Strona 1 z 1

Patrząc oczami Belli Achmaduliny. Pastisz

: 10 lis 2019, o 20:04
autor: kresowa pani
Te ociekające listki listopadem zwarzone 

takie rzadkie – takie złote - - takie postrzępione 

ziąb do drzew je poprzypinał srebrnymi pinezkami 

a one stoją cierpliwie niczym proszalne dziady 

 

Polśniewają brązem czerwonawym 

korzeni golizną nagością gałęzistych pni 

wtedy kleista mgła nad ogrodem spłakanym 

kapie milczącą mżawką w przemoczoną ciszę


Patrząc oczami Belli Achmaduliny. Pastisz

: 11 lis 2019, o 00:16
autor: kikimora
A to ciekawe! Piękna stylizacja - nieco archaiczna, ale z wyszukaną elegancją. Taki cukiereczek w pazłotku. Przepraszam, ale chyba nie będą fanką poezji Achmaduliny.

Patrząc oczami Belli Achmaduliny. Pastisz

: 12 lis 2019, o 00:13
autor: Ui
I to jest właśnie fascynujące. Poezja może być słodka, kwaśna i zgorzkniała. Gładka lub zgrzytliwa. Jak życie. Pozdrawiam.

Patrząc oczami Belli Achmaduliny. Pastisz

: 12 lis 2019, o 09:12
autor: Kasia Koziorowska
Odnalazłam się w tym wierszu. :) Pozdrawiam serdecznie.

Patrząc oczami Belli Achmaduliny. Pastisz

: 12 lis 2019, o 18:01
autor: Melibea
Bardzo sugestywne malowanie słowem. Jakbym widziała ten obraz. Ale nie na płótnie, bo wydaje mi się, że mogłabym dotknąć tych liści, poczuć tą mgłę... 

Bardzo, bardzo mi się podoba.


Patrząc oczami Belli Achmaduliny. Pastisz

: 16 lis 2019, o 14:05
autor: kresowa pani
Bardzo dziękuję za wszelkie opinie :) 

 

<3 decznie :)


Patrząc oczami Belli Achmaduliny. Pastisz

: 17 lis 2019, o 13:39
autor: szczepantrzeszcz
Z poziomu balkonu mam pół hektara listków listopadem zwarzonych. Miły widok. Korzeni golizny brak, ale dzisiaj nadejszła ochota na cztery ciepłe ściany. 

 

Przemoczoną ciszę wziąłem dla siebie. Mimo wszystko muszę na chwilę wyjść z chałupy. Chociaż nie pada... przemoczona cisza jest dla tych, którzy akurat mają ochotę siedzieć w domu.


Patrząc oczami Belli Achmaduliny. Pastisz

: 17 lis 2019, o 18:58
autor: kresowa pani
szczepantrzeszcz pisze:Z poziomu balkonu mam pół hektara listków listopadem zwarzonych. Miły widok. Korzeni golizny brak, ale dzisiaj nadejszła chota na cztery ciepłe ściany. 

 

Przemoczoną ciszę wziąłem dla siebie. Mimo wszystko muszę na chwilę wyjść z chałupy. Chociaż nie pada... przemoczona cisza jest dla tych, którzy akurat mają ochotę siedzieć w domu.

 

 

Szłam do kościoła oraz wracałam z kościoła przez Żupne Ogrody, podziwiając listopad [doskonała nazwa miesiąca] dla jego samej złotej nadkruchości. Zamglona przestrzeń kusiła obietnicą niespełnienia. Niektórzy nazywają to tęsknotą. 

 

24 października 2010 roku napisałam wiersz "Organki", jakby landszaft obecnych dni: 

 

Za nami daleka słodka muzyczka 

szum przed nami 

potężnie wzmagający 

 

Wątlutka odpłynęła melodyjka 

ciągutką cukierka 

z gatunku kremowa krówka 

 

Harmonijki ustnej konsonanse 

organków mariaż z niebem 

farbkowy łagodnie 

 

Zda się że drzewa umarły na zawsze 

gdy one całe w pąsach 

w ogniu pomarańczy