Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Lenora

Wszelkie utwory literackie niepasujące do powyższych działów.
Awatar użytkownika
sylvia_plath
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 55

Lenora

Post#1 » 13 lis 2016, o 12:16

Eksperyment narracyjny.

Niechaj wszystko ma swój czas. Rodzenie i umieranie, dawanie i branie, radość i żal. Błagam, nie pozwól mi zapomnieć. Nie pozwól uronić ani kropli. Chcę czerpać z oceanu życia, doświadczyć wirujących gwiazd i być tym, czym dane mi być. Spraw, abym pamiętała.

- Madame Sylvie, zwykle jest pani jednocześnie okrutna i pobłażliwa dla swoich bohaterów. Dlaczego bohaterka pani najnowszej powieści nie zasłużyła na choćby cień litości ze strony narratora? Wielu czytelników utożsamia głos narracyjny z głosem Szanownej Autorki. Mimo że postać Leny jest ze wszech miar godna współczucia, narrator odmawia jej go. Czytelnik powinien podążać tym tropem?
- Czytelnik powinien coś przeżyć i dobrze się bawić – odpowiedziała z ciepłym uśmiechem.
- Czy można dobrze się bawić przy historii Leny?
- Owszem.
- Czy Lena ma swój pierwowzór w osobie pani ostatniej uczennicy?
- Po prostu dobrze się bawmy.


Jego dłonie w moich włosach. Ciepła woda spływająca po moim ciele. Ja naga i bezbronna. Delikatnie zmywał ze mnie brud. Wraz z mydlinami płynęły upokorzenia, wstyd i strach, całe moje podłe i nic niewarte życie. Stał za mną, czułam jego ciepło i delikatny dotyk. Ojciec i kochanek. Chyba tego właśnie chciałam. Poczułam pewność, że już nigdy nie będę sama. Wiedziałam to tak dobrze, jak wiem, że wstanie jutrzejsze słońce, a po zimie rozkwitną kwiaty. Stan doskonałej intymności, w którą nie wedrze się nagły dzwonek telefonu, wyzwiska matki ani inna kobieta. Nigdy nie było na świecie niczego piękniejszego. Nikt nigdy nie widział takiego cudu. „Bądź szczęśliwa” – powtarzałam jak zaklęcie. Bądź kobieca, bądź wolna. Do tego jesteś stworzona. Twoje ciało istnieje dla dotyku, twoje dłonie mają dawać miłość, cała masz być kochająca i kochana, wiesz to. Nie, nie wiesz. Czujesz, zgadujesz na poziomie instynktu, jak zwierzę, które w tajemniczy sposób posiadło najgłębszą mądrość życia.

- Nie kochanie, to nie będzie słodka laurka w podzięce za twoją miłość. To będzie brutalne, podłe i kapryśne. Jak ja – myślałam, jednocześnie przygotowując mu poranną kawę i „tartinkę” z serem. – Potem weźmiesz swoje leki, pewnie będziemy się kochać i wyjdziemy na spacer.
Włożyłam na siebie coś, co wystawało z szafy i nadawało się do włożenia.
- Dlaczego nie nosisz czegoś bardziej wyrafinowanego? – spytał, obejmując mnie od tyłu. – Ktoś tak niezwykły jak ty nie powinien nosić tej dziecinnej sukienki. W dodatku źle skrojonej.
- Trzeba mieć odwagę żeby to nosić – wysunęłam się z jego objęć. – Jest zimno.
- I przestań się ciągle drapać. Powinnaś mieć ładną skórę.

Świeżo upieczona doktor Milena Wileńska, specjalistka w dziedzinie literatury klasycznej, stała bezradnie na środku sali, z naręczem kwiatów rozmaitej maści i głową pełną najlepszych życzeń, które płynęły zewsząd. W białej bluzeczce i długiej czarnej spódnicy wyglądała jak studniówkowa dziewczynka, która przymierza się do pierwszych kroków poloneza. Śmiertelną bladość pokrywał sztuczny rumieniec wykonany zawczasu ceglastym różem, śmiesznie kontrastującym z jej zimnymi oczami.

Kiedy pierwszy raz czekał na mnie przed hotelem, myślałam, że wyskoczy mi serce. Spóźniłam się jakieś dwie godziny. Pokonałam pieszo cały deptak, od przystanku do hotelowej przecznicy. Myślałam, że ten odcinek nigdy się nie skończy. Liczyłam restauracje, kioski, skrzyżowania. Kawiarni jakby przybywało. W słoneczną niedzielę na deptaku było prawie pusto. Mój cholerny naród spędzał Dzień Pański na celebracji ciała Chrystusa lub promocji w supermarketach. A ja biegłam wprost w objęcia mojego francuskiego kochanka, spragniona jego pocałunków, marząca o zrzuceniu tych tanich, pretensjonalnych ciuchów odkupionych za pół ceny od koleżanki zakupoholiczki. Spacerował przed wejściem do hotelu, po skąpanej w słońcu małej uliczce, pełnej żuli i różnego rodzaju drobnych cwaniaczków. Jak zawsze elegancki w uwodzicielskiej czerni, która zwalała mnie z nóg. Znowu się nie ogolił. Zapewne celowo. Dodawało mu to pikanterii. Dostrzegł mnie z daleka, zatrzymał się. Stanął zawadiacko, z jedną stopą wysuniętą do przodu i ręką w kieszeni, odrzucając z nonszalancją połę dobrze skrojonej marynarki. Okulary jak zawsze na głowie, przydatne tylko do czytania. Patrzył na mnie wyczekująco, na pół rozbawiony, na pół zdenerwowany. Jego przeraźliwie niebieskie oczy przeszywały mnie na wylot. Czułam się głupio, z powodu spóźnienia i starej, znoszonej kurtki, od której raz po raz odrywał się któryś z guzików.
Przyciągnął mnie do siebie i pocałował namiętnie na oczach zaciekawionych miejskich żuli. Czułam jego charakterystyczny zapach – słone orzeszki zmieszane z dymem tytoniowym.
- Nie sposób nauczyć cię punktualności. Jesteś niepoważna, mała. – dodał ciągnąc mnie za rękę w stronę hotelowej restauracji. – Prawdopodobnie o tej godzinie nie dostaniemy już śniadania.
- Więc będziesz mnie pieprzył przez godzinę na szóstym piętrze, a później pójdziemy na kawę – odpowiedziałam po polsku z przepraszającym uśmiechem.

Kocham twoje małe, kruche ciałko. Jesteś taki maleńki, że można zmieścić cię w dłoni. Twoja skóra jest gładka, miękka i przyjemna. Moje palce delikatnie pieszczą twoje rachityczne ramionka obciągnięte tym słodkim w dotyku okryciem. Twoje ruchy są leniwe i senne. Nigdy się nie spieszysz. Całuję brązowe i brunatne punkciki na twojej skórze. Smakujesz jak dojrzały owoc. Wyczuwam językiem lekko słonawą nutkę. Uwielbiam cię obserwować. Nie mogę oderwać wzroku od twoich nieporadnych gestów. Nie mogę przestać cię dotykać. Jesteś miękki, słodki, przyjemny, ciepły, wilgotny i lepki. Jesteś piękny, taki piękny!

Obsługa hotelowa próbowała ukryć zaciekawienie. Ile ona może mieć lat? Ze dwadzieścia? Możliwe, że więcej. Ale max dwajścia pięć. Recepcjonistka mogłaby mieć ojca w jego wieku, a windziarz córkę niewiele starszą od niej. Jakaś mała kurwa, przychodzi tu codziennie, obciąga mu a on jej kupuje prezenciki, brylanciki, funduje kolacyjki. Niby nie wygląda, ale ludzie to się umiom kamuflować. Niby taka przeciętna dziewczyneczka, może studentka. Pewnie brakło kasy na czesne i musi troszki poobciągać.
- Oooo, idzie ta mała kurwa – szepnął windziarz do recepcjonistki na nocnej zmianie. – Zamówił jej taksę. Co ona, od urszulanek, że wychodzi o dwudziestej trzeciej? He he. Taka niby niepozorna, tu warkoczyk, czerwony płaszczyk, torebeczka na pasku. Nie żeby obcasy i makijaż, nie, nie. Taka niby niewinna. Takie som najgorsze. Cicha woda brzegi rwie.
- I co, dobrze było? – rzucił z lubieżnym uśmiechem windziarz w stronę dziewczynki w czerwonym płaszczyku. – Po francusku czy na hiszpana dzisiaj? Hy hy.
- Rewelacyjnie, proszę pana. Dobranoc – odpowiedziała ta mała dziwka.

Mała, przestraszona dziewczynka, której wydaje się, że jest wielką artystką. Co do tej pory pokazałaś? Jedyne, co zauważyłem, to fochy. Ty mała, kapryśna ździro. Jesteś niedojrzała i niepoważna. Kto widział, żeby robić karczemną awanturę z powodu kieliszka wina? Kompletna wariatka. Rzuciłaś tym kieliszkiem o ścianę? To nawet zabawne.
I co z tego, że niemal wyprułam sobie żyły wtedy w łazience? Krew lała się ciepłym strumieniem wzdłuż mojej ręki, a ja rzygałam do wanny jak chory kot.
Si j’en ai perdu la tête je t’ai aimé et même pire
Tu es venu en sifflant.

Popołudnie spędziliśmy w parku. Piękne miejsce. Jesienne drzewa rzucały gęste cienie na alejki. Środkiem płynęła leniwa rzeczka. Dzieci karmiły kaczki o złotych piórkach i smukłe majestatyczne łabędzie.

Czym różni się ciało matki od ciała kochanka? Matka mnie posiada. Siedziałam w jej wnętrzu, a ona nie chciała, żebym wyszła. Miałam żyć jak wielki płód w jej wielkiej macicy. Jestem ciasno obwiązana pępowiną. Ten oślizgły, przekrwiony, niebieskawy sznur z ciała wije się wokół mojej szyi jak cienki wąż dusiciel, gotów w każdej chwili zacisnąć się z całych sił, pozbawiając mnie oddechu.
Kochanek chce mnie wypełnić i ja chcę być wypełniona. Ostatecznie trudno znieść tę pustkę w środku. Trudno jest nie być dotykaną. Jestem spragniona jego mięsa. Chcę pożerać go dłońmi, zlizywać z niego skórę, a potem smakować nagie mięśnie i wysysać wszystkie płyny. Chcę żeby rozszarpał mnie na sztuki. Babrajmy się w tej kupie mięsa i krwi. Stopmy się w jeden organizm.

- Ty wiesz co, to chyba nie jest jakaś tam kurwa – zastanawiały się panie w hotelowym hallu. – Wiozłam ich wczoraj windą. W gruncie rzeczy mili ludzie. I chyba dziewczyna jest porządna.
- Tyle, że się może zakochała. Ale co taka młoda może widzieć w nim? Many many.
- Ale ona to chyba nie taka młoda. Trzydziecha na bank. Tylko młodo wygląda. Ale taka wiesz, intelygentna, języki zna. A wczoraj jak mu coś tłumaczyła, to powiedziała na mnie „madam”. To chyba nie taka pierwsza lepsza.
- A no może i zakochana. Żeby tylko on jej nie wywiózł do jakiego burdelu. Tyle się teraz słyszy. Bo szkoda takiej. O, nawet ostatnio w telewizji mówili, że taki jeden sprzedawał dziewczyny. Mało zboczeńców na świecie?

- Zobacz, zobacz! To ona!!! Już jest! – piszczały z zachwytu dwie ładne blondynki, na oko dwudziestokilkuletnie, pewnie studentki literatury.
Przez salę przebiegł szept ożywienia.
- Jej ostatnia książka to rewelacja..
- Zetknięcie z jej twórczością było dla mnie jak objawienie, zupełnie nowa jakość, świeżość spojrzenia…
- Zaklasyfikować? Hmm… postmodernizm, niewątpliwie drogi panie, postmodernizm, bez wątpienia…
- Boże, co za suknia! Co za klasa!
- Och, jej debiutancki tomik był prawdziwym wydarzeniem…
- Krytyka aż huczy po ostatniej adaptacji teatralnej Sukienek…
- Ona ciągle spotyka się z tym malarzem? Podobno miała romans z jakimś Włochem…
Gwiazda wieczoru z leniwym wdziękiem zajęła miejsce, z którego miała udzielać wywiadu.
 Sześćdziesiąt lat? Piękna kobieta...
Czarna suknia podkreślała piękne obfite kształty. Delikatna sieć zmarszczek wiła się wokół jej głębokich zielonych oczu. Kasztanowe włosy, przyprószone siwizną, spływały na ramiona ciężkimi krętymi pasmami.
- Ostatnia książka pani autorstwa stała się sensacją wśród paryskiej krytyki. Nie brak słów uznania ze strony najświetniejszych.
Madame nie przejawiała zainteresowania rozmówcą.

Pamiętasz, mój maleńki, tamten mroźny styczniowy wieczór? Nigdy nie zapomnę twojego ciała wtulonego w moje. Nie masz powodu się bać. Zawsze tu będę. Zawsze. Moje pocałunki są tylko dla ciebie.
Miła amerykańska blondynka na horyzoncie naszych wspomnień. Zawsze czułam się gorsza od jego byłych. Armia kobiet różnych narodowości zaludniała nasze łóżko. Wariatka Niki, wysportowana Teresa, seksowna Vika i Flo, ta najważniejsza. Oprócz tego inne, bezimienne, długonogie, przyjemne, wysokie, stylowe. Wybacz, tak podnieca mnie ta rywalizacja.

- Madame Sylvie, pani ostatnia książka bazuje na micie o Demeter i Korze. Proszę opowiedzieć nam o twórczym wykorzystaniu tego motywu.
Elegancka pisarka patrzyła na swego rozmówcę łagodnym, pobłażliwym wzrokiem. Oczekiwała na standardowy zestaw pytań, który serwowano jej od około dziesięciu lat.
 Kora musi przekroczyć granicę swojego świata, lecz nie jest na coś takiego gotowa. Robi to nieudolnie, nie zdając sobie sprawy w czym uczestniczy. Nie dojrzała do tego, co ją spotkało.

 Moja studentka, moja pani doktor! - matka z czułością objęła córkę. - Jestem taka dumna!

moje najszczersze gratulacje niesamowity doktorat jakie wrażenia naprawdę jestem dumna jestemszczęśliwacośwspaniałego jak się czujesz wszystko dobrze tyle pracy specjalista praca tyle czasu rzeczywiście komisja była zachwycona profesor sylwia modrzejewska nela nela tak się cieszę nela pani sylwio sylwia gratuluję wychowanki lenalenaależwspanialewyglądasz toniesamowite ze specjalnością filologia klasyczna drdrdr przed nazwiskiem ogłaszam doktor milena eńska jaka wileńska wileńska pięknainstrumentacjagłoskowa

 Madame Sylvie, pani kariera literacka nabrała rozpędu, gdy zdecydowała się pani porzucić pracę na uczelni. W ciągu dziesięciu lat wspięła się pani na wyżyny literatury. Jest pani uznaną pisarką zarówno we Francji, jak i w Polsce. Z wykształcenia jest pani filologiem klasycznym. Dlaczego nie zdecydowała się pani kontynuować kariery akademickiej? Czy ma to związek ze zdarzeniem, które bezpośrednio poprzedziło pani odejście z uczelni?

Rozglądała się po sali, szukając jego błękitnych oczu. Matka domyśliła się, kogo wypatruje świeżo upieczona pani doktor.
 Córeczko, tak się cieszę, że wszystko się udało. I pomyśleć, że moglibyśmy nie doczekać tej chwili, gdybyś nie rzuciła tego starego dziada... Mam taką mądrą córkę!
Milena uśmiechnęła się jak automat i wodziła pustym wzrokiem po rzędach krzeseł.
 No, czas na przyjęcie, Lenuś, nie stój tak, zaproś panią profesor, zaproś wszystkich – ponaglała matka.
 Tak... zapraszam państwa na obiad i …. dziękuję.... zapraszam.... panią profesor i was, i państwa....
 Pani Mileno, proszę się rozluźnić – uśmiechnęła się Sylwia – już po wszystkim. Teraz same przyjemności przed panią.


Milena bezmyślnie grzebała widelcem w talerzu.
-Co ty wyprawiasz?! Przestań się dąsać, wszyscy na ciebie patrzą! - siostra upomniała Lenę teatralnym szeptem.
-Tak. Uśmiecham się i uśmiecham…
- Czasami naprawdę cię nienawidzę, Lena.

Mój dom jest pusty. Moje dłonie są puste. Mieliśmy być tam, gdzie stoi zamek Śpiącej Królewny, a wędrowni poeci śpiewają pieśni o Lorelei. Mieliśmy obserwować dziwne wielkie kaczki, ni to gęsi, ni to łabędzie. Wydaje mi się, że jeszcze kiedyś tam pojedziemy, ale to nieprawda. Zabrali mi ciebie.
Dziś już tylko Lenory smutne ranki i wieczory.

Śmiało dziewczyno, tylko dwa cięcia, dwa zdecydowane ruchy ręką i wszystko, co złe się skończy. Znów oczyszczająca woda spłynie po twoim ciele i nie będzie już cierpiących, płaczących i smutnych. Nie będzie głodu i chorób. Nie bój się, ciało będzie stawiać opór, ale go przezwyciężysz. A potem obudzisz się w jego ciepłych ramionach, zlana potem, ocalona od złego snu zbawczym pocałunkiem. Obudź się Śpiąca Królewno, zaraz będziesz nad brzegiem Renu i razem pójdziecie nakarmić te śmieszne duże kaczki.

 Obudź się, kurwa, dlaczego ona się nie budzi?!

 Mamusiu, mamusiu! Gdzie jest moja mamusia? Mamusiu, już będę grzeczna, tylko błagam, zabierz mnie stąd, zabierz mnie do domu... tu nie ma kaczek, nie ma królewny ani zamku, nikt nie śpiewa o Lorelei... tu jest ciemno, chodzą po mnie robaki, wszystko mi gnije... ja nie wiem, ja nie wiem, nie wiem, gdzie, nie wiem, jak... Jedno małe zimne światełko, jak obcy księżyc.

 Skończmy tę rozmowę – odparła wyraźnie wyprowadzona z równowagi madame Sylvie. - Ona nie żyje.
 Odebrała sobie życie wtedy, podczas uroczystości? - rozmówca nie dawał za wygraną.
 Nie, wtedy właściwie nic jej się nie stało. Pocięła sobie nadgarstki, ale nie dość głęboko. Jakiś czas później zniknęła. Znaleziono jej ciało nad rzeką.
 Utonęła?
 Nie wiem. To wszystko, co mam do powiedzenia.
Quel giorno più non vi leggemmo avante.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4787

Lenora

Post#2 » 13 lis 2016, o 18:35

Ach, ciekawy tekst. Moim zdaniem eksperyment jak najbardziej udany, podoba mi się kompozycja - jest nietypowa, ale jak najbardziej klarowna. Lubię takie nietypowe rozwiązania.
Postać Leny rzeczywiście tragiczna, ale też nietrudno mi zrozumieć, dlaczego madame Sylvie poprzez narratora szczędziła jej litości. Autodestrukcję z powodu utraconej miłości, w tym przypadku dodatkowo miłości młodszej do starszego mężczyzny, różnie można oceniać. Sylvie wybrała ostrzejsze spojrzenie.
Wstawki z punktu widzenia obsługi hotelu dodają smaczku, miły element humorystyczny.

 Sześćdziesiąt lat? Piękna kobieta...

Nie wyświetlają mi się te znaki na początku dialogu, czym są właściwie?
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
sylvia_plath
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 55

Lenora

Post#3 » 13 lis 2016, o 21:38

Te znaczki to myślniki rozpoczynające wypowiedź.
Dziękuję za przychylną opinię!
Quel giorno più non vi leggemmo avante.

Wróć do „Inne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość