Zachęcamy do komentowania! Co miesiąc na zwycięzcę tytułu Komentatora Miesiąca czeka nagroda książkowa!

Rozważania o zmarłych.

Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.
KatarzynaT
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 148

Rozważania o zmarłych.

Post#1 » 3 cze 2016, o 23:04

Każdy z nas musiał kiedyś zmierzyć się ze śmiercią bliskich osób. Ja w grudniu i w styczniu zeszłego roku przeżyłam dwa pogrzeby bliskich osób. Najpierw niespodziewanie zmarł mój dziadek, a miesiąc po nim przyjaciółka rodziny Pani H.
Ciężko było mi pogodzić się z ich odejściem. Dziadek od zawsze był okazem zdrowia. Był mężczyzną przy tuszy, silnym, wciąż gotowym do pracy i pomocy rodzinie oraz obcym. Pamiętam, gdy byłam dzieckiem, dziadek zawsze nosił mnie ,,na barana'' na spacery. Opowiadał bajki. Już nigdy nie usłyszę: ,,Kasia, kochana przyjechała" ...
Miesiąc po dziadku, zmarła Pani H. Znałam ją od zawsze. Była przyjaciółką moich rodziców. Mieszkała przy tej samej ulicy co my. Od dziecka dostawałam od niej różne drobiazgi. Była kobietą dbającą o zdrowie. Zachorowała na raka wątroby i chorowała ok. dwóch lat. Wierzyłam, że Pani H. wyzdrowieje i że jeszcze się z nią spotkam. Bardzo chciałam. Nie zdążyłam... Mama odwiedzała Panią H. Sama, bo miały swoje sprawy, a ja nie chciałam przeszkadzać.
Teraz mogę jedynie zapalać znicze na grobie dziadka i Pani H. Staram się też modlić za Nich każdego wieczoru. Wierzę, że moje modlitwy mają sens i że zmarli czują moją miłość.
,,Nie umiera ten, kto żyje w sercach i pamięci naszej." Wierzę, że Oni wciąż są. Patrzą na nas z góry. Wierzę, że tam gdzie są, jest im lepiej. Nie cierpią, tylko się cieszą. Czekam na spotkanie z Nimi.

KatarzynaT
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 148

Rozważania o zmarłych.

Post#2 » 6 cze 2016, o 21:48

Zbyt ciężki temat?

galeczka
zaczarowane ostrze
zaczarowane ostrze
Posty: 166

Rozważania o zmarłych.

Post#3 » 7 cze 2016, o 11:58

Temat faktycznie ciężki, nie należący do lekkich. Ciężko jest pisać o zmarłych (napisałem na tym portalu o tym pt. "Chcę spokoju) i gdy do niego zaglądniesz przekonasz się , że takich tematów nie ocenia zbyt wielu czytelników( nie prosiłem o ocenę) Twój wpis oceniłbym jako wypis z pamiętnika, jest bardzo osobisty i nie wiem czy dobrze jest ujawniać takie odczucia. Ja uczyniłem to raz i więcej nie zamierzam tego robić, choć na innym portalu też poruszyłem ten temat, ale w formie ogólnej, publicystycznej. Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 852

Rozważania o zmarłych.

Post#4 » 7 cze 2016, o 21:01

Przeczytałam " Chcę spokoju". Tekst nie potrafi mi wyjść z głowy. Był niezwykle przejmujący. Ale nie lubię takich.Nie lubię się wzruszać, nigdy nie oglądam melodramatów. Może jestem przez to spłycona i niewrażliwa, ale temat śmierci mnie jeszcze przerasta. Nie wiem, czy kiedyś przestanie, bo wciąż jestem na etapie poszukiwań swojej odpowiedzi na temat celowości naszej egzystencji. Tym bardziej nie lubię czytać o czyjejś stracie, skoro może to być strata definitywna dla nas wszystkich, w podobnej sytuacji. Dodatkowo skomentować tekstu tak osobistego bym nie śmiała. Myślę, że żadne słowa nie oddadzą bólu jaki się czuje po utracie kogoś ważnego, czy też kochanego. Tym bardziej rozumiem, że nie chcesz już o tym pisać.

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Rozważania o zmarłych.

Post#5 » 7 cze 2016, o 22:08

Często próbuję myśleć o śmierci. Nie ukrywam, że w zrozumieniu całego procesu odchodzenia pomaga mi moja wiara. I śmierć traktuję w kategoriach jakby przejścia do innego wymiaru, lepszego świata, "przystanku końcowego", nie wiem, czegoś docelowego. Myślę, że to klucz do pojęcia sensu życia, do pogodzenia się ze śmiercią bliskich, jako naturalnym etapem w ludzkiej egzystencji. Zgodnie z nauką Kościoła, dusza człowieka tuż po śmierci idzie na Sąd Szczegółowy, tam jest "sądzona", w konsekwencji trafia albo do Nieba albo do Piekła, bądź Czyśćca. Stąd też, zdaniem zaprzyjaźnionego egzorcysty, należy odrzucać tezę o rzekomo błąkających się na Ziemi ludzkich duszach po śmierci. Nie mogą być to ludzkie dusze na Ziemi, gdyż w tym czasie... są już w jednym z trzech wyżej wymienionych "miejsc". A na Ziemi są za to przeróżne demony, przekraczające wymiary, byty inteligentne, mające zdolności naśladownictwa zmarłych ludzi.
Tu warto odróżnić pojęcia Sądu Szczegółowego od Sądu Ostatecznego, bo nie są tożsame; ten pierwszy poprzedza drugi. Sąd Ostateczny zdaje się być bardziej materialny, fizyczny, ma mu towarzyszyć, czy też poprzedzić go zmartwychwstanie wszystkich zmarłych (odzyskanie swoich ciał), którzy po osądzeniu przez powracającego Jezusa ustanowią nową Ziemię.
Matt C.

KatarzynaT
lekki sztylet
lekki sztylet
Posty: 148

Rozważania o zmarłych.

Post#6 » 12 cze 2016, o 20:00

Polecam pozycje W OBJĘCIACH JASNOŚCI B. J. Eadie. Autorka opisała doświadczenia związane ze śmiercią kliniczną. Cudowne obcowanie z Najwyższym :) .

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 852

Rozważania o zmarłych.

Post#7 » 13 cze 2016, o 20:38

Kurczę, śmierć kliniczna mnie nie przekonuje,czytałam sporo opracowań na ten temat i jakoś... to chyba można połączyć też z OBE, w każdym razie mniemam, że może być podobne na etapie powstawania. Niemniej, trudno jest chyba zbadać " nadprzyrodzoność" tego zjawiska, biorąc pod uwagę fakt, że jest za nie odpowiedzialny mózg, co dowiedziono badaniem elektroencefalograficznym (EEG) i innymi doświadczeniami.

kresowa pani
Wydany pisarz
Posty: 218

Rozważania o zmarłych.

Post#8 » 17 cze 2016, o 13:11

Sporo pisałam na temat śmierci, przejścia, przeżyć. Byłam przy kilku, w tym mojego jedynego Dziecka, które nakarmione piersią przy tej mojej piersi usnęło. Również Rodziców. Każde z nich odchodziło po swojemu, a jednak radośni. Ale:
6 maja tego roku, kiedy ubierałam się do Przychodni, nagle straciłam przytomność. Straciłam i już, miękko się osuwając w pobliżu elektrycznego grzejnika.
Było mi ciemno [lecz nie czarno] oraz przytulnie. Spałam bez snu, jedynie od strony zachodu przebłyskiwało mi pasmo pomarańczowo-żółtego światła. Zupełnie jak po resztkach zachodzącego słońca...
Zbudziłam się po 3,5 godzinach. Z podłogi - nie bez trudu - przeniosłam na tapczan mocno zdziwiona, że okulary oraz dostawiony ząb leżą w bezpiecznym miejscu.
Spałam dodatkowo do godziny 19:00.
A teraz wyjaśnienie z medycznego punktu widzenia. Zapewne przez dwa dni nie zażywałam swojego leku na zawroty głowy [kłopoty z błędnikiem mam od urodzenia] za to dopiłam przed wyjściem do miasta resztki wina, które najprawdopodobniej mi zaszkodziło.
Z religijnego punktu widzenia: swój stan skojarzyłam ze zjawiskiem wskrzeszonego przez Chrystusa, Łazarza. Przyjaciel Pana spał, zwyczajnie spał zmorzony oraz znużony dopóki głos Bożego Przyjaciela nie wywołał go z grobu.
I tu analogia z Psalmem 23: "Pan moim Pasterzem, nie brak mi niczego" oraz dalej: "Choćbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę...", czyli: "Nie boję się, gdy ciemno jest! Ojciec za rękę prowadzi mnie!". I "Arka Noego".
Teraz kwestia dusz zabłąkanych. Nie wiem jak owo zjawisko tłumaczy ów egzorcysta, ale wiem na pewno [w tym od bardzo pobożnego i jeszcze stosunkowo młodego Proboszcza, z pochodzenia górala] że duszami zabłąkanymi są ci, którzy nie trafili jeszcze na Boży Sąd. Niekiedy zeszli śmiercią nagłą i niespodziewaną nie przyjąwszy do swej świadomości tego, iż znaleźli się po Tamtej Stronie, jak miało to miejsce z moim sąsiadem, co zresztą nie tylko ja zauważyłam. I nie tylko ja się denerwowałam :?
Dlatego też tak bardzo kiedyś apelował w swoich homiliach i pismach św. Ojciec Stanisław Papczyński o to, abyśmy się za właśnie takich ZABŁĄKANYCH modlili szczególnie...

:serce: decznie :))

Awatar użytkownika
Anna Nazabi
świetlista lanca mrozu
świetlista lanca mrozu
Posty: 852

Rozważania o zmarłych.

Post#9 » 17 cze 2016, o 14:29

Hm, napisz coś więcej o sąsiedzie.I naprawdę z całego serca Ci współczuję.Dla mnie, chyba najgorsza rzecz jaka mogła Ci się przytrafić.To, że dajesz radę... musisz być silną osobą.Nawet nie wiesz, jak Ci współczuję. Dziecko kocha się nad życie.Straszna tragedia.

kresowa pani
Wydany pisarz
Posty: 218

Rozważania o zmarłych.

Post#10 » 17 cze 2016, o 16:34

Anna Nazabi pisze:Hm, napisz coś więcej o sąsiedzie.I naprawdę z całego serca Ci współczuję.Dla mnie, chyba najgorsza rzecz jaka mogła Ci się przytrafić.To, że dajesz radę... musisz być silną osobą.Nawet nie wiesz, jak Ci współczuję. Dziecko kocha się nad życie.Straszna tragedia.


Sąsiad był wyjątkowo paskudnym typem [a przecież o zmarłych źle mówić się nie powinno]. Wyrzucony z MO za to, że wcześniej pobił swojego gospodarza, u którego wynajmował mieszkanie, mimo to [podobno] otrzymał stamtąd zawrotną odprawę i kupił sobie w latach osiemdziedziesiątych ubiegłego wieku mieszkanie w naszym bloku.
Naturalnie ze wszystkimi się użerał, czyniąc rozmaite szkody typu pisanie donosów, wylewanie nieczystości na wycieraczki czy smarowanie łajnem sąsiedzkich drzwi.
Ale kiedy był dobry, to dobry. Aż do momentu, gdy ktoś znowu mu się nie naraził.
Trudnił się handlem na pchlim targu; od staruszków pozyskiwał za bezcen rozmaite obrazy i bibeloty; posądzano go o złodziejstwo [tak przynajmniej twierdziła moja sąsiadka, której miał rąbnąć złoty łańcuszek] nie mówiąc o paserstwie.
Na szczęście postanowił się wybudować na wsi; wcześniej, znaczy na 3 tygodnie przed swoją śmiercią zakupił połowę "piwniczki" na tutejszym cmentarzu i powoli szykował do przeprowadzki.
13 maja 2005 roku wyżej opisany zmarł śmiercią nagłą i niespodziewaną. Na swojej już prawie ukończonej budowie. U podnóża schodów, z których spadł.
Pomimo że matka i żona przedstawiały mocno upiększoną wersję [zawał etc.], w świetle innych wyjaśnień, facet z tych schodów zwyczajnie zleciał "po pijoku" i skręcił sobie kark. Nie wiadomo jak długo tam przebywał, w każdym razie [znowu relacja rzekomo okradzionej przezeń sąsiadki] mieszkających opodal zainteresował on sam leżący na swojej posesji oraz liżący mu "pysk" jego ukochany, wyjątkowo dla innych groźny pies.
Zanim jednak dowiedzieliśmy się o tym wypadku, to w nocy z 13/14 maja słychać było głośne, tupiące po schodach kroki, które mnie wybudziły. Dopiero moja modlitwa za dusze zmarłych jakoś ten hałas uciszyła. Rano, 14 maja, w sobotę około godziny 7:00, czyli wtedy, kiedy "Mirek" szykował się na giełdę, znowu słyszałam jego tradycyjne pogwizdywanie, ganianie do piwnicy, głośne otwieranie i zamykanie drzwi...
Około 11:00 jego matka poinformowała mnie o tragicznej śmierci "Mirusia".
Że ja to ja, więc ewentualnie można moje odczucia przyjąć z pewnym dystansem, ale moja druga sąsiadka [zaś jego szkolna koleżanka] wyraźnie czuła jego obecność. Czuła do tego stopnia, że feralnego piątku, około godziny 21:00 czasu letniego, kiedy był jeszcze jasno, uciekała przed "czymś" do własnego mieszkania.

Zaprzyjaźniony ksiądz stwierdził, iż sąsiad się "zabłąkał" i do tej pory jest wciąż nieświadomy swojego przemieszczenia się w Inny Wymiar. Jego córka z kolei relacjonowała, że tato zbudził ją w nocy [na wsi, nie w Wieliczce] mówiąc, że pies ma pchły, a środek przeciw tym pchłom jest w piwnicy wielickiego mieszkania. I tak długo nad nią sterczał, aż Monika około 4:00 nad ranem wsiadła do samochodu, przyjechała do dawnego domu i wszystko znalazła zgodnie z ojcowską dyrektywą.

Dałam za nielubianego sąsiada na Mszę świętą. Pewnego razu mi się przyśnił i bardzo serdecznie dziękował, prosząc o dalsze wsparcie...
:) :) :)

Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości