Zachęcamy do komentowania tekstów! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Maja czeka nagroda książkowa - powieść ''W imię dziecka'' autorstwa Iana McEwana!

Obrazek

Niezapomniana wizyta

Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.
Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 218

Niezapomniana wizyta

Post#1 » 26 sie 2017, o 16:33

Mój respons na szczepantrzeszczowe - „Muzea i reszta świata, czyli droga pod górkę”.


Oficjalne wizyty VIP-ów (Very Important Person), przy których asystowała, lub - co czasami zdarzało się - pełniła „honory domu”, już na zawsze wdrukowały się w pamięć pani kustosz. Wizyty były różne, czasami wprost kuriozalne.
Taką bez wątpienia była oficjalna wizyta syna „Słońca i Dumy Karpat” Nicolae Causescu – Nicu*[1]. Odbyła się, o ile dobrze zapamiętała, gdzieś w drugiej połowie lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Została poproszona o oprowadzenie po muzeum syna dyktatora Rumunii. Powiedziano jej, że będzie to wizyta oficjalna, na wysokim szczeblu. Tak wysokim, że Uniwersytet Jagielloński reprezentować będzie Jego Magnificencja Rektor i aż dwóch prorektorów. Gościa mieli powitać na dziedzińcu Collegium Maius.
Wraz z rektorem i prorektorami stała obok studni i czekała na jego przybycie. Spóźniał się. Dowiedziała się również, że gość, którego będzie oprowadzać, „zesłany” został do Krakowa za karę, bowiem właśnie lekką ręką przepuścił niezłą fortunę w kasynach Las Vegas.

W bramie od ulicy Jagiellońskiej zrobił się tłok i w otoczeniu kilkunastu pracowników służb bezpieczeństwa na dziedziniec wkroczył „carewicz”. Spojrzał w ich kierunku, nie widziała jego oczu, przesłoniętych ciemnymi okularami, ale po ruchach głowy zorientowała się, że lustruje ją bardzo dokładnie; „od stóp do głów”. Ręce trzymał w kieszeniach markowej, ale „luzackiej” marynarki w kratę, a jego żuchwa była w nieustannym ruchu – aha - guma do żucia. Cóż za elegancja i dobre maniery - tyle zdążyła pomyśleć, bowiem natychmiast obok niej stanął, ubrany po cywilnemu, pułkownik Służby Bezpieczeństwa działający w strukturach resortu spraw wewnętrznych (wiedziała, że to pułkownik z poprzednich wizyt, a właściwie z przeszukiwań oraz sprawdzania wszystkich pomieszczeń, jakie zwyczajowo miały miejsce przed oficjalnymi odwiedzinami różnych osobistości) i półgłosem powiedział:

– Mamy dwadzieścia minut i, aby nie przekroczyć wyznaczonego limitu, będę Panią informował o jego upływie, odliczając czas.

Weszła w rolę przewodniczki, ale spojrzawszy na bezczelnie znudzoną minę gościa, wiedziała, że nie będzie to łatwe zadanie. Nie lubiła mówić „po próżnicy”, a tu widziała mur obojętności i wcale nie była pewna, czy on wie, w jakim miejscu się znajduje. Najwyraźniej było mu to obojętne. Z jego miny wywnioskowała, że po głowie kołatała mu myśl - wytrzymam, a kiedy gniew ojca minie, pozwoli mi powrócić do ulubionych zajęć, a nie włóczyć się tak bez sensu po jakiś zamkach, uczelniach, muzeach, czy cholera wie... czym. - To ją wyprowadzało z równowagi, ale profesjonalizm wziął górę. Z godnością wykona swoje zadanie.

- Pozostało osiemnaście minut – pułkownik po cywilnemu też wypełniał swoją rolę.

Weszli do westybulu Librarii, gdzie kontynuowała swój krótki wykład o historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Idący tuż za nią tłumacz sprawnie - i chyba jeszcze bardziej skrótowo - przekładał jej słowa na rumuński. Więc to tak, starała się mówić ciekawie, ale jej wysiłki były całkowicie bezowocne.

- Piętnaście minut – szept pułkownika po cywilnemu doszedł do jej uszu.

Gość ziewnął. Tego dla pani kustosz było już za wiele. Nie przywykła do lekceważenia jej pracy. Wiedziała, że wykonuje ją dobrze, że nie ma trudności z nawiązaniem relacji oraz wzbudzaniem zainteresowania wśród oprowadzanych przez nią gości. Już ona go zmusi do zmiany zachowania oraz wykrzesze choćby cień ciekawości! Co może takiego znudzonego, mającego wszystko playboya interesować, naturalnie, jak zwykle - władza, pieniądze i seks - no tak, oczywiście baby.

- Pozostało trzynaście minut.

Nawojka – ależ oczywiście, to proste! Zamiast trudzić się przedstawianiem faktów historycznych i opisywaniem eksponatów muzealnych - obok których przechodzili, a gość wielu z nich nie raczył nawet zahaczyć spojrzeniem - opowie mu o Nawojce. Oczywiście legenda o niej będzie tu jak najbardziej na miejscu.

- Dziesięć minut.

Syn pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Rumunii, Najwyższego Wodza i Dostojnego Obrońcy Ludu Pracującego Miast i Wsi, ożywił się nagle i nawet zadał pytanie – jak zdemaskowano tę dziewczynę i co z nią zrobiono?

- Trzy minuty – głos pułkownika po cywilnemu ponownie dobiegł do jej uszu.

Weszli do Auli – już za chwilę skończy się ta kuriozalna wizyta - z ulgą pomyślała.

- Pani kustosz, proszę podać księgę gości, nasz gość dokona w niej wpisu. - W oczach zwracającego się do niej pułkownika po cywilnemu dostrzegła ulgę, że wizyta, z jego punku widzenia, przebiega gładko i w wyznaczonym czasie.

Spodziewając się takiej sytuacji, a nie widziała potrzeby składania autografu przez akurat tego gościa, przed wizytą przezornie, schowała księgę w stallach, na siedzisku przeznaczonym dla rektora. Miała nadzieję, że nikt się o nią nie upomni. Niestety, pomyliła się. Stała niezdecydowana.

- Pani kustosz, proszę podać księgę – dobiegł ja głos samego rektora.

Teraz już nie mogła odmówić. Z ociąganiem, sięgnęła po nią i rozłożyła na odpowiedniej stronie. Nicu podszedł, a ponieważ nie miał się czym podpisać, wymownie spojrzał na wystający z kieszonki jej żakietu długopis BIC (w owym czasie niemalże kultowy - taki pomarańczowy z granatową nasadką*[2] ). Więc, wyjęła go i podała.

Gość złożył autograf, zamknął księgę, nałożył nasadkę i … wsunął długopis do kieszeni.

Do końca pozostanę damą – na twarzy pani kustosz nie drgnął nawet jeden mięsień.

- Dwadzieścia minut, udało się – w głosie pułkownika po cywilnemu brzmiała już nieskrywana radość. Kolejny punkt programu odhaczony bez komplikacji.

- Do widzenia, dziękujemy bardzo za tak sprawne i we właściwym czasie oprowadzanie. Pani kustosz, wszystko w porządku, prawda? - Czyżby zauważył moje spojrzenie - trochę rozbawione, trochę zniesmaczone – w kierunku gościa?

- Oczywiście, wszystko w porządku, chociaż nie do końca, ale to drobiazg, głupstwo...

- Ale co się stało, nic nie zauważyłem.

- Wasz gość...

- Pani kustosz, raczej nasz gość.

- Dobrze gość, którego przed chwilą oprowadzałam, zabrał mi długopis, ale to nic, doprawdy głupstwo, prawdopodobnie w Rumunii długopisy są na kartki, więc właściwie wszystko w porządku.

No to choć w części odreagowała. Była z siebie bardzo zadowolona, ba, dumna, do tego stopnia, że kiedy została już sama, usiadła w stallach i wymyśliła „limerykopodobny” wierszyk o Nawojce.


dawno temu w Alma Mater Nawojka się uczyła
a kiedy niezbyt skutecznie swoją płeć ukryła
zamknięto niebogę w klasztorze
by nauczyła się żyć w pokorze
tak wtedy emancypacja kobiet się skończyła


Zakończenie tej historii odbyło się dnia następnego. Wezwano ją do sekretariatu, gdzie czekał jakiś młody człowiek. Kiedy stwierdził, że ma do czynienia z osobą, do której go posłano, podał jej komplet długopisów BIC. Było ich dwanaście.

Oczywiście ich nie przyjęła i dopilnowała, aby stało się to przy świadkach.


Czasami „muzealne” spotkania ze Służbami Bezpieczeństwa bywały jeszcze bardziej zabawne. Zazwyczaj, przed ważnymi państwowymi wizytami, sprawdzano prawie wszystkie sale - a już bardzo gruntownie te, w których miał przebywać VIP - oraz oczywiście bezpośrednio do nich przylegające pomieszczenia. Od jakiegoś czasu „służby” przychodziły ze specjalnie tresowanym – do wykrywania ładunków wybuchowych i tym podobnej broni - psem, dorodnym owczarkiem niemieckim. Pewnego razu pies, który czuł się już całkiem swobodnie w Collegium Maius, przechodząc przez reprezentacyjną klatkę schodową (tzw. rektorską), łączącą Aulę z Salą Zieloną, zaczął zachowywać się niespokojnie. Zbiegł po schodach, pociągając za sobą opiekuna i całą ekipę, usiadł przed dużym, ciężkim, nadnaturalnej wielkości, brązowym popiersiem ks. prof. Kazimierza Zimmermanna*[3] i „dał głos”. Bardzo nerwowo rozpoczęto przeszukiwania, bowiem pies uparcie wpatrywał się w popiersie, które w końcu z trudem zostało odsunięte.

Zdenerwowanym i zaskoczonym funkcjonariuszom oraz ku ogromnej radości i dumie owczarka, oczom wszystkich ukazało się - pokaźne pęto wiejskiej kiełbasy, schowanej tam przez pełniącego nocny dyżur portiera.

-----------------------------------------------
*[1] Nicu Ceausescu (1951 - 1996), najmłodszy syn Nicolae Ceausescu (dyktatora Rumunii w latach 1967 - 1989). Znany był z hulaszczego trybu życia, skłonności do hazardu, pijaństwa i rozrzutności. Typowy playboy, jak wielu synów komunistycznych kacyków tamtych czasów. Pomimo tego, przygotowywany był na następcę swojego ojca.

*[2] Takim długopisem, przechowywanym z zbiorach Muzeum UJ, ojciec święty Jan Paweł II wpisał się do muzealnej Księgi Gości, 22 czerwca 1983 roku, po uroczystości nadania Mu tytułu doktora honoris causa wszechnauk Uniwersytetu Jagiellońskiego.

*[3] Kazimierz Zimmermann (1867 - 1924), ksiądz, teolog, rektor UJ w 1924 r. Z jego osobą związana jest ciekawostka: otóż w 1911 r., używając pseudonimu "Tektander" wydał niezwykłą, kuriozalną książeczkę pt. "Moja Pani. Studium z natury. Przyczynek do psychologii księżych gospodyń".

szczepantrzeszcz
Autor miesiąca
Posty: 1708

Niezapomniana wizyta

Post#2 » 26 sie 2017, o 21:41

Praca w muzeum może być przyczyną wielu groźnych chorób :))

Z tego, co napisałaś, znudzona wycieczka nie jest najgorszym, co może się oprowadzającemu przytrafić. Pułkownik SB jest znacznie gorszy od znudzonej wycieczki.

Kilka uwag technicznych.

będzie ł Jego
Jakieś "ł" się wdarło, albo po korekcie zostało.

Dobrze by było ujednolicic wcięcia (tam gdzie dialogi, też potrzeba wcięcia) i zamiast dywizów dać pauzy. Powiadają, że jak wszędzie są wcięcia, to pustych linii, nie trzeba... mi tam czytać wygodniej z pustymi liniami, ale być może z czegoś to wynika... nie wiem.

Uzupełniłbym artykuł nawiązaniem do historii o Nawojce. Myślę, że nie warto posiłkować się przypisem, tylko umieścić informację bezpośrednio w tekście. Będzie ciekawiej.

Na koniec przyszła mi do głowy myśl o przewadze naszej epoki Edwarda Szczodrego nad analogiczną epoką w Rumunii. Otóż syn pewnego prominentnego człowieka hulał równie efektownie (może nawet bardziej) i nikt chyba nie karał go obowiązkiem zwiedzania muzeów... czysty zysk dla kasyn w Las Vegas, czysty zysk dla muzeów.

Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 218

Niezapomniana wizyta

Post#3 » 27 sie 2017, o 12:25

szczepantrzeszcz pisze:Na koniec przyszła mi do głowy myśl o przewadze naszej epoki Edwarda Szczodrego nad analogiczną epoką w Rumunii. Otóż syn pewnego prominentnego człowieka hulał równie efektownie (może nawet bardziej) i nikt chyba nie karał go obowiązkiem zwiedzania muzeów... czysty zysk dla kasyn w Las Vegas, czysty zysk dla muzeów

To prawda, hulał po świecie niejaki "czerwony książę".

szczepantrzeszcz pisze:Uzupełniłbym artykuł nawiązaniem do historii o Nawojce. Myślę, że nie warto posiłkować się przypisem, tylko umieścić informację bezpośrednio w tekście. Będzie ciekawiej.


Wydawało mi się, że historia o Nawojce, która przebrała się za żaka, by móc studiować w Krakowskiej Wszechnicy, jest powszechnie znana. Ale, teraz pomyślałam, że to ja patrzę, o tak, "ze swojego podwórka". A odważną, żadną wiedzy Nawojkę zdemaskowali sami studenci nie mogąc znieść, że znalazł się ktoś taki pilny, zdolny, pracowity i bardzo skromny - bowiem nie wychodził "na miasto", nie bywał w karczmach i nie uwodził mieszczek. Po odbytym nad nią sądzie, została zatem bardzo uczoną ksenią w klasztorze.
A czy wiesz kiedy oficjalnie zezwolono kobietom studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim?

Odnośnie takiego "rozwlekłego" zapisu. Mnie też lepiej się czyta, kiedy tekst jest "rozbity". Zabłąkane ł, po korektach czynionych na bieżące, zaraz skasuję.


Dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Zdobywca Artefaktu 2014
Posty: 925

Niezapomniana wizyta

Post#4 » 27 sie 2017, o 13:41

Oczywiście ich nie przyjęła

Ja bym przyjął. W końcu ktoś zachowali się przyzwoicie. Co prawda podejrzewam, że nie on, tylko "dyplomatyczna obstawa".

A poza tym - bardzo ciekawe.

Awatar użytkownika
Marian
Autor miesiąca
Posty: 435

Niezapomniana wizyta

Post#5 » 27 sie 2017, o 21:16

Bardzo dobra opowieść o tamtych czasach. Jakbym to sam widział i przeżył.
Gratulacje.

Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 218

Niezapomniana wizyta

Post#6 » 28 sie 2017, o 12:49

Marian pisze: Jakbym to sam widział i przeżył.


Miło mi, Marianie - no to wstawię kolejną migawkę z muzeum.

Pozdrawiam

Awatar użytkownika
DuralT
USS Gerald R. Ford
USS Gerald R. Ford
Posty: 1671

Niezapomniana wizyta

Post#7 » 28 sie 2017, o 21:29

Bardzo dobrze się ten tekst czytało, klarowny i prosty, przemawiający historią, którą warto było omówić. Łatwo wczułem się w klimat zwiedzania Collegium Maius, być może dlatego, że od święta tam bywam.

Dziękuję autorce za jego napisanie.
— No to płyńmy dalej, marynarzu, bo?
— Navigare necesse est, vivere non est necesse.
Andrzej Ziemiański – Pomnik Cesarzowej Achai - Tom V

Awatar użytkownika
Camenne
Jawna opcja Mandaloriańska
Jawna opcja Mandaloriańska
Posty: 4786

Niezapomniana wizyta

Post#8 » 29 sie 2017, o 08:39

Na początek drobnostki:
1.
Cóż za „elegancja i dobre maniery”, tyle zdążyła pomyśleć.

Z jego miny wywnioskowała, że po głowie kołatała mu myśl - wytrzymam, a kiedy gniew ojca minie, pozwoli mi powrócić do ulubionych zajęć, a nie włóczyć się tak bez sensu po jakiś zamkach, uczelniach, muzeach, czy cholera wie... czym.

Do końca pozostanę damą – na twarzy pani kustosz nie drgnął nawet jeden mięsień.

Dobrze byłoby ujednolicić zapis myśli, czyli po prostu dać tę pierwszą kursywą.

2.
- Piętnaście minut – szept pułkownika po cywilnemu doszedł do jej uszu.

- Trzy minuty – głos pułkownika po cywilnemu ponownie dobiegł do jej uszu.
To może celowe "powtórzenie" - tak bym je traktowała, bo zdania są analogiczne i jest to zauważalne mimo odległości między nimi - ale bym sugerowała zmianę. Podobnie niepotrzebnie pułkownik w każdym miejscu jest określany jako "pułkownik po cywilnemu".

3.
- Pani kustosz proszę podać księgę gości, nasz gość dokona w niej wpisu.
A tutaj zgubił się przecinek po wołaczu.

Było też parę innych zgubionych przecinków, ale z reguły nie wypisuję tak błahych potknięć, bo szkoda tak sztucznie przedłużać nimi komentarze.

Bardzo spodobał mi się motyw długopisu BIC i historia o psie na koniec, mają swój urok i fajnie akcentują opisaną sytuację z rumuńskim gościem. Takie "przemycanie" historii w prozie bardzo lubię. Zgrabnie napisany tekst, klimatyczny i ciekawy, chętnie czytałabym takich więcej.
Po-ta-toes! Boil them, mash them, stick them in a stew. Lovely big golden chips with a nice piece of fried fish.


Skróty: Jak poprawnie zapisywać dialogiMyślnik, półpauza i dywiz (łącznik) – jak je poprawnie stosowaćJak wstawić wcięcia akapitowe:piorko: Piórko

Awatar użytkownika
nebbia
Wydany pisarz
Posty: 218

Niezapomniana wizyta

Post#9 » 29 sie 2017, o 11:39

Camenne,
dziękuję za zwrócenie uwagi na drobiazgi interpunkcyjne i "kosmetykę".
Istotnie, dla czystości i "elegancji" zapisu ta pierwsza myśl pani kustosz powinna być napisana także kursywą. Poprawię, jak również ten zagubiony przecinek. W wolnej chwili przejrzę tekst jeszcze raz, z naciskiem na ewentualne potknięcia stylistyczne.
Co do zwrotu - "pułkownik po cywilnemu" - absolutnie przemyślany i uzasadniony zapis; świadectwo tamtych lat, Za nic go z mojego tekstu nie usunę. To niemalże związek frazeologiczny i w moim zamyśle podkreśla oraz uwypukla ówczesną atmosferę, a także odzwierciedla poglądy większości moich współpracowników - muzealników.

Pozdrawiam
nebbia

Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości