Złote gody

Wszelkie utwory literackie niepasujące do powyższych działów.
KasiaSikora
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 30

Złote gody

Post#1 » 24 sty 2018, o 20:35

– Pomóż mi zapiąć suwak – powiedziała mama.

Ślicznie wyglądała w tej nowej niebieskiej sukience, jak słowo daję. Tata też to zauważył, bo pocałował ją w szyję.

– A fuj! – Nie wytrzymałem.

– Gniewko?! Już wstałeś? – zdziwiła się mama.

– No tak, jak słowo daję! – Roześmiałem się, bo udało mi się zaskoczyć mamę.

– Jezu, która godzina? – Spojrzała na zegarek. – Jedenasta? Już jedenasta! Spóźnimy się. Ubieraj się, natychmiast! Załóż czarne spodnie i sweter od babci.

– Ten z Samsamem?! Słowo daję, wolałbym umrzeć. To dla małolatów. Ja mam już osiem lat!

Zrób babci przyjemność, proszę cię. – Mama nie ustępowała.
Przed samym wyjściem przypomniałem sobie o wierszyku, napisałem go dla dziadków tak na wszelki wypadek. Podniosłem z dywanu kartkę z dziurami po ołówku, zwinąłem w rulon i włożyłem do tylnej kieszeni spodni.

Wcale nie chciałem jechać, czułem, że mama też nie, ale rocznica to rocznica. No i nie chcieliśmy robić tacie przykrości.

Po drodze zatrzymaliśmy się pod kwiaciarnią. Padało strasznie. Tata pobiegł po bukiet róż. Wracając wskoczył w kałużę i ochlapał sobie nogawki spodni.

Mama westchnęła.

Pod „pałacem” cioci Tosi mama spojrzała mi w oczy.

– Proszę cię tylko o jedno, żebyś nie zaczepiał kuzynów… a, i najlepiej gdybyś się w ogóle nie odzywał. Dobrze? – Mama wyglądała na spiętą.

– To nie jedna, tylko dwie prośby, a mówiłaś o jednej – wyjaśniłem.

– Jezu, mniejsza z tym. Bądź grzeczny, dobrze? – poprosiła.

To już trzy prośby, pomyślałem.

Pokiwałem głową na zgodę, bo miałem się nie odzywać.

Drzwi otworzyła pokojówka, a za nią stanęła babcia Józia.

– Dzień dobry – powiedzieli chórem rodzice, ja milczałem na prośbę mamy. Tata podszedł do babci, pocałował ją w dłoń i podał jej bukiet róż. Babcia pogłaskała tatę po policzku i przyjęła kwiaty, uśmiechnęła się do nas.

– Wszystkiego najlepszego, mamo, z okazji pięćdziesiątej rocznicy ślubu – powiedział łamiącym się głosem. Często się wzruszał, tata „ma oczy w mokrym miejscu”, twierdziła mama.

Dom był ogromny i zmieściło się w nim mnóstwo gości.

Moi kuzyni, siedmioletni Antek mały blondynek ubrany w czarny garnitur i białą koszulę, przebierał nogami pod krzesłem, jego bliźniacza siostra Alisia w różowej sukience z rudymi włosami sięgającymi do tyłka wyglądała na znużoną czekaniem i wreszcie smutny Jurek, syn cioci Tosi, w granatowym garniturze z logo prywatnej szkoły na piersi zdaniem mamy zajęty jak prezydent, siedział wpatrzony w przestrzeń najpewniej roztrybiając jakiś egzystenco… egzystencjalny problem. Cała trójka siedziała na krzesłach ustawionych naprzeciwko fortepianu, jakby czekali w kinie na film. Oni chyba też dostali zakaz odzywania się.

Chciałem przejść się po domu, żeby rozprostować nogi po podróży, ale do pokoju wszedł dziadek. Wiedziałem, że zaraz będzie wesoło. Ilekroć wchodził dziadek działo się po calaku. Dziadek był prawie głuchy, ale nie chciał nosić aparatu, trzeba było krzyczeć, żeby usłyszał.

– Wspaniale się trzymasz!

– Wyglądasz coraz młodziej!

– Chcesz się zabawić, przystojniaczku?! – wrzasnęła ciotka Alicja, siostra babci. Mama mówiła, że ciocia „miała wiecznie w czubie”, po mojemu też była głucha jak pień.

Ciocia Tosi wpadła do salonu. Jej włosy zwykle ufryzowane tak, że wydawało się, że ma na głowie perukę sterczały z jednej strony głowy jak u jeża. Ciocia często sięgała do głowy w sytuacjach stresowych, ale w ostatniej chwili cofała rękę. Twarz cioci pobladła jak śmierć na chorągiewce… czy jak to się mówi.

– Drodzy moi – zaczęła ciocia Tosia, która zdaniem mamy nigdy nie potrafiła się bawić. – Zapraszam do stołu.

Do sali weszli panowie wyglądający jak kelnerzy w restauracji i ustawili przed nami talerzyki z próbkami jedzenia. Próbki były trzy. Myślałem, że potem będziemy mogli wybrać sobie porcję tego, co nam smakowało najbardziej, ale tata wyjaśnił, że to był lunch. Roztrybiałem właśnie, czym się dopchać, gdy „nastąpił czas przemówień dorosłych i popisywania się dziećmi”, jak nazywała mama tę część imprezy.

Dzieci cioci Tosi odegrały na pianinie bardzo długi kawałek, potem ich tata zaczął przemawiać. Mówił o śpiewie babci Józi, że kocha kwiaty i jak troszczy się o męża, o dzieci, że wspiera rodzinę. Ja to się specjalnie nie znam na wspieraniu, ale babcia zdaniem mamy większość roku spędza w SPA, to jakieś miasto gdzie naciągają twarz, żeby babcia wyglądała młodo dla swojego masażysty. Podsłyszałem rozmowę mamy z jej kumpelką.

– Jezu, jak na stypie – wyszeptała mama, a tata pocałował ją w rękę.

– A fuj! – Nie wytrzymałem.

Potem goście bili brawa. A ja chyba najgłośniej, aż rozbolały mnie od tego dłonie. Ale przynajmniej zapomniałem, jaki jestem głodny.

Gdy zapadła cisza, ciocia Tosia spojrzała na naszą trójkę. Tata obmacał kieszeń marynarki i znieruchomiał.

– Zapomniałem zabrać przemówienia – wyszeptał. Mama zbladła. Tacie trzęsły się ręce.

Znów musiałem interweniować.

Poderwałem się z krzesła. Obciągnąłem sweter z Samsamem i wyszedłem na środek sali. Jak słowo daję, musiałem wyglądać jak przerośnięty siusiumajtek, ale to nie miało znaczenia. Ratowałem honor rodziny.

Wyciągnąłem z tylnej kieszeni spodni zwiniętą w rulon kartkę. Rozwinąłem ją i zacząłem deklamować mój wiersz. Darłem się jak wtedy, kiedy rozgrywaliśmy z chłopakami mecz w piłkę na boisku. Chciałem, żeby dziadek też mnie usłyszał:

Dziadek i babcia mają rocznicę,

więc z serca zdrowia im życzę.

Niech żyją szczęśliwie jeszcze sto lat

bo bez nich inny byłby ten świat.

Usłyszałem ciche brawa. Przełknąłem ślinę, bo od tego wrzasku zupełnie zaschło mi w gardle.

– To nie wszystko – poinformowałem i zacząłem czytać dalej.

Do babci Józi można mówić,

lecz ona nie słucha

choć wcale nie jest głucha.

Narzeka, że rzadko ją odwiedzam,

a ja przecież na jej kanapie siedzę.

Słucham, jak o chorobach gada.

O tym, że ma padać,

choć wcale nie pada.

O bólu w kościach,

u sąsiadów głośnych gościach.

Nie dziwię się babci,

że tak biadoli.

Dziadek nie wspiera jej w niedoli.

Całymi dniami w telewizor się gapi

Hałas jest w domu nie do zniesienia,

bo dziadek jest głuchy jak kawał pienia (pnia się nie rymowało)

Ale aparatu na uszy dziadek nie nosi,

żeby się sąsiad śmiechem nie zanosił.

– Dość! – wrzasnęła ciocia Tosia. Trzęsła jej się broda.

Spojrzałem na dziadka. Jego twarz poczerwieniała. Jakby zaraz miał eksplodować. Słowo daję.

Stałem na środku pokoju i gapiłem się na gości, a oni na mnie.

I wtedy ktoś zaczął bić brawa, potem do braw tej jednej osoby przyłączyły się inne. Dziadek zaczął poklepywać się po udach. wybuchnął śmiechem. Tata też zaczął się śmiać.

Nie pamiętam, co było dalej, prócz tego, że tata zaproponował mi dodatkową porcję tortu.

***

Jest super, słowo daję! Dziadek nosi nareszcie ten swój aparat i słyszy. A babcia wysłuchuje moich opowieści o tym, o co biliśmy się z chłopakami w szkole.

Fajnie jest mieć dziadków.

Tagi:

Awatar użytkownika
Głodzia
zaklęty miecz
zaklęty miecz
Posty: 332

Złote gody

Post#2 » 25 sty 2018, o 15:20

Całkiem sympatyczne opowiadanko.
" - Zrób babci przyjemność, proszę cię. – Mama nie ustępowała."
Tutaj zjadłaś myślnik :)
Niebo nad jej głową było tak nieprzeniknione, tak niewyobrażalnie głębokie i bezkresne, że poczuła się malutka i nic nieznacząca.
______________________________
Enya <3
Leo Rojas <3

Sleepless
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 5

Złote gody

Post#3 » 19 lut 2018, o 20:43

Hehe, najlepszy jest wierszyk. A opowiadanko całkiem milutkie

Awatar użytkownika
Marian
runiczny rapier
runiczny rapier
Posty: 527

Złote gody

Post#4 » 19 lut 2018, o 21:53

Fajna opowieść o rodzinnych scenkach, tylko ...
Tylko język nie jest językiem ośmiolatka.
Np. czy ośmiolatek powiedziałby: "Chciałem przejść się po domu, żeby rozprostować nogi po podróży,..."
Pozdrawiam. :smiley:

Wróć do „Inne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość