(prawie)Recenzja książki "Demon żądzy"

Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.
Deneve

(prawie)Recenzja książki "Demon żądzy"

Post#1 » 15 mar 2017, o 13:34

Tekst powstał na kanwie analizy bardzo złej książki. Analizę możecie znaleźć w odmętach Internetu!

Uwaga, w „recenzji” zawarto taką dawkę gimbusiarstwa i szaletowego humoru, że starczy Wam do końca roku!
Obrazek

Dziś zabieram Was, drodzy czytelnicy, w podróż, o jakiej nigdy nie śniliście. Odkryjecie w sobie pasję do połowu raków i rakowiska, jakich najstarsi rakpoławiacze nie widzieli. Dostaniecie powód numer 2137, dla którego naprawdę nie warto wydawać się w „wydawnictwach” ze współfinansowaniem, będziecie zmuszeni przejść moje próby bycia śmieszną i przeżyjecie taką paranormalną seks-przygodę, że aż odechce się Wam tych wszystkich Greyów. Bo w blurbie napisali, że to opowieść o odkrywaniu kobiecej tożsamości.
Czytałam, żebyście Wy nie musieli.
Zacznijmy od okładki. Nie patrzcie na nią na trzeźwo, a już na pewno nie próbujcie jej analizować. Pamiętajcie, że to HEHE thriller erotyczny i seks oraz erotyczność mają Was bić w oczy wszystkimi członkami. Dlatego trochę dziwić może fakt, że na okładce znajduje się postać, która wygląda, jakby przechodziła właśnie przez ciężki przypadek łojotoku. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, skąd bierze się tani olej w dyskontach – spójrzcie na tę okładkę, ok?
Ale nie oceniam. Różne są fetysze.
A potem zajrzyjcie głęboko w oczy postaci na tej okładce. Wszystko tylko po to, żeby zobaczyć, że pióroszpon (czy generalnie ten niezidentyfikowany obiekt wolverine’ujący) jest półprzezroczysty. A do tego źle i krzywo wycięty. Chociaż osoby z OCD (zaburzenia obsesyjno-kompulsywne) może nie powinny tego oglądać? Mnie, na przykład, patrzenie na to boli. Pamiętacie te rzygliwe szabloniki z Onet blogów i wczesnego Blogspota, gdzie drzewo/schody wychodziły komuś z głowy? Ta okładka to taki właśnie szablonik, którym owinięto coś, co ktoś próbował kiedyś nazwać książką.
No dobra, ale zabierzmy się za treść, co?
Problem Wydymona (roboczo będziemy tak mówić zarówno o ksionszce jak i głównym bohatyrze) wyczytać można już z podziękowań. A mianowicie autorka dziękuje niejakiej Aoi: „(...) Komentowałaś "Demona" na blogu (...). A do tego Twoje komentarze były najdłuższe (...).”. No jak ktoś wartość komentarza ogarnia na podstawie długości, to ja nie mam pytań.
Emily, będąca główną bohaterką (w ogóle będę Wam walić spoilerami, nie oszukujmy się, i tak pewnie tego nie przeczytacie), ma bardzo wypaczone pojęcie o mężczyznach. Przykładowo ci siedzący wieczorem w barach to „obleśni, zalani faceci”, ale już obcy ziomek obracający ją we śnie (później okaże się, że chce zrobić jej dzieciaka, a jeszcze później, że jest jej ojcem i szalonym aniołem tak btw.) jest piękny, pachnący, a w ogóle to niech ją obraca, bo czemu nie. Poza tym przy opisach seksów zwykle obecny jest zapach siarki. Wiecie, jak pachnie siarka? Powąchajcie konające ugotowane jajo. Myślę, że to podobne wrażenia estetyczne.
Ale wracając! Okazuje się, że wszystkie kobiety z rodziny Emilki miały gen Ewy, wiecie, ona sama, mama, babcia, prababcia… I od wieków Asmodeusz, tytułowy Wydymon, walczył z Lucasem (zbuntowanym anio… to znaczy ojcem Emilki) o to, który ją posiądzie. Czujecie tu ten lekki powiew kazirodztwa?
W ksiunszce po całowaniu usta wysychają na wiór. Ani razu nie pada też słowo PENIS, bo autorka, klasycznie już, jak to na blogaskach, używa określeń typu „to miejsce u mężczyzny/wybrzuszenie w spodniach/ta jego część ciała/pewien twój organ”.
Beka jest też od strony językowej. Momentami korekta i redakcja mocno przysypiały. Czasem przecinki żyją własnym życiem i ogólnie można dostać kociokwiku, próbując nadążyć za tym, co się dzieje, bo: „Na niebie widziałam pojedyncze gwiazdy i księżyc, który wypełniał wnętrze samochodu”. Albo księżyc w wersji kieszonkowej, albo mieli auto, do którego mogło wejść stado słoni. Co więcej, w innych miejscach ręce, zamiast opaść, odpadają, a z uchylonego pomieszczenia wypada światło, a bohater szarpnięciem odpycha od siebie bohaterkę.
Generalnie Emily miała być klasyczną heroiną, zdaniem blogaskowych autorów, silną i nieustraszoną. W rzeczywistości zachowuje się jak rozwydrzona gówniara, ma odzywki jeszcze słabsze niż te zawarte w rzeczonej recenzji, co minutę zmienia zdanie, a przy tym strony i to na zasadzie: „oj, zabijem lukasa, albo nie, asmodełusza, albo w sumie może jednak lukasa… kurcze ale ten asmodełusz to mnie wkurzył to może jednak jego”. Mniej więcej tak można streścić całą fabułę książki (plus słabe opisy seksu).
W ksionszce pojawiają się też typowe szwarccharaktery, jedna jest wiedźmą próbującą odbić Emily Asmodeusza. Emilka opisuje ją tak:
„W środku stał Asmodeusz, jedną ręką obejmując w pasie dziewczynę uwieszoną na jego szyi. Jej ubranie więcej odkrywało, niż zakrywało: krótka, czarna sukienka z odkrytymi plecami, wiązana na szyi, ledwo zasłaniająca pośladki. Do tego czarne kozaki na wielkim obcasie i przezroczystej platformie. Rude, krótko ścięte włosy były w nieładzie.”
By zaraz zapytać:
„— Co to za zdzira?”
Tutaj chwila suchych dialogów, a następnie:
„Wyglądasz jak prostytutka, delikatnie mówiąc. Po drugie, przystawiasz się do mojego faceta.”
Ze dwa czy tam trzy rozdziały później Emily przechodzi przemianę, wygląda przy tym tak:
„Widziałam siebie, ale... płonącą. Całe moje ciało stało w ogniu. Włosy falowały, pieszczone płomieniem, ubranie się zmieniło w obcisły czarny gorset z koronkową oprawą i czarne skórzane spodnie. Buty na wysokim obcasie też w tym samym kolorze. Oczy miały dawny kolor, ale tak jak w oczach Asmodeusza paliły się w nich płomyki. (...) Gdy minął pierwszy szok, zauważyłam, że mam skrzydła. Całe płonęły, ogień pieścił każde piórko – był to piękny widok jakby płonącego wodospadu.”
WCALE NIE ZDZIROWATO, PRAWDA.
PS. Jak potem Emily płonie, to Asmodeusz krzyczy „wyłącz to!”.
Czy wspomniałam już, że generalnie Emily ciągle najpierw Wydymona kusi, a potem stwierdza O, NO, NO, NO, MY DEAR, I’M NOT YOURS. I tak, po tym, jak nazwała go swoim facetem, nadal zachowuje się jak pies ogrodnika.
Emilkę ma trenować jakiś inny demon, przydupas Asmodełusza, co by się w Emily ujawnił DAR. Awnas, bo tak na imię ów dżentelmenowi, by zregenerować siły Emily, daje jej napić się krwi. Potem jest już z górki. Emilce robi się ciepło, cieplej, aż wreszcie gorąco. Słaba jest strasznie, Awnas gdzieś wyszedł, płacz, ból dupy i zgrzytanie zębami o parkiet. Ale Awnasik koniec końców przybiega, a potem wzywa AsmodeŁusza! I szok, bo jak żeś mógł jej krwi swej dać, Awnasie! Emcia płacze, wyznając, że nie ma daru, drama roku. Po czym Asmodeusz ją podnosi i idzie w stronę luster. Albowiem w lustrach, takich jak do aerobiku, znajdują się ukryte drzwi. Do łazienki. Wydymon zmusza Emilkę do wypicia swojej krwi, w tym celu gryzie się w nadgarstek i odrywa kawał skóry. Bo w sumie czemu nie, co? Ale to nie koniec złych wiadomości, albowiem:
„– Muszę znaleźć w twoim ciele krew Awnasa i przeciąć skórę, żeby wypłynęła z ciebie.”
A następnie:
„Po paru minutach uciskał już tylko udo. Od kolana do biodra i z powrotem.”
Tak. Chwilę temu napiła się krwi, która powędrowała do nogi. Co więcej, wcale nie rozpłynęła się po całym ciele, tylko znalazła się w nodze. I w niej została, czekając grzecznie, aż AsmodeŁusz rozetnie nogę i tę krew wyciśnie.
(zbieram na chemioterapię lub eutanazję, zależy, co będzie tańsze)
Generalnie do fabuły możecie dodać jeszcze to, że Emily każdy chce przelecieć. Nawet sam władca piekieł (w ogóle on i jego diabły przedstawieni są jako dobre ziomki w dżinsach i bez koszulek – tak wygląda piekło!).
Skoro to thriller erotyczny, prawda, nie mogło zabraknąć opisu seksów. Jeśli zastanawiacie się, jak wyglądały… cóż, zaspokoję Waszą ciekawość.
„Kiedy jego ręka zawędrowała do najczulszego miejsca na ciele, byłam bezwolna. Mokra i gotowa, czekałam na rozkosz, którą mógł dać mi tylko on. Tyle że on miał inne plany. (...) Przez dekolt, jedną pierś i drugą, brzuch, podbrzusze, dotarł tam, gdzie chciałam go czuć. Pieścił mnie językiem jak zaczarowany. A ja, jęcząc i błagając o więcej, oddawałam mu się bez reszty. (…) Oplotłam Asmodeusza nogami w pasie, chcąc mu dać do zrozumienia, o co mi chodzi, i od razu zrozumiał. Wszedł we mnie jednym mocnym, płynnym ruchem. Oboje wstrzymaliśmy na sekundę oddech, pasowaliśmy do siebie idealnie. Czułam, jak ciepło rozchodzi się po moim ciele, a w pokoju można było wyczuć siarkę, ogień, namiętność. (…) Demon żądzy poruszał się we mnie szybkimi i pewnymi ruchami, między jednym a drugim pocałunkiem z moich ust wydobywały się jęki i westchnienia. (...) czułam, że rozkosz wybucha mi w podbrzuszu i rozchodzi się po całym ciele. Wygięłam się w łuk, wbiłam paznokcie w barki Asmodeusza i głośno krzyknęłam. Jak z oddali słyszałam jęk bruneta, który podążył za mną do krainy rozkoszy i to, jak zamarł, by po chwili opaść na mnie.”
Oczywiście po samym seksie Emilka wypina się (może niedosłownie) na Wydymonka i dalej knuje z Lukasem, bo w sumie czemu nie. Lukas okazuje się jednak nie być takim dobrym wuj… a właściwie tatkiem, jakim Emilka go sobie wyobrażała, albowiem strzela jej liścia w pysk, po czym mówi do niej, że jest bardzo przewrażliwiona. No pewnie, bo bicie ludzi po twarzy jest normalne. Ja to się ze znajomymi leję po pysku na przywitanie.
Soczystą bekę można toczyć również z fragmentów typu:
„Upadłam na ziemię i straciłam przytomność. Na wpół przytomna widziałam, jak wychodzi z pokoju, niosąc mnie na rękach, a następnie kieruje się do windy. Pojechał na samą górę i wszedł na dach, zemdlałam.”
Dalej mamy wielką bitwę z Lukasem.
I po tej bitwie Emily oznajmia, że jeśli Asmodeusz zabije Lukasa (który próbował ją zabić), to ona odchodzi. BO TAK. Ale to nieważne, bo teraz villain number one staje się Lucyfer, który również chce posiąść Emily (jak i Jahwe, Budda, Latający Potwór Spaghetti i wszystkie inne postaci tego świata związane z religiami). W tym momencie Emily zabija Panią Zdzirę, tę lasię, która próbowała odbić jej Asmodeusza. I wiecie co? Zabija ją i ma to gdzieś. Cały czyn nosi takie znamiona psychopatii, że to aż boli. Ale nadal Emilka jest wrażliwym kwiatuszkiem. O stoczonej z Lufycerem bitwie mówi na przykład:
„Pewne rzeczy, które robili, nie przychodziły do mnie nawet w największych koszmarach. Śmierć demonów zdrajców była tak brutalna, tak obrzydliwa, że czułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła wiele razy.”
Przypominam, że nadal mówi to osoba, która w poprzednim rozdziale bezdusznie skatowała na śmierć inną osobę, a potem gołymi rękoma urwała jej głowę i, trzymając ją za włosy, położyła na kolanach ukochanego, którego zaraz radośnie pocałowała.
No ale! Nadchodzi ostateczna bitwa z Lucyferem. Okazuje się, że Lukas odnajduje w sobie instynkt tacierzyński i nawraca się na jedyną słuszną stronę, by Emilkę chronić. I kiedy Lukas już prawie zdycha, mówi Emilce:
„Nigdy, ale to nigdy nie chciałem, by stała ci się krzywda, nie zrobiłbym ci krzywdy jako niemowlęciu ani teraz. Wiem, że różnie to okazywałem, ale to, jak wybrałaś demona, a nie mnie, przypomniało mi o twojej matce i zabolało równie mocno jak wiele lat temu, tylko że tym razem zostały zranione moje ojcowskie uczucia.”
Tak, właśnie dlatego chciał ją przelecieć (całował ją nawet), zrobić jej dziecko i zabić ją, kiedy tylko je urodzi. Dlatego mówi o zranionych ojcowskich uczuciach.
W wyniku całego tego lania się po mordach Emily wpada w śpiączkę. Asmodeusz wpada na genialny pomysł, jak ją z tej śpiączki wyciągnąć. Otóż postanawia Emily, niekontaktującą i zupełnie nieprzytomną, zwyczajnie przeruchać. *ba dum tss* Brzmi jak gwałt? Być może, ale autorka przedstawia to jako akt miłości. Koniec końców Emilka się budzi i wszyscy są szczęśliwi.
Egzemplarz do recenzji kupiłam sobie sama.
Nie popełniajcie mojego błędu.
2/10 Nie polecam.

Tagi:

Awatar użytkownika
Echolalia
magiczna kosa
magiczna kosa
Posty: 575

(prawie)Recenzja książki "Demon żądzy"

Post#2 » 15 mar 2017, o 13:46

Czytałam, żebyście Wy nie musieli

Dziękujemy, Deneve!

Zaskoczyłaś mnie tak wysoką oceną... serio.
Cieszę się, że powstała ta analizo-recenzja, miło było przeżyć to jeszcze raz (tak w skrócie tym razem, przez pełną wersję nie dałabym już chyba rady przebrnąć).
Swoją drogą - na okładce to nie autorka? :p

Deneve

(prawie)Recenzja książki "Demon żądzy"

Post#3 » 15 mar 2017, o 13:48

Nie wydaje mi się, żeby to była ona. :P

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4463

(prawie)Recenzja książki "Demon żądzy"

Post#4 » 23 mar 2017, o 14:03

Groza. Naprawdę trudno się dziwić, że vanity press cieszy się tak negatywną opinią, skoro wydawane są książki tego pokroju. Z trudem przeczytałam recenzję, więc nie wyobrażam sobie, ile trzeba mieć samozaparcia i cierpliwości, by przeczytać całą powieść.
Swoją drogą przedstawienie gwałtu jako aktu miłości i kazirodztwa jako czegoś normalnego niesmacznie skojarzył mi się z "Dziewczyną wilkołaka" i to jest chyba w tym wszystkim najgorsze, że takie wątki pojawiają się w książkach tego pokroju :S
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

szczepantrzeszcz
Furia Pustyni
Furia Pustyni
Posty: 1535

(prawie)Recenzja książki "Demon żądzy"

Post#5 » 10 kwie 2017, o 10:16

Kiedyś, dawno, dawno temu, było na Literce zacne opko pod tytułem "Jeszcze nas kiedyś napiszą". Facet, właściciel wydawnictwa, jest przez okoliczności zawnętrzne (i konformizm własny) zmuszony do wydania podobnego gniota. Opis perypetii głównego bohatera przeplatany jest cytatami owego rękopisu... tak mi się jakoś skojarzyło.

Szkoda, że nie mogę dać linka - opko zostało usunięte.

Wróć do „Publicystyka”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości