Awaria dźwigu

Kalejdoskop poezji. Wiersze rymowane, białe, limeryki, poezja śpiewana i inne.
Zewediach
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Awaria dźwigu

Post#1 » 23 paź 2018, o 19:18

Katowice, 2007 r.

W moim gimnazjum często dokuczano innym
I to zazwyczaj dzieciom kompletnie niewinnym.
Czułem się bezsilny wobec tego zjawiska
Zawsze, gdy dręczyła mnie któraś morda świńska.
W którymś momencie postanowiłem zadziałać
Oraz jednego z moich oprawców ukarać.
Zbliżał się wkrótce sprawdzian z języka polskiego.
Postanowiłem, że ukradnę zeszyt jego.
Kumpla Mateusza do tego namówiłem,
Albowiem sam po prostu zbytnio się wahałem.
Mateuszowi całkiem się pomysł spodobał.
Jego tamten oprawca też czasem maglował.
Gdzie ukryć ten zeszyt się zastanawialiśmy.
Przeszło cały tydzień nad tym główkowaliśmy.
Po zdobyciu zeszytu do bloku poszliśmy.
Oraz wspólny nikczemny plan wykonaliśmy.
Wpierw, na jednym z pięter przywołaliśmy windę
Spotkałem w tym czasie sąsiadkę – starą pindę.
Następnie sprowadziliśmy dźwig piętro niżej.
Mateusz przysunął się do drzwi jak najbliżej.
Zaczepił wcześniej smyczą zamek blokujący
I otworzył drzwi. Ukazał się szyb ziejący.
Następnie, na dach windy zeszyt rzuciliśmy
Że ktoś go kiedyś znajdzie się obawialiśmy.
Mateusz postanowił zabrać go z powrotem.
I pozostawić go po prostu gdzieś pod płotem.
Nie mógł sięgnąć, więc na dach windy zeskoczył.
Przez krótką chwilę jeszcze się ze mną podroczył,
A później niespodziewanie winda ruszyła.
Z Mateuszem na dachu wte wewte jeździła.
Pobiegłem piętro niżej i windę wezwałem.
Następnie u góry do szybu się schyliłem.
Zacząłem na piętro wyciągać Mateusza
I wtem zorientowałem się, że winda rusza!
Spróbowałem wepchnąć kumpla na dach z powrotem
Nie zrobiłem tego wystarczającym tempem.
Konstrukcja windy zatrzymała się na rękach,
Zawahała się i zostawiła je w strzępach.
Mateusz jechał do góry okaleczony.
A ja pozostałem na piętrze przerażony.
Fala jego wrzasków gdzieś z góry docierała.
Obok mnie para jego rąk we krwi leżała.
Słychać było jak na jednej zegarek tyka.
Podobno na kopercie widniała swastyka.
Mateusz przenigdy o tym na głos nie mówił.
Z rodziny o dość dziwnych poglądach pochodził.
Oficjalnie zapewne zabił Niemca dziadek
Oraz na pamiątkę odebrał mu zegarek.
Ogarnąłem się i po pomoc zadzwoniłem.
Po chwili na głośny szloch się również zebrałem.
Pół godziny później ujrzałem światła w szybie.
Oznaczało to, że pomoc już szybko idzie.
Wyciągano Mateusza na innym piętrze.
Nadal jednak u góry ziało szybu wnętrze.
Jakiś nieszczęsny człowiek spadł na windę z góry
I ciężkie lania miały zastać nasze skóry.
Winda znów ruszyła. Teraz przecięła nogi.
Kadłubkiem zatem został mój Mateusz drogi!

Przez miesiąc kartka z „awarią dźwigu” widniała.
A na mnie poważna konsekwencja czekała.
Sądzono mnie. Kradzież i kalectwo dwóch osób.
Czy, by uniknąć kary, istniał jakiś sposób?
Moi rodzice byli całkiem załamani.
Co dzień skórzanym pasem po tyłku mnie lali.
Mateusz był jednakże w gorszej sytuacji,
Odkąd to doświadczył poczwórnej amputacji.
Czy nasza przyjaźń wytrzyma kolejne lata?
Pomimo wszystko, byłaby to duża strata.
Jedno jest pewne i taka też kolej rzeczy.
Niedobrze, jeśli kradniesz, a to kumpel beczy.

Mozets
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 114

Awaria dźwigu

Post#2 » 23 paź 2018, o 19:57

Zewediach jest niesamowity w tym wymyślaniu krwawych i przerażających przedwojenne panienki scen. Bo współczesne są na to odporne.
Kiedyś dawno temu w radiowej trójce słyszałem dość podobny "kawałek". Konkretnie piosenkę o Marianie, któremu tramwaj obciął nogi. Był to jednak program satyrczny bodajże "60 minut na godzinę".
Cytuję:

Marian i tramwaj

Leży sobie Marian leży - obok szyny
Bo mu tramwaj obciął nogi - bez przyczyny
Leży Marian leży – obok leżą nogi
Patrz co cię spotkało mój Marianie drogi…
Riff……..
Leży Marian leży i - wije się w bólach
Od jutra na spacer – no to już o kulach
Twardy bruk - a jeszcze ludzi coraz więcej
Marian się ogania - wszak ma jeszcze ręce…
Riff……..
Stoją dwie sąsiadki – mają pełne siatki
Przecudnej urody – Jezu - jaki młody
No i powiedz pani – czyja to jest wina
Takiemu młodemu - nogi się obcina…
Nogi jak to nogi - żyć też bez nich może
Ale wie sąsiadka – jutro ma coś zdrożeć…
Riff…….
W płaszczu z ortalionu stoi Karol – z POM-u
Patrzy na tę jatkę i – wcina kanapkę
Tramwaj ruszył dalej niezbrudzony wcale
Krwi trochę zostało – ale bardzo mało
Marian jeszcze leży - rozgląda się w tłumie
Nogi leżą obok - on nic nie rozumie…
Riff……
Dzieci też już przyszły - patrzą bez obawy
Mały Kazio chciałby nóżkę - do zabawy
Próżno rzecz tłumaczy babcia Kazia –biedna
Widzisz Kaziu - nóżka może być potrzebna…
Riff……
Coraz więcej ludzi i - nikt się nie nudzi
Widokiem przybici - stoją emeryci
Panie jak okropnie patrzeć - na te rany
Ale dobrze mu tak – pewnie był pijany…
Riff………….
Obok idzie Heniek - teczkę trzyma w dłoni
Śpieszy się do biura – nikt go nie dogoni
Nareszcie ekipa na biało ubrana
Dwóch poniosło nogi – jeden niósł Mariana
Wszyscy się rozchodzą – każdy w swoją stronę
Znów nic się nie dzieje…. znów miny ….. znudzone ……
Riff…….

Kawka
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 487

Awaria dźwigu

Post#3 » 23 paź 2018, o 20:23

Nowe przysłowie: "Jedno jest pewne i taka też kolej rzeczy.
Niedobrze, jeśli kradniesz, a to kumpel beczy."

Zewediach
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 68

Awaria dźwigu

Post#4 » 23 paź 2018, o 23:15

Pojawi się motyw tramwaju, ale bez fruwających kończyn.

PS. Ta historia jest prawdziwa, do momentu rzucenia zeszytu na dach windy...

Wróć do „Poezja”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości