Zakładki - jak działa forumowa opcja dodawania zakładek. Zapisz tekst na liście i przeczytaj później!

Event Noc Świętojańska - zachęcamy do czytania prac uczestników!
Odsłona poetycka i prozatorska.

Bolek, a sprawa polska

Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.
szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 2358
Zobacz teksty użytkownika:

Bolek, a sprawa polska

Post#1 » 2 mar 2016, o 21:30

Miałem dylemat, czy tekst wstawić jako odpowiedź na artykuł Bronmusa, czy nadać mu byt samodzielny. W końcu wybrałem ten drugi wariant. Głównym motywem było moje stanowisko, odmienne w swojej hierarchii wartości, jak również chęć nieco mocniejszego pomachania ręką do tych, którzy nie przypisują ostatnim wydarzeniom tak wielkiej wagi, na jaką, zdaniem innych, zasługują.

Panie i Panowie, ahoj, nie jesteście sami ;))



Bolek, a sprawa polska

Zacznę od tego, że dla mnie Lech Wasłęsa nie jest postacią, jak to się szumnie zwykło mawiać, pomnikową. Ot, jeden z bardzo wielu, którzy przyczynili się do zmian. Z całą pewnością nie ten, który w imię owych zmian poświęcił najwięcej. To, co określamy dzisiaj mianem równie szumnym "transformacja ustrojowa" i co (całkiem słusznie) łączone jest z nazwiskiem Wałęsy, również budzi we mnie uczucia ambiwalentne. Z całą pewnością taka ocena stanu rzeczy nie wynika li tylko z mojej niechęci, czy ostrożności, kiedy kogoś uznaję (bądź nie uznaję) za autorytet. Raczej kilkadziesiąt lat przemyśleń i doświadczeń, począwszy od czasów Pierwszej Solidarności, kilkadziesiąt lat popartych historycznym zacięciem sprawiły, że wolę mieć własne zdanie. Nie zamierzam przyjmować opinii i postaw tylko dlatego, że ktoś coś powiedział, napisał, ewentualnie uczynił.

Tytuł artykułu nie jest ani wyrazem wrogości, ani sympatii do byłego Prezydenta. Brak cudzysłowu, w który zazwyczaj ujmuje się sympatyczne skąd inąd imię, jest również zamierzony. Bolek, w mniemaniu dość powszechnie panującym to taki ktoś, kogo nie zwykło się traktować ze śmiertelną powagą, innymi słowy taki ktoś, kto nie jest postacią dla sprawy kluczową. Nie inaczej też postrzegam ostatnie wydarzenia bezpośrednio związane z osobą Przewodniczącego Wałęsy.

Zamęt wokół dokumentów, które powstały, bądź zostały przez bezpiekę sfałszowane, służy i owszem tym wszystkim, którzy nie bacząc na cenę, pragną się znaleźć w blasku jupiterów, a choćby jedynie przed radiowym mikrofonem. Służy tym wszystkim, którzy w Internecie zaspokajają swoją potrzebę głoszenia zdań kategorycznych, służy przede wszystkim tym, którzy z racji pełnionej funkcji regularnie muszą (w formie komunikatów i konferencji prasowych) wyjaśniać swoje działania, tłumaczyć się z tego, co zrobili ewentualnie z tego, czego nie zrobili. Na pewno przeoczyłem jakieś grupy, którym zamęt służy i pominąłem te, którym nie służy. Angażować się w takie dyskusje? Nie widzę sensu.

Służba bezpieczeństwa powstała po to, aby, podobnie jak inne państwowe agendy, dbać o interes żłobu. Jeżeli na przykład jakiś pomysłowy (i odważny) Dobromir zmajstrował maszynę poligraficzną i produkował materiały, które "godziły w podstawy", wówczas zadaniem ubeków było jak najszybciej takiego wichrzyciela wytropić, maszynę skonfiskować, a jego samego do ciurmy wsadzić. Jak to wyglądało w praktyce? Drukarnie namierzane przez bezpiekę bardzo często działały długi czas, a likwidowano je dopiero wtedy, kiedy "w firmie" zbliżał się okres rozdzielania premii i awansów. Podobnie było z konspiracyjnymi bibliotekami, dzięki którym mogłem poczytać paryską "Kulturę", albo książki w oficjalnym obiegu niedostępne. Funkcjonariuszy rozliczano z wyników. Za taki wynik uważano nie tylko wytropienie kontrrewolucyjnej działalności, ale również przyznanie do winy, oświadczenie, donos, czy choćby zobowiązanie do współpracy. Jeżeli ktoś twierdzi, że rzetelność owej "papierkowej" roboty była większa niż na przykład gorliwość, z jaką likwidowano drukarnie — jego sprawa. Jestem pewien, że ubecy, w przeważającej masie gnidy najgorszego sortu, postępowali dokładnie tak samo i taką, a nie inną, wartość mają dokumenty, które co jakiś czas stają się przedmiotem gorących dyskusji. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że istnieją również dokumenty, które mogłyby wnieść wiele więcej niż wszystko, o czym do tej pory się dowiedzieliśmy, jednak nie ulega również wątpliwości, że szukać ich należy gdzieś w okolicach Łubianki, nie w domu państwa Kiszczaków.

Myślę, że obecne wydarzenia (chcąc właściwe dać rzeczy słowo, nie napiszę "afera") świadczą przede wszystkim o tym, że wszystkie regulacje dotyczące spraw lustracyjnych zostały przez animatorów okrągłego stołu (czyli przez bezpiekę) dokładnie przemyślane i równie dokładnie zrealizowane. Już sam fakt, że pozbawiono nas możliwości decydowania, czy bycie tajnym współpracownikiem jest dobre czy złe, że wyznaczono do tego celu instytucje i nadano im niejasny status (jeżeli nie powiedziałeś, że kablowałeś i jeżeli znajdą na ciebie papiery, to już kandydować nie możesz), że ograniczono dostęp do owych bądź co bądź publicznych informacji, świadczy ponad wszelką wątpliwość, że nie historyczna prawda i narodowa pamięć przyświecały twórcom tego pożal się Boże "prawa".

Wdowa po wysokim funkcjonariuszu (mniejsza o samodzielność decyzji) ujawniła fakt posiadania dokumentów i jakaś grupa ludzi (były prezydent w szczególności) ma duży problem. Uwaga opinii publicznej skupia się przede wszystkim na wartościowaniu i ocenie działań osób wymienionych w owych papierach. Czy ktoś próbował oceniać i wartościować tych wszystkich, którzy byli pracownikami UB i w momencie podpisywania siedzieli po przeciwnej stronie biurka? Przypuszczam, że niewielu, a przecież ci ludzie ciągle są pośród nas, najczęściej w roli nobliwych otoczonych szacunkiem współobywateli. Is fecit cui prodest jak mawiali starożytni, ale łacina jest już martwym językiem.

Lech Wałęsa podobnie jak niegdyś bracia Kaczyńscy, a obecnie Jarosław, budzą zupełnie niezasłużone emocje i wcale nie jest istotne, czy te emocje łączą się z poparciem czy wręcz przeciwnie. Istnieje mnóstwo ludzi, którzy twierdzą (często słusznie), że przez wymienione wyżej osoby zostali skrzywdzeni. Istnieją również tacy, którzy zawdzięczają im wiele i często w jak najlepszej wierze swoją wdzięczność zamanifestować pragną. Przez pryzmat działań owych osób postrzegam obecną sytuację i z całą pewnością nie zadam sobie ani Państwu pytania w rodzaju "jak można...", bo jak widać można i jak widać, nie jesteśmy wcale (jako Polacy) w swoich działaniach wyjątkiem. Nie mam pojęcia, co się tak naprawdę wydarzyło pomiędzy na przykład panem Gwiazdą i panem Wałęsą, że się nie lubią i przed kamerami dają temu wyraz. Nie muszę dawać wiary autobiografiom poszczególnych osób, nie muszę tym bardziej potępiać osób, które się na oświadczeniach podpisały bądź zostały podpisane. Nie zadam sobie trudu, aby sądzić i to bynajmniej nie dlatego, że w Mądrej Książce napisano Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. Po prostu mało mnie to obchodzi.

Bardzo natomiast mnie obchodzi, że przeciętny obywatel w dalszym ciągu nie ma możliwości podjęcia działalności gospodarczej, bardzo mnie obchodzi, że zamiast przywracania odebranego w ostatnim dwudziestoleciu prawa własności, funduje nam się na przykład ustawę o obrocie ziemią, że zamiast niezbędnego w każdym państwie wymiaru sprawiedliwości mamy w dalszym ciągu udzielne księstwa i nietykalnych książąt.

Wielkie łajdactwa małych ludzi zwykło się nazywać spiskową teorią dziejów, nazywać bezrefleksyjnie, bez przywiązywania wagi do znaczenia słów, a przecież owe działania i tak wielkimi łajdactwami małych ludzi pozostaną.

Awatar użytkownika
Vampircia
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 223
Zobacz teksty użytkownika:

Bolek, a sprawa polska

Post#2 » 2 mar 2016, o 21:47

Ostatnie dwa akapity spodobały mi się w szczególności. To przykre, ale prawdziwe.
Obrazek

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1033
Zobacz teksty użytkownika:

Bolek, a sprawa polska

Post#3 » 2 mar 2016, o 22:42

Kilka moich uwag ad rem:
1. Prezentujesz rozsądny i wyważony głos w publicznej, jakby nie było, debacie/ sprawie.
2. Generalnie mówiąc, w mojej ocenie sprawa w wymiarze "winny-niewinny" jest nie do rozstrzygnięcia, z uwagi na okopanie się obu stron (IPN vs. LW) na swoich, jakże krańcowych (!), stanowiskach. Ale wszyscy (naród w oczach świata, jak i sam LW) na tym tracimy wizerunkowo.
3. Nie byłoby może d z i ś tej całej sprawy, gdyby przeprowadzono wcześniej gruntowną i rzetelną lustrację (jak np. w Czechach), ale jak wiemy, rząd Olszewskiego, który przybierał się do tematu na poważnie, został w trybie awaryjnym odwołany.
4. Okrągły stół w moim odczuciu był jedynym wówczas możliwym bezkrwawym i wyczekiwanym przez naród (!!!) kompromisem. Nie powiem: zgniłym. Ale trudnym. Trudno sobie wyobrazić, nawet dziś (np. taki al-Asad w Syrii), że jakiś totalitaryzm, nawet taki u schyłku, oddaje dobrowolnie władzę swoim zajadłym, śmiertelnym wrogom. A wówczas komuniści oddali tak władzę. Ceną nie była przelana krew (jak np. w Syrii), ale powszechnie znane ustępstwa innego rodzaju ze strony opozycjonistów.
5. Sprawa Bolka, jako taka, jest dość odległa w czasie i de facto drugorzędna, a mnie z kolei, w przypadku potwierdzenia się teorii spiskowej dziejów, najbardziej interesowałoby przełożenie całej tej sprawy na kształtowanie się losów (elit) kraju po transformacji ustrojowej roku 89.
6. Podjąć działalność gospodarczą może każdy - to banalnie proste, gorzej jest ją utrzymać (podatki, ZUSy, te sprawy)
7. Ustawa o obrocie ziemią jest też potrzebna, zważywszy na ekspansję zagranicznego kapitału rolniczego w kraju i rolniczy "głód ziemi" w niektórych regionach Polski (żeby zwiększyć hodowlę stada, można ziemię jeno wydzierżawić (na cele paszowe), bo na sprzedaż gruntów ornych zwyczajnie już ni ma)
Matt C.

szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 2358
Zobacz teksty użytkownika:

Bolek, a sprawa polska

Post#4 » 3 mar 2016, o 20:26

Ross_Rabiaka pisze:Prezentujesz rozsądny i wyważony głos w publicznej, jakby nie było, debacie/ sprawie.
Myślę, że nie każdy podziela Twoje zdanie ;))

Ross_Rabiaka pisze:Nie byłoby może d z i ś tej całej sprawy, gdyby przeprowadzono wcześniej gruntowną i rzetelną lustrację (jak np. w Czechach), ale jak wiemy, rząd Olszewskiego, który przybierał się do tematu na poważnie, został w trybie awaryjnym odwołany.
Ktoś go przecież odwołał, chociaż w tym wypadku, kierując się bardziej przeczuciem niż logicznym rozumowaniem, nie ciskam gromów na głowę decydenta.

Ross_Rabiaka pisze:Okrągły stół w moim odczuciu był jedynym wówczas możliwym bezkrwawym i wyczekiwanym przez naród (!!!) kompromisem.
Że jedynym możliwym i wyczekiwanym przez naród, jestem skłonny się zgodzić, ale czy kompromisem? Na własny użytek nazywam to układem. Obie strony zyskały bardzo wiele, trzecia, naród - stracił.

Ross_Rabiaka pisze:Trudno sobie wyobrazić, nawet dziś (np. taki al-Asad w Syrii), że jakiś totalitaryzm, nawet taki u schyłku, oddaje dobrowolnie władzę swoim zajadłym, śmiertelnym wrogom. A wówczas komuniści oddali tak władzę.
No właśnie, trudno sobie wyobrazić. Wyciągnąłem wniosek w moim przekononiu oczywisty, że wróg ludowej władzy nie był ani zajadły, ani tym bardziej śmiertelny. I nie mam na myśli osób, które w Okrągłym Stole widziały swój własny interes, ale ogół - trzydzieści parę milionów całkiem rozsądnych ludzi.

Ross_Rabiaka pisze:Ceną nie była przelana krew, ale powszechnie znane ustępstwa innego rodzaju ze strony opozycjonistów.
Taka opinia zaboli całkiem liczne grono osób, tych wszystkich, którzy stracili bliskich w wyniku działań przestępczych. Ludzi zabitych przez sukcesorów aparatu bezpieczeństwa jest bardzo wielu i choć statystyki nie istnieją, choć pomika im nikt nie wystawi, tę właśnie krew należy uznać za przelaną w wyniku okrągłostołowych uzgodnień. To prawda, ofiar relatywnie niewiele było, jednak warto ku pamięci wspomnieć, świeczkę w sercu zapalić.

Ross_Rabiaka pisze:Sprawa Bolka, jako taka, jest dość odległa w czasie i de facto drugorzędna, a mnie z kolei, w przypadku potwierdzenia się teorii spiskowej dziejów, najbardziej interesowałoby przełożenie całej tej sprawy na kształtowanie się losów (elit) kraju po transformacji ustrojowej roku 89.
W ślad za Panem Marcinem Wolskim nazwałbym ową koncepcję "spiskową praktyką dziejów". :)) Kształtowanie się losów nie odbiegało od średniej "kształtowania się losów", średniej stałej w przestrzeni i czasie. Statystyczna kanalia miała i ma się zawsze lepiej od statystycznego człowieka o prawym charakterze.

Ross_Rabiaka pisze:Podjąć działalność gospodarczą może każdy - to banalnie proste, gorzej jest ją utrzymać (podatki, ZUSy, te sprawy)
To trochę tak jak z wolnością prasy w latach siedemdziesiątych. Też była zadekretowana. Czy coś z tego wynikało? Problem wolności gospodarczej jest naturalnie szerszy i więcej można w temacie napisać, teraz dodam jedynie, że nie podatki i ZUSy, ale brak prawa (w połączeniu z unijnymi "przepisami") jest powodem, dla którego twierdzę, że o żadnej wolności nie ma mowy. Duże korporacje stać na zespoły prawników, stać na procesy i kampanie w prasie. Średnich i małych nie stać.

Ross_Rabiaka pisze:Ustawa o obrocie ziemią jest też potrzebna, zważywszy na ekspansję zagranicznego kapitału rolniczego w kraju i rolniczy "głód ziemi" w niektórych regionach Polski (żeby zwiększyć hodowlę stada, można ziemię jeno wydzierżawić (na cele paszowe), bo na sprzedaż gruntów ornych zwyczajnie już ni ma)
Jednak odebranie prawa (na razie propozycja) dysponowania własnością nie powinna mieć miejsca z przyczyn zasadniczych.

Dziękuję Wam za dyskusję (słowa uznania - cieszą). Na uwagi czekam niecierpliwie.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1207
Zobacz teksty użytkownika:

Bolek, a sprawa polska

Post#5 » 3 mar 2016, o 21:19

Masz całkowitą rację Szczepanie. Ja nie zabieram głosu w takich dyskusjach, bo... (autocenzura).
Obrazek

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1033
Zobacz teksty użytkownika:

Bolek, a sprawa polska

Post#6 » 3 mar 2016, o 21:55

Nie wiem, czy dobrze robię, ale pociągnę temat jeszcze… Mam nadzieję, że bez urazy.

Że jedynym możliwym i wyczekiwanym przez naród, jestem skłonny się zgodzić, ale czy kompromisem? Na własny użytek nazywam to układem. Obie strony zyskały bardzo wiele, trzecia, naród - stracił.


Co do wyczekiwania… Nie wiem, czy słuchałeś w t e d y Radia Wolna Europa, jak niemal dzień w dzień trąbiło, kiedy to wreszcie dojdzie do tego Okrągłego Stołu. W domach po kątach szeptano, że taki Stół będzie wielkim przełomem. I był. Czy naród stracił? Tu nie do końca się z Tobą zgodzę. W perspektywie długofalowej, podsumowując bilans zysków i strat, zyskaliśmy, Tyrania komunizmu padła, a my zyskaliśmy wiele dobrodziejstw demokracji: wolność słowa, pluralizm polityczny, gospodarkę wolnorynkową, wycofanie armii okupantów – ZSRR, kres powszechnej inwigilacji, itd., aż po późniejsze wejście do struktur europejskich NATO i UE. To są niezaprzeczalne korzyści cywilizacyjne. Spójrz, co się dziś dzieje na Ukrainie i Białorusi. Jakie niedobory tych korzyści odczuwają obywatele tych państw. Wydaje mi się, że moglibyśmy być teraz na ich poziomie rozwoju, gdyby nie tamten przełom.


No właśnie, trudno sobie wyobrazić. Wyciągnąłem wniosek w moim przekononiu oczywisty, że wróg ludowej władzy nie był ani zajadły, ani tym bardziej śmiertelny. I nie mam na myśli osób, które w Okrągłym Stole widziały swój własny interes, ale ogół - trzydzieści parę milionów całkiem rozsądnych ludzi.


Nasze społeczeństwo w mojej ocenie było jednak wrogiem (w oczach i dla tamtego) totalitaryzmu, co pokazał np. stan wojenny. Nie masz niepodważalnej gwarancji, że gdyby nie kompromis okrągłostołowy, scenariusz wojenny by się nie powtórzył.

Taka opinia zaboli całkiem liczne grono osób, tych wszystkich, którzy stracili bliskich w wyniku działań przestępczych. Ludzi zabitych przez sukcesorów aparatu bezpieczeństwa jest bardzo wielu i choć statystyki nie istnieją, choć pomika im nikt nie wystawi, tę właśnie krew należy uznać za przelaną w wyniku okrągłostołowych uzgodnień. To prawda, ofiar relatywnie niewiele było, jednak warto ku pamięci wspomnieć, świeczkę w sercu zapalić.

Masz rację, ofiary potransformacyjne oczywiście były. I oddajmy im należną cześć i hołd. Mi chodziło bardziej o skalę liczbową tych ofiar w porównaniu do masowych mordów dokonywanych przez inne totalitaryzmy (gdzie nie było Stołu, jak u nas), chcące utrzymać się (w fazie schyłkowej ich totalitaryzmu) u władzy za wszelką cenę, jak miało to miejsce, czy to w Syrii, czy w Libii.


To trochę tak jak z wolnością prasy w latach siedemdziesiątych. Też była zadekretowana. Czy coś z tego wynikało? Problem wolności gospodarczej jest naturalnie szerszy i więcej można w temacie napisać, teraz dodam jedynie, że nie podatki i ZUSy, ale brak prawa (w połączeniu z unijnymi "przepisami") jest powodem, dla którego twierdzę, że o żadnej wolności nie ma mowy. Duże korporacje stać na zespoły prawników, stać na procesy i kampanie w prasie. Średnich i małych nie stać.

Z praktyki zawodowej Ci powiem tylko tyle, że nie musisz utrzymywać armii prawników (jak wspomniane korporacje), by prowadzić sobie indywidualną działalność gospodarczą, osiągając niezłe wyniki, utrzymując rodzinę, żyjąc na dość wysokim poziomie. Warunek, że masz dobry jakościowo produkt i klienta, który go regularnie nabywa. Znam wielu takich przedsiębiorców, którzy robią swoje i korzystają z wolności gospodarczej. Na temat unijnych przepisów też nie ma co narzekać. Powiem Ci tak – dla myślących przedsiębiorców programy Wspólnotowe są dobrodziejstwem, z którego wielu korzysta regularnie, pozyskując dotacje na rozwój swoich MŚP.


Jednak odebranie prawa (na razie propozycja) dysponowania własnością nie powinna mieć miejsca z przyczyn zasadniczych.

Nie bardzo rozumiem, kto komu ma odebrać prawo… Państwo rolnikom? Rozwiń, jeśli masz chęć i czas.
Matt C.

szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 2358
Zobacz teksty użytkownika:

Bolek, a sprawa polska

Post#7 » 3 mar 2016, o 22:46

Radio WE? Pewnie, że słuchałem. Miło sobie przypomnieć. U mnie w domu również szeptano o wielkim przełomie. W drugiej połowie 1989 roku, a potem przez kilka kolejnych lat byłem głęboko przekonany, że jest to prawda. Zdania nie zmieniłem z dnia na dzień. Zdanie zmieniałem wraz z tym, kiedy jedna władza za drugą zaczęły nam powoli odbierać osobistą wolność, pozbawiać prawa własności, ingerować w życie prywatne, kiedy gospodarkę rynkową trafił szlag, kiedy wolność prasy sprowadziła się do wzajemnego ostrzału (albo opluwania) przez poszczególne grupy interesu... czy muszę wymieniać wszystkie patologie ostatniego dwudziestolecia?

Nie jestem zwolennikiem porównań do Białorusi czy Ukrainy. Takie porównania są o tyle zwodnicze, że zawsze możesz dać przykład krajów zamożnych i powiedzieć, że gdyby nie zła wola ludzi sprawujących władzę, mielibyśmy sytuację znacznie lepszą niż ta, którą mamy obecnie. Ten sposób myślenia dobrze sprawdza się na polu literatury (niektórzy mawiają "historia alternatywna"), jednak tu i teraz lepiej stać czterema kopytami na twardym gruncie. Nie jesteśmy Białorusią, a Białoruś nie jest Polską.

Nasze społeczeństwo w mojej ocenie było jednak wrogiem tamtego totalitaryzmu, co pokazał np. stan wojenny. Nie masz niepodważalnej gwarancji, że gdyby nie kompromis okrągłostołowy, scenariusz wojenny by się nie powtórzył.
Było niezaprzeczalnie wrogiem, chociaż ja wolę kłaść nacisk na dobre strony ludzkiej natury, na potrzebę wolności, na coś, co w Pierwszej Rzeczpospolitej wyrażano słowami "Eques polonus sum magis aestimans libertatem quam vitae". Układ (jednak wolę to słowo) przy okrągłym stole z perspektywy ćwierćwiecza oceniam jako coś bardzo oczywistego - absolutnie nikt z obradujących nie miał interesu w konfrontacji. Na dogadaniu się wszyscy (z wyjątkiem szarych ludzi) zyskiwali krocie. Moje stanowisko w znacznej mierze ukształtowała książka pana Zbigniewa Bujaka "Przepraszam za solidarność". W roku 88 wladza zdała sobie sprawę, że sama na szerokie wody nie wypłynie, a opozycja zrozumiała, że zaczyna tracić poparcie. Oni po prostu musieli zrobić to, co zrobili.

Przy okazji stanu wojennego, ogólniej kwestii represji, pozwolę sobie na mały wtręt. Władze PRLu oceniam negatywnie, jednak twierdzę, że wszelkie porównania ekip rządzących (tych z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych) z kreaturami w rodzaju Honeckera czy Ceausescu są krzywdzące nie tylko dla poszczególnych ekip, ale dla narodu jako całości. Sforułowania, że po prostu mieliśmy więcej szczęścia jest spłycaniem sprawy aż do bólu. My mieliśmy swoją historię, swój dorobek intelektualny, swoją tradycję i dlatego wydarzenia potoczyły się tak, a nie inaczej.

...jak miało to miejsce, czy to w Syrii, czy w Libii.
Po co tak daleko szukać? Bałkańskie przykłady aż nadto są wymowne.

Znam wielu takich przedsiębiorców, którzy robią swoje i korzystają z wolności gospodarczej. Na temat unijnych przepisów też nie ma co narzekać. Powiem Ci tak – dla myślących przedsiębiorców programy Wspólnotowe są dobrodziejstwem, z którego wielu korzysta regularnie, pozyskując dotacje na rozwój swoich MŚP.
Swoją opinię opieram właśnie na opiniach przedsiębiorców, nie tych, którzy zbankrutowali, ale tych, którzy działają na rynku, mają co do garnka włożyć i mają gdzie mieszkać. Do mnie trafia to, co napisał pan Milton Friedman i w świecie rządzącym się takimi a nie innymi zasadami chciałbym żyć. Jak na razie marzenia moje odległe od spełnienia, jednak kiedy kilka miesięcy temu zobaczyłem swojego syna, jak czyta "Wolny wybór" (nie namawiałem, nie zachęcałem) a potem rozmawialiśmy i widzałem, że to do niego trafia, pomyślałem: kropla drąży skałę, świat ewoluuje. Czy wszystkie zmiany iść muszą ku gorszemu?

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1033
Zobacz teksty użytkownika:

Bolek, a sprawa polska

Post#8 » 3 mar 2016, o 23:43

Może bez cytowania tym razem. Wydaje mi się, że spiszemy protokół rozbieżności co do naszego postrzegania Okr. Stołu i pozostaniemy przy swoich ocenach.
1. Ty, jeśli Cię dobrze rozumiem, uważasz, że Okrągły Stół był naturalną koleją rzeczy w ówczesnych realiach i swego rodzaju determinizmem dziejowym. Ja stoję na stanowisku, że wcale tak nie było, ponieważ w moim odczuciu ten przełom to była jednak konfrontacja, próba sił i swoisty poker polityczny, rozgrywany przez dwie strony sceny społecznej, zakończony takimi, a nie innymi, pewnymi ustaleniami.
2. Podobnie negatywnie oceniasz ostatnie ćwierćwiecze, zwł. pod kątem rozwoju kraju - ja z kolei dostrzegam duży skok cywilizacyjny kraju, będący pokłosiem tamtych zmian potransformacyjnych, skok, który jest konsekwencją rodzących się wówczas w bólach przemian ustrojowych. Te przemiany to był zainicjowany proces, sinusoida postępu, która ostatecznie wyniosła nasz kraj, w moim odczuciu, ponad przeciętność i usytuowała go wśród państw wysoce perspektywicznych gospodarczo i liczących się w regionie.
3. Przez te niemal 30 lat po Okr. Stole, bez względu na to, kto by nie rządził, myślę, że jednak nie mieliśmy szans doszlusować do poziomu krajów Starej Unii - za duże były zaszłości historyczne, rozwojowe (śmieszne PKB per capita, niedofinansowana gospodarka itp. - wystarczy tylko popatrzeć, ile mld euro wpompowano w dawne NRD, aby dorównało do poziomu NRF). Ale to już nie "historia alternatywna" pojechać na Białoruś i w Mińsku dostać pałką od m i l i c j a n t a za tzw. miłość do ojczyzny. Tam nie pogadalibyśmy sobie, tak jak tu i teraz. Doceń to.
4. Widocznie znamy różnych przedsiębiorców. Ty rozmawiasz z utyskującymi na biedę (a może to polska narodowa przywara?), ja znam takich, którzy korzystali z unijnych programów, np. Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka, z dotacji PARP, z PO Kapitał Ludzki, Funduszu Spójności i in. instrumentów wsparcia. Zaabsorbowali grube miliony, doposażyli firmy, stworzyli wiele miejsc pracy. Widzę z drugiej strony umaszynowioną polską wieś, widzę drogi ekspresowe i autostrady, których nie było w moim dzieciństwie, widzę stadiony klasy światowej, ludzie mogą bezpłatnie wchodzić w programy reorientacji zawodowej, czyli zdobywać nowe zawody i kwalifikacje, bez paszportu mogę pojechać prawie na koniec Europy - ech... można mnożyć przykłady beneficjentów przemiany ustrojowej...
I... z tego się cieszę, bo to są namacalne dowody eksplozji tego rozwoju, którego by nie było oczywiście bez iskry, jaką dał Okr. Stół.
Matt C.

szczepantrzeszcz
Komentator Miesiąca
Komentator Miesiąca
Posty: 2358
Zobacz teksty użytkownika:

Bolek, a sprawa polska

Post#9 » 4 mar 2016, o 09:02

W kwestii formalnej: druga połowa czwartego punktu winna się znaleźć w punkcie drugim.

Protokół rozbieżności jest trafny, choć niepełny. Zastrzeżenia mam jedynie do punktu czwartego. Ludzie, z którymi dyskutuję, podobnie jak Ty i ja, cieszą się z dróg, stadionów i korzystają (w bardzo ograniczonym zakresie) z programów UE. Wcale nie utyskują na biedę. Są zadowoleni z życia, a Polskę postrzegają, podobnie jak Ty i ja, jako państwo wysoce perspektywiczne gospodarczo i liczące się w regionie. Nie zmienia to negatywnej oceny działań tych, którzy Rzeczpospolitą władają, nie zmienia to skrajnie negatywnej oceny instytucji nazywanej Unią Europejską. Możemy taki stan rzeczy wrzucić do szuflady z napisem "polskie wady narodowe", jednak podobne postawy dostrzegam u sąsiadów i uważam je za konstruktywne. Jeżeli dostatecznie duża liczba osób będzie domagać się prostych i jasnych przepisów, zrozumiałych dla ogółu, nie jest wykluczone, że w perspektywie dekady lub dwóch zamiast totalnej rozpierduchy nastąpi poprawa sytacji.

Najistotniejszym punktem rozbieżności, jaki należałoby wymienić, jest stan polskiego prawa. Z mojego punktu widzenia, nie jest to żadne prawo, tylko cyrk na kółkach i moje pragnienie zmian dotyczy przede wszystkim tej zasadniczej sfery ludzkich działań, zarówno na terenie Polski jak i państw ościennych.

W swoich esejach o Średniowieczu usiłuję pokazać upadek rzymskiego Imperium jako upadek prawa. Mówiąc bardziej łopatologicznie Rzymianie nie zostali podbici przez Germanów. Rzymianie (mam na myśli szarą masę przeciętnych Rzymian) poszli za Germanami, bo ci oprócz siły dawali lepsze, zrozumiałe dla ogółu prawo. Ale Germanie (nawet koniec końców Genzeryk w osobie własnej) czuli się Rzymianami, podziwiali i na swój sposób kochali Imperium Romanum. Paralele do obecnej sytuacji po obu stronach Atlantyku widzę jasno i wyraźnie. Najgorsze jest to, że nie dostrzegam żywiołu, którym przed dwoma tysiącami lat były ludy Germańskie. Dziś prawdziwych Germanów już nie ma. Boję się, po prosu się boję.

Na zakończenie chciałem wyrazić coś pośredniego pomiędzy satysfakcją a zadowoleniem. Artykul jakby nie patrzeć dotyczył wydarzeń i emocji związanych z tym, co znaleziono w rezydencji państawa Kiszczaków. W pierwszym wpisie podkreślałem, że wydarzeniom owym nie należy przypisywać zbyt wielkiej rangi, nawet tytuł starałem się dobrać adekwatny do treści. Kierunek i charakter naszej dyskusji wydają tę tezę potwierdzać.

Mizantropia
użytkownik nieaktywny
Posty: 13
Zobacz teksty użytkownika:

Bolek, a sprawa polska

Post#10 » 24 mar 2016, o 17:35

Zdecydowanie wyważony i merytoryczny komentarz.

Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości