Zachęcamy do głosowania! Na zwycięzcę tytułu Komentatora Maja czeka nagroda książkowa - powieść ''W imię dziecka'' autorstwa Iana McEwana!

Ogłaszamy czas wielkich wyborów na Autora Miesiąca w dziale prozy!

Pszczoły to feministki

Inny punkt widzenia. Felietony, eseje, recenzje, reportaże, wywiady i pokrewne formy.
Adeptus Gedeon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 37

Pszczoły to feministki

Post#11 » 2 lis 2017, o 22:16

Ludzie zawsze będą mieli różne poglądy i dobrze, ale to nie jest tylko ich sprawa, jeśli krzywdzą w ten sposób innego człowieka. I kiedy krzywdzą, nie wystarczy powiedzieć, że są głupi, bo od tego trudno zmądrzeć, ale warto o tym podyskutować.

Ale "krzywdzenie" to też pojęcie względne, zależne od poglądów. Np. dla kogoś krzywdzeniem jest brak równości wobec prawa. A dla kogoś innego równość wobec prawa jest krzywdzeniem iksów, bo dla niego to oczywiste, że iksowie są lepsi od ygreków, więc traktowanie ich na równi jest krzywdzące dla iksów, niemoralne, niesprawiedliwe i podłe. Zresztą, samo stwierdzenie, że nie wolno krzywdzić, już jest przejawem subiektywnego światopoglądu. Dlatego w sumie, żaden pogląd nie jest "głupi" - wszystkie są równie absurdalne i irracjonalne.

A trutnie są potrzebne, bo jednak pszczoły muszą się rozmnażać. Bez trutni byłoby ciężko. Spłacają swój "dług" poprzez zapłodnienie królowej i przedłużenie pszczelej rodziny. Kiedy kończy się ich użyteczność, odchodzą.

No i właśnie to, ze ich użyteczność się kończy po wykonaniu jednego, konkretnego zadania, jest "niewydajne". Wydajniejszy byłby model, w którym po zapłodnieniu królowej, przechodziłyby w "tryb robotnicy". To trochę tak, jakby w ulu istniał rodzaj robotnic, które służą tylko do budowania nowych plastrów i po wybudowaniu tego plastra, wymierałyby. "Marnowanie zasobów" nie oznacza tylko "zasoby zostały zużytkowane w taki sposób, że nie przyniosło to zadnego zysku", ale również "zasoby zostały zużytkowane w taki sposób, że przyniosło to zysk mniejszy, niż największy możliwy przy takiej liczbie zasobów". Jeśli trutnie tylko zapładniają i wymierają, a mogłyby zapładniać i pracować, to jest to marnowanie zasobów przeznaczonych na "produkcję" trutni.
W sumie, to już lepiej byłoby, gdyby po zapłodnieniu trutnie były zabijane i zjadane, jak u modliszek czy niektórych pająków, wtedy "stopa zwrotu" z inwestycji polegającej na ich "produkcji" byłaby większa. No tak, pszczoły nie są chyba mięsożerne, ok. Ale w sumie cała ta moja pisanina to czyste teoretyzowanie - w końcu pszczoły nie podejmują świadomych decyzji i nie mogą sobie postanowić "od jutra znajdujemy dla trutni jakiś użytek poza zapładnianiem, to straszne marnotrastwo, żeby sobie gdzieś tam w swiecie zdychały i gniły i ul nie wycisnął z nich dodatkowych korzyści". Chodzi mi bardziej o to, że wydaje mi się, że wbrew pozorom, pszczeli system, taki, jaki przyniosła im ewolucja, nie jest aż tak zoptymalizowany, jak się na pierwszy rzut oka wydaje (bo przecież ewolucja, wbrew temu, co się czasem myśli, nie zawsze powoduje, że gatunek realizuje "maksymalny potencjał" - czasem niewydajne rozwiązania mogą przetrwać, bo mimo wszystko, sa wystarczająco wydajne, by gatunek w danych warunkach przetrwał).

Tagi:

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017
Posty: 240

Pszczoły to feministki

Post#12 » 3 lis 2017, o 11:53

Adeptus Gedeon pisze:Zresztą, samo stwierdzenie, że nie wolno krzywdzić, już jest przejawem subiektywnego światopoglądu. Dlatego w sumie, żaden pogląd nie jest "głupi" - wszystkie są równie absurdalne i irracjonalne.

To stwierdzenie, że nie wolno krzywdzić nie jest jedynie przejawem subiektywnego światopoglądu, bo jednak żyjemy zgodnie z pewną umową społeczną, której większość musi się podporządkować. Gdybyśmy ją całkiem odrzucili i wedle własnego pomysłu wszystko uznali za absurdalne oraz irracjonalne, istnieje prawdopodobieństwo, że byśmy sobie teraz tak po prostu nie pisali. Uważanie, że żaden pogląd nie jest głupi, jest po prostu głupie.

Adeptus Gedeon pisze:A dla kogoś innego równość wobec prawa jest krzywdzeniem iksów, bo dla niego to oczywiste, że iksowie są lepsi od ygreków, więc traktowanie ich na równi jest krzywdzące dla iksów, niemoralne, niesprawiedliwe i podłe.

Myślę, że jest jednak pewna subtelna różnica między poczuciem niesprawiedliwości spowodowanym postępowaniem wbrew naszym poglądom a nierespektowaniem praw drugiego człowieka i zadawaniem mu tym samym cierpienia.

A wracając do biednych trutni, to rzeczywiście, mogłoby być lepiej, ale cały ten system i tak jest nieźle pomyślany. Nie wspominając już o tańcu pszczół, genialna sprawa.
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Ross_Rabiaka
gladius tytanów
gladius tytanów
Posty: 1036

Pszczoły to feministki

Post#13 » 3 lis 2017, o 18:25

Nie znam się na behawioryzmach pszczół, ale twoja miniatura jak dla mnie jest mega. Kłaniam się :)
Matt C.

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017
Posty: 240

Pszczoły to feministki

Post#14 » 3 lis 2017, o 18:50

Dziękuję, Ross ;)
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Adeptus Gedeon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 37

Pszczoły to feministki

Post#15 » 3 lis 2017, o 18:58

To stwierdzenie, że nie wolno krzywdzić nie jest jedynie przejawem subiektywnego światopoglądu, bo jednak żyjemy zgodnie z pewną umową społeczną, której większość musi się podporządkować.

Strasznie nie lubię sformułowania "umowa społeczna". Umowa zakłada dobrowolność, żadne państwo nie działa na zasadzie dobrowolności. W tym również państwa demokratyczne - nie możesz powiedzieć "Ok, fajnie, proponujecie mi taką umowę, że będę płacić do wspólnej kasy i przestrzegać wspólnych zasad i zgodzę się na zastosowanie przymusu, jeśli przestanę płacić/przestrzegać zasad, a w zamian za to, będę mieć głos w stanowieniu reguł i korzystać z udogodnień kupowanych ze wspólnej kasy.... E nie, dziękuję, ja mam swoją chatkę w lesie, nie chcę z Wami współpracować, niczego Wam nie dam i niczego Wam nie chcę, jeśli to mi przyniesie szkodze, to moja strata, ale żadnej umowy społecznej nie podpisuję". Każde społeczeństwo opiera się na tym, że jest jakaś grupa, która mówi "Ma być tak, jak my mówimy, bo my uważamy, ze tak jest dobrze i koniec". Różne modele społeczeństwa różnią się tylko sposobem wyłaniania tej grupy i jej liczebnością (ale nigdy nie obejmuje ona całej społeczności).
No i właśnie "umowa" społeczna, zgodnie z którą "nie wolno krzywdzić" jest narzucaniem swojego subiektywnego światopoglądu.

Gdybyśmy ją całkiem odrzucili i wedle własnego pomysłu wszystko uznali za absurdalne oraz irracjonalne, istnieje prawdopodobieństwo, że byśmy sobie teraz tak po prostu nie pisali.

To, że uważam każdy pogląd za irracjonalny i absurdalny, nie oznacza, że każdy ma żyć po swojemu. Przecież mogę wychodzić z założenia, że skoro mój pogląd jest tak samo absurdalny, jak każdy inny, to dlaczego miałbym nie działać na rzecz tego, żeby wszyscy żyli według mojego poglądu, skoro on mi się podoba? Na tym polega każda władza - tylko przeważnie władza nie uświadamia sobie (albo nie przyznaje), że jej program to kolejne widzimisię i usiłuje wciskać oponentom, że "to nie jest żadna narzucona ideologia, tylko neutralność światopoglądowa, zdrowy rozsądek, uniwersalne wartości, umowa społeczna, to wynika z samej natury człowieczeństwa, czemu tego nie czujesz?".
Poza tym - a skąd założenie, że sytuacja, w której "byśmy sobie teraz tak po prostu nie pisali", byłaby zła? Przecież ktoś może np uważać sytuację, w której:
- nie pisalibyśmy, bo Internet by nie istniał, bo chaos doprowadziłby do zacofania i biedy za pozytywną, bo bieda i ciemnota są dobre, bo postęp i dobrobyt osłabiają człowieka i odciągają od ważnych rzeczy (jakie by one według tej osoby nie było),
- nie pisalibyśmy, bo byśmy się nienawidzili, za pozytywną, bo według tej osoby ciągła walka i konflikt są dobre, bo pozwalają wyłonić najsilniejszych, a według tej osoby siła jest wartością nadrzędną
- nie pisaliśmy, bo byśmy nie żyli, za pozytywną, bo życie jest złe.
Tak, ten ostatni punkt napisałem na poważnie. Jest coś takiego, jak ruchy antynatalistyczne - ludzie, którzy uważają, że ludzkość powinna wymrzeć. Bo wg nich życie pełne cierpienia jest gorsze od śmierci, a wg nich ogólnie w życiu ludzkim jest więcej cierpienia, niż przyjemności. Więc z ich punktu widzenia stwierdzenie "Twoja ideologia jest zła, bo doprowadziłaby do wymarcia ludzkości" jest absurdalne.
I owszem, z biologicznego punktu widzenia jest tak, że jedne zachowania pomagają gatunkowi przetrwać, a inne - przeszkadzają. Tyle, że to nie znaczy, ze te pierwsze są "dobre" - po prostu ewolucja działa tak, że jedna zachowania powodują to, a inne tamto. Podobnie jak grawitacja działa tak, że jeśli rzucisz w powietrze kamień, to on spadnie, ale z tego nie wynika, że podrzucania kamieni jest moralnie dobre (albo złe).

Myślę, że jest jednak pewna subtelna różnica między poczuciem niesprawiedliwości spowodowanym postępowaniem wbrew naszym poglądom a nierespektowaniem praw drugiego człowieka i zadawaniem mu tym samym cierpienia.

Oczywiście. Jest jedna różnica. Różnica polega na tym, że jedno UWAŻASZ za gorsze od drugiego. Albo, że ktoś inny UWAŻA odwrotnie. W obu przypadkach, ta różnica jest czysto subiektywna.
No właśnie. Nie oddajesz pokłonu hrabiemu X i w ten sposób nierespektujesz jego praw, jako hrabiego i zadajesz mu cierpienie. Właśnie w tym rzecz, że moralność oparta na "niezadawaniu cierpienia" do niczego nie prowadzi. Czy złodziej, morderca, gwałciciel nie cierpi, kiedy wymierzasz mu karę? Ba, czy nie cierpi, kiedy nie pozwalasz mu realizować swojej woli? Czy rasista nie cierpi, kiedy musi się zadawać z tymi brudnymi podludźmi? Czy fanatyk nie cierpi, kiedy w imię wolności słowa ludzie mogą bluźnić przeciwko jego wierze? Zasada "niezadawania cierpienia" nie prowadzi do niczego. Nawet nie jest zła, ona jest po prostu niemożliwa do zrealizowania. Bo każde działanie może wywołać u kogoś cierpienie. A brak działania może je wywołać u tych, którzy oczekują po Tobie działania. Kiedy ludzie mówią, że moralność powinna się opierać na minimalizacji cierpienia, empatii itd., tak naprawdę mają na myśli "moralność powinna się opierać na niewyrządzaniu ludziom tego, co ja uważam za cierpienie oraz poszanowaniu tych uczuć, które według mnie na poszanowanie zasługują". Czysty subiektywizm. Zresztą, tak w ogóle - dlaczego akurat reakcje chemiczne zachodzące w gąbczastych obiektach mieszczących się w czaszkach jakichś śmiesznych stworków zamieszkujących wielką, pędzącą przez pustkę, z grubsza kulistą skałę, miałyby być miarą dobra i zła?
Tym bardziej, jeśli chodzi o prawa człowieka. A jakie są te prawa człowieka? Według Ciebie takie. A według Ixa inne. W obu przypadkach, są to wymysły - przecież nie ma jakichś obiektywnych praw człowieka, jako praw natury, nie da się naukowo udowodnić "istnieją prawa człowieka i są one takie i takie". To są prawa ustanowione przez ludzi - skoro jeden człowiek może sobie ustanowić takie prawa, dlaczego inny nie mógłby sobie ustanowić innych? Bo ten pierwszy mówi, że nie wolno?

Właściwie, jedyną szansą na istnienie "obiektywnej" moralności jest istnienie Boga - jakiegoś najwyższego, jedynego w swoim rodzaju autorytetu, który mógłby powiedzieć "To jest dobre, bo ja tak mówię" - i nie istniałby nikt Mu równy, kto mógłby powiedzieć "Ok, a ja uważam, że jest złe, dlaczego Twoje zdanie miałoby być ważniejsze od mojego" (jak to jest z systemami wartości tworzonymi przez ludzi). Tyle, że jakoś za bardzo nie udało się udowodnić istnienia Boga, a tym bardziej udowodnić, jaka jest Jego wola w kwestii moralności, więc wracamy do punktu wyjścia.

Ja np uważam, że kradzież jest zła. Uważam, że powinna być karana, a jeśli jest to możliwe, należy jej zapobiegać. Ale to jest moje zdanie, mój gust, nie żadne "uniwersalne wartości". Poznałem sporo ludzi, którzy uważali, że kradzież jest czynem moralnie obojętnym - kijem tego, kto nie pilnuje swego, nie potrafiłeś upilnować swojej własności, więc miałem prawo ją zabrać - ale doniesienia na złodzieja i ukaranie tego złodzieja uważają za czyn podły, niemoralny, sprawiający cierpienie "dobrym chłopakom patrzącym na świat spoza krat". I co? I nico. Bo mnie wali ich zdanie, ich cierpienie. Chcę, żeby kradzież była karana, bo mi się kradzież nie podoba. I kradzież jest karana dlatego, że nas, ludzi, którym się ona podoba jest więcej, niż tych, którzy nie widzą w niej niczego złego. I my, prawem silniejszego, narzucamy swoją ideologię tamtych. I to nie jest żadna umowa społeczna, tylko zwykły przymus. Taki sam, jak przymus bandyty dokonującego napadu. Jedyna różnica jest taka, że to jest NASZ przymus.

Dajmy na to - wielu ludzi uważa, że dyskryminacja w zatrudnieniu jest łamaniem praw człowieka. A ja uważam, że zakaz dyskryminacji w zatrudnieniu (w podmiotach prywatnych) jest "łamaniem praw człowieka", bo to chore, żeby właściciel przedsiębiorstwa nie miał prawa zadecydować, że z kimś nie chce współpracować, że komuś nie chce powierzać swojej własności i jeśli sobie postanowi, że chce zatrudniać tylko jednonogich biseksualnych blondynów wyznających judaizm reformowany, to wyłącznie jego sprawa.

A wracając do biednych trutni, to rzeczywiście, mogłoby być lepiej, ale cały ten system i tak jest nieźle pomyślany. Nie wspominając już o tańcu pszczół, genialna sprawa.

No ale właśnie nie chodzi o to, czy trutnie są biedne, czy nie, tylko że spisywanie ich na straty po rozmnożeniu jest zwyczajnym marnotrastwem. To jest tak, jakby ktoś produkował kalkulatory, które są w stanie wykonać jedno działanie ( i tylko w zakresie dodawania), oferował klientom program utylizacji kalkulatorów i zachwalał, ze to mega system "No bo skoro po wykonaniu jednego dodawania kalkulator się do niczego nie nadaje, to lepiej go zutylizować, to jest oszczędność!". Ale to jest badziewny system, bo dlaczego kalkulator ma się nadawać tylko do jednego działania?

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017
Posty: 240

Pszczoły to feministki

Post#16 » 4 lis 2017, o 18:10

Adeptus Gedeon pisze:No i właśnie "umowa" społeczna, zgodnie z którą "nie wolno krzywdzić" jest narzucaniem swojego subiektywnego światopoglądu.

No dobrze, ale co by było, gdyby taka umowa nie istniała? Żylibyśmy sobie szczęśliwie w lesie, na plaży, nad jeziorem, gdzie i jak dusza zapragnie? Nie wydaje mi się. Od samego początku społeczeństwa podlegały tej najsilniejszej jednostce lub grupie osób, która trzymała je w ryzach oraz decydowała o sprawach, nad którymi dyskutować nie było czasu. Nie zawsze się to sprawdzało i nie wszyscy byli zadowoleni. Ale w przypadku tak dużej grupy dogodzić każdemu nie sposób.

Adeptus Gedeon pisze:To, że uważam każdy pogląd za irracjonalny i absurdalny, nie oznacza, że każdy ma żyć po swojemu.

Tylko że tak to by się skończyło. Nie wszyscy myślą jak Ty. Gdyby nagle każdy pogląd uznać za irracjonalny oraz absurdalny, pewnie większość ludzi wolałaby żyć po swojemu. Przecież nie będą słuchać subiektywnych poglądów innego człowieka, w dodatku jakichś absurdalnych, skoro mogą postępować według własnych, ich zdaniem bardziej właściwych.

Adeptus Gedeon pisze:Poza tym - a skąd założenie, że sytuacja, w której "byśmy sobie teraz tak po prostu nie pisali", byłaby zła?

Dla jednego brak internetu, zacofanie czy śmierć mogą być pożądanym zjawiskiem, ale dla mnie niekoniecznie. I subiektywnie - dlaczego ja mam cierpieć, bo ktoś nie chce internetu? Jeśli nie chce, niech nie używa. No i znów - ludzie zawsze będą mieli różne poglądy i trzeba jakoś z tym żyć, czasem wybierając "subiektywnie" mniejsze zło.


Adeptus Gedeon pisze:Oczywiście. Jest jedna różnica. Różnica polega na tym, że jedno UWAŻASZ za gorsze od drugiego. Albo, że ktoś inny UWAŻA odwrotnie. W obu przypadkach, ta różnica jest czysto subiektywna.

Moim subiektywnym zdaniem różnic jest więcej. Możesz zrównać cierpienie spowodowane tym, że nikogo dzisiaj nie zabiłem, a odczuwam taką potrzebę z cierpieniem ofiary morderstwa czy gwałtu? Bo morderca by cierpiał, jakby nie zabił? To nie jest kwestia tylko tego, jak ktoś uważa. To jest też kwestia ran, bólu oraz urazu na całe życie. Cierpienie cierpieniu nierówne i twierdzenie, że zasada niezadawania cierpienia nie prowadzi do niczego, bo zawsze ktoś cierpi, jest naciągane.

Adeptus Gedeon pisze:To są prawa ustanowione przez ludzi - skoro jeden człowiek może sobie ustanowić takie prawa, dlaczego inny nie mógłby sobie ustanowić innych? Bo ten pierwszy mówi, że nie wolno?

Tak, właśnie dlatego. Już niektórzy próbowali działać według własnych zasad i (subiektywnie) nic dobrego z tego nie wyszło.

Na dobrą sprawę prawie wszystko można uznać za subiektywne, ale subiektywne nie oznacza złe. Zasady oraz prawa są nam potrzebne do spokojnego życia, którego większość ludzi pragnie, a bez nich zapanowałaby totalna samowolka. Poza tym twierdzenie, że dane wartości są irracjonalne też nie do końca jest prawdą, ponieważ mają one swoje uzasadnienie w codziennym życiu.

Adeptus Gedeon pisze:No ale właśnie nie chodzi o to, czy trutnie są biedne, czy nie, tylko że spisywanie ich na straty po rozmnożeniu jest zwyczajnym marnotrastwem.

Prawda, mogłoby to być lepiej przemyślane i zrobione. Ale, jak zauważyłeś, mimo tych wad pszczoły radzą sobie w życiu świetnie, więc generalnie system się sprawdza, a nawet zasługuje na pewien podziw.
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Adeptus Gedeon
scyzoryk
scyzoryk
Posty: 37

Pszczoły to feministki

Post#17 » 4 lis 2017, o 20:59

No dobrze, ale co by było, gdyby taka umowa nie istniała? Żylibyśmy sobie szczęśliwie w lesie, na plaży, nad jeziorem, gdzie i jak dusza zapragnie? Nie wydaje mi się. Od samego początku społeczeństwa podlegały tej najsilniejszej jednostce lub grupie osób, która trzymała je w ryzach oraz decydowała o sprawach, nad którymi dyskutować nie było czasu. Nie zawsze się to sprawdzało i nie wszyscy byli zadowoleni. Ale w przypadku tak dużej grupy dogodzić każdemu nie sposób.

Ale mi właśnie chodzi o to, że taka umowa NIE ISTNIEJE. Zresztą, sama dalej piszesz o najsilniejszej jednostce lub grupie osób, które trzymają resztę w ryzach. To nie jest umowa, to jest przymus - niezależnie od tego, jak ten stan oceniamy. To, że uważamy to za konieczne, czy dobre, nie zmienia faktu, że z umową to nie ma nic wspólnego.
Dalej - piszesz: "Żylibyśmy sobie szczęśliwie w lesie, na plaży, nad jeziorem, gdzie i jak dusza zapragnie? Nie wydaje mi się". No ale przecież ktoś może nie zgadzać się z ładem społecznym (tym, co nazywasz "umową") nie dlatego, że wierzy, że jego obalenie pozwoli mu żyć szczęśliwie na plaży, tylko np dlatego, że uważa, że obalenie ładu sprowadzi chaos i rąbankę, albo nawet zagładę rodzaju ludzkiego - i właśnie taki stan uważa za dobry.

Tylko że tak to by się skończyło. Nie wszyscy myślą jak Ty. Gdyby nagle każdy pogląd uznać za irracjonalny oraz absurdalny, pewnie większość ludzi wolałaby żyć po swojemu. Przecież nie będą słuchać subiektywnych poglądów innego człowieka, w dodatku jakichś absurdalnych, skoro mogą postępować według własnych, ich zdaniem bardziej właściwych

Ale przecież WŁAŚNIE TAK TO DZIAŁA. W naszym społeczeństwie jest mnóstwo ludzi, którzy uważają światopogląd będący podstawą obecnego ładu społecznego - te wszystkie prawa człowieka, demokratyczne państwo prawa, szacunek dla własności prywatnej, tolerancję, równość, ba, samo istnienie państwa jako takiego - za absurdalny i irracjonalny (oczywiście, jest wiele grup takich ludzi i te grupy kwestionują różne elementy tzw "uniwersalnych ludzkich wartości" i poglądy innych grup uważają za podobnie absurdalne i irracjonalne). Ale większość tych ludzi przestrzega prawa - nie dlatego, że uważa je za sensowne, tylko z przymusu. Ty też na pewno potrafiłabyś podać jakieś poglądy, które uważasz za irracjonalne. Chodzi tylko o to, żeby uświadomić sobie, że wszystkie poglądy są tak samo irracjonalne - moje, Twoje, wszystkie.

Dla jednego brak internetu, zacofanie czy śmierć mogą być pożądanym zjawiskiem, ale dla mnie niekoniecznie. I subiektywnie - dlaczego ja mam cierpieć, bo ktoś nie chce internetu? Jeśli nie chce, niech nie używa.

No ale jemu cierpienia nie sprawia używanie Internetu przez niego, tylko samo istnienie Internetu. Uważa go za zło. Cierpi, gdy widzi, że ludzie marnują swój czas na niego. Gdybyś chciała się konsekwentnie kierować zasadą "złe jest to, co zadaje cierpienie", powinnaś w takim wypadku zrezygnować z Internetu, żeby nie sprawiać mu cierpienia.
Możesz zrównać cierpienie spowodowane tym, że nikogo dzisiaj nie zabiłem, a odczuwam taką potrzebę z cierpieniem ofiary morderstwa czy gwałtu? Bo morderca by cierpiał, jakby nie zabił? To nie jest kwestia tylko tego, jak ktoś uważa. To jest też kwestia ran, bólu oraz urazu na całe życie. Cierpienie cierpieniu nierówne i twierdzenie, że zasada niezadawania cierpienia nie prowadzi do niczego, bo zawsze ktoś cierpi, jest naciągane.

Właśnie rzecz w tym, że nie ma żadnego obiektywnego, racjonalnego miernika cierpienia. To jest właśnie kwestie tylko tego, jak ktoś uważa. Ja uważam, że cierpienie, które odczuwam, widząc na ulicach tych plugawych szatynów, jest większe niż cierpienie, jakie odczują, gdy ich bezboleśnie zutylizuję. Jak naukowo zmierzysz cierpienie i udowodnisz mi, że nie mam racji? Jaki jest obiektywny miernik cierpienia, jego skala? To są czysto subiektywne oceny.

Na dobrą sprawę prawie wszystko można uznać za subiektywne, ale subiektywne nie oznacza złe.

Ech. "Subiektywne" nie oznacza "złe". "Subiektywne" oznacza, że pojęcia "zła" i "dobra" nie mają żadnego logicznego sensu, są jedynie czyimś widzimisię.

Zasady oraz prawa są nam potrzebne do spokojnego życia, którego większość ludzi pragnie, a bez nich zapanowałaby totalna samowolka.

No właśnie. A Zenek uważa, że najwyższą wartością jest totalna samowolka, a spokojne życie to zło. Dlatego uważa zasady za irracjonalne, bo przecież one pomagają triumfować złu kosztem dobra.
Problem z poglądami jest taki, że możesz powiedzieć sobie "X jest dobre, działanie Y pomaga realizować X, więc Y jest dobre". Problem w tym, że to, co sobie podstawisz jako "X", to jest właśnie Twoje widzimisię. Stwierdzenie "zasady są dobre, bo pomagają spokojnie żyć, a spokojne życie jest dobre" nie jest mniej absurdalne czy irracjonalne niż "ludobójstw jest dobre, bo pomaga zachować czystość rasową, a czystość rasowa jest dobra".
I nie, to, że większość jakiś pogląd nie sprawia, że staje się on bardziej racjonalny. To tylko sprawia, że łatwiej ten pogląd narzucić innym.

Poza tym twierdzenie, że dane wartości są irracjonalne też nie do końca jest prawdą, ponieważ mają one swoje uzasadnienie w codziennym życiu.

Nie mają. Te wartości pomagają Ci realizować cele, które uważasz za dobre. Ale to, ze dany cel uważasz za dobry, jest irracjonalne. Np. to, że w naszym społeczeństwie jak ktoś kogoś obrazi, to obrażonemu nie wolno go zaatakować, ma takie uzasadnienie, że dzięki temu jest mniejsze ryzyko utraty zdrowia i życia. I jeśli za wartości naczelne uważasz zdrowie i życie, to system zdaje się sensowny. Ale jeśli np. najbardziej cenisz honor, to już jest bzdurny.

Prawda, mogłoby to być lepiej przemyślane i zrobione. Ale, jak zauważyłeś, mimo tych wad pszczoły radzą sobie w życiu świetnie, więc generalnie system się sprawdza, a nawet zasługuje na pewien podziw.

Gdyby od jutra wszyscy ludzie zaczęli używać tylko jednej ręki, zapewne nie doprowadziłoby to do wyginięcia ludzkości. I po 100 latach ktoś mógłby powiedzieć "No, ludzki system używania tylko jednej ręki, pomimo wad się sprawdza, a nawet zasługuje na pewien podziw".

Awatar użytkownika
Karen
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Mistrzyni tortur narzędziami dentystycznymi
Posty: 1286

Pszczoły to feministki

Post#18 » 8 sty 2018, o 23:03

Oj tam, a ja nie będę wymyślać mądrych uwag, bo tekst odbieram jako luźny, nieco na wesoło i z przymróżeniem oka, więc traktuję go w taki sposób. Nie wszystko musi być na poważnie :D
Zgrabnie napisany, przyjemny kawałeczek, taki w sam raz na przystawkę. ;)
Jeśli nie wiesz, co masz dalej zrobić, to zrób sobie kawę.

Awatar użytkownika
Eneriston
Zdobywca Artefaktu 2017
Posty: 240

Pszczoły to feministki

Post#19 » 11 sty 2018, o 15:48

Dziękuję za opinię, Karen! :D
Granice mojego języka są granicami mojego świata.

Wróć do „Publicystyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość