Zakładki - jak działa forumowa opcja dodawania zakładek. Zapisz tekst na liście i przeczytaj później!

Event Noc Świętojańska - zachęcamy do czytania prac uczestników!
Odsłona poetycka i prozatorska.

Hśdk - Magistra vitae...

Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.
szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 2358
Zobacz teksty użytkownika:

Hśdk - Magistra vitae...

Post#1 » 28 gru 2015, o 22:05

Rozpoczynam cykl dygresji na tematy mediewalne. Skrót "HŚdk" oznacza "Historia Średniowiecza dla księgowych". Dlaczego dla księgowych? Głównie dlatego, że zawodowi historycy, fachowcy od literatury klasycznej, łacinnicy i archeologowie nie znajdą w moich wypocinach niczego ciekawego. Księgowy to taki ktoś, kto lubi szufladki, segregatory, półki. To taki ktoś, kto lubi, aby każda rzecz miała swoją nazwę, choćby najgłupszą i aby zajmowała w rzeczywistości określone miejsce (fachowo nazywa się to planem kont). Tak jak chomik będzie chomikować, niezależnie od tego ile żarcia dostanie, tak księgowy będzie układać na półkach i w segregatorach niezależnie od tego, czy coś leży na swoim miejscu czy nie... mam nadzieję, że Hania G. (jeżeli gdzieś krąży) gromów na mnie nie rzuci za ten swoisty punkt widzenia.

Jest taki skecz Monty Pythonów. Facet przychodzi po raz któryś do biura pośrednictwa pracy. Pracownik biura wylicza długą listę jego wad, z której wynika, że gość jest kompletnym nieudacznikiem. Na koniec pada stwierdzenie: "według nas byłby pan świetnym księgowym". Nie należy się w żadnym wypadku sugerować skeczem, oddaje on jednak ten specyficzny i niepowtarzalny status, jakim księgowi cieszą się wśród przedstawicieli innych zawodów.

Słabo rozróżniam subtelności pomiędzy stronami winien i ma. Jeżeli chodzi o moją własną kieszeń, to trochę lepiej rozróżniam… subtelności i wartości wyrażone w złotówkach. Nie znam żadnych planów kont, ale w myśl tego, co napisane powyżej, czuję się księgowym z krwi i kości. Pisząc o Średniowieczu, powziąłem mocne postanowienie, że będą to artykuły o ludziach i wydarzeniach, a nie o czymś, co mądrze nazywa się procesami historycznymi. Równie daleki byłem od tworzenia czegoś, co mogło by stanowić kompendium wiedzy. Owe jakże mocno brzmiące postanowienia wynikają głównie z faktu, że nie posiadam ani kwalifikacji, ani chęci, by stworzyć coś takiego. Wszystko, co zamierzam poruszyć, jest tym, co poruszyło mnie samego. Niech Cię nie dziwi czytelniku, że pomijam tematy obiektywnie istotne, a rozwodzę się nad bzdetami. Tak właśnie postrzegam rzeczywistość świata tego. Nie warto skupiać się wyłącznie na sprawach ważnych. Warto pochylać się nad tym, czego inni nie chcieli dostrzec i szukać, szukać, szukać... choćby się miało niczego nie znaleźć.

Na dzień dobry coś tytułem wstępu — moje spojrzenie na czasy odległe, spojrzenie na historię oczyma laika... ale kontynuacja nastąpi.


Zanim zacznę opowieść

Rzym, Imperium... początek tego, co widzę, idąc ulicą swojego miasta na dalekiej (z punktu widzenia Rzymian) północy. Rzym – początek myśli, kiedy człowiek, wciśnięty w ramy tworu zwanego państwem, musi ujrzeć samego siebie. Rzym – siła i niemoc, potęga niezłomnego ducha i robaczywa nikczemność w jednym. Rzym – wszystko, do czego człowiek jest zdolny, już było.

Rzym.

Jak, przed trzydziestu bez mała wiekami, wyglądał początek Wiecznego Miasta? Dziwne pytanie, kiedy zamierza się pisać o Średniowieczu. Może i dziwne, ale każda opowieść musi mieć swój początek.

Ustalenie terminu, od którego należy liczyć wieki średnie, zawsze napotykało problemy. Dawno temu za dogmat przyjmowałem daty podawane w podręcznikach, jednakże w miarę zgłębiania tematu początek Średniowiecza rozmywał się i rozmazywał. Przenosiłem się myślą wstecz, zadawałem sobie pytanie czy to jeszcze Średniowiecze, czy już Starożytność? Nigdy nie znalazłem odpowiedzi. Z czasem doszedłem do wniosku, że nie jest ważne, kiedy jedno się skończyło, a drugie zaczęło. Internetowa wyszukiwarka rozgrzana do czerwoności, w głowie zamęt i ciekawość, która sprawia, że krew w żyłach krążyć żywiej zaczyna. Im dalej cofałem się w czasie, tym ciemniej było dookoła. Coraz mniej źródeł, a legendy coraz wyraźniej przemawiały do wyobraźni. Chciałem zamknąć oczy i usłyszeć wrzask gęsi kapitolińskich, zamknąć oczy i zobaczyć nagie ciało porwanej Sabinki w ramionach praprzodka tych, którzy pięćset lat później sięgnęli po władzę nad światem. Może rzeczywiście wilczyca wykarmiła Romulusa i Remusa?

Wróćmy na ziemię. W chwili, kiedy zaczyna się ta bajka, bardzo niewiele pozostało ze wspaniałych ale odległych czasów Oktawiana Augusta. Właściwie nie pozostało już nic z wyjątkiem marzeń. Wartki prąd wydarzeń porywał ze sobą całe pokolenia. Hordy barbarzyńców przemierzały Europę. Ludzie zwierali się w walce o władzę, o bogactwo, o przetrwanie.

Świat się zmieniał.

Dzisiaj, podobnie jak przed wiekami, porwani przez bieg wydarzeń, zwieramy się w walce o wielkie nic. Wyciągamy drapieżne macki po coś, z czego za sto lat nie pozostanie nawet wspomnienie. W ogłuszającym huku globalnego rynku nawet nie słyszymy szyderczego śmiechu, jakim historia minionych stuleci kwituje nasz codzienny wysiłek. A świat się dalej zmienia, tylko że my już nie dostrzegamy tych zmian. Tak samo jak nasi przodkowie... dwa tysiące lat temu.

Pięknym majowym popołudniem zatrzymaliśmy się w Żarnowcu — niewielkiej osadzie na wybrzeżu. Dzieci spały w samochodzie. Poszedłem zobaczyć klasztor. Słońce grzało bardzo mocno jak na tę porę roku. Pusto i cicho było dookoła. Jakiś kawałek dykty zasłaniał otwór w ścianie. Odchyliłem go nieco i stwierdziłem, że wewnątrz jest w miarę jasno. Pociągnąłem mocniej i okazało się, że można wejść do środka. Z marsową miną Jamesa Bonda, albo przynajmniej Pana Samochodzika, przecisnąłem swój brzuch przez wąskie przejście. Długi korytarz zakończony skrytymi w mroku drzwiami w jedną stronę, nieco krótszy jasno oświetlony w drugą. Łukowate ostro zakończone okna wychodzące na dziedziniec, czubki drzew jeszcze skąpane w wiosennym słońcu, resztki gruzu pod ścianami i cisza, cisza zupełna, jakby czas nie płynął w tych murach.

Poczułem się przez chwilę postawiony obok biegu wydarzeń. Mogłem patrzeć oczyma wyobraźni, jak wszystko się zmienia, jak ludzie tańczą swój obłąkany taniec, jak pędzą przed siebie na oślep, jak walczą o przetrwanie, ale wolałem ciszę. Stałem dobrą chwilę, gapiąc się na dziedziniec. Zamiast głębokiej refleksji — zmęczony pożeracz ciszy. Świat przez chwilę gonił dalej, tyle że obok — beze mnie. Podobnie przed laty wyobrażałem sobie Średniowiecze. Cisza, łatwość ucieczki od trosk doczesnych, brak dylematów, światopogląd prosty jak budowa cepa, a miejsce człowieka w strukturze wyznaczone tak precyzyjnie, że nawet Stalinowi się nie śniło.

Nic z tego. Przysłowie mówi "Im dalej w las tym więcej drzew". A parafraza przysłowia: "Im dalej wlazł tym głębiej siedzi". Oba te stwierdzenia znalazły zastosowanie, kiedy zacząłem zgłębiać średniowieczną tajemnicę ludzkości. Czasem bardziej bajkę niż tajemnicę, czasem mroczną opowieść, tym mroczniejszą, że prawdziwą. Świat się zmienił. Zmienił się zupełnie, ale ludzie pozostali ci sami. Fascynujące i przygnębiające. Przerażające i piękne zarazem. Moje wyobrażenia o Średniowieczu uniosły się nieco ku górze i rozwiały nie wiadomo kiedy. Jak poranna mgła.

Kilka chwil samotności upłynęło szybko. Trzeba było wracać do samochodu. Postanowiłem się jeszcze przespacerować dłuższym korytarzem. Do drzwi i z powrotem. Szedłem przed siebie, nie myśląc o niczym. Niewiele znaczący element w średniowiecznej machinie przetrwania. Z letargu wyrwał mnie zgrzyt zawiasów. Ciężkie skrzydło uchyliło się nieco, wpuszczając snop światła. Jakieś obwieszone aparatami fotograficznymi towarzystwo brutalnie przerwało moją sielankę. No tak. Drzwi były otwarte. Nie musiałem włazić przez okno.

— Co tutaj można zobaczyć? — usłyszałem pytanie.

— Ciszę.

Popatrzyli na mnie, jak na wariata.


Inny odcień historii

Z historią jest tak, jak z podróżowaniem. Czasem poruszasz się do przodu, czasem do tyłu. Nigdy nie wiesz, co Ci następny zakręt przyniesie. Nawet wtedy, kiedy przemierzasz tereny zadawałoby się dobrze znane.

Historia jest jak lawina. Raz idzie w górę, raz w dół. Zagrożenie lawinowe. Wszyscy wiedzą o co chodzi. Nawet kompletny laik, który nie ma pojęcia o lawinach, widzi ostrzeżenia, wie, że lawina zejdzie, zna miejsce, w którym zejdzie. Mimo tego, ciągle ktoś znajduje się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. A mówią, że Historia Magistra Vitae Est.

Im mniej akceptowałem czasy, w których przyszło mi żyć, tym chętniej zapuszczałem się w wieki dawne. Wszyscy dookoła twierdzili, że "wtedy czasy były inne". Chciałem zobaczyć, jak bardzo inne. Po pewnym czasie widziałem, że faktycznie inne, ale widziałem również, że w tajemnicach, jakie kryje przeszłość, nie to mnie pociąga. Wiedzieć więcej. Najpierw chciałem wiedzieć więcej po prostu... żeby wiedzieć. "Absolwent" czyli Dustin Hofman mówił do Anny Bancroft "chcę wiedzieć" i mówił to takim tonem, że nie zostawiał miejsca na zadawanie głupich pytań w stylu "dlaczego?". Widocznie historia to taka obnażona pani Robinson, narzucająca się, bardziej doświadczona niż głupi młokos, niebezpieczna i kusząca.

Warto jest mieć własne zdanie. Na każdy temat. Nawet jeżeli się mylimy. Nawet jeżeli po weryfikacji nasze poglądy okazałyby się do niczego...

Sytuacja zaczęła wyglądać zupełnie inaczej, kiedy już osiągnąłem pewien poziom wiedzy. Mój dawny świat zaczął wyglądać odmiennie. A kiedy poznałem więcej, on znowu zaczął się różnić od tego, który widziałem dotychczas i znowu zacząłem się zastanawiać, co mi następny zakręt przyniesie. Tutaj i teraz przestało być najważniejsze i zajęło swoje miejsce w szeregu jako niewiele znaczący punkcik na skali tysiącleci.

Warto jest mieć własne zdanie.

* * *

Naszą antyczną kulturą jesteśmy przesiąknięci niezależnie, czy chcemy tego czy nie. Hasła Grecja-Rzym albo Akropol-Koloseum towarzyszą nam od kołyski. Nawet jeżeli Platona będziemy uważać za rzymskiego wodza, a Koloseum za grobowiec położony gdzieś w okolicach Aten, to świat antyku będzie naszym światem i naszym dziedzictwem. Będzie tym czynnikiem, który w znacznym stopniu ukształtował dzisiejszą rzeczywistość Krakowa, Wiednia czy Madrytu. Starożytne echa naszej teraźniejszości można usłyszeć na każdym kroku. Bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że trudno jest pisać o wiekach średnich i jednocześnie pisać na temat, nie skacząc do czasów dawniejszych. Każda antyczna dygresja wymaga zwykle rozwinięcia i przypomina trochę wyglądanie przez okno. Kusi aby się wychylić i więcej zobaczyć, ale jak się wychylę za bardzo, polecę na dół i na nic cały wysiłek. Kompromis ze starożytnością polegał na tym, że przesunąłem początek swojego Średniowiecza mocno do tyłu. Zaspokoiło to moją potrzebę, aby ciąg wydarzeń i katalog osób miały logiczny punkt początkowy i zmniejszyło ilość wycieczek w stronę grecko-rzymskiego dziedzictwa do poziomu, który wydaje się bezpieczny dla życia i zdrowia czytelnika.

Jak już wcześniej wspomniałem, nie uprawiam historii zawodowo i daleki jestem od wnoszenia czegokolwiek do rozwoju tej, którą nazywają nauczycielką życia. Z drugiej strony, kiedy bełkot dnia codziennego zaczynam porównywać z bełkotem, jaki wydawali z siebie wielcy i mali świata tego w dalekiej przeszłości, dziwne myśli przychodzą mi do głowy. Niekoniecznie takie, które nadają się do tego, aby zamieniać je na słowo pisane. Patrzę się na ludzkie działania wtedy i teraz. Czasem z podziwem, czasem ze zgrozą, czasem z politowaniem.

Wtedy i teraz. Czasy się zmieniły — ludzie pozostali tacy sami.


Część następna

Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1207
Zobacz teksty użytkownika:

Hśdk - Magistra vitae...

Post#2 » 1 sty 2016, o 19:10

Rzym – początek myśli, kiedy człowiek, wciśnięty w ramy tworu zwanego państwem, musi ujrzeć samego siebie.

Na pewno ciekawe i godne uwagi zamierzenie. Musze przyznać, że Rzym starożytny nigdy specjalnie mnie nie pociągał, widziałem w nich pogrobowców kultury greckiej, a ta z kolei była poprzedzona Asyrią, Sumerem i dawniejszymi cywilizacjami Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Jak daleko sięgały ich wpływy i zapożyczenia stamtąd – nie wiadomo, są różne poglądy. Z drugiej strony stanowi on etap przejściowy między dawnymi epokami, a cywilizacją współczesną, etap często nieuświadomiony i pomijany, gdyż w podobny, choć głębszy i subtelniejszy sposób, można traktować Grecję, liczne pomruki lepiej lub gorzej dowiedzione, iż jej czołowi filozofowie z Platonem na czele, wiele czerpali z kultur dalekowschodnich jak również staroegipskiej. I chociaż nasza (współczesna, europejska) państwowość stoi na podwalinach rzymskiej, to jednak nie można zapominać, że przed nią istniały inne, potężne i dobrze zorganizowane państwa i imperia.

Z czasem doszedłem do wniosku, że nie jest ważne, kiedy jedno się skończyło, a drugie zaczęło.

Oczywiście, epoki historyczne często zachodzą na siebie i przenikają nawzajem. Zresztą nie tylko one; architektura czy sztuka również.

Może rzeczywiście wilczyca wykarmiła Romulusa i Remusa?

Albo jest to metafora jakiegoś ważnego wydarzenia/faktu, czego nie potrafimy rozszyfrować?

Hordy barbarzyńców przemierzały Europę. Ludzie zwierali się w walce o władzę, o bogactwo, o przetrwanie.

Świat się zmieniał.

Tak... zakładając pewną cykliczność dziejów, można się zastanawiać, kiedy staniemy w obliczu tego samego. A może po części już stoimy.

Podobnie przed laty wyobrażałem sobie Średniowiecze. Cisza, łatwość ucieczki od trosk doczesnych, brak dylematów, światopogląd prosty jak budowa cepa, a miejsce człowieka w strukturze wyznaczone tak precyzyjnie, że nawet Stalinowi się nie śniło.

Sadzę, że taka idealizacja, może znacznie odbiegać od rzeczywistości. Ludzie tak łatwo się nie zmieniają.

ale ludzie pozostali ci sami.

No właśnie.

A mówią, że Historia Magistra Vitae Est.

Mówią. Ale mówią również, że historia jeszcze nigdy, nikogo, niczego nie nauczyłą.

Warto jest mieć własne zdanie. Na każdy temat. Nawet jeżeli się mylimy. Nawet jeżeli po weryfikacji nasze poglądy okazałyby się do niczego...

Nawet, jeśli dostaniemy za to po uszach...

Naszą antyczną kulturą jesteśmy przesiąknięci niezależnie, czy chcemy tego czy nie

Jak najbardziej.

szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 2358
Zobacz teksty użytkownika:

Hśdk - Magistra vitae...

Post#3 » 1 sty 2016, o 19:40

Graecia capta ferum victorem cepit. Bardzo dobrze Gorgiaszu, że to zauważyłeś. Pisząc Rzym, mam na myśli greckie dziedzictwo. W dalszych artykułach nie raz i nie dwa o tym wspomnę. Dzięki za komentarz.

Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości