Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Po nitce nie dojdziesz do kłębka (dramat)

Wszelkie utwory literackie niepasujące do powyższych działów.
Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 218

Po nitce nie dojdziesz do kłębka (dramat)

Post#1 » 26 maja 2017, o 20:03

Scena 1.

Osoby:
Temida - babka
Kloto - matka
Armagedon - syn Kloto
Apokalipsa - córka Kloto

Spore pomieszczenie. Dosyć mroczne. Światło z jednego, niezbyt dużego okna, pada tylko na warsztat tkacki. Przy krosnach siedzi kobieta. Widać, że jest zmęczona. Spracowane dłonie spoczywają, wydaje się bez życia, na kolanach. Obok leży wrzeciono, a kłębki niebieskiej, zielonej, czerwonej i białej przędzy potoczyły się - każde - w inny kąt pokoju. U jej stóp siedzi dwoje nadąsanych dzieci (chłopczyk i dziewczynka), rodzeństwo, które jest z sobą w konflikcie. Kobieta podnosi głowę i mówi bezbarwnym głosem:

Matka: Apokalipso, po raz ostatni ostrzegam, przestań dokuczać Armagedonkowi.
Córka: Ale, mamo, on się przezywa!
Syn: Bo ona wpakowała swoją Sechmet-Bastet do mojej koparki, gdzie siedział już Apis.
Córka: A Apis połamał mi sistrum! I na czym teraz będę grała na domówce u Dionizosa?
Matka (wzdychając): Przecież i tak nie pozwoliłam ci tam iść.
Córka (teatralnie przewracając oczami): Ale wszystkie moje koleżanki tam będą, nawet... Astarte!
Matka: No właśnie, Astarte, z kim się zadajesz, przecież zabroniłam. A ty... i tak jesteś za młoda.
Córka: (jej źrenice nie powróciły na właściwe miejsce, nadal pozostają wywrócone): Mam tam tylko grać.
Matka: I co będziesz to robiła z zamkniętymi oczami?
Córka: Nie widzisz?. Właśnie ci pokazałam, gdzie będę spoglądać, nie widzisz? W głąb siebie, zadowolona?
Syn: No, i jak zawsze, to jej sprawy są najważniejsze!
Córka: A jakie ty masz sprawy, wszystko za ciebie załatwia ten gruboskórny Apis.

Matka nie widzi, że syn podniósł czerwony kłębek i bawi się nim. Nogą przysunął drugi – biały – i zaczął je ze sobą skręcać. Po chwili, czerwono – biała nić zaczyna świecić i pulsować. W końcu zauważa to matka.

Matka: Przestań, natychmiast! Ile razy mam powtarzać, że nie wolno zbliżać się do wrzeciona, krosna, ani ruszać nici!
Syn: Apcia - jak nie patrzysz - to się zakrada i je miesza!
Córka: Wstrętny skarżypyta!

Do pomieszczenia wchodzi babka Temida, bardzo wzburzona, z rozwianym włosem i błyskawicami w oczach.

Babka: Kloto, córko, znowu nie dopilnowałaś, dobrze, że twoje siostry - odkąd urodziłaś te bachory - są podwójnie czujne, w porę zauważyły i Atropos nie do końca przecięła nici.
Matka: Na Ozyrysa, co się stało?
Babka: Na szczęście nic ważnego. Tylko tam, gdzieś na północnych peryferiach, jeden kacyk stracił głowę.
Matka: Czy to będzie miało jakiś wpływ na cywilizowany świat?
Babka: O który ci chodzi?
Matka: I nasz, i ten tam, no... ludzi.
Babka: Cywilizowany jest tylko jeden, Nasz, jakbyś o tym nie wiedziała! Nie, pod warunkiem, że twoja niezrównoważona córka nie wetknie nosa tam, gdzie nie powinna.
Matka: Po pierwsze - to twoja wnuczka, a po drugie - Apokalipcia to przecież grzeczne dziecko.
Babka: Na pazury Sphinksa, nie widzisz, że nic dobrego z niej nie wyrośnie!

Temida rozjaśnionym wzrokiem spogląda w kierunku Armagedona, który z niewinną minką skubie brzeg swoich przykrótkich bokserek.

Babka: Chociaż muszę przyznać, że ten cherubinek ci się udał. Może w końcu wyznasz, kto jest ich ojcem. A może każde z nich ma innego?

Matka, pogrążona w myślach, kiwa głową.

Scena 2.

Osoby:
Strażnik Czasu – przyrodni brat Kloto
Herkules – daleki kuzyn Armagedona
Goplana – agentka Kacyka z Północnych Rubieży
Głos w telefonie – tajny pogranicznik czterech kwartałów
Debora*[1] – królowa pszczół
Truteń – transwestyta

Sad. Rozległy i starannie utrzymany. Strażnik Czasu siedzi na odwróconej, pustej skrzynce po jabłkach. W zasadzie jest zadowolony. Już po zborach, owoce obrodziły; nie tylko ilością, ale i wysokim gatunkiem. Równie zadowolone pszczoły, z ciężkim i słodkim nektarowym ładunkiem, wracają do swoich domostw z pobliskich wrzosowisk. Wydaje się, że wszystko biegnie dobrym, od wieków ustalonym trybem. Niepokoją go tylko dziwne przypadki, jakie miały miejsce na granicy dwóch kwartałów; zielonego i niebieskiego. Od prawieków sad został podzielony na cztery sektory, a on nie chciał niczego zmieniać. Taki podział się sprawdził, raczej sprawdzał – do teraz. Z kieszeni wyjmuje telefon komórkowy. Wystukuje numer.

Strażnik Czasu: Halo, co to za śmichy- chichy, kto mówi?
Głos w telefonie: (śmiech trwa jeszcze chwilę) To ty, wujku?
Strażnik Czasu: Gdzie się szwendasz, spóźniasz się ze sprawozdaniem (patrzy na zegarek) już dwie godziny.
Głos w telefonie: Jakie sprawozdanie?
Strażnik Czasu: Herkuś, nie mam czasu na głupie żarty! Co się właściwie dzieje na niebiesko – zielonym pograniczu?
Głos w telefonie: Herkuś? Jaki Herkuś, to przecież ja?
Strażnik Czasu: Ja... jaki ja. Czyli kto? (po tych słowach słychać trzask odkładanej słuchawki na widełki, najprawdopodobniej czarnego, ebonitowego telefonu).

Strażnik Czasu z niedowierzaniem patrzy na swojego smart-fona. Kiwa głową, i z melancholijnym uśmiechem zwraca się do przycupniętej na liściu jabłoni połyskującej srebrem, miarowo pulsującej, metalowej i niewielkiej puszki.

Strażnik Czasu: Ech, wy, wygenerowani z tych nowomodnych wynalazków, co wy wiecie o pięknie dusz niegdysiejszych pomocników. Onegdaj miałem taki telefon, rasowy, z korbką i tarczą. Ileż wspomnień, ileż załatwionych i rozwiązanych spraw.

W sadzie zapadła cisza, którą tylko od czasu, do czasu przerywa brzęczenie pracowitych pszczół. Z metalowej puszeczki bezszelestnie wysuwają się czułki, pneumatyczne i przegubowe. Strażnik Czasu podchodzi do największego ula. Nachyla się i - rozejrzawszy się uważnie dookoła – szepce.

Strażnik Czasu: „Powstań, powstań Deboro! Powstań, powstań, a zaczynaj pieśń!*[2]"

Z ula wylatuje truteń, przyodziany w różowe stringi, zaaferowany i z naburmuszoną miną. Zobaczywszy jednak Strażnika Czasu, traci tupet, a zazwyczaj jaskrawo żółte pasy na odwłoku kolorem upodabniają się do jego oddolnej, specyficznej ozdoby. Niezdarnie, czułkami, próbuje zasłonić tę część garderoby, z której - jeszcze tak niedawno - był dumny.

Truteń: Wybacz panie, wybacz...
Strażnik Czasu: Gdzie królowa?
Truteń: (widać, że jest w wielkim kłopocie i nie bardzo wie, co powiedzieć). Ale... no, wie pan... Jaśnie Wielmożny Panie Strażniku Czasu, kobiety, kobiety... no, kto za nimi nadąży...
Strażnik Czasu: (patrzy z wyraźną dezaprobatą na miotającego się z zaplatanymi pomiędzy odnóżami stringami). Do rzeczy!
Truteń: (oddycha z ulgą, bo nareszcie pozbył się nieszczęsnych stringów i nieco uspokojony zwleka z odpowiedzią, wygładzając pomięte czułki). Królowa Debora jest, jest... jest na spotkaniu z Barakiem*[3].
Strażnik Czasu: Co!!! (w tym momencie dzwoni telefon, Truteń korzystając z tego oddala się, a Strażnik Czasu odczytując wyświetlony numer, przesuwa palcem po ekranie smart-fona). A gdzieś ty się podziewał Herkulesie? Jak wygląda sytuacja na pograniczu niebiesko – zielonego kwartału?
Herkules: „Áures habent et non áudiunt”.
Strażnik Czasu: „Bene. Áurem substringe loquaci”.
Herkules: Pilna wiadomość szefie - właśnie moi szpiedzy donieśli mi o sekretnym spotkaniu królowej Debory z dowódcą Barakiem.
Strażnik Czasu: (wzrusza ramionami, a po kiego grzyba wybrałem takie hasło: „uszy mają, a nie słyszą”). Też mi nowina, wiem o tym!

Telefon wibruje. Znak, że ktoś inny czeka na linii, Strażnik Czasu odbiera to połączenie, włączając jednocześnie opcję - rozmowy w grupie.

Goplana: Halo, słyszysz mnie? Mam tylko kilka sekund, bo mój Grabiec wypłynął, by zaczerpnąć powietrza. Przemyślałam propozycję Herkulesa. Mogę zostać podwójną agentką, pod warunkiem... wraca mój luby, muszę kończyć. Zawiadowco Czasu, oddzwoń, bo ja z tym niepoważnym Herkusiem nie będę pertraktować.

Strażnik Czasu bez słowa rozłącza się, wzdycha , i - nie zwróciwszy nawet uwagi, na całkowicie zmieniony kształt metalowej puszeczki, która teraz, wspierając się na czterech smukłych i wysokich nogach, z lasem antenek i kamerek na czubku, czegoś z grubsza przypominającego ludzką czaszkę, schowała się za rozłożystą jabłonką – ciężko przysiada na ulubionym siedzisku – skrzynce po jabłkach. Po chwili podnosi głowę, bowiem słyszy charakterystyczny i dostojny odgłos skrzydełek królowej pszczół. Tymczasem ona, zauważywszy Strażnika Czasu usiłuje zmienić kierunek lotu.

Strażnik Czasu: Deboro, widzę cię!
Debora: (niezmieszana, wszak jest królową, majestatycznie kieruje swój lot w stronę Strażnika Czasu i pobłyskując pięknie opalizującymi skrzydełkami, zawisa tuż przed jego długą, siwą, a teraz także zmierzwioną brodą). „Aut odit aut amat múlier, nihil est tértium”.
----------------------------------------'
1. Debora - z hebrajskiego - pszczoła. Debora (ok. 1200 r. p.n.e.), prorokini i jedyna kobieta sędzia Izraela, żona Lappidota. Uwieczniona w Starym Testamencie (Księga Sędziów, Pieśń Debory [5, 1-32]. Znana jest także liczba Debory; im mniejsza ta liczba, tym substancja bardziej płynna.

2. Cytat z Księgi Sędziów, Pieśń Debory (5, 12)

3. Barak - z hebrajskiego - błyskawica. Barak; wzmiankowany w Starym Testamencie, sędzia i dowódca wojsk Izraela. Przy wsparciu i dzięki pomocy Debory pokonał Jabina, króla Kanaanu (4, 1-5, 32)

cdn

Wróć do „Inne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości