Multiwszechświat

Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.
Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 991

Multiwszechświat

Post#1 » 17 maja 2016, o 20:37

Według Teorii Everetta istnieje nieskończona liczba równoległych wszechświatów, które nie komunikują się ze sobą, są od siebie całkowicie niezależne. Każde zdarzenie, które może zaistnieć, wydarzy się w którejś z alternatywnych rzeczywistości. Każda możliwość wyboru kreuje kolejny świat. Żyjemy w jednym, spośród tej niewyobrażalnej liczby Wszechświatów.

Wydaje się jednak, że można zrobić tu nieco inne założenie, jeszcze bardziej kolidujące z klasycznym pojmowaniem świata, rzeczywistości i naszego w tym usytuowania. Tu i teraz, „na jawie”, w ramach naszej świadomości, naszego ego, żyjemy jednocześnie w wielu światach, choć liczba ich w porównaniu z ilością wynikającą z teorii światów równoległych Everetta (praktycznie nieskończona), w tym przypadku jest ograniczona (choć nie wiem do jakiej wielkości). Na co dzień nie dostrzegamy takiego zjawiska, przede wszystkim dlatego, że nie jesteśmy do tego przygotowani kulturowo; mamy bardzo silnie ograniczony paradygmat pojmowania otaczającej rzeczywistości, de facto zdeterminowany Newtonowskim ujęciem czasu, przestrzeni i materii, co w konsekwencji kształtuje nasz język, międzyludzką komunikację i cały światopogląd /wg B.L.Whorfa/. W teorii zostało to już przekroczone (Einstein, fizyka kwantowa), ale w życiu codziennym w dominującym stopniu nadal warunkuje nasze myślenie.

Światy mogą różnić się minimalnie między sobą. Na przykład: położeniem atomu w obudowie laptopa na którym piszę te słowa, jednym płatkiem śniegu na biegunie (niekoniecznie ziemskim), przesunięciem o ułamek milimetra jednego ziarnka piasku na powierzchni Marsa, brakiem jednego (a może dwóch) elektronu w Mgławicy Andromedy. Nigdy tego nie zweryfikujemy, choć teoretycznie jest to w polu naszego widzenia, naszej świadomości, naszych zmysłów (ewentualnie wzmocnionych skonstruowanymi przez nas przyrządami). Z punktu widzenia postrzegania i realności to nasz świat, świat materialny, fizyczny. Ale nie do końca, bo w „naszym świecie” Mgławica Andromedy ma jednak o jeden elektron więcej. Czyli jednak nie „nasz”, są tu już dwa światy; tylko ani dowieść, ani zaprzeczyć temu nie możemy. A wszystkie one są materialne, lecz czymże w końcu jest nasza materia; może to tylko „wymyślone na progu Starożytności nic nie znaczące słowo, przed którym klękamy od czasu, gdy przestaliśmy wierzyć w innych bogów”? /Adam Snerg-Wiśniewski/

Ale różnice występują też w rejestrowalnej przez nas makroskali. Ileż to razy byliśmy pewni, że coś powinno leżeć w danym miejscu – a nie leży, coś na pewno wiedzieliśmy – a nie wiemy, na pewno zaszło jakieś wydarzenie – a bieżące fakty temu przeczą. Wspomniane uwarunkowania, bezwładność, przyzwyczajenie, lenistwo umysłowe, wychowanie, presja środowiska, natychmiast usłużnie podsuwają nam gotowe wyjaśnienia: zapomnieliśmy, pomyliliśmy się, nieporozumienie, zwykła sugestia etc. Albo łączą mentalnie te światy różnych zdarzeń, znajdując ku temu logiczne uzasadnienie, błyskawicznie zacierając ostre kanty, które do siebie nie przystają. I nie zastanawiamy się już nad tym. Bo przecież tak drobny fakt, że ołówek leży nie tam gdzie go wczoraj położyliśmy, nie może stanowić podstawy do konstruowania całego, nowego Wszechświata. Jest tylko jeden Świat. Lecz być może łacińskie „universum” – co można tłumaczyć jako „zwrócony ku jedności” /Św. Augustyn/ – nie odnosi się do zewnętrznego Wszechświata, nie jest jego określeniem jako fizycznego tworu czy struktury, ale ujmuje tylko nasz sposób czy tendencję jego postrzegania. Nie jest rzeczownikiem, lecz syntezą czasownika i przymiotnika. Czasownika – określającego czynność, proces - naszą percepcję oraz przymiotnika opisującego jedną jego cechę (tylko że już nie naszego pojedynczego Wszechświata, lecz tzw. Multiwszechświata, złożonego ze wszystkich możliwych wszechświatów) tj. możliwość ujmowania jego jednego przypadku czy aspektu odbijającego się w pojedynczej, ludzkiej świadomości.

Mamy więc jeden Wszechświat, będący odzwierciedleniem, jednym z niezliczonych odzwierciedleń Multiwszechświata. Ale to moje, subiektywne jego odbicie w mojej świadomości. Tylko ja je postrzegam. Twoje jest inne. Może różni się jednym listkiem na drzewie w parku, w którym kiedyś się spotkamy i spacerując, będziemy rozmawiać o światach równoległych. I może wtedy zdamy sobie sprawę, że każdy z nas idzie we własnym świecie (skoro jest ich nieskończona liczba, to po cóż tłoczyć się w jednym?), że każdy z nas dźwiga (nie zważając na ich ciężar) miliardy własnych galaktyk. A jeśli uświadomimy sobie że to, co nazywamy światem, to tylko elektryczne sygnały w naszym mózgu o napięciu ułamków volta, to łatwiej będzie je nam dźwigać. I gdzieś, w jednym ze światów, te nasze własne, subiektywne światy spotykają się, przenikają i zazębiają, tworząc wspólna płaszczyznę, na której możemy się porozumiewać i wspólnie cieszyć obrazem jednej, wspólnej rzeczywistości (oczywiście pod warunkiem, że nie będziemy liczyć listków na drzewach o atomach nie wspominając).

Ten tzw. „obiektywny” Wszechświat w którym wspólnie spacerujemy i dyskutujemy, jest tylko (albo aż) wypadkową praktycznie nieskończonej liczby subiektywnych Wszechświatów, Wszechświatów realnie istniejących (nie ma to nic wspólnego z solipsyzmem w ujęciu sofisty Gorgiasza), materialnych, fizycznych – oczywiście w naszym pojęciu, a innym na razie raczej nie dysponujemy, choć dałoby się takowe znaleźć, np. u niektórych szczepów Indian – a w jaki sposób zachodzi to połączenie, tego wyjaśnić dziś nie potrafimy. Objęcie myślą i zrozumieniem Multiwszechświata też chyba się nie uda, choć werbalnie już do tego dobrnęliśmy. Ale może jest szansa: jeśli powściągniemy zjawiska świadomości, czyli przerwiemy połączenie między nami a naszym światem, tylko tym jednym jedynym, subiektywnym światem, to znajdziemy się w swojej prawdziwej naturze (przynajmniej tak uczą „Jogasutry” Patańdżalego) i może będziemy zdolni stać się inną jednością. Jednością z Multiwszechświatem.

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4896

Multiwszechświat

Post#2 » 17 maja 2016, o 20:53

Pamiętam twoją rozmowę z kimś o równoległych wszechświatach (pardon na twojego rozmówcy, nick wyleciał mi z głowy), była bardzo ciekawa i czekałam, aż gdzieś rozwiniesz temat.

A jeśli uświadomimy sobie że to, co nazywamy światem, to tylko elektryczne sygnały w naszym mózgu o napięciu ułamków volta
wolta

Nie jestem zagłębiona w temat, choć o nim słyszałam, ale wiadomo, że to nigdy dość, by nań dyskutować. Dla mnie tekst łączy przyjemne z pożytecznym - przyjemna lektura, a jednocześnie porcja wiedzy. Zaciekawiła mnie wzmianka o Indianach - rozwinąłbyś temat? Jak to jest, że postrzegają w jakiś sposób multiwszechświaty, a my nie?
Swoją drogą mi chyba bardziej podoba się określenie wieloświat, choć pewnie jest uboższe w pewien sposób; multiwszechświaty brzmią tak bardzo... nieskończenie.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 991

Multiwszechświat

Post#3 » 17 maja 2016, o 21:53

Dziękuję Camenne za wizytę.

Zaciekawiła mnie wzmianka o Indianach - rozwinąłbyś temat? Jak to jest, że postrzegają w jakiś sposób multiwszechświaty, a my nie?

W Przypadku Indian nie chodziło o postrzeganie Multiwszechświata czyli jakiejś olbrzymiej liczby innych światów, lecz pojedynczego, innego świata materialnego, różnego od naszego.
Kiedyś zapisałem to w takiej formie:

Rozróżnienie między światem zewnętrznym i wewnętrznym (subiektywnym) jest czymś umownym, wynikającym z tradycji/umowy/niewiedzy; nie istnieje w rzeczywistości. Wg Jogasutr jedne i drugie są tylko (albo aż) funkcją umysłu. Świat „zewnętrzny” nie jest „bardziej realnie” niż np. światy tworzone w wyobraźni. Odbicie Księżyca w wodzie jest może tylko odbiciem, ale jego znaczenie czy „waga” tego odbicia dla świadomości jest taka sama jak tej wielkiej bryły materii wiszącej prawie czterysta tysięcy kilometrów nad naszą głową. Ale przecież Kant nam zaraz powie, że widzimy tylko fenomen Księżyca, nie mając pojęcia o noumenie, a Platon przypomni o swojej jaskini i że gapimy się bezwolnie w odbicia tego, co nam raczą pokazać. A mędrcy hinduscy dodadzą, że to co obserwujemy, cały Wszechświat, znajduje się tylko w umyśle a nie w Rzeczywistości. Czyli właściwie powiedzieliśmy niewiele nowego (w zasadzie przedstawiając tylko inny sposób klasyfikacji zjawisk świadomości), a że na co dzień o tym nie pamiętamy, to już nasza sprawa.

Ale czy można wyobrazić sobie światopogląd przeciwstawny naszemu, to znaczy taki, w którym prawdziwym i realnym jest świat subiektywny, a to, co my uznajemy za świat realny, obiektywny – nie istnieje naprawdę? Można. Taki światopogląd zresztą istnieje.

To fascynujący temat. Istnieje tu świetna książka: ”Marcahuasi – Kuźnia Bogów” Roman Warszewski Warszawa 2001
Pozwolę sobie przytoczyć z niej fragment, który mnie najbardziej zafascynował /pogrubienie moje/:

„ - Czy Indianie wiedzą,gdzie kończy się rzeczywistość, a gdzie zaczynają halucynacje? - zapytałem.
Filigranowa postać prof. Marii Rostworowskiej ginęła za szerokim blatem biurka. Od 60 lat badając wspólnoty Indian andyjskich z problemem , co realne, a co nierzeczywiste stykała się co dzień.
Wiedzą - powiedziała bez wahania. - Dla Indian właśnie nasz świat jest całkiem nierealny. Bardziej rzeczywiste jest dla nich to, co im się śni, niż fakt, że Lima jest stolicą Peru i że kraj ten za dzień, za dwa może toczyć wojnę z Ekwadorem.
A czy dorosłemu mężczyźnie może nagle się wydać, że zniknęła wielka skała?
Naturalnie. I dla niego jest to całkiem realne. Bo on jest o tym przekonany, a to ma wpływ na to, co czuje i robi. Indianom skały giną codziennie. Zmieniają się w zwierzęta, a zwierzęta przeradzają się w kamienie. Można powiedzieć, że rzeczywistość Indian jest subiektywna. Ale rzeczywistości niesubiektywnych po prostu nie ma ...


To nie jest zwyczajne, kolejne przedstawienie (a właściwie potwierdzenie) znanej tezy o względnej realności naszego świata i jej zależności od obserwatora. Nie neguje też realności świata. Próbuje tylko inaczej ją określić, inaczej określić to, co uznajemy za realne a realnym staje się świat subiektywny. Jest to jeden z przykładów na to, że nasz światopogląd nie jest bynajmniej jedyny. I jego słuszność jest rzeczą względną. A inna percepcja Rzeczywistości może funkcjonować nie tylko w teorii.

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 859

Multiwszechświat

Post#4 » 18 maja 2016, o 09:15

Z tymi przedmiotami nie na swoim miejscu...to ja miałam takie doświadczenie, w Białce Tatrzańskiej...kupę lat temu.Przyjechaliśmy sobie na wczasy,Białka nie była wówczas zbyt znana,też mieliśmy nocleg w formie wynajętego pokoju u gospodarza.I wchodzę do tego pokoju i zaraz centralnie na wprost drzwi,na ścianie,wisi obraz.Ale, że mieliśmy okolicę zwiedzać, to tylko zanotowałam w myślach,że mam obraz ściągnąć ze ściany jak wrócimy,bo był nad łóżkiem,a ja tego nie cierpię.Zawsze może spaść hehe...wracamy ze zwiedzania okolicy,wchodzimy do pokoju,a obrazu nie ma.Najpierw się wkurzyłam, że właściciel do pokoju nam wszedł,ale szybko wkurzenie zamieniło się w szok, aż mi ciarki mi po plecach przeszły, bo na ścianie nie było śladu, że w ogóle coś mogło wisieć. Jak nawiedzona szukałam w ścianie dziury, ew. śladu kleju, no i oczywiście wydało się, że obraz widziałam tylko ja.Mogłabym to na zwidy zwalić, gdyby nie to,że obraz się znalazł.Leżał na szafie, gdy kładliśmy tam walizkę, to został zauważony, cały w kurzu,ale to był ten obraz, który widziałam.Kiedyś pewno wisiał na tej ścianie...być może idąc tokiem tego tekstu...w innym świecie.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 991

Multiwszechświat

Post#5 » 18 maja 2016, o 14:24

Anna Nazabi pisze:Kiedyś pewno wisiał na tej ścianie...być może idąc tokiem tego tekstu...w innym świecie.

To możliwe. Możliwe jest również, że nastąpiło jakieś przesunięcie w czasie i przy pierwszym wejściu obserwowałaś scenę z przeszłości, a może również sama zostałaś na krótką chwilę przeniesiona w przeszłość.

Piotrek84
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 163

Multiwszechświat

Post#6 » 26 maja 2016, o 14:56

Dobry tekst i skłania do przemyśleń.
Zwłaszcza zainteresował mnie i skłonił do głębszej refleksji poniższy fragment, choć wiem, że moje przemyślenia mogą odbiegać od toku Twego rozumowania:
Gorgiasz pisze:„Ten tzw. „obiektywny” Wszechświat w którym wspólnie spacerujemy i dyskutujemy, jest tylko (albo aż) wypadkową praktycznie nieskończonej liczby subiektywnych Wszechświatów, Wszechświatów realnie istniejących”

Zacznę od wątpliwości:
Już od dawna zastanawiałem się czy można bezwzględnie postanowić co jest prawdą, a co nią nie jest w otaczającej mnie rzeczywistości. Wiem, że mogę zakwestionować niemal wszystko, nawet to, że istnieję. W tym ujęciu cały mój światopogląd jest jedynie projekcją bezzasadną. Skoro nie ma prawdy obiektywnej, do której zawsze mógłbym się odwołać na zasadzie kartezjańskiego „myślę wiec jestem”, to jaki sens ma moje życie? Nie potrafię odnaleźć prawdy w otaczającej mnie rzeczywistości, idea Boga już się wypaliła. Nie wiem czy uwarunkowania, które mnie stworzyły, były losowe, czy wszechświat z całą swą przeraźliwą objętością stworzył mnie w jakimś określonym celu, czy jestem tylko istotą pozbawioną znaczenia, dryfującą efemerydą w oceanie bezsensu?
Tego typu pytania czy wątpliwości prowadzą do powstania rzeczywistości jaką znamy. W końcu kłamstwo powtarzane po tysiąckroć staje się prawdą. Rzecz, która jeszcze przed wiekiem uznawana była za prawdę „obiektywną”, dziś jest już tylko nic nie znaczącą ideą, o której możemy przeczytać w Internecie. Żyjemy więc w oceanie świadomości, a w miarę rozwoju techniki (telewizji i Internetu) nasza odrębność zanika, a dzieje się to samoczynnie, abyśmy mogli lepiej dostosować się do otoczenia i przetrwać. Możesz być klaunem w cyrku, ale jeśli cyrk odjedzie, a ty wciąż będziesz klaunem, nie przetrwasz. Musisz się dostosować, bo zginiesz, albo zostaniesz wyśmiany.
Globalizacja zamierza uczynić z nas jeden rodzaj ludzki uwięziony we „wspólnocie” świadomości zaprogramowanej w określonym sposób, odporny na wszelkie objawy szaleństwa, zboczenia.Ekscentryzm jest dziś piętnowany. W rzeczywistości obiektywnej, w której przyszło nam żyć, rodzić się i umierać, nie ma miejsca dla transcendencji. „Wypadkowość” świata dość szybko zanika. Nasze dawne indywidualne spojrzenie na świat już w dzieciństwie zostaje poddane ciężkiej próbie, chociażby w konfrontacji z wizerunkiem Myszki Miki. Wspólna płaszczyzna, w której możemy się porozumiewać jest dziś niebywale destruktywna dla naszych subiektywnych światów.
Ale czy jeszcze można wyjść poza kulturowy nawias, albo jeszcze o wiele dalej: poza człowieczeństwo? Wciąż wierzę, że można.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014 i Autor Lata 2018
Posty: 991

Multiwszechświat

Post#7 » 26 maja 2016, o 21:56

Już od dawna zastanawiałem się czy można bezwzględnie postanowić co jest prawdą, a co nią nie jest w otaczającej mnie rzeczywistości.

Nie można.

Wiem, że mogę zakwestionować niemal wszystko, nawet to, że istnieję.

Możesz zakwestionować. Siebie i innych. Inni mogą analogicznie.

W tym ujęciu cały mój światopogląd jest jedynie projekcją bezzasadną.

Projekcją – tak. A czy bezzasadną? Nie wiadomo. Najpierw należałoby określić, co jest zasadne, a co nie, oraz czym jest zasadność. Słowa wszędzie zastawiają pułapki.

Skoro nie ma prawdy obiektywnej, do której zawsze mógłbym się odwołać na zasadzie kartezjańskiego „myślę wiec jestem”, to jaki sens ma moje życie?

A dlaczego sens życia ma się odwoływać do prawdy obiektywnej” A nie może do subiektywnej? Albo w ogóle do czegoś innego (innego pojęcia)? Na przykład piękna czy mądrości? Cortazar kiedyś napisał piękną frazę: „Ale miłość, takie słowo... „. Można sparafrazować.
A z tym „myślę, więc jestem” to taka hasłówka, często powtarzana i rzadko rozumiana. Zawiera dwa błędy logiczne. Pierwszy: należałoby najpierw udowodnić, że podmiot (Descartes na przykład) rzeczywiście myśli, a drugi – że jeśli coś/ktoś myśli, to istnieje. Przecież to są dowolne założenia.

Nie potrafię odnaleźć prawdy w otaczającej mnie rzeczywistości,

Poszukaj czegoś innego. Obrazek

Nie wiem czy uwarunkowania, które mnie stworzyły, były losowe, czy wszechświat z całą swą przeraźliwą objętością stworzył mnie w jakimś określonym celu, czy jestem tylko istotą pozbawioną znaczenia, dryfującą efemerydą w oceanie bezsensu?

Pociesz się, że nikt tego nie wie. Osobiście przychylam się do pierwszej konkluzji.

W końcu kłamstwo powtarzane po tysiąckroć staje się prawdą.

No właśnie. I wielu odrobiło tę lekcję. Zbyt wielu.

Możesz być klaunem w cyrku, ale jeśli cyrk odjedzie, a ty wciąż będziesz klaunem, nie przetrwasz.

Bardzo ciekawa i trafna myśl.

Globalizacja zamierza uczynić z nas jeden rodzaj ludzki uwięziony we „wspólnocie” świadomości zaprogramowanej w określonym sposób, odporny na wszelkie objawy szaleństwa, zboczenia.

Przede wszystkim odporny na myślenie. Coraz częściej można też przeczytać czy usłyszeć, że w jakiejś dziedzinie i czy jakiejś sprawie bierze udział „czynnik ludzki”, który zresztą z reguły okazuje się być najsłabszym ogniwem, czyli najlepiej go zminimalizować, ominąć, wyrugować, czymś zastąpić. Nie używa się określenia „człowiek” czy „ludzie”, ale „czynnik ludzki”.

Ekscentryzm jest dziś piętnowany.

Zawsze tak było.

W rzeczywistości obiektywnej, w której przyszło nam żyć, rodzić się i umierać, nie ma miejsca dla transcendencji.

Rozumiem co chcesz powiedzieć, ale ta „obiektywność” może być różnie interpretowana przez różne osoby czy środowiska.

Wspólna płaszczyzna, w której możemy się porozumiewać jest dziś niebywale destruktywna dla naszych subiektywnych światów.

Też chyba zawsze tak było. Ale dzisiaj, po części dzięki rozwojowi nauki i jednak szerszemu światopoglądowi, częściej się o tym mówi.
Jeśli jednak podejdziemy do niej właśnie z subiektywnego, indywidualnego punktu widzenia jako do czegoś, co można spożytkować w formie swoistego narzędzia, przedmiotowo, to chyba nic złego się nie stanie.

Ale czy jeszcze można wyjść poza kulturowy nawias, albo jeszcze o wiele dalej: poza człowieczeństwo? Wciąż wierzę, że można.

Znów: czym jest człowieczeństwo? Ujmując rzecz ogólnie, to może należałoby nie tyle poza nie wychodzić, ale doń wrócić. Spróbować określić je na nowo, korzystając z tego, co zostało już osiągnięte (powiedziane) w tym zakresie, ale co nasza współczesna rzeczywistość nader często lekceważy i omija, wmawiając ludziom, że to dla ich dobra.

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 859

Multiwszechświat

Post#8 » 26 maja 2016, o 22:23

Piotrek, po tym co napisałeś, co pisze Gorgiasz, czuję się lepiej, są jeszcze ludzie którzy nie dadzą z siebie zrobić tylko definicji. To jest pokrzepiające.I ja wierzę, że kiedyś ogarnę jak to wszystko działa.

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Multiwszechświat

Post#9 » 26 maja 2016, o 22:47

Bardzo ciekawie się czyta Waszą dyskusję. Dodam od siebie, że czytałem kiedyś, iż na przykład osławione UFO to nic innego, jak ludzie z przyszłości, którzy z wiadomych sobie celów "zaplątali się" w nasze czasy w swoich statkach powietrznych. Tym bardziej mnie to zdziwiło, bo zawsze sądziłem, że UFO to obcy, jacyś tam kosmici.
Nie mam takiej filozoficznej wiedzy jak Ty Gorgiaszu, więc tylko podczytuję sobie z zaciekawieniem. Dla mnie jako katolika, tajemnica Wszechświata tkwi w tym, że jest to dzieło Boga. Jest to tajemnica wiary, aksjomat. I tego się trzymam :)
Matt C.

Piotrek84
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 163

Multiwszechświat

Post#10 » 27 maja 2016, o 08:56

Gorgiasz pisze:A dlaczego sens życia ma się odwoływać do prawdy obiektywnej” A nie może do subiektywnej?

No cóż, oczywiście, że można do subiektywnej i dobrze by było gdyby tak się działo, jednak od dzieciństwa w szkołach uczą nas, żeby patrzeć na świat obiektywnie, poprzez wiele punktów widzenia. A najlepiej, żeby te punkty widzenia były autorytetami w danej sprawie, o której się wypowiadamy. Nie mówię, że jest to złe, ale własne zdanie dzieci i młodzieży w szkołach w ogóle się nie liczy. Patrzę z mojego doświadczenia. Nawet nie jest to wina nauczycieli, ale systemu oświaty, który albo nie pozwala mieć własnego zdania na zadany temat, albo nagradza tych, którzy mówią autorytetami, czyli potrafią przytoczyć adekwatny cytat na maturze. Nauczyciele trochę nie mają wyjścia, uczą dzieci tak, żeby zdały ten egz. państwowy, a nie tego, aby nauczyć ich samodzielnie myśleć. Ktoś kiedyś powiedział, że: "Choroby nie leczy się poprzez wymawianie nazwy lekarstwa, ale poprzez zażywanie lekarstwa."
Dzieci nie wiedzą, że naturę rzeczy można poznać tylko za pomocą własnej percepcji. Nie można jej poznać za pomocą nauczyciela/autorytetu, on może nas jedynie nakierować – nie można niczego poznać oczami innych. To trochę tak jakby chcieć ślepego nauczać rozróżniać kolory.
Na szczęście chęć własnej odrębności w człowieku zawsze istniała i chyba istnieć będzie. Ludzie intuicyjnie nie znoszą utożsamiać się z masami na zasadzie ujednolicenia, człowiek zawsze próbuje wyodrębnić się z tłumu. Nawet jeśli nie ma za bardzo własnej tożsamości (bo w szkole zamydlili mu oczy na wiele spraw) broni jej zaciekle.
A druga sprawa, że, aby odkryć w sobie te prawdy subiektywne, te tożsamości, albo tez jak mówią jeszcze inni "Królestwo Niebieskie" potrzeba niewyobrażalnego wysiłku i pragnienia wyzwolenia.

Gorgiasz pisze:czym jest człowieczeństwo?

Właśnie czym jest człowieczeństwo? Nie jestem na tyle kompetentny, by omówić tak zawiły temat. :(

Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość