Mroczny Mesjasz i ja

Wszelkie utwory literackie niepasujące do powyższych działów.
Kasia Koziorowska
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 19

Mroczny Mesjasz i ja

Post#1 » 20 gru 2017, o 21:12

Witam wszystkich serdecznie! Pragnę podzielić się z Wami fragmentem mojej powieści. Umieszczam go w dziale "Inne", ponieważ jest to mieszanka romansu i fantastyki. Bardzo Was proszę o konstruktywną krytykę. Będę niezmiernie wdzięczna za wszelkie rady i wskazówki! :-)

***

- Cześć, Lucyfer - powitałam pupila, mierzwiąc z czułością jego czarną sierść. Kotek zareagował na pieszczotę donośnym mruczeniem. Wspiął się na kanapę i bez ceregieli zwinął w kłębek na moich kolanach, wciskając się pomiędzy mnie a otwartą książkę. Zwierzątko nadstawiało główkę, dając mi do zrozumienia, żebym podrapała delikatnie koci podbródek. Lucyfer mrużył złote oczy, jego mruczenie przybrało na sile. Nie byłam zła na kotka, że przeszkodził mi w lekturze książki.

Dzisiejszej nocy nie zmrużyłam oka ani na moment. Cóż, niewiele mnie to obchodziło - teraz, gdy ja i Mroczny Mesjasz staliśmy się nieśmiertelni, nie musieliśmy odpoczywać. Byliśmy pełni życia i wypoczęci nawet wtedy, gdy zarwaliśmy kilkanaście nocy z rzędu. Było to bardzo wygodne, bo mieliśmy jeszcze więcej czasu, by sycić się życiem. Gdy odnosiliśmy wrażenie, że nie wykorzystaliśmy w pełni mijającego dnia, mogliśmy nadrobić stracony czas w nocy. Oczywiście, gdy nie miałam lepszego zajęcia, oddawałam się objęciom Morfeusza w nadziei, że przyśni mi się coś przyjemnego. Tęskniłam za snami, zarówno za tymi miłymi, jak i za koszmarami. Lubiłam poczuć czasem zastrzyk adrenaliny, który serwowały mi nocne mary. Przepadałam za tym przyjemnym rozluźnieniem, jakie odczuwałam po wybudzeniu się z przyjemnego snu. Nie narzekałam, gdy przyśniło mi się coś niedobrego - ocknąwszy się z koszmaru czułam ulgę, że nie dzieje się to naprawdę. Świadomość, że to tylko zły sen, rozluźniała mnie.

Nudziłam się strasznie. Nie miałam pojęcia, czym się zająć, by przetrwać jeszcze te kilka godzin do powrotu Mrocznego Mesjasza. Kręciłam się po całym domu w poszukiwaniu zajęcia, które pochłonęłoby mnie i odciągnęło moją uwagę od zegara, na którego tarczę zerkałam zdecydowanie za często. Gdy sprawdzałam godzinę, miałam wrażenie, że wskazówki nie ruszają się z miejsca. A jeśli już to robiły, to czyniły to bardzo opieszale. Cóż, na tym polegała ironia czasu - pędził na łeb, na szyję, kiedy człowiek dobrze się bawił, a zwalniał i zaczynał przypominać ślimaka, gdy komuś niemiłosiernie się nudziło.

Na szczęście, czas nie obchodził mnie tak bardzo, jak kiedyś. Od kilkunastu dni byłam bowiem nieśmiertelna. Rozpościerająca się przede mną przyszłość miała nigdy się nie skończyć. Na mnie i Mrocznego Mesjasza czekała wieczność. Nic nie było w stanie zadać ostatecznego ciosu naszej miłości. Na samą myśl, że śmierć już nas nie dotyczy, kręciło mi się w głowie. Wciąż nie umiałam sobie wyobrazić, że nasze dni nigdy nie będą miały końca. To przeczyło zdrowemu rozsądkowi.

Cieszyłam się, że nie muszę już martwić się o Mrocznego Mesjasza. Jako istocie nieśmiertelnej nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo. Wiedziałam, że ten epizod z postrzałem już nigdy więcej się nie powtórzy. Mroczny Mesjasz, tak jak i ja, byliśmy teraz odporni na zranienia i choroby. Jeśli mojemu mężowi stałaby się jakaś krzywda (odpukać!), to miałabym pewność, że z tego wyjdzie. Nie miałam powodów, by się o niego niepokoić.

Dziwiłam się, że z początku wahałam się, jaką decyzję podjąć. Nie wiem, skąd było we mnie tyle niepewności. Miało to wprawdzie poważnie zaprzeczyć prawom natury, ale kto by nie chciał, żeby śmierć raz na zawsze zniknęła z jego życia? Kiedy zobaczyłam Mrocznego Mesjasza na szpitalnym łóżku, podłączonego do tej skomplikowanej aparatury, wiedziałam już, że nie mogę postąpić inaczej, jak się zgodzić. Gdy dotarło do mnie, że pewnego dnia mogę utracić najważniejszą dla mnie osobę, byłam w stanie znieść skutki uboczne, które towarzyszyły przemianie w nieśmiertelną istotę. Nie mogłam postąpić inaczej, gdy przed oczami stawała mi twarz Mrocznego Mesjasza - pełna bólu i cierpienia. Nie mogłam pozwolić, by mój mąż ponownie otarł się o śmierć.

Brak łaknienia, z pozoru sprawa beznadziejna, w rzeczywistości był bardzo przyjemnym skutkiem ubocznym. Oszczędzałam na czasie, nie musząc przygotowywać obiadów. Oczywiście, od czasu do czasu pichciłam coś smakowitego, bo nie potrafiłam tak w ogóle przestać jeść. Byłam hedonistką i jedzenie sprawiało mi przyjemność. Nie posiadałam wystarczająco dużo silnej woli, by sobie go odmówić. Było to, niestety, widoczne. Mroczny Mesjasz jednak zapewniał mnie, że kocha każdy centymetr mojego ciała.

A więc dzisiejszego dnia nie musiałam przemieniać się w kurę domową. Mogłam przeznaczyć te kilka godzin na słodkie lenistwo. Napaliłam w kominku, zaparzyłam herbatę, chwyciłam książkę i zakopałam po brodę pod cieplutkim, przytulnym kocykiem. Na szczęście, udało mi się skupić na czytaniu. Ba, lektura kompletnie mnie pochłonęła - do tego stopnia, że przestałam co chwila sprawdzać czas.

Cieszyłam się, że za kilka godzin dołączy do mnie mój mąż. Przyznam, że ostatnie siedem dni dość mocno mi się dłużyło. Przygnębiające były szczególnie niekończące się wieczory. Dwa razy udało mi się umówić z mamą na kawę. Rodzicielka zapewniała mnie, że wszystko u niej w porządku. Stan jej zdrowia znacznie się poprawił w ostatnim czasie. Mama zarzekała się, że Adam to cudowny mężczyzna i bardzo o nią dba. Widziałam w jej niebieskich oczach, że jest szczęśliwa. Gdy dostrzegałam światło, które rozjaśniało jej poprzecinaną lekkimi zmarszczkami twarz, cieszyłam się razem z rodzicielką. Podzielałam radość mamy, że odnalazła wreszcie odpowiedniego mężczyznę. Jej dobro i spokój były dla mnie bardzo ważne. Pomściłabym każdego, kto wyrządziłby jej jakąś krzywdę.

Podczas nieobecności Mrocznego Mesjasza zobaczyłam się także z Agnieszką - koleżanką z gimnazjum. Nawiązałam z nią kontakt przy pomocy Facebooka. Agnieszka napisała do mnie pierwsza - zapytała, co zmieniło się u mnie przez te kilkanaście lat i opowiedziała nieco o sobie. Przypomniało mi się, że lubiłyśmy spędzać razem czas. Stwierdziłam, że warto ocucić tę znajomość, dlatego też umówiłam się z Agnieszką. Udałyśmy się do Starego Zaułka - Agnieszka, tak jak ja i Mroczny Mesjasz, przepadała za tą knajpką. Spędziłyśmy na pogaduchach kilka godzin, nieśpiesznie siorbiąc latte. Cóż, życie Agnieszki przebiegało według powszechnego schematu - od dwóch lat była mężatką, od roku szczęśliwą mamą. Jej mąż, Zbyszek, to ponoć czuły, oddany facet i drugiego takiego ze świecą szukać.

Gdy koleżanka skończyła swój monolog, podzieliłam się z nią rewelacjami z mojego życia. Opowiedziałam jej o Mrocznym Mesjaszu - o tym, kim jest i jak wygląda. Pokazałam jej jego zdjęcie, które nosiłam w portfelu. Agnieszka przyjrzała się fotografii z szeroko otwartą buzią. W końcu odzyskała zdolność porozumiewania się.

- Kasiu, nie obraź się, ale co ci się w nim podoba? Twój mąż wygląda tak... niecodziennie. Co ty widzisz w tych czerwonych oczach?

- Widzę w tych oczach całe swoje życie. - Słowa koleżanki nieco mnie zraniły. - Kocham mojego męża i nie wyobrażam sobie, że kiedykolwiek mogłabym go utracić. Mroczny Mesjasz jest dla mnie najprzystojniejszym facetem na świecie. Reszta kolesi przy nim wymięka. - Ujęłam ostrożnie szklankę i upiłam niewielki łyk mojej ulubionej kawy.

- Kasiu, spokojnie, nie oburzaj się. Cóż, mówi się, że miłość jest ślepa - mruknęła koleżanka, zwracając mi zdjęcie mojego męża.

Rozmawiałyśmy jeszcze przed dobre dwie godziny. Gdy nadeszła pora, by wracać do domu, obiecałyśmy sobie, że musimy zacząć częściej się widywać. Przystałam na to z ogromnym entuzjazmem, bo Agnieszka nic się nie zmieniła i obudził się we mnie sentyment względem jej osoby. Pomyślałam, że chętnie spotkam się z nią ponownie. Miałam nadzieję, że Mroczny Mesjasz nie będzie mi miał za złe, że znalazłam sobie przyjaciółkę. On też przecież od czasu do czasu umawiał się z Karolem.

Cieszyłam się, że lada moment powróci mój mąż. Na kolejną misję miał wyruszyć dopiero za cztery dni. To świetnie się składało, bo jutro, dwudziestego września, Mroczny Mesjasz obchodził swoje dwudzieste ósme urodziny. Tyleż samo lat miałam ukończyć następnego dnia.

Nie mieliśmy jeszcze planów, jak uczcimy tę podwójną okazję. Mroczny Mesjasz przebąkiwał coś o kinie czy długim wieczornym spacerze. Ja najchętniej spędziłabym ten czas na kanapie przed palącym się kominkiem, zakopana pod przytulnym kocem, z kubkiem gorącej herbaty w dłoni - oczywiście, z Mrocznym Mesjaszem u boku. Takie z pozoru pospolite chwile niosły sobą najwięcej radości. Lubiłam leniuchować sobie słodko, wtulona w pierś mojego męża. Próżnowało mi się z nim niezwykle przyjemnie. Byliśmy tak blisko siebie, że nie musieliśmy używać słów, aby się porozumieć. Otaczająca nas cisza nie była niewygodna, wręcz przeciwnie - wyostrzała nasze zmysły. Mogłam godzinami przyciskać twarz do torsu mojego męża, napawając się upojną wonią cynamonu. Kochałam, gdy długie, szczupłe palce Mrocznego Mesjasza przeczesywały kosmyki moich włosów. Uwielbiałam, gdy drapał mnie po pleckach - było mi tak przyjemnie, że mruczałam niczym Lucyfer.

Oczywiście, przygotowaliśmy prezenty, które mieliśmy sobie wręczyć. Niestety, nie potrafiłam odczytać z czerwonych oczu, jaki podarunek przygotował mi mój mąż. Tylko Mroczny Mesjasz posiadał zdolność czytania w ludzkich myślach. Wpadłam na pomysł, żeby kupić mu jakieś drogie perfumy. Nie znałam się na markach, ale z pomocą ekspedientki udało mi się wybrać takie, które spodobają się mojemu mężowi. Flakonik owinęłam w ozdobny papier i schowałam w szufladzie, pod stertą mojej bielizny - wiedziałam, że Mroczny Mesjasz tu nie zagląda. Ach, nie mogłam się doczekać, aż wręczę mu ten skromny upominek.

Przyłapałam się na tym, że po raz piąty czytam to samo zdanie. Spróbowałam ponownie skupić się na lekturze, ale tym razem mi się to nie udało. Moją uwagę rozpraszała myśl, że lada moment wróci mój ukochany.

W końcu poddałam się i odłożyłam książkę na stół. Nie rozumiałam nic z czytanego przeze mnie tekstu. Stwierdziłam, że wrócę do lektury, gdy Mroczny Mesjasz wyruszy w kolejną misję. Byłam kompletnie zdekoncentrowana myślą, że za chwilę mój mąż przekroczy próg naszego domu. Przepełniała mnie ekscytacja, że za niecałą godzinę nasze spragnione usta złączą się w słodkim, długim pocałunku... Ach, tak bardzo pragnęłam, by nasze głodne ciała naparły niecierpliwie na siebie i zatraciły się w bliskości... Czekałam na dłonie Mrocznego Mesjasza, na jego zręczne paluszki, które dokonywały cudów...

Potrząsnęłam głową, żeby odpędzić się od tych kosmatych myśli. Na samo wyobrażenie w moim brzuchu przebudzało się coś przyjemnego, a mój oddech przyśpieszał... Nie mogłam się doczekać, aż mój silny mąż chwyci mnie bezpardonowo w ramiona i zaniesie do naszego łóżka... Zacisnęłam mimowolnie uda, przejęta tym widzeniem... Spłoszyłam ze swoich kolan Lucyfera, który przez cały czas leżał na nich, zwinięty w ciasny kłębek.

Odrzuciłam koc i nieco ciężko wstałam z kanapy. Lekko chwiejnym krokiem podążyłam ku oknu. Niestety, niebo było przesłonięte przez wzdęte chmury, zawieszone nisko nad horyzontem. Ich zwarta warstwa była na tyle gęsta, że nie przepuszczały drobiny słonecznego światła.

Stałam przy parapecie, co chwilę odwracając się w stronę ściennego zegara. Gdyby moje serce żyło, łomotałoby mi teraz w piersi, obijając się o żebra. Niestety, byłam teraz nieśmiertelna i obieg mojej krwi zatrzymał się na zawsze. Wciąż było mi z tym nieswojo i nie mogłam się do tego przyzwyczaić. Cóż, musiałam jednak płacić jakąś cenę za to, że moje życie nigdy nie dobiegnie końca.

Wyglądałam przez szybę, bezwiednie zaciskając dłonie na krawędzi parapetu. Wytężałam słuch, gotowa usłyszeć warkot motoru Mrocznego Mesjasza. Niestety, na moje uszy wciąż naciskała głucha cisza, roztrącana jedynie odległym tykaniem zegara.

Niecierpliwiłam się tak bardzo, że nie mogłam wystać w miejscu. Zaczęłam krążyć chaotycznie po pokoju, wciąż spoglądając w stronę okna. Byłam tak podniecona, że obgryzałam paznokcie (zazwyczaj tego nie robiłam). Wciąż maszerowałam nerwowo od ściany do ściany. Na podłokietniku kanapy siedział Lucyfer, z zaciekawieniem śledząc moje ruchy. Pewnie był mocno zainteresowany moim dziwnym zachowaniem. Zatrzymywałam się czasem obok kota, by przeciągnąć dłonią po jego czarnym futrze.

Dziesięć minut później usłyszałam w końcu odległe pomrukiwanie silnika. Warkot z każdą kolejną sekundą przybierał na sile. Gdyby moje serce wciąż żyło, zatańczyłoby teraz z radości.

Uśmiechając się szeroko, podbiegłam do okna. Na tle skłębionych chmurzysk dostrzegłam czarny punkt, który prędko się powiększał. Z ulgą obserwowałam, jak mój mąż ląduje przed naszym domem. Schowałam się za firanką, by Mroczny Mesjasz nie zorientował się, że go podglądam.

Gdy mój ukochany prowadził maszynę ku garażowi, rzuciłam się do drzwi. Byłam tak przejęta, że z radości zaczęłam skakać.

W końcu usłyszałam brzęk klucza w zamku.

Nie byłam w stanie się dłużej powstrzymywać - rzuciłam się na szyję mojemu mężowi, choć ten nie zdążył jeszcze minąć progu.

- Jak dobrze cię widzieć! - wykrzyknęłam. Stanęłam na palcach i ujęłam w obie dłonie zacienioną twarz. Następnie zasypałam policzki Mrocznego Mesjasza tysiącami pocałunków.

- Och, Kasiu, zaraz mnie udusisz - zażartował, próbując wydostać się z moich objęć. - Pozwól mi wejść do domu.

Zrobiłam parę kroków do tyłu. Ach, jak dobrze było widzieć tę piękną twarz! Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo tęskniłam za tymi purpurowymi oczami... Zaczerpnęłam głęboko powietrza, żeby znów poczuć słodki zapach cynamonu.

Tymczasem Mroczny Mesjasz skupił się na zdejmowaniu czarnych, ciężkich butów i skórzanych rękawiczek.

- Kasieńko, zaparzysz kawkę? Nieco zmarzłem podczas drogi powrotnej - rzekł prosząco mój mąż, kierując swoje kroki ku salonowi.

- Nie ma problemu, maleńki - zagruchałam w odpowiedzi. - Ja też chętnie się napiję.

Mroczny Mesjasz opadł na kanapę w pokoju, ja natomiast podążyłam ku kuchni. Wyszłam z niej pięć minut później, trzymając dwa parujące kubki. Jeden z nich wetknęłam w dłonie Mrocznego Mesjasza. Trzymając swój, usiadłam u boku mojego męża.

- Jak się bawiłaś beze mnie, Kasieńko? - zainteresował się Mroczny Mesjasz, dotykając wargami krawędzi kubka. Napój był jednak zbyt gorący, aby go pić, więc mój ukochany odstawił kubek na stół - podobnie jak ja.

- Jakoś dałam sobie radę - odparłam, podciągając kolana pod brodę i otaczając nogi ramionami. - Spotkałam się kilka razy z mamą i Agnieszką. Tą Agnieszką, z którą udało mi się odzyskać kontakt. U mamy wszystko w porządku, nie narzeka ani na zdrowie, ani na Adama. Agnieszka niewiele się zmieniła od czasu, kiedy widziałam ją po raz ostatni. To wciąż bardzo miła, spokojna, czuła osoba. Jest teraz szczęśliwą żoną i mamą. Rozmawiało się nam tak przyjemnie, że siedziałyśmy w pubie aż do jego zamknięcia. Obiecałyśmy sobie, że niedługo znowu się spotkamy. Agnieszka powiedziała, że chciałaby cię poznać. Jeśli wyrazisz zgodę, zaproszę ją któregoś razu do nas... Złociutki, a jak tobie minął ostatni tydzień?

- Cieszę się, Kasiu, że zaczęłaś udzielać się towarzysko. Czasem warto spotkać się ze znajomymi. To niezdrowe wciąż ukrywać się samotnie w czterech ścianach. Z miłą chęcią poznam twoją koleżankę. Mam nadzieję, że nie ucieknie na mój widok. - Kąciki ust Mrocznego Mesjasza zadrżały lekko, układając się w coś, co miało przypominać uśmiech. - Cóż, ja miałem bardzo dużo roboty. Przepraszam, że odzywałem się tak rzadko, ale nie miałem chwili wytchnienia. Wiesz, Kasiu, doceniam teraz fakt, że nie muszę już jeść i spać. To bardzo mi pomaga podczas pracy. Uwijam się z kolejnymi zadaniami szybciej, bo nie tracę czasu na sen czy posiłek. Choć przez ostatnie siedem dni nie miałem nic w ustach i nie zmrużyłem oka choć na chwilę, to czuję się doskonale. Jeszcze raz ci dziękuję, maleńka, że się zgodziłaś.

Mroczny Mesjasz pochylił się ku mnie i pocałował w czubek głowy. Gdybym krew krążyła w moich żyłach, zalałabym się rumieńcem.

- Kasiu, a Agnieszka nie zauważyła, że jesteś teraz nieco bledsza? Nic nie wzbudziło jej zainteresowania? - dopytywał się Mroczny Mesjasz, odgarniając z mojego czoła niesforny kosmyk włosów.

- Nie, nic jej nie zaniepokoiło - odparłam, wodząc czule wierzchem dłoni po zacienionym policzku mojego ukochanego. - Potraktowała mnie bardzo przyjaźnie. Wciąż się zastanawiam, dlaczego tak długo nie utrzymywałyśmy kontaktu. Podczas ostatniego naszego spotkania nie brakowało nam tematów do rozmów. Agnieszka jest niezwykle bystra i ma świetne poczucie humoru. Czułam się w jej obecności niezwykle dobrze. Wierzę, że uda się nam wskrzesić naszą przyjaźń.

- Też mam taką nadzieję - zgodził się Mroczny Mesjasz, przygarniając mnie do swojego boku. - Przyda ci się towarzystwo na te dni, kiedy nie będzie mnie w domu. Nie siedź wiecznie sama, samotność na dłuższą metę staje się nieprzyjemna. Dobrze jest mieć kogoś, komu można ufać i na kim można polegać. Człowiek pogrążony w samotności staje się wreszcie zgorzkniały i sfrustrowany. Fajnie jest mieć do kogo otworzyć usta. Szczera, przyjacielska rozmowa potrafi zdziałać cuda. Miło jest mieć wokół siebie ludzi, którzy cię inspirują.

Mroczny Mesjasz odsunął się ode mnie, ale tylko po to, żeby złożyć głowę na moim podołku. Gdy do moich nozdrzy dostał się zapach cynamonu, odetchnęłam nim jak świeżym powietrzem.

- Kasiu - zaczął Mroczny Mesjasz, unosząc ku mnie purpurowe oczy. - To co robimy dzisiejszego wieczora? Dwudzieste ósme urodziny obchodzi się tylko raz.

- Zdaję się na twoją pomysłowość, skarbie - odmruczałam, bawiąc się rąbkiem czarnego kaptura, kryjącego głowę Mrocznego Mesjasza.

- Hm... - zamyślił się mój mąż, przykładając długie, szlachetne palce do ust. - Może ten wypad do kina nie jest takim złym pomysłem?

- Sto lat nie byłam w kinie - wyznałam. - A grają coś ciekawego?

- Jakaś komedia romantyczna na pewno się znajdzie. - Mroczny Mesjasz uśmiechnął się ironicznie.

- To jesteśmy umówieni. Skarbie, tym razem to ja mam dla ciebie niespodziankę. - Postarałam się, by moje spojrzenie przybrało szelmowski wyraz.

Rozpromieniłam się jeszcze intensywnej, gdy zobaczyłam światło zapalające się w czerwonych tęczówkach.

- Och, to coś nowego - zauważył Mroczny Mesjasz. Jego melodyjny, aksamitny baryton popieścił mój zmysł słuchu. - Zazwyczaj to ty jesteś celem moich niespodzianek. Tak się składa, że ja także coś przygotowałem.

Mroczny Mesjasz nieco gwałtownie zerwał się z moich kolan.

- Zaraz wracam - rzucił, puszczając mi perskie oko.

- Ja też zaraz wracam - odpowiedziałam, także mrugając.

Ruszyłam ku sypialni, by wyjąć z szuflady prezent dla mojego męża. Spod sterty majtek i staników wydostałam gotowy do wręczenia podarunek. Ściskając paczuszkę, wróciłam do salonu.

Mroczny Mesjasz już na mnie czekał. Gdy tylko przekroczyłam próg pokoju, wymierzył we mnie zaciekawione spojrzenie. W szczupłych, szlachetnych dłoniach dostrzegłam ładnie zapakowany przedmiot, który miał być moim urodzinowym prezentem. Nie miałam pojęcia, co mogło kryć się pod ozdobnym papierem.

- Wszystkiego najlepszego, kochanie - powiedzieliśmy jednocześnie, wyciągając przed siebie ramiona z prezentami. Sprawiło to, że oboje zanieśliśmy się donośnym śmiechem.

Wymieniliśmy nasze podarunki. Trzęsącymi się z emocji dłońmi rozerwałam papier. Na mój podołek wypadł czarny, niezwykle gruby brulion.

- Bo wiersze spisane na kartce mają w sobie duszę, której nie posiada komputerowy notatnik - wyjaśnił Mroczny Mesjasz, gdy ujęłam delikatnie zeszyt. - Kasiu, liczę na to, że prędko zapiszesz ten brulion. Życzę ci, żeby wena twórcza ci sprzyjała.

Przekartkowałam zeszyt, zbliżając go do nosa. Westchnęłam, wdychając przyjemną woń papieru.

- Dziękuję, skarbie. Nie będę musiała teraz włączać komputera, by coś napisać. To naprawdę cudowny podarunek - rzekłam z wdzięcznością, wspinając się na palce i cmokając Mrocznego Mesjasza w policzek. - A teraz twoja kolej. Rozpakuj swój prezent. Nie jest być może zbyt pomysłowy... ale może ci się spodoba.

Chwilę później Mroczny Mesjasz trzymał w dłoni flakon męskich perfum.

- Skarbie, bardzo ci dziękuję - powiedział szczerze. - Ale te perfumy są bardzo drogie. Musiałaś się porządnie wykosztować. Czuję się skrępowany, przyjmując od ciebie ten prezent. Jest na pewno droższy od zeszytu.

- Liczy się gest, robaczku - odparłam, ponownie stając na palcach i muskając wargami usta mojego męża. Ach, były tak miękkie i kuszące, że oderwałam się od nich z niemałym trudem. - Naprawdę jestem ci wdzięczna za ten brulion. Aż mnie kusi, żeby coś w nim napisać. Będę miała zajęcie na samotne wieczory.

Mroczny Mesjasz spryskał się perfumami. Po chwili w powietrzu poniósł się ich zniewalający zapach. Nabrałam powietrza w płuca, żeby posmakować tej woni.

- Ach, pachniesz jak rasowy mężczyzna - westchnęłam. - Chociaż najbardziej lubię twój naturalny zapach.

W ramach odpowiedzi Mroczny Mesjasz mrugnął porozumiewawczo. Odłożyliśmy nasze prezenty na stół, po czym mój mąż ruszył w moją stronę. Przytulił się do moich pleców, otaczając w pasie muskularnymi ramionami. Podbródek wsparł delikatnie o moje ramię.

- Jesteś taka urocza, Kasieńko - wymruczał mi prosto do ucha. Gdy poczułam na szyi jego gorący oddech, moje ciało przeszył przyjemny prąd.

- Dziękuję. Tobie też nie mam nic do zarzucenia - zachichotałam.

- Kochanieńka... - Mroczny Mesjasz nie przestawał szeptać. - Co powiesz na chwilę przyjemności?...

- Och, to chyba pytanie retoryczne - odmruknęłam. Następnie odwróciłam się przodem do mojego męża, by po raz kolejny złożyć na jego wargach czuły pocałunek...

***

- Kasiu, to było prawdziwe trzęsienie ziemi - zauważył Mroczny Mesjasz, mierzwiąc delikatnie moją czuprynę.

Tym razem to ja leżałam na podołku mojego męża. Zdążyliśmy się już ubrać po przypływie namiętności, któremu nie byliśmy w stanie się oprzeć. Leżeliśmy, wtuleni w swoje ciała. Zapadła cisza, przerywana jedynie cichym trzaskiem hulającego na kominku ognia.

- Wiesz, czego kobieta pragnie najbardziej - odmruknęłam, z rozkoszy mrużąc oczy. Uwielbiałam, gdy Mroczny Mesjasz bawił się moimi włosami.

- A ty jesteś niesamowitą kochanką - wyszeptał, dotykając długimi, delikatnymi palcami moich policzków.

- Do usług - zachichotałam.

Ogarniający nas rozkoszny spokój przerwał niespodziewanie ostry dzwonek mojego telefonu.

- Uch, kto śmie nam przeszkadzać? - naburmuszyłam się, podnosząc głowę z kolan Mrocznego Mesjasza. Wzięłam smarfona do ręki i spojrzałam na wyświetlacz.

- To mama - spostrzegłam. Wcisnęłam zieloną ikonkę i odebrałam połączenie. Włączyłam tryb głośnomówiący.

- Cześć, mamo - rzuciłam w stronę słuchawki.

- Witaj, córciu. - Uwielbiałam wsłuchiwać się w głos mamy - zawsze panował w nim spokój i równowaga. - Czy nie przeszkadzam?

- Nie. Ja i Mroczny Mesjasz odpoczywamy sobie przed kominkiem.

- Aha. Dzwonię, żeby złożyć wam życzenia - kontynuowała przyciszonym tonem mama. - Wszystkiego dobrego z okazji urodzin, moje kochane dzieci. Niech spotyka was samo dobro - miłość, zdrowie, szczęście. Życzę wam, żeby wasze uczucie nigdy nie zagasło. Niech Mroczny Mesjasz uważa na siebie, niech zawsze wraca do domu cały i zdrowy. Aby spełniły się wszystkie wasze marzenia. Cieszcie się każdym nadchodzącym dniem, bo życie jest krótkie, a czas pędzi...

Mroczny Mesjasz i ja spojrzeliśmy po sobie. Żałowałam, że nie mogę powiedzieć mamie, że nigdy nie umrę. Nie umiałam kłamać i udawać, że nic się nie zmieniło. Mroczny Mesjasz, odczytawszy krążące po mojej głowie myśli, pokręcił powoli głową. Spojrzenie purpurowych oczu stało się nagle surowe.

- Dziękujemy, mamo, za pamięć i życzenia. Są naprawdę cudowne. Mam nadzieję, że się spełnią.

- Kochani, dzwonię jeszcze w jednej sprawie. Może byście wpadli do nas jutro? Upiekłabym jabłecznik, za którym tak przepada Mroczny Mesjasz.

Posłałam pytające spojrzenie mojemu mężowi. Z początku nieco się wahał, ale w końcu pokiwał aprobująco głową.

- Jasne, mamo. Z miłą chęcią do was wpadniemy.

Tagi:

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 1041

Mroczny Mesjasz i ja

Post#2 » 21 gru 2017, o 10:46

"Nowy użytkowniku - daj się poznać, przywitaj się!" - Takie hasełko znajdziesz na górze strony.
I tutaj:
viewforum.php?f=81

Kasia Koziorowska
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 19

Mroczny Mesjasz i ja

Post#3 » 28 gru 2017, o 17:51

Och, przepraszam. Już pędzę się przedstawić. :-)

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017 i Komentator Miesiąca
Posty: 249

Mroczny Mesjasz i ja

Post#4 » 30 gru 2017, o 15:21

Muszę przyznać, że nie do końca przekonał mnie ten fragment. Początek to trochę takie pogaduchy o wszystkim i o niczym, brakuje mi konkretów, jakiejś akcji, żeby historia nabrała tempa. Ciągle powtarzające się "mój mąż", "mój ukochany" też powoli zaczęło robić się męczące i mam wrażenie, jakby bohaterka darzyła męża fanatycznym wręcz uwielbieniem, za czym nie za bardzo przepadam, ale to już subiektywne odczucie. :D Dodałabym też akapity, żeby tekst lepiej się prezentował.
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Kasia Koziorowska
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 19

Mroczny Mesjasz i ja

Post#5 » 30 gru 2017, o 16:10

Eneriston, dziękuję za wyczerpującą opinię! Poniżej wrzucam najnowszy rozdział mojej powiastki. Być może spodoba Ci się bardziej, niż poprzedni. :-)

***

Wirujące wokół nas olbrzymie płatki śniegu opadały na moje włosy i kaptur na głowie Mrocznego Mesjasza. Osadzały się na naszych ramionach cienką warstewką, przypominając cukier puder.

- Kocham cię, moja śnieżynko - zagruchał słodko Mroczny Mesjasz, zbliżając swoje zziębnięte wargi do moich ust. - Do twarzy ci z tymi płatkami, wplecionymi w twoje rzęsy.

Nie mogliśmy oderwać do siebie wzroku jeszcze przez kilka minut.

Nagle wpadłam na pomysł, który musiałam natychmiast zrealizować.

Wydostałam się z ramion Mrocznego Mesjasza i zanim zdążył się zorientować, co knuję, kucnęłam i zgarnęłam niewielką ilość śniegu. Był lodowaty i szczypał mnie w nagą skórę dłoni, ale zignorowałam to. Pośpiesznie uformowałam z niego względnie okrągłą pigułę i ze śmiechem rzuciłam nią w twardą, szeroką pierś mojego męża.

- Kochanie, nie zadzieraj z Mrocznym Mesjaszem - zażartował. Postanowił nie być mi dłużnym - schylił się, zagarnął trochę śniegu, ukształtował niewielką kulę i wymierzył we mnie. Tak bardzo mi się to spodobało, że wybuchłam gromkim, radosnym śmiechem.

Okładaliśmy się śnieżkami przez kilka minut. Żadne z nas nie planowało się poddać. Chichotaliśmy tak donośnie, że w końcu rozbolały nas brzuchy. Postanowiłam w końcu dać za wygraną, inaczej nasza bitwa ciągnęłaby się w nieskończoność. Nie żebym miała coś przeciwko temu, ale poczułam się już nieco zmęczona ciągłym schylaniem.

Zasapana, podeszłam do mojego męża. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że jego policzki przyoblekły się lekkim rumieńcem. Hm, może jednak wciąż tętniło w nas życie? Może nasze serca budziły się raz na jakiś czas z marazmu? Może nieśmiertelność jednak nie była wyrokiem, może nie różniliśmy się zbytnio od zwykłych śmiertelników? Pragnęłam, aby moja dusza dawała mi czasem znać, że wciąż istnieje.

Zadarłam głowę, by zajrzeć do szkarłatnych źrenic. Mroczny Mesjasz był cały w skowronkach. Na jego pokrytej cieniem twarzy kwitł uśmiech tak szeroki i lśniący, że prawie mnie nim oślepiał.

- Maleńka, jesteś bardzo niegrzeczna - przekomarzał się ze mną mój ukochany.

- Pewnie po śmierci nie pójdę do nieba - odparłam, uśmiechając się łobuzersko. - Tylko tam, gdzie będzie mi się podobało.

- Zaskakujesz mnie, złotko. - Mroczny Mesjasz pokręcił powoli głową, jakby nie dowierzał mojej pomysłowości. Nie skomentowałam jego słów, tylko wyciągnęłam ramię i zgarnęłam pokaźną czapę śniegu z kaptura na jego głowie.

Mroczny Mesjasz popatrywał jeszcze ku mnie przez minutę, po czym puścił perskie oko i rzekł:

- Kasiu, wracamy? Nie mogę się doczekać, aż wyciągnę się przed kominkiem. Oczywiście, z tobą u mojego boku.

Jako że szczękałam zębami, a moje ramiona pokrywała gęsia skórka, ochoczo przystałam na jego propozycję.

Gdy dotarliśmy do naszego domku, pośpiesznie zdarłam z siebie kurtkę i zzułam buty. Bez zwlekania udałam się do kuchni, by przygotować coś rozgrzewającego do picia. Tymczasem Mroczny Mesjasz zaniósł sanki na strych.

Gdy z kubkami w dłoniach wkroczyłam do salonu, mój mąż już siedział na kanapie, swobodnie rozparty. Postawiłam kubki na stół, bo kawa była jeszcze zbyt gorąca, aby móc ją pić. Mroczny Mesjasz rozłożył przede mną ramiona, dając mi do zrozumienia, bym do niego podeszła. Gdy się do niego przysunęłam, zamknął mnie w żelaznym uścisku.

Milczeliśmy przez długi czas, chłonąc wszystkimi zmysłami naszą bliskość. Mroczny Mesjasz ściągnął uprzednio rękawiczki i gładką, przypominającą w dotyku satynę dłonią wodził po mojej głowie. Było mi tak błogo, że zmrużyłam powieki, napawając się pieszczotą.

Pół godziny później ciszę przepłoszył swoim aksamitnym barytonem Mroczny Mesjasz.

- Kasiu, jutro sobota - zauważył, od jego głosu powiało chłodem. - Rozumiem, że jesteśmy umówieni z Bogdanem?

- Tak, na siedemnastą piętnaście w Starym Zaułku - odparłam ostrożnie, śledząc emocje zagarniające zacienioną twarz.

- Cóż, rozumiem, że chcesz się z nim spotkać? - kontynuował oficjalnie Mroczny Mesjasz.

- Tak, to mój przyjaciel. Lubię go. Muszę z nim porozmawiać. Nie da się ukryć, że Bogdan czuje do mnie miętę. Muszę jak najszybciej i jak najmniej boleśnie go rozczarować. Żal mi chłopaka, tak bardzo cierpi. Chcę mu pomóc. Musi cię zobaczyć i zrozumieć, że jestem już zajęta. Bogdan to mądry chłopak i z pewnością mnie zrozumie. Jest dumny i nie pozwoli, aby ktoś odbierał mu honor. Musi jedynie pojąć, że już na wszystko za późno. Jeśli będzie wciąż tego chciał, możemy pielęgnować naszą przyjaźń - w liceum byliśmy przecież świetnymi kompanami. Różnica płci nie miała dla nas znaczenia, byliśmy jak brat i siostra.

Odwróciłam się w ramionach Mrocznego Mesjasza tak, bym mogła ująć w dłonie jego twarz. Nie dało się ukryć, że układa sobie w głowie to, co przed chwilą ode mnie usłyszał. Wysokie czoło przecięła pionowa, głęboka zmarszczka - znak, że Mrocznego Mesjasza coś zastanawia.

- Skarbie, proszę, nie bocz się - przemówiłam prosto do szkarłatnych źrenic. - Nie masz powodów do zazdrości. Nie obchodzi mnie, co czuje do mnie Bogdan, rozumiesz? Dla mnie to jedynie dobry kolega. Nie moja wina, że rości sobie jakieś nadzieje... Postaram się wybić mu to z głowy jak najszybciej.

Mroczny Mesjasz westchnął ciężko, po czym oderwał wzrok od podłogi. W jego oczach czaił się ból.

- Kasiu, nie puszczę cię tam samej - mruknął pod nosem. - Choć niezbyt mi się pali do tego spotkania, to nie ma mowy, żebyś poszła sama. Kto wie, co ten cały Bogdan by sobie wtedy wyobraził...

- Nie mam absolutnie nic przeciwko, żebyś mi towarzyszył. Może to i lepiej - Bogdan będzie miał namacalny dowód, że nie ma u mnie żadnych szans. Uśmiechnij się, słonko - zagruchałam, wodząc opuszkiem wskazującego palca po wąskich wargach mojego męża.

Niestety, Mroczny Mesjasz wciąż zerkał ku dywanowi, spoczywającemu u jego stóp. Wiedziałam, że coś go bardzo gryzie. Czy był tak bardzo znękany przez to jutrzejsze spotkanie? Przecież już mu wielokrotnie tłumaczyłam, że nie czuję nic a nic do Bogdana. Lubiłam go jak przyjaciela, jak brata. Nigdy go nie kochałam! I nie miało to się zmienić w najbliższym czasie.

- Kochanie, to takie słodkie i urocze, że jesteś zazdrosny - zaćwierkałam, muskając delikatnie dłonią cienką skroń mojego ukochanego. Mroczny Mesjasz zacisnął usta, ale nic nie powiedział. - Nie masz jednak powodów do obaw. Jestem ci wierna. Gdybym cię skrzywdziła, nie byłabym w stanie spojrzeć ci w oczy.

Moje słowa najwyżej rozluźniły nieco Mrocznego Mesjasza, bo odetchnął głęboko i zdecydował się w końcu na mnie spojrzeć.

- Ufam ci, Kasieńko. Jeśli nie miałbym wierzyć tobie, to komu?

***

Noc minęła nam jak z bicza strzelił. Oczywiście, nie straciliśmy jej na sen. Mroczny Mesjasz wciąż powracał do tematu spotkania z Bogdanem - a ja wciąż mu powtarzałam, że jego zazdrość jest irracjonalna.

Większość nocy spędziliśmy jednak w milczeniu. Leżeliśmy rozparci swobodnie na kanapie, po brodę pokryci miękkim, przytulnym kocem. Od podrygującego na kominku ognia biło przyjemne ciepło. Odwróciłam się tyłem do Mrocznego Mesjasza, aby mógł podrapać mnie po pleckach. Było nam tak przyjemnie, że baliśmy się odezwać. Obawialiśmy się, że nie ujmiemy w słowa to, co w tej chwili czuliśmy i myśleliśmy. W danym momencie łączyło nas coś, czego nie dało się nazwać. W języku polskim nie istniały wyrazy, które mogłyby to określić. Milczeliśmy więc w pragnieniu, żeby czas przystanął w miejscu choć na trochę. I żeby nie przestępował wtedy z nogi na nogę.

Około siódmej rano zaczęło nieznacznie świtać. Niebo, do tej pory powleczone atramentową czernią, rozjaśniało się stopniowo, wpadając w głęboki granat. Jako że noc była pochmurna, na horyzoncie nie zastaliśmy księżyca.

Perspektywa spotkania z Bogdanem wciąż wisiała w powietrzu. Choć Mroczny Mesjasz sprawiał wrażenie spokojnego i zrelaksowanego, to kątem oka dostrzegałam, jak zaciska nerwowo szczęki. Szczupłą, popielatą dłonią ściskał ucho kubka tak mocno, jakby lada moment miał go rozkruszyć.

- Smakuje ci kawka? - postanowiłam zacząć jakiś niewinny temat. - Sama robiłam.

- Jak zwykle przepyszna - odparł Mroczny Mesjasz bezbarwnym tonem. Swoje szeroko otwarte oczy wymierzył w szybę za moimi plecami.

Odstawiłam swój kubek na kuchenny stół i dźwignęłam się z krzesła. Nieśpiesznym krokiem podeszłam do Mrocznego Mesjasza, po czym osunęłam się na jego wąskie, długie uda. Ramiona zarzuciłam na jego szyję. Nasze oczy znalazły się tak blisko siebie, że bez trudu dostrzegałam swoje odbicie w jaskrawych tęczówkach.

- Kochanie - zaczęłam, uważnie łącząc wyrazy. - Widzę, że coś cię trapi. I z pewnością jest to rychłe spotkanie z Bogdanem. Złociutki, nie obraź się, ale jesteś mocno przewrażliwiony. Wciąż ci powtarzam, że nie masz powodów do zazdrości. Uwierz mi, że Bogdan kompletnie mnie nie interesuje!

Mroczny Mesjasz pokiwał wprawdzie głową, ale bez przekonania. Wyswobodził z mojego uścisku ręce i nasunął na czoło czarny kaptur. Jego rąbek przykrył przygaszone oczy. Najwyraźniej Mroczny Mesjasz nie chciał, żebym widziała jego reakcję.

- Mroczny Mesjaszu, dlaczego wciąż zapominasz, że cię kocham?! - krzyknęłam, choć wcale tego nie planowałam.

- Nie zapominam - odburknął, wciąż unikając mojego wzroku.

- No właśnie. Pamiętaj o tym. Jeśli będziesz o tym przekonany, to nie będzie ci groził żaden Bogdan.

Ujęłam delikatnie palcami gładki podbródek Mrocznego Mesjasza i zmusiłam go, by przez chwilę na mnie spojrzał. Czerwone oczy wciąż przesłaniała szara mgiełka. Żałowałam, że w tej chwili nie mogę poznać jego myśli. Mroczny Mesjasz pewnie wertował właśnie zawartość mojego mózgu.

- Jak mi nie wierzysz, to zajrzyj do moich myśli - wyszeptałam. Przysunęłam się jeszcze bliżej do mojego męża - do tego stopnia, że zetknęły się nasze nosy. Mimowolnie zachłysnęłam się słodkawą wonią jego skóry. - Kochanie, na zawsze pozostaniesz moim słodkim, cynamonowym ciasteczkiem, które mogłabym smakować w nieskończoność - i nie pozostawiać ani jednego okruszka.

Wydarzyło się coś, co przekonało Mrocznego Mesjasza do moich słów. Oderwał ostatecznie spojrzenie od kuchennej posadzki i spojrzał wreszcie na moją twarz. Z ulgą wypuściłam powietrze z płuc, gdy stwierdziłam, że mój mąż nieco się rozluźnił.

- Wierzę - wymamrotał. - Już wierzę.

***

- Kochanie, zbliża się szesnasta, zaraz musimy wychodzić - zakomunikowałam, opuszczając pokrywę laptopa. - Sprawdziłam swoje konto na Facebooku, Bogdan chyba nie zrezygnował ze spotkania. A przynajmniej mnie o tym nie poinformował.

- Nie masz jego numeru? - zapytał Mroczny Mesjasz, czekając na zaprzeczenie.

- Widnieje na liście moich kontaktów, ale pewnie jest już nieaktualny. No trudno, jak nie przyjdzie, to przynajmniej napijemy się kawki.

Wstałam z kanapy i podałam rękę Mrocznemu Mesjaszowi. Ten ścisnął delikatnie moje palce i podążył za mną w stronę przedpokoju.

- Polecimy na motorze? - zagaiłam wesoło. - Zatęskniłam za przejażdżką pośród chmur.

- Wedle twojego życzenia, madame - odparł z kurtuazją mój mąż.

Naprędce przyszykowaliśmy się do wyjścia. Gdy przeszliśmy ponad progiem naszego domku, Mroczny Mesjasz zamknął za nami drzwi. Nacisnął na klamkę, aby się upewnić, że na pewno są zatrzaśnięte. Następnie mój mąż podążył ku garażowi, a ja przystanęłam w pobliżu furtki.

Gdy Mroczny Mesjasz wyprowadził maszynę i dosiadł jej, zajęłam miejsce za jego plecami. Oplotłam go ciasno ramionami, przyciskając policzek do twardego grzbietu. Było mi tak wesoło, że gdy koła harleya oderwały się od podłoża, wrzasnęłam z uciechy. Po moim lęku wysokości nie zostało ani śladu. Zaciskając ręce wokół pasa Mrocznego Mesjasza, przypatrywałam się ziemi pod naszymi stopami. Lubiłam spoglądać na ludzi z tej perspektywy - sprawiali wrażenie takich niegroźnych i niewinnych, gdy przypominali wielkością główki od szpilki... Przypatrywałam się im bez lęku, że wyrządzą mi bądź Mrocznemu Mesjaszowi jakąś krzywdę. Wciąż zerkałam w dół, pod koła motoru, aby nacieszyć się rozprzestrzeniającym się pod nami widokiem. Oczywiście, ściśle przylegałam do pleców Mrocznego Mesjasza, by nie stracić równowagi, a w konsekwencji żywota.

Niestety, nasza przejażdżka musiała w końcu dobiec końca. Mroczny Mesjasz ostrożnie podszedł do lądowania. Gdy koła harleya dotknęły bruku, puściłam mojego męża i zsunęłam się z siedziska.

Gdy uniosłam głowę, okazało się, że znajdujemy się w pobliżu biblioteki na Starym Mieście.

Gdy zaparkował motor, Mroczny Mesjasz podszedł do mnie. Zerknął na zegarek na swoim nadgarstku i oznajmił beznamiętnie:

- Jesteśmy dwadzieścia minut przed czasem. Akurat zdążymy spokojnie dotrzeć do knajpki.

Mroczny Mesjasz wziął mnie za rękę i poprowadził wąskimi uliczkami.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, Mroczny Mesjasz pchnął ciężkie, drewniane drzwi, prowadzące do pubu. Gdy wkroczyliśmy do środka, nasze skostniałe twarze owionęło ciepłe, przyjemnie pachnące powietrze. Przystanęłam na moment, by nacieszyć się tą rozkoszną wonią.

Gdy zamknęliśmy za sobą drzwi, dostrzegł nas barman. Stał w półmroku za szynkwasem, wycierając przy pomocy szmatki wnętrze kufla - polerował go tak dokładnie, jakby był drogocennym kamieniem. Barman powitał nas z szerokim uśmiechem - nie dało się ukryć, że dobrze zna Mrocznego Mesjasza. Pogodne oczy mężczyzny na moment zatrzymały się na mnie, ale nie dostrzegłam w nich nic złowieszczego.

Jak na razie, oprócz nas i barmana nie było w knajpce żywej duszy. Cóż, może dlatego, że była otwarta dopiero od dwóch godzin.

- Cześć, Michał! - rzucił wesoło Mroczny Mesjasz, podchodząc do barmana i wymieniając z nim uścisk dłoni.

- Mroczny Mesjaszu, kopę lat - odparł Michał. - Ostatnio rzadko tu bywasz.

- Och, miałem dużo na głowie. Nie ma sensu o tym opowiadać. Brachu, co u ciebie?

Barman o imieniu Michał zawahał się przez moment, nie przestając wycierać kufla, który od kilku minut był już suchy.

- Jak widać, wciąż tu jestem - rzekł kwaśnawo młody mężczyzna, a jego wcale przystojną twarz zajął niemrawy, ponury półuśmiech. - Reszta się nie zmieniła... Ale widzę, Mroczny Mesjaszu, że wreszcie przestałeś wpadać tutaj sam. Kim jest twoja wybranka? - Michał wymierzył we mnie swoje przenikliwe, czarne oczy.

- Och, to moja słodka żonka - oznajmił z dumą Mroczny Mesjasz, przygarniając mnie ramieniem do swojego boku.

Oczy Michała zmieniły się w dwa ciemne spodki.

- Och, kolego, nie wiedziałem, że się hajtnąłeś. - Barman nie krył zaskoczenia. - Cóż, wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. - Na dnie jego głosu pobrzmiał lekki przekąs. Kąciki ust Michała zadrżały, ale nie zdołały ułożyć się w szczery uśmiech.

- Dzięki. Jesteśmy małżeństwem od kwietnia tego roku. - Mroczny Mesjasz nie potrafił przestać się chwalić.

- Cieszę się razem z wami. - Twarz barmana nie przedstawiała żadnych emocji. - Ale my tu gadu, gadu... Czego się napijecie?

Mroczny Mesjasz zamówił swoją ukochaną Irish Coffee, a ja wymarzone latte. Gdy Michał odłożył kufel i skupił się na przygotowywaniu naszych kaw, ja i Mroczny Mesjasz osunęliśmy się na jedną z mięciutkich kanap.

Chwilę potem usłyszeliśmy, jak ktoś trzaska wyjściowymi drzwiami.

Serce zamarło mi w piersi.

Bogdan. We własnej osobie.

Mój przyjaciel.

Cóż, nie dało się ukryć, że zmężniał przez te dziesięć lat. Sporo urósł od momentu, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni. W międzyczasie zapuścił swoje czarne włosy, które lśniącą falą opadały mu na ramiona. Jego podbródek był pokryty grubą warstwą ciemnego zarostu. Gdy kolega zdjął z pleców długi, czarny płaszcz, nie dało się ukryć, że chadza regularnie na siłownię - sweter opinał się ładnie na jego rozbudowanej klatce piersiowej.

Jednak oczy mojego przyjaciela pozostały takie same - pełne stoickiego spokoju, ciepłe i życzliwe.

Bogdan zawahał się przez moment, jakby walczył z sobą, czy się nie wycofać. Gdy zauważył siedzącego obok mnie Mrocznego Mesjasza, gałki oczne prawie wypadły mu z orbit.

Uwolniłam się spod ramienia mojego męża, wstałam od stołu i ruszyłam w stronę przyjaciela, który wciąż rozważał możliwość ucieczki.

- Cześć, Bogdan. To ja - rzekłam zachęcająco, cmokając go delikatnie w policzek.

Bogdan wciąż sprawiał wrażenie oszołomionego. Co chwilę zerkał ponad moim ramieniem na szkarłatne oczy Mrocznego Mesjasza.

- Och, Kasiu. - Bogdan nagle się ocknął. Wydało mi się, że dostrzegł mnie dopiero teraz. - Boże, jak ty się zmieniłaś. Oczywiście, na lepsze. Cudowna z ciebie kobieta. Tylko taka trochę blada - rzekł z zachwytem mój przyjaciel, składając swoje duże, gorące dłonie na moich ramionach, by dokładniej mi się przyjrzeć.

- Ty też wyrosłeś na przystojniaka - rzekłam szczerze. Faktycznie... Bogdan wyglądał bardzo apetycznie...

Zmitygowałam się w ostatniej chwili - zanim Mroczny Mesjasz dowiedział się, co myślę.

- Bogdanie, chodź, przedstawię ci mojego męża. - Gestem zachęciłam przyjaciela, by do nas dołączył.

Bogdan ruszył w stronę stolika bardzo niepewnie. Wciąż wyglądał, jakby zamierzał rzucić się do ucieczki. Nie potrafił oderwać oczu od twarzy Mrocznego Mesjasza. Kolega rozchylił usta, jakby nie wierzył własnym oczom.

- Bogdanie, poznaj mojego męża, Mrocznego Mesjasza. Mroczny Mesjaszu - oto Bogdan, mój przyjaciel ze szkolnych czasów - przedstawiłam sobie bliskich mojemu sercu mężczyzn.

Chłopcy wymienili grzecznie uścisk dłoni, ale nie dało się ukryć, że zerkają ku sobie wilkiem. Z czarnych oczach Bogdana czaił się złowrogi cień. Mroczny Mesjasz zaś lustrował go od stóp do głów. Pierwszy raz widziałam w jego purpurowych źrenicach tyle wrogości.

Na szczęście, w porę pojawił się barman. W ramionach niósł tacę z naszymi kawami. Michał podsunął nam je pod nosy i rzucił krótkie, przyjazne "smacznego". Następnie wraz z tacą zniknął za szynkwasem.

Stało się to, czego tak bardzo się obawiałam - zapadła grobowa cisza. Mroczny Mesjasz opuścił głowę i zaczął się przyglądać swoim splecionym na podołku dłoniom. Ja zerkałam w stronę okna, za którym spokojnie rozpoczynał się wieczór. Bogdan zaś nie odrywał spojrzenia od mojej twarzy. Patrzył na mnie w taki sam sposób, jak zwykł to czynić Mroczny Mesjasz...

- A więc jesteście przyjaciółmi, tak? - zainteresował się mój wybranek, wciąż zerkając na Bogdana spode łba.

- Jak najbardziej. Znaczy się, mam taką nadzieję... - plątał się chłopak. - Nie miałem z Kasią kontaktu od kilku lat.

- Nie wierzę w przyjaźń damsko-męską - wypalił bez ceregieli mój mąż.

Z wyrazu twarzy Bogdana odczytałam, że poczuł się, jakby ktoś kopnął go w brzuch.

- Masz rację - wydukał, spoglądając przez ramię w stronę drzwi - jakby rozważał drogę ucieczki. - Ja też nie wierzę w taką przyjaźń.

- To co tutaj robisz? - rzekł agresywnie Mroczny Mesjasz.

- Chciałem zobaczyć Kasię. Bardzo za nią tęskniłem. Nie wiedziałem, że tak wiele zmieniło się ostatnio w jej życiu...

- Phi, nagle tak sobie za nią zatęskniłeś? A gdzie byłeś przez ostatnie lata?

- Przepraszam. Wielokrotnie planowałem napisać do Kasi, ale nie miałem odwagi, by wysłać jej wiadomość. Udało mi się to dopiero niedawno... Gdy dostrzegłem, że Kasia zmieniła na Facebooku swój stan cywilny.

Głos Mrocznego Mesjasza zabrzmiał tak groźnie, że przebiegły mnie ciarki.

- Kolego, nie mam pojęcia, co planujesz. Kasia mówiła mi, że kiedyś się w niej podkochiwałeś. - Mroczny Mesjasz sprawił wrażenie, jakby chciał splunąć. - Radzę ci, żebyś raz na zawsze o niej zapomniał. Kasia jest moja, rozumiesz? Nie mam zamiaru się nią dzielić. A już na pewno nie z kimś takim jak ty.

- Kochanie, spokojnie - spróbowałam uspokoić mojego męża. Ten jednak był na tyle wzburzony, że odtrącił moją dłoń, którą dotknęłam jego rozgrzanego policzka.

- Nie mam żadnych zamiarów względem Kasi - odparł Bogdan, wykręcając grube palce swoich pokaźnych dłoni. - To prawda, że kiedyś mi się podobała... - Zawiesił na moment głos. - Rozumiem jednak, że jest już zajęta. Wiem, że walka o jej względy nie ma najmniejszego sensu. Pragnę dla niej jedynie, żeby była szczęśliwa. Mroczny Mesjaszu, wierzę, że będziesz się nią opiekował. Kasia to cudowna kobieta...

- Wiem o tym - warknął Mroczny Mesjasz.

- ...i zasługuje na szczęśliwą miłość. Pozostaje mi zaufać ci, że będziesz o nią dbał. Postaraj się zapewnić jej bezpieczeństwo. To, co dziś zobaczyłem, wystarczyło mi. Nie martwcie się, dzisiejszego wieczora porzucam wszelkie nadzieje. Mroczny Mesjaszu, poddaję się. Tak, kocham Kasię. - Głos Bogdana załamał się. - I chcę dla niej jak najlepiej. Mroczny Mesjaszu, pozostaje mi prosić cię, byś był dla niej dobry. Nie dopuść, żeby kiedykolwiek przez ciebie płakała. Ta dziewczyna zasługuje, aby traktować ją z szacunkiem. Mroczny Mesjaszu, choć cię nie znam, wierzę, że Kasia jest dla ciebie najważniejsza. Proszę, daj jej to, czego ja nie mogłem jej dać...

- Człowieku, czy ty widzisz, jak ona na ciebie patrzy? - Bogdan ciągnął swój monolog. - Ona kocha cię do szaleństwa. Oddałbym życie, aby spojrzała na mnie w ten sposób choć jeden raz... Cóż, to jednak niemożliwe. Mroczny Mesjaszu, kimkolwiek jesteś - troszcz się o moją kochaną Kasię...

Serce przeszył mi ból, gdy Bogdan otarł łzę rękawem swetra.

- Nie musisz mi tego wszystkiego mówić - syknął Mroczny Mesjasz. Nienawiść w jego purpurowych oczach mocno mnie niepokoiła. Mój mąż nie zwykł patrzeć na ludzi w ten sposób. - Nigdy nikomu nie oddam MOJEJ Kasi. Jest moja, rozumiesz? Nikt mi jej nie odbierze. A nawet jeśli ktoś spróbuje, to mam w zanadrzu to.

Mroczny Mesjasz odsunął połę swojej czarnej szaty i ukazał przypiętą do jego paska kaburę. Na widok broni, Bogdan zachłysnął się własnym oddechem.

- Przepraszam. Widzę, że nic tu po mnie. Obiecuję, że już nigdy nie pojawię się w waszym życiu. Kasiu, szkoda, że nasza przyjaźń kończy się w ten sposób... To jednak najlepsze wyjście. Dla nas wszystkich.

- Wreszcie mówisz do rzeczy - zagrzmiał Mroczny Mesjasz, ponowie chowając rewolwer pod połą szaty.

Bogdan wstał ciężko z krzesła. Zatrzymał się jeszcze na moment, by spojrzeć na mnie po raz ostatni. W jego brązowych oczach dostrzegłam ogromne cierpienie.

Przez moment poczułam wyrzuty sumienia. Nie miałam jednak pojęcia, jak inaczej dać do zrozumienia (byłemu) przyjacielowi, że jestem już mężatką. Cóż, on jednak nie potrafił się z tym pogodzić. Nie mogłam namówić mojego serca, by czuło inaczej. Kochałam tylko i wyłącznie Mrocznego Mesjasza. To on był mężczyzną, na którego czekałam całe życie...

- Bogdan, przepraszam, ale nie potrafię cię kochać - wyszeptałam, omijając stolik i zatrzymując się przed młodym mężczyzną. Zauważyłam, że był wysoki, ale nie aż tak jak mój mąż. - Serca nie da się przekonać do miłości. Wiem, że będzie ci teraz bardzo ciężko. Pamiętaj, że wciąż jestem gotowa, by kontynuować naszą przyjaźń...

Zerknęłam w stronę Mrocznego Mesjasza. Jego wąskie usta wciąż przypominały wąską linię. Mój mąż nadal zgrzytał zębami.

- Dziękuję, Kasiu, że zgodziłaś się ze mną spotkać - wyszeptał Bogdan, przyglądając się posadzce u swoich stóp. - Nasze spotkanie dało mi dużo do myślenia. Nie wiem, czy zdołam kontynuować naszą znajomość. Boję się, że nigdy się nie pogodzę z faktem, że nie mogę cię mieć. Chciałbym się z tobą dalej przyjaźnić, ale nie wiem, czy sobie poradzę. Kocham cię, Kasiu. - Bogdan uniósł rękę i miękkie wnętrze dłoni przytknął do mojego policzka. Usłyszałam za plecami ciche warknięcie Mrocznego Mesjasza.

- Chyba czas na mnie - oznajmił ze smutkiem Bogdan, cofając rękę. - Jeszcze raz ci dziękuję za tę rozmowę. Odezwę się, jak poukładam sobie to wszystko w sercu. Mam nadzieję, że twój mąż mnie nie zabije, gdy odezwę się do ciebie na Facebooku...

- Myślę, że uda mi się go udobruchać. Dzięki, że mimo wszystko zechciałeś się ze mną zobaczyć. Wierzę, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie.

Bogdan ucałował mnie na pożegnanie w policzek i zdjął z wieszaka swój płaszcz. Gdy zarzucił go na plecy, obejrzał się. Mroczny Mesjasz wciąż się jeżył, więc Bogdan postanowił nie drażnić go jeszcze bardziej. Posłał mi ostatnie smutne spojrzenie i wyszedł z pubu. Gdy otworzył drzwi, do knajpy wpadł obłok płatków śniegu.

- No, to pozbyliśmy się intruza - oznajmił Mroczny Mesjasz, powoli łagodniejąc.

- Kochanie, nie traktuj go tak oschle. Chłopak zrozumiał, że nie ma na co liczyć. - Pomagałam uspokoić się mojemu mężowi. - Złotko, ale z tą bronią to nieco przesadziłeś.

- Spokojnie, Kasiu. Używam jej bardzo rzadko. Chciałem tylko zastraszyć nieco kolesia...

- Mroczny Mesjaszu, to mój drogi przyjaciel. Nie jego wina, że się we mnie zakochał. Proszę, postępuj z nim nieco delikatniej. Nie zasłużył sobie na takie podłe traktowanie. Nie zrobił nic złego.

- Wolałbym, aby trzymał się od ciebie z daleka.

- Pewnie tak będzie. Nie wierzę, żeby napisał do mnie po tym wszystkim.

Przez kolejne dwadzieścia minut milczeliśmy, sącząc nasze kawy, o których kompletnie zapomnieliśmy podczas spotkania.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 5019

Mroczny Mesjasz i ja

Post#6 » 30 gru 2017, o 17:27

Proszę zapoznać się z regulaminem. Sposób publikowania tekstów wieloczęściowych jest uregulowany zasadami.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Wróć do „Inne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości