioną głową, nie uciekając od niego spojrzeniem, choć sam zdawał wpatrywać się gdzieś w przestrzeń, nie zaszczycając jej ledwie zerknięciem. Zwolniła przy nim i nieznacznie uniosła rękę tak, że opuszki palców prześliznęły się lekko po wierzchu jego dłoni.
Nie zareagował. Musiała to wszystko sobie dopowiedzieć. Tego dnia zasnęła, dławiąc w sobie uczucie rozgoryczenia i wściekłości. Ale, jak zawsze, gdy czuła się poirytowana, stłumiła swoją magiczną iskrę.
O świcie wezwano ich wszystkich w wielkiej sali. Poprzedniej nocy miało miejsce kilka Katorg i Greagoir z Irvingiem zapewne chcieli ogłosić wyniki. Nie pierwszy zresztą raz zdarzało się tak, że zwoływali ich wszystkich, by to omówić. Templariusze i magowie, jak nigdy, stawali wtedy, mieszając się w tym pomieszczeniu.
Słuchała właśnie, jak dowódca templariuszy informował ich o konieczności wyciszenia jednego z jej znajomych. Poczuła ukłucie smutku, ale nie zamierzała kwestionować tej decyzji. Opuściła wzrok, wzdychając ciężko. Prawie krzyknęła, czując lekki dotyk czyichś palców przesuwających się po jej własnych, niepewnie, powoli.
Nie musiała się odwracać, by wiedzieć kto to. Całą siła woli zmusiła się do tego, by nie unieść wysoko kącików ust, gdy jej serce wypełniło dziwne, rozpierające uczucie, a oddech przyspieszył nienaturalnie.
Przez kilka chwil pozwalała mu na to, by łaskotał jej nieosłoniętą skórę opuszkami, z żalem zdając sobie sprawę, że zebranie dobiegało końca. Najwidoczniej i on miał tego świadomość, bo poczuła, jak leniwie jego dotyk zaczął zanikać. W przypływie nagłego impulsu splotła jego palce ze swoimi, ściskając je lekko w bezgłośnym pytaniu. Jakaż była głupia, przecież ktoś mógł to zauważyć!
Najwidoczniej bogowie jednak nad nimi czuwali.
Zamarł, czuła to. Nagle wypełnił ją strach przed odrzuceniem. Paniczny, palący jej wnętrzności żywym ogniem. Wszystko znikło, a nogi jej zmiękły, kiedy krótko odwzajemnił ten uścisk, by po chwili się z niego oswobodzić.
Ale to jej wystarczyło. To nieme zapewnienie i obietnica.
***
Aż wreszcie nadszedł dzień jej Katorgi. Nad ranem wyrwali ją z łóżka, dając ledwie kilka chwil na to, by odziała się w robocze szaty. Nie mówili jej, po co i gdzie ją prowadzą, ale zdążyła się tego domyślić. Strach wzbierał w niej coraz to silniejszymi falami, nieważne jak bardzo starała się zachować spokój. Zimne przerażenie ściskało jej przełyk i momentami niemalże odbierało oddech. Kiedy przechodziła kolejnymi schodami oraz korytarzami wieży, rozglądała się niepewnie, zastanawiając się, czy to już? Czy to ta komnata? A może ta sala?
Zaprowadzili ją na sam szczyt wieży, niemal wpychając do okrągłej komnaty. Poza nią nie było tam żadnego maga, za to roiło się od templariuszy. Serce podeszło jej do gardła, wyplułaby je, gdyby tylko była w stanie, to pewne. W panice szukała znajomej twarzy, ale jej spojrzenie odbijało się od wypolerowanych hełmów. Dopiero gdy spojrzała na templariusza stojącego przy źródle lyrium, uspokoiła spojrzenie. Wspierał się na jelcu długiego, ceremonialnego miecza, którego sztych opierał lekko o posadzkę.
Vahriel spojrzała mężczyźnie w oczy.
Cullen.
Więc to jego wyznaczono do tego, by zabił ją, gdyby egzamin poszedł nie tak? Wcale jej to nie uspokoiło. Był templariuszem. Ona magiem. Musiałby wykonać to polecenie bez słowa sprzeciwu. Właściwie gdyby tylko się zawahał, mógłby zostać wydalony z Zakonu. Wiedziała to. Taki był jego obowiązek. Ilu już zabił? Ilu nie przeszło testu?
— Vahriel, elfko z dziczy — powitał ją Greagoir. — Podejdź do źródła. Rozpoczyna się twoja Katorga.
Musiała przypomnieć sobie, jak właściwie powinno się chodzić. Postąpiła krok naprzód, niewielki, niepewny. Zachwiała się. Jeden ze stojących za nią templariuszy popchnął ją tak, że niesiona pędem przeszła na sam środek sali. Templariusze wpatrywali się w nią uważnie, żaden jednak nie wypowiedział ani słowa.
Nie odezwał się też, jak zawsze, Cullen.
Często mijali się na korytarzach, często jej asystował. Ostatnio celowo szukali swego towarzystwa. Kiedy pochylała się nad kolejnymi badaniami lub zaklęciami, lubiła czuć jego obecność, tę obietnicę ochrony, którą ze sobą niosła... i falę spokoju, która ją wtedy zalewała.
Ale teraz nie potrafiła być spokojna.
Oboje wiedzieli, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Ale żadne wymienione spojrzenie lub przypadkowy dotyk nie mogło zapobiec temu, co miało się stać, jeśli teraz, w czasie swej Katorgi, zawiedzie.
Spojrzała w źródło lyrium. Nie zdążyła nawet go dotknąć, bo gdy tylko wyciągnęła ku niemu drżącą ze strachu dłoń, zanurzyła się w bezkresie magii, wchodząc do Pustki.
***
Pozwolili jej się z tym wszystkim oswoić. Nadal była w szoku. Wszystko się udało, wyszła z Pustki o własnych siłach, nie zmieniła się w plugawca. Została sama. Przetarła twarz i odetchnęła głęboko, przechadzając się po pustym pomieszczeniu.
Zatrzymała się nagle, czując na sobie czyjś wzrok.
Odwróciła się na pięcie, zaciskając palce na kosturze, który podarowano jej po udanej Katordze. Magiczny przekaźnik zareagował na jej wezwanie natychmiast, roziskrzając się na moment jasnym światłem. Zaraz jednak je odwołała, wiedząc, że miała przed sobą templariusza.
Przeszedł kilka kroków i ściągnął hełm, by odłożyć go na stolik, na którym ustawiono figurkę ich najświętszej Andrasty. Nigdy w nią nie wierzyła. On za to bardzo, bo często widywała go modlącego się w kaplicy.
Powoli, niemalże leniwie przesunął spojrzeniem wzdłuż ściany, zatrzymując się w końcu na twarzy elfki. Widziała, jak studiował jej vallaslin, każdy zawijas czarnego atramentu na jej czole i brodzie.
***
Kiedy w końcu odważył się spojrzeć jej w twarz, zamarł. Niebieskie tęczówki elfich, nienaturalnie dużych oczu błyszczały lekko w świetle dopalających się świec. Teraz, kiedy po raz pierwszy byli naprawdę sami, nie potrafił znaleźć żadnego słowa. Bo żadne nie wydawało się w tym momencie właściwe.
To, że tu stał, nie było właściwe.
Odłożyła kostur, opierając go o ścianę, i postąpiła ku niemu kilka niepewnych kroków. W końcu zatrzymała się, widocznie badając jego reakcję. Może i ona nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów? Może mogli... pomilczeć, tak po prostu?
Obserwował, jak wyuczonym ruchem zaczesała kosmyk rudych włosów za spiczaste ucho. Stwórco najmilszy, widział to już tyle razy, a za każdym razem wydawało mu się, że ogląda to pierwszy raz. Ileż by dał, żeby zawsze uśmiechała się do niego przy tym tak jak teraz, niepewna, zawstydzona, z delikatnymi rumieńcami wykwitającymi na piegowatej twarzy.
Czując adrenalinę rozpierającą jego pierś, sięgnął dłonią ku jej twarzy, zatrzymując się jednak wpół drogi. Przez moment przyglądała mu się zaskoczona. Cofnął dłoń i nerwowym ruchem odpiął zatrzaski przytrzymujące jego rękawice przy karwaszach. Spadły zaraz na podłogę z cichym stukotem stłumionym przez miękki dywan. Na moment podążył za nimi wzrokiem.
Już chciał do niej wrócić, kiedy niespodziewanie skróciła dzielący ich dystans. Stanęła na palcach i już po chwili wpiła się w jego usta w desperackim, pełnym namiętności pocałunku. Zaszumiało mu w głowie. Może nieco zbyt pośpiesznie ujął jej twarz w dłonie, pogłębiając pocałunek. Najpierw oparła dłonie o jego napierśnik, zaraz potem naparła na jego ciało. Uczucie dziwnej ulgi i spokoju zalało jego ciało, gdy przygryzła lekko jego wargę. Z jego piersi wyrwał się stłumiony jęk. Żyła. Czuł to jak jeszcze nigdy wcześniej.
Warknął krótko i pchnął ją ku ścianie. Dziewczyna syknęła głucho, gdy jej plecy zderzyły się z chłodnym kamieniem. Widział, jak jej ramiona pokryły się gęsią skórką, choć od ściany oddzielał ją materiał szaty.
Spojrzał w jej oczy, szukając w nich zgody. Zaraz przyciągnęła go do siebie, ponownie unosząc się na palcach, zbliżyła swoje usta do jego, czekając na to, co stanie się dalej. Wciągnął mocno powietrze, wdychając otumaniający zapach jej skóry i włosów, w którym czuł igliwie i zioła. Pocałował ją krótko i zaraz sięgnął do pasa przy spodniach, starając się rozpiąć go drżącymi z nerwów rękoma.
Ku jego zaskoczeniu poczuł jej dotyk na swojej skórze. Delikatnym, ale stanowczym ruchem odsunęła jego dłonie i już po chwili sprzączka cicho szczęknęła. Elfka zatrzymała się na moment. Uniosła niespokojne spojrzenie, wpatrując się w jego oczy. W jej, dużych, hipnotyzujących i ciemnych z pożądania, widział rosnący głód oraz ekscytację. Nie odrywając od niego wzroku, wsunęła powoli dłoń za pas jego spodni.
Zmrużył oczy, ale nie stłumił głębokiego westchnienia, gdy smukłe palce oplotły ostrożnie jego członka. Cullen oparł dłonie na ścianie za dziewczyną, a głowę wsparł o jej czoło. Już po chwili kilkoma wprawnymi ruchami wyrwała z jego piersi kolejne westchnienia przeplatane stłumionymi jękami.
Gdy przyzwyczaił się do wstrząsającego nim podniecenia, sięgnął do guzików jej szaty, rozpinając je, jeden po drugim, bez najmniejszego wysiłku, choć jeszcze przed momentem miał problem z odpięciem własnego pasa. Nawet jeśli przed chwilą w to wątpił, teraz wszystko wydawało mu się takim, jakie być powinno. Oczywiste, normalne, na swoim miejscu.
Odsunął się od niej nieznacznie, omiatając spojrzeniem jej piersi. Niecierpliwymi palcami zatoczył po nich lekki okrąg, rozchylając przy tym usta w niemym zachwycie, gdy silniejsza fala podniecenia zalała jego ciało. Zamknął na moment oczy, skupiając się na obecnej chwili. Wiedział, że następna nie miała trafić się szybko, dlatego chciał przeżywać ją jak najdłużej.
Uchylił powieki i ścisnął piersi elfki. Z jej gardła dobył się zaskoczony jęk, ale zaraz uśmiechnęła się, odchylając lekko głowę. Z trudem zmusił się do odsunięcia jej dłoni od swojego penisa, ale zaraz zakreślił kontur jej ciała, przesuwając palcami w dół, ku jej biodrom. Spojrzał w błękitne oczy elfki i w kilku niecierpliwych ruchach uniósł wysoko jej szatę.
Pocałował dziewczynę ponownie, jedną dłonią przesuwając po nagiej skórze jej uda coraz wyżej i wyżej. Zatrzymał się na moment, ale, nie napotkawszy oporu, dotknął ostrożnie jej łechtaczki. Elfka drgnęła, więc ponownie zamarł, tym razem przerywając pocałunek. Musiał być pewny, że pragnęła tego równie mocno co on. Spojrzał na nią niepewnie, ale nim zdążył odczytać cokolwiek z jej twarzy, naparła na jego dłoń, pozwalając mu na więcej. Uśmiechnął się tuż przy skórze jej szyi, owiewając ją gorącym oddechem.
Oplotła dłońmi jego kark, zanurzając się w przyjemności, jaką jej dawał. Poczuł, jak drobne palce elfki pokrył magiczny szron. Instynkt kazał mu działać natychmiast. W jednej chwili skupił się na źródle jej energii, pozbawiając mocy.
Posłała mu pełne niepewności oraz zwątpienia spojrzenie, ale skarcił ją tylko wzrokiem. Westchnęła zaskoczona i zaraz magiczna energia na powrót rozlewała się po jej ciele. Nie wyglądała na przestraszoną. Bardziej wydawała się zaskoczona.
Po chwili zadrżała, mrucząc przy tym z rozkoszy i mrużąc oczy. Nie wiedział, czy to przez wrażliwość jej skóry na szyi, przez to, jak ją dotykał, przez ich bliskość, a może wszystko naraz. Ciągle myślał, że nadal dzieliło ich zbyt wiele warstw szat, rynsztunku... ale nie mieli na to czasu.
Wciąż czuł łaskotanie magicznego chłodu, który powoli zanikał. Nie dbał już o to. Tak samo jak nie dbał o to, że łamał właśnie wszystkie swoje przyrzeczenia oraz o to, że pewnie ścięliby go, gdyby tylko się dowiedzieli.
— Cullen — wyszeptała nadzwyczaj miękko.
Wzdłuż pleców templariusza przebiegł zimny dreszcz, gdy tylko usłyszał, z jaką nabożną czcią wypowiedziała jego imię, i niemal posłało go to na sam brzeg wytrzymałości.
— Vahriel — odpowiedział jej, wciągając z cichym świstem powietrze.
Zacisnęła rozedrgane palce na szlufkach jego spodni i przyciągnęła bliżej. Po chwili poczuł, jak jej palce ponownie oplotły jego członka, nakierowując go do siebie.
— Cullen... — powtórzyła, tym razem głosem przesyconym pragnieniem oraz ukrytą, niewypowiedzianą prośbą.
— Va-vahriel...
***
Kiedy magowie krwi, abominacje i plugawce rozrywały jego przyjaciół na strzępy, nie potrafił myśleć o niczym innym, jak o tym, by odszukać ją wzrokiem. Nie było go przy niej, kiedy Uldred rozpoczął bunt magów. Nie wiedział nawet, czy nie brała w tym udziału.
Przecież by go nie zdradziła... prawda?
Nie zrobiłaby tego. Stwórco, nie.
Siekł mieczem, niemalże na oślep, zastanawiając się, czy kolejna zmora, którą rozpłatał, nie była przemienioną Vahriel. Przez ten czas nauczył się jednak wyczuwać jej moc wśród setek innych. Zupełnie inną, wyjątkową. Teraz czuł tylko skażenie i plugastwo próbujące wedrzeć się do jego umysłu. Tutaj jej nie czuł.
I to przepełniało go nadzieją.
Wszystko skończyło się, gdy Uldred zamknął go w magicznej kopule. Modlił się, błagał Stwórcę o pomoc. Mógł tylko czekać. Powiedzenie, że stracił wiarę, było znacznym niedopowiedzeniem. Już nie wierzył. Wiedział, że nie żyła. Gdyby przetrwała, poszłaby za Uldredem do komnaty na szczycie wieży, jak reszta magów krwi i plugawców.
Drzwi otworzyły się z łoskotem i ktoś wycelował w niego z łuku. Nie wiedział już, czy demony ponownie starały się złamać jego psychikę. Może kolejny raz oglądał tkaną przez nich iluzję?
— Odejdź, nie dostaniesz mnie! — warknął, zamykając mocno oczy.
Odgłos kroków kilku osób rozległ się w pomieszczeniu.
Uchylił powieki. Nadal przed nim stali. Nie rozumiał tego. Panika zalała jego ciało. Wcześniej, gdy zaciskał powieki, a później je otwierał, wszystko znikało. Czyżby tym razem go przechytrzyli? Złamali go?
— Jestem Szarym Strażnikiem. Przybyłem wam pomóc — oznajmił wysoki elf z tatuażem na twarzy.
Coś ścisnęło mu gardło, gdy przyglądał się malunkom na jego policzkach. Były zupełnie inne od tych, które już widział, a jednocześnie natychmiast mu o niej przypomniały. Skupił się jednak na rozmowie, starając się przy tym oswoić ze świadomością, że jeśli Vahriel żyła, najpewniej była już paskudną abominacją. Szary Strażnik nie mógł go uwolnić, więc musiał go o to prosić:
— Musisz zabić wszystkich magów — wyszeptał rozedrganym, błagalnym głosem. — Wszystkich, co do jednego.
***
Szary Strażnik pokonał Uldreda, nie zabił jednak pierwszego zaklinacza Irvinga oraz reszty ocalałych magów. Cullen nie potrafił tego zrozumieć. Przecież mu kazał! Nie był nawet templariuszem, nie mógł wiedzieć, czy w którymś z nich nie czai się demon lub lada moment nie zmieni się w plugawca!
— Trzeba wybić ich! Wszystkich! — warknął wściekle, zataczając dłonią w powietrzu okrąg. — Tylko czekać, aż pozamieniają się w abominacje i wyrżną nas do nogi!
Wzdrygnął się, słysząc stukot upadającego drewna, i podążył wzrokiem za tym dźwiękiem. Coś przewróciło mu się w żołądku. Stała tam, wpatrując się w niego wielkimi, pełnymi łez oczami. Z jej twarzy niknęły resztki uśmiechu. Napotkawszy jego spojrzenie, nerwowo zaczesała włosy za ucho i natychmiast schyliła się po kostur, który wypadł jej ze zranionej ręki.
— Uspokój się, Cullenie — upomniał go Greagoir i Cullen spojrzał na niego z mieszaniną wściekłości i bezradności. — Rozumiem, że przeżyłeś niesamowitą traumę. Wierzę, że nie powinieneś przeżywać jej na nowo za każdym razem, przechadzając się korytarzami tego kręgu — powiedział z goryczą. — Pomyślimy o innym przydziale. Może w Kirkwall? Jak myślisz?
Było mu wszystko jedno. Wrócił spojrzeniem do miejsca, w którym stała, ale już jej tam nie zobaczył. Dziwny chłód przesunął się wzdłuż jego przełyku, wlewając się do żołądka i osiadając w nim niesamowitym ciężarem.
— Cullenie, słuchasz mnie? — zapytał dowódca templariuszy.
— Tak — wykrztusił tylko, nadal wgapiając się w przejście, w którym przed momentem stała. — Co... co z magami? — zapytał, zmieniając temat.
Greagoir uniósł wysoko brwi, przyglądając się Cullenowi bez zrozumienia.
— Z magami? — powtórzył cicho. — Pomogą Szaremu Strażnikowi w walce z Plagą. Przyszedł tu z traktatami, by prosić o pomoc. Po uratowaniu Kręgu nie moglibyśmy mu tej pomocy odmówić.
Mieli walczyć z Plagą? Przecież to samobójstwo, pomyślał spanikowany, rozglądając się szybko po pomieszczeniu, by znaleźć ją w tłumie magów. Oddychał coraz szybciej, czując, że traci nad tym panowanie. Nie mógł przecież powiedzieć Greagoirowi, że jej szukał!
— Oczywiście ci, którzy nie czują się na siłach do walki, mogą zostać... Cullenie? Wszystko w porządku?
Cullen odtrącił dłoń przełożonego, która opadła na jego ramię, zaciskając się na nim mocnym uściskiem, by zaraz lekko nim potrząsnąć.
— W porządku — wypluł wściekle, odchodząc w głąb korytarza.
Mogła zostać. I pewnie by tak było, gdyby tylko zasznurował swój niewyparzony pysk.
Lada dzień mieli go wysłać do Kirkwall, kiedy ona miała walczyć z Plagą. Mogła zginąć na polu bitwy i ta myśl rozdzierała go od środka. Choćby była cholernym plugawcem, obiecał sobie, że po nią wróci i ją znajdzie. Ją lub jej grób.
Miał jej tyle do powiedzenia...

Tagi:

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Post#2 » 9 gru 2016, o 16:10

Sceny erotyczne, Deneve, wymagją pewnego zawolaowania np. metafryką. Najgorsza jest w nich dosłownosc, własnie w stylu, cytuję" wzięła jego członaka w dłonie i nakierowała" Tego należy unikać.

Ponieważ musisz pozostawić czytelnikom miejsce na wyobraźnię. Proza różni się tym od porno, że ma zmuszać do kreowania czegoś w głowach czytekników, a nie dawnia im na tacy, na tacy to mają w filmach erotycznych
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Deneve

[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Post#3 » 9 gru 2016, o 16:29

Przecież nie opisałam wszystkiego wprost. Używanie (pisałam już o tym na czacie) określeń typu "jego męskość" lub "jej kobiecość" albo nieumiejętność napisania słowa "penis", "członek" czy "wagina" wprost, świadczą tylko o nieporadności autora i jego przesadnej pruderyjności. W tego typu scenach jest miejsce na pruderyjność i zarazem nie - zależy, co chce się uzyskać, Tutaj ten akt pozbawiony był w pewnym sensie intymności, bo oboje pochodzili z różnych światów, dla obojga zakazanych. Dokonywali rzeczy, za którą mogli stracić życie. Nie było czasu, musieli się spieszyć; to pozbawia w pewnym sensie delikatności i czułości tego typu zbliżeń. Gdybyś przeczytała całość tekstu, pewnie byś o tym wiedziała. Nie uważam też, żebym napisała coś niestosownego, nie używałam określeń obelżywych lub powszechnie uznanych za niesmaczne, więc nie widzę tu problemu.
(Widzisz? Ja nie odpowiadam ci na zasadzie "nie masz racji, bo nie", tylko to argumentuję, polecam się tego nauczyć, przydatne).

I gdzie tego miejsca na wyobraźnię nie ma (wskaż mi, proszę, bo nie widzę)? Zarysowałam tylko ich dotyk, co i tak jest bardzo szczątkowym opisem całego stosunku, który między nimi zaszedł. I naprawdę nie wiem, gdzie ty tu widzisz porno. Jeśli przeraża cię słowo "penis", to nie dorosłaś jeszcze do tego, by o takich sprawach pisać lub czytać.

W ogóle to zabawne, że odnosisz się ledwie do jednej sceny (tej konkretnej). Zapewne nie wysiliłaś się, żeby przeczytać cokolwiek więcej. :D Zakładam, że to odwet za nieprzychylne komentarze - tego dokładnie się spodziewałam.

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Post#4 » 9 gru 2016, o 17:03

"Przecież nie opisałam wszystkiego wprost"
Właśnie opis jest częściowy, urwany. Ani w tę ani w tamtą stronę. Tutaj jest bezbarwnie- ani pruderyjności ani jej braku. Opisowi brakuje ikry. Wygląda, jakby zabrakło ci konceptu. Ponieważ albo urywasz tekst, albo wracasz do "tryzmania cżłonka w dłoni".

"Gdybyś przeczytała całość tekstu"
Przeczytałam ( to opis seksu elficy z templariuszem) i zauważ, że nie wypowiadam się o całości tekstu w którego gatunku się nie specjalizuje, o którym nie mam specjalnego pojęcia, którego oryginału nie czytałam, w przeciwieństwie do Ciebie.


"Jeśli przeraża cię słowo "penis", to nie dorosłaś jeszcze do tego, by o takich sprawach pisać lub czytać."

Nie przeraża. Aczkolwiek już dzieci go używają, a to jest tekst napisany przez... dorosłą?

"W ogóle to zabawne, że odnosisz się ledwie do jednej sceny (tej konkretnej). Zapewne nie wysiliłaś się, żeby przeczytać cokolwiek więcej. :D Zakładam, że to odwet za nieprzychylne komentarze - tego dokładnie się spodziewałam."

Słuchaj, nie porywam się na "dizeło", którego nie rozumiem, którego w oryginale nie czyałam. Nie robię z siebie wyroczni, która sama się osmiesza, jak ty zwykłaś. Ktoś poprawiający mnie powinien coś sobą reprezentować i posiadać pewne umiejętności pisarskie. A skoro już o odwetówkach mowa, to widać bardzo nadepnęłam Ci na docisk, że skrytkowałam Camenne, to wtedy nagle zainteresowłaś się moją twórcozścią.

A i jeszcz ejedno: dobry erotyk to nie "jego meskosć, jej kobiecość, ani nie cżłoenk tryzmany w dłoniach." To umiejętnie dobrane metafory, z wyższej półki. Nie mogą być także jakimiś "zapchaj-tkankami" , lub też wyświechtanymi "oddechami i rumieńcami" Inaczej akt erotyczny staje się niesamowicie pospolity.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Deneve

[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Post#5 » 9 gru 2016, o 17:03

Właśnie opis jest częściowy, urwany. Ani w tę ani w tamtą stronę. Tutaj jest bezbarwnie- ani pruderyjności ani jej braku. Opisowi brakuje ikry. Wygląda, jakby zabrakło ci konceptu. Ponieaż albo urywasz tekst, albo wracasz do tryzmania cżłonka w dłoni.

No to skoro nie ma ani pruderyjności, ani jej braku, to chyba jest pośrodku, znaczy jest dobrze? Zdecyduj się. Ikry? Czyli czego?
Tekst urwałam, owszem, bo nie chciałam opisywać całego stosunku, może kiedyś się na to pokuszę, na tę chwilę nie wydaje mi się, żebym umiała. Póki co, muszę się poduczyć.

Przeczytałam ( to opis seksu elficy z templariuszem)

Samo to można stwierdzić po tym krótkim fragmencie, więc to żaden argument.

Nie przeraża. Aczkolwiek już dzieci go używają, a to jest tekst napisany przez... dorosłą?

Pytanie niech zawiśnie w eterze.

Słuchaj, nie porywam się na "dizeło", którego nie rozumiem, którego w oryginale nie czyałam.

Dragon Age to gra. Właściwie seria gier. I pardon, ale co niby robisz właśnie? Porywasz się na coś, o czym, jak sama mówisz, nie masz pojęcia. Tylko że tekst jest napisany tak i z takimi uwagami, żeby dało się go czytać bez znajomości kanonu. Po to też słowniczek na górze zamieściłam.

Ktoś poprawiający mnie powinien coś sobą reprezentować i posiadać pewne umiejętności pisarskie.

Aha, i ty pewnie je posiadasz, ja natomiast, jak rozumiem, nie? :D Bo ty tak uważasz? :D Dobrze wiedzieć. Szkoda tylko, że mówi mi to osoba, która sadzi byk na byku, zarówno w tekstach jak i komentarzach. Ale co ja tam wiem o umiejętności pisania, nie? :D

A skoro już o odwetówkach mowa, to wudać bardzo nadepnęłam Ci na docisk, ze skrytkowałam Cammienie.

Niby dlaczego? O tym, że skrytykowałaś Cam, dowiedziałam się dopiero później, już po skomentowaniu twojego tekstu, o ile dobrze pamiętam. Tzn. widziałam jakiś komentarz pod tekstem o boginkach, ale nie zwróciłam na niego uwagi zasadniczo, nawet nie wiem, co tam napisałaś. Wiem, że bardzo byś chciała, żebym miała koszmarny ból dupy, ale naprawdę - tylko ty się tu pieklisz. ;)
(w ogóle zapisywanie nicku Cam niepoprawnie, wiesz co, ja bym się wstydziła, i to jeszcze ktoś, kto mówi o szacunku do rozmówcy i konieczności używania dużych liter w "cię/ci/tobie")

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Post#6 » 9 gru 2016, o 17:19

"No to skoro nie ma ani pruderyjności, ani jej braku, to chyba jest pośrodku, znaczy jest dobrze? Zdecyduj się. Ikry? Czyli czego?"
Nie czuje się specjalnie tej sceny. Jest niedopracowana. Haotyczna . Nie budujesz dobrze napięcia Myśli nie są prowadzone do końca, wydją się przypadkowo wrzucone. A na dodatek te anatomiczne wstawki( wagina elficy, penis templariusza)... rozwalają tekst, czynią go komicznym.

"Dragon Age to gra. Właściwie seria gier. I pardon, ale co niby robisz właśnie? Porywasz się na coś, o czym, jak sama mówisz, nie masz pojęcia. Tylko że tekst jest napisany tak i z takimi uwagami, żeby dało się go czytać bez znajomości kanonu. Po to też słowniczek na górze zamieściłam."

Porywam się na to o cyzm mam pojęcie, w przeciwieństwie do Ciebie.


"Niby dlaczego? O tym, że skrytykowałaś Cam, dowiedziałam się dopiero później, już po skomentowaniu twojego tekstu, o ile dobrze pamiętam. Tzn. widziałam jakiś komentarz pod tekstem o boginkach, ale nie zwróciłam na niego uwagi zasadniczo, nawet nie wiem, co tam napisałaś. Wiem, że bardzo byś chciała, żebym miała koszmarny ból dupy, ale naprawdę - tylko ty się tu pieklisz. ;)
(w ogóle zapisywanie nicku Cam niepoprawnie, wiesz co, ja bym się wstydziła, i to jeszcze ktoś, kto mówi o szacunku do rozmówcy i konieczności używania dużych liter w "cię/ci/tobie")"
"Szkoda tylko, że mówi mi to osoba, która sadzi byk na byku, zarówno w tekstach jak i komentarzach"

Zdaję się że z braku argumentów zaczynasz komentować moje używanie nicka Camenne( to zauważyałaś, a nie zauważyłaś jak jej skomantowałam?ojojoj), albo literówki w komentarzach.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Deneve

[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Post#7 » 9 gru 2016, o 17:54

Nie czuje się specjalnie tej sceny. Jest niedopracowana. Haotyczna .

Mam zamiar nad nią jeszcze popracować, to dla mnie oczywiste. Tylko niespecjalnie wiem, za co się zabrać konkretnie. Booooo, nikt mi nie podaje przykładów typu "to i to jest złe".

A na dodatek te anatomiczne wstawki( wagina elficy, penis templariusza)... rozwalają tekst, czynią go komicznym.

Ludzie/elfy/istoty humanoidalne mają to do siebie, że mają anatomię. I z nazw anatomicznych powinno się używać. Jakkolwiek używam, że na kobiece narządy płciowe w polskim języku określenia mamy biedne i trochę nieadekwatne (no ale nie mamy innych), tak męskie brzmią całkiem spoko - ani dziecinnie, ani wulgarnie.
I dobrze wiedzieć, że narządy płciowe są kosmiczne.

Porywam się na to o cyzm mam pojęcie, w przeciwieństwie do Ciebie.

U ciebie nie ma ani tekstu psychologicznego, ani thrillera, ani profilu zabójcy/mordercy/whatever, więc naprawdę: nie wiesz, o czym piszesz. Papier z psychologii naprawdę nie mówi, że się na tym znasz, bo po wszystkich twoich tekstach widać, że na temat psychologii bohaterów masz jeszcze mniejsze pojęcie niż ja.

Zdaję się że z braku argumentów zaczynasz komentować moje używanie nicka Camenne( to zauważyałaś, a nie zauważyłaś jak jej skomantowałam?ojojoj), albo literówki w komentarzach.

Z całego długiego skopiowanego fragmentu odniosłaś się tylko do tego, co ci pasowało (jak zwykle). Zauważyłam, że źle napisałaś tu jej nick, bo skoro komentujesz pod moim tekstem i "teoretycznie" mój tekst, to czytam te komentarze? Nie śledzę całego forum, czytam tylko to, na co mam ochotę. Nie wiem, z czym masz problem.

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Post#8 » 9 gru 2016, o 18:54

Booooo, nikt mi nie podaje przykładów typu "to i to jest złe".
mogę je wyłuszczyć, mogę nawet napisać ten fragment za ciebie, chociaż nie posuję eortyków wcale.

U ciebie nie ma ani tekstu psychologicznego, ani thrillera, ani profilu zabójcy/mordercy/whatever, więc naprawdę: nie wiesz, o czym piszesz. Papier z psychologii naprawdę nie mówi, że się na tym znasz, bo po wszystkich twoich tekstach widać, że na temat psychologii bohaterów masz jeszcze mniejsze pojęcie niż ja.
Myślisz, że przejmę się kąśliwą, pozbawioną merytoryki wypowiedzią? Zamist do sowojego tekstu nagle donosisz się do mojego?

Ludzie/elfy/istoty humanoidalne mają to do siebie, że mają anatomię. I z nazw anatomicznych powinno się używać.
O, czyżbym kometowała podręcznik do biologii ?

Z całego długiego skopiowanego fragmentu odniosłaś się tylko do tego, co ci pasowało (jak zwykle). Zauważyłam, że źle napisałaś tu jej nick, bo skoro komentujesz pod moim tekstem i "teoretycznie" mój tekst, to czytam te komentarze? Nie śledzę całego forum, czytam tylko to, na co mam ochotę. Nie wiem, z czym masz problem.

Doskonale wiemy, dlaczego skometowałaś mój tekst.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Deneve

[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Post#9 » 9 gru 2016, o 19:27

mogę je wyłuszczyć,

Cały czas tylko na to czekam.

mogę nawet napisać ten fragment za ciebie, chociaż nie posuję eortyków wcale.

Mój wewnętrzny troll wręcz krzyczy, żebym poprosiła cię o napisanie tego, ale: błagam, nie. Oszczędź tego nam wszystkim.

Doskonale wiemy, dlaczego skometowałaś mój tekst.

Oczywiście, masz Swoją Słuszną Tezę i jej będziesz się trzymać.

AnnKate
Użytkownik zbanowany
Posty: 227

[Dragon Age: Origins] Bezgłos

Post#10 » 9 gru 2016, o 19:57

Proszę bardzo.

Obserwował, jak wyuczonym ruchem [wyuczonym ruchem? Napisz to inaczej] zaczesała kosmyk rudych włosów za spiczaste ucho. Stwórco najmilszy, widział to już tyle razy, a za każdym razem wydawało mu się, że ogląda to pierwszy raz. [powtórzenie „razy-raz”] Ileż by dał, żeby zawsze uśmiechała się do niego przy tym tak jak teraz, niepewna, zawstydzona, z delikatnymi rumieńcami wykwitającymi na piegowatej twarzy.
Czując adrenalinę rozpierającą jego pierś,( adrenalina rozpierająca pierś - napisz to inaczej) sięgnął dłonią ku jej twarzy,( twarzy zdanie wyżej - powtórzenie) zatrzymując się jednak wpół drogi. Przez moment przyglądała mu się zaskoczona. Cofnął dłoń i nerwowym ruchem odpiął zatrzaski przytrzymujące jego rękawice przy karwaszach. Spadły zaraz na podłogę z cichym stukotem stłumionym przez miękki dywan. Na moment(ileż tu momentów - powtórzenie) podążył za nimi wzrokiem.
Już chciał do niej wrócić, kiedy niespodziewanie skróciła dzielący ich dystans. Stanęła na palcach i już po chwili wpiła się w jego usta w desperackim, pełnym namiętności pocałunku. Zaszumiało mu w głowie. Może nieco zbyt pośpiesznie ujął jej twarz w dłonie, pogłębiając pocałunek. Najpierw oparła dłonie ( dłonie -powtórzenie)o jego napierśnik, zaraz potem naparła(oparła -naparła- aaaaa!) na jego ciało[ naparła...- o matko i córko)( i Jeszcze ta szczegółowość najpierw to, potem to...) Uczucie dziwnej ulgi i spokoju zalało (a mnie krew zalała...) jego ciało (znowu ciało- powtórzenie), gdy przygryzła lekko jego( za dużo zaimków) wargę. Z jego piersi wyrwał się stłumiony jęk. ( stłumiony jęk - znowu mało oryginalnie Żyła. Czuł to jak jeszcze nigdy wcześniej. - zdanie zgrzyta
Mam dalej to wyłuszczać?

Obserwował, gdy zaczesywała rudy kosmyk za ucho. Było urokliwie szpiczaste. Ile razy już widział ten gest? Mnóstwo, lecz nigdy nie odrywał oczu. Czekał, aż przyzwalający uśmiech i delikatne rumieńce zaproszą w jedyną swojego rodzaju podróż.
Czując nagłą tęsknotę i niedosyt sięgnął dłonią ku niej. Zastygł w pół drogi. Cofnął się i nerwowym ruchem odpiął zatrzaski przytrzymujące rękawice przy karwaszach. Spadły zaraz na podłogę z cichym stukotem stłumionym przez miękki dywan.
Mimowolnie podążył wzrokiem za nimi. Łapczywie wykorzystała tę chwilę. Wspięła się na palcach i już po chwili wpiła w jego usta. Desperacko. Namiętnie. Zaszumiało w głowie. Natychmiast ujął twarz nimfy w dłonie, odwzajemniając podniebienną pieszczotę.
Oparła się o jego napierśnik. Uczucie dziwnej ulgi i spokoju objęło ciało mężczyzny. Przygryzła jego wargę. Jęknął - nic tak mocno nie utwierdzało w przekonaniu. Elfka jest tu z nim. Żywa.

Nie jest to jakiś kunsztowny erotyk, jest tylko nieco przekształcone tak, żeby nie było większych zgrzytów.

Dodano po 1 minucie 4 sekundach:
Ps: I strasznie jest z tymi zaimkami, dopowiedzeniami, suchością i z niezgrabnością opisów.
Jeszcze nie ejst tak żeby jako tako mogło zostać.
"Rozebrany cały świat,
A ja chcę patrzeć.
A ja popatrzeć chcę.
Wszystkim piątej klepki brak..."

Wróć do „Proza: opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości